poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Olivii cd. Viktorii

Lekko zmieszana zaczęłam iść w kierunku kolorowych alejek. Po kilku metrach zaczęłam biec truchtem, a w moje ślady poszedł zaraz Norbik. Piesek praktycznie wyjebał się o swoje łapy, ale nie zrażony szedł przed siebie. W parku zabawiliśmy około godziny, po tym czasie poszliśmy do małej, kameralnej kawiarni. Już w środku, szybko znalazłam tych których szukałam.
- Cześć. Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam – uśmiechnęłam się delikatnie zrzucając Norba z kanapy na której sama zaraz usiadłam . Obrażony szczeniak położył się pod stołem obok Tenebris. Odpięłam mu smycz mając tym samym nadzieję, że będzie grzeczny.
- Nie, nie przeszkadzasz – powiedziała Viki głaszcząc Norbiaka po łebku. Tene zawarczała cicho, ale nic nie zrobiła. – Matt właśnie pytał czy jeździsz.
Spojrzałam na nią jak na debilkę. Sama dobrze o tym wiedziała, mogła odpowiedzieć za mnie.
- Tsa… skoki, ujeżdżenie, styl hiszpański, sztuczki i tak dalej – mruknęłam bawiąc się linką, którą trzymałam w ręku. Byłam nadzwyczaj zakłopotana co było stosunkowo dziwne. Drugi charakterze, czy to ty?
- Kojarzę cię. Zawody skokowe w Madrycie. Robiłaś pokaz z kucykiem i jechałaś parkur na kasztanie – rzucił Matt. Tego się obawiałam, wspomnienie Devito było dalej zbyt świeże by o nim wspominać. Sześć lat ciężkiej pracy z ogierem poszło się walić po tych zawodach, pieprzony wypadek.
- Byłam – odparłam krótko odwracając od tej dwójki wzrok. Viktoria rzuciła mi szybkie spojrzenie, którego nie byłam w stanie rozszyfrować. Dalej już tylko ich słuchałam pisząc z siostrą. Jak się okazało, tata i Diana chcieli do mnie przyjechać w najbliższych dniach. Ach, super.
- My się już będziemy zbierać. Do jutra Matt – Vika przytuliła się do brata, a ja na poważnie zaczęłam zastanawiać się czy nie spierdolić. Zdążyłam rzucić tylko szybie „Pa” i wołając do siebie Norbiego wyszłam z kawiarenki. Poczekałam chwilę na Viktorię, a wszystkie dalsze czynności minęły nam w całkowitej ciszy.
**
- Hop, galop! – cmoknęłam na Carpe, która idealnie odczytała moje polecenie. Rozwinęłam lekko lonżę by dać jej pole do popisu. Ustawiłam jej kilka cavaletek na rozgrzewkę by poskakała coś niskiego. Klacz z wielkim zapałem pokonała przeszkódki i bryknęła radośnie. Po kilku takich okrążeniach odpięłam lonżę i puściłam Carpi luzem.
- Długo jeszcze będziesz z nią ćwiczyć? – to był głos Vi.
- Nie wiem, a co? – zapytałam, a dopiero wtedy zauważyłam Matthewa wraz z jednym ze stajennych koni.

> Viczyk? Krótki, wiem, ale brak weny boli ;-;

