***
-Rosalie wstawaj!- poczułam jak ktoś mną potrząsa.
-No co?- burknęłam zła że przyjaciółka wybudziła mnie z błogiego snu o moim księciu z bajki.
-Jest ósma dwadzieścia- odpowiedziała zirytowana rzucając mi ubrania.
-Czemu dopiero teraz mnie budzisz?!- wstałam i w ekspresowym czasie przebrałam się w czerwoną bluzkę i jeansy a w dodatku zwykłą szara kurtkę, na koniec doszły jeszcze fioletowe trapery.
W sumie wczoraj siedziałyśmy prawie do drugiej w nocy, ale serio zaspałam?
-Obudziłam się pięć minut temu!- odpowiedziała wręcz oburzona. Nie miałam czasu na jakieś fochy, więc zignorowałam jej dalsze komentarze i wróciłam do przygotowań na dzisiejszy dzień.
***
Byłam już pod akademią, zauważyłam Silvestra stojącego na dziedzińcu więc szybkim krokiem podeszłam do niego. Uśmiechnęłam się i zapytałam gdzie jedziemy. Jak na złość odparł wymijająco że to tajemnica po czym podeszliśmy do samochodu. Usiadłam obok miejsca kierowcy i zapięłam pasy. Vester odpalił silnik i ruszył. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Silvester wyszedł pierwszy, podszedł do mnie i otworzył mi drzwi. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się dookoła. Przed nami była brama wejściowa do schroniska. Pisnęłam ze szczęścia i wręcz skoczyłam w ramiona chłopaka. Uwielbiam pomagać, szczególnie zwierzętom więc było to wręcz idealne miejsce dla mnie.
-Dziękuję- pocałowałam go w policzek i wręcz skacząc z radości poszłam przodem w stronę wejścia. Otworzyłam drzwi i usłyszałam już skomlenie tych biednych zwierząt, potrzebujących choć chwilę uwagi i ruchu. Po chwili dogonił mnie Silvester który po chwili szybko ogarnął całą sprawę z recepcjonistką.
-To najpierw może zapoznamy się trochę z psami a potem weźmiemy je na spacer co?- uśmiechnął się odwracając od biurka. Kiwnęłam twierdząco i ruszyłam przodem do klatek psów. Szkoda mi ich było, biedne zwierzęta czekające na właściciela. Chwilę pooglądałam zwierzęta po czym dostałam aż dziesięć smyczy z psami. Po chwili dołączył do mnie Silvester.
Vester? Sorki że takie krótkie ale brak weny :v
środa, 20 grudnia 2017
wtorek, 19 grudnia 2017
Od Nicole cd. Sam
Puściłam się biegiem za końmi, Sam szybko mnie dogonił. Próbowałam nie płakać, jednak i tak w moich oczach można było dostrzec łzy. Usta mimowolnie mi drżały. Usłyszeliśmy rżenie, przypominające bardziej kwik. Bałam się że może gdzieś ugrzęzły czy coś ich zaatakowało. Mimo iż Poker był moim pierwszym koniem i był o wiele spokojniejszy, bardziej zżyta byłam właśnie z Demensem. Co z tego że każda próba nauczenia go czegokolwiek kończyła się lądowaniem na ziemi. Był dla mnie jak rodzina, rodzina której nie miałam i którą właśnie on mi dawał po śmierci Alexa. I choć to właśnie on przypominał mi o całym bólu, przypominał mi też o bracie. Nie chciałam go stracić.
- Chodź znajdziemy ich. - powiedział pocieszająco Sam, delikatnie popychając mnie do przodu. Szliśmy za śladami ich kopyt i szkodami, jakie wyrządzili. Co parę kroków nawoływałam Demensa. Po godzinie poszukiwań daliśmy sobie spokój, zaczynało zmierzchać a poszukiwanie koni po zmroku nic nam nie da. Ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Nawet w nocy mogłabym go szukać byleby się znalazł.
- Chodź, wrócimy do akademii, jutro z samego rana pójdziemy ich szukać. - niepewnie pokiwałam głową i zawróciłam, ostatni raz obrzucając ścieżkę załamanym spojrzeniem. Sam pociągnął mnie delikatnie za rękaw i poszedł do przodu, oglądając się czy idę. Po dotarciu do akademii a dokładniej jak zgaduję pokoju Sama, dostałam ciepły koc, laptopa i całe łóżko. Wyszedł na chwilę, poinformować że jutro nie będzie nas na lekcjach i wrócił. Stałam w drzwiach, patrząc na niego. Po policzkach spływały mi łzy. Potrzebowałam czegoś, sama nie wiem czego. Czyiś ramion, dotyku. Znałam go tylko jeden dzień ale czułam że będzie, że jest między nami jakaś więź. Czułam że jemu będę mogła zaufać zawsze. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Zaczęłam łkać... Poczułam jego dłoń na moich włosach, delikatnie pogłaskał mnie po włosach, jakby bojąc się.
- Cii... będzie dobrze. Obiecuję. - szepnął kojącym i ciepłym głosem. Odsunęłam się od niego, nieco zmieszana.
- Pomoczyłam Ci koszulę. - wyrzuciłam z siebie, próbując uspokoić oddech. Wtuliłam się ponownie. Przez parę minut płakałam w jego ramionach, mocno go przytulając.
- Może chcesz coś obejrzeć? - z niechęcią poczułam jak Sam po jakimś czasie luzuje uścisk. Kiwnęłam twierdząco głową i położyłam się na łóżku, on w tym czasie poszedł, zgaduję że do kuchni. Po paru minutach wrócił z gorącym kakaem i wielką miską pianek i żelek. Podał mi napój, podziękowałam cicho i prawie od razu wszystko wypiłam. Chłopak w tym czasie odpalił laptopa i włączył film. Miałam tylko nadzieję że nie jakąś komedię bo nie miałam na to ochoty.
-Zostań, jeśli kochasz- powiedział Sam nim zdążyłam go spytać o tytuł filmu. Brunet usiadł obok mnie, opierając się plecami o ścianę by zostało między nami trochę dystansu. Po jakiś dwudziestu minutach filmu odłożyłam kubek i... przysunęłam się do niego a wręcz wtuliłam. Nie protestował ale czułam że jest trochę zdziwiony moim gestem. Oglądaliśmy film w ciszy jedząc pianki i żelki które przyniósł Sam, film bardzo mi się spodobał. Po jakimś czasie spróbowałam zasnąć wtulona w tors chłopaka. Poczułam jak kładzie swoją dłoń na moich włosach i delikatnie głaszcze. Udawałam że śpię by nie przestał. Pod koniec filmu w końcu jednak zasnęłam.
Sam? Solli tak bardzo ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Chodź znajdziemy ich. - powiedział pocieszająco Sam, delikatnie popychając mnie do przodu. Szliśmy za śladami ich kopyt i szkodami, jakie wyrządzili. Co parę kroków nawoływałam Demensa. Po godzinie poszukiwań daliśmy sobie spokój, zaczynało zmierzchać a poszukiwanie koni po zmroku nic nam nie da. Ledwo powstrzymywałam się od płaczu. Nawet w nocy mogłabym go szukać byleby się znalazł.
