poniedziałek, 19 czerwca 2017

od Rekera cd. Irmy

Od mojego wypadku, że tak to ujmę minęło dziewięć dni. Czułem się coraz lepiej a rana zaczęła powoli znikać. Pan Williams czyli prywatny lekarz wujka powiedział, że mam się jeszcze trochę oszczędzać, ale tak to rana postrzałowa goi się bardzo dobrze. Cieszyłem się, że Irma jest tutaj ze mną, bo z nią czułem się tak bezpiecznie... Ostatnio zastanawiałem się nad tym uczuciem nieco dłużej i to chyba nie była tylko przyjaźń. Do teraz pamiętam jak ją pocałowałem w tedy na tym balkonie a potem ona pocałował mnie jeszcze w szpitalu. Dobra skupmy się na dzisiejszym dniu! Rano nigdzie nie mogłem znaleźć Irmy co mnie martwiło dlatego chodziłem niemal w kółko po ogromnym domu wujka, lecz ani mi ani sprawie z "zaginięciem" dziewczyny to nie pomogło. Usiadłem więc na parapecie jednego z okien i zacząłem myśleć. Korytarz był pusty dlatego żadna ze sprzątaczek nie mogła mnie teraz "zabić" za niby brudzenie okien... a przecież ja grzeczny chłopiec jestem i nie dotykam plecami szyby! "Wujek może coś wie" - pomyślałem nagle i zerwałem się biegiem do jego pokoju. Wszyscy powoli zaczęli się budzić więc musiałem się trochę natrudzić by na nikogo z rozpędu nie wpaść, ale w końcu jakoś udało mi się bez wpadki dostać do odpowiednich drzwi. Do pokoju wszedłem bez pytania i akurat w momencie gdy wujek miał już wychodzić.
- Coś się stało Reker? - zapytał patrząc na mnie uważnie.
- Wiesz gdzie może być Irma? Nigdzie nie mogę jej znaleźć - odpowiedziałem mu krzyżując ręce na piersi przez co podrapał się po głowie.
- Może poszła do Alaktrasa? - rzekł po chwili na co przekręciłem głowę jak pies - Chodź sprawdzimy to - dodał ciągnąć mnie za ramię w stronę wyjścia z budynku.
Kiedy byliśmy już w stajni od razu przywitały nas zainteresowane końskie łby. Pizarro wujka i mój Arrow chcieli nas zaczepić, lecz gdy tylko usłyszeliśmy głośne rżenie Alkatrasa od razu pobiegliśmy do jego boksu. Stajenni chcieli jakoś podejść do ogiera, ale ten nie pozwalał im do siebie podjeść. Wujek jakoś odgonił swoich ludzi i sam podszedł do konia Irmy, który tylko nas do siebie dopuścił. Nie wiedzieliśmy o co mu chodzi dopóki nie zobaczyliśmy nieprzytomnej Irmy! Na szczęście kasztan miał czystą słomę, która jakoś zamortyzowała upadek, ale i tak niesamowicie się zmartwiłem z resztą też jak wujek, który od razu zabrał ją na ręce oraz dotknął jej czoła.
- Ma gorączkę! Trzeba wezwać lekarza - stwierdził i wybiegł z nią na rękach ze stajni zapewne kierując się do jej pokoju. Byłem w takim szokiem, że przez chwilę mnie sparaliżowało przez co z miejsca ruszyć się nie mogłem a z transu wyrwało mnie dopiero szturchnięcie Alkatrasa, którego ostrożnie pogłaskałem po głowie.
- Nie martw się mały! Będzie dobrze - rzekłem do ogiera i szybko pobiegłem śladami wujka, który był już z niebieskooką w jej pokoju gdzie oglądał ją lekarz. Przystanąłem w drzwiach oraz złapałem się za bolącą klatkę piersiową.
- Reker nie biegaj - westchnął wujek patrząc na to wszystko z zmartwieniem w oczach.
- Łatwo ci mówić - mruknąłem podchodząc bliżej - Co jej jest? - dodałem szybko w stronę doktorka.
- To grypa i jeszcze nic nie jadła prze długi czas - stwierdził z westchnieniem i zaczął coś tłumaczyć Maksowi. W tym czasie ja usiadłem na krześle i złapałem Irmę za rękę. Wiedziałem, że będę czuwać dopóki się nie ocknie! Boże jak ja się o nią martwiłem... I chyba ją kocham! Ale czy miałbym w ogóle u niej jakieś szanse? Pan Edward Williams coś tam podał dziewczynie a wujek zrobił zimne okłady na jej czoło oraz przykrył dwoma grubymi kocami po czym wyszedł zrobić niebieskookiej herbatę a ja czekałem wpatrując się w jej piękną twarzyczkę.