Od Ji-hana do Hannah

Korytarz korytarzem, rzygałem już tymi korytarzami, tak więc jak zwykle uśmiechnąłem się wychodząc z budynku. Słońce ledwo się zbudziło, a ja od ponad czterech godzin byłem na nogach i czułem się z tego powodu całkiem dobrze. Z torbą przewieszoną przez ramię, w której walały się wszystkie notatniki, których przeznaczenie musiałem odczytywać z etykiet. Kiedy wszedłem do klasy, nauczycielki jeszcze nie było, więc standardowo szukając wolnego miejsca, wzrok wskoczył mi na dwa puste miejsca obok śpiącej na ławce dziewczyny. Nie śpiesząc się w dotarciu na miejsce, uśmiechałem się do każdej nowej twarzy, napotkanej na drodze. Dziewczyna najpewniej nie spała, lecz bardzo szczegółowo przygotowywała się do lekcji z nosem w zeszycie. Nie chcąc jej przestraszyć, postukałem ją w ramię.
-Em...Wolne? - zapytałem, gdy dziewczyna podniosła się.
-Tak...- odparła nieco speszona, rzucając mi wściekłe spojrzenie.
-Jak się nazywasz?
-Hannah.- rzuciła ozięble, nadal wbijając wzrok w tablicę.
-Ji-han, ale mów Yin. - uśmiechnąłem się, nie zwracając uwagi na to, że poznana dziewczyna nie ma raczej nastroju na rozmowę.
Rozłożyłem swoje rzeczy na blacie i wyjąłem telefon, strzelając zdjęcie na Instagrama. Po chwili drzwi do sali zamknęły się i weszła wysoka blondynka, rzucając torbę na swoje biurko.
-Hello dear students, I hope you're happy, are you? Ok, we have new student I see. Cole to me please, and say something about you. - Kobieta miała świetny akcent, lecz zdecydowanie te słowa skierowane były do mnie.
-Hi, I'm Kim Ji-han, but talk to me Yin. I'm passionate about history, literature and painting, and also photography.  I'm twenty-three years old and I I am in the first year of Master's. I have horse, his name is Chillout at the Beach, and we're training dressage. - przedstawiłem się bardzo ogólnie, na twarzy malując uśmiech jak zwykle zresztą. Na lekcji oprócz początku było dość nudno, a dziewczyna obok mnie co chwila pstrykała długopisem, przynajmniej było czego słuchać. Ostatni był WDŻ, na którym, hah, no nie uważałem.
***
Po tym, jak nauczyciel postanowił być tak łaskawy i nie zadał nam pracy domowej, szybko się spakowałem i ruszyłem do stajni. Lee na mój widok wyjątkowo nie stanął z głową wysoko, a spokojnie wyglądał z boksu i czekał, aż wyprowadzę go na korytarz. To też niedługo się stało. Pozbyłem się z jego smukłego ciała piachu i śladów wczorajszego taplania, po czym sprawdziłem stan kopyt i pęcin, gdyż bałem się, by gruda nie zapanowała na jego wolnych partiach. Jako, że nie znałem tu zbyt wielu terenów, oprócz tych najbliższych, postanowiłem wybrać się na ryzykowny, grożący zgubieniem się teren. Ciemnogniademu przydała by się jazda na oklep, gdyż ostatnio jeździł tylko i wyłącznie pod siodłem, które nie sprzyjało poprawnemu rozluźnieniu mięśni grzbietu. Na pysku wylądował halter z dopinanymi wodzami koloru odblaskowej zieleni. Chwilę później już siedziałem na jego grzbiecie i powoli namawiałem go do kłusu w stronę lasku. Przede mną na koniu o pięknej maści jechała dziewczyna z niebieskimi końcówkami, którą poznałem rano.
-Hannah!- krzyknąłem za nią, dogalopowując do niej.

Hannah? :3

Od Viktorii cd. Olivii

 - Dobra, ale biorę Norbiego – mruknęła, wciąż zdziwiona moją prośbą.
- No, vete de Norbi – Przekrzywiłam głowę, nieco speszona tym, że nagle zaczęła mówić po... hiszpańsku. Przynajmniej tak mi się wydawało. Aussie położył się na dywanie koło Tenebris, która nie pałała do niego wielką sympatią. Młody skubnął ją w ucho, na co suczka kłapnęła zębami ostrzegawczo.
Aussie w końcu położył się na dywanie, obok Tenebris. Wyraznie ją polubił, suka, niestety, go niezbyt. Norbi skubnął owczarza w ucho, na co ta kłapnęła na niego zębami.
- Okey, za godzinę spotkajmy się na dziedzińcu - rzuciłam i gwizdnęłam cicho na swojego psa. Wstałam i wyszłam bez żadnego pożegnania. Większego budynku nie dało się zrobić? Doszłam do swojego pokoju i spakowałam najpotrzebniejsze pierdoły do torby. Przywróciłam się do stanu używalności i znalazłam na dnie szafy kaganiec dla Tenebris. Na stoliku leżały kluczyki, które wraziłam do kieszeni bluzy. Czarny owczarek domagał się jedzenia, więc pokroiłam jej parówki i wrzuciłam do karmy, marudząc pod nosem. Znalazłam jeszcze jakąś w miarę wyglądającą obrożę ze smyczą. Założyłam jej co trzeba i wyszłam. Psina wyrwała do przodu, licząc że idziemy biegać czy coś takiego. Przeciorała mnie po schodach w akademiku, i nic poza tym. Ochrzaniłam ją i otrzepałam się z kłaków.


