wtorek, 24 grudnia 2024

od Arthura cd. Anthony'ego

Omal nie zasnąłem z telefonem przy twarzy w oczekiwaniu na odpowiedź od znajomego. 
"mówiłem ci, że jak umrzesz, to biore prawo do twojej dziecinki"
- Jeszcze żyje, ledwo. - burknąłem, czytając drugą, twierdzącą odpowiedź. 
Leżałem zawinięty w kołdrę i mrużyłem oczy, irytując się na słońce, złośliwie przebijające się przez okna. Pewnie jest zimno jak cholera.
Kolejne dwa piknięcia zmusiły mnie do spojrzenia na telefon. Wyświetliłem w powiadomieniu informacje, że mój znajomy będzie za pół godziny. 
Niechętnie skierowałem się do łazienki, celem szybkiego prysznica i podstawowej higieny; w lustrze mignął mi obraz nędzy i rozpaczy. Czyli właściwie nic nowego. 
Letni prysznic nieco mnie obudził i przywrócił do stanu używalności, więc tym razem z nieco większą energią zgarnąłem czyste ubrania i założyłem je na siebie, starając się wciąż wyglądać schludnie i równocześnie nie zamarznąć na śmierć. Wyjątkowo zamiast trampków wziąłem glany, licząc na to, że będzie mi nieco cieplej. W kurtce znalazłem kluczyki od Impali, zapalniczkę i zgniecioną paczkę papierosów. Na dziś powinno wystarczyć, choć pewnie będę musiał kupić kolejne. 
Wyszedłem na dwór, gdzie czekał na mnie już Tony w swoim Lexusie. Poczciwe, japońskie autko, ale obawiam się, że możemy skończyć w słupie. Chyba że chłopak umie jeździć w taką pogodę.
Otrzepałem buty nim wsiadłem do samochodu i dopiero, gdy trzasnąłem za sobą drzwiami, przywitałem się z chłopakiem.
- To co, passenger princess, jakaś pizza? - Wyjechaliśmy na drogę prowadzącą do miasta, kiwnąłem głową twierdząco, próbując rozpracować jak działa ogrzewanie w jego samochodzie.
- Co to jest kurwa za technologia?? - mruknąłem, poddając się i opierając o fotel. Chłopak zaśmiał się pod nosem i kliknął coś, co sprawiło że prosto w moją twarz uderzyło gorące powietrze. Odetchnąłem z ulgą i przystawiłem dłonie do wentylatorków, powoli czując, jak do palców wraca mi krążenie. Boże, jak dobrze. Zaparkował samochód przed jakimś lokalem i gestem ręki zasugerował, że powinienem wysiąść. Zmęczony, i prawdopodobnie wciąż lekko pijany, wysiadłem z auta, łapiąc równowagę o dach samochodu. - Mogliby chociaż to solą sypnąć, bo któryś z nas się zabije. 
Wszedłem za chłopakiem do pizzerii i rozejrzałem się po wnętrzu - pstrokate, świąteczne dekoracje, plastikowe renifery w oknach i każdy z personelu w mikołajowej czapce lub elfich uszach. Najszczersze kondolencje.
Sam zapewne nie będę wyglądał lepiej w najbliższym czasie, chyba, że szef uwidzi sobie wolne. Wątpliwe, ale może i on przemówi ludzkim głosem w ten "magiczny, świąteczny czas".
- Pepperoni? - zapytał, przyglądając się menu.
- Z podwójnym serem i weź mi do tego cole. Z lodem.- Przerwałem, szukając portfela po kieszeniach. No tak, jest w dziecince. - Przeleje Ci zaraz.
Przewrócił na mnie oczami, ale nie skomentował, tylko ulotnił się w kierunku kasy i chyba zamówił nam posiłek.
Wrócił do stolika z plastikowym numerkiem - 69. Jak na dorosłych ludzi przystało, spojrzeliśmy na niego z rozbawieniem. Obydwoje byliśmy ewidentnie zmęczeni po ostatniej pijackiej przygodzie, zwłaszcza, że niezbyt pamiętałem, jak wróciłem do domu.
Tony miał rozczochrane włosy, podkrążone oczy i ogólnie wyglądał jak wrak człowieka. Brakowało mu tylko skrzywionego papierosa za uchem i energetyka w ręce, żeby dopełnić ten jakże beznadziejny obrazek. 
Ja zapewne wyglądałem jak żebrak z ulicy, który wybłagał go o pierwszy ciepły posiłek od kilku dni.
- No, to jakieś plany na święta? - zagaiłem, ale początek konwersacji przerwała nam kelnerka, przynosząc dwa duże placki i po chwili również napoje. Nie czekając na odpowiedź od mojego towarzysza, oderwałem kawałek i wgryzłem się w niego ze smakiem, by poczuć jak gorący, ciągnący się ser parzy mi język. - Hahpiehdohe - spróbowałem jakoś złagodzić ból, nie gryząc więcej niż to potrzebne, ale z marnym skutkiem. Henderson z trudem powstrzymywał śmiech, widząc moje nieudolne próby przełknięcia pierwszego kęsa upragnionej pizzy. Gdy mi się to udało, natychmiast przyssałem się do szklanki z colą i odetchnąłem z ulgą. Piekielny ból cholernego sera ustąpił.
- Nawet nie próbuj, oni ją chyba prosto z piekła wyciągnęli. - Ostrzegłem go, na co on spokojnie podmuchał na swój kawałek i jak gdyby nigdy nic, ugryzł go i przełknął, zapijając swoim piciem. - Ty jesteś jakiś nienormalny. - Uniosłem brwi, widząc, że nawet się nie skrzywił. My na pewno jemy pizzę o tej samej temperaturze?
- No, pytałeś się mnie o plany na święta, co nie? - upewnił się, że dobrze zapamiętał zaczęty przeze mnie temat. Kiwnąłem głową, dmuchając agresywnie na swój kawałek pizzy. Tym razem będziesz jadalna. 
- No tak, bo w sumie za chwile święta i nie wiem, czy będę miał szanse rzucić w ciebie śnieżką, czy będę musiał czekać do przyszłego roku. 

