-Pewnie, pomogę ci.-uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę wyjścia.-Tak na marginesie, od dawna tu jesteś?
Jak ja nienawidzę mojej nieśmiałości... ech.
-Nie... od trzech miesięcy.-poprawiłam niepewnie kosmyk włosów opadający mi na twarz.-Mówiłeś, że niedawno przyjechałeś, masz tu jakieś rodzeństwo?
-Tak, siostrę Catrice. Jest ode mnie rok młodsza, chociaż wygląda na starszą.-skrzywił się lekko po tych słowach.-A ty?
-Mam siostrę, jest ode mnie trzy lata młodsza, ale nie ma jej tu. Ona i konie...-pokręciłam głową i zauważyłam, że czuję się coraz pewniej.- nie przepada za nimi. Powiem inaczej; ona bardzo nie lubi tych zwierząt... nawet nie wiem, dlaczego.
Chłopak chyba trochę się zdziwił.
-Aha.-wzruszył ramionami nie rozumiejąc zachowania mojej siostry i zmienił temat.-Mówiłaś coś o okolicy... w sumie chętnie zobaczyłbym teren.-powiedział, a moja niepewność powróciła.
-Em... jasne, ściągnijmy tylko konie.-wymamrotałam.
Curtis uniósł brwi zdziwiony nagłą zmianą mojego nastawienia, ale nic nie powiedział.
Byliśmy już kilkanaście metrów od pastwiska, więc musiałam coś powiedzieć.
-Ja wezmę Star'a, tego karosrokatego, a ty.. może Tupeta?-zaproponowałam starając się, aby mój głos brzmiał pewnie.-To ten fryz.-wyjaśniłam spotkając pytające spojrzenie chłopaka, który chwycił uwiąz wiszący na ogrodzeniu.
Uchyliłam wejście i, upewniając się, że Curt wszedł do środka, zamknęłam znowu, aby żaden z koni nie wyszedł. Zacmokałam, na co kilka zwierząt, między innymi Star i Tupet, podeszło do mnie i stojącego obok chłopaka. Zapięłam uwiąz i wyszłam, co jakiś czas zerkając, czy Curtis idzie za mną, w końcu był nowy i mógł pomylić drogę. Po odstawieniu tych koni przyszła pora na kolejne. Szliśmy obok siebie w milczeniu, Curt najwyraźniej postanowił przerwać ciszę.
-Na kim jedziesz w teren? Na Amorze?-zapytał i wypatrywał czegoś w oddali.
A no tak.. przecież on nie wie.
-Nie, nie na nim... wsiądę na Ikara, na oklep.-powiedziałam próbując odnaleźć karego wzrokiem.
Kilka minut później prowadziłam go już do stajni, obok mnie szedł Curtis z Jabłonką, mówiąc coś do niej po cichu. Uśmiechnęłam się; był to dość zabawny widok-na oko dwudziestoletni chłopak mamroczący coś pod nosem do siwej, strzygącej uszami klaczy arabskiej, w dodatku idący szybkim marszem.
Niedługo potem wszystkie konie były już w stajni, domknęłam tylko boks Arysa, z zadowoleniem gładząc go po chrapach.
-To ja idę siodłać Jabłonkę.-rzucił Curt i ruszył po sprzęt.
-Jabłonkę?-zdziwiłam się i coś mi zaświtało.-Dzierżawisz ją?
-Yhym.-potwierdził i wszedł do jej boksu.
Przyniosłam ogłowie i ochraniacze, po czym wyprowadziłam Ikara. Curtis czyścił już Jabłonkę. Zauważyłam, że nie wziął siodła. Przycisnęłam zgrzebło do posklejanej sierści konia i kulistymi ruchami starałam się doprowadzić ją do porządku. Udało mi się to po trzydziestu minutach, chłopak skończył mniej więcej w tym samym czasie. Założyłam ogłowie i ochraniacze, po czym wyszłam ze stajni i jakoś wsiadłam na Ikara. Po chwili dołączył do mnie Curtis.
Stępowaliśmy w stronę lasu, który stał daleko przed nami. Za plecami rozciągało się pole i widać było zarysy Dressage Academy.
-Zakłusujemy?-zapytałam czując, że Ikar nieco się niecierpliwi. I tak w porównania do Amora był aniołkiem.
Curt kiwnął głową, więc przeszłam do wyższego chodu. Po chwili dopasowałam się do dość wybijającego ruchu konia. Chłopak spojrzał na mnie, wiedziałam, że chce zagalopować. Kiwnęłam więc głową, a Curt cmoknął, na co Jabłonka zagalopowała. Ikar szybko poszedł jej śladem. Przyspieszyłam widząc, że takie tempo odpowiada karemu. Zerknęłam na Curtisa; pochylony w półsiadzie w pełni panował nad siwą klaczą, na jego twarzy błąkał się uśmiech.
Nagle wszystko odwróciło się. Jechaliśmy coraz szybciej, zauważyłam zbliżający się rów.
Usłyszałam strzały, wprawdzie daleko, ale to wystarczyło, aby pobudzić wspomnienia. Przypomniałam sobie szaleńczą prędkość. Przerażenie Amora, zbliżający się rów z wodą, w końcu upadek...
Strach przejął kontrolę nad moim ciałem. Zacisnęłam powieki, a Ikar wyłamał. Przeleciałam nad jego szyją i wylądowałam tuż przed rowem. Curtis zeskoczył szybko z klaczy i złapał wodze Ikara.
-Co się stało? Wszystko okej?-zaniepokojony gładził zdezorientowanego Ikara po szyi.
Drżałam, oczy zaszły mi łzami. Postanowiłam powiedzieć tylko tyle, ile będzie trzeba.
-Nic, wszystko okej, ostatnio po prostu miałam wypadek i przypomniało mi się...
-Mów.-rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu, więc się poddałam.
-Jechałam zawody crossowe na moim koniu, Amorze. On jest po przejściach, w dodatku ma trudny charakter i boi się wielu rzeczy. Na początku przejazdu było dobrze, jechaliśmy na czysto. Zdarzyło mu się lekko bryknąć, ale to nie przeszkadzało w skakaniu. Nagle usłyszałam strzały, Amor poniósł...-łzy cisnęły mi się do oczu, ale starałam się nie płakać. Nie teraz, tylko nie teraz...-Nie sposób było go zatrzymać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że został postrzelony. Pędziliśmy prosto na rów z wodą, koń się poślizgnął i przewrócił. Przygniótł mi trochę nogę. W szpitalu powiedziano mi, że nie żyje...-zaczęłam cicho płakać.- Na szczęście udało się go uratować, ale co gdyby?! Curtis, co, jeśli właśnie teraz jakiś koń został postrzelony przez tych psychopatów?!?-łzy lały się po moich policzkach strumieniami.
Chłopak wyglądał na oszołomionego, ale ogarnął się.
-Znajdziemy tych ludzi i nie pozwolimy im zostać na wolności. A teraz wstawaj.-uśmiechnął się.
Posłusznie podniosłam się z ziemi i wsiadłam na Ikara. Curt wskoczył na Jabłonkę i ruszyliśmy stępem do Akademii.
-Znasz mnie pierwszy dzień, a już zdążyłam się przy tobie rozryczeć.-powiedziałam nieco zawstydzona moim wybuchem.
> Curtis? Sory za literówki, pisane na fonie xc<
>Szadoł: Pewnie że zrozumie, swoją drogą miałam podobną sytuacje XDDD <
środa, 22 lutego 2017
wtorek, 21 lutego 2017
od Curtisa cd. Triss
- Co tam, braciszku? - Catrice kucnęła obok, zaglądając mi przez ramię. Nim zdążyła przeczytać jakąkolwiek moją wiadomość, zablokowałem telefon. Czasami potrafiła być naprawdę ciekawska, jeżeli chodzi o moje życie prywatne, by potem rzucać mi złośliwe uśmieszki i grozić, że komuś to wygada. Nie przejmowałem się tym drugim - miałem sto procent pewności co do tego. Ale jej gesty i komentarze czasem naprawdę mogły człowieka wytrącić z równowagi.