~*~


- Miałam małe problemy z Tenebris, ale już ogarnięte - usprawiedliwiłam się, wyjmując kluczyki z kieszeni. Olivia zebrała swoje rzeczy i chodzącego kłaka, idąc za mną w stronę auta. Otworzyłam je, i wrzuciłam swoje pierdoły do tyłu, wyjmując tylko telefon i portfel. Szybko zamontowałyśmy matę, którą Olivia zabrała ze sobą. Wpakowałyśmy oba psy do tyłu. Profilaktycznie założyłam jej kaganiec, chociaż byłam pewna, że nic nie zrobi. Olivia usiadła na miejscu pasażera i włożyła słuchawki do uszu. Stojąc na światłach, pochyliłam się i wyjęłam pendrive. Podłączyłam go i zatrzasnęłam schowek. Przełączyłam tryb z radia na media i dotarłam do piosenki, znajdującej się na trzeciej pozycji. Nieco się rozluźniłam, ale dalej zaciskałam kurczowo palce na kierownicy, i uderzałam o nią paznokciami.
- Nie wiem czy to dobry pomysł – rzuciłam, mniej więcej w połowie drogi, grzebiąc przy nawigacji. Olivia wyjęła słuchawki z uszu i obrzuciła mnie spojrzeniem typu "Co ty właśnie pierdolisz?" – Całe to spotkanie, ja go nie znam, rozumiesz? - Dodałam, gdy dziewczyna obrzuciła mnie niezrozumiałym spojrzeniem. Wyjechałam z ronda i nieco przyspieszyłam, wyprzedzając jakieś czerwone auto.
- Rozumiem, oczywiście, że rozumiem, ale nie ma już odwrotu – wzruszyła ramionami, i ponownie założyła słuchawki. Na miejsce dotarłyśmy koło pierwszej, dobry czas, jak na taką trasę. Wreszcie było w miarę ciepło, bo temperatura dochodziła do dwudziestu dwóch stopni w słońcu.
- Ja się zabieram do parku na spacer, spotkamy się przy samochodzie - Poinformowała mnie Olivia i wysiadła z auta. Wysiadłam zaraz za nią i ogarnęłyśmy nasze psy. Sama nie wiedziałam, co powinnam ze sobą zrobić.
- Tori? To ty? - Zatrzymałam się gwałtownie i ściągnęłam smycz psiny, nieco zbyt agresywnie. Obrzuciła mnie obrażonym spojrzeniem i wyszczerzyła kły, gdy nieco wyższy ode mnie brunet podszedł do mnie. Olivia spojrzała na mnie wzrokiem typu "a nie mówiłam?"
- No idź, to o tobie mówi. - popchnęła mnie do przodu. Choleracholeracholera. Chłopak uśmiechnął się, rzucił plecak i przytulił mnie, nieco za mocno. Tenebris warknęła ostrzegawczo. Przez chwilę staliśmy tak na środku chodnika i tuliliśmy się.
- Po pierwsze, jakim cudem znowu jesteś w USA? - zapytałam, odsuwając się od niego. - Po drugie, nie mogłeś napisać, że to ty? - dodałam oskarżycielsko. Chłopak zarumienił się i spuścił wzrok.
- Przepraszam, nie pomyślałem... - westchnął, czochrając moje włosy. - Co u Gwiazdki? Startujesz coś? - skrzywiłam się, na wspomnienie klaczy. Brunet chyba ogarnął, że trafił w czuły punkt. Olivia podeszła do mnie i zmierzyła chłopaka wzrokiem.
- O tym, że nie myślisz to wiem. - warknęłam, i szarpnęłam Tenebris, która spróbowała ugryźć Norbiego. - A Gwiazdy nie ma. Swoją drogą, to jest Olivia. - wskazałam na dziewczynę, która uścisnęła jego rękę.
- Matthew. - Przedstawił się i ponownie zwrócił do mnie. - Gwiazda została u taty? - przerwał na chwilę i znowu zaczął mówić. - Cóż, dziewczyny. Zapraszam was na kawę. Mamy trochę czasu, przydałoby się mi dowiedzieć co u mojej młodszej siostrzyczki. - spaliłam buraka i włożyłam ręce do kieszeni.
- Idziesz też? - zapytałam Olivii, która stwierdziła, że najpierw wolałaby przejść się do parku. - No okey. Odpowiadając na twoje pytanie, Matt, Gwiazda nie żyje. - Trochę zabolał mnie fakt, że musiałam o tym wspominać przy koleżance. - Spotykamy się w tamtej kawiarence na rogu. - powiedziałam z uśmiechem i odprowadziłam dziewczynę wzrokiem.


Oliivia? Pociągniemy trochę wątek z Mattem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Od Nino cd. Nathaniela