Tony?

wtorek, 12 listopada 2024

Mia Frei!

 

Dołącza do nas Mia Frei! Powitajmy ją ciepło!


Mia Frei | 17 lat |



czwartek, 24 października 2024

Rick Morgan

Wraca do nas Rick Morgan! Powitajmy go ciepło!

Rick Morgan| 26 lat | Vlodzimezh Byaly| Savannah  | - 

piątek, 18 października 2024

Od Flynna cd. Anthony'ego

 - Dzięki, ale akurat rozpakowywać się w tutejszej siodlarni nie zamierzam. Lubię wozić ze sobą sprzęt, nawet jeśli czasami chce mi się na to narzekać, bo jest gorsza pogoda czy cokolwiek. I czym dokładnie jest “HF”? - Flynn zrobił w pewien sposób uroczą minę podczas przekrzywiania głowy w wyrazie głębokiego niezrozumienia połączonego z prawdziwym zaciekawieniem.

- Milky Way. Krowa. Moja klacz. - Anthony zamachał uwiązem z lekkim zniecierpliwieniem. - To jak?

- Możemy iść. Mój koń jest aktualnie derkowany, a i tak stoi w izolatce, więc jest w większości czysty… Tak sądzę. W to chce przynajmniej wierzyć. - Zaśmiał się pod koniec Fitz, wspominając wcześniejsze wyczyny Bucka, którymi jednak się nie podzielił z nowo poznanym towarzystwem. - Ta dziewczyna to twoja…?

- Siostra. - Wyjaśnił starszak, machając między sobą a rudą dłonią w bliżej nieokreślonym geście, który zapewne miał naśladować migami jakąś nić pokrewieństwa. 