- Chodź, wrócimy do akademii, jutro z samego rana pójdziemy ich szukać. - niepewnie pokiwałam głową i zawróciłam, ostatni raz obrzucając ścieżkę załamanym spojrzeniem. Sam pociągnął mnie delikatnie za rękaw i poszedł do przodu, oglądając się czy idę. Po dotarciu do akademii a dokładniej jak zgaduję pokoju Sama, dostałam ciepły koc, laptopa i całe łóżko. Wyszedł na chwilę, poinformować że jutro nie będzie nas na lekcjach i wrócił. Stałam w drzwiach, patrząc na niego. Po policzkach spływały mi łzy. Potrzebowałam czegoś, sama nie wiem czego. Czyiś ramion, dotyku. Znałam go tylko jeden dzień ale czułam że będzie, że jest między nami jakaś więź. Czułam że jemu będę mogła zaufać zawsze. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Zaczęłam łkać... Poczułam jego dłoń na moich włosach, delikatnie pogłaskał mnie po włosach, jakby bojąc się.
- Cii... będzie dobrze. Obiecuję. - szepnął kojącym i ciepłym głosem. Odsunęłam się od niego, nieco zmieszana.
- Pomoczyłam Ci koszulę. - wyrzuciłam z siebie, próbując uspokoić oddech. Wtuliłam się ponownie. Przez parę minut płakałam w jego ramionach, mocno go przytulając.
- Może chcesz coś obejrzeć? - z niechęcią poczułam jak Sam po jakimś czasie luzuje uścisk. Kiwnęłam twierdząco głową i położyłam się na łóżku, on w tym czasie poszedł, zgaduję że do kuchni. Po paru minutach wrócił z gorącym kakaem i wielką miską pianek i żelek. Podał mi napój, podziękowałam cicho i prawie od razu wszystko wypiłam. Chłopak w tym czasie odpalił laptopa i włączył film. Miałam tylko nadzieję że nie jakąś komedię bo nie miałam na to ochoty.
-Zostań, jeśli kochasz- powiedział Sam nim zdążyłam go spytać o tytuł filmu. Brunet usiadł obok mnie, opierając się plecami o ścianę by zostało między nami trochę dystansu. Po jakiś dwudziestu minutach filmu odłożyłam kubek i... przysunęłam się do niego a wręcz wtuliłam. Nie protestował ale czułam że jest trochę zdziwiony moim gestem. Oglądaliśmy film w ciszy jedząc pianki i żelki które przyniósł Sam, film bardzo mi się spodobał. Po jakimś czasie spróbowałam zasnąć wtulona w tors chłopaka. Poczułam jak kładzie swoją dłoń na moich włosach i delikatnie głaszcze. Udawałam że śpię by nie przestał. Pod koniec filmu w końcu jednak zasnęłam.
Sam? Solli tak bardzo ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
od Sama cd. Nicole
- Oj przesadzasz... Zresztą to było lekkie - na ustach dziewczyny zaczął błąkać się lekki uśmiech. Kolorem przypominały letnie maliny, które za małego tak bardzo uwielbiałem jeść. Teraz jednak wolałbym skosztować jej ust, niż tamtych owoców.
- Tak, oczywiście. Wiesz, powinnaś w boksie wystartować - wyszczerzyłem się, szybko wyrzucając tamte myśli z głowy.
- Nie moje klimaty- wzruszyła ramionami. - Wstajesz czy nie śpiąca królewno? - Zaśmiałem się i wstałem szybko, otrzepując z siebie płatki śniegu. Przestało sypać, a mnie przenikało cholerne zimno od walania się po śniegu. Colli poprawiła włosy i czekała na mnie. Przyjrzała mi się uważnie.
- Masz jeszcze we włosach. - Zaśmiała się i delikatnie strzepnęła je z moich włosów. Musiała stanąć na palcach by dosięgnąć. Uśmiechnąłem się. Przez chwilę rozmawialiśmy, zaproponowałem przejście się na padoki. Nicole zgodziła się i przeskoczyła zgrabnie przez płot.
- Idziesz czy będziesz się tak patrzył na nie wiadomo co? - uśmiechnęła się, wybudzając mnie z rozmyślań.
- Idę, już idę. - wyszczerzyłem się i przeskoczyłem przez płot. Nicole zapadała się w śniegu, wyglądało to komicznie. Mi też niemałą trudność sprawiało utrzymanie równowagi w glanach. Colli rozejrzała się wokoło, jej wzrok zatrzymywał się na wszystkim, na oszronionych drzewach, galopujących koniach, które rozbryzgiwały śnieg na wszystkie strony. Zauważyłem Noctisa i drugiego konia, Demensa, jak się domyśliłem. Odwróciłem się zdziwiony, gdy Nicole warknęła zirytowana, rzucając znane mi "cholera". Ogier dziewczyny bryknął radośnie i puścił się galopem. Bułanek podchwycił od niego pomysł zrujnowania płotu. Jak postanowili, tak zrobili. Z przerażeniem oglądałem jak oba konie przeskakują nad zgliszczami i zwiewają, rżąc radośnie. Colli puściła się biegiem za zwierzętami, dogoniłem dziewczynę. W oczach szatynki zaszkliły się łzy, które odbijały spadające płatki śniegu. Jej dolna warga drgała. Usłyszałem rżenie, przypominające bardziej kwik. Spodziewałem się że to Noctis, który oczywiście nie zaakceptował "kompana" i zaczęli walczyć. Cholera jasna. Nie dziwiłem jej się że się martwi. Pobiegli gdzieś w cholerę, i bóg raczy wiedzieć, czy uda się ich znaleźć.
- Chodź znajdziemy ich. - powiedziałem, delikatnie popychając Colli do przodu. Szliśmy za śladami ich kopyt i szkodami, jakie wyrządzili. Szatynka nawoływała Demensa, ja sobie darowałem. Noctis i tak nie przyjdzie, chyba że byłbym chodzącą lizawką albo jabłkiem. Wtedy nie odstępowałby mnie na krok. Po godzinie poszukiwań daliśmy sobie spokój, zaczynało zmierzchać a poszukiwanie koni po zmroku nic nam nie da. Nicole powstrzymywała się od płaczu. Na usta cisnęły mi się przekleństwa, które raczej nie powinny ujrzeć światła dziennego.
- Chodź, wrócimy do akademii, jutro z samego rana pójdziemy ich szukać. - dziewczyna niepewnie pokiwała głową i zawróciła, ostatni raz obrzucając ścieżkę załamanym spojrzeniem. Pociągnąłem ją delikatnie za rękaw i poszedłem do przodu, oglądając się czy na pewno idzie. Po dotarciu do akademii dałem jej koc, laptopa i udostępniłem jej całe łóżko. Wyszedłem na chwilę, poinformować że jutro nie będzie nas na lekcjach i wróciłem. Nie spodziewałem się, że Nicole będzie stała w drzwiach. Po jej policzkach spływały łzy. Wszystkie opory zniknęły, przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Dziewczyna zaczęła łkać, szloch wstrząsał całym jej drobnym ciałem. Cholera jasna, martwiłem się o nią bardziej niż o Noctisa. Pogłaskałem ją delikatnie po włosach, bojąc się, czy nie zareaguje agresją bądź złością.
- Cii... będzie dobrze. Obiecuję. - szepnąłem, wdychając cudny, cynamonowy zapach jej włosów. Odsunęła się ode mnie, nieco zmieszana.
- Pomoczyłam Ci koszulę. - wyrzuciła z siebie, próbując uspokoić oddech. Wtuliła się ponownie, nie przejmowałem się mokrą koszulą, czy czymkolwiek. Liczyła się ta chwila. Było mi cholernie żal Nicole, która z trudem opanowywała płacz.
Chciała Solli to ma!
u u u u aj hev ju in maj rum B)
- Tak, oczywiście. Wiesz, powinnaś w boksie wystartować - wyszczerzyłem się, szybko wyrzucając tamte myśli z głowy.