< Irma? :3>

od Irmy cd. Rekera

To wszystko było takie dziwne! Bałam się tego całego Maksa i najchętniej, to gdybym mogła, to wyskoczyłabym przez okno i uciekła jak najdalej tylko potrafię, ale niestety albo i stety nie miałam takiej możliwości, a przed straceniem przytomności powstrzymał mnie tylko dotyk Rekera, który ścisnął moją rękę żebym czuła lepiej jego obecność oraz żebym się tak bardzo nie bała, a jego ciepły uśmiech sprawił że jakoś kontaktowałam ze światem. Problem w tym iż ja chciałam zaufać! Naprawdę, chciałam lecz program ochrony świadków wbija do głów, że nawet najbardziej przyjazny człowiek może być bezlitosnym morderca, wynajętym przez naszych oprawców czy też demony przeszłości, więc te nawyki miałam bardzo mocno wpojone i używałam je przez lata! Tyle że człowiek ma instynkt stadny i jednak pragnie być zaakceptowany przez grupę… A ciężko jest człowiekowi, który jest zupełnie sam w obcym środowisku! Nowy kraj, nowi ludzi, nowi „rodzice”, którzy praktycznie wzięli Cię tylko po to żebyś był jakąś zabawką czy dodatkową figurką do kolekcji. Jeszcze nie dość że nie znasz języka, to rówieśnicy się z ciebie naśmiewają i krzywdzą na każde możliwe sposoby, jakby człowiek nie miał już wystarczająco trudno…
Wtedy nagle Reker dostał sms, a kiedy przeczytał zawartość, wiedziałam że jest bardzo źle, bo prawie się trząsł i wypuścił z tego wszystkiego telefon, który spadł na podłogę, a Maks go szybko podniósł i przeczytał zawartość.
- Reker spokojnie! - powiedział chowając telefon do kieszeni – Nie pozwolę Cię skrzywdzić tak? - spytał głaszcząc go po głowie i przytulił ostrożnie, co chyba mu pomogło, bo nieco się uspokoił.
- Irmo… - zaczął tym razem do mnie znowu Maks – Zgadzasz się? Będziesz u mnie bezpieczna! Jeśli zechcesz, to Tię też sprowadzę! - powiedział spokojnie i pewnie, co mnie zdziwiło.
- Ja…. Nie wiem…. Nie chcę być znowu zabawka w czyiś rękach, albo zabaweczką, która się znudzi to wynocha! Mam dość bawienia się mną i Tią! - rzekłam bez sił do życia.
- Zaufaj mi! -rzekł, co mnie znowu zdziwiło – Wiem że to trudne i ze nie tego Cię uczono, ale daj mi szansę! - dodał nadal na mnie patrząc, a ja spojrzałam na Rekera, który wydawał się być poddenerwowany, tym co zaraz odpowiem.
- No dobrze…. - powiedziałam bez entuzjazmu, zmęczona tym wszystkim. Cztery dni nie spania robiły swoje, a nerwy i stres swoje.
- Wypiszę Cię ze szpitala na własne żądanie – powiedział tym razem do Rekera, na co ten skinął głową na zgodę i na chwilę Maks gdzieś wyszedł. Po pięciu minutach wziął Rekera na ręce, a ja podreptałam niepewnie za nim, do jego wozu, gdzie pojechaliśmy do jego apartamentu. Przywitałam się z Blue, która prawie przewróciła mnie ze szczęścia. Maks wziął potrzebne rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko, gdzie polecieliśmy jego prywatnym odrzutowcem z powrotem do Wirginii, do jego że tak to powiem pałacu! Weszliśmy do środka, gdzie dostałam później pokój blisko Rekera, ale kolacji i tak nie jedliśmy, więc leciał mi 5 dzień głodówki. Nie to że nie chcieli nam dać, tylko że nie chciałam jeść mimo głodu, a Reker wiadomo… Reker jakoś sam do mnie przyczłapał i zamknął drzwi na klucz, a jako iż byłą noc, żaluzje były pospuszczane. Położył się obok mnie, no i oczywiście zasnęliśmy wtuleni w siebie, bo tylko tak czuliśmy się bezpiecznie.
**
Minęło 5 dni. Nadal nic nie jadłam, czyli w sumie nic nie konsumowałam przez 9 dni… Czułam się osłabiona strasznie i męczyła mnie gorączka od 4 dni… Brałam po kryjomu tabletki przeciwbólowe, więc jakoś funkcjonowałam, lecz dzisiaj to była istna tragedia! Poszłam do stadniny Maksa, gdzie weszłam do boksu Alkatrasa, który był wręcz zachwycony nowymi luksusowymi warunkami i przywitał mnie cichym rżeniem, a ja słabo go pogłaskałam. Kasztan od razu wyczuł że coś jest nie tak, gdyż widziałam w jego oczach zmartwienie. Trącił mnie lekko łbem, ale ja tylko na niego spojrzałam i od razu straciłam przytomność, upadając przodem na na szczęście czystą słomę, dopiero co zmienioną, a wiadomo słoma nieco zamortyzowała mój upadek, więc nie rozbiłam łba! Byłam taka słaba… Taka bez sił… W końcu pogrążyłam się w całkowitych ciemnościach…

