Odjechałam kłusem w stronę lasu, wściekła jak osa. On NIE będzie MI mówił co mam robić. Poćwiczyłam z North ustępowanie od łydki i inne takie a potem po prostu galopowałam z nią. Klacz nagle prychnęła i zarzuciła łbem, momentalnie się spięłam ale po chwili się rozluźniłam.
-To tylko Tene i... -nie dokończyłam, po prostu byłam zbyt wściekła by odpowiedzieć! To rude coś. Cassandra albo raczej Kaszanka. XD
-Co ty tu robisz?- usłyszałam jej głos, chciałam jej odszczeknąć wystarczająco chamsko ale nie zrobiłam tego.
-Ćwiczę. Przed zawodami.
-Nie wiem czy zrozumiałaś przekaz "mamy się pogodzić" - powiedziała trochę cieplej- Vika... -dodała.
-A co mi to da? - w pewnym momencie koń Kaszanki parsknął w stronę North, która po "treningu" z Aleu wciąż się tego bała, odskoczyła panicznie w bok. Chwyciłam się jej grzywy by nie spaść. Spojrzałam na Kaszankę i zauważyłam jej spojrzenie
-Nie umiemy jeździć? To czemu jesteś w Dressage Academy? - nie wytrzymałam.
-A czemu TY tu JESTEŚ?! a wiesz co?! Może do cholery pogadaj z Aleu! Ona jest tak samo psychiczna jak ten twój koń!
>Cass? Sry za to :c<
czwartek, 5 stycznia 2017
od Rusha cd. Viktorii
Gdy Tori uprzednio wyprowadzając North wyszła na zewnątrz wywróciłem oczami:
- Posłuchaj Cass, nie mogę z wami wytrzymać- zaśmiałem się pod nosem a moja siostra "uderzyła" mnie łokciem w brzuch robiąc przy tym dziwną minę
- Jesteś wredny- wydęła wargę i poprawiła swoje rude, a wręcz pomarańczowe włosy
- Jedna gada na drugą, druga na tę pierwszą i tak w kółko... Musicie zawrzeć rozejm- powiedziałem zupełnie poważnie na co Cassie zakrztusiła się powietrzem
- Ona mnie nienawidzi, wyobrażasz to sobie?- niemal krzyknęła opierając się o boks Iratze, westchnąłem
- A ty?- zmierzyłem ją wzrokiem- Z tego co mi się wydaje wina jest obustronna- podsumowałem i wyszedłem na zewnątrz z zamiarem przyprowadzenia Sil'a z pastwiska
Po drodze zauważyłem Tori ćwiczącą z North... o ile można by to tak nazwać. Skrzywiłem się, gdy po skoku dziewczyna wylądowała niemal na szyi karej klaczy i pokręciłem głową. Przez chwilę spoglądałem też na ich układ z ujeżdżenia, wyglądał już nieco lepiej...
W pewnej chwili dziewczyna posłała mi zdziwione spojrzenie i zastygła w bezruchu
- Nie powinnaś zaczynać od tak wysoko wystawionych poprzeczek- podsumowałem opierając się o drewniane ogrodzenie- miałaś trochę przerwy, trzeba do tego podejść stopniowo- dodałem i podszedłem w jej stronę
- Wielki znawca- prychnęła, wydawało mi się że zrobiła to żartobliwie, więc posłałem jej uśmiech- Poćwiczymy trochę razem?- zapytała gładząc klacz po szyi, skinąłem głową
- Ale na początku masz pogodzić się z Cass- mruknąłem spokojnie, wiedząc że dziewczyna "wybuchnie"
Tori wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia i już miała coś krzyknąć, ale zdążyłem ją uprzedzić
- Albo przestaniecie się na siebie drzeć, albo udaję że was nie znam. Mam dość tego, że jedna skarży mi się na drugą- zacząłem nie znosząc jej sprzeciwów- Ciebie mam za przyjaciółkę, a ona jest moją siostrą. Nie mam nikogo prócz niej- dokończyłem i usłyszałem niemiłe prychnięcie
Chwilę później zobaczyłem jak Tori wściekła kłusuje w kierunku lasu, chyba mój pomysł nie przypadł jej do gustu, jęknąłem pod nosem. Nie odpuszczę- postanowiłem i ruszyłem po siwka...