- Nie moje klimaty- wzruszyła ramionami. - Wstajesz czy nie śpiąca królewno? - Zaśmiałem się i wstałem szybko, otrzepując z siebie płatki śniegu. Przestało sypać, a mnie przenikało cholerne zimno od walania się po śniegu. Colli poprawiła włosy i czekała na mnie. Przyjrzała mi się uważnie.
- Masz jeszcze we włosach. - Zaśmiała się i delikatnie strzepnęła je z moich włosów. Musiała stanąć na palcach by dosięgnąć. Uśmiechnąłem się. Przez chwilę rozmawialiśmy, zaproponowałem przejście się na padoki. Nicole zgodziła się i przeskoczyła zgrabnie przez płot.
- Idziesz czy będziesz się tak patrzył na nie wiadomo co? - uśmiechnęła się, wybudzając mnie z rozmyślań.
- Idę, już idę. - wyszczerzyłem się i przeskoczyłem przez płot. Nicole zapadała się w śniegu, wyglądało to komicznie. Mi też niemałą trudność sprawiało utrzymanie równowagi w glanach. Colli rozejrzała się wokoło, jej wzrok zatrzymywał się na wszystkim, na oszronionych drzewach, galopujących koniach, które rozbryzgiwały śnieg na wszystkie strony. Zauważyłem Noctisa i drugiego konia, Demensa, jak się domyśliłem. Odwróciłem się zdziwiony, gdy Nicole warknęła zirytowana, rzucając znane mi "cholera". Ogier dziewczyny bryknął radośnie i puścił się galopem. Bułanek podchwycił od niego pomysł zrujnowania płotu. Jak postanowili, tak zrobili. Z przerażeniem oglądałem jak oba konie przeskakują nad zgliszczami i zwiewają, rżąc radośnie. Colli puściła się biegiem za zwierzętami, dogoniłem dziewczynę. W oczach szatynki zaszkliły się łzy, które odbijały spadające płatki śniegu. Jej dolna warga drgała. Usłyszałem rżenie, przypominające bardziej kwik. Spodziewałem się że to Noctis, który oczywiście nie zaakceptował "kompana" i zaczęli walczyć. Cholera jasna. Nie dziwiłem jej się że się martwi. Pobiegli gdzieś w cholerę, i bóg raczy wiedzieć, czy uda się ich znaleźć.
- Chodź znajdziemy ich. - powiedziałem, delikatnie popychając Colli do przodu. Szliśmy za śladami ich kopyt i szkodami, jakie wyrządzili. Szatynka nawoływała Demensa, ja sobie darowałem. Noctis i tak nie przyjdzie, chyba że byłbym chodzącą lizawką albo jabłkiem. Wtedy nie odstępowałby mnie na krok. Po godzinie poszukiwań daliśmy sobie spokój, zaczynało zmierzchać a poszukiwanie koni po zmroku nic nam nie da. Nicole powstrzymywała się od płaczu. Na usta cisnęły mi się przekleństwa, które raczej nie powinny ujrzeć światła dziennego.
- Chodź, wrócimy do akademii, jutro z samego rana pójdziemy ich szukać. - dziewczyna niepewnie pokiwała głową i zawróciła, ostatni raz obrzucając ścieżkę załamanym spojrzeniem. Pociągnąłem ją delikatnie za rękaw i poszedłem do przodu, oglądając się czy na pewno idzie. Po dotarciu do akademii dałem jej koc, laptopa i udostępniłem jej całe łóżko. Wyszedłem na chwilę, poinformować że jutro nie będzie nas na lekcjach i wróciłem. Nie spodziewałem się, że Nicole będzie stała w drzwiach. Po jej policzkach spływały łzy. Wszystkie opory zniknęły, przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Dziewczyna zaczęła łkać, szloch wstrząsał całym jej drobnym ciałem. Cholera jasna, martwiłem się o nią bardziej niż o Noctisa. Pogłaskałem ją delikatnie po włosach, bojąc się, czy nie zareaguje agresją bądź złością.
- Cii... będzie dobrze. Obiecuję. - szepnąłem, wdychając cudny, cynamonowy zapach jej włosów. Odsunęła się ode mnie, nieco zmieszana.
- Pomoczyłam Ci koszulę. - wyrzuciła z siebie, próbując uspokoić oddech. Wtuliła się ponownie, nie przejmowałem się mokrą koszulą, czy czymkolwiek. Liczyła się ta chwila. Było mi cholernie żal Nicole, która z trudem opanowywała płacz.
Chciała Solli to ma!
u u u u aj hev ju in maj rum B)
od Viktorii cd. Ricka
FUUUUCK MY LIFE OUOUIUOUUO NIE MAM ZA KIJA POMYSŁU NA TO OPOOOOO :))))))))))))))))))) FUUUUUUUUUUCK MY LIFEEE YOOOU
Chłopak również się rozejrzał. Galeria była ogromna!
- Od pierwszego lepszego sklepu możemy. - wskazał na jakiś sklep odzieżowy. Z radością przystałam na propozycję. Weszliśmy, dużo nastolatek jak i dorosłych kobiet się tu zaopatrzało. Rick założył różowy kapelusz i zrobił słynnego Moon Walka. Zaczęłam się śmiać, przyglądając się chłopakowi. Założyłem różowy kapelusz i zrobiłem słynnego Moon Walka.
- Do twarzy ci. - wyrzuciłam, pomiędzy salwami śmiechu.
- Mam pomysł! - powiedziałam, gdy udało mi się opanować śmiech. Uśmiechnęłam się szatańsko, przyglądając się Rickowi, który się nieco opanował. Chłopak stanął i podniósł brwi. Znalazłam kilka bluzek, pasujących rozmiarem na chłopaka, przynajmniej tak mi się wydawało. Wrzuciłam mu je na ręce i kazałam mu się ubrać. Nawet ich nie przeglądał. Usiadłam na pufie i czekałam aż wyjdzie.
- VIKTORIA! ZABIJE CIĘ! - usłyszałam jego głos, chłopak pomimo wściekłości, dusił się ze śmiechu. Odsłonił zasłonę i zmierzył mnie wzrokiem. - Serio? "Moje słoneczko"? - obrzucił mnie wściekłym spojrzeniem. Wzruszyłam tylko ramionami, wyszliśmy z tego sklepu nie kupując niczego. Jakimś cudem, była tu cukiernia. Pociągnęłam chłopaka za rękaw i wskazałam mu ciasto marchewkowe. Roześmiał się, ale zgodził się. Kupiłam dwa duże kawałki i podałam mu jeden na talerzyku. Usiedliśmy przy stoliku i śmiejąc się jak przygłupy, zjedliśmy wypiek. Wyrzuciłam śmieci i wyszłam z cukierenki, Rick zaraz do mnie dołączył.
- Może chodźmy po tą pizze? - zaproponował, ale zaraz potem zmienił zdanie, widząc wielki sklep, niebo dla pranksterów. Weszliśmy, całkowicie pochłonięci odwalaniem głupot. Po dobrych dwudziestu minutach oglądania wszystkiego co możliwe w tym sklepie, kupiliśmy duuużo brokatu i konfetti. Ale więcej brokatu. Zwłaszcza różowego. Kolejnym miejscem, jakie odwiedziliśmy był sklep spożywczy. Znalazłam żele do ozdabiania pierników, barwniki, lukier i wszystko co mogło się przydać. Wyszłam z zapakowaną reklamówką, nie obyło się bez kilku "dodatków" jakim był popcorn, napoje gazowane czy żelki. Z uśmiechem wróciłam do Ricka, który strzelił facepalma wolną ręką.
