niedziela, 30 kwietnia 2017

od Silvestra cd. Rosalie



Gdy wyszliśmy z budynku postanowiłem zaproponować jej coś.
-Co powiesz na spacer o zachodzie słońca?-uśmiechnąłem się czekając na odpowiedź.
-To randka?-zaśmiała się Rosalie.
Zaśmiałem się.
-W sumie miałem iść z Dante na spacer, więc pomyślałem, że może poszłabyś z nami.-rozbawiona wciąż dziewczyna posłała mi spojrzenie.
-Jasne, że pójdę, przy okazji zabiorę Demona.-pogłaskała doga niemieckiego po głowie.
-To ja może przyprowadzę Dantego.-powiedziałem i ruszyłem w kierunku mojego pokoju.
Rosalie kiwnęła głową.
-Ja tu zaczekam.-zaczęła bawić się patykiem z Demonem.
Szedłem szybko do swojego pokoju, w końcu otworzyłem drzwi, aby zastać siedzącego za nimi Dantego. Husky zamerdał radośnie ogonem, a ja zaśmiałem się cicho i wziąłem  do kieszeni kilka smakołyków, w ręce zaś wylądowała jego ulubiona piłka.
-Chodź, Dante, idziemy na spacer.-gdy wypowiedziałem jego ukochane słowo spojrzał na mnie z radością. Poczochrałem go po szyi i otworzyłem szerzej drzwi.-Noga.-na moją komendę pies przykleił się do mojej nogi, a ja pochwaliłem go i wyszedłem, po czym zamknąłem drzwi.
-Idziemy.-skierowałem się do miejsca, gdzie została Rosalie. Dante radośnie kłusował blisko mnie.
Postanowiłem pobiec szybciej. Biegłem teraz najszybciej, jak mogłem, a Dante z łatwością dotrzymywał mi kroku. Zaśmiałem się, pies wyglądał uroczo, gdy co jakiś czas odwracał się, aby na mnie spojrzeć.
-Stop!-powiedziałem głośno i natychmiast zatrzymałem się. Pies od razu stanął przypatrując mi się, chciał iść dalej. Pogłaskałem go z uśmiechem i ruszyliśmy do Rosalie, która bawiła się z  Demonem. Niedługo potem byłem już przy niej, a nasze pupile obwąchiwały się nawzajem, aby zaraz pobiec kilka metrów dalej bawić się.
-Chyba się polubili.-zauważyłem rozbawiony, po czym dodałem-To co, idziemy?
Rosalie kiwnęła głową i już po chwili szliśmy ramię w ramię w kierunku rzeki. Gdy tylko opuściliśmy teren Akademii, przywitało nas skąpane w popołudniowym świetle słońca pole. Uśmiechnąłem się lekko na widok ganiających się psów, Dante w porównaniu do Demona był taki… niski. Psiaki skakały obok siebie, co jakiś czas szczekając radośnie. Daleko przed nami był las. Wszystko razem naprawdę pięknie wyglądało-słońce powoli chylące się ku horyzontowi, pole, las… no i nie byłem sam. Spojrzałem na blondynkę, chociaż nie wiem, czy białe włosy można tak nazwać, idącą obok mnie. Zapatrzona w dal uśmiechała się lekko, co spowodowało taką samą reakcję z mojej strony.
 Po około pół godzinie doszliśmy nad rzekę. Była czysta, piękna, chociaż w tym miejscu akurat nie rwąca. Zauważyłem konar wiszący około metra nad wodą, było bezpiecznie, więc wszedłem na niego.
-Dołączysz?-zwróciłem się do Rosalie, która kiwnęła głową.
Podałem jej rękę, aby mogła wejść, i patrzyliśmy na zachodzące słońce. Siedzieliśmy tak przez kilkadziesiąt sekund, ale ten moment szybko minął. Goniące się w wodzie psy przebiegły pode mną, a skaczący wysoko Demon zahaczył o moje nogi, skutkiem czego była moja strata równowagi. Chwilę chwiałem się na konarze, aby po niecałej sekundzie walki runąć do rzeki. Trafiłem akurat na głęboki dół, więc zanurzyłem się cały w chłodnej wodzie. Szybko wypłynąłem na powierzchnię i roześmiałem się głośno, Rosalie odetchnęła z ulgą widząc, że nic mi nie jest.
-Pomóc ci jakoś?-zaproponowała, a ja potrząsnąłem przecząco głową i wypłynąłem z dołu, poza którym woda sięgała mi mniej więcej do pasa.
Podszedłem do brzegu, przy nim woda była do kolan, i wyszedłem z wody. Byłem cały mokry, ale nie było mi zbyt zimno. Zdjąłem bluzę przez głowę i wyżąłem ją z wody, po czym przewiesiłem na gałęzi. Rosalie zeszła z konara i podeszła do mnie.
-Przepraszam cię za Demona.-wymamrotała wbijając wzrok w ziemię.
-Hej, nie masz przecież za co przepraszać, to był przypadek.-uśmiechnąłem się ciepło, a do mojej głowy wpadł pomysł, który postanowiłem natychmiast zrealizować. Na moje usta wkradł się cwany uśmieszek, a ja sam wbiegłem do rzeki.
Zacząłem z całych sił chlapać na dziewczynę, która pisnęła. Chwilę zastanawiała się, osłaniając twarz przed nadlatującymi z mojej strony kropelkami wody, po czym wbiegła do rzeki i zaczęła na mnie chlapać. Śmialiśmy się głośno i wchodziliśmy coraz głębiej do wody, w końcu, gdy sięgała mi do pasa, popchnąłem Rosalie, która zdążyła tylko pisnąć przed zniknięciem pod powierzchnią wody. Wynurzyła się ze śmiechem i nie pozostała mi dłużna, bo po chwili to ja, parskając, podnosiłem się z wody. Byliśmy doszczętnie mokrzy, a psy podpłynęły do nas szczekając radośnie. Po godzinie wciąż się śmiejąc wyszliśmy z wody, postanowiliśmy już wracać, bądź co bądź spędziliśmy tu trochę czasu.
 Gdy szliśmy obok siebie zadałem pytanie:
-Ros, właściwie czemu tu przyjechałaś?-zapytałem, po czym szybko dodałem-Oczywiście jeśli chcesz powiedzieć.
-…………