- Co chciałaś? - spytałem, lekko zniecierpliwiony, przyglądając się jej z niesmakiem. Zawsze, kiedy używała słowa "braciszku", to albo chciała mnie trochę podenerwować, albo pożyczyć kilka dolarów. Coś czułem, że tym razem chodzi o pieniądze.
- Hej, skąd ta pewność, że czegoś chcę? - wyszczerzyła swoje perłowe kiełki. Z niesmakiem musiałem przyznać, że to ona z naszej dwójki wyglądała na starszą. Zawsze tak było, przez co spotykałem się z niemiłymi komentarzami w dzieciństwie. Heh, ciekawe, kto będzie wyglądał gorzej, kiedy ukończy czterdziestkę. - Może po prostu chciałam pogadać... jak siostra z bratem!
- Umierasz i chcesz odkupić swoje winy? - uniosłem brwi w geście zdumienia.
- Ha ha - prychnęła, waląc mnie w ramię. - Nie, nie umieram. Będziesz musiał się ze mną trochę pomęczyć - znów posłała mi uśmieszek godny córeczki szatana.
- No, to o co chodzi? I zanim cokolwiek powiesz, to przypominam, że jeszcze wisisz mi dziesięć dolarów.
- Spokojnie, oddam ci - wywróciła oczami. - Kiedyś na pewno... nie ważne, trochę licho u mnie z kasą. Poratujesz siostrzyczkę, prawda?
- A co będę z tego miał?
- Na sto procent oddam ci wszystkie twoje pieniądze w następnym tygodniu - powiedziała, z ręką na sercu. - W środę - sprecyzowała. - O równej czternastej.
- I jeszcze wykąpiesz Rufo - tym razem to ja posłałem jej złośliwy uśmieszek. Catrice zrzędła mina. Dobrze wiedziałem, że nienawidzi mojego pupila... i dlatego będę się tego trzymał. Może wtedy odczepi się ode mnie i zacznie się zapożyczać od kogoś innego.
- Wal się - mruknęła, zniesmaczona. - Nie będę zajmować się tym kundlem.
- Jakim kundlem? Toż to rodowity doberman, a nie kundel - oburzyłem się.
- A co to za różnica? - wywróciła oczami. - Nie ważne. Pożyczę od kogoś innego, skoro ty taki skąpy jesteś. A swojej kasy jeszcze długo nie zobaczysz! - rzuciła na odchodne.
Westchnąłem ciężko. Może warto było stracić te kilka dolarów. Nie, żeby coś, ale ta mała wredota, która jest moją siostrą, potrafi być bardzo upierdliwa.
Zerknąłem na zegarek w telefonie. Już dawno było porze śniadaniowej, pewnie niedługo zaczną się zajęcia. Wstałem spod drzewa i otrzepałem spodnie. Może i jestem nowy i przy odrobinie szczęścia będę mieć trochę fory, jeżeli się spóźnię, ale wołałem tego nie sprawdzać. Rysia przykładem świecić nie będzie, więc z naszej dwójki ja to muszę zrobić. I w sumie, przed zajęciami warto byłoby się trochę zaznajomić ze szkolnymi końmi, bo może i mam kasę na nowego, ale wolę jej jeszcze troszkę przyoszczędzić. Na pewno kiedyś jakiegoś będę miał.
Kiedy doszedłem do stajni, o dziwo nikt się tam nie kręcił. Może się pomyliłem i do zajęć jest jeszcze kupa czasu? Bardzo prawdopodobne. Zacząłem się trochę przyglądać koniom. Zauważyłem, że jedno z tych dumnych stworzeń zaczęło uważnie śledzić każdy mój ruch. Z uśmiechem wystawiłem dłoń do siwego konia, na co ten przyłożył do niej swój łeb. Głaskałem go - albo ją - dopóki nie usłyszałem, jak ktoś wchodzi do budynku. Tym ktosiem okazała się brunetka prowadząca, prawdopodobnie, swojego wierzchowca. Kiedy prowadziła konia do boksu zauważyłem, że była nieco speszona moją obecnością.
- Cześć... - powiedziała nieśmiało. - Jestem Triss Brown. Nie widziałam cię tu wcześniej...?
- Dopiero przyjechałem, nazywam się Curtis Wedderburn - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Emm... pomógłbyś ściągnąć mi konie szkółkowe z pastwisk? Oczywiście jeśli chcesz. - dodała niepewnie. - A, mój koń to Amor. Pewnie chciałbyś też zobaczyć okolicę... - wymamrotała.
- Pewnie, pomogę ci - uśmiechnąłem się. Ach, więc to stąd tamte konie na pastwiskach... jestem taką gapą, czy po prostu odbyły się zajęcia dla początkujących? Z dumą mogę stwierdzić, że w tej dziedzinie akurat mam wyższy level. I to tylko i wyłącznie zasługa ciotki. - Tak na marginesie... od dawna tu jesteś? - spytałem, idąc wraz z nią w kierunku wyjścia. Chciałem jakoś zacząć rozmowę, rozluźnić atmosferę, bo zauważyłem, że dziewczyna nie czuła się ze mną najlepiej.
Triss? Sorka, że tak długo czekałaś :c
- Co chciałaś? - spytałem, lekko zniecierpliwiony, przyglądając się jej z niesmakiem. Zawsze, kiedy używała słowa "braciszku", to albo chciała mnie trochę podenerwować, albo pożyczyć kilka dolarów. Coś czułem, że tym razem chodzi o pieniądze.
- Hej, skąd ta pewność, że czegoś chcę? - wyszczerzyła swoje perłowe kiełki. Z niesmakiem musiałem przyznać, że to ona z naszej dwójki wyglądała na starszą. Zawsze tak było, przez co spotykałem się z niemiłymi komentarzami w dzieciństwie. Heh, ciekawe, kto będzie wyglądał gorzej, kiedy ukończy czterdziestkę. - Może po prostu chciałam pogadać... jak siostra z bratem!
- Umierasz i chcesz odkupić swoje winy? - uniosłem brwi w geście zdumienia.
- Ha ha - prychnęła, waląc mnie w ramię. - Nie, nie umieram. Będziesz musiał się ze mną trochę pomęczyć - znów posłała mi uśmieszek godny córeczki szatana.
- No, to o co chodzi? I zanim cokolwiek powiesz, to przypominam, że jeszcze wisisz mi dziesięć dolarów.
- Spokojnie, oddam ci - wywróciła oczami. - Kiedyś na pewno... nie ważne, trochę licho u mnie z kasą. Poratujesz siostrzyczkę, prawda?
- A co będę z tego miał?
- Na sto procent oddam ci wszystkie twoje pieniądze w następnym tygodniu - powiedziała, z ręką na sercu. - W środę - sprecyzowała. - O równej czternastej.
- I jeszcze wykąpiesz Rufo - tym razem to ja posłałem jej złośliwy uśmieszek. Catrice zrzędła mina. Dobrze wiedziałem, że nienawidzi mojego pupila... i dlatego będę się tego trzymał. Może wtedy odczepi się ode mnie i zacznie się zapożyczać od kogoś innego.
- Wal się - mruknęła, zniesmaczona. - Nie będę zajmować się tym kundlem.
- Jakim kundlem? Toż to rodowity doberman, a nie kundel - oburzyłem się.
- A co to za różnica? - wywróciła oczami. - Nie ważne. Pożyczę od kogoś innego, skoro ty taki skąpy jesteś. A swojej kasy jeszcze długo nie zobaczysz! - rzuciła na odchodne.
Westchnąłem ciężko. Może warto było stracić te kilka dolarów. Nie, żeby coś, ale ta mała wredota, która jest moją siostrą, potrafi być bardzo upierdliwa.