- Zbankrutujemy. - burknął, pomimo tego że się uśmiechał, w jego głosie rozbrzmiała nuta irytacji. - Chodź po pizzę i wracamy. - grzecznie poszłam z nim do pizzerii. Z jednej pizzy wyszły trzy. Ludzie patrzyli na nas jak na idiotów, miałam to gdzieś. Wróciliśmy do auta i wrzuciliśmy wszystko na tylne siedzenie. Wsiadłam na miejsce kierowcy i zaczekałam aż Rick zapnie pasy. Zrobił to, chodź z niechęcią. Włączyłam radio i wyjechałam z parkingu. Zaklęłam, gdy na naszej trasie był ponad trzykilometrowy korek. Jakiś gościu wjechał pod tira, z tego co mówili inni kierowcy. Wiele osób wysiadało i czekało, opóźnienia miały trwać nawet godzinę. Zrobiłam to samo. Starszy mężczyzna, zapewne już po czterdziestce, zagaił rozmowę. Rick niechętnie odpowiadał, ja zaś powstrzymywałam się od sarkazmu.
- Jeździcie konno? - zapytał, widząc moją kurtkę, niedbale rzuconą na siedzeniu. No tak, logo Dressage Academy było raczej widoczne. Odparliśmy twierdząco. Na twarzy mężczyzny zawitał uśmiech. - Ja też, moi drodzy. Właśnie wracam z córką z kilkudniowych zawodów. - powiedział z dumą. Jak na złość, zza przyczepy wyszła szczupła brunetka, z idealnie spiętymi włosami, makijażem któremu zazdrościłaby każda modnisia i telefonem w ręku.
- Natalia, poznaj proszę Viktorię i Ricka. - przedstawił nas. Dziewczyna zerknęła na naszą dwójkę z ignorancją. Chłopak najwidoczniej nie miał zamiaru na rozmowę, postanowiłam jakoś ratować nas z tej nieznośnej ciszy.
- Na kim startowałaś? - zapytałam, siląc się na ciepły ton i uśmiech. Natalia popatrzyła na nas z ignorancją, no tak, bo pewnie byliśmy "tej niższej kategorii". Zignorowałam to i czekałam na jej odpowiedź.
- Caviar. - burknęła, jakby z ignorancją, chociaż w jej głosie rozbrzmiała nutka dumy. - Trzy razy pierwsze miejsce w kategorii juniorów. - wyprostowała się, jakby czekała na oklaski. Pokiwałam głową. Kojarzyłam ją z zawodów.
- Gratuluję wygranej. - powiedziałam, już chłodniej. Po piętnastu minutach rozmowy zaczynała mnie jeszcze bardziej irytować. Przechwalała się, po kim to jej Caviar i inne konie nie są! Jakie drogie konie jej ojciec jej kupuje, a ciuchy tylko markowe, najlepiej sprowadzane. Rick przewracał oczami i spoglądał na mnie morderczo. Rzuciłam mu przepraszające spojrzenie i czekałam aż skończy pierniczyć o swoich nowych koniach i ogłowiu wysadzanym kryształkami, specjalnie na jej życzenie. Pragnęłam przywalić jej w ten wytapetowany ryj i uciszyć ją na chwilę.
- A ty, startujesz coś? - zapytała, trzepocząc rzęsami.
- Tak. Skoki i ujeżdżenie. North Wish, częściej przedstawiam ją jako Życzenie Północy. - powiedziałam, specjalnie rozwijając moją wypowiedź. Źrenice Natalii się rozszerzyły.
- Przecież ja z tobą konkurowałam! - wykrzyknęła. Przewróciłam oczami i cicho poprosiłam Ricka o pomoc.
Riszu? B)))
Chłopak również się rozejrzał. Galeria była ogromna!
- Od pierwszego lepszego sklepu możemy. - wskazał na jakiś sklep odzieżowy. Z radością przystałam na propozycję. Weszliśmy, dużo nastolatek jak i dorosłych kobiet się tu zaopatrzało. Rick założył różowy kapelusz i zrobił słynnego Moon Walka. Zaczęłam się śmiać, przyglądając się chłopakowi. Założyłem różowy kapelusz i zrobiłem słynnego Moon Walka.
- Do twarzy ci. - wyrzuciłam, pomiędzy salwami śmiechu.
- Mam pomysł! - powiedziałam, gdy udało mi się opanować śmiech. Uśmiechnęłam się szatańsko, przyglądając się Rickowi, który się nieco opanował. Chłopak stanął i podniósł brwi. Znalazłam kilka bluzek, pasujących rozmiarem na chłopaka, przynajmniej tak mi się wydawało. Wrzuciłam mu je na ręce i kazałam mu się ubrać. Nawet ich nie przeglądał. Usiadłam na pufie i czekałam aż wyjdzie.
- VIKTORIA! ZABIJE CIĘ! - usłyszałam jego głos, chłopak pomimo wściekłości, dusił się ze śmiechu. Odsłonił zasłonę i zmierzył mnie wzrokiem. - Serio? "Moje słoneczko"? - obrzucił mnie wściekłym spojrzeniem. Wzruszyłam tylko ramionami, wyszliśmy z tego sklepu nie kupując niczego. Jakimś cudem, była tu cukiernia. Pociągnęłam chłopaka za rękaw i wskazałam mu ciasto marchewkowe. Roześmiał się, ale zgodził się. Kupiłam dwa duże kawałki i podałam mu jeden na talerzyku. Usiedliśmy przy stoliku i śmiejąc się jak przygłupy, zjedliśmy wypiek. Wyrzuciłam śmieci i wyszłam z cukierenki, Rick zaraz do mnie dołączył.
- Może chodźmy po tą pizze? - zaproponował, ale zaraz potem zmienił zdanie, widząc wielki sklep, niebo dla pranksterów. Weszliśmy, całkowicie pochłonięci odwalaniem głupot. Po dobrych dwudziestu minutach oglądania wszystkiego co możliwe w tym sklepie, kupiliśmy duuużo brokatu i konfetti. Ale więcej brokatu. Zwłaszcza różowego. Kolejnym miejscem, jakie odwiedziliśmy był sklep spożywczy. Znalazłam żele do ozdabiania pierników, barwniki, lukier i wszystko co mogło się przydać. Wyszłam z zapakowaną reklamówką, nie obyło się bez kilku "dodatków" jakim był popcorn, napoje gazowane czy żelki. Z uśmiechem wróciłam do Ricka, który strzelił facepalma wolną ręką.
- Zbankrutujemy. - burknął, pomimo tego że się uśmiechał, w jego głosie rozbrzmiała nuta irytacji. - Chodź po pizzę i wracamy. - grzecznie poszłam z nim do pizzerii. Z jednej pizzy wyszły trzy. Ludzie patrzyli na nas jak na idiotów, miałam to gdzieś. Wróciliśmy do auta i wrzuciliśmy wszystko na tylne siedzenie. Wsiadłam na miejsce kierowcy i zaczekałam aż Rick zapnie pasy. Zrobił to, chodź z niechęcią. Włączyłam radio i wyjechałam z parkingu. Zaklęłam, gdy na naszej trasie był ponad trzykilometrowy korek. Jakiś gościu wjechał pod tira, z tego co mówili inni kierowcy. Wiele osób wysiadało i czekało, opóźnienia miały trwać nawet godzinę. Zrobiłam to samo. Starszy mężczyzna, zapewne już po czterdziestce, zagaił rozmowę. Rick niechętnie odpowiadał, ja zaś powstrzymywałam się od sarkazmu.