Siedziałem rozmyślając nad jak głupi jestem. Wiem niezbyt ambitnie, ale co miałem robić. Źle się czułem z tym wszystkim. Medal ma dwie strony więc nie może być aż tak przerąbane. Jutro będzie nowy dzień zapomni się o tym i będzie dobrze. Bo przecież pustą kartkę można zapisać. Uśmiechnąłem się wesoło, a pochmurny nastrój wyparował. Nie wiele mu trzeba by poprawić zły nastrój. Brać trzeba to co życie daje. Szedłem tam gdzie mnie nogi poniosły. Lubie spacery są odprężające, a dzięki świeżemu powietrzu można się dotlenić. Słońce przegrzewało przez korny drzew wprawiając wszystko w przyjemną miła atmosferę. Słowiki nuciły Melodie. Zawsze lubiłem myśleć, śpiewają o miłości. Piękne wyznania przeplatają się w symfonie, którą mógłbym słuchać godzinami. Uzmysłowiłem sobie jedną bardzo ważną rzecz. Moje klucze od pokoju nadal ma Raven. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o tej dziewczynie. Naprawdę ją polubiłem. Skojarzyła się z stokrotką wsadzoną do nosa klauna.. Bardzo dziwne porównanie, ale tak jest. Miła, ale jednocześnie żartobliwa i psikusa. Nim się obejrzałem me nogi pokierowały mnie do stajni. Śmieszne, że akurat tutaj, bo mój poziom jazdy konnej jest bardzo niski. Będę szczerzy nie mam zielonego pojęcia o jedźcie. Od razu dociera do mnie stajemy zapach, który nie jest zbyt dla niego przyjemny, ale nie zwraca na to uwagi. Konie są tak niezwykłe. Bije od nich swego rodzaju moc, której nie potrafię określić. Jakby wiedziały, że są tak wspaniałe i chełpiły się tym. Pokręciłem głową rozbawiony przez swoje chore porównania. Powoli przechadzałem się po stajni, gdy natrafiłem wzrokiem na uroczą..albo uroczego konia w łatki. Słodka krówka. Podszedłem do boksu. Koń wychylił zaciekawiony łepek, a po chwili znienacka wsadził go to torby i zaczął w niej węszyć. Próbowałem śmiejąc się odciągnąć konia od siebie, ale on dopiero ustąpił, gdy wyciągnął z niego jabłko. -Ej moje jabłko - spojrzałem na konia i założyłem ręce na piersi. Krówka nic sobie z tego nie zrobiła i szurnęła mój policzek jakby mówił chce więcej. - Nie mam już - pokręciłem głową. Pogłaskałem go po główce, a on zarżał. - Ale przyniosę - uśmiechnąłem się. Dodałem jeszcze - Wiesz fajny jesteś - zachichotałem gładząc sierść konia. Nagle poczułem jak ktoś zakrywa mi oczy, aż podskoczyłem w miejscu. Za plecami usłyszałem dobrze znany śmiech. Od razu się rozluźniam. Delikatnie dotyka dłoni.
-Raven? - spytałem chociaż dobrze znałem odpowiedzieć.
- Taaaaak? - przeciągnęła uroczo, a ja ściągnęłam jej dłonie z swoich oczu po czym odwróciłem się do niej przodem. Dziewczyna trzymała dłonie na moich ramionach a bystrym spojrzeniem wierciła we mnie dziurę. -Dobry wybór -wskazała na konia i kontynuowała. - To jest Star bardzo łagodna do jazdy jak na początek. Żadna torba mu się się nie oprze - przekrzywia głowę na bok - trochę na pastwisku jest nie okiełznany, ale to dobry koń. -Może chcesz się przejechać?
 - Ja..
- Oj nie daj się namawiać -Złapała go za dłoń i pociągnęła za sobą- Ale pierw musimy go oporządzić - w oczach dziewczyny coś błysnęło coś co zaniepokoiło Nino - I czymś porozmawiamy Podała mi siodło, lejce inne rzeczy. - Wiesz, że możesz mi zaufać? -odwracam twarz w bok. W pewnym sensie wiem i chce, ale z tyłu głowy coś mnie wierciło mi dziurę. Czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia? Jeśli tak czy to jest to? Może zwykłe zauroczeie. Sam nie wiem uczucia one mieszają się zmieniają, ukrywają, a gdy szukasz odpowiedzi mącą ci w głowie. Walczyć z nimi nie ma sensu, bo i tak zmiotą cię jak tsunami. Mleczno-czekoladowe oczy zlały mój umysł, olśniewający uśmiech i wargi które mają boski smak. Serce pognało już dawno zostawiając mnie na starcie. 