>Ros? :D <

od Viktorii cd. Triss

Ten dzień był tak do dupy, chociaż plusem było to że jest sobota. Po prawie udanym terenie z Triss udałam się jeszcze do boksu NorthWish, która znowu skuliła po sobie uszy i zamachnęła się na mnie kopytem.
-Postaw.-mój stanowczy głos chyba nie zrobił na niej wrażenia.-postaw mówię! i cofnij.-podniosłam pierwszy raz na mojego konia, chyba byłam przemęczona tym wszystkim... Klęknęłam by zdjąć jej biało-czarne ochraniacze z tylnych nóg, schylając się zauważyłam że North odwraca gwałtownie głowę i próbuje kogoś ugryźć.
-Ej!-usłyszałam czyiś głos, nie należał do Akademii więc pewnie przyjechała tu na jazdę albo coś takiego, po ostrym tonie głosu dało się słyszeć głuche klepnięcie i parsknięcie North, czyżby ktoś ją uderzył? Wzięłam głęboki wdech by nie oddać tej osobie w mordę ale jednak musiałam zachować jakikolwiek rozsądek.
-Dzień dobry. Czy pani uderzyła właśnie Życzenie Północy?- uśmiechnęłam się lodowato do kobiety, użyłam jej imienia z zawodów, było bardziej rozpoznawalne. Na jej twarzy można było zauważyć zdenerwowanie i wściekłość.
-Chciała mnie ugryźć. Musi mieć respekt przed ludźmi. Potrzebuje twardej ręki.-rzuciła mi pogardliwe spojrzenie a ja miałam ochotę wyjąć mój nóż.... Ostatnio zaczęłam bardziej trenować rzucanie i częściej chodziłam z pasem na nóż i mniejsze pierdoły. Wyglądało to trochę dziwnie bo pas był trochę zakrwawiony po ostatnich "polowaniach".
-Od kiedy jesteśmy na "ty"?-warknęłam- to moja klacz, i ja decyduję co się z nią dzieje. A twardą rękę to trzeba mieć do pani, bo nigdy nie wiadomo czy nie uderzy pani Mestano i zaprzepaści całą prace.-rzuciłam na odchodne i wróciłam do zdejmowania jej ochraniaczy. Przez cały czas dręczyła mnie myśl, czemu North'ie jest taka agresywna? Zdecydowałam że pójdę z tym do Triss. W końcu ona też miała i chyba ma podobny problem. Odnalazłam jej pokój przy zgaszonym świetle i zapukałam, po chwili oczekiwania drzwi się otworzyły i wyjrzała zza nich postać owiniętej w koce dziewczyny, która sączyła kakao.
-Słuchaj...-zaczęłam, dosyć niepewnie... miałam jeszcze strój myśliwski ale olałam temat.- mogłabym wejść i pogadać o North? Tak głupio stać w drzwiach...-uśmiechnęłam się ciepło a Triss zrobiła mi miejsce w drzwiach.
-Kakao?-zapytała a ja podczas odpinania pasa z nożem pokręciłam głową z uśmiechem, dawno nie odwiedzałam dziewczyny. Ostatni raz gadałyśmy chyba w szpitalu gdy musiałam przekazać jej smutną wieść o Amorze. Bogu dzięki że wszystko skończyło się dobrze.
-Wolę kawy z mlekiem, jeśli to nie problem. -położyłam pas na biurko i rozsiadłam się na jej łóżku, rozejrzałam się po pokoju dziewczyny gdy tamta poszła zrobić mi kawy. Wszędzie gdzie się dało było coś związanego z końmi, ale leżały też jakieś książki i słuchawki.
-Nie miałam za wiele mleka - uśmiechnęła się przepraszająco- mam nadzieję że lubisz z karmelem..-Triss podała mi kawę, trochę zmieszana a ja zaczęłam sączyć z uwielbieniem napój bogów, brunetka zaśmiała się widząc jak pochłaniam kawę.
-Uwielbiam kawę z karmelem!-powiedziałam gdy wysączyłam połowę kawy, Triss skrzyżowała nogi i cierpliwie czekała aż skończę.
-To.. o co chodzi?-zapytała gdy odstawiłam na chwilę kubek, jednak kawa to życie.
-No to tak.. North ostatnio jest strasznie nerwowa i agresywna... Zdążyła mnie dwa razy ugryźć -dla potwierdzenia mych słów, podwinęłam i tak krótki rękaw mojej czarnej bluzki, na której widoczne były ślady zębów North. Triss syknęła cicho a ja kontynuowałam- kiedy wchodzę do boksu kładzie uszy po sobie i kopie, na oprowadzankach była grzeczna. Nawet gdy dzieciaki zaplatały jej ogon nic się nie działo, ale gdy wchodzę ja albo ktoś inny do jej boksu lub na pastwisko, zaczyna się szczurzyć i.. no ogólnie jest agresywna. Boje się że straciła do mnie zaufanie.. Że nie czuje się przy mnie bezpiecznie. -zakończyłam zrezygnowana, podniosłam kubek i dopiłam do reszty kawę.-wiesz może co z tym zrobić?
-No to tak.. -zaczęła dziewczyna-.....