- Jeździcie konno? - zapytał, widząc moją kurtkę, niedbale rzuconą na siedzeniu. No tak, logo Dressage Academy było raczej widoczne. Odparliśmy twierdząco. Na twarzy mężczyzny zawitał uśmiech. - Ja też, moi drodzy. Właśnie wracam z córką z kilkudniowych zawodów. - powiedział z dumą. Jak na złość, zza przyczepy wyszła szczupła brunetka, z idealnie spiętymi włosami, makijażem któremu zazdrościłaby każda modnisia i telefonem w ręku.
- Natalia, poznaj proszę Viktorię i Ricka. - przedstawił nas. Dziewczyna zerknęła na naszą dwójkę z ignorancją. Chłopak najwidoczniej nie miał zamiaru na rozmowę, postanowiłam jakoś ratować nas z tej nieznośnej ciszy.
- Na kim startowałaś? - zapytałam, siląc się na ciepły ton i uśmiech. Natalia popatrzyła na nas z ignorancją, no tak, bo pewnie byliśmy "tej niższej kategorii". Zignorowałam to i czekałam na jej odpowiedź.
- Caviar. - burknęła, jakby z ignorancją, chociaż w jej głosie rozbrzmiała nutka dumy. - Trzy razy pierwsze miejsce w kategorii juniorów. - wyprostowała się, jakby czekała na oklaski. Pokiwałam głową. Kojarzyłam ją z zawodów.
- Gratuluję wygranej. - powiedziałam, już chłodniej. Po piętnastu minutach rozmowy zaczynała mnie jeszcze bardziej irytować. Przechwalała się, po kim to jej Caviar i inne konie nie są! Jakie drogie konie jej ojciec jej kupuje, a ciuchy tylko markowe, najlepiej sprowadzane. Rick przewracał oczami i spoglądał na mnie morderczo. Rzuciłam mu przepraszające spojrzenie i czekałam aż skończy pierniczyć o swoich nowych koniach i ogłowiu wysadzanym kryształkami, specjalnie na jej życzenie. Pragnęłam przywalić jej w ten wytapetowany ryj i uciszyć ją na chwilę.
- A ty, startujesz coś? - zapytała, trzepocząc rzęsami.
- Tak. Skoki i ujeżdżenie. North Wish, częściej przedstawiam ją jako Życzenie Północy. - powiedziałam, specjalnie rozwijając moją wypowiedź. Źrenice Natalii się rozszerzyły.
- Przecież ja z tobą konkurowałam! - wykrzyknęła. Przewróciłam oczami i cicho poprosiłam Ricka o pomoc.
Riszu? B)))
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Od Nicole cd. Sama
Poszliśmy do kafejki, gdzie było dość dużo ludzi. Byłam cholernie wdzięczna za to że Sam kupił mi gorącą czekoladę i ciasto, wręcz umierałam z głodu! Usiedliśmy przy jakimś wolnym stoliku przy oknie. Delektowałam się smakiem ciasta i popijałam czekoladę co jakiś czas, przetarłam chusteczką usta, które nieco ubrudziłam czekoladą i bitą śmietaną. Sam uśmiechnął się do mnie słodko i popił trochę swojego napoju. Po zjedzeniu i napiciu się, wyszliśmy z kawiarenki i przeszliśmy się na spacer. Akurat przestał padać śnieg, ludzi było chyba przez to mniej.
Wykorzystałam chwilę nie uwagi chłopaka, szybko zrobiłam śnieżkę i rzuciłam w plecy chłopaka. Sam odwrócił się ale byłam przygotowana i gotowa rzuci w niego ponownie. Zaśmiał się podnosząc ręce do góry, w geście poddania. Roześmiałam się i oparłam jedna rękę na kolano. Po chwili oberwałam w plecy od chłopaka śnieżką.
- Tak się bawisz? - zapytałam, śmiejąc się, rzuciłam w niego śnieżką i popchnęłam go ze śmiechem na biały puch.
- No ale że aż tak brutalnie? - Sam wręcz wyciągnął się na śniegu.
- Oj przesadzasz... Zresztą to było lekkie - na moich ustach zagościł szeroki uśmiech.
- Tak, oczywiście. Wiesz, powinnaś w boksie wystartować - wyszczerzył się.
- Nie moje klimaty- wzruszyłam ramionami- Wstajesz czy nie śpiąca królewno?-
Poprawiłam włosy i spojrzałam na niego wyczekująco. Zaśmiał się i wstał szybko otrzepując płatki śniegu.
-Masz jeszcze we włosach- zaśmiałam się i przejechałam delikatnie dłonią po jego włosach by strzepać śnieżynki. Uśmiechnął się, a paru minutach rozmowy zaproponował byśmy poszli na padok. Zgodziłam się po czym skierowałam się do płotu i zgrabnie przez niego przeskoczyłam.
-Idziesz czy będziesz się tak patrzył na nie wiadomo co?- uśmiechnęłam się do niego widząc że stoi w miejscu.
-Idę, już idę- wyszczerzył się i przeskoczył przez płot. Przez ten czas spadło dość dużo śniegu i wręcz trochę zapadałam się w śniegu. Cieszyłam się że założyłam glany.
Rozejrzałam się wokoło. Oszronione drzewa wyglądały majestatycznie. Konie wyglądały tak dziko gdy galopowały po śniegu, rozbryzgując go na wszystkie strony. Zauważyłam konia Sama i mojego siwka które galopowały obok siebie. Pewnie stajenny go wypuścił. Demens wręcz szalał po padoku, co chwila tarzał się w śniegu albo brykał. Zaniepokoiłam się gdy oba konie znalazły się tuż przy płocie, skierowałam się w ich stronę. Demo wcześniej ciągle uciekał z padoku a więc miałam nadzieję że tym razem się to nie powtórzy.
-Cholera- warknęłam widząc jak oba konie rujnują płot, po czym przeskakują przez niego i zwiewają.
Sam? Przepraszam że krótkie. Co powiesz na Solli dziś? B)
Wykorzystałam chwilę nie uwagi chłopaka, szybko zrobiłam śnieżkę i rzuciłam w plecy chłopaka. Sam odwrócił się ale byłam przygotowana i gotowa rzuci w niego ponownie. Zaśmiał się podnosząc ręce do góry, w geście poddania. Roześmiałam się i oparłam jedna rękę na kolano. Po chwili oberwałam w plecy od chłopaka śnieżką.
- Tak się bawisz? - zapytałam, śmiejąc się, rzuciłam w niego śnieżką i popchnęłam go ze śmiechem na biały puch.
- No ale że aż tak brutalnie? - Sam wręcz wyciągnął się na śniegu.
- Oj przesadzasz... Zresztą to było lekkie - na moich ustach zagościł szeroki uśmiech.
- Tak, oczywiście. Wiesz, powinnaś w boksie wystartować - wyszczerzył się.
- Nie moje klimaty- wzruszyłam ramionami- Wstajesz czy nie śpiąca królewno?-
Poprawiłam włosy i spojrzałam na niego wyczekująco. Zaśmiał się i wstał szybko otrzepując płatki śniegu.
-Masz jeszcze we włosach- zaśmiałam się i przejechałam delikatnie dłonią po jego włosach by strzepać śnieżynki. Uśmiechnął się, a paru minutach rozmowy zaproponował byśmy poszli na padok. Zgodziłam się po czym skierowałam się do płotu i zgrabnie przez niego przeskoczyłam.
-Idziesz czy będziesz się tak patrzył na nie wiadomo co?- uśmiechnęłam się do niego widząc że stoi w miejscu.
-Idę, już idę- wyszczerzył się i przeskoczył przez płot. Przez ten czas spadło dość dużo śniegu i wręcz trochę zapadałam się w śniegu. Cieszyłam się że założyłam glany.