Przejechałem palcami po ustach i je tam zostawiłem. Chce jeszcze raz. Pstrykniecie przed twarzą, Raven wybudziło mnie z transu. Od razu się spaliłem widząc jej spojrzenie.
- O czym myślałeś takim cielęcym wzrokiem? - uśmiechnęła się do mnie figlarny uśmiech, Zabrałem co potrzebne i pędem udałem się do konia. Za sobą usłyszałem chichot dziewczyny. Spojrzałem bezradnie na konia, trzymając wszystko. Co mam zrobić? 
  - Pierw wyszczotkujmy go - Spojrzałem nie pewnie na przedmiot, który podała mi dziewczyna.
- A to nie będzie go boleć?
- Jasne, że nie -uśmiechnęła się miło. Dziewczyna okrążyła konia i zaczęła czesać jego bok, równie też ja to zacząłem robić. - Dobra Nino wyduś to z siebie widzę, że coś cię gnębi Odczuwałem piekielną potrzebę wygadania się dziewczynie. Wyrzucenia z siebie.
- Pocałowałem go -powiedziałem na jednym tchu i od razu spaliłem się w krwiści czerwonych rumieńcach. Spuszcza głowę na dół. - A on mnie odepchnął - dodałem ciszej zawstydzony. Czuje na sobie jej zaszokowany wzrok, a później pisk, który prawie mnie ogłuszył, a konia odrobinę spłoszył.
- Awwwww, jak słodko - za pewne gdyby mogła to to wciskała mnie nawet przez konia. -Zaraz, zaraz co zrobił?
  - Odepchnął mnie...Nie dziwię się byłem zbyt nachalny i-i mogłem to przewidzieć... W jego oczach muszę być głupim napalonym gejem.. i nie chce mnie znać, a teraz mam czarne myśli i dramatyzuje, ale medal ma dwie strony, więc powinny być plusy, ale ja kurwa nic nie widzę...Jeszcze przeklinam no brawo Nino staczasz się...Co jest ze mną nie tak? Jestem taki zły na siebie a jednocześnie na niego, bo jest taki bosku...Okropny masochista ze pewnie, prawda? Do tego wpadłem w słowotok - Kończę, biorąc duży głęboki oddech
- Pewnie masz mnie za wariata?- Mina dziewczyna wyraża zdziwienie jak ktoś kto dowiedział się, że jest ojcem. Dopiero po paru minutach doszło do niej wszystko. Mogłem wręcz widzieć jak trybiki w jej mózgu pracują.
-Wcale, że nie - kręci szybko głową.
- Ojej nawet tak nie myśl Szybko znajduje obok po czym od razu przytuliła się pocieszająco mnie. -Na pewno tak nie jest. Musicie porozmawiać ze sobą szczerze porozmawiać inaczej takim smęceniem nic nie zdziałasz
- Ale ja się boje, tego co usłyszę , że mnie nie lubi brzydzi się mną -Oj głupolu on tak nie powie trochę go znam - puszcza mi oczko,a ja się czerwienie jak burak - Nie przekonasz się kiedy nie spróbujesz, a ja wiem, że nie pożałujesz -Oke-ej spróbuje - To teraz jazda na koń trzeba cię czegoś nauczyć byś zaimponował Nathanielowi - chichocze na moje zawstydzenie. Po oporządzeniu konia czekała mnie pierwsza przejażdżka. Oczywiście wszystko pod kontrolą Raven. Podstawy okazały się łatwe, ale trudne w praktyce. Przynajmniej umiałem cokolwiek, więc nie jest źle. Star okazał wspaniałym wierzchowcem potulnym i świetnie się dopasowywał. Najtrudniej jednak okazało się utrzymanie wyprostowanej postawy. Cały czas odrobinę się garbiłem za co byłem ganiany przez Reven. Jednak muszę przyznać jedno pokochałem konie, jazdę i z pewnością chce to kontynuować. Do tego obiecałem sobie, że dzisiejszego wieczora porozmawiam z moim waifu aka Natahniel. Jeszcze na marginesie dodam odzyskałem w końcu klucze od pokoju.