>Triszz? jak za dawnych lat <3 <

sobota, 29 kwietnia 2017

od Triss cd. Viktorii



Sobota~przemknęło mi przez myśl i to wystarczyło, żebym poderwała się z łóżka. Szybko ogarnęłam się, nie wiązałam włosów, po  prostu chciałam jak najszybciej być już w stajni. W moim drugim domu.
Wychodząc z pokoju zerknęłam przelotem na zegaro-budzik stojący na szafce. Siódma rano, wcześnie. Zamknęłam drzwi i szybkim krokiem udałam się w kierunku, gdzie sercem byłam już od wstania. Stajnia. Nagle zza rogu wyszła znajoma mi postać Aaron’a, rzucił mi spojrzenie i podszedł bliżej.
-Hej.-powiedział i zatrzymał się obok mnie.-Dokąd idziesz?
Zmierzył mnie wzrokiem.
-Już wiem, stajnia.-uprzedził moją odpowiedź. Wywnioskował to pewnie z bryczesów, sztybletów i sztylp. Cóż, kask w ręku też wiele mówi.
Kiwnęłam głową i odgarnęłam niesforny kosmyk brązowych włosów z twarzy.
-To ja się zbieram.-chłopak pokiwał głową i pożegnał się ze mną, po czym odszedł zapewne do swojego pokoju.
Ruszyłam dalej w kierunku stajni, pogoda była cudowna. Uśmiechnęłam się na widok koni pasących się na pastwiskach i przyspieszyłam kroku. Najpierw oczywiście udałam się do boksu Amora, koń zastrzygł uszami na mój widok. W jego oczach nie widziałam już strachu, zastąpiła go raczej ciekawskość. Zaśmiałam się cicho, przez kilka miesięcy pracy zmienił się, powoli zaczynał wychodzić ze skorupy, jaką wyhodowali wokół niego ludzie, u których był wcześniej. Jest mój i nic tego nie zmieni. Weszłam do boksu Amorka, podszedł do mnie i zaczął trochę zbyt gwałtownie grzebać nogą w słomie. Pokręciłam głową z lekkim rozbawieniem.
-Przecież wiesz, że nie wolno.-zbeształam go powstrzymując się od śmiechu. Założę się, że w tym momencie mógłby powiedzieć „Ja też wiem, że wiem, i co z tego? ZABAWA!”.
Poklepałam konia po szyi, gdy przestał grzebać kopytem, po czym na pożegnanie dałam mu smakołyk i wyszłam z boksu. Idąc korytarzem spotkałam Viktorię, ucieszyłam się, bądź co bądź dawno jej nie widziałam, a to ona wprowadziła mnie w życie Akademii. Uśmiechnęłam się i podeszłam do dziewczyny z niebieskimi włosami, pewnie niedawno zafarbowała.
-Cześć, Vika.-przywitałam się, Viktoria przystanęła i odwróciła się w moją stronę.
-Hej, co u ciebie? Jak noga?-zapytała miłym tonem.
W sumie nie zdziwił mnie już jej ton. Chyba kłótnie mamy już za sobą, i dobrze.
-Noga dobrze, właśnie wybieram się w teren.
-A dupa wołowa?-zaśmiała się Viktoria.
-Amor też dobrze, niedługo już będzie mógł galopować.-powiedziałam kładąc nacisk na imię mojego brykacza.
Dziewczyna pokiwała głową. Nagle wpadł mi do głowy pomysł.
-Może pojechałybyśmy razem w teren? Jak kiedyś.-zaproponowałam entuzjastycznie.
-Dobra.-zgodziła się Viki.-Na kim jedziesz?
Zastanawiałam się chwilę. W końcu padło na Su, ostatnio była grzeczna, więc tym razem też powinno być ok.
-Susan. Ty pewnie North?-to było bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
W odpowiedzi pokiwała głową i idąc do siodlarni rzuciła przez ramię:
-Tylko szybko się ogarniajcie, gnić nie będę.-przypomniały mi się pierwsze dni w Akademii…
Zaśmiałam się i przyniosłam sprzęt izabelowatej klaczy, po czym weszłam do jej boksu i wyprowadziłam ją  na korytarz. Zaczęłam czyścić ją okrężnymi ruchami, rozczesując sierść Su zgrzebłem. Nie zajęło mi to dużo czasu, już po kilkunastu minutach była czysta, razem z kopytami rzecz jasna. Zarzuciłam więc siodło z czaprakiem na jej grzbiet, na drugi ogień poszły ochraniacze i ogłowie. Z zadowoleniem wyszłam z klaczą przed stajnię, Viktoria już siedziała na North i dopinała popręg. Po chwili dołączyłam do niej i dopasowałam szybko strzemiona. Niedługa potem stępowałyśmy w stronę pola.
-Powiesz mi może, kto przyjechał ostatnio do Akademii? Nie orientuję się.-zwróciłam się do zamyślonej lekko dziewczyny.
-Hmmm, pomyślmy…-zastanawiała się przez chwilę, licząc na palcach, po czym zaczęła wymieniać.-Scarlett,  Rick, Rosalie, Emily, Aaron, Luke.-zarumieniła się prawie niezauważalnie w trakcie wypowiadania ostatniego imienia.-Znasz kogoś?
-Aaron’a.-mimowolnie leciutko się uśmiechnęłam.-Poza tym niektórych kojarzę z widzenia, ale nie rozmawiałam z nimi.-postanowiłam zmienić temat.-Amor zaczyna coraz bardziej ufać. W jego oczach gdy wchodzę do boksu nie ma już strachu.-uśmiechnęłam się szerzej i kontynuowałam.-Ale tęsknię za jazdą na nim.
Viktoria pokiwała głową i popatrzyła na las znajdujący się daleko przed nami.
-Znasz Aleu, prawda?
Przewróciłam oczami na wspomnienie czajnika, który spłoszył Amora.
-Yhym.-potwierdziłam.
-Wszyscy ją uwielbiają.-powiedziała ironicznie niebieskowłosa.-W każdym razie ma konia.
Uniosłam brwi ze zdumieniem, już żałowałam tej biednej istoty, której właścicielką jest Aleu.
-Piękny, jabłkowity arab, bardzo młody.-ciągnęła Viki. Jezus Maria, jak bardzo żal mi tego konia…-Ostatnio jechała na nim zawody, tępa dzida wsiadła na niego na CS1. Oczywiście spadła, jaki trzylatek pojedzie ci CS1?! Aleu wylądowała w szpitalu, a Francuzem zajmuje się Rush.
-Dobrze, że już nie Aleu.-podsumowałam. Trzylatek na CS1? Ona chyba do reszty zwariowała.
Jechałyśmy chwilę w ciszy, którą przerwałam ja.
-Może zakłusujemy?-zaproponowałam i nie czekając na odpowiedź dałam znak klaczy, aby przyspieszyła. Ta z chęcią wykonała polecenie i już po chwili jej nogi unosiły się w lekkim kłusie.
Viktoria musiała trochę przytrzymać North, która była jednak wyższa od dość drobnej Susan, więc i jej tempo było większe.
-Często jeździsz na Su?-odezwała się Vika.
Kiwnęłam głową.
-Tak, w sumie jest fajna do terenów, bardzo grzeczna. No i ładnie skacze.-uśmiechnęłam się. Minęło już kilkanaście minut kłusa, więc postanowiłam zadać pytanie składające się z jednego słowa-Galop?
Viktoria pokiwała głową, a na jej ustach pojawił się triumfalny uśmieszek. Popędziłam Susan do galopu i pochyliłam się w lekkim półsiadzie. North przyspieszyła po sygnale od Viktorii. Acha, czyli chcesz się ścigać. Okej! Przycisnęłam łydki do boków Su, a ta szarpnęła radośnie łbem i przyspieszyła. Pogłaskałam ją po szyi. Vika widząc, że zaakceptowałam wyzwanie zaśmiała się krótko i przyspieszyła jeszcze bardziej, zrobiłam to samo. Po chwili już cwałowałyśmy, North trochę wyprzedzała izabelowatą Susan, ale nie była to jakaś wielka odległość. Zaśmiałam się cicho i zacmokałam, na co Su zareagowała wyciągnięciem dalej szyi i przyspieszeniem.
-Em, to może poskaczemy?-zaproponowałam, na co dziewczyna przystała z z łatwością.
Rozglądałam się chwilę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego, w końcu znalazłyśmy dobrą kłodę i poskakałyśmy. Po udanych hopkach przeszłyśmy do stępa i na luźnej wodzy powoli zaczęłyśmy wracać do Akademii. Z ściętej trawy zaczynało dobiegać cykanie świerszczy i cykad, uwielbiałam ten dźwięk. Zawsze był taki… spokojny. Susan parsknęła głośno i wyciągnęła szyję, stępowała rytmicznie, ale spokojnie. Poklepałam ją po szyi.
-Ściemnia się.-zauważyła Viktoria, musiałam przyznać jej rację. Niebo przybrało ciemniejsze barwy, a słońce zaczynało chować się za horyzontem, pozostawiając po sobie kolorową poświatę. Było cicho, ciszę przerywał jedynie rytmiczny dźwięk uderzania kopyt o trawę.
-Wiesz co?-zaczęłam pewna swego.-Myślę, że po kupnie Amora przyjazd do Akademii był moim najlepszym wyborem.
Viktoria słysząc to uśmiechnęła się lekko.
-Cóż, ja jestem tu praktycznie od początku. To ja zawsze witam wszystkich, oprowadzam ich, to wkurzające, ale i satysfakcjonujące.
Kiwnęłam głową i pogłaskałam Susan. Akademia była już niedaleko, dzieliło nas od niej kilkadziesiąt metrów. Gdy dotarłyśmy do stajni zsiadłam z Su, przy czym jak zwykle moją nogę przeszył niewielki ból. Viktoria jednak chyba to zauważyła, bo uniosła pytająco brwi.
-Nie, wszystko okej.-zapewniłam.
-Nie to nie.-warknęła chłodno Vika i poszła ogarniać North.
Westchnęłam lekko zirytowana. Czy ona naprawdę zawsze musi robić aferę przez takie drobnostki? W sumie każdy ma gorsze dni… Pokręciłam głową i ruszyłam do boksu Susan.
 Po rozsiodłaniu klaczy poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Westchnęłam cicho, ten dzień był bardzo ciekawy. O nie, chcę kakao. Nie chce mi się wstać. Tu jest tak ciepło…Przykryłam się kocykiem i włączyłam radio, żeby nie było cicho. Kakao… dobra, nieważne. Zobaczyłam, że nie zgasiłam światła w łazience, więc warknęłam pod nosem i poczłapałam do łazienki. W międzyczasie postanowiłam zrobić sobie kakao, bo skoro już i tak wstałam, to trzeba to wykorzystać. W sumie w terenie było super~pomyślałam i czekałam, aż kakao rozpuści się w mleku. Nagle ktoś zapukał do drzwi. NIE CHCĘ UMIERAĆ!~krzyknęła moja podświadomość. Za dużo creepypast. Zdecydowanie. Podeszłam do drzwi i przez chwilę zastanawiałam się, czy otworzyć. W końcu przekonałam się i uchyliłam drzwi. Stała w nich Viktoria. Zdziwiłam się trochę, no bo co ona tu robi o tej porze?
-Słuchaj…-zaczęła.-……………