Rozejrzałam się wokoło. Oszronione drzewa wyglądały majestatycznie. Konie wyglądały tak dziko gdy galopowały po śniegu, rozbryzgując go na wszystkie strony. Zauważyłam konia Sama i mojego siwka które galopowały obok siebie. Pewnie stajenny go wypuścił. Demens wręcz szalał po padoku, co chwila tarzał się w śniegu albo brykał. Zaniepokoiłam się gdy oba konie znalazły się tuż przy płocie, skierowałam się w ich stronę. Demo wcześniej ciągle uciekał z padoku a więc miałam nadzieję że tym razem się to nie powtórzy.
-Cholera- warknęłam widząc jak oba konie rujnują płot, po czym przeskakują przez niego i zwiewają.
Sam? Przepraszam że krótkie. Co powiesz na Solli dziś? B)
sobota, 16 grudnia 2017
Od Ricka cd. Viktorii
Odwróciłem się i obrzuciłem ją nienawistnym wzrokiem. Podeszła do mnie uśmiechając się wręcz szyderczo.
-Powiedziałem ci że nie- warknąłem.
-Oj tak łatwo się mnie nie pozbędziesz- poklepała mnie po ramieniu, na co odpowiedziałem jej zabójczym spojrzeniem bo miała całe ręce w mące.
-To tylko mąka- wzruszyła ramionami na moje spojrzenie. Westchnąłem w odpowiedzi. Przez dłuższą chwilę kłóciliśmy się jeszcze aż do przyjścia Viktorii która zdążyła w międzyczasie odstawić swoją klacz do boksu.
-O co chodzi?- uśmiechnęła się do nas brunetka.
-Ta popieprzona wariatka chce mnie namówić do pieczenia pierników! To jest posrane! Ja nienawidzę świąt a co dopiero gotowania!- warknąłem.
-Oj przesadzasz- wyszczerzyła się Ros. Jakoś dziwnie na mnie patrzyła.
-Nie... Nie zrobisz tego
-Owszem zrobię
-Nienawidzę cię- westchnąłem od razu wiedząc o co chodzi.
-Viktoria chcesz upiec ze mną i Rickiem -wypowiedziała nieco głośniej moje imię- pierniki?
-Tak chętnie- uśmiechnęła się, diablica wcielona, demon i najgorsze co może być. Nie sądziłem po niej że się zgodzi.
-To jak?- wyszczerzyła się do mnie Rosalie.
-Ros... Jak znajdę naszą matkę to pierwsze co zrobię to spytam jej czy nie jestem adoptowany... Bo tej chwili to jest dosłownie moje marzenie- odpowiedziałem po czym niechętnie się zgodziłem.
Rosalie wyznaczyła nam wszystko co trzeba. Po zrobieniu wszystkiego co trzeba, każdy z nas otrzymał kawałek ciasta i kilka foremek. Zirytowałem się, bo dostałem motylka, serduszko i dzwoneczek. Ros wybrała sobie jednorożca, bałwanka i gwiazdkę. Viktorii trafił się konik, renifer i jakieś bezkształtne coś. Zabraliśmy się za wycinanie. Oczywiście Ros musiała zrobić ze mnie pośmiewisko i dała mi różowo niebieski fartuch. One oczywiście wzięły te białe, Rosalie w końcu się zlitowała i dała mi biały. Z lubością zdjąłem tamto coś i założyłem na siebie "coś normalnego". Wstawiliśmy pierniki do piekarnika i rozłożyliśmy się na kanapie, wybuchając śmiechem. Nikt chyba nie wiedział czemu, ot tak, po prostu. Zaczęliśmy gadać o wszystkim, dosłownie. Zaczęliśmy obgadywać nauczycieli, wszystkie puste laski ze szkoły, które to są takie świetne, a jak przyjdzie co do czego, to nagle nic nie umieją. Potem odwaliliśmy dziką bitwę na poduszki.
- Pierniki! - krzyknęła Viktoria, pomiędzy napadami śmiechu. Ros pobiegła do piekarnika i otworzyła drzwiczki, zaraz potem wyjęła blachę z naszymi wyrobami.
- Teraz druga porcja! - powiedziała z radością i wsadziła je do piekarnika, ponownie zatrzaskując drzwi nogą i wracając do bitwy na poduszki. Viktoria wylądowała bez broni więc wziąłem jej poduszkę i rzuciłem w nią. Rzuciła się po nią, ale nie na wiele się to zdało, stoczyła się z łóżka na podłogę i okryła bronią. Czas mijał nam dosłownie na wszystkim. Po wyjęciu pierniczków zabraliśmy się za dekorowanie, trochę masy wylądowało na naszych twarzach i fartuchach.
- Fuck, skończyło się! - powiedziała Viktoria, próbując wycisnąć resztki zielonej mazi z tubki. Nic już nie było.- Zajadę do sklepu i po pizzę, chcecie coś?
- Jadę z tobą, ona mnie zabije! - wykrzyknąłem, patrząc na Ros, która uśmiechała się do mnie przerażająco. Tori pogłaskała mnie po głowie, odpowiedziałem zirytowanym wzrokiem. Szedłem za nią szybkim krokiem. Auto stało na parkingu. Usiadłem na miejscu pasażera.
- Proszę jechać, pani kierowco. - roześmiała się i przekręciła kluczyk w stacyjce. jechm z akademii, wyjeżdżając na dwupasmówkę. Po paru minutach byliśmy już w centrum.
- Jesteśmy! - powiedziała z uśmiechem, parkując auto i odpinając pasy. - Szaleństwo zakupów? - poruszyła brwiami, roześmiałem się i zgodziłem w końcu lepsze to niż siedzenie z Ros, wysiadłem z auta. Szybko przeszliśmy z parkingu do środka, uderzyło w nas ciepłe powietrze. Zdjąłem kurtkę, Viktoria zrobiła to samo po czym odłożyliśmy do specjalnych szafek nie potrzebne rzeczy.
- To od czego zaczynamy? - zapytała, rozglądając się.
- Od pierwszego lepszego sklepu możemy- wskazałem na pobliski sklep który okazał się być jakimiś ubraniami. Skierowaliśmy się tam przeglądając różne rzeczy. Oczywiście ja, jak to ja musiałem zacząć się wygłupiać. Założyłem różowy kapelusz i zrobiłem słynnego Moon Walka.
-Do twarzy ci- powiedziała Viktoria pomiędzy salwami śmiechu.
-Mam pomysł- wyszczerzyła się po chwili uśmiechając się szatańsko.
Tori? XDD Dzikie Densyyyyy
-Powiedziałem ci że nie- warknąłem.
-Oj tak łatwo się mnie nie pozbędziesz- poklepała mnie po ramieniu, na co odpowiedziałem jej zabójczym spojrzeniem bo miała całe ręce w mące.
-To tylko mąka- wzruszyła ramionami na moje spojrzenie. Westchnąłem w odpowiedzi. Przez dłuższą chwilę kłóciliśmy się jeszcze aż do przyjścia Viktorii która zdążyła w międzyczasie odstawić swoją klacz do boksu.
-O co chodzi?- uśmiechnęła się do nas brunetka.
-Ta popieprzona wariatka chce mnie namówić do pieczenia pierników! To jest posrane! Ja nienawidzę świąt a co dopiero gotowania!- warknąłem.
-Oj przesadzasz- wyszczerzyła się Ros. Jakoś dziwnie na mnie patrzyła.
-Nie... Nie zrobisz tego
-Owszem zrobię
-Nienawidzę cię- westchnąłem od razu wiedząc o co chodzi.