  Gdy Flynn się skupił i zmrużył oczy, zaczął dostrzegać coraz więcej podobieństw między dwójką rodzeństwa, zwłaszcza gdy tamta zaczęła się do nich zbliżać w zastraszającym tempie niczym huragan. Dziewczę przedstawiło się tak samo wyraziście, aczkolwiek zdawkowo jako Mallory… Nawet tonację głosu mieli zbliżoną podczas wykonywania tego typu czynności, co tylko dodatkowo potwierdziło wcześniejsze słowa Anthony’ego. Świat znajomości Fitza stał się o nich mimo wszystko na pewno bogatszy, jeszcze zanim wyruszyli dalej w podróż…

  Podczas wcale nie tak krótkiego spaceru we trójkę zaczęła siąpić ze stalowoszarego nieba pierwsza mżawka, mocząc im włosy oraz ubrania, w niektórych częściach bardziej lub mniej. Chłód docierał wówczas głębiej pod cebulowo jesienne warstwy ochronne z dresów czy innych spodni, a do butów poprzyklejało się trochę więcej pożółkłej trawy zmieszanej z błotem. Zaczerwienione policzki oraz czubki nosów młodych wędrowców zaczęły być przyćmiewane tylko przez ulatujące obłoczki pary, jakie tajemniczo otaczały ich twarze. Przypominało to trochę palenie, przynajmniej tak to się Flynnowi zawsze kojarzyło. W międzyczasie chłopak zdążył się trochę więcej dowiedzieć o współtowarzyszach; wybiórcze zainteresowanie Mallory tematem koni czy fakt, że akurat dzisiaj przyjechali jej samochodem (zdążyła bratu to dwa razy wypomnieć, jakby jednak próbował to wyrzucić z pamięci). Byli na swój sposób interesujący, więc chłopak skupił się na rozmowie z nimi, nie wędrując nigdzie myślami ani nie zastanawiając się za bardzo nad niczym, a zaczynał być poważnie głodny. Płatki z mlekiem wołały z pickupa o pomstę. Może naprawdę lepszy był ten hot dog? Akurat dzisiaj Flynn miał bajeczną ochotę na durną limitowaną edycję Frosted Mini Wheats o smaku pumpkin pie spice niczym prawdziwa jesieniara. Jakby tego było mało, to akurat te płatki były w kształcie poduszeczek, więc miały u niego dodatkowe punkty.

- Krowa nie powinna stać tam, gdzie zwykle? - Mallory przerwała pogaduszki, skupiając zebranych z powrotem na zadaniu.

- Nie o tej porze roku. Ostatnio zrobiła się wybredna co do miejscówek.

- Bawi się w chowanego? - Podsunął mu Fitz z głupkowatym uśmiechem. 

- Można tak powiedzieć.

  Czarno biała sierść zamajaczyła na horyzoncie jako plama… A potem z bardzo dużą prędkością ta sama mozaika czerni oraz bieli zaczęła galopować w przeciwną od nich stronę, brykając po drodze wesoło, pozbawiona obowiązków ludzkich właścicieli.


Anthony?


niedziela, 13 października 2024

od Arthura cd. Maddie

Ze strony dziewczyny padła sugestia zjedzenia czegoś. Dość mądre, patrząc na poranną godzinę i to, że pewnie jednak wyląduje na tym warsztacie; a wtedy o zjedzeniu czegokolwiek będę mógł pomarzyć. 

Zapytałem, czy ma jakieś ulubione miejsce. "Lava Burger" padło z jej ust, gdy pojawiliśmy się przy dziecince. Impala przysypana była delikatnie liśćmi a jesienne słońce odbijało się od jej maski; uwielbiam to auto.
Otworzyłem dziewczynie drzwi od strony pasażera, chcąc być dla niej miłym. Lekko rozbawiona, może nieco speszona, wsiadła na swoje miejsce. 
- Gdy za pierwszym razem oddawałam krew i miałam niskie żelazo, to lekarz z rozbawieniem w oczach się mnie zapytał, czy nie jem mięsa przez zwierzątka czy coś takiego.  Ale nie, burgery życiem. - Wyciągnęła ręce ku górze, ze śmiechem wspominając sytuacje u lekarza. Odpaliłem samochód, wsłuchując się w satysfakcjonujące mruczenie. Nigdy mi się to nie znudzi. 
Wojowniczka pomachała budynkowi Akademii i uśmiechnęła się dość uroczo. Wlepiła wzrok w widoki za oknem, nie odzywając się za dużo. "Maddie". Przedstawiła się, dodając, że "Mad"  także jej pasuje. Kiwnąłem głową, zapisując sobie jej imię w pamięci. Ponownie podałem jej swoje imię, śmiejąc się, że mojego nie da się jakkolwiek skrócić. Dziś miał być jej pierwszy dzień w nowej szkole; a jednak wybrała spędzenie czasu z barmanem. Na jej miejscu zrobiłbym tak samo. 
Dowiedziałem się, że znalazła się tu celem zmiany otoczenia, mimo tego, że nie interesuje się jeździectwem. Dość podobnie jak ja. Odbiła piłeczkę w moją stronę, pytając, czy mam jakiegoś konia. 
Chciałem powiedzieć jej, że Impala jest moim odpowiednikiem jeździectwa, jednak zamiast tego odparłem, że fascynują mnie konie, lecz trzymam się od nich na bezpieczną odległość.