>Viktoria? Jak kiedyś :3 <

piątek, 28 kwietnia 2017

od Rosalie cd. Silvester

-Nie ma za co. Po za tym jestem trochę nadwrażliwa.- zaśmiałam się sztywno. Spojrzałam na chłopaka.
-Cóż to nawet pożyteczna cecha.- zaśmiał się.
-Wracamy?- dodał po chwili.
-Chyba tak. Angel jest trochę zmęczona.- powiedziałam i zsiadłam z konia, Ves także. Złapałam Angel za wodze i wyszłyśmy z budynku. Po chwili dogonił nas Silvester razem z jego koniem.
-Zresztą twój brat pewnie nie jest taki zły.- zaśmiał się spoglądając w moją stronę.
-Pewnie! Oczywiście najpierw musi cię polubić.- uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Zresztą Rick miał trudne dzieciństwo…- dodałam po chwili.
-To znaczy?- spytał Silvester. Zaczęłam się zastanawiać czy mogę mu zaufać i mu powiedzieć. Rick mnie zabije, a jak on coś wygada, to znowu będzie musiał się przeprowadzać.
-Nie mogę ci powiedzieć…- odpowiedziałam, lecz po chwili dodałam:
-Nie tutaj.
Chłopak kiwnął głową, a ja zanurzyłam się w stajni. Zaprowadziłam Angel do jej boksu i zdjęłam sprzęt. Zanosząc go do stajni rozmyślałam, czy dobrze robię, mówiąc mu o tym wszystkim. Może lepiej nie? Odłożyłam sprzęt na miejsce i otworzyłam drzwi. Niestety wpadłam na Silvestera, który także odnosił sprzęt, jednak ten leżał teraz na ziemi. Silvester i ja padliśmy na podłogę, a raczej ja na niego. Przez mniej więcej pięć minut nie ruszaliśmy się i patrzyliśmy na siebie, aż w końcu ja pierwsza się ocknęłam.
-Przepraszam, to nie chcący.- powiedziałam schodząc z chłopaka i szybko wstając. Ten za to usiadł na podłodze i uśmiechnął się.
-Nie szkodzi.
-Pomóc ci?- spytałam, gdy chłopak się podniósł i zaczął podnosić sprzęt.
-Nie trzeba.- zaśmiał się, wziął sprzęt i zniknął za drzwiami. Odetchnęłam z ulgą i zarumieniłam się. Wróciłam do boksu Angel, dałam jej marchewkę i przytuliłam ją. Przy Silvesterze z każdą minutą czułam się lepiej. Rozluźniłam się i zaufałam mu. Czułam się pewniej. Chyba zaczął mi się podobać, ale tak troszeczkę.
-Idziemy?- usłyszałam za sobą głos Silvestera. Pokiwałam głową i wyszłam z boksu Angel starannie go zamykając. Za rogu wyszedł Demon.
-Cześć psiaku!- przywitałam go i podrapałam go za uchem. Pies zamerdał ogonem i ruszył za nami na zewnątrz stajni. Gdy wyszliśmy z budynku Silvester zapytał:
-Co powiesz na spacer o zachodzie słońca?
-To randka?- odpowiedziałam pytaniem i zaśmiałam się.