Naath?

Od Olivii cd. Viktorii

Popatrzyłam na nią z lekkim zdziwieniem na twarzy. Ona prosi MNIE o pomoc? W sumie, chciałam zabrać gdzieś Norbisia na spacer, a nie chciałam tłuc się autobusami. Więc czemu by się nie zgodzić?
- Dobra, ale biorę Norbiego – mruknęłam. Piesek na dźwięk własnego imienia przybiegł do mnie i skoczył na łóżko i zaczął podgryzać mi włosy.
- No, vete de Norbi – skarciłam go w sumie zapominając, że Vi siedzi obok. Mieszanie języków, uciążliwa rzecz.
Aussie w końcu położył się na dywanie, obok Tenebris. Wyraznie ją polubił, suka, niestety, go niezbyt. Norbi skubnął owczarza w ucho, na co ta kłapnęła na niego zębami.
- Okey, za godzinę spotkajmy się na dziedzińcu – powiedziała Viktoria wołając do siebie swoją psinę i wyszła z pokoju nie rzucając nawet zwykłego „do zobaczenia”. Taki typ, nic nie zrobisz.
**
Pakowanie rzeczy dla Norbiaka nie zajęło dużo czasu, zaledwie piętnaście minut. Gorzej było jeżeli chodzi o ogarnięcie moich włosów, które postanowiły wyglądać jakby przejechała je kosiarka. Trochę szarpaniny i z tej kupy kłaków wyszedł jako taki warkocz.
- Norb, siad – rzuciłam do psa, który posłusznie klapnął na tyłku i czekał aż ubiorę kurtkę i buty. Następnie wsadziłam na niego szelki oraz gumowy kaganiec i przypięłam go na linkę treningową.
Wyszliśmy jakoś za pięć, co było przeze mnie już i tak traktowane jako spóźnienie. Na swoje szczęście jak tylko doszłam na miejsce Vi jeszcze nie było. Postawiłam na ziemi naszą matę do przewozu, wzięłam ją na wszelki wypadek, bo nie wiedziałam czy Viktoria tąką posiada. Znaczy, powinna bynajmniej.
- Miałam małe problemy z Tenebris, ale już ogarnięte – usłyszałam za sobą i natychmiastowo obróciłam się. Spojrzałam na dziewczynę i zebrałam swoje rzeczy z ziemi i ruszyłam za Viki do, prawdopodobnie, jej auta. Szybko zamontowałyśmy matę (czy jak to ujęła niebieskowłosa „Te jebane cholerstwo”) i wpakowałyśmy tam oba psy. Nie miały ze sobą jakiś tam większych problemów, więc była to najlepsza opcja.
- Nie wiem czy to dobry pomysł – rzuciła Viktoria gdzieś w połowie drogi. Wyjęłam z uszu słuchawki i spojrzałam na dziewczynę z typowym dla mnie „Co ty pierdolisz?”. – Całe to spotkanie, ja go nie znam, rozumiesz?
- Rozumiem, oczywiście, że rozumiem, ale nie ma już odwrotu – wzruszyłam ramionami z powrotem zakładając słuchawki. Muzyka zawsze mnie uspokajała.
Na miejscu znalazłyśmy się koło godziny pierwszej po południu. Pogoda chyba wreszcie ogarnęła, że jest wiosna, bo po chwili zrobiło się w ciul ciepło.
- Ja się zabieram do parku na spacer, spotkamy się przy samochodzie – poinformowałam moją koleżankę i wysiadłam z samochodu. We dwie ogarnęłyśmy nasze psy i już miałyśmy ruszać dupy z miejsca, ale zatrzymał nas nie znajomy mi głos.
- Tori? To ty?

> Hehe, jak akcja? Tu ni ma żadnej akcji

Od Viktorii cd. Olivii

Dziewczyna uklęknęła przy swojej klaczy i zabrała jej łeb na swoje kolana. Kobyła była przerażona, podobnie do dziewczyny. Olivia próbowała ją uspokoić, szeptając coś do niej i głaszcząc opo ganaszach.
- Spróbuję ściągnąć jej siodło. Trzymaj North. - Wcisnęłam jej wodze swojej klaczy do ręki. Wish powinna być raczej spokojna, o ile nic jej nie wpadnie do tego pustego łba. Nieco pomęczyłam się z ściąganiem siodła siwki, ale wreszcie się udało. Oparłam siodło o najbliższe drzewo i odetchnęłam z ulgą. Klacz dziewczyny kłapnęła zębami w stronę North.
- Wygląda na to, że wet jedzie. - Powiedziałam, spoglądając na auto mężczyzny. Pospieszył się, nie ma co. Akcja potoczyła się dość szybko, Ben ogarnął siwą klacz, dał jej uspokajające i zabezpieczył ranę. Z wejściem do przyczepy było nieco gorzej, w ramach "zemsty" kobyła upieprzyła go w ramię, zapewne pozostawiając ślad swoich zębów. Weterynarz zaklął cicho i wsiadł do auta, żegnając się z nami. Poluzowałam North popręg, i przerzuciłam wodze przez jej szyję.

~*~

Wracałyśmy w ciszy, którą co jakiś czas przerywała wibracja mojego telefonu. Nie sprawdzałam wiadomości, będąc pewną, że to ten anonimowy gościu, który o dziwo znał moje imię. North co chwila rwała do przodu, albo stawiała się i przysiadała na zadzie. Zachowywała się cholernie dziwnie, kilka razy strzeliła z zadu, irytując się. Olivia niosła siodło, opierając je o biodro. Do Akademii doszłyśmy w kilka minut.
- Na pewno nie znasz tego numeru? – Zapytałam, kiedy znalazłyśmy się w stajni. Pokazałam dziewczynie telefon, Olivia pokręciła tylko głową marszcząc brwi. – Kurwać. – Mruknęłam, nieco za głośno. Rozdzieliłyśmy się przy boksie North. Weszłam z klaczą do jej "mieszkanka" i zaczęłam ją w miarę ogarniać. Po zdjęciu sprzętu i założeniu kantara, zaczęłam sprawdzać jej nogi. Żadna z nich nie była spuchnięta, ani specjalnie rozgrzana. Przetarłam mokrymi chusteczkami jej chrapy i pocałowałam ją w pyszczek. Przeczyściłam ją w miarę powierzchownie, żeby pod wieczór nie miała żadnych zaklejek. Odniosłam sprzęt, i wróciłam do jej boksu, zrzucając derkę z ramienia. Założyłam jej ją i odpięłam uwiąz. W mojej kieszeni po raz kolejny kilkakrotnie zawibrował telefon. Spojrzałam niechętnie na smsy. Większość z nich nie miała sensu. "Tooori, cholera! Nie ignoruj mnie! ;w;"