Wreszcie dotarliśmy do wybranej przez dziewczynę burgerowni. Wewnątrz lokalu pachniało naprawdę dobrze - nie uderzył mnie zapach spalonego tłuszczu ani taniego alkoholu. Wręcz przeciwnie, czułem się jak Kudłaty ze Scooby Doo, który właśnie zaczyna lewitować, bo jedzenie wydaje się być tak smaczne. Zamówiłem burgera prezentującego się najlepiej z całej oferty wraz z napojem, dziewczyna zrobiła podobnie, dobierając do tego frytki.
Rozsiedliśmy się wygodnie na naszym miejscu i umilając sobie czas pogawędką, czekaliśmy na nasze zamówienie. W trakcie naszych plotek, do budynku weszła dwójka dzieci i młody, czarnoskóry chłopak. Delikatnie zmarszczyłem brwi, widząc, że dzieci nie wyglądają jak jego rodzeństwo, ani tym bardziej znajomi, bo różnica wieku była ewidentnie zbyt duża. Śmiali się i rozmawiali, dzieci co jakiś czas milkły, z zainteresowaniem słuchając starszego chłopaka.
Stolik obok siedziała para - starsi ludzie, kobieta z mężczyzną. Ewidentnie nie była zadowolona z obecności czarnoskórego chłopaka, bacznie go obserwując. Wreszcie szturchnęła swojego partnera. Wsunąłem rurkę do ust i napiłem się, wciąż przyglądając się z zainteresowaniem rozwojowi sytuacji. Palec kobiety wskazał na chłopaka, jednak jej wzrok spoczywał na jej partnerze. Coś mówiła, lecz przez zgiełk nie byłem w stanie zrozumieć co.
Odwróciłem na chwilę wzrok, by wgryźć się ponownie w przepysznego burgera. 
- To jest niepokojące! - dotarło do mnie - Wydaje mi się adekwatnym zadzwonić na policję. - W lokalu zapanowała cisza, wzrok wszystkich klientów skierowany był na średniej postury starszą kobietę, zbulwersowaną chłopakiem o innym kolorze. Przewróciłem oczami, wiedząc, że zaraz zacznie się awantura.
Dzieci usiadły bliżej oskarżonego i spojrzały na niego zestresowanym wzrokiem, on sam za to zaczął nerwowo przecierać brodę i rozglądać się po budynku. Maddie przyglądała się kobiecie, zagryzając zęby i marszcząc delikatnie brwi. Nie wydawała się być zadowolona; prawdopodobnie, gdyby wzrok mógł palić, kobieta byłaby już kupką popiołu.
Dyskusja między kelnerem a zdenerwowaną kobietą rozwinęła się i wydawała się być od słowa do słowa coraz bardziej agresywniejsza, zwłaszcza ze strony tej pierwszej. Z tego co zrozumiałem, została wyproszona z restauracji pod groźbą, o ironio, wezwania policji. 
Wychodząc, spojrzała na naszą dwójkę i zawiesiła wzrok na Wojowniczce. Jej spojrzenie stało się jeszcze bardziej mordercze, niż wcześniej. Chyba zaklęła pod nosem, wychodząc. 
Wojowniczka również nie wydawała się być zadowolona. Wzruszając ramionami na tę niemą interakcje, ponownie wziąłem gryza letniego już burgera i zapiłem go piciem, praktycznie kończąc moje śniadanie.
- Znacie się? - zapytałem, przyglądając się niezadowolonej dziewczynie. - Spojrzała na ciebie tak, jakbyś zabiła jej psa. - Uśmiechnąłem się lekko w jej stronę. Odstawiła głośno kubek z piciem, patrząc na mnie jakbym oznajmił jej, że jestem kosmitą.