Ves? <3 To takie romantyczne XD 370 słów ^o^
>Randka? Ależ skądże, idziemy na pięć godzin nad rzekę ^^ ~Vester <

środa, 26 kwietnia 2017

od Viktorii cd. Scarlett

Kiedy skończyła mi się kawa, rozpoczęłam rozmowę z dziewczyną.
- Jakby cię to ciekawiło to ja jestem z Rush'em, Silvester zarywa do Rosalie, Rick do Cassandry... a dalej to wole nie wiedzieć -zaśmiałam się, Scarllet zareagowała podobnie- Wiesz... nie, że coś ale jaką masz orientację seksualną? Tak z czystej ciekawości pytam.-dodałam, mając nadzieję że jej to nie "spłoszy" brawo Vika. Traktujesz człowieka jak konia.
-Jestem bi... tak zapytam jest tam jakaś dziewczyna która... no wiesz, też lubi dziewczyny?-
Wiesz... chciałabym się zapytać ile jest tam osób... są wyrozumiałe, czy bardziej to takie szuje?-dodała Scarlett-
-Większość osób jest spoko...Jest Luke,-odparłam i  zarumieniłam się myśląc o dwóch chłopakach- Rush, Triss, Aaron, Silvester, Nicole, Cassandra, Catrice, Rick, Rosalie oraz Emily-powiedziała na jednym wdechu- No i teraz jesteś jeszcze ty -uśmiechnęłam się nieco cieplej-
-Popatrz, już widać budynki stajni-powiedziałam i  wskazałam prawą ręką ku naszej Akademii.-WITAJ W DRESSAGE ACADEMY!-krzyknęłam gdy zaparkowałyśmy, chyba się tego nie spodziewała a ja roześmiałam się.- To jak, idziemy?-zapytałam, Scarlett już wysiadała.
Byłam jedną z pierwszych uczennic, jak nie pierwszą osobą która tu przyjechała. Zawsze chciałam się wyrwać z ponurej rzeczywistości. Z daleka od tego wszystkiego. Z Gwiazdą. Ale jej tu nie ma. Jest North, Amidia i Tenebris.
-Idziesz?-z rozmyślań wybudził mnie głos dziewczyny, która pomachała mi przed twarzą.
-Tak, miałam lekką zwiechę.-odparłam i wyjęłam kluczyki ze stacyjki, Scarlett wyprowadzała spłoszonego ogiera  z przyczepy a ja za ten czas przyglądałam się jeźdźcom na wybiegach, w oczy rzuciła mi się jedna z instruktorek, i Ann, moja była kumpela która przyjeżdżała tu prywatnie trenować, skakała właśnie szereg na swoim myszatym wałachu Smokey Cream, miała kilka koni m.in właśnie Smokey'a, Ivory'ego i Champagne Kiss. Ostatnia dwójka była ogierami rozrodczymi, Champ był po Smokey Cream'ie, przed jego kastracją. Przyglądałam się jej z zaciekawieniem, musiało to wyglądać jakbym miała zwiechę bo Lett znowu pomachała mi dłonią przed twarzą.
-Żyję-mruknęłam-chodź zaprowadzę cię do stajni. Tene!-klepnęłam się po udzie i  z mojego auta, jak błyskawica wyskoczyła Tenebris.
Jej kary ogier wyrywał się w stronę Smokey'a ale Scarlett trzymała go wystarczająco mocno by tamten nie odwalił głupoty. Podążała za mną a mój owczarek niemiecki poszedł przyglądać się Ann która właśnie wyjeżdżała na ścieżki, pewnie by Cream mógł odpocząć. Scarlett rozglądała się po nieźle wyposażonej stajni  a  ja tymczasem otworzyłam boks jej konia, Black'a, jego czarny kantar ledwo odznaczał się na karej sierści, Scarlett odpięła uwiąz i wprowadziła go do wyznaczonego miejsca, ogier trącił jej dłoń swoimi miękkimi chrapami, zapewne w poszukiwaniu smakołyków.
-Masz, łakomczuchu!-uśmiechnęła się i wyjęła z kieszeni miętowy cukierek, który koń schrupał ze smakiem. Usłyszałam jak na korytarzu ktoś prowadzi niespokojnego konia, można było usłyszeć, jego nierówny stukot kopyt i odskakiwanie w bok o tym świadczyło.
-Cześć Rick!-uśmiechnęłam się do niego, odwzajemnił uśmiech.- chciałam Ci kogoś przedstawić. To jest Scarlett.-wskazałam na zielonowłosą.
-Cześć.-odpowiedziała dosyć śmiało i z uśmiechem.
-Pogadajcie tu sobie a ja idę popracować  z Mestano. Jas pracuje teraz z Dią więc nie będzie problemu-pożegnałam się i wyszłam na wybieg, chowając za plecami uwiąz i kantar.
-Tylko się nie zabij!-krzyknął za mną Rick a ja zacisnęłam zęby w nadziei że nie cofnę się i  nie przywalę mu w twarz, powstrzymałam się jednak i oddałam pracy z Mestano. Przeszłam pod płotem i zmierzałam w stronę klaczy, popatrzyła na mnie ze spokojem w swoich oczach ale zaraz potem strzeliła barana i  pocwałowała na drugi koniec pastwiska. Jeżeli będziesz działać tak, jakbyś miał 15 minut, stracisz cały dzień. Jeżeli natomiast, będziesz działać tak jakbyś miał cały dzień, osiągniesz sukces w ciągu 15 minut. Kiwnęłam głową by przekazać jej że rozumiem dlaczego uciekła, odeszłam na parę kroków i odpięłam kantar od uwiązu. Mestano trochę się uspokoiła, wyjęłam jabłko z kieszeni i lekko je nadgryzłam, klacz spojrzała na mnie z zaciekawieniem, ignorowałam ją i usiadłam sobie na ziemi udając że spożywam jakże cudowny obiekt uwielbienia zwany też jabłkiem, czekałam aż jabłkowita dzikość podejdzie tutaj by otrzymać nagrodę. Udawałam że trawa jest bardzo interesująca, Mestano podkłusowała do mnie i wyciągnęła swój różowy pyszczek by dostać nagrodę, dałam jej resztę jabłka i powoli wstałam, nie obracając się. Klacz zaczęła przeszukiwać moje kieszenie by znaleźć marchewki i smakołyki, nie dałam się tak łatwo omotać jej słodkości. Odwróciłam się i podstawiłam na otwartej dłoni kantar z marchwią przełamaną na pół, by zdobyć swoją nagrodę, musiała go dotknąć, nie było innej opcji, czekałam więc cierpliwie. Wreszcie przemogła się i niepewnie sięgnęła po smakołyk, chwyciła go zębami i zaczęła chrupać, patrzyła na mnie wygłodniałym wzrokiem licząc na jeszcze ale dopiero potem dostanie resztę moich zapasów z kieszeni, miałam nadzieję  że North ani Amidia nie strzelą focha... Powoli przesunęłam się na lewą stronę i wyciągnęłam z kieszeni kostkę cukru, nasz "mustang" zaczął ją chłonąć i delektować się nią a ja powoli zakładałam jej kantar, wreszcie zapięłam go i dałam jej drugą połowę marchewki w nagrodę, dając jej kolejną porcję jedzonka sięgnęłam po uwiąz, leżący przy płocie, przypięłam go do kantara i powoli zaczęłam kierować się w stronę wyjścia, Mestano podążała za mną niczego nie świadoma, zaprowadziłam ją na ujeżdżalnię by spróbować tak zwanego "porozumienia", moim marzeniem z dzieciństwa  było spotkanie Monty'ego Roberts'a, to dzięki niemu wiedziałam jak to zrobić. Odpięłam uwiąz od jej srebrno-zielonego kantara i stanęłam na środku lonżownika, klacz stała zdezorientowana, nie wiedziała co ma zrobić. Machnęłam uwiązem by lekko ją pogonić a ona puściła się galopem, który prawie przeistaczał się w cwał, zwalniała co chwilę ale nauczona doświadczeniem nie mogłam jej na to pozwolić, rozejrzałam się szybko i zauważyłam Rick'a i  Scarlett, wesoło gawędzących przy płocie lonżownika, znów skupiłam uwagę na poganianiu klaczy która zaczęła strzelać baranki i dębować.