Zerknąłem na zegarek w telefonie. Już dawno było porze śniadaniowej, pewnie niedługo zaczną się zajęcia. Wstałem spod drzewa i otrzepałem spodnie. Może i jestem nowy i przy odrobinie szczęścia będę mieć trochę fory, jeżeli się spóźnię, ale wołałem tego nie sprawdzać. Rysia przykładem świecić nie będzie, więc z naszej dwójki ja to muszę zrobić. I w sumie, przed zajęciami warto byłoby się trochę zaznajomić ze szkolnymi końmi, bo może i mam kasę na nowego, ale wolę jej jeszcze troszkę przyoszczędzić. Na pewno kiedyś jakiegoś będę miał.
Kiedy doszedłem do stajni, o dziwo nikt się tam nie kręcił. Może się pomyliłem i do zajęć jest jeszcze kupa czasu? Bardzo prawdopodobne. Zacząłem się trochę przyglądać koniom. Zauważyłem, że jedno z tych dumnych stworzeń zaczęło uważnie śledzić każdy mój ruch. Z uśmiechem wystawiłem dłoń do siwego konia, na co ten przyłożył do niej swój łeb. Głaskałem go - albo ją - dopóki nie usłyszałem, jak ktoś wchodzi do budynku. Tym ktosiem okazała się brunetka prowadząca, prawdopodobnie, swojego wierzchowca. Kiedy prowadziła konia do boksu zauważyłem, że była nieco speszona moją obecnością.
- Cześć... - powiedziała nieśmiało. - Jestem Triss Brown. Nie widziałam cię tu wcześniej...?
- Dopiero przyjechałem, nazywam się Curtis Wedderburn - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Emm... pomógłbyś ściągnąć mi konie szkółkowe z pastwisk? Oczywiście jeśli chcesz. - dodała niepewnie. - A, mój koń to Amor. Pewnie chciałbyś też zobaczyć okolicę... - wymamrotała.
- Pewnie, pomogę ci - uśmiechnąłem się. Ach, więc to stąd tamte konie na pastwiskach... jestem taką gapą, czy po prostu odbyły się zajęcia dla początkujących? Z dumą mogę stwierdzić, że w tej dziedzinie akurat mam wyższy level. I to tylko i wyłącznie zasługa ciotki. - Tak na marginesie... od dawna tu jesteś? - spytałem, idąc wraz z nią w kierunku wyjścia. Chciałem jakoś zacząć rozmowę, rozluźnić atmosferę, bo zauważyłem, że dziewczyna nie czuła się ze mną najlepiej.
Triss? Sorka, że tak długo czekałaś :c
poniedziałek, 20 lutego 2017
od Viktorii cd. Rush'a
Czyli nasze przemyślenia się sprawdziły, Aleu kupiła konia.
-Uważaj! Ty idioto chodzący!-umarły się w grobie przewraca słysząc te wrzaski pewnie...
-To sama sobie go poprowadź!-wściekły głos Jasona powinien dać jej do myślenia, ale przecież zniszczy ( nie wiem co tu jest do niszczenia... i tak jest idiotką.) sobie swój wizerunek. Dziewczyna wreszcie wyprowadziła konia z przyczepy i swoim przesłodzonym głosikiem wychwalała go pod niebiosa.
-Francuzie! Jesteś taki idealny! Chodź niech Cię tylko zobaczą! Opadną im szczęki! tym debilom! Zobaczą wreszcie co to KOŃ -usłyszałam jak prowadzi konia w naszą stronę, to prawda był piękny. Był jabłkowitym arabem, miał bystre oczy i lekko szczupakowaty pyszczek, miał niedużą gwiazdkę na głowie a jego grzywa dosyć długa jak na araba, bardzo ładnie wyglądał lecz był drobnym koniem, miał pewnie coś koło 2 czy 3 lat.
-I pewnie kosztował fortunę
-To Aleu.-odparłam, kiedy Rush wypowiedział na głos to co sama sobie myślałam-przecież ona taka jest. Chodź lepiej do stajni
Zsiadłam z mojej klaczy i zaprowadziłam ją do boksu.
-Tene! Gdzie byłaś maluchu?-pogłaskałam moją psinę która wbiegła dziko do boksu skacząc wokół mnie radośnie-pływałaś!-zaśmiałam się kiedy poczułam że jest mokra od wody. Tenebris zaszczekała radośnie i wybiegła w stronę budynków. Po wyczyszczeniu North powinnam była jeszcze popracować z Dią i iść spać przed ciszą nocną...
-Ru? Pomożesz mi z moim małym szatanem? Chciałam żebyś zabrał Sky do towarzystwa, młoda musi się nauczyć.-uśmiechnęłam się i weszłam do kolejnego boksu w celu wyczyszczenia Amidii która musiała się na mnie szczurzyć oraz pomemłać moją rękę -lepiej kotku?
-Nie wiedziałem że możesz się tak miło do mnie zwracać!-usłyszałam roześmiany głos Rush'a
-Miło to ty zaraz będziesz gwiazdki oglądać-chciałam udać powagę ale mi nie wyszło, zapięłam uwiąz i wyprowadziłam szatanika z boksu-może ty z nią popracujesz? Będę stała koło was na wszelki wypadek.
-Ale mnie nie pożre?-zaśmiał się Rush a ja również uśmiechnęłam się starając się by Dia stała spokojnie.
-Nie, prędzej pomemła. No chodź, mamy jeszcze jakieś dwie godziny do "patrolów"
Miło było kiedy wszystko znów jest po staremu, zastanawiało mnie jak pójdzie Rush'owi z Dią.
>Ru? popracujesz z moim szatankiem? c: <
-Uważaj! Ty idioto chodzący!-umarły się w grobie przewraca słysząc te wrzaski pewnie...
-To sama sobie go poprowadź!-wściekły głos Jasona powinien dać jej do myślenia, ale przecież zniszczy ( nie wiem co tu jest do niszczenia... i tak jest idiotką.) sobie swój wizerunek. Dziewczyna wreszcie wyprowadziła konia z przyczepy i swoim przesłodzonym głosikiem wychwalała go pod niebiosa.
-Francuzie! Jesteś taki idealny! Chodź niech Cię tylko zobaczą! Opadną im szczęki! tym debilom! Zobaczą wreszcie co to KOŃ -usłyszałam jak prowadzi konia w naszą stronę, to prawda był piękny. Był jabłkowitym arabem, miał bystre oczy i lekko szczupakowaty pyszczek, miał niedużą gwiazdkę na głowie a jego grzywa dosyć długa jak na araba, bardzo ładnie wyglądał lecz był drobnym koniem, miał pewnie coś koło 2 czy 3 lat.
-I pewnie kosztował fortunę
-To Aleu.-odparłam, kiedy Rush wypowiedział na głos to co sama sobie myślałam-przecież ona taka jest. Chodź lepiej do stajni
Zsiadłam z mojej klaczy i zaprowadziłam ją do boksu.
-Tene! Gdzie byłaś maluchu?-pogłaskałam moją psinę która wbiegła dziko do boksu skacząc wokół mnie radośnie-pływałaś!-zaśmiałam się kiedy poczułam że jest mokra od wody. Tenebris zaszczekała radośnie i wybiegła w stronę budynków. Po wyczyszczeniu North powinnam była jeszcze popracować z Dią i iść spać przed ciszą nocną...
-Ru? Pomożesz mi z moim małym szatanem? Chciałam żebyś zabrał Sky do towarzystwa, młoda musi się nauczyć.-uśmiechnęłam się i weszłam do kolejnego boksu w celu wyczyszczenia Amidii która musiała się na mnie szczurzyć oraz pomemłać moją rękę -lepiej kotku?
-Nie wiedziałem że możesz się tak miło do mnie zwracać!-usłyszałam roześmiany głos Rush'a
-Miło to ty zaraz będziesz gwiazdki oglądać-chciałam udać powagę ale mi nie wyszło, zapięłam uwiąz i wyprowadziłam szatanika z boksu-może ty z nią popracujesz? Będę stała koło was na wszelki wypadek.