Maddie?

sobota, 12 października 2024

Od Anthony'ego cd. Flynna

Tony nie zwykł przyjeżdżać do akademii w towarzystwie siostry. Odkąd Mallory opuściła dom rodzinny, nie siedziała na końskim grzbiecie ani razu. Jej relacja z tym gatunkiem zwierząt kończyła się na głaskaniu, niuńkaniu i ewentualnie czyszczeniu ich ubrudzonego cielska. Mimo wszystko, gdy zaproponowała szatynowi wspólne spędzenie dnia, ten nie miał zamiaru jej odmówić. Oczywiście, ich błogi spokój nie trwał zbyt długo. Pierwszy spór między rodzeństwem powstał już podczas wybierania kierowcy. Kłótnia trwała dobre piętnaście minut, a zwycięsko wyszła z niej rudowłosa piękność, która podała chłopakowi niepodważalny argument. Auto było jej. Jeśli miał ochotę dalej się sprzeczać, mógł pojechać do stajni autobusem. Zgadzając się na podyktowane przez kobietę warunki, wylądował na fotelu pasażera, skąd mógł podziwiać malownicze krajobrazy.
Kolejna potyczka zrodziła się, gdy Mall podgłośniła radio. Nie zrobiła tego po złości. Skoro nie prowadzili interesującej dyskusji, chciała po prostu pozbyć się nieznośnej ciszy. Irytująca piosenka zmusiła jednak Tony’ego do ściszenia urządzenia, co spotkało się z podgłośnieniem go z panelu kierowcy. W tym momencie zaczęła się czysta złośliwość, która trwała do końca ich podróży.
- Nienawidzę cię. - Stwierdził Henderson, w czym nie było wiele prawdy.
- Z wzajemnością. - Nelson odpięła pasy, by opuścić swoją terenówkę. - Milky jest w boksie? - Zapytała, podchodząc do bagażnika.
- Widziałem ją na pastwisku. - Podążył za siostrą. - Masz uwiąz? - Dodał, zanim spojrzał do tylnej przestrzeni pojazdu.
- Kazałeś zabrać tylko kalosze. - Wskazała na dwie pary gumowców.
- Cudownie. - Mruknął, zabierając się za przebranie butów. - Następnym razem pojedziemy MOIM samochodem. - Zaznaczył, ściągając pierwszego adidasa.
- Następnym razem wyrażaj się jaśniej. - Przewróciła oczami. - Na pewno masz jakiś uwiąz w pace. Nie dramatyzuj. - Usiadła na krawędzi bagażnika.
- Mam, ale byłoby łatwiej, gdybyśmy mieli go w samochodzie. - Zrzucił drugie obuwie, a następnie wsunął stopy w mniej eleganckie obcasy. - Zaraz wrócę.
Nie czekając na reakcję kobiety, ruszył w stronę stajni przeznaczonej dla klaczy. Skupiając się na swoim celu, zignorował odgłosy dziewczęcej kłótni. Znana mu grupa nastolatek non-stop kłóciła się o to samo. W końcu tylko jeden wierzchowiec w akademii mógł chodzić we wściekle różowym czapraku lub posiadać w grzywie tęczowe wstążki. Przed wejściem do budynku uchronił go jednak uprzejmy nieznajomy. Tony jeszcze go tutaj nie widział, a patrząc po zawartości jego pickupa, musiał dopiero zaznajamiać się z budynkami akademii. Przyjmując od heterochromika uwiąz, stwierdził, że wypadałoby się jakoś poznać. W końcu będzie musiał o kogoś pytać, gdy skończy korzystać z jego własności.
- Jak się nazywasz? - Zapytał, nie odrywając wzroku od przybysza.
- Flynn. Wołają na mnie jednak Fitz. Tak jest szybciej. - Młodszy chłopak wzruszył ramionami. - A ty? - Zeskoczył na ziemię, aby podać starszemu dłoń.
- An…
- Kolorado! - Głos Mallory przerwał mu przedstawianie się.
- Anthony. - Powtórzył, posyłając rudej ostrzegawcze spojrzenie. - Idź do krowy, zaraz przyjdę. - Machnął dłonią w stronę pastwiska. - Mogę ci pomóc w rozpakowaniu się, ale najpierw muszę złapać HFa. - Zapomniał, że nie wszyscy wiedzieli o “pieszczotliwym” przezwisku Milky Way. - Chcesz pomóc? W trójkę szybciej się z tym uporamy.