-Zmiana!-powiedziałam stanowczym głosem i spojrzałam na jej łopatkę, równocześnie machając uwiązem przed nią a nie za, przystanęła a  w jej oczach widać było pragnienie wolności i dzikości, to co kochał każdy dziki koń. Stała tak i patrzyła na mnie, swoimi bystrymi oczami - no dalej!-krzyknęłam i pogoniłam ją, ruszyła cwałem, omal nie wpadając na rozmawiającą  Scarlett, która odskoczyła wystraszona, okręcając się krzywo  w miejscu. Wyglądała na zdziwioną ale teraz popatrzyłam na cwałującą klacz, jej ucho było skierowane w  moją stronę, czyli porozumienie szło  w dobrą stronę! Pozwoliłam jej trochę zwolnić, lecz dalej musiała utrzymywać galop, usłyszałam śmiech tamtej dwójki i mimowolnie spojrzałam w  ich stronę zaśmiewali się z czegoś, czuli się swobodnie w swoim towarzystwie. Bardzo mnie to cieszyło. Znów pogoniłam Mestano która zaczęła obniżać swoją głowę i przeżuwać powietrze, położyłam uwiąz na ziemi i klęknęłam, karodereszowata klacz podeszła do mnie i trąciła moje ramię nosem, uśmiechnęłam się lekko a śmiechy tamtej dwójki ucichły, przyglądali mi się z zaciekawieniem, przyszedł też do nich Jason i Luke, na myśl o tym drugim, omal nie poderwałam się z ziemi. Powstrzymując gwałtowne ruchy, pogłaskałam Mestano po jej gorących chrapach, była cała spocona ale porozumienie się udało, rozpierała mnie duma, był to moment który może powtarzać się pierdyliard razy, ale za każdym razem będzie mu towarzyszyć to uczucie. Podniosłam się  z ziemi i przyłożyłam głowę do jej spoconego łba, zaufanie którego nikt nie potrafił zdobyć, zdobyłam ja. By sprawdzić czy na pewno jest to prawda, że mój idiotyczny pomysł się sprawdził, pobiegłam trochę do przodu a Mestano zarzuciła radośnie głową i podbiegła do mnie. Wiedziałam że to co zrobię będzie głupie ale nie mogłam się powstrzymać. Zatrzymałam się i oparłam ciężar ciała na moich dłoniach, które ułożyłam na jej grzbiecie, klacz stała spokojnie. Usłyszałam jak Jason wciąga powietrze, a Scarlett i Rick szepczą coś między sobą. Uniosłam lekko nogę i przełożyłam przez jej grzbiet,  odsunęła się trochę ale nie zrobiła nic więcej, dodało mi to odwagi. Usiadłam na niej, lekko docisnęłam łydki chwytając się grzywy i spodziewając się ruszenia cwałem, nie zrobiła tego, zamiast jej typowej reakcji ruszyła miarowym stępem.
-Vika! Przecież ona jest niebezpieczna!-zawołał Luke.
-Zsiadasz!-krzyknęła Scarlett, najwidoczniej zmartwiona, nie powstrzymało mnie to, uśmiechnęłam się tylko.
-Jest dobrze. Jak coś to tylko spadnę.-odparłam i skupiłam się na jeździe na klaczy.
-Strzeli barana- wyszeptała Scarlett, widząc jak Mestano spina mięśnie i przygotowuje się do wystrzelenia w górę. Usłyszałam głuchy łoskot, pewnie spadła belka albo coś takiego, ale to wystarczyło by Mes się spłoszyła i strzeliła przysłowiowego barana, nie spodziewałam się tak szybkiej reakcji, pierwsze dwa wyrzuty kopyt w górę wysiedziałam. Kolejne były gorsze, ale po uspokojeniu jej i pokazaniu "zagrożenia",  rozstępowałam ją i zsiadłam. Trzęsła się trochę ale nie było źle. Wypuściłam ją na pastwisko i poszłam po resztę jej sprzętu, który leżał gdzieś przy ogrodzeniu. Odłożyłam go koło jej boksu, ruszyłam w stronę miejsca pobytu North, klacz leżała na słomie. Jej kara sierść zmieniła kolor na "typowy błotny". Zabrałam szczotki i zaczęłam ją czyścić, wierciła się trochę podczas czyszczenia pod popręgiem, zainteresowało mnie to więc sprawdziłam co jej się tam dzieje. Miała ranę, najprawdopodobniej podczas zabawy z Amidią która ma zapędy do skalpowania innych koni. Zabrałam maść bakteriobójczą i płyn przeciwko zakażeniom, zaczęłam wsmarowywać jej te lekarstwa w po części zagojoną ranę, pewnie zostanie blizna ale olałam to. Wróciłam do czyszczenia jej, kiedy byłam przy zadzie, podniosła tylną nogę i skuliła uszy, nigdy tak nie robiła...
-Postaw.-powiedziałam stanowczo i klepnęłam ją lekko w nogę, postawiła ją aczkolwiek z wielce fochem-obraza majestatu?-zapytałam jej i przeszłam na drugą stronę, z zamiarem wyczyszczenia i tej "części" mojego grubasa. Gdy tylko zobaczyłam jej bok, strzeliłam facepalma, była cała uwalona wszystkim co możliwe, nawet otrębami. Zabrałam metalowe zgrzebło i zaczęłam przeczesywać jej sierść. Kiedy wreszcie lśniła, rozplotłam jej ogon który był jeszcze zapleciony po zabawie z dzieciakami które przyszły na oprowadzanki. Założyłam jej błękitną derkę z jej imieniem i logiem Dressage Academy i wyszłam dając jej całusa w pyszczek, teraz planowałam wyczyścić Amidię, która była czysta ale i tak moim obowiązkiem było dbać o nią, poćwiczyłam jeszcze cofanie się do boksu i dawanie nóg. Naszła mnie ochota żeby porzucać nożami, więc zaszłam do pokoju i cichaczem zabrałam kilka z nich, pani Peek nie chciała "żadnej" broni przy sobie, pomimo że wiele osób ją miało, założyłam czarne ubrania by nie było mnie widać i osiodłałam Batona, "stęskniłam się za nim". Pocwałowałam do lasu i przywiązałam go do drzewa, luzując popręg, sama odeszłam w swoją stronę by trenować, oceniłam sytuacje i wyszukałam jakieś zwierzę, najszybciej uchwyciłam kunę leśną niosącą jakieś małe, domowe zwierzątko. Wycelowałam i rzuciłam nożem, który obrócił się kilka razy w powietrzu i trafił w drapieżnika, zabijając go na miejscu. Zwierzątko upadło głucho na ziemię i wygrzebało się spod zwłok kuny. Ta mała kulka która była  pysku drapieżcy była kotkiem, wskoczył na siodło "mojego" konia i ułożył się wygodnie, zdecydowałam się że go zabiorę.
-Przepraszam-mruknęłam, taki mój rytuał przepraszania zabitych przeze mnie zwierząt- nie mogłam postąpić inaczej. -spakowałam jej zwłoki do reklamówki. Moje myśli zaczęły krążyć wokół Scarllet. Była taka... podobna do dziewczyny na zdjęciu, kojarzyłam ją. Miałam wrażenie że kiedy mówiłam coś o siostrze, matka milczała przez chwilę i zmieniała temat. Jakby ją znała... Miała wielu kochanków, może Scarlett była owocem jej romansu, kiedy mnie nie było? Poczułam nagłą wściekłość na Juliette. Jeżeli znała Lett, powinna była mi o tym powiedzieć, jest... była moją matką.  Z rozmyślania wyrwało mnie rżenie jakiegoś konia, nie był to Baton. Wyciągnęłam nóż i czekałam.
-Co tu robisz?-zapytałam chłodno, patrząc na jeźdźca lodowatym wzrokiem, zakrwawiony nóż, ręce i twarz wyglądały co najmniej dziwnie.