< Reker? ;3 znajdziesz ją z Maksem jak będziecie przechodzić? Alkatras was powiadomi dziwnym zachowaniem? Xdd >

od Rekera cd. Irmy

- No wreszcie was znalazłem! - odezwał się wujek wchodząc szybko na salę przez co Irma się wzdrygnęła, lecz ja dzięki temu, że trochę przespałem odzyskałem ciutkę swoich sił więc nie pozwoliłem jej uciec oraz posłałem jej spokojne spojrzenie.
- Wujek piekło się nie spaliło - stwierdziłem z westchnieniem gdy usiadł na krześle po mojej prawej stronie. Cały czas trzymałem niebieskooką za rękę, gdyż tak no czułem się chyba bezpieczniej i stawałem się bardziej pewny siebie!
- Może i się nie spaliło, ale was szukałem jak głupi - stwierdził z westchnieniem rozkładając się na krześle jakby całą drogę szedł z buta - Alkatras zaliczony, jest w mojej stadninie! Jeszcze tylko wzniesienie wniosku o zakaz zbliżania się i finito - stwierdził przeczesując swoje włosy przy czym zamknął na chwilę oczy. Z tego co widziałem kontem oka to dziewczyna strasznie się ucieszyła chodź starała się to ukryć co wywołało u mnie mały uśmieszek, ale od razu wróciłem do mężczyzny.
- To był on - stwierdziłem nagle na co stety bądź niestety skinął głową - Nawet tutaj chce mnie dopaść - dodałem spoglądając na białą niczym śnieg kołdrę.
- Nie martw się młody! Coś poradzimy! Nie dopadnie cię... Nie pozwolę na to... - powiedział oraz pogłaskał mnie jak małe dziecko po głowie.
- Dzięki - westchnąłem i spojrzałem na Irmę, której posłałem ciepły uśmiech.
- No dobrze a teraz mam sprawę do ciebie Irmo - zaczął i spojrzał na dziewczynę, która raczej nie ufała mojemu wujkowi - Pewnie Reker ci już mówił, ale zabrałem Blue ze schroniska, tak jak wspominałem mam Alkatrasa i wszystko ci oddam. Jeśli się zgodzisz wniosę wniosek o zakaz zbliżania się opiekunów do ciebie oraz twojej siostry, którą zabiorę do siebie. Mam dużą posiadłość więc problemów mi to nie zrobi a ja dziećmi lubię się zajmować - uśmiechnął się pod nosem - No i zajmę się też tobą. Przyśle ci tam pieniądze tak samo jak Rekerowi, bo na kryzys nie narzekam - dodał jeszcze a w tym czasie przyszedł do mnie sms dlatego sięgnąłem po telefon. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to numer nieznany dlatego zmarszczyłem brwi i odblokowując telefon zacząłem czytać treść, która mnie przeraziła na tyle, że telefon wypadł mi z rąk. "Zemsta jest słodka a to dopiero początek zabawy. Ranna sarenka tak łatwo nam nie ucieknie. Pożałujesz bachorze za zniszczenie tradycji i pozbawienie mnie pracy" - przeczytałem na wyświetlaczu zanim wypadł mi telefon. Bałem się.... Tak bardzo się bałem....