-Viktoria chcesz upiec ze mną i Rickiem -wypowiedziała nieco głośniej moje imię- pierniki?
-Tak chętnie- uśmiechnęła się, diablica wcielona, demon i najgorsze co może być. Nie sądziłem po niej że się zgodzi.
-To jak?- wyszczerzyła się do mnie Rosalie.
-Ros... Jak znajdę naszą matkę to pierwsze co zrobię to spytam jej czy nie jestem adoptowany... Bo tej chwili to jest dosłownie moje marzenie- odpowiedziałem po czym niechętnie się zgodziłem.
Rosalie wyznaczyła nam wszystko co trzeba. Po zrobieniu wszystkiego co trzeba, każdy z nas otrzymał kawałek ciasta i kilka foremek. Zirytowałem się, bo dostałem motylka, serduszko i dzwoneczek. Ros wybrała sobie jednorożca, bałwanka i gwiazdkę. Viktorii trafił się konik, renifer i jakieś bezkształtne coś. Zabraliśmy się za wycinanie. Oczywiście Ros musiała zrobić ze mnie pośmiewisko i dała mi różowo niebieski fartuch. One oczywiście wzięły te białe, Rosalie w końcu się zlitowała i dała mi biały. Z lubością zdjąłem tamto coś i założyłem na siebie "coś normalnego". Wstawiliśmy pierniki do piekarnika i rozłożyliśmy się na kanapie, wybuchając śmiechem. Nikt chyba nie wiedział czemu, ot tak, po prostu. Zaczęliśmy gadać o wszystkim, dosłownie. Zaczęliśmy obgadywać nauczycieli, wszystkie puste laski ze szkoły, które to są takie świetne, a jak przyjdzie co do czego, to nagle nic nie umieją. Potem odwaliliśmy dziką bitwę na poduszki.
- Pierniki! - krzyknęła Viktoria, pomiędzy napadami śmiechu. Ros pobiegła do piekarnika i otworzyła drzwiczki, zaraz potem wyjęła blachę z naszymi wyrobami.
- Teraz druga porcja! - powiedziała z radością i wsadziła je do piekarnika, ponownie zatrzaskując drzwi nogą i wracając do bitwy na poduszki. Viktoria wylądowała bez broni więc wziąłem jej poduszkę i rzuciłem w nią. Rzuciła się po nią, ale nie na wiele się to zdało, stoczyła się z łóżka na podłogę i okryła bronią. Czas mijał nam dosłownie na wszystkim. Po wyjęciu pierniczków zabraliśmy się za dekorowanie, trochę masy wylądowało na naszych twarzach i fartuchach.
- Fuck, skończyło się! - powiedziała Viktoria, próbując wycisnąć resztki zielonej mazi z tubki. Nic już nie było.- Zajadę do sklepu i po pizzę, chcecie coś?
- Jadę z tobą, ona mnie zabije! - wykrzyknąłem, patrząc na Ros, która uśmiechała się do mnie przerażająco. Tori pogłaskała mnie po głowie, odpowiedziałem zirytowanym wzrokiem. Szedłem za nią szybkim krokiem. Auto stało na parkingu. Usiadłem na miejscu pasażera.
- Proszę jechać, pani kierowco. - roześmiała się i przekręciła kluczyk w stacyjce. jechm z akademii, wyjeżdżając na dwupasmówkę. Po paru minutach byliśmy już w centrum.
- Jesteśmy! - powiedziała z uśmiechem, parkując auto i odpinając pasy. - Szaleństwo zakupów? - poruszyła brwiami, roześmiałem się i zgodziłem w końcu lepsze to niż siedzenie z Ros, wysiadłem z auta. Szybko przeszliśmy z parkingu do środka, uderzyło w nas ciepłe powietrze. Zdjąłem kurtkę, Viktoria zrobiła to samo po czym odłożyliśmy do specjalnych szafek nie potrzebne rzeczy.
- To od czego zaczynamy? - zapytała, rozglądając się.
- Od pierwszego lepszego sklepu możemy- wskazałem na pobliski sklep który okazał się być jakimiś ubraniami. Skierowaliśmy się tam przeglądając różne rzeczy. Oczywiście ja, jak to ja musiałem zacząć się wygłupiać. Założyłem różowy kapelusz i zrobiłem słynnego Moon Walka.
-Do twarzy ci- powiedziała Viktoria pomiędzy salwami śmiechu.
-Mam pomysł- wyszczerzyła się po chwili uśmiechając się szatańsko.
Tori? XDD Dzikie Densyyyyy
czwartek, 14 grudnia 2017
od Sama cd. Nicole
Martwiłem się o dziewczynę. Przytul ją debilu. Przytul!
- Nie, nic nie szkodzi - odparła sucho, spoglądając przed siebie. Tak bardzo nie wiedziałem co mam powiedzieć, jak podejść do tego tematu.
- Nadal... cię boli? - zapytałem z troską.
- Nie, to było lekkie. Zresztą bywało gorzej - Colli wzruszyła ramionami. Zdziwiło mnie, z jaką lekkością to wszystko mówiła. Zwłaszcza że to nie wyglądało na pierwszy raz, kiedy kończy z siniakiem.
- Bywało? - zapytałem, nieco zmieszany własną dociekliwością. Nie powinienem.
- Miałam na myśli że spadniecie z konia było bardziej bolesne. Demens potrafi być naprawdę wredny. - roześmiała się. Bardzo dobrze rozumiałem o co chodzi, ten gnojek też tak potrafi.
- Okey... W sumie Noctis też jest wredną bestią. - zaśmiałem się. Powrót zajął nam nie więcej niż godzinę. Przez całą drogę nie brakowało nam tematów do rozmów, które w większości sprowadzały się do naszych dzikusów i ich odpałów Gdy tylko dotarliśmy, odstawiliśmy konie do stajni. Dałem Noctis'owi marchewkę i założyłem mu ciemną derkę. Klucha spoglądała na mnie spode łba. Podbiegłem do Nicole, która czekała na mnie przy drzwiach. Wyszliśmy na plac, śnieg skrzypiał pod nami.
- W tą brunetę dawaj !- krzyknął, dziewczyna dostała śnieżką w twarz i wylądowała w śniegu. Pomogłem Colli wstać. Szybko otarła śnieg z twarzy i rozejrzała się wokoło. Na płocie siedziała dwójka chłopaków, nie wyglądali na pełnoletnich. Obrzuciłem ich morderczym spojrzeniem i zacisnąłem dłonie w pięści, jednak szybko sobie darowałem, lepiej przywalić im śnieżką w ryje.
- Widzisz jej minę? - roześmiał się wyższy, który formował kolejną śnieżkę
- To jest dla ciebie zabawne dupku?! - wykrzyknęła zbulwersowana dziewczyna. Jej policzki i czubek nosa zaczerwienione były od zimna i zapewne zdenerwowania.
Między salwami śmiechu tego mniejszego, który zdążył wydusić z siebie tylko "tak", zastanawiałem się czy oni są normalni. Nicole po raz kolejny dostała śnieżką, otarła śnieg i spiorunowała ich spojrzeniem. Nic sobie z tego nie robili, wciąż dusili się ze śmiechu. Chciałem do nich podejść, ale szatynka szybko mnie przed tym powstrzymała. Spojrzałem na nią pytająco. Schyliła się i podniosła śnieg i uformowała z niego śnieżkę. Szybko zajarzyłem o co chodzi, i zrobiłem to samo. Colli rzuciła w twarz wyższego, tego który uderzył ją śnieżką. Rzut okazał się celny i wystarczająco mocny, by dupek zleciał z płotu. Rzuciłem w tego mniejszego, który również wylądował za płotem. Nicole roześmiała się i przybiła mi piątkę.