> Scarlett? :3 <

wtorek, 25 kwietnia 2017

Scarlett cd. Viktorii

Szykowałam się od dobrych paru godzin, to jest ten dzień, dzień w którym uwolnię się od uciążliwej matki. Jak zwykle stresowałam się przed podróżą, w obawie, że czegoś zapomnę. Wszystko sprawdzałam po kilka razy żebym nie musiała sie wracać z lotniska lub z upragnionej Virginii. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam gdzie mam klatkę dla Siriusa... biegałam po całym domu jak oszalała, ale jej nie znalazłam, więc muszę sobie poradzić bez niej. Po kilku godzinach pakowania moje walizki wreszcie znalazły się na dole i po chwili siedziałam w samochodzie mojego najlepszego kumpla, Oliviera.
-Oli mógłbyś mnie odprowadzić?-zapytałam uśmiechając się do chłopaka
-No pewnie Carry-chłopak szybko odwzajemnił uśmiech patrząc na mnie smutnym wzrokiem-musisz wyjeżdżać?-spojrzał na mnie błagalnie, a mi zrobiło się ogromnie przykro, bo wiedziałam, że chłopak nie ma wielu przyjaciół, od zawsze był typowym kujonem i takim "forever alone"
-Olivier, wiesz że nie mam innego wyjścia-uśmiechnęłam się smutno w jego stronę-wiesz przecież, że nie chodzi tylko o liceum... Chodzi mi też o matkę i możliwość jazdy w towarzystwie o podobnych zainteresowaniach, wiesz że gdyby było wszystko w porządku to bym została tu -odchrząknęłam i zapytałam- To jak? Idziemy?
-Dobra, chodźmy-cicho westchnął i podążył za mną w stronę ciągnącego się w nieskończoność labiryntu z barierek.
***
Po godzinie oczekiwania znalazłam się w samolocie, jeszcze tylko 7 godzin i będę w U.S.A.-powiedziałam do siebie jak to miałam w zwyczaju... Minęła godzina, dwie, trzy i po chwili popadłam w objęcia Morfeusza...
***
Obudził mnie głos stewardessy mówiący, że za chwilę lądujemy i trzeba zapiąć pasy, zastosowałam się do jej polecenia i po chwili wysiadałam z samolotu  z zatkanymi uszami, mimo że przez cały lot w uszach miałam stopery ale to nic nie pomogło. Odebrałam walizki oraz kota, i razem z Siriusem poszliśmy odebrać Blacka , którego wyprowadzili z samolotu i oczekiwali na nas, wzięłam przestraszonego i zdezorientowanego ogiera za wodze i po chwili stania w miejscu przed lotniskiem zauważyłam szczupłą dziewczynę z mocno niebieskimi włosami, spojrzałam w jej kierunku i usłyszałam jej dość chłodny głos
-Viktoria jestem. To ciebie miałam odebrać?-zmierzyłam ją wzrokiem i po chili zauważyłam, że ma psa, na dodatek dosyć dużego, usłyszałam ciche syczenie mojego kota, więc podrapałam go niezauważalnie za uchem i usłyszałam ciche mruczenie, więc przestałam.
-Tak-odpowiedziałam chłodno i znów zmierzyłam ją wzrokiem, po chwili jednak stwierdziłam, że jeśli będę aż tak wredna, już dla pierwszej osoby skończy się tak jak ostatnio-to jedziemy?-spytałam już cieplejszym tonem
-Cia..-powiedziała wzruszając ramionami, wprowadziłam cicho rżącego Blacka do przyczepy i wsiadłam pospiesznie do samochodu. Wzięłam Siriusa na kolana trzymając go mocno, po chwili usłyszałam głośne warczenie psa Viktorii; bo z tego co się dowiedziałam właśnie tak ma na imię.
-Cisza!-usłyszałam krzyk dziewczyny i warczenie ucichło, zainteresowała mnie ta suczka, wyglądała identycznie jak szczeniak z jej starych zdjęć.
-Ciekawy pies. Masz konia?-zapytałam, chodź byłam prawie pewna, że odpowiedź będzie twierdząca
-Mam dwa-usłyszałam krótką odpowiedź była krótka i taka jakiej się spodziewałam. Po chwili usłyszałam ciche siorbanie. Miałam tyle pytań, ale nie wiedziałam od czego zacząć... po chwili jednak zadałam to które ciążyło mi na sercu już od kilku dni
-Wiesz... chciałabym się zapytać ile jest tam osób... są wyrozumiałe, czy bardziej to takie szuje?-słyszałam jedyne nasze miarowe oddechy, mój jak i jej zaczął przyśpieszać i po chwili otrzymałam odpowiedź
-Większość osób jest spoko...Jest Luke,-dziewczyna zarumieniła się- Rush, Triss, Aaron, Silvester, Nicole, Cassandra, Catrice, Rick, Rosalie oraz Emily-powiedziała na jednym wdechu- No i teraz jesteś jeszcze ty -uśmiechnęła się nieco cieplej- Jakby cię to ciekawiło to ja jestem z Rushem, Silvester zarywa do Rosalie, Rick do Cassandry... a dalej to wole nie wiedzieć -zaśmiałyśmy się- Wiesz... nie, że coś ale jaką masz orientację seksualną? Tak z czystej ciekawości pytam-spojrzała na mnie dociekliwie, a ja zarumieniłam się lekko...
Jestem bi... tak zapytam jest tam jakaś dziewczyna która... no wiesz, też lubi dziewczyny?-spojrzałam na nią a na moją twarz wkradał się coraz to większy rumieniec
Nie, z tego co wiem to nie... och spójrz, już jesteśmy. WITAJ W DRESSAGE ACADEMY! -krzyknęła i zaśmiała się głośno- To jak idziemy?-spojrzałam na nią zestresowana i odpowiedziałam
-Tak-powiedziałam stanowczo, ale jednocześnie delikatnie, wysiadłam z samochodu wcześniej zapinając Siriusa na czarną smycz w białe kokardki -Idziesz?- zapytałam do dziewczyny która o dziwo siedziała na miejscu zamyślona
Och, tak tak już wysiadam-wysiadła pospiesznie zostawiając psa i otworzyła przyczepę z której wyciągnęłam wystraszonego Blacka.
-Spokojnie, spokojnie...-szeptałam do ogiera głaszcząc go za uchem, usłyszałam ciche rżenie, a Black trącił mnie lekko bokiem, a ja się cicho zaśmiałam. Dziewczyna znowu dostała zwiechy- Hej Viki? Jesteś tam? Żyjesz?-pomachałam jej ręką przed twarzą a dziewczyna wystraszona odskoczyła- Mam rozumieć, że żyjesz-zaśmiałam się-
Tak, tak jakoś się zamyśliłam-spojrzała do mnie lekko nieprzytomnym wzrokiem- Chodź, zaprowadzę cię do stajni, Tene!-zacmokała i poklepała się po udzie a suczka wyleciała z samochodu jak strzała...-Idziemy w tamtym kierunku-dziewczyna wskazała ręką w stronę wielkiego terenu... po chwili szliśmy już w tamtym kierunku, ja trzymając Blacka za wodze, a na którego grzbiecie z kolei leżał Sirius, oraz dziewczyna która prowadziła na smyczy czarną suczkę owczarka niemieckiego...