>Irmaa? :3 <

od Irmy cd. Rekera

Godziny dłużyły mi się niemiłosiernie! Reker był długo nieprzytomny, a ja właściwie wierciłam się co po chwilę na krześle i myślałam że oszaleję z nerwów! Z tego wszystkiego znowu połknęłam parę uspokajających, jeszcze przez mojego byłego psychiatrę, który wyrywał mnie z depresji i w ogóle miałam tam różne załamania psychiczne wiecie kiedy… Cóż! Leki mi zostały bo nie zawsze je brałam i w takiej ilości jakie mi kazał, więc teraz je mam. Wracając jednak do tematu, to Reker zaczął się dopiero przebudzać około godziny 22, a ja widząc jak mruży słabe oczy, ścisnęłam lekko jego rękę, żeby my pokazać że jestem tu cały czas przy nim. A kiedy powiedział mi te dziwne dla mnie rzeczy że niby ten jego wujek Maks by nas przygarnął, no dziwnie mi było ale i też miło! W dodatku moja suczka Blue była uratowana! „Jeszcze tylko Alkatras” - pomyślałam.
- Mi Ciebie też brakowało – powiedziałam i tym razem ja go pocałowałam – Nie przemęczaj się! - dodałam głaszcząc go po głowie, na co przymknął zmęczone oczy, a po chwili znowu zasnął.
**
Całą noc czuwałam i właściwie to byłam na kawie przez cały czas, odkąd Reker trafił do szpitala. Reker miał jakieś podobno komplikacje i był na sali operacyjnej drugi raz i niedawno go właśnie przywieźli, lecz żadnego kontaktu z nim nie było, gdyż był zbyt słaby… Pielęgniarki co 4 godziny zmieniały mu opatrunki, oraz podłączano nowe kroplówki, a monitor EKG co po chwilę pikał i mierzył puls Rekera. No czasami mnie denerwowało to pikanie, lecz teraz tak się do tego przyzwyczaiłam że właściwie czułam się jakbym była w jakimś transie czy coś! Cały czas martwiłam się bardzo o niego, lecz kawa i adrenalina nie pozwalały mi zasnąć, tak więc w ogóle nie spałam, tylko gapiłam się albo na nieprzytomnego chłopaka, albo na panoramę miasta. Zastanawiałam się po co moi „super” rodzice adopcyjni mnie wzięli wraz z Tiją. Nie mogli mieć własnych dzieci, ale szczerze mówią to i dobrze, bo na rodziców nigdy się nie nadawali! Nigdy ich w domu nie było, a jak byli to zawsze coś im nie pasowało… Szczerze mówiąc to sam Bóg ich chyba pokarał za to że dzieci mieć nie mogą, albo postanowił nie dawać im dzieci żeby je ochronić przed takimi idiotami! No mówię wam masakra! „Mamo, tato ja tak za wami tęsknię...” - przeszło mi przez myśl, przez co westchnęłam smutno. Kochałam biologicznych rodziców, a oni mnie i siostrę. Żyliśmy jak każda szczęśliwa rodzina, lecz niestety tamtego dnia musieliśmy gdzieś jechać… Nie pamiętam już gdzie, ale w sumie i tak nawet gdybyśmy nie jechali, to prędzej czy później by nas zabili… Teraz polują na nas nawet tu, w Stanach Zjednoczonych, gdzie Polska jest przecież bardzo daleko! Mniejsza… Może jednak rodzice nas nie kochali? Sama już nie wiem co myśleć! Czuje się taka zagubiona i opuszczona przez wszystkich… Co jeśli Reker też mnie zrani i zostawi jak nic niewartego śmiecia? Po śmierci rodziców, nie potrafię sobie ułożyć życia i ciągle się czuję jakbym zawadzała całemu światu! Ciągle czuje ten chłód. Chłód, który miną na chwilkę, kiedy Reker mnie tamtej nocy przytulił po pocałunku, a tak znowu czułam się jakbym była zbędnym elementem układanki. Nie potrafiłam sobie ułożyć życia. Straciłam Alkatrasa, Blue może bardzo polubi tego całego wujka Rekera, a on mnie zostawi i z siostrą znowu zostaniemy same. Nikt nas nie chce i taka jest prawda, bo przecież po co przygarniać sieroty? Obce bachory, które „pewnie” i tak wyrosną na dziadostwo? Tak większość ludzi niestety uważa… A ten cały Maks pewnie żartował… Już nie wierzę w żadne słowa obcych ludzi! Czy wierzę Rekerowi? Mam mętlik w głowie! Poczułam że po policzkach spłynęły mi łzy. „Mogłam zginąć z rodzicami” - pomyślałam załamana. I tak cały dzień kolejny zleciał mi nad smutnymi myślami oraz moimi „filozoficznymi” podejściami do życia, ale załamka była nadal niezła. Reker tym razem przespał cały dzień i noc, a ja po raz kolejny nie spałam, tylko piłam kawę, nic nie jedząc, gdyż każdy możliwy pokarm nie chciał mi przechodzić przez gardło.
**
Następnego dnia o godzinie 9 rano, Reker zaczął się znowu przebudzać, lecz jeśli mam być szczera, to wyglądał o niebo lepiej niż trzy dni temu! A kiedy jęknął cicho, wiedziałam ze to znak iż zaraz wróci mu pełna świadomość. Byłam wyczerpana, a właściwie to ledwie żywa, ale to nie pierwszy, ani nie ostatni raz kiedy nic przez kilka dni nie jem albo żyję tylko na samej kawie… Kiedy Reker otworzył oczy, uśmiechnęłam się radośnie, a on posłał mi już bardziej energiczny uśmiech.
- Jak się czujesz? - spytałam z troską.
- Lepiej niż wcześniej – westchnął – Ile spałem? - spytał.
- Cały jeden dłuuuugi dzień i noc – rzekłam spokojnie.
- Gdzie wujek Maks? - spytał.
- Nie było go tu… Starałam się zatrzeć wszystkie ślady jak na razie żebyś był bezpieczny – powiedziałam cicho i niepewnie, a wtedy usłyszałam za sobą głos owego wujka Rekera, Maksa.