-Ale mnie nie pożre?-zaśmiał się Rush a ja również uśmiechnęłam się starając się by Dia stała spokojnie.
-Nie, prędzej pomemła. No chodź, mamy jeszcze jakieś dwie godziny do "patrolów"
Miło było kiedy wszystko znów jest po staremu, zastanawiało mnie jak pójdzie Rush'owi z Dią.
>Ru? popracujesz z moim szatankiem? c: <
od Rush'a cd. Viktorii
Wywróciłem oczami i poklepałem ogiera po szyi, na co zarżał radośnie i trącił mnie pyskiem w bok
- Teoretycznie nie powinien, ale po ostatnich nawiedzonych szpitalach nie zdziwiłbym się widząc latający makaron- wzruszyłem ramionami i wskoczyłem na grzbiet Scream'a
North wierzgnęła lekko i ruszyła kłusem, siwek nie potrzebował żadnego znaku, aby podążyć za nią, zaśmiałem się pod nosem, na co fuknął urażony
Wyjeżdżając z podwórza zauważyłem jeszcze Sky, podgryzającą Batona, nie wiedziałem o które zwierzę bać się bardziej, dlatego nie tracąc więcej czasu zagwizdałem, a czarna suczka biegiem ruszyła w naszym kierunku. Z daleka wyglądała jak mały koń.
- Aleu w końcu się odczepiła?- spytałem, gdy znaleźliśmy się na piaszczystej ścieżce prowadzącej nad rzekę, moja towarzyszka pokręciła przecząco głową
- No wiesz... Na razie się nie odzywa ale sądzę, że to całe chamstwo się w niej kumuluje, żeby potem uderzyć we mnie ze zdwojoną siłą...- wymamrotała i wtuliła się w ciemną grzywę swojej karej klaczy
- Może w końcu się opamiętała, słyszałem, że ma w planach kupno nowego konia...- powiedziałem nieco zmartwiony, wolałem sobie nie wyobrażać jakie męki to zwierzę będzie musiało przechodzić
Tori zamrugała kilkukrotnie z niedowierzania i westchnęła smutno
- To chyba jeszcze gorzej... My jakoś dawaliśmy sobie z nią radę, ale... Jeśli trafi się jej zupełnie bezbronne stworzonko a ona zamęczy je na śmierć...- pokręciła ze smutkiem głową, jęknąłem w duchu
- Spokojnie Tori, nie pozwolimy jej na to- oznajmiłem chcąc dodać jej otuchy, na co posłała mi promienny uśmiech, zmiękłem na tyle, że omal nie spadłem z konia...
Nie potrzebowaliśmy zbyt wiele czasu, aby dojechać do celu. Uwielbiałem to miejsce, te cudowne widoki i szum wody. Zeskoczyłem z Sil'a, a on zadowolony pokłusował w stronę rzeki, aby zaraz potem zanurzyć się niemalże do połowy, moja towarzyszka parsknęła śmiechem, ale zaraz potem zrzedła jej mina ponieważ North również postanowiła się wykąpać. Teraz to ja się śmiałem.
- Dziś jest wyjątkowo ciepło- zauważyłem i ściągnąłem bluzę, żeby się nie ugotować
Dziewczyna zrobiła to samo, patrząc przy tym w kierunku koni. Po krótkiej chwili milczenia położyliśmy się w wysokiej trawie i zaczęliśmy gapić się w niebo, wieczorowa pora jest nadzwyczaj przyjemna. Dziewczyna odwróciła się w moim kierunku i zatrzymała wzrok na moim nadgarstku i nieco się skrzywiła
- Nie boli już?- zapytała, na co zmarszczyłem brwi. Dopiero po kilku minutach zorientowałem się, że miała na myśli tamtą dawną akcję z drutem i pokręciłem przecząco głową
- Zostało tylko kilka blizn, nic specjalnego. Będę miał jakiś sensowny pretekst, żeby przekonać Cass do zrobienia sobie nowego tatuażu- zaśmiałem się pod nosem- Ostatnio mi zabroniła- dodałem i obejrzałem swoją lewą rękę wytatuowaną od ramienia po nadgarstek, dzieło sztuki
- Co za dużo to niezdrowo Ru- mruknęła
- Nie podobają ci się moje tatuaże?- zapytałem teatralnie łapiąc się za serce
- Tego nie powiedziałam...-zachichotała i oparła się o moje ramię
I wtedy mój niezastąpiony stróż psi wskoczył mi prosto na brzuch, a ja omal się nie zakrztusiłem... przeklęty pies
- Sky, ty słodziaku- usłyszałem głos Tori, która zaczęła tarmosić suczkę za uszy, a ja w międzyczasie zerknąłem na konie. Zaloty Sil'a robiły się coraz bardziej zabawne
- Nie chcę psuć ci zabawy księżniczko, ale chyba powinniśmy zacząć jakoś rozdzielać nasze konie, bo ten siwy baran chyba próbuje zaliczyć Wish- zaśmiałem się, gdy klacz ugryzła go w ucho
- O nie...- jęknęła i podniosła się, aby pomóc mi ogarnąć zaistniałą sytuację- Wy faceci to tylko o jednym- dodała wywracając oczami
- Wypraszam sobie ja się na ciebie nie rzucam- oznajmiłem i puściłem do niej oczko, prychnęła
- Bo ty... to ty- odparła całkiem naturalnie i oparła się o młodą brzozę
Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem w jej kierunku, im bliżej podchodziłem, tym bardzie poważniała i cofała się do tyłu. W końcu napotkała kolejne drzewo, tracąc przy tym możliwość ucieczki. Górowałem nad nią wzrostem, dzięki czemu mogłem oprzeć się łokciem tuż nad jej głową. Wyszczerzyłem się w uśmiechu zwycięstwa i nieco schyliłem głowę, żeby napotkać jej nieco przestraszone w tamtym momencie oczy...
- I co teraz zrobimy?- szepnąłem jej do ucha
- Teoretycznie powinnam cię spoliczkować, czy coś ale może się powstrzymam- odparła równie cicho i odruchowo przygryzła wargę, zaśmiałem się ponownie i zrobiłem dwa kroki do tyłu.
- Taka piękna, a zarazem tak wredna- zażartowałem, a mina jej zrzedła
- Zepsułeś całkiem przyjemną chwilę- jęknęła i pokazała mi język
- Nie chciałem się posunąć do czegoś, przez co mógłbym stracić zęby- odparłem i ruszyłem po Sil'a
***
Wracaliśmy w milczeniu, spoglądając na gwiazdy. Mógłbym gapić się w nie godzinami. Niestety moje refleksje przerwał głos dochodzący z dziedzińca stajni... Aleu darła się na jakiegoś faceta, wyprowadzającego konia z przyczepy.
- Uważaj bo to kosztowało majątek!- ten pisk rozpoznałbym wszędzie...
> Tori?<
- Teoretycznie nie powinien, ale po ostatnich nawiedzonych szpitalach nie zdziwiłbym się widząc latający makaron- wzruszyłem ramionami i wskoczyłem na grzbiet Scream'a
North wierzgnęła lekko i ruszyła kłusem, siwek nie potrzebował żadnego znaku, aby podążyć za nią, zaśmiałem się pod nosem, na co fuknął urażony
Wyjeżdżając z podwórza zauważyłem jeszcze Sky, podgryzającą Batona, nie wiedziałem o które zwierzę bać się bardziej, dlatego nie tracąc więcej czasu zagwizdałem, a czarna suczka biegiem ruszyła w naszym kierunku. Z daleka wyglądała jak mały koń.
- Aleu w końcu się odczepiła?- spytałem, gdy znaleźliśmy się na piaszczystej ścieżce prowadzącej nad rzekę, moja towarzyszka pokręciła przecząco głową
- No wiesz... Na razie się nie odzywa ale sądzę, że to całe chamstwo się w niej kumuluje, żeby potem uderzyć we mnie ze zdwojoną siłą...- wymamrotała i wtuliła się w ciemną grzywę swojej karej klaczy
- Może w końcu się opamiętała, słyszałem, że ma w planach kupno nowego konia...- powiedziałem nieco zmartwiony, wolałem sobie nie wyobrażać jakie męki to zwierzę będzie musiało przechodzić
Tori zamrugała kilkukrotnie z niedowierzania i westchnęła smutno
- To chyba jeszcze gorzej... My jakoś dawaliśmy sobie z nią radę, ale... Jeśli trafi się jej zupełnie bezbronne stworzonko a ona zamęczy je na śmierć...- pokręciła ze smutkiem głową, jęknąłem w duchu
- Spokojnie Tori, nie pozwolimy jej na to- oznajmiłem chcąc dodać jej otuchy, na co posłała mi promienny uśmiech, zmiękłem na tyle, że omal nie spadłem z konia...
Nie potrzebowaliśmy zbyt wiele czasu, aby dojechać do celu. Uwielbiałem to miejsce, te cudowne widoki i szum wody. Zeskoczyłem z Sil'a, a on zadowolony pokłusował w stronę rzeki, aby zaraz potem zanurzyć się niemalże do połowy, moja towarzyszka parsknęła śmiechem, ale zaraz potem zrzedła jej mina ponieważ North również postanowiła się wykąpać. Teraz to ja się śmiałem.
- Dziś jest wyjątkowo ciepło- zauważyłem i ściągnąłem bluzę, żeby się nie ugotować
Dziewczyna zrobiła to samo, patrząc przy tym w kierunku koni. Po krótkiej chwili milczenia położyliśmy się w wysokiej trawie i zaczęliśmy gapić się w niebo, wieczorowa pora jest nadzwyczaj przyjemna. Dziewczyna odwróciła się w moim kierunku i zatrzymała wzrok na moim nadgarstku i nieco się skrzywiła
- Nie boli już?- zapytała, na co zmarszczyłem brwi. Dopiero po kilku minutach zorientowałem się, że miała na myśli tamtą dawną akcję z drutem i pokręciłem przecząco głową
- Zostało tylko kilka blizn, nic specjalnego. Będę miał jakiś sensowny pretekst, żeby przekonać Cass do zrobienia sobie nowego tatuażu- zaśmiałem się pod nosem- Ostatnio mi zabroniła- dodałem i obejrzałem swoją lewą rękę wytatuowaną od ramienia po nadgarstek, dzieło sztuki
- Co za dużo to niezdrowo Ru- mruknęła
- Nie podobają ci się moje tatuaże?- zapytałem teatralnie łapiąc się za serce
- Tego nie powiedziałam...-zachichotała i oparła się o moje ramię
I wtedy mój niezastąpiony stróż psi wskoczył mi prosto na brzuch, a ja omal się nie zakrztusiłem... przeklęty pies
- Sky, ty słodziaku- usłyszałem głos Tori, która zaczęła tarmosić suczkę za uszy, a ja w międzyczasie zerknąłem na konie. Zaloty Sil'a robiły się coraz bardziej zabawne
- Nie chcę psuć ci zabawy księżniczko, ale chyba powinniśmy zacząć jakoś rozdzielać nasze konie, bo ten siwy baran chyba próbuje zaliczyć Wish- zaśmiałem się, gdy klacz ugryzła go w ucho
- O nie...- jęknęła i podniosła się, aby pomóc mi ogarnąć zaistniałą sytuację- Wy faceci to tylko o jednym- dodała wywracając oczami
- Wypraszam sobie ja się na ciebie nie rzucam- oznajmiłem i puściłem do niej oczko, prychnęła
- Bo ty... to ty- odparła całkiem naturalnie i oparła się o młodą brzozę
Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem w jej kierunku, im bliżej podchodziłem, tym bardzie poważniała i cofała się do tyłu. W końcu napotkała kolejne drzewo, tracąc przy tym możliwość ucieczki. Górowałem nad nią wzrostem, dzięki czemu mogłem oprzeć się łokciem tuż nad jej głową. Wyszczerzyłem się w uśmiechu zwycięstwa i nieco schyliłem głowę, żeby napotkać jej nieco przestraszone w tamtym momencie oczy...
- I co teraz zrobimy?- szepnąłem jej do ucha
- Teoretycznie powinnam cię spoliczkować, czy coś ale może się powstrzymam- odparła równie cicho i odruchowo przygryzła wargę, zaśmiałem się ponownie i zrobiłem dwa kroki do tyłu.
- Taka piękna, a zarazem tak wredna- zażartowałem, a mina jej zrzedła
- Zepsułeś całkiem przyjemną chwilę- jęknęła i pokazała mi język
- Nie chciałem się posunąć do czegoś, przez co mógłbym stracić zęby- odparłem i ruszyłem po Sil'a
***
Wracaliśmy w milczeniu, spoglądając na gwiazdy. Mógłbym gapić się w nie godzinami. Niestety moje refleksje przerwał głos dochodzący z dziedzińca stajni... Aleu darła się na jakiegoś faceta, wyprowadzającego konia z przyczepy.
- Uważaj bo to kosztowało majątek!- ten pisk rozpoznałbym wszędzie...
> Tori?<
niedziela, 19 lutego 2017
od Viktorii cd. Rush'a
Cieszyłam się że znów mogę jeździć, North najwidoczniej też że wreszcie może trenować razem ze mną. Wyobraziłam sobie czworobok na zawodach więc nie mogłam już bujać w obłokach, popędziłam moją klacz do galopu zebranego i na środku zatrzymałam North która stała spokojnie a ja ukłoniłam się.
-To teraz nasz ulubiony moment-szepnęłam i dałam jej sygnał by ruszyła do kłusa zebranego w stronę C, z tejże litery miałyśmy zrobić woltę o średnicy 8 metrów. North'ie zrobiła to bez oporu, wprost z zadowoleniem. Teraz miałyśmy jechać kłusem do A, potem zrobić ciąg z D do B na prawo, to mnie stresowało ale po odpowiednim sygnale, wykonała polecenie.
-Super!-wyszeptałam i przeszłam do kłusa pośredniego z B do H-zrobione, teraz z...H do C-prawie bezgłośnie powiedziałam do klaczy która postawiła uszy, wreszcie dojechałyśmy do wspomnianej litery, pogłębiłam dosiad i pociągnęłam leciutko za wodze, North prawie od razu się zatrzymała. Teraz najtrudniejsze- cofnięcie się o pięć kroków... zaczęłam liczyć od razu, nie zdążyłam zatrzymać jej na piątym kroku, wypadło nam sześć "Punkty odjemne.. ale i tak dobrze nam idzie!" po cofaniu miałyśmy ruszyć do kłusa zebranego więc szybko docisnęłam łydki i North zareagowała prawie natychmiast. Jechałyśmy tak przez chwilę i zrobiłam woltę z zagalopowaniem z lewej nogi, nie było to najgorsze zagalopowanie ale liczyłam na lepsze, przy E miała być lotna zmiana z czego byłam zadowolona, North lubiła to robić na treningach, w ostatniej chwili zorientowałam się że miał być też ciąg z E do X, w tej drugiej literze była ta trudniejsza część bo półpiruet w lewo, po zrobieniu go miałyśmy jechać do F kontrgalopem, z F przez X do K były lotne zmiany nogi co 4 foule, tu trzeba było się skupić bo można było dostać dużo punktów odjemnych. Z K zrobić przejście do kłusa i stępa, potem wjazd do X kontrgalopem, zatrzymanie i ukłon. "opuściłam" czworobok na długiej wodzy i stępowałam wokół.
-Co sądzisz?-zapytałam uśmiechnięta, North była rozluźniona więc puściłam wodze.
-Super!-zawołał Rush
-To może zobaczymy jak ty sobie radzisz? No już! Marsz kapitanie po Sil'a!-zaśmiałam się a Rush zasalutował z uśmiechem
-Tym razem nie pójdzie Ci tak łatwo! A może po prostu się przejedziemy?-zapytał a ja pokiwałam głową z uśmiechem.
-Spoko, to ja jadę na oklep-podprowadziłam North do bramy i zsiadłam z niej, chłopak otwierał już ją byśmy mogły wyjść. Zaprowadziłam ją do stajni i zdjęłam sprzęt, zostawiając ogłowie-a ty?-nie musiałam pytać, widziałam że chłopak też nie siodła w całości konia.
-Może pojedziemy nad rzekę?-zapytałam w oczekiwaniu na odpowiedź chłopaka, siedziałam już na grzbiecie mojej klaczy-można spróbować pławienia
-Ale tak przed zawodami?-zapytał, dało się wyczuć nutkę zdenerwowania.
-Tak, przecież nie pożre nas potwór spaghetti nie?-zaśmiałam się.
>Ru? c: <
-To teraz nasz ulubiony moment-szepnęłam i dałam jej sygnał by ruszyła do kłusa zebranego w stronę C, z tejże litery miałyśmy zrobić woltę o średnicy 8 metrów. North'ie zrobiła to bez oporu, wprost z zadowoleniem. Teraz miałyśmy jechać kłusem do A, potem zrobić ciąg z D do B na prawo, to mnie stresowało ale po odpowiednim sygnale, wykonała polecenie.
-Super!-wyszeptałam i przeszłam do kłusa pośredniego z B do H-zrobione, teraz z...H do C-prawie bezgłośnie powiedziałam do klaczy która postawiła uszy, wreszcie dojechałyśmy do wspomnianej litery, pogłębiłam dosiad i pociągnęłam leciutko za wodze, North prawie od razu się zatrzymała. Teraz najtrudniejsze- cofnięcie się o pięć kroków... zaczęłam liczyć od razu, nie zdążyłam zatrzymać jej na piątym kroku, wypadło nam sześć "Punkty odjemne.. ale i tak dobrze nam idzie!" po cofaniu miałyśmy ruszyć do kłusa zebranego więc szybko docisnęłam łydki i North zareagowała prawie natychmiast. Jechałyśmy tak przez chwilę i zrobiłam woltę z zagalopowaniem z lewej nogi, nie było to najgorsze zagalopowanie ale liczyłam na lepsze, przy E miała być lotna zmiana z czego byłam zadowolona, North lubiła to robić na treningach, w ostatniej chwili zorientowałam się że miał być też ciąg z E do X, w tej drugiej literze była ta trudniejsza część bo półpiruet w lewo, po zrobieniu go miałyśmy jechać do F kontrgalopem, z F przez X do K były lotne zmiany nogi co 4 foule, tu trzeba było się skupić bo można było dostać dużo punktów odjemnych. Z K zrobić przejście do kłusa i stępa, potem wjazd do X kontrgalopem, zatrzymanie i ukłon. "opuściłam" czworobok na długiej wodzy i stępowałam wokół.
-Co sądzisz?-zapytałam uśmiechnięta, North była rozluźniona więc puściłam wodze.
-Super!-zawołał Rush
-To może zobaczymy jak ty sobie radzisz? No już! Marsz kapitanie po Sil'a!-zaśmiałam się a Rush zasalutował z uśmiechem
-Tym razem nie pójdzie Ci tak łatwo! A może po prostu się przejedziemy?-zapytał a ja pokiwałam głową z uśmiechem.
-Spoko, to ja jadę na oklep-podprowadziłam North do bramy i zsiadłam z niej, chłopak otwierał już ją byśmy mogły wyjść. Zaprowadziłam ją do stajni i zdjęłam sprzęt, zostawiając ogłowie-a ty?-nie musiałam pytać, widziałam że chłopak też nie siodła w całości konia.
-Może pojedziemy nad rzekę?-zapytałam w oczekiwaniu na odpowiedź chłopaka, siedziałam już na grzbiecie mojej klaczy-można spróbować pławienia
-Ale tak przed zawodami?-zapytał, dało się wyczuć nutkę zdenerwowania.
-Tak, przecież nie pożre nas potwór spaghetti nie?-zaśmiałam się.
>Ru? c: <
sobota, 18 lutego 2017
od Rush'a cd. Viktorii
-Jeśli ta mała jędza mnie nie pożre, to chętnie pomogę ci w czyszczeniu, a co do ujeżdżenia też nie będzie problemu- zażartowałem i ruszyliśmy w kierunku stajni
***
- Jeszcze raz bardzo dziękuję, że ją złapałeś... bałam się, że może zrobić sobie krzywdę- westchnęła i pogładziła źrebaka po chrapach, klaczka prychnęła niezadowolona
- Charakterny konik...- mruknąłem, na co skinęła głową- Powiesz mi, co się tak właściwie stało?- spytałem, gdy podała mi jedną ze szczotek, a następnie westchnęła rozdrażniona
- Aleu się stała...- wycedziła przez zęby- Widziałeś tą wycieczkę?
- Owszem, chcieli mnie wcisnąć w oprowadzanie ale Sil mnie nieświadomie uratował wybiegając z pastwiska z derką na pysku, nie mam pojęcia jak on to zrobił- prychnąłem
Tori zaśmiała się pod nosem i spojrzała na luzytana, który zaciekawiony wyglądał ponad drzwiczkami boksu, a następnie wywróciła oczami.
- A więc wyobraź sobie, że postanowiła się popisać i dała jakiejś gówniarze poprowadzać Amidie... Co za bezmyślna zdzira- dokończyła, a ja sprytnie manewrowałem ręką, chcąc uniknąć zębów klaczki. chyba miała w planach zjedzenie mnie na kolację...
- A jak tam wasza woltyżerka?- zapytała, próbując rozczesać nieco skołtuniony ogon, wyglądało na to, że sprawia jej to dość dużą trudność
Uśmiechnąłem się pod nosem przypominając sobie jak moja siostra wywijała na grzbiecie gniadosza, całkiem ładnie jej to szło...
- Zaliczyła tylko dwie majestatyczne gleby i na szczęście nic poważnego się nie stało- Tori zachichotała
- Myślisz, że da radę w konkursie?- zapytała, na co skinąłem głową
Czyszczenie tego niesfornego źrebaka zajęło nam trochę czasu, to było dość konkretne wyzwanie, zdążyła mnie skubnąć kilkanaście razy i omal nie straciłem małego palca. To szatan wcielony...
Po odprowadzeniu klaczki do boksu, Tori zabrała się za siodłanie North. Zauważyłem, że bardzo cieszy się na myśl o tym, że znów może jeździć. Wish od czasu do czasu radośnie zarzucała grzywą i grzebała kopytem w ziemi, ja w tym czasie poszedłem już na ujeżdżalnię
- Rush, ja nadal żyję!- krzyknęła Cass, schodząc z konia i omal nie potykając się o własne stopy- chyba zapomniałam jak się chodzi- wymamrotała i chwyciła swojego konia za ogłowie
Pokręciłem z rozbawienia głową
- Nie przemęczaj się, do tego trzeba podchodzić stopniowo- poinformowałem ją, na co fuknęła urażona
- Faceci...- prychnęła i pokazała mi język
Spojrzałem na jej posiniaczoną i otartą rękę, skrzywiłem się
- Co to?- wskazałem na wcześniej zauważone miejsce. Cass wywróciła oczami i po przyjacielsku uderzyła mnie łokciem w bok
- Ten koń postanowił urozmaicić mi zabawę i powalczyć z grawitacją, już dawno nie przebywałam na takich wysokościach- zaśmiała się i poklepała gniadosza po szyi, widząc mój niepewny wzrok dodała- Spokojnie już mnie nie boli, wiem że jesteś cholernie opiekuńczy, ale hello, jestem już dorosła- na zakończenie swojej zacnej wypowiedzi, rozczochrała mi włosy, które na szczęście nie były już tak długie jak kiedyś i nadal mogłem mierzyć ją wzrokiem mordercy z horroru
- Marsz do stajni ogarnąć konia a potem stawić się do mnie na kontrolę- mruknąłem, na co zasalutowała
- Takie jest panie komendancie- powiedziała na odchodne i zniknęła za rogiem budynku...
Moje rozmyślania przerwała Tori, wjeżdżająca na plac, uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem obserwować przejazd...
> Tori?<
***
- Jeszcze raz bardzo dziękuję, że ją złapałeś... bałam się, że może zrobić sobie krzywdę- westchnęła i pogładziła źrebaka po chrapach, klaczka prychnęła niezadowolona
- Charakterny konik...- mruknąłem, na co skinęła głową- Powiesz mi, co się tak właściwie stało?- spytałem, gdy podała mi jedną ze szczotek, a następnie westchnęła rozdrażniona
- Aleu się stała...- wycedziła przez zęby- Widziałeś tą wycieczkę?
- Owszem, chcieli mnie wcisnąć w oprowadzanie ale Sil mnie nieświadomie uratował wybiegając z pastwiska z derką na pysku, nie mam pojęcia jak on to zrobił- prychnąłem
Tori zaśmiała się pod nosem i spojrzała na luzytana, który zaciekawiony wyglądał ponad drzwiczkami boksu, a następnie wywróciła oczami.
- A więc wyobraź sobie, że postanowiła się popisać i dała jakiejś gówniarze poprowadzać Amidie... Co za bezmyślna zdzira- dokończyła, a ja sprytnie manewrowałem ręką, chcąc uniknąć zębów klaczki. chyba miała w planach zjedzenie mnie na kolację...
- A jak tam wasza woltyżerka?- zapytała, próbując rozczesać nieco skołtuniony ogon, wyglądało na to, że sprawia jej to dość dużą trudność
Uśmiechnąłem się pod nosem przypominając sobie jak moja siostra wywijała na grzbiecie gniadosza, całkiem ładnie jej to szło...
- Zaliczyła tylko dwie majestatyczne gleby i na szczęście nic poważnego się nie stało- Tori zachichotała
- Myślisz, że da radę w konkursie?- zapytała, na co skinąłem głową
Czyszczenie tego niesfornego źrebaka zajęło nam trochę czasu, to było dość konkretne wyzwanie, zdążyła mnie skubnąć kilkanaście razy i omal nie straciłem małego palca. To szatan wcielony...
Po odprowadzeniu klaczki do boksu, Tori zabrała się za siodłanie North. Zauważyłem, że bardzo cieszy się na myśl o tym, że znów może jeździć. Wish od czasu do czasu radośnie zarzucała grzywą i grzebała kopytem w ziemi, ja w tym czasie poszedłem już na ujeżdżalnię
- Rush, ja nadal żyję!- krzyknęła Cass, schodząc z konia i omal nie potykając się o własne stopy- chyba zapomniałam jak się chodzi- wymamrotała i chwyciła swojego konia za ogłowie
Pokręciłem z rozbawienia głową
- Nie przemęczaj się, do tego trzeba podchodzić stopniowo- poinformowałem ją, na co fuknęła urażona
- Faceci...- prychnęła i pokazała mi język
Spojrzałem na jej posiniaczoną i otartą rękę, skrzywiłem się
- Co to?- wskazałem na wcześniej zauważone miejsce. Cass wywróciła oczami i po przyjacielsku uderzyła mnie łokciem w bok
- Ten koń postanowił urozmaicić mi zabawę i powalczyć z grawitacją, już dawno nie przebywałam na takich wysokościach- zaśmiała się i poklepała gniadosza po szyi, widząc mój niepewny wzrok dodała- Spokojnie już mnie nie boli, wiem że jesteś cholernie opiekuńczy, ale hello, jestem już dorosła- na zakończenie swojej zacnej wypowiedzi, rozczochrała mi włosy, które na szczęście nie były już tak długie jak kiedyś i nadal mogłem mierzyć ją wzrokiem mordercy z horroru
- Marsz do stajni ogarnąć konia a potem stawić się do mnie na kontrolę- mruknąłem, na co zasalutowała
- Takie jest panie komendancie- powiedziała na odchodne i zniknęła za rogiem budynku...
Moje rozmyślania przerwała Tori, wjeżdżająca na plac, uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem obserwować przejazd...
> Tori?<
od Viktorii cd. Rush'a
-To wy idźcie pospadać z konia a ja popracuję z Dią-powiedziałam z uśmiechem przerzucając warkocza i zabierając sprzęt Ikara bo był najbliżej.
-Ile będziesz pracować? - usłyszałam Cass, dawno nie rozmawiałyśmy.
-Jakąś godzinkę może dłużej. Nie wiem jak Amidia zareaguje na nowe otoczenie -zaśmiałam się- i na mnie.
Kontynuowałam moją podróż na otwartą ujeżdżalnię w towarzystwie Cass która poszła po Ikara na pastwisko. Miała bliżej idąc tą samą trasą co ja. Odłożyłam sprzęt na płot i wróciłam do stajni. Słyszałam jak Dia kopie w boks.
-Boże... kochana zlituj się! Dopiero 3 dni tu jesteś...-kopanie ustało ale powróciło ze zdwojoną siłą, jęknęłam w duchu ale chwyciłam uwiąz i weszłam do boksu. Klaczka patrzyła na mnie wrogo i cofnęła się kładąc uszy na potylicy. "Baton wersja czarna..." pomyślałam i ta chwila rozkojarzenia wystarczyła by mała rakieta wystrzeliła jak z procy i próbowała mnie ugryźć.
-Ej! Nie ma! Nie dobry konik! Nie grzeczna Amidia!-powiedziałam podniesionym głosem a mój drugi Baton popatrzył na mnie wrogo. Zapięłam uwiąz i otworzyłam szerzej drzwi boksu, Amida wyrwała do przodu ale powstrzymałam ją szybkim pociągnięciem za uwiąz, spojrzała na mnie zdezorientowana, uśmiechnęłam się patrząc na jej minę.
-No choć kochana.-wyprzedziłam ją i poprowadziłam w stronę ujeżdżalni. Zamykając za sobą bramę usłyszałam jakieś krzyki... "Boże oby nie wycieczka! Zabiję Peek... pewnie haruje tam Ru albo Aleu, ale jej mi nie szkoda." no tak. Na moje szczęście trafiła mi się wycieczka prowadzona przez Aleu. Uśmiechała się nienaturalnie i tłumaczyła im coś.
-Dobra, Dia teraz pokażę ci lonże. Pewnie już ją widziałaś i pracowałaś na niej ale nie zaszkodzi Ci jej pokazać. -wyjęłam czerwoną wspomnianą lonżę i podsunęłam ją klaczy pod pyszczek, wcześniej odpięłam jej uwiąz by w razie czego mogła odskoczyć i nie zrobić mi krzywdy, zresztą sobie też. Nie zrobiła tego tylko ze stoickim spokojem obwąchała to a potem jak gdyby nigdy nic podeszła do siodła i zaczęła je podgryzać. Zaśmiałam się ale skarciłam klaczkę. Potem trochę pobawiłam się z nią nagradzając każdy akt nieagresji z jej strony. Taki źrebaczek jest bardzo fajny, a praca z nim rozluźnia.