- Było nie zadzierać z tą brunetą. - odrzuciła włosy do tyłu z tryumfalnym uśmiechem i odeszła od nich, wkładając ręce do kieszeni. Byłem pewny, że przeciwko niej w bitwie na śnieżki, dawno bym poległ.
- Nieźle! - zaśmiałem się, szybko doganiając dziewczynę.
- Dzięki - odparła, nieco speszona. Zarumieniła się i spuściła wzrok. Przeszliśmy się do kafejki, gdzie kisiły się tłumy. Kupiłem Nicole gorącą czekoladę i ciasto, sobie odpuściłem słodki wypiek. Usiedliśmy przy jakimś wolnym stoliku przy oknie. Dziewczyna delektowała się smakiem ciasta i popijała go co jakiś czas, przetarła chusteczką usta, które nieco ubrudziła czekoladą i bitą śmietaną. Uśmiechnąłem się do niej i popiłem trochę swojego napoju. Był cholernie słodki, w sumie aż zbyt słodki. Po zjedzeniu i napiciu się, wyszliśmy z kawiarenki i przeszliśmy się na spacer, od tak.
Przyglądałem się z uśmiechem psu, zapewne należącemu do któregoś z pracowników bądź uczniów, który bawił się z kilkoma końmi na pastwisku. Z zaskoczenia dostałem śnieżką w plecy, odwróciłem się i zauważyłem Colli, formującą kolejną kulkę. Zaśmiałem się, unosząc ręce do góry, w geście poddania. Dziewczyna roześmiała się i oparła jedną rękę na kolano. Wykorzystując chwilę, chwyciłem trochę śniegu i rzuciłem nieco koślawo zbitą kulkę w dziewczynę.
- Tak się bawisz? - zapytała, śmiejąc się, rzuciła śnieżką i popchnęła mnie ze śmiechem na biały puch.
- No ale że aż tak brutalnie? - udałem że umieram, wyciągając się jak ciota na śniegu.
Colli? <3udusisz mnie? B)
U, u, u, u I want you in my room B)) #RamEvryłer
U, u, u, u bydziesz w moim room B)) #RamEvryłer
GEEZ, CO TAM ROBI "POPYCHNĘŁA XDD"
- Nie, nic nie szkodzi - odparła sucho, spoglądając przed siebie. Tak bardzo nie wiedziałem co mam powiedzieć, jak podejść do tego tematu.
- Nadal... cię boli? - zapytałem z troską.
- Nie, to było lekkie. Zresztą bywało gorzej - Colli wzruszyła ramionami. Zdziwiło mnie, z jaką lekkością to wszystko mówiła. Zwłaszcza że to nie wyglądało na pierwszy raz, kiedy kończy z siniakiem.
- Bywało? - zapytałem, nieco zmieszany własną dociekliwością. Nie powinienem.
- Miałam na myśli że spadniecie z konia było bardziej bolesne. Demens potrafi być naprawdę wredny. - roześmiała się. Bardzo dobrze rozumiałem o co chodzi, ten gnojek też tak potrafi.
- Okey... W sumie Noctis też jest wredną bestią. - zaśmiałem się. Powrót zajął nam nie więcej niż godzinę. Przez całą drogę nie brakowało nam tematów do rozmów, które w większości sprowadzały się do naszych dzikusów i ich odpałów Gdy tylko dotarliśmy, odstawiliśmy konie do stajni. Dałem Noctis'owi marchewkę i założyłem mu ciemną derkę. Klucha spoglądała na mnie spode łba. Podbiegłem do Nicole, która czekała na mnie przy drzwiach. Wyszliśmy na plac, śnieg skrzypiał pod nami.
- W tą brunetę dawaj !- krzyknął, dziewczyna dostała śnieżką w twarz i wylądowała w śniegu. Pomogłem Colli wstać. Szybko otarła śnieg z twarzy i rozejrzała się wokoło. Na płocie siedziała dwójka chłopaków, nie wyglądali na pełnoletnich. Obrzuciłem ich morderczym spojrzeniem i zacisnąłem dłonie w pięści, jednak szybko sobie darowałem, lepiej przywalić im śnieżką w ryje.
- Widzisz jej minę? - roześmiał się wyższy, który formował kolejną śnieżkę
- To jest dla ciebie zabawne dupku?! - wykrzyknęła zbulwersowana dziewczyna. Jej policzki i czubek nosa zaczerwienione były od zimna i zapewne zdenerwowania.
Między salwami śmiechu tego mniejszego, który zdążył wydusić z siebie tylko "tak", zastanawiałem się czy oni są normalni. Nicole po raz kolejny dostała śnieżką, otarła śnieg i spiorunowała ich spojrzeniem. Nic sobie z tego nie robili, wciąż dusili się ze śmiechu. Chciałem do nich podejść, ale szatynka szybko mnie przed tym powstrzymała. Spojrzałem na nią pytająco. Schyliła się i podniosła śnieg i uformowała z niego śnieżkę. Szybko zajarzyłem o co chodzi, i zrobiłem to samo. Colli rzuciła w twarz wyższego, tego który uderzył ją śnieżką. Rzut okazał się celny i wystarczająco mocny, by dupek zleciał z płotu. Rzuciłem w tego mniejszego, który również wylądował za płotem. Nicole roześmiała się i przybiła mi piątkę.
- Było nie zadzierać z tą brunetą. - odrzuciła włosy do tyłu z tryumfalnym uśmiechem i odeszła od nich, wkładając ręce do kieszeni. Byłem pewny, że przeciwko niej w bitwie na śnieżki, dawno bym poległ.
- Nieźle! - zaśmiałem się, szybko doganiając dziewczynę.
- Dzięki - odparła, nieco speszona. Zarumieniła się i spuściła wzrok. Przeszliśmy się do kafejki, gdzie kisiły się tłumy. Kupiłem Nicole gorącą czekoladę i ciasto, sobie odpuściłem słodki wypiek. Usiedliśmy przy jakimś wolnym stoliku przy oknie. Dziewczyna delektowała się smakiem ciasta i popijała go co jakiś czas, przetarła chusteczką usta, które nieco ubrudziła czekoladą i bitą śmietaną. Uśmiechnąłem się do niej i popiłem trochę swojego napoju. Był cholernie słodki, w sumie aż zbyt słodki. Po zjedzeniu i napiciu się, wyszliśmy z kawiarenki i przeszliśmy się na spacer, od tak.
Przyglądałem się z uśmiechem psu, zapewne należącemu do któregoś z pracowników bądź uczniów, który bawił się z kilkoma końmi na pastwisku. Z zaskoczenia dostałem śnieżką w plecy, odwróciłem się i zauważyłem Colli, formującą kolejną kulkę. Zaśmiałem się, unosząc ręce do góry, w geście poddania. Dziewczyna roześmiała się i oparła jedną rękę na kolano. Wykorzystując chwilę, chwyciłem trochę śniegu i rzuciłem nieco koślawo zbitą kulkę w dziewczynę.
- Tak się bawisz? - zapytała, śmiejąc się, rzuciła śnieżką i popchnęła mnie ze śmiechem na biały puch.
- No ale że aż tak brutalnie? - udałem że umieram, wyciągając się jak ciota na śniegu.
Colli? <3
U, u, u, u I want you in my room B)) #RamEvryłer
U, u, u, u bydziesz w moim room B)) #RamEvryłer
GEEZ, CO TAM ROBI "POPYCHNĘŁA XDD"
Subskrybuj:
Posty (Atom)