< Reker? ;3 >

sobota, 17 czerwca 2017

od Rekera cd. Irmy

Czułem jakby ktoś mi nos rozwalił na milion kawałeczków a głowa to już była totalna masakra! Gdy tylko doznałem przebłysków świadomości poczułem jak coś futrzastego leży mi na brzuchu więc zacząłem zmuszać się by otworzyć oczy co wiązało się z cichymi jękami, ale w końcu mi się udało. Najpierw w oczy rzucił mi się zadowolony Lord, który leżał mi łebkiem na brzuchu oraz pacał radośnie ogonem o łóżko a dopiero później trafiłem na zmartwioną, ale też szczęśliwą twarz wujka Maksa.
- Reker! Nie strasz mnie już tak więcej - wypalił po chwili siadając na łóżku przez co zorientowałem się dopiero teraz, że jestem w Akademii...
- Wujek to był tylko odpoczynek! Nie uciekłem ci na wieki - stwierdziłem podrywając się do siadu co było złym zagraniem, gdyż od razu opadłem plecami na łóżko z powodu wirującego świata dookoła mnie.
- Leż! Musiałeś podejść pod te drzwi? - westchnął na co przewróciłem oczami.
- Gdzie Irma? - zapytałem nagle przez co popatrzył chwilowo na drzwi jakby chciał się upewnić czy nikt tam nie stoi.
- Jest w bezpiecznym miejscu - odpowiedział mi po chwili przez co zmarszczyłem brwi.
- Czyli w swoim pokoju? - próbowałem zgadnąć jej lokalizację na co pokręcił przecząco głową.
- Nie... Irma uciekła - rzekł a ja aż pobladłem.
- Co?! Nie możliwe! Gdzie?! Kiedy?! Jak?! - wykrzyczałem a ten od razu mnie uciszył. Lord zastrzygł uszami nie wiedząc o co chodzi, ale widząc, że nic mi nie zagraża wrócił dalej do leniuchowania.
- Spokojnie! Mówię ci, że jest w bezpiecznym miejscu - westchnął - Jej rodzice adopcyjni byli niezadowoleni z tego, że zrobiliście sobie mały wypad na miasto więc odebrali jej Alkatrasa i Blue czyli jej suczkę. Zablokowali też jej telefon i zamrozili konto bankowe... - wyjaśnił a ja spojrzałem na niego zdziwionym wzrokiem - Idioci... - warknął jeszcze zły.
- Czyli to nie są jej prawdziwi rodzice? Znajdź ją! Proszę! - mówiłem przejęty miętosząc w palcach kołdrę.
- Tak jej prawdziwi rodzice zginęli w wypadku... Szukam jej chłopie! Tylko jest wyszkolona przez program ochrony świadków i trochę mi to zajmie. Blue już znalazłem i jest u mnie w hotelu a Alkatrasa ciągle też szukam. Ponoć sprzedali go do Europy, ale mam kontakty więc powinno pójść gładko - wyjaśnił na co pokiwałem od razu twierdząco głową.
- Chol**y jedne! - warknąłem krzyżując ręce na piersi.
- Spokojnie młody nie takich już na rynku niszczyłem więc jak fikać będą to się skończy zabawa - westchnął - Jak znajdziemy Irmę to pogadamy o wzniesieniu zakazu zbliżania się. Z tego co słyszałem ma też siostrę więc może bym ją im odebrał jeśli Irma by się zgodziła i zamieszkałaby ze mną - dodał a ja popatrzyłem na niego zdziwiony.
- Na prawdę byś to zrobił? - upewniałem się na co pokiwał twierdząco głową.
- A teraz spać, bo jak trup wyglądasz! - rozkazał a ja mruknąłem niezadowolony.
- Nie chce - stwierdziłem drapiąc Lorda za uchem przez co pacnął kilka razy ogonem o łóżko.