~*~

Do wieczora próbowałam rozkminić, kim jest osoba, która do mnie pisze. Napisałam do taty, wysyłając mu nieznany mi numer. Nie dostałam odpowiedzi, tak jak się spodziewałam. Tenebris leżała sobie na posłaniu i ignorowała moje rozmowy ze znajomymi, do których co chwila wydzwaniałam. Po kilkunastu telefonach udało mi się nieco wyszperać o  tej osobie, ale nie za wiele.
Tenebris łaskawie wstała, w momencie gdy wychodziłam z pokoju. Tene wybiegła zaraz za mną i zamerdała energicznie ogonem. Znalazłam pokój Olivii i zapukałam do drzwi.
- Wchodź! - Zawołała i uciszyła jakiegoś szczekającego psiaka. Weszłam do pomieszczenia, zaraz za mną dokulała się Tene. Jej aussie podskoczył radośnie i pobiegł po zabawki. Czarna kula futra przechyliła z zainteresowaniem łeb i popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Ty masz psa? – Zdziwiłam się, przyglądając się, jak mała kluska zaczepia "brytana".
- Mam, dzisiaj go przywieźli. Nazywa się Norbi.
- To jest Tenebris – Również przedstawiłam swoją psinę.– Słuchaj, mam do ciebie pewną sprawę. Tylko nie wygadaj się nikomu, ok? - Olivia uniosła brwi, ale pokiwała głową na tak. W skrócie wytłumaczyłam jej, kogo podejrzewam o smsy. Brzmiało to cholernie niedorzecznie, ale  byłam prawie pewna, że to prawda. Urwałam, nie wiedząc co powiedzieć dalej. Opowiedziałam jej o wszystkim, co zdążyłam się o nim  dowiedzieć. Nie dzwoniłam do  mamy, bo i tak by nie odebrała. Matthew podobno wyjechał z Novy, przeprowadzając się do Australii. Był nieco... zagubiony w świecie. Miał dziewczynę, ale nie potrafił ustać w jednym związku. - I... Matt przyjeżdża do Yupon. To nieco ponad godzinę drogi stąd, jedziesz ze mną? - Uśmiechnęłam się, nie wiedząc, czy powinnam coś jeszcze dodać. Czekałam na odpowiedź Olivii, miętoląc w palcach sznurówkę z buta. Tenebris podeszła do mnie i rzuciła zabawkę na moje kolana. Aussie uczepił się jej ogona i zaczął cichutko powarkiwać, dając jej do zrozumienia, że chce iść się bawić. Tene odwróciła się, i wyszczerzyła zęby na małego. Ten nic sobie z tego nie zrobił, i uznał to za zachętę. Odepchnęłam delikatnie czarną kulę futra, i popatrzyłam na Olivię.
- To... co? - To był raczej głupi pomysł, by ją o to prosić, ale kij z tym. - Jedziesz ze mną? - Puściłam sznurówkę i spojrzałam na telefon, który znowu jak na złość wibrował, informując, że dostałam smsa.

Oliv? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Główną akcję zaś pozostawiłam tobie, wybacz xDD