Fitz? Chcesz złapać krowę? c: 

Od Anthony'ego cd. Arthura

Powrót do domu był dla Anthony’ego prawdziwym zbawieniem. Kiedy tylko wysiadł z taksówki, od razu udał się do swojego mieszkania, gdzie przywitała go cisza. Wzdychając na to cicho, wyjął z kieszeni telefon, a następnie włączył na nim Spotify. Klikając randomową playlistę, zwiększył głośność urządzenia, by już po chwili zatopić się w dźwiękach “Pink pony club”. Chociaż mieszkał w Idaho Falls już dobre kilka tygodni, nadal nie przywykł do męczącej samotności. Na ranczu ciągle panowało poruszenie. Względny spokój panował jedynie podczas wspólnych posiłków, przy których i tak rozmawiano na różne tematy. Odganiając od siebie smętne myśli, potarł palcami okolice skroni. Głowa nadal przypominała mu o skutkach wczorajszej libacji, ale nie zamierzał rezygnować z odrobiny rozrywki. Najwyżej weźmie tabletki. Żaden problem. Kręcąc się po skromnym salonie, odłożył w końcu telefon na stolik. Zanim jednak wskoczył do łóżka, postawił na porządny prysznic. Nie przeszkadzał mu zapach stajni, ale kompozycji zapachowej z baru zdecydowanie wolał się pozbyć. Domyślając się, że ubrania również pozostawiały sobie wiele do życzenia, wrzucił je do pralki, by rozpocząć odwlekany cykl prania. Spod prysznica wyszedł po dobrych piętnastu minutach. Nie mając żadnego celu, zgarnął z salonu telefon, wyłączył muzykę i zawlókł się do zaciemnionej sypialni. Zanim ostatecznie zamknął oczy, ustawił budzik na godzinę późnopopołudniową. W końcu i tak nie miał nic do roboty, a skrócenie sobie dnia, potraktował jako akt dobroci dla zwierząt.
 ***
Ze snu wyrwała go melodia przypisana do SMSa. Początkowo Tony chciał przewrócić się na drugi bok i zignorować wiadomość, ale kolejne powiadomienie zmusiło go do otworzenia zaspanych oczu. Macając dłonią kołdrę, trafił po kilku próbach na zakopane w materiale urządzenie. Henderson początkowo sądził, że nadawcą esów jest Mallory. Zmarszczył jednak brwi, gdy na ekranie wyświetlił się nieznany numer.

Ej masz czas rzucic mnie pdo dziecinke

Glodny jstem

Chłopak przez dobre kilka minut po prostu wpatrywał się w telefon. Początkowo nie ogarniał, kim jest tajemniczy analfabeta i dlaczego to on miałby zapewnić mu żarcie. Dopiero, gdy kilka razy powtórzył w głowie słowo “dziecinka”, połączył ze sobą odpowiednie kropki.

Mówiłem ci, że jak umrzesz, to biorę prawo do twojej dziecinki

Ale do niej mogę cię podrzucić

W przypadku jedzenia, chciał odmówić kolejnego wyjścia. Zanim jednak wpisał kolejne litery w pole tekstowe, żołądek chłopaka wydał z siebie głośne burknięcia. Czyli również był głodny. Świetnie. A to wszystko przez głupiego SMSa. Nie mając ochoty niczego gotować, przewrócił oczami, by w następnym kroku wrócić do wirtualnej wymiany zdań.

Pizza? Mak? Tylko nie mów, że wolisz eleganckie restautacje XD

Zbieraj dupę, będę za 30 minut

Arthur? Happy meal?