- To chociaż odpocznij - westchnął - Pójdę ci po kolację - dodał i zniknął za drzwiami. Zerknąłem na wyświetlacz telefonu gdzie pokazywała się godzina 17:45... Martwiłem się o niebieskooką jak nigdy! Byłem wściekły na tych jej opiekunów, bo jak coś takiego można zrobić?! Przecież my nie uciekliśmy na drugi koniec świata tylko poszliśmy odpocząć w centrum! "Czy tylko wujek Mkas jest normalny?" - pomyślałem zirytowany. Później zjadłem kolację i przyszedł do mnie sms od Irmy o tym, że jest w bezpiecznym miejscu. Muszę się przyznać, że tęskniłem jak diabli... Brakowało mi jej i to bardzo, bardzo...
*****
Następnego dnia obudziłem się koło godziny dziewiątej. Byłem taki bez życia, że śniadanie nawet mi ciężko przez gardło przechodziło. Wujek Maks widząc to wszystko zaciągnął mnie jakoś na otwarty parkur gdzie czekał już osiodłany Arrow, który jak zwykle się ze mną przywitał a widząc, że jest coś nie tak przytulił się dlatego podrapałem go za uchem dzięki czemu zadowolony przymknął oczy. Później wskoczyłem na jego grzbiet i zmierzyłem przeszkody wzrokiem.
- No to pokaż mi co umiesz - zaśmiał się wujek opierając o balustrady. Nie czekając dłużej najechałem na pierwszą przeszkodę, którą gładko przeskoczyłem co wiązało się z oklaskami wujka.
https://68.media.tumblr.com/79640ef9bfee4031b4858dc2ac832a71/tumblr_ojmdheRXPS1v91blso1_400.gif
Później przeskoczyłem jeszcze parę przeszkód, które również gładko poszły, lecz ten dzień nie mógł się ładnie zacząć i skończyć. Kiedy najeżdżałem na jedną z ostatnich i wysokich przeszkód usłyszałem cichy szelest a gdy znalazłem się w powietrzu poczułem rozrywający ból w klatce piersiowej. Arrow strasznie się spłoszył dlatego wierzgnął i niestety noga utknęła mi w strzemieniu! Ból był potworny a koń, który spanikowany przeciągnął mnie po połowie parkuru nabawił mnie też innych ran. W końcu nie mogąc wytrzymać straciłem przytomność, ale zanim to nastało zdołałem dotknąć rany gdzie znajdował się pocisk... snajperski... "Michael" - pomyślałem i straciłem kontakt z rzeczywistością.
*****
Kiedy się obudziłem przywitała mnie ciemność. Miałem podłączone jakieś kroplówki no i monitor EKG które tym swoim piszczeniem zaczynał mnie wnerwiać. Nie miałem siły wstać... Jakoś rozejrzałem się po pomieszczeniu i... i... zobaczyłem siedzącą na krześle Irmę! Od razu się do niej uśmiechnąłem chodź było to dla mnie nie lada wyzwanie.
- Irma - powiedziałem jej imię oraz ścisnąłem słabo jej rękę - Gdzie ja jestem? - dodałem słabym tonem głosu.
- Obudziłeś się - rzekła z ulgą - W Los Angeles! Tu będziesz bezpieczny - stwierdziła a ja przekręciłem ostrożnie głowę.
- Wujek wie? Słyszałem czemu uciekłaś... Mój wujek powiedział, że wykupi Alkatrasa a Blue już ma... Chce wznieść zakaz zbliżania się opiekunów do ciebie i... i... - musiałem wziąć większy wdech - Powiedział, że może się zajść twoją siostrą - dodałem oddychając szybciej co było dla mnie niesamowicie męczące - Tęskniłem... martwiłem się... - jęknąłem jeszcze.