> Tori? Cóż ty poczniesz? xD<
- Posłuchaj Cass, nie mogę z wami wytrzymać- zaśmiałem się pod nosem a moja siostra "uderzyła" mnie łokciem w brzuch robiąc przy tym dziwną minę
- Jesteś wredny- wydęła wargę i poprawiła swoje rude, a wręcz pomarańczowe włosy
- Jedna gada na drugą, druga na tę pierwszą i tak w kółko... Musicie zawrzeć rozejm- powiedziałem zupełnie poważnie na co Cassie zakrztusiła się powietrzem
- Ona mnie nienawidzi, wyobrażasz to sobie?- niemal krzyknęła opierając się o boks Iratze, westchnąłem
- A ty?- zmierzyłem ją wzrokiem- Z tego co mi się wydaje wina jest obustronna- podsumowałem i wyszedłem na zewnątrz z zamiarem przyprowadzenia Sil'a z pastwiska
Po drodze zauważyłem Tori ćwiczącą z North... o ile można by to tak nazwać. Skrzywiłem się, gdy po skoku dziewczyna wylądowała niemal na szyi karej klaczy i pokręciłem głową. Przez chwilę spoglądałem też na ich układ z ujeżdżenia, wyglądał już nieco lepiej...
W pewnej chwili dziewczyna posłała mi zdziwione spojrzenie i zastygła w bezruchu
- Nie powinnaś zaczynać od tak wysoko wystawionych poprzeczek- podsumowałem opierając się o drewniane ogrodzenie- miałaś trochę przerwy, trzeba do tego podejść stopniowo- dodałem i podszedłem w jej stronę
- Wielki znawca- prychnęła, wydawało mi się że zrobiła to żartobliwie, więc posłałem jej uśmiech- Poćwiczymy trochę razem?- zapytała gładząc klacz po szyi, skinąłem głową
- Ale na początku masz pogodzić się z Cass- mruknąłem spokojnie, wiedząc że dziewczyna "wybuchnie"
Tori wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia i już miała coś krzyknąć, ale zdążyłem ją uprzedzić
- Albo przestaniecie się na siebie drzeć, albo udaję że was nie znam. Mam dość tego, że jedna skarży mi się na drugą- zacząłem nie znosząc jej sprzeciwów- Ciebie mam za przyjaciółkę, a ona jest moją siostrą. Nie mam nikogo prócz niej- dokończyłem i usłyszałem niemiłe prychnięcie
Chwilę później zobaczyłem jak Tori wściekła kłusuje w kierunku lasu, chyba mój pomysł nie przypadł jej do gustu, jęknąłem pod nosem. Nie odpuszczę- postanowiłem i ruszyłem po siwka...
> Tori? Cóż ty poczniesz? xD<
środa, 4 stycznia 2017
od Triss (ogarniecie systemu)
Szybko ubrałam się, nakarmiłam Axela i postanowiłam, że wypuszczę go na dwór. Zanim jednak to zrobiłam przećwiczyłam z nim różne komendy, na które reagował idealnie. Pogłaskałam go z entuzjazmem i wypuściłam, po czym ruszyłam w kierunku stajni.
Weszłam do boksu Amora, który przywitał mnie stanięciem dęba.
- Też się cieszę, że cię widzę.- mruknęłam i założyłam mu kantar, po czym wyprowadziłam go.- Dzisiaj potrenujemy do zawodów… sami. Vika chyba trenuje teraz z Rushem.
Z zadowoleniem patrzyłam, jak podczas czyszczenia grzecznie stoi.
- No, mamy postępy!- poklepałam go po szyi i nagrodziłam kawałkiem marchewki.
Wyczyściłam go całego i z satysfakcją przejechałam ręką po czyściutkim łbie, na co zareagował odrzuceniem głowy do tyłu.
- Już dobrze…- szepnęłam.- Już nikt cię nie uderzy… obiecuję.
Otrząsnęłam się i narzuciłam na grzbiet konia ciemno-turkusowy czaprak, a po nim siodło. Szybko założyłam mu ogłowie, odpięłam kantar i wsiadłam na niego, co skwitował potężnym bryknięciem.
- Wariacie…- westchnęłam, po czym cmoknęłam.
Amor ruszył szybkim stępem, a ja wstrzymywałam go lekko, aby nie kłusował.
Skierowałam się w stronę toru crossowego. Nikogo tam nie było, tym lepiej. Po kilku minutach ścisnęłam boki konia łydkami, a on stanął dęba i zagalopował.