                                                                       >Viki? c:<


od Viktorii cd. Rush'a

Zastanawiało mnie, co dzieje się Aleu, ale za serce bardziej chwycił mnie widok przerażonego Francuza, szybko odtrąciłam od siebie myśl o pomocy dziewczynie, koń mógł skończyć uśpiony. Rush spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Popatrzył na blondynę która jęknęła cicho gdy funkcjonariusze zbierali ją na noszach w stronę karetki, która przyjechała na zawody. Odszukałam wzrokiem chłopaka który podszedł do mnie ze zmartwionym wzrokiem, spoglądał na przerażonego Francuza.
-Idę po apteczkę, zaczekaj-powiedziałam i przekazałam młodego arabka czarnowłosemu, mądry konik spojrzał na niego z bólem a mnie aż skręciło myśląc jaką katorgę wyrządzała mu Aleu na treningach...
 Szukasz zawodowego sprintera po apteczkę? na pewno nie weźmiesz mnie! Zdążyłam wywalić się 3 razy o skrzynkę i raz omal nie wpaść pod konia, wygrzebałam ją z moich bagaży i wróciłam potykając się znowu, tym razem o siodło, straciłam równowagę ale jednak nie zaliczyłam gleby. Dobiegając do boksu jabłkowitego konika, nie zauważyłam by sprzęt był ułożony jakoś ładnie, popręg był jeszcze w futerku i był przypięty po jednej stronie siodła. "Coś się stało!" przebiegło mi przez myśl, więc wparowałam do boksu. Zastałam tam młodego wałaszka leżącego na słomie i klęczącego przy nim Rush'a który starał się by Francuz był przykryty, jedna noga była opuchnięta, miał poszerzone chrapy a jego oczy były matowe i nie lśniły, jak wcześniej.
-Co mu jest?!-zapytałam otwierając apteczkę i  klękając przy nim, chłopak popatrzył na mnie bezsilnie. Spodziewał się najgorszego... Byłam dobrej myśli, lecz nie wykluczałam złych scenariuszy.
-Opuchlizna jest mniejsza, wygląda lepiej-szepnął i wrócił do głaskania go po jego aksamitnym pyszczku, zrobiło mi się go żal. Musiał cierpieć katusze z Aleu... Zauważyłam zrozumienie na twarzy chłopaka, tak jakby wiedział co czuje ten konik... Opatrzyłam szybko jego pęcinę i otarłam mu jego pyszczek. Przyniosłam koc chłopakowi  i zaszłam kupić mu kawę, sama też wzięłam, zaczęłam sączyć "napój bogów". Rush był zmęczony i zestresowany zapewne tym wszystkim, więc dosyć szybko zasnął a ja grzecznie siedziałam koło niego i czekałam aż się wybudzi, nastąpiło to po jakichś dwóch godzinach, Francuz wstał niepewnie i trącił   go chrapami, mój towarzysz szybko  otworzył oczy i zaczął gładzić aksamitny pysk wałacha. Polubili się.
-Aleu Longersten nie może opiekować się Francuzem-zaśmiałam się cicho, dziewczyna nie nadała mu "imienia" na zawody? OK... -kto z was zna tego konia?-stajenny mierzył nas wzrokiem.
-Rush.-odparłam zdecydowanie-to on zna go najlepiej.-chłopak skinął głową a zaspany towarzysz popatrzył na mnie i nie wiedział o co chodzi..
-Głuptasie, będziesz opiekował się Francuzem!-uśmiechnęłam się do niego.





>Raszu? ^^ <