< Irma? :3>

od Irmy cd. Rekera

Nie mogłam uwierzyć że Reker mnie podglądał! A właściwie to.. o bosz! On mnie musiał trochę powycierać żeby mnie na łóżku położyć! O bosz…. O bosz!!! Nie no nie powiem, byłam troszkę zła na Rekera no i zawstydzona na maksa! Że też ja znowu musiałam zasnąć w tej cholernej wannie! Jakoś mnie tam udobruchał i zjedliśmy to śniadanie, lecz po nim… Przyszedł ten cały wujek Rekera i przez przypadek walnął go drzwiami, a ten stracił przytomność upadając na podłogę z hukiem! No… Bałam się straszliwie jego wujka, więc gdy tylko go zobaczyłam, zbladłam gorzej niż ściana i po Irmie! Objęcia morfeusza i rozbity łeb…
**
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam że jestem… W moim pokoju w akademii! „Co jest grane?!” pomyślałam spanikowana i otworzyłam szerzej przerażone czy, a wtedy zorientowałam się że mam biały bandaż na głowie oraz jest przy mnie koleżanka…
- Obudziłaś się wreszcie… - szepnęła, ale po jej minie wiedziałam że coś się stało…
- Rita to się dzieje?! - spytałam od razu podrywając się – Co z Alkatrasem!? - spytałam spanikowana, a serce mi przyspieszyło na najwyższe obroty.
- No…. Tak jakby…. - nie wiedziała czy mi powiedzieć.
- Rita gadaj rzesz! - niemalże krzyknęłam i dopiero teraz spostrzegłam że jest noc.
- Twoim no… adopcyjni rodzice go sprzedali za karę że uciekłaś… - szepnęłam smutno i niepewnie – Słyszałam że wywieziono go do Europy ale do jakiego kraju nie wiem… Alkatras zdziczał przy nich – dodała, a we mnie najpierw wstąpił szok, a następne się rozryczałam!
- Nie mogli tego zrobić!!! - prawie krzyknęłam załamana płacząc.
- Przykro mi ale nie tylko ja to przez przypadek słyszałam… - szepnęła znowu, głaszcząc mnie po plecach dla otuchy, lecz to nic nie dawało. Wtedy się poderwałam i chciałam zadzwonić do Rekera bo był jedną osobą która przyszła mi na myśl, lecz się okazało że też zablokowali mi telefon i nie mogłam nigdzie dzwonić! Miarka się wtedy przebrała! Sprzedali mi mojego ukochanego konia! Alkatras był rodziną i w jakimś stopniu zastępował mi pustkę po rodzicach…
- Irma… Blue… Też zabrali… Schronisko… - dodała, a ja aż wypuściłam szklankę, która roztrzaskała się w drobny mak i zacisnęłam ręce w pięści ze złości ale i też rozpaczy, gdyż poczułam się jakby wszystko na czym mi zależało, zostało odebrane, jakby ktoś wyrwał mi serce! Spakowałam do swojego plecaka portfel, karty kredytowe, a ze starego telefonu zapisałam na kartce numer koleżanki Rekera oraz włożyłam ją sobie do kieszeni zapinaną na zamek.
- Irma co robisz?! - spytała przestraszona.
- Uciekam i już nigdy nie wrócę! Mam dość! Pieniądze mam więc mogą się wypchać! - warknęłam zła.
- Ale… - zaczęła ale jej przerwałam.
- Mam dość! Nienawidzę ich odkąd ich zobaczyłam! Nienawidzę ich i oby zdechli! - warczałam wściekle, choć łzy leciały mi z oczu, a serce zdawało się krwawić z bólu. Zarzuciłam sobie plecak na plecy, pożegnałam się z koleżanką, która obiecała mi ze nikomu nie piśnie że uciekłam tylko sami mają się dowiedzieć i wyskoczyłam. Z akademii nie było się wcale trudno wydostać, a nocny autobus zabrał mnie do miasta, gdzie za pomocą szkolenia które kiedyś odbyłam, czyli dzięki programowi ochrony świadków, zniknęłam wtapiając się w otoczenie tak, że w ogóle nie było mnie widać czy nie można było mnie rozpoznać. Załatwiłam sobie nowy telefon na kartę z nowym numerem tel. bo stary telefon mi zablokowali więc wrzuciłam go pod ciężarówkę ze złości… „I dobrze! Niech myślą że nie żyję!” pomyślałam i dopiero w jakimś kolejnym, strasznie drogim hotelu, tyle że zapisałam się na nie swoje imię oraz nazwisko, bo po prostu zmyśliłam, tak jak mnie tego uczono. Weszłam do swojego apartamentu gdzie zobaczyłam pięknie urządzone wnętrza.
 Byłam zachwycona! „Nareszcie się od nich uwolniłam!” pomyślałam ale zaraz uderzyła we mnie fala smutku, że straciłam Alkatrasa i Blue… Rozpłakałam się znowu, lecz tym razem jakoś usiadłam na łóżku, wyjęłam karteczkę na której sobie zapisałam numer Rekera oraz przyjaciółki i napisałam oczywiście do Rekera sms.
„To ja...Jestem w bezpiecznym miejscu”.
Napisałam tylko tyle, bo właściwie to przecież dal niego nic i tak nie znaczę, tak jak dla całego świata! Alkatras został mi odebrany, stary telefon rozjechała ciężarówka ale nie było mi szkoda, bo i tak był zablokowany na amen z dzwonieniem i niemasowanie, a z „nowym” telefonem, który nie był aż tak zaawansowany, lecz nie mógł mnie nikt namierzyć przez głupi nadajnik GPS. Sprawdziłam na nowym telefonie stan konta mojego i wyło na nim mnóstwo kasy. I tak! To te konto moje własne, które sobie sama założyłam, a te głupki o nim nie widziały i zamroziły mi puste konto… Kiedy się wykąpałam jakoś, wzięłam silne leki uspokajające, zasnęłam w końcu.
**
Następnego ranka, około godziny 13 napisałam sms do przyjaciółki jak w akademii, a ta napisała mi że Rekera postrzelono i trafił do szpitala! Zdenerwowałam się nie na żarty! Obdzwoniłam szybko szpitale, podając się za jego siostrę przyrodnią i dowiedziałam się gdzie jest… Szybko jakoś znalazłam dobrych ludzi, którzy zabrali Rekera ze szpitala w Wirginii do stanu Kalifornia do miasta Los Angeles, gdzie mają najlepszy szpital. Był nieprzytomny i tuż po operacji ale jakoś udało się go tam przetransportować samolotem specjalnym. Ja sama szybko się wymeldowałam i pojechałam taksówką na lotnisko, gdzie poleciałam do Rekera. Podróż była długa… No nie powiem to 7 godzin lotu jakieś! No ale kto powiedział że nie można wynająć sobie odrzutowca? Dzięki temu dotarłam kilka godzin wcześniej do szpitala, gdzie przebywał Reker, a po daniu „łapówki” dostał prywatną salę oraz siedziałam przy nim cały czas, martwiąc się o niego. Wiedziałam że jeśli ktoś go postrzelił, to jego zabójcy czyhali by na nim w szpitalu by go dobić… A ja nie zamierzałam do tego dopuścić!

< Reker? ;3 >

od Rekera cd. Irmy

Po kolejnym dniu pełnym wrażeń znowu przyszedł czas na bardzo drogi hotel gdzie mieliśmy spędzić dzisiejszą noc. Tak dobrze zgadaliście znowu wzięliśmy jeden pokój z łóżkiem małżeńskim, ale żadne z nas nie sprzeciwiało się woli drugiego. Pokój i łazienka były wielkimi pomieszczeniami no i muszę przyznać, że przypadły mi do gustu i to bardzo!
 - Reker? - zaczęła.
- Hm? - spytałem tylko.
- Jesteś wariat! - stwierdziła na co się zaśmiałem - Mówię serio! Wydałeś w sumie przeze mnie wydałeś jakiś milion trzysta sześćdziesiąt dziewięć tysięcy! - powiedziała nieco przestraszona – Oddam Ci… - szepnęła cicho jak myszka pod miotłom.
- Irma nie oddawaj! Nie chce od ciebie ani grosza! - rzekłem z uśmiechem przeczesując prawą ręką swoje włosy.
- Ale... - nie zdążyła dokończyć, gdyż położyłem jej palec wskazujący na ustach.
- Żadnych "ale"! To dla mnie przyjemność, że mogę wydać na ciebie pieniądze - stwierdziłem na co spuściła głowę.
- Czuję się z tym dziwnie - westchnęła patrząc na błyszczącą podłogę.
- Irmo - rzekłem jej imię, lecz nie zareagowała dlatego do niej podszedłem - Irmo ja lubię wydawać pieniądze na naszą dwójkę - powiedziałem i wziąłem ją na ręce w stylu panny młodej oraz zacząłem kierować się w stronę balkonu.
- Co ty robisz? - spięła się bardzo przez co posłałem jej uśmiech oraz szybko postawiłem na ziemi a sam oparłem się rękami o balustradę balkonu.
- Gwiazdy - odpowiedziałem jej zadzierając głowę do góry by spojrzeć na migoczące, złote punkty na niebie. Niebieskooka zrobiła po chwili to samo. Trwaliśmy tak może z pięć minut aż w końcu westchnąłem - Są piękne - stwierdziłem - Dawno ich nie widziałem - dodałem jeszcze nie odrywając od nich wzroku.
- Ja tak samo - odparła a ja zacisnąłem ręce bardziej na balustradzie balkonu i spojrzałem jej w oczy tak samo jak ona mi. Uśmiechnąłem się do niej łagodnie i... i... i... ją pocałowałem! Myślałem, że zaraz w pysk od niej dostanę, ale ona odwzajemniła pocałunek i na dodatek położyła ręce na mojej twarzy.



 Kiedy w końcu jakoś się od siebie oderwaliśmy popatrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem, lecz żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Po chwili rozsiadłem się w czarnym fotelu balkonowym oraz wziąłem ją na kolana przytulając ją do siebie. Tak właściwie nie wiedziałem co się działo, ale najważniejsze było to iż Irmusi się podobało! Zaraz co? A mniejsza... Przesiedzieliśmy chyba tak z 25 minut aż w końcu poczuliśmy jak uderza w nas zimno nocy.
- Chyba czas wejść do środka - stwierdziłem odzywając się jako pierwszy na co skinęła głową i chyba niechętnie zeszła mi z kolan. Sam szybko też wtargnąłem do środka oraz zamknąłem okno by w pomieszczeniu zrobiło się cieplej - Zamówię kolację, co by pani chciała? - zapytałem sięgając po menu.
- To co pan - odpowiedziała mi i zniknęła w łazience przez co się uśmiechnąłem i zacząłem czytać wszelakie nazwy jedzenia jakie moglibyśmy dzisiaj zjeść. W końcu po pięciu minutach zdecydowałem się na makaron z sosem serowym. Wszystko szybko zamówiłem oraz położyłem się na łóżku zaczynając czekać na posiłek i Irmusię. Jedzonko przyszło po 30 minutach a po dziewczynie ani śladu! Odczekałem jeszcze z 15 minut i zmartwiony zajrzałem przez lekko uchylone dzięki sobie drzwi do łazienki. Jak się okazało dziewczyna znowu zasnęła w wanie przez co śmiać mi się chciało! Po cichu zamknąłem drzwi i do niej podszedłem. No piana trochę opadła i mogłem się trochę napatrzeć na jej kobiece kształty... No co facet jestem! Każdy by na moim miejscu tak zrobił! Kiedy stwierdziłem, że mi wystarczy, trzasnąłem się lekko w policzek oraz zabrałem ręcznik, którym ją owinąłem oraz wyszedłem z łazienki. Widząc, iż raczej nic jej nie ruszy, położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą a po zjedzonej kolacji sam poszedłem w jej ślady.
****
Rano znowu obudziliśmy się wtuleni w siebie co nam jakoś specjalnie nie przeszkadzało, ale największa "jazda" była wtedy kiedy Irmusia zorientowała się, że jest w samym ręczniku.
- Reker ty zboczuchu! - krzyknęła chowając się pod kołdrę na co się zaśmiałem.
- Irmuś daj spokój! - odparłem przez co na mnie zamruczała groźnie - No dobra zamknę oczy a ty pójdziesz się ubrać - westchnąłem i to zrobiłem a ona niczym torpeda wystrzeliła do łazienki oraz z hukiem zamknęła drzwi. Ja w tym czasie zamówiłem nam śniadanie w postaci jajecznicy i kanapek z serem białym i szczypiorkiem. Jakoś udobruchałem Irmusię by się na mnie nie gniewała choć z początku było ciężko, lecz jednak się udało! Po zjedzonym śniadanku chcieliśmy zostać jeszcze trochę w hotelu, lecz ktoś nagle zapukał do drzwi. Z początku myślałem, że to obsługa hotelowa więc już miałem im otworzyć, ale nagle bum! Ktoś przywalił mi z drzwi w łeb i straciłem przytomność! Piękny początek dnia normalnie!

<Irma? :3 Reker nieprzytomny xd>