- Prr…- powiedziałam cicho, odchyliłam się do tyłu i ściągnęłam wodze.
Koń zwolnił, ale zamachał łbem. Usiadłam głęboko w siodle, na co parsknął i strzelił z zadu. Po czasie jednak skupił się i jakby spoważniał… na chwilę, ale zawsze coś. Pochwaliłam go i przeszłam do galopu. Chwilę później najechałam na pierwszą przeszkodę- niską kłodę. Skoczył bezbłędnie, z dużym zapasem, po skoku szarpnął łbem i zaczął brykać. Przylgnęłam do siodła i ściągnęłam wodze. Skierowałam go na kolejną kłodę. Tuż przed nią cmoknęłam, a Amor odbił się od ziemi i oddał skok. Pochwaliłam konia i przeszłam na chwilę do stępa.
- Pojedziemy cały tor, co ty na to?- poklepałam go po szyi.
Stanął nisko dęba i przeszedł do galopu. Naprowadziłam go na tor, po każdej przeszkodzie coraz bardziej się rozpędzał. Po chwili już cwałowaliśmy. Przy ostatniej „terenówce” strzelił z zadu i wyłamał, a ja w ułamku sekundy przeleciałam przez jego szyję. Moje ciało grzmotnęło o ziemię, mijając przeszkodę o centymetry, nie puściłam jednak wodzy. Przez pierwsze sekundy nie mogłam złapać oddechu, a ogier cofał się tak z przerażeniem. Po chwili podniosłam się bardzo powoli i starałam się uspokoić konia.
-Sppokkojnnie..- trzęsłam się trochę, ale już nic mnie nie bolało.
Podciągnęłam się na strzemieniu i usadowiłam w siodle. Skróciłam lekko wodze i zdecydowanie, aczkolwiek spokojnie wypchnęłam go biodrami do przodu. Podszedł nieufnie do przeszkody, co nagrodziłam pogłaskaniem. Zawróciłam i przejechałam jeszcze raz tor. Tym razem tylko zawahał się, ale skoczył. Widziałam, że jest przepełniony energią, więc ominęłam tor i popędziłam go do cwału. Rozpędził się, a ja mimo wszystko kontrolowałam tępo.
- Dobrze… wystarczy.- powiedziałam po kilku minutach i ściągnęłam lekko wodze.
Amor zaczął brykać, ale wjechałam na koło i uspokoił się. Poskakaliśmy jeszcze trochę.
Kierowałam się już w kierunku stajni. Trening uznałam za udany, ogier był dość grzeczny. Poklepałam go i zsiadłam. Odpięłam popręg, zdjęłam siodło i czaprak. Zapięłam kantar przywiązany uwiązem do boksu na jego szyi, zdjęłam ogłowie i nałożyłam kantar na jego łeb. Wyczyściłam konia, po czym wpuściłam go do boksu.
- Przydałoby się, żeby ktoś ocenił nasz trening, co?- zwróciłam się do Amora.
Nagle usłyszałam kogoś krzyk. Pobiegłam w stronę, z której dochodził dźwięk i zamarłam… Rush trzymał w ramionach krwawiącą Viktorię.
~~~~~~~~~>Nie wiem, chyba to do nikogo… jeśli ktoś chce, może odpisać ^^>~~~~~~
Weszłam do boksu Amora, który przywitał mnie stanięciem dęba.
- Też się cieszę, że cię widzę.- mruknęłam i założyłam mu kantar, po czym wyprowadziłam go.- Dzisiaj potrenujemy do zawodów… sami. Vika chyba trenuje teraz z Rushem.
Z zadowoleniem patrzyłam, jak podczas czyszczenia grzecznie stoi.
- No, mamy postępy!- poklepałam go po szyi i nagrodziłam kawałkiem marchewki.
Wyczyściłam go całego i z satysfakcją przejechałam ręką po czyściutkim łbie, na co zareagował odrzuceniem głowy do tyłu.
- Już dobrze…- szepnęłam.- Już nikt cię nie uderzy… obiecuję.
Otrząsnęłam się i narzuciłam na grzbiet konia ciemno-turkusowy czaprak, a po nim siodło. Szybko założyłam mu ogłowie, odpięłam kantar i wsiadłam na niego, co skwitował potężnym bryknięