czwartek, 3 sierpnia 2017
od Irmy cd. Rekera
To wszystko było takie dziwne… Czułam że nie dam rady już nikomu zaufać. Po prostu znowu straciłam zaufanie do ludzi. Najpierw „niby” śmierć „rodziców” których kochałam ponad życie, później okazało się że żyją jak pączki w maśle, tyle że nas sprzedali jak przedmioty i upozorowali własna śmierć, a teraz się dowiaduję, że „niby” kochany i „prawdziwy” tatuś biologiczny nic nie wiedział oraz ze mnie znowu okłamano. Nie wiedziałam już co mam o tym myśleć! Po prostu czułam się oszukiwana na każdym kroku! Ten ból… Ja tak płakałam wraz siostrą! Płakałyśmy za rodzicami z tęsknoty. Czułyśmy się jakby ktoś wyrwał nam serce, czułyśmy się samotne w wielkim świecie, zupełnie bez nikogo! To niesamowita pustka w sercu która krwawi niewidzialnymi ranami, a teraz rany otworzyły się jeszcze bardziej i nie wiedziałam czy kiedykolwiek się zamkną. Kolejne wieści były tak szokujące, że aż po prostu uwierzyć nie mogłam! Maks ojcem Rekera?! Długo musiał patrzeć żeby znaleźć tą poczwarę, jego matkę… Oj długo! Mniejsza… „Co się jeszcze do cholery wydarzy?!” - pomyślałam sobie gapiąc się w sufit, a wtedy Reker zemdlał! Przestraszyłam się, bo przecież go kochałam! Nawet nie zdążyłam się odezwać, ani nic, bo zaraz jak sępy zlecieli się lekarze którzy zabrali go na dalsze badania, a ja odprowadzałam Rekera wzrokiem, aż w końcu zniknął.
- Będzie dobrze! - rzucił mi szybko Maks i wyszedł. No ja nie wierzę! Zostawił mnie z tym obcym typem! Ja mu nie ufam… Nie wierzę mu! Nie mam zamiaru znowu uwierzyć w czyjeś słowa! Wszyscy kłamią! Wszyscy się nami bawią…
- Irmo… - zaczął znowu a ja i tak na niego nie patrzyłam. Chciałam żeby przestał. Żeby sobie poszedł i mnie zostawił w świętym spokoju! Nie… Zabiję się, to będzie lepsze! Tak będzie lepiej, ja mam tego dość. Pewnie on też kłamie i znowu czeka mnie tylko ból! Całe życie w kłamstwie sprawia że czujesz się jakbyś ty żyła w obcym świecie, w nieznanej cywilizacji. Czujesz że ty też jesteś kłamstwem, że nie powinieneś się był urodzić i tak się właśnie czuję. Byłam złamana i nie chciałam by ktokolwiek się do mnie zbliżał.
- Zostaw mnie… Nie chcę z Tobą rozmawiać… zostaw! Przestańcie się mną bawić jak przedmiotem. Dajcie mi spokój. Niepotrzebnie mnie ratowaliście – powiedziałam załamana.
- Irmo nie mów tak! - powiedział rozpaczliwie – Jesteś moją córką i bym Cię nie okłamał! Proszę daj mi szansę! Ja naprawdę nic nie wiedziałem… Gdybym wiedział, to wziąłbym Cie do siebie! - mówił ciągle.
- Ja już w nic nie wierzę prócz tego że moje życie i ja sama to jedno wielkie kłamstwo… Żałuję że się urodziłam. Nienawidzę siebie. Nienawidzę ludzi i świata. Mogli mnie zabić, mogliście mnie nie ratować… Mam dość. Poddaje się i koniec – rzekłam patrząc nieprzytomnym wzrokiem zza okno.
- Nie mów tak! Zostawisz swoją siostrę? Rekera? I mnie? Dopiero co Cie odnalazłem! Szukałem Cię gdy tylko się o tym dowiedziałem, nie zostawiaj nas! Będzie dobrze! - powiedział i poczułam że złapał mnie za rękę, na co się wzdrygnęłam, gdyż nienawidziłam czyjegoś dotyku.
- Ty też mnie wykorzystasz jak wszyscy… Chcesz pieniędzy? Sławy? Pieniądze mogę Ci dać ale mnie zostaw… - powiedziałam załamana do granic możliwości.
- Nie chcę niczego takiego! Naprawdę jestem Twoim ojcem! - rzekł ściskając moją rękę.
- Sprzedali mnie jak bydło, jak nic nie wartego psa… Teraz pojawiasz się Ty… Nie wierzę już w ludzi… - szepnęłam a z oka poleciała mi łza. Miałam dość krzywdzenia, miałam dość tego że ciągle ktoś chce się zabawić mną jak przedmiotem, żeby tylko jemu żyło się lepiej.
- Wiem, ale gdybym mógł, gdybym wiedział to bym Cię zabrał! Nie mogę cofnąć czasu, nawet jakbym bardzo chciał! Twoi dziadkowie też chcą Cie poznać! - rzekł – Proszę spójrz na mnie! - dodał, na co westchnęłam niesłyszalnie.
- Po co? - spytałam zmęczonym od życia głosem.
- Po prostu spójrz – uparł się i bardzo niechętnie to zrobiłam.
- Przecież ja nie mam dziadków ani nikogo – rzekłam.
- Masz! I chcą Cię poznać! W końcu jesteś ich wnuczką! Daj nam szansę, daj mi szansę będzie dobrze! - rzekł, a ja się zastanawiałam dość dłuuuugo, lecz co tu się dziwić, skoro dzisiaj wybudziłam się ze śpiączki? Właśnie Nefaria! I co z Alkatrasem?! - pomyślałam, lecz wtedy na salę przywieziono Rekera z powrotem, a Maks przydreptał również.
- A właśnie ktoś przyszedł Cię odwiedzić! - dodał, a ja się zdziwiłam i spojrzałam na niego mieszanym wzrokiem, bo nie wiedziałam o co mu chodzi. Lekko się uśmiechnął, wstał i wyszedł na chwilę z sali, a następnie wrócił z… Blue! - Znalazłem ją na spacerze z moim psem. Szukała Cię bo była blisko szpitala – dodał.
- W dodatku nie chciała nic jeść kiedy Cię nie było – dodał swoje Maks.
- Blue… - powiedziałam imię suczki, a ona od razu do mnie przydreptała merdając ogonem. Stanęła na tylnych łapkach, a przednimi oparła się o brzeg łózka i zaczęła wąchać. Pogłaskałam ją jakoś, co łatwe nie było, bo zużywało mnóstwo mojej energii! A ja i tak miałam strasznie nadwątlone siły… Sunia bardzo się cieszyła, ale wiedziała że jestem za słaba, więc położyła mi się ostrożnie w nogach. Uśmiechnęłam się na to leciutko, ale zaraz opadłam bez sił na łóżko.
- Co z Alkatrasem i Nefarią? - spytałam nagle – Wątpię żeby dziadkowie chcieli mnie poznać… Nie skończyłam żadnej szkoły i powiedzą że śmieć z Polski – rzekłam smutno, bo mnóstwo ludzi tak mówiło w różnych szkołach do jakich chodziłam.
- Nefaria nie ucierpiała mocno i czuje się dobrze! A z Alkatrasem coraz lepiej! Dzisiaj podobno więcej zjadł, a stajenni go troszkę poprowadzili przed stajnię by się rozruszał, ale tylko chodzenie – rzekł Maks, na co lekko skinęłam głową.
- A co do dziadków to oni są uparci i chcą cię poznać. Wiedzą że łatwo nie miałaś i nie będą na to źli, spokojnie! Poza tym ich narodowość nie obchodzi - dodał mój… ekhem… ojciec. Mój boże jak to brzmi! Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, bo zaraz na salę wleciał jakiś drugi owczarek szwajcarski, który przydreptał nawet do tego mojego… ojca…, a później wskoczył na łóżko Rekera i również położył mu się w nogach.
- To dasz mi szansę? - spytał nagle ten facet, a ja zaczęłam znowu myśleć.
- Skoro jesteś taki uparty to i tam mi żyć nie dasz jak odmówię – burknęłam, na co się zaśmiali.
----------------------------------------
Reker? ;3
od Rekera cd. Irmy
Kiedy Irma rozmawiała z tym facetem to znaczy jej ojcem wszedł jakiś lekarz, który podszedł do Maksa z jakimiś papierami pewnie dotyczącymi mojego leczenia. Niby wszystko normalnie i super, ale zdanie doktorka "musi pan to podpisać jako ojciec chłopaka" rozwaliło mnie totalnie. Maks to miał normalnie takie zdziwko, że z początku nie wiedział co ma powiedzieć, ale jak zwykle szybko się ogarnął. No ja rozumiem, że Michael miał braci tylko na literę "M" ale żeby aż tak to pomylić?! I jakim znowu biologicznym?!
- Przepraszam, ale ja jestem jego wujkiem i opiekunem prawnym tylko - rzekł Maksiu nieco zmieszany na co doktorek pokręcił przecząco głową.
- Nie, jest pan na pewno jego biologicznym ojcem. Tak wskazują badania - powiedział spokojnie podając mu długopis by podpisał kartki papieru, na których było dużo informacji. Sam nie wiedziałem co mam powiedzieć i dzięki Bogu, że moje gardło nie nadawało się jeszcze do mówienia... W sumie miałem teraz ochotę zwiać z tego miejsca! Ale jakim cudem?! Przecież tyle lat z Michaelem i Cassandrą... Tyle bólu... Ale kiedy i jak? Jestem adoptowany czy co? Kiedy tylko Maks wszystko podpisał wlepiłem w niego spojrzenie chcące wyjaśnień, lecz też dało się w nim zobaczyć lekki strach.
- Nic nie wiedziałem - rzekł po chwili a ja spojrzałem na niego jak na idiotę myśląc sobie "łe ja też nie" i żądałem jak najszybciej można wyjaśnień - Kiedyś byłem z Cassandrą czyli twoją matką jeszcze jak pracowałem jako żołnierz. Wszystko było ładnie, pięknie, ale kiedy poznała Michaela zostawiła mnie samego... Potem się ożenili no i urodziłeś się ty. Byłem przekonany, że jesteś synem mojego brata więc nie drążyłem tego tematu... - wytłumaczył na co jęknąłem i odwróciłem wzrok. No oczywiście głową ruszać przez te głupie leki nie mogłem więc musiał mi wystarczyć ruch gałek ocznych - Przepraszam na prawdę nic nie wiedziałem - mówiąc to pogłaskał mnie po głowie. Sam nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć... Wujek to znaczy tata wiele dla mnie zrobił, ale teraz tak dziwnie! Niby mam nazwisko to samo, mieszkam z nim już od dawna a tera bum i zamiast wuja mam ojca. "Nie mogę być na niego zły" - pomyślałem i popatrzyłem mu prosto w oczy mówiąc by się nie martwił na co cicho westchnął i posłał mi uśmiech. Kątem oka dostrzegłem, że leci o nas reportaż w telewizji zapewne mówiący o tym, iż już się obudziliśmy a nas stan jest stabilny. W sumie nigdy nie wiedziałem jak te gadziny tak szybko dowiadują się o takich rzeczach. Kidy wujek tfu to znaczy ojciec... Boże jak to dziwnie brzmi! chciał coś powiedzieć ja poczułem niesamowity ból od pasa w dół, z którego aż straciłem przytomność i przeszło. "Boże ile to jeszcze potrwa?" - pomyślałem pogrążając się w ciemnościach.
---------------------
Irma? :3 Jak ci tam z Ericem idzie? xd
- Przepraszam, ale ja jestem jego wujkiem i opiekunem prawnym tylko - rzekł Maksiu nieco zmieszany na co doktorek pokręcił przecząco głową.
- Nie, jest pan na pewno jego biologicznym ojcem. Tak wskazują badania - powiedział spokojnie podając mu długopis by podpisał kartki papieru, na których było dużo informacji. Sam nie wiedziałem co mam powiedzieć i dzięki Bogu, że moje gardło nie nadawało się jeszcze do mówienia... W sumie miałem teraz ochotę zwiać z tego miejsca! Ale jakim cudem?! Przecież tyle lat z Michaelem i Cassandrą... Tyle bólu... Ale kiedy i jak? Jestem adoptowany czy co? Kiedy tylko Maks wszystko podpisał wlepiłem w niego spojrzenie chcące wyjaśnień, lecz też dało się w nim zobaczyć lekki strach.
- Nic nie wiedziałem - rzekł po chwili a ja spojrzałem na niego jak na idiotę myśląc sobie "łe ja też nie" i żądałem jak najszybciej można wyjaśnień - Kiedyś byłem z Cassandrą czyli twoją matką jeszcze jak pracowałem jako żołnierz. Wszystko było ładnie, pięknie, ale kiedy poznała Michaela zostawiła mnie samego... Potem się ożenili no i urodziłeś się ty. Byłem przekonany, że jesteś synem mojego brata więc nie drążyłem tego tematu... - wytłumaczył na co jęknąłem i odwróciłem wzrok. No oczywiście głową ruszać przez te głupie leki nie mogłem więc musiał mi wystarczyć ruch gałek ocznych - Przepraszam na prawdę nic nie wiedziałem - mówiąc to pogłaskał mnie po głowie. Sam nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć... Wujek to znaczy tata wiele dla mnie zrobił, ale teraz tak dziwnie! Niby mam nazwisko to samo, mieszkam z nim już od dawna a tera bum i zamiast wuja mam ojca. "Nie mogę być na niego zły" - pomyślałem i popatrzyłem mu prosto w oczy mówiąc by się nie martwił na co cicho westchnął i posłał mi uśmiech. Kątem oka dostrzegłem, że leci o nas reportaż w telewizji zapewne mówiący o tym, iż już się obudziliśmy a nas stan jest stabilny. W sumie nigdy nie wiedziałem jak te gadziny tak szybko dowiadują się o takich rzeczach. Kidy wujek tfu to znaczy ojciec... Boże jak to dziwnie brzmi! chciał coś powiedzieć ja poczułem niesamowity ból od pasa w dół, z którego aż straciłem przytomność i przeszło. "Boże ile to jeszcze potrwa?" - pomyślałem pogrążając się w ciemnościach.
---------------------
Irma? :3 Jak ci tam z Ericem idzie? xd
od Irmy cd. Rekera
Byłam taka słaba… Operacja trwała chyba dziesięć godzin jak nie więcej, a w śpiączce byliśmy chyba prawie dwa tygodnie, ale nie jestem pewna. Kiedy otworzyłam oczy, pierwsze co zobaczyłam to biały sufit, a w następnej ktoś mi świecił latarką po oczach.
- Źrenice reagują! - stwierdziła, a ja miałam ochotę uciec albo go walnąć za to świecenie po oczach! Bałam się… Jak ja strasznie się bałam! Nie wiedziałam co oni chcą ze mną zrobić! „A co jak to moi zabójcy?!” - pomyślałam spanikowana, lecz ciało zupełnie nic nie reagowało, jakbym była sparaliżowana. Krzyczeć i mówić też nie mogłam, przez co czułam się jak zwierze w pułapce!
- Spokojnie Irmo! - usłyszałam znajomy głos Maksa i spojrzałam na niego wzrokiem, nakierowana przez jego głos zupełnie jak nietoperz za pomocą echolokacji! Poczułam jak pogłaskał mnie po głowie, dzięki czemu nieco się uspokoiłam, ale za chwilę zobaczyłam tego mężczyznę co się na mnie patrzył i serce zaczęło mi od razu walić szybciej jakbym miała zaraz umrzeć – przez co musieli mi podać szybko uspokajające.
- Irmo spokojnie! Nie chcę zrobić Ci krzywdy…. - westchnął ten gościu ale i tak się go bałam i gdybym tylko mogła, to bym uciekła! No ale niestety chyba po lekach które dostaliśmy, nie mogliśmy się ruszać! W oddali usłyszałam tylko z jakiegoś telewizora, jak o nas mówią, że stan jest stabilny i że odzyskaliśmy przytomność, ale nic więcej nie wiadomo. Usłyszałam z wiadomości. „Skąd te gady o nas tyle wiedzą?” - spytałam siebie w myślach, ale mój wzrok cały czas był skierowany na obcego mi mężczyznę, który usiadł na krześle.
- Irmo… - zaczął, a ja nie wiedziałam skąd on zna moje imię, ale zaświtało mi zaraz, że przecież jak był obok jurorów, to mógł je zapamiętać czy coś… - Jestem Eric Saw! Nie znasz mnie, bo Twoja matka uciekła z innym i mnie zostawiła w chle*ę. Nic o Tobie nie wiedziałem – mówił dalej a mnie zaczęło walić szybciej serce! Bałam się że to zmierza w „tym” kierunku – Jestem Twoim ojcem Irmo… - powiedział w końcu a ja totalny szok! Zaczął mi tam wszystko tłumaczyć jak to było z nim i moja matką, a ja normalnie nie mogłam w to uwierzyć! Później wyjęli mi rurkę z gardła, tak samo jak Rekerowi, który był obok mnie, ale mieliśmy nieco zdarte gardła ot tego więc mówić jeszcze dużo nie mogliśmy… Czułam się cholernie dziwnie! Najpierw myślałam ze moi rodzice zginęli w tragicznym wypadku, później dowiedziałam się że jednak mnie sprzedali żeby im się żyło jak pączkowi w maśle, a teraz się dowiaduję że jednak mam prawdziwego ojca, który nic o mnie nie wiedział! No po prostu bosko! Wtedy wszedł lekarz i kazał coś podpisać maksiowi jako iż jest jego ojcem biologicznym, a maksiu szok, tak samo jak wszyscy!
-----------------------
Reker? ;3
- Źrenice reagują! - stwierdziła, a ja miałam ochotę uciec albo go walnąć za to świecenie po oczach! Bałam się… Jak ja strasznie się bałam! Nie wiedziałam co oni chcą ze mną zrobić! „A co jak to moi zabójcy?!” - pomyślałam spanikowana, lecz ciało zupełnie nic nie reagowało, jakbym była sparaliżowana. Krzyczeć i mówić też nie mogłam, przez co czułam się jak zwierze w pułapce!
- Spokojnie Irmo! - usłyszałam znajomy głos Maksa i spojrzałam na niego wzrokiem, nakierowana przez jego głos zupełnie jak nietoperz za pomocą echolokacji! Poczułam jak pogłaskał mnie po głowie, dzięki czemu nieco się uspokoiłam, ale za chwilę zobaczyłam tego mężczyznę co się na mnie patrzył i serce zaczęło mi od razu walić szybciej jakbym miała zaraz umrzeć – przez co musieli mi podać szybko uspokajające.
- Irmo spokojnie! Nie chcę zrobić Ci krzywdy…. - westchnął ten gościu ale i tak się go bałam i gdybym tylko mogła, to bym uciekła! No ale niestety chyba po lekach które dostaliśmy, nie mogliśmy się ruszać! W oddali usłyszałam tylko z jakiegoś telewizora, jak o nas mówią, że stan jest stabilny i że odzyskaliśmy przytomność, ale nic więcej nie wiadomo. Usłyszałam z wiadomości. „Skąd te gady o nas tyle wiedzą?” - spytałam siebie w myślach, ale mój wzrok cały czas był skierowany na obcego mi mężczyznę, który usiadł na krześle.
- Irmo… - zaczął, a ja nie wiedziałam skąd on zna moje imię, ale zaświtało mi zaraz, że przecież jak był obok jurorów, to mógł je zapamiętać czy coś… - Jestem Eric Saw! Nie znasz mnie, bo Twoja matka uciekła z innym i mnie zostawiła w chle*ę. Nic o Tobie nie wiedziałem – mówił dalej a mnie zaczęło walić szybciej serce! Bałam się że to zmierza w „tym” kierunku – Jestem Twoim ojcem Irmo… - powiedział w końcu a ja totalny szok! Zaczął mi tam wszystko tłumaczyć jak to było z nim i moja matką, a ja normalnie nie mogłam w to uwierzyć! Później wyjęli mi rurkę z gardła, tak samo jak Rekerowi, który był obok mnie, ale mieliśmy nieco zdarte gardła ot tego więc mówić jeszcze dużo nie mogliśmy… Czułam się cholernie dziwnie! Najpierw myślałam ze moi rodzice zginęli w tragicznym wypadku, później dowiedziałam się że jednak mnie sprzedali żeby im się żyło jak pączkowi w maśle, a teraz się dowiaduję że jednak mam prawdziwego ojca, który nic o mnie nie wiedział! No po prostu bosko! Wtedy wszedł lekarz i kazał coś podpisać maksiowi jako iż jest jego ojcem biologicznym, a maksiu szok, tak samo jak wszyscy!
-----------------------
Reker? ;3
od Rekera cd. Irmy
Czułem taki ból, że chciałem normalnie umrzeć, lecz nagle wszystko ustało i jakby wyrzuciło mnie z ciała czy coś. Cały czas mnie i Irmę operowano a przed salą operacyjną na korytarzu siedział zmartwiony wujek Maks i ten mężczyzna co go na zawodach widzieliśmy! Niepewnie do nich podszedłem i chciałem dotknąć wujka, ale moja ręka tylko przez niego przeleciała więc skupiłem się bardziej na tym co gadaj. Blondyn pokazał Maksowi jakieś papiery, na które też od razu spojrzałem i zobaczyłem jakieś dziwne kreski a nie rozumiejąc o co chodzi uważnie przyjrzałem się mężczyźnie.
- Irma to moja córka... Wiem o tym od miesiąca, ale bałem się do niej przyjechać i dlatego tyle czekałem. Jej matka nic mi nie mówiła o jej narodzinach i zostawiła jak śmiecia - wytłumaczył na co ja wytrzeszczyłem w niedowierzaniu oczy.
- Rozumiem, oby wszystko poszło dobrze - rzekł wujek patrząc się w drzwi sali operacyjnej. Byli bardzo zdenerwowani i chyba temu facetowi naprawdę bardzo zależało na Irmę, bo aż czasami drżał z nerwów. Chciałem jeszcze trochę posłuchać ich rozmowy, ale moją uwagę przykuł telewizor gdzie akurat trwał reportaż dotyczący naszego, dzisiejszego wypadku na zawodach!
Kiedy kobieta przestała mówić obraz przełączył się na tego całego Jana Ferningo, który miał teraz komentować całą sprawę. Był na miejscu zdarzenia tuż przy rozwidleniu prowadzącym na oba parkury przez co jeszcze bardziej się zainteresowałem.
- Witaj Sali jestem właśnie w San Diego tuż przy dwóch parkurach, na których doszło do wspomnianego wypadku. Na miejscu pracuje cały czas policja i dopiero niedawno złapano sprawców, którzy spłoszyli konie jeźdźców. Reker Blackfrey i Irma Enderfind są osobami, które łączy miłość do koni i pasja jeździectwem. Młodzi jeźdźcy to ludzie po przejściach, za pewne państwo pamiętają sytuację z przed trzech lat kiedy to odbył się proces sądowy dotyczący znęcania się wybitnego wojskowego nad dzieckiem tak to ten sam Blackfrey! Natomiast Irma została sprzedana przez rodziców wraz z siostrą. Warto dodać, że nastolatkowie mają zaawansowany poziom w jeździectwie oraz na swoim koncie 12 wygranych zawodów. Jak widać zazdrość nie ma granic... - coś tam jeszcze on nas gadał a w tle można było zobaczyć oznaczone taśmą policyjną miejsce wypadku na obu parkurach oraz czasami na ekranie pojawiały się nasze zdjęcia z wygranych w zawodach. Później mówili coś jurorzy, którzy byli świadkami oraz kibice. Wszyscy byli przerażeni tym co się stało a ich twarze przedstawiały miliony uczuć. Nikt nie mógł uwierzyć, że to tego doszło i mieli nadzieję, że przeżyjemy. Chciałem jeszcze trochę sobie popatrzeć, ale poczułem szarpnięcie i chyba trafiłem do swojego ciała.
Nie miałem pojęcia ile byłem nieprzytomny czy tam ile nas operowany, ale kiedy zacząłem się budzić oślepiło mnie światło lamp, które po chwili zostały przyciemnione za co dziękowałem w duszy Bogu. Zacząłem powoli otwierać oczy przez co znowu ten okropny ból uderzył w moje, biedne ciało, które i tak wiele wycierpiało. Cicho jęknąłem a w tedy poczułem ukłucie w rękę i wszystko zniknęło! Miałem jakąś rurkę w gardle co mnie przeraziło, ale bardziej skupiłem się na lekarzu, który zaczął mi świecić latarką po oczach za co najchętniej bym go zabił.
- Źrenice reagują - powiedział do swojego kolegi, który pewnie stał przy innym pacjencie, ale nie mogłem odwrócić głowy dlatego patrzyłem na wszystko przerażonym wzrokiem. Byłem taki słaby, że nawet szarpnąć się nie mogłem! Jakbym był normalnie sparaliżowany! Chciałem krzyczeć, ale nie potrafiłem... Bałem się... Co oni mi robią?! Co się ze mną dzieje?!
-----------------
Iram? :3 Wybacz, że krótkie ;c
- Irma to moja córka... Wiem o tym od miesiąca, ale bałem się do niej przyjechać i dlatego tyle czekałem. Jej matka nic mi nie mówiła o jej narodzinach i zostawiła jak śmiecia - wytłumaczył na co ja wytrzeszczyłem w niedowierzaniu oczy.
- Rozumiem, oby wszystko poszło dobrze - rzekł wujek patrząc się w drzwi sali operacyjnej. Byli bardzo zdenerwowani i chyba temu facetowi naprawdę bardzo zależało na Irmę, bo aż czasami drżał z nerwów. Chciałem jeszcze trochę posłuchać ich rozmowy, ale moją uwagę przykuł telewizor gdzie akurat trwał reportaż dotyczący naszego, dzisiejszego wypadku na zawodach!
Kiedy kobieta przestała mówić obraz przełączył się na tego całego Jana Ferningo, który miał teraz komentować całą sprawę. Był na miejscu zdarzenia tuż przy rozwidleniu prowadzącym na oba parkury przez co jeszcze bardziej się zainteresowałem.
- Witaj Sali jestem właśnie w San Diego tuż przy dwóch parkurach, na których doszło do wspomnianego wypadku. Na miejscu pracuje cały czas policja i dopiero niedawno złapano sprawców, którzy spłoszyli konie jeźdźców. Reker Blackfrey i Irma Enderfind są osobami, które łączy miłość do koni i pasja jeździectwem. Młodzi jeźdźcy to ludzie po przejściach, za pewne państwo pamiętają sytuację z przed trzech lat kiedy to odbył się proces sądowy dotyczący znęcania się wybitnego wojskowego nad dzieckiem tak to ten sam Blackfrey! Natomiast Irma została sprzedana przez rodziców wraz z siostrą. Warto dodać, że nastolatkowie mają zaawansowany poziom w jeździectwie oraz na swoim koncie 12 wygranych zawodów. Jak widać zazdrość nie ma granic... - coś tam jeszcze on nas gadał a w tle można było zobaczyć oznaczone taśmą policyjną miejsce wypadku na obu parkurach oraz czasami na ekranie pojawiały się nasze zdjęcia z wygranych w zawodach. Później mówili coś jurorzy, którzy byli świadkami oraz kibice. Wszyscy byli przerażeni tym co się stało a ich twarze przedstawiały miliony uczuć. Nikt nie mógł uwierzyć, że to tego doszło i mieli nadzieję, że przeżyjemy. Chciałem jeszcze trochę sobie popatrzeć, ale poczułem szarpnięcie i chyba trafiłem do swojego ciała.
Nie miałem pojęcia ile byłem nieprzytomny czy tam ile nas operowany, ale kiedy zacząłem się budzić oślepiło mnie światło lamp, które po chwili zostały przyciemnione za co dziękowałem w duszy Bogu. Zacząłem powoli otwierać oczy przez co znowu ten okropny ból uderzył w moje, biedne ciało, które i tak wiele wycierpiało. Cicho jęknąłem a w tedy poczułem ukłucie w rękę i wszystko zniknęło! Miałem jakąś rurkę w gardle co mnie przeraziło, ale bardziej skupiłem się na lekarzu, który zaczął mi świecić latarką po oczach za co najchętniej bym go zabił.
- Źrenice reagują - powiedział do swojego kolegi, który pewnie stał przy innym pacjencie, ale nie mogłem odwrócić głowy dlatego patrzyłem na wszystko przerażonym wzrokiem. Byłem taki słaby, że nawet szarpnąć się nie mogłem! Jakbym był normalnie sparaliżowany! Chciałem krzyczeć, ale nie potrafiłem... Bałem się... Co oni mi robią?! Co się ze mną dzieje?!
-----------------
Iram? :3 Wybacz, że krótkie ;c
od Irmy cd. Rekera
Nie miałam bladego pojęcia o co chodzi tym wszystkich ludziom! Przecież my byliśmy zawodnikami jak każdy! A oni patrzyli na nas jakby nas zabić chcieli! No ja pierniczę… Wygrywa ten kto jest lepszy a nie! Zawody jak każdy, a oni jak dzieci sie zachowują i pokazują tylko nieprofesjonalizm! Jeszcze ja rozumiem że gdybym była chamska z Rekerem i w ogóle się wywyższała, to można by nas było nie lubić, no ale ludzie… Kur*a bez przesady! Kiedy rozgrzaliśmy konie, wyjechałam z Rekerem równo na dwa różne parkury, z różnymi sędziami. Pierwsza przeszkoda była dość spokojna, tak samo jak trzy kolejne, lecz w pewnym momencie kiedy koń wzbijał się w powietrze, ktoś po złości machnął palcatem przed oczami Nefarii, która się przestraszyła i szarpnęła mocno odbijając się, co sprawiło, że uniosłam się w strzemionach w powietrzu, i straciłam w tym momencie całkowitą kontrolę nad ciałem. Byłam nad siodłem, a nogi były w strzemionach w powietrzu.

Klacz zrzuciła wszystkie belki i przywaliła głową w parkur, przewracając się, a ja przeleciałam nad nią, lecz niestety rozpędzone i ciężkie ciało konia wylądowało na mnie z ogromną siłą, łamiąc mi kości, a właściwie to mnie miażdżąc niemalże jak pustą puszkę coli, która nieco wystrzeliła, bo wyplułam dużą ilość krwi. Klacz upadła na mnie grzbietem i zadem. Ból był wręcz nie do opisania! Gorszy od postrzału czy poparzenia… Czułam się jakby coś prasowało dosłownie moje ciało. Słyszałam trzaski własnych kości i rozlewający ból w środku.
Przestraszona Nefaria próbując wstać przygniatała mnie kilka razy, co sprawiało że miażdżyła moje ciało znowu z ogromną siłą, aż w końcu się podniosła i dodatkowo mnie jeszcze pokopała, gdyż przerażona nie wiedziała gdzie i jak ucieka, co skutkowało że po mnie przebiegła… Uderzyła mnie w głowę, brzuch i kręgosłup. Nie mogłam się ruszać. Ból mi to uniemożliwiał! Dławiłam się własną krwią… Nie mogłam oddychać. Raz widziałam przerażonych kibiców i ich krzyki przerażenia, w drugiej jurorów biegnących do mnie, później ratowników medycznych i nagle… przestałam oddychać.
Następnie stało się coś dziwnego. Dosłownie jakbym była w roli widza i stała obok własnego ciała, widząc co ze mną robią ratownicy medyczni. Dopiero wtedy zobaczyłam że Reker też jest ratowany! „A więc to było zaplanowane” - pomyślałam zła i zrozpaczona jednocześnie i zaczęłam szukać wzrokiem naszych koni. Stały przerażone i trzęsły się przy jakiś ludziach co je złapali. Byli to kibice jacyś najpewniej, którzy chcieli uspokoić drżące i przerażone wypadkiem konie. Było duże zamieszanie. Widzowie zamarli i wszystko wyglądało tak jak na filmach, tyle że to działo się naprawdę, a my byliśmy ofiarami! Słyszałam ich głosy „Boże chyba się zabili” „Oby to nie było nic poważnego” „Nie ruszają się” „Reanimują ich więc jest pewnie bardzo źle” i takie tam inne. Widziałam jak mnie i Rekera reanimują, czyli musiało być z nim tak samo źle choć w zasadzie nie wiedziałam które z nas ma większe obrażenia… Przez około dwadzieścia minut moje ciało nie reagowało na reanimację. Ciało Rekera zareagowało ciut wcześniej od mojego, a kiedy ratownicy medyczni stwierdzili że serce pracuje, od razu mnie również za intubowali, tak jak mojego chłopaka, usztywnili nam ciała i zabrali szybko do śmigłowca, który właśnie lądował.
( Oczywiście bez polskiej flagi tam namalowanej )
Szybko wsadzili nas do helikoptera, gdzie ratownicy wydawali między siebie polecenia, oraz przekazywali coś przez krótkofalówkę zapewne szpitalowi. Jedno co usłyszałam to „Są w stanie krytycznym, zostali…” i tu mi urwało, bo poczułam szarpnięcie gwałtowne i wróciłam do ciała, pogrążając się w ciemności.
Następnie widziałam znowu wszystko z góry. Byłam na sali operacyjnej z Rekerem, gdzie pilnował nas Maks i jakiś mężczyzna… Zaraz! To ten który siedział przy jurorach! Co on tu do cholery robi?! - pomyślałam zdziwiona. Widziałam jak nas operują, ale bardziej skupiłam się na nich, jak rozmawiają ze sobą i jak oglądają wiadomości cali zdenerwowani.
- Na dzisiejszych zawodach w San Diego, w stanie Kalifornia odbyły się zawody jeździeckie w skokach, lecz zostały one przerwane równie szybko jak się zaczęły – mówiła dziennikarka – Dwójka zawodników, Reker Blackfrey i Irma Enderfind startowali równocześnie w zawodach, na dwóch różnych parkurach. Z początku wszystko było dobrze, lecz wtedy dwójka zazdrosnych uczestników przestraszyło ich konie i w trakcie jazdy doszło do dwóch bardzo groźnych i poważnych wypadków. Jeźdźcy zostali przygnieceni przez swoje konie, ratownicy długo ich reanimowali i na szczęście akcje serca udało się wznowić, lecz dwójka młodych jeźdźców jest w stanie krytycznym i mogą nie przeżyć… Prognozy są złe i nastolatkowie walczą teraz o życie, a wszystko to przez zwykłą zazdrość i chęć wygrany za wszelką cenę, „po trupach do celu” przez dwójkę innych młodych nastolatków, którzy są sprawcami tych wypadków… Teraz grozi im usiłowanie zabójstwa! Więcej powie nam reporter Jan Ferningo, który jest na miejscu i widział całe zajście! Janie powiedz jak to wszystko wyglądało! – mówiła i wtedy przełączyli na tego reportera, gdzie wszystko odbywało się na żywo i on zaczął teraz mówić o wypadku i co się tam działo.
-------------
Reker? ;3
środa, 2 sierpnia 2017
od Rekera cd. Irmy
Od ostatnich wydarzeń minął tydzień. Codziennie trenowaliśmy wraz z Irmą na Luxie i Nefari, z którymi coraz lepiej nam szło. Zaczęliśmy coraz bardziej rozumieć swoje nowe wierzchowce co nas strasznie cieszyło. Wujek Maks zapisał nas na zawody w San Diego w stanie Kalifornia więc nie opuszczaliśmy poprzeczki. Jeśli chodzi o Arrowa i Alkatrasa to nasze biedactwa ciągle były słabe, ale widać było malutką poprawię. Lucas był bardzo dobrym weterynarzem i zwierzęta go bardzo kochały nie co tamtego idiotę! Z tego co słyszeliśmy z jego synem było już trochę lepiej i przeprowadzili się niedaleko nas do kupionego przez wujka dla nich domu. Przed dzień zawodów byliśmy na zakupach gdzie wydaliśmy dużo pieniędzy, ale wujek kazał nam zaszaleć dlatego jakoś się nie oszczędzaliśmy. Między innymi kupiłem Luxowi jasno zielony zestaw z Eskadronu, który pasował mi do niego najbardziej.Irma też coś kupiła Nefari, ale już w to nie wnikałem, bo z pewnością wiedziałem, że wybrała coś ładnego zresztą przecież to kobieta i one lubią tam te wszystkie kolory!
Kiedy nadszedł dzień zawodów wyruszyliśmy już o szóstej rano najpierw samochodem by dotrzeć na prywatne lotnisko wujka a potem do Kalifornii. Naszym koniom nie bardzo podobało się podróżowanie samolotem dlatego gdy tylko wyszliśmy myślałem, że będą wariować ze szczęścia. Jak szło się domyślić wraz z moją ukochaną Irmą całą drogę przespaliśmy dlatego nie mieliśmy pojęcia co mogły wyprawiać nasze kochane koniska, ale na szczęście krzywdy sobie nie zrobiły i to jest najważniejsze! Na miejscu byliśmy o dziewiątej więc mieliśmy jeszcze trzy godziny przed rozpoczęciem zawodów. Jako iż byliśmy już w strojach jeździeckich postanowiliśmy przetestować, niektóre przeszkody na co nam pozwolono więc szybko osiodłaliśmy swoje wierzchowce i wykonaliśmy kilka skoków próbnych. Wszystko poszło bardzo ładnie i gładko dlatego pochwaliłem Luxa, któremu dałem też kosteczkę cukru w nagrodę za ładne skoki i ruszyłem w stronę wyjazdu z parkuru. Wiele osób na nas patrzyło takim wzrokiem jakby chcieli nas zamordować co mnie strasznie dziwiło, bo przecież nic złego nie robiliśmy, ale starałem się to ignorować. Zjedliśmy jeszcze jakieś lekkie drugie śniadanie podczas którego dowiedzieliśmy się, że będziemy dzieleni na coś w rodzaju grup! Każdego zawodnika ocenia czwórka jurorów więc było ich tu aż ośmiu i pewnie zrobili to też ze względu na dużą ilość uczestników. Na godzinę przed startem gdy poszliśmy zajmować się dokładniej swoimi końmi doszła do nas wiadomość, iż ja startuję w grupie pierwszej a Irma w drugiej na dodatek mieliśmy te same numery co nas trochę rozśmieszyło. Przegadaliśmy całe przygotowanie Luxa i Nefari a kiedy mieliśmy już iść życzyliśmy sobie zajęcia jak najlepszego miejsca oraz ją pocałowałem.
Jak zwykle moja kolej przyszła bardzo szybko czym się nie dziwiłem i muszę szczerze powiedzieć, że byłem bardzo zrelaksowany a moje serce już nie biło tak szybko z nerwów jak kiedyś. Kiedy podjeżdżałem by ukłonić się jurorom poczułem, że coś wisi w powietrzu, ale chcąc to zignorować poczekałem chwilę na dźwięk startu i ruszyłem na pierwszą przeszkodę czyli stacjonatę, którą przeskoczyłem bez najmniejszego trudzenia się.
Następny był okser więc skupiłem na nim całą swoją uwagę, ale coś mówiło mi, że ma się zatrzymać, ale to było na nic, gdyż już po chwili Lux się spłoszył a raczej ktoś go spłoszy! Zwierze było tak bardzo wystraszone, że od razu zwróciło mi to kontakt ze światem. Chciałem jakoś zapanować nad ogierem, ale to było na nic, ponieważ już po chwili karus się przywrócił i przygniótł mnie swoim ciężarem. Poczułem taki ból jakby mnie żywcem ze skóry obierano! Przez to, że moja ręka zaplątała się w wodze ogier trochę się jakby to ująć na mnie potarzał? Myślałem, że z bólu umrę... W końcu jednak koń jakoś wstał ciągnąc mnie przez tą głupią rękę przez przeszkodę i przez to właśnie jakoś uwolniłem swoją rękę. Wszystko mnie tak bolało, że myślałem, iż zaraz zejdę. Gubiłem się w oddychaniu i widziałem tylko skrawki jakby takiego filmu. W jednej chwili wdziałem jurorów, później Maks, później ratownicy medyczni. Walczyłem o każdy wdech i nie miałem siły nawet ruszyć palcem u ręki. Dusiłem się... pewnie miałem połamane żebra i na pewno nie tylko to. Kiedy wsiadłem na Franczeska od razu uświadomiono mi, że to sport, który jest ryzykowny, ale ja nie gniewam się teraz na Luxa... Nie miałem pojęcia jaki idiota go spłoszył... Przecież nic złego nie zrobiłem... W pewnym momencie przed oczami zobaczyłem ciemność, ale walczyłem by wrócić do świata żywych.
-------
Irma? :3
od Irmy cd. Rekera
Kiedy dostaliśmy puchary, strasznie się cieszyłam! No powiem szczerze że bałam się bardzo startować w tych zawodach, gdyż no Nefaria nie była moim podstawowym koniem i bałam się że jej jeszcze nie wyczułam! Nowy koń zachowuje się inaczej niż tego którego się zna przez dłuższy czas. Poza tym musiałam na niej używać dużo większej siły niż przy Alkatrasie, który łagodniej wykonywał moje komendy, a przy niej trzeba było się nieco naszarpać, lecz to u niej przez to ze jest mało doświadczona… Z treningami powinno się jej to zmienić, więc powinno być dobrze! Kiedy dorwani nas dziennikarze odpowiadaliśmy na pytania, choć były dla mnie dziwne tak samo jak to że tak się tym interesują, bo to tylko zawody! „Zwariowali” - pomyślałam, a wtedy pojawił się ten dureń, który zaczął wypytywać o przeszłość Rekera i jego ojca, co spowodowało, że widziałam że to go zabolało i się załamał… Uciekł do auta, gdzie miał spokój, a ja wnerwiona do granic możliwości kopnęłam go w krocze z całej siły, przez co zapiszczał jak dziewczyna i upadł na ziemię.
- Domyśl się jak się czuje idioto! - warknęłam wściekle na niego – I przepraszam chciałam mocniej! - dodałam i pobiegłam do Rekera, lecz jeszcze kątem oka widziałam jak wujek Maks przywalił w twarz z pieści temu dziennikarzowi i warczał na niego, że jest skończony i wyląduje na bruku. Podbiegłam do auta naszego, gdzie schował się Reker, weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Wtedy zobaczyłam płaczącego Rekera jak małe dziecko i kompletnie załamanego.
- Rekuś nie płacz spokojnie! - powiedziałam tuląc go do siebie, a on nie protestował – Wiem ze Ci ciężko, ale będzie dobrze! Ciii… Jesteś bezpieczny! Masz mnie, Maksa i tego drugiego… Damy razem radę! - powiedziałam spokojnie i go pocałowałam w głowę wciąż tuląc.
- Damy radę Rekuś, my jesteśmy Twoją rodziną nie tamten idiota! - dodałam i tak Reker płakał z dobre dwadzieścia minut, ale w końcu jakoś się uspokoił. Po chwili przyszedł też Maks, który podał jakąś tabletkę Rekerowi, którą szybko połknął jakby z ulgą. Nie wiedziałam co to było, ale mogłam się domyślać że jakieś od psychologa. Później ani ja, ani Reker nie wychodziliśmy z samochodu, a wszystkim zajął się Maks, który zapakował nasze konie, a później odjechaliśmy z nagrodami. To było słodko-gorzkie zwycięstwo.
---------
Reker? Przepraszam że lipa ;-;
- Domyśl się jak się czuje idioto! - warknęłam wściekle na niego – I przepraszam chciałam mocniej! - dodałam i pobiegłam do Rekera, lecz jeszcze kątem oka widziałam jak wujek Maks przywalił w twarz z pieści temu dziennikarzowi i warczał na niego, że jest skończony i wyląduje na bruku. Podbiegłam do auta naszego, gdzie schował się Reker, weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Wtedy zobaczyłam płaczącego Rekera jak małe dziecko i kompletnie załamanego.
- Rekuś nie płacz spokojnie! - powiedziałam tuląc go do siebie, a on nie protestował – Wiem ze Ci ciężko, ale będzie dobrze! Ciii… Jesteś bezpieczny! Masz mnie, Maksa i tego drugiego… Damy razem radę! - powiedziałam spokojnie i go pocałowałam w głowę wciąż tuląc.
- Damy radę Rekuś, my jesteśmy Twoją rodziną nie tamten idiota! - dodałam i tak Reker płakał z dobre dwadzieścia minut, ale w końcu jakoś się uspokoił. Po chwili przyszedł też Maks, który podał jakąś tabletkę Rekerowi, którą szybko połknął jakby z ulgą. Nie wiedziałam co to było, ale mogłam się domyślać że jakieś od psychologa. Później ani ja, ani Reker nie wychodziliśmy z samochodu, a wszystkim zajął się Maks, który zapakował nasze konie, a później odjechaliśmy z nagrodami. To było słodko-gorzkie zwycięstwo.
---------
Reker? Przepraszam że lipa ;-;
Subskrybuj:
Posty (Atom)