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Olivii cd. Viktorii

Uklękłam przy kobyle biorąc jej łeb na swoje kolana. Delliah była wyraźnie przerażona, tak samo jak ja. Z jej zadu sączyła się krew, ale nie było jej aż tak dużo jak na początku przypuszczałam.
- Hoo, Deli, spokojnie – szeptałam głaszcząc jej ganasze. Klacz próbowała poderwać się na nogi, ale nie pozwoliłam jej na to ciągnąc jej łeb z powrotem ku ziemi.
- Spróbuję ściągnąć jej siodło. Trzymaj North – powiedziała Viktoria podając mi wodze swojej klacz. Złapałam je dość niepewnie i spojrzałam na klacz, która schyliła łeb i zaczęła się paść. Przynajmniej tyle, jednego diabła mniej.
Delliah westchnę cicho co zwróciło moją uwagę. Jak się okazało mojej towarzyszce udało się ściągnąć siodło, które oparła o pobliskie drzewo. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie i wróciłam do uspokajania siwej. Klacz rzuciła łbem po raz kolejny próbując wstać. W końcu jednak się poddała kładąc uszy po sobie i kłapiąc zębami na North. Wraca charakter który kocham, jak miło.
- Wygląda na to, że wet jedzie – mruknęła Vi odbierając swoją kopytną ode mnie. Kiwnęłam lekko głową unosząc delikatnie głowę mojej złośnicy i kładąc ją na trawie, wstałam. Dalsza akcja poszła już szybko, weterynarz dał jej uspokajające, zabezpieczył ranę na czas przejazdu do kliniki i z niewielkimi trudnościami załadował Oldenburga do przyczepy. Nie powinien o niej zapomnieć na co najmniej dwa tygodnie, bo został ślicznie użarty w ramię. Ech, pięknie.
**
Cała droga powrotna minęła nam w całkowitej ciszy. Szłyśmy obok siebie, z tą różnicą, że Viktoria prowadziła swojego konia, który swoją drogą był bardzo niespokojny. Ja natomiast na biodrze niosłam siodło, które mimo swojej nikłej wagi, zaczynało mi już ciążyć. Na szczęście wystarczyło kilka minut na dojście do Akademii.
- Na pewno nie znasz tego numeru? – zapytała Vi kiedy już weszłyśmy do stajni. Pokazała mi telefon, a ja tylko pokręciłam głową marszcząc lekko brwi. – Kurwać. – mruknęła cicho nie chcąc chyba bym ją usłyszała. Ups, nie wyszło jej.
Rozdzieliłyśmy się przy boksie jej klaczy, ja poszłam do Carpe i Tanza, a ona zaczęła ogarniać swojego konia.
- Cześć maluchy – szepnęłam do obydwu kopytnych. Tanzer natychmiast skrobnął kopytem o boks chcąc tym samym by go wypuścić. Spełniłam jego prośbę otwierając mu drzwi po czym to samo zrobiłam z Carpe. Obydwa wierzchowce natychmiast wyczuły, że coś jest nie tak. Diem zarżała, zapewne w poszukiwaniu swojej towarzyszki, a Tanzer zaraz poszedł w jej ślady.
- Cicho – skarciłam je na co tylko zostałam obrzucona dziwnym spojrzeniem ze strony kuca. – Dobra, wypad do boksu. Już!
Kasztan zarzucił łbem gdy zatrzasnęłam mu boks Delliah przed nosem, ale posłusznie wszedł za Carpe do jej „mieszkanka”.
Rzuciłam koniom szybkie pożegnanie i ruszyłam w stronę akademików. Odprowadzana żałosnym rżeniem moich kopytnych i dziwnym wzrokiem Viktorii.
**
W sekretariacie powitała mnie mała, puchata kulka zwana Norbikiem. Piesek natychmiast wskoczył mi na ręce i zaczął lizać po twarzy.
- Tak, ja też cię kocham – zaśmiałam się odsuwając go od siebie odrobinę. Pani sekretarka podała mi torbę psiaka i wraz z nim na rękach ruszyłam do swojego pokoju. Dopiero tam odstawiłam ausska i zaczęłam rozkładać jego rzeczy. Klatkę materiałową ułożyłam w kącie obok biurka, zabawki znalazły się w półce w szafie, a miski oraz pojemnik z karmą w kuchni. Smycze powiesiłam na wieszaku na kurtki.
W końcu opadłam na łóżku, a po chwili przy moim boku zjawił się Norbi. Piesek ułożył się na moim brzuchu i zapadliśmy w sen.
Obudziło mnie dopiero głośne walenie w drzwi i głos Viktorii. Niemrawo podniosłam się do pozycji siedzącej zrzucając z siebie przy okazji szczeniaka, który zaczął donośnie szczekać.
- Wchodz! – zawołałam uciszając po drodze Norbiego. Vika szybkim krokiem weszła do pomieszczenia, a za nią duża, czarna bestia zwana owczarkiem niemieckim. Norb od razu zainteresował się starszym psem i pobiegł po zabawki. Psina mojej, nazwijmy to, koleżanki przechyliła lekko łeb patrząc na szczena ze zdziwieniem. Cały Norbi, kocha wszystko i wszystkich.
- Ty masz psa? – zdziwiła się Viki patrząc jak piesek zaczepia jej zwierzę.
- Mam, dzisiaj go przywieźli. Nazywa się Norbi – aussie na dźwięk swojego imienia uniósł łepek, ale szybko wrócił do zabawy.
- To jest Tenebris – przedstawiła swojego psa. – Słuchaj, mam do ciebie pewną sprawę. Tylko nie wygadaj się nikomu, ok?

> Viczuuuu? :3