-A tutaj moi drodzy Viktoria trenuje ze swoim koniem!-usłyszałam głos Aleu i wciągane powietrze dzieciaków, przedział wiekowy był od 12 do 16 lat, niektórzy wyglądali na jeżdżących ale nie mnie oceniać-Pozwolisz? - i nie czekając na moją odpowiedź przeszła pod płotem i chwyciła uwiąz, zapięła go na kantarze Amidii. Patrzyłam wściekła na dziewczynę ale nie mogłam uderzyć jej przy dzieciakach nie? Przeszłam pod płotem w jej stronę i asekurowałam klaczkę. Jakaś niewyparzona gówniara tzw "kuniareczka" wybiegła i wyszarpnęła uwiąz Aleu która nie protestowała tylko popatrzyła się na mnie z uśmiechem typu "to tylko dziecko". Dia spłoszona nagłym atakiem ze strony gówniary i krzykami jaka to ona jest piękna stanęła dęba i wyrwała się dziewuszce z ręki uciekając z dyndającym między nogami uwiązem. Serce stanęło mi w piersi, popatrzyłam na dziewczynę morderczym wzrokiem. Popędziłam w stronę Dii, nie wiedziałam gdzie młoda pobiegła. Na wychodne rzuciłam w stronę Aleu spojrzenie "jeszcze się policzymy" i przyspieszyłam kroku. Panikowałam, biegałam jak zwariowany żul z ADHD... Zatrzymałam się na dziedzińcu i rozejrzałam, Rush stał z nienaturalnie niskim koniem, na pewno to nie Ikar tylko... Dia! Podeszłam w ich stronę starając się nie spłoszyć Dii która walczyła z Rush'em. Teraz nie wiedziałam czy rzucić mu się w ramiona czy pocałować.. Wybrałam pierwszą opcję ale wahałam się, byłam zbyt szczęśliwa że Amidii nic się nie stało.
-To twoja zguba?-zaśmiał się kiedy go puściłam-Dyrektorka powiedziała że możesz trenować!
Zaśmiałam się i znowu przytuliłam tyle wrażeń ale zepsuła to wszystko ta szuja Aleu..
-Gołąbeczki sobie gruchają? Powinny pracować sobie nad tym marnym układem
-Zaczekaj Ru.-wcisnęłam mu uwiąz i zaciśniętą pięścią z całej siły uderzyłam ją w twarz - To może ty się moja droga pouczysz?-warknęłam, rozejrzałam się po tłumie gapiących się na mnie dzieciaków-sami byście tak zrobili, no idźcie do Jasona! To ten chłopak.
Znów uśmiechnęłam się do Rush'a.
-Idziemy ją wyczyścić? Chciałam poćwiczyć jeszcze ujeżdżenie pod waszym okiem -mrugnęłam w oczekiwaniu na odpowiedź od chłopaka.
>Ru? c: <
-Ile będziesz pracować? - usłyszałam Cass, dawno nie rozmawiałyśmy.
-Jakąś godzinkę może dłużej. Nie wiem jak Amidia zareaguje na nowe otoczenie -zaśmiałam się- i na mnie.
Kontynuowałam moją podróż na otwartą ujeżdżalnię w towarzystwie Cass która poszła po Ikara na pastwisko. Miała bliżej idąc tą samą trasą co ja. Odłożyłam sprzęt na płot i wróciłam do stajni. Słyszałam jak Dia kopie w boks.
-Boże... kochana zlituj się! Dopiero 3 dni tu jesteś...-kopanie ustało ale powróciło ze zdwojoną siłą, jęknęłam w duchu ale chwyciłam uwiąz i weszłam do boksu. Klaczka patrzyła na mnie wrogo i cofnęła się kładąc uszy na potylicy. "Baton wersja czarna..." pomyślałam i ta chwila rozkojarzenia wystarczyła by mała rakieta wystrzeliła jak z procy i próbowała mnie ugryźć.
-Ej! Nie ma! Nie dobry konik! Nie grzeczna Amidia!-powiedziałam podniesionym głosem a mój drugi Baton popatrzył na mnie wrogo. Zapięłam uwiąz i otworzyłam szerzej drzwi boksu, Amida wyrwała do przodu ale powstrzymałam ją szybkim pociągnięciem za uwiąz, spojrzała na mnie zdezorientowana, uśmiechnęłam się patrząc na jej minę.
-No choć kochana.-wyprzedziłam ją i poprowadziłam w stronę ujeżdżalni. Zamykając za sobą bramę usłyszałam jakieś krzyki... "Boże oby nie wycieczka! Zabiję Peek... pewnie haruje tam Ru albo Aleu, ale jej mi nie szkoda." no tak. Na moje szczęście trafiła mi się wycieczka prowadzona przez Aleu. Uśmiechała się nienaturalnie i tłumaczyła im coś.
-Dobra, Dia teraz pokażę ci lonże. Pewnie już ją widziałaś i pracowałaś na niej ale nie zaszkodzi Ci jej pokazać. -wyjęłam czerwoną wspomnianą lonżę i podsunęłam ją klaczy pod pyszczek, wcześniej odpięłam jej uwiąz by w razie czego mogła odskoczyć i nie zrobić mi krzywdy, zresztą sobie też. Nie zrobiła tego tylko ze stoickim spokojem obwąchała to a potem jak gdyby nigdy nic podeszła do siodła i zaczęła je podgryzać. Zaśmiałam się ale skarciłam klaczkę. Potem trochę pobawiłam się z nią nagradzając każdy akt nieagresji z jej strony. Taki źrebaczek jest bardzo fajny, a praca z nim rozluźnia.
-A tutaj moi drodzy Viktoria trenuje ze swoim koniem!-usłyszałam głos Aleu i wciągane powietrze dzieciaków, przedział wiekowy był od 12 do 16 lat, niektórzy wyglądali na jeżdżących ale nie mnie oceniać-Pozwolisz? - i nie czekając na moją odpowiedź przeszła pod płotem i chwyciła uwiąz, zapięła go na kantarze Amidii. Patrzyłam wściekła na dziewczynę ale nie mogłam uderzyć jej przy dzieciakach nie? Przeszłam pod płotem w jej stronę i asekurowałam klaczkę. Jakaś niewyparzona gówniara tzw "kuniareczka" wybiegła i wyszarpnęła uwiąz Aleu która nie protestowała tylko popatrzyła się na mnie z uśmiechem typu "to tylko dziecko". Dia spłoszona nagłym atakiem ze strony gówniary i krzykami jaka to ona jest piękna stanęła dęba i wyrwała się dziewuszce z ręki uciekając z dyndającym między nogami uwiązem. Serce stanęło mi w piersi, popatrzyłam na dziewczynę morderczym wzrokiem. Popędziłam w stronę Dii, nie wiedziałam gdzie młoda pobiegła. Na wychodne rzuciłam w stronę Aleu spojrzenie "jeszcze się policzymy" i przyspieszyłam kroku. Panikowałam, biegałam jak zwariowany żul z ADHD... Zatrzymałam się na dziedzińcu i rozejrzałam, Rush stał z nienaturalnie niskim koniem, na pewno to nie Ikar tylko... Dia! Podeszłam w ich stronę starając się nie spłoszyć Dii która walczyła z Rush'em. Teraz nie wiedziałam czy rzucić mu się w ramiona czy pocałować.. Wybrałam pierwszą opcję ale wahałam się, byłam zbyt szczęśliwa że Amidii nic się nie stało.
-To twoja zguba?-zaśmiał się kiedy go puściłam-Dyrektorka powiedziała że możesz trenować!
Zaśmiałam się i znowu przytuliłam tyle wrażeń ale zepsuła to wszystko ta szuja Aleu..
-Gołąbeczki sobie gruchają? Powinny pracować sobie nad tym marnym układem
-Zaczekaj Ru.-wcisnęłam mu uwiąz i zaciśniętą pięścią z całej siły uderzyłam ją w twarz - To może ty się moja droga pouczysz?-warknęłam, rozejrzałam się po tłumie gapiących się na mnie dzieciaków-sami byście tak zrobili, no idźcie do Jasona! To ten chłopak.
Znów uśmiechnęłam się do Rush'a.
-Idziemy ją wyczyścić? Chciałam poćwiczyć jeszcze ujeżdżenie pod waszym okiem -mrugnęłam w oczekiwaniu na odpowiedź od chłopaka.
>Ru? c: <
Subskrybuj:
Posty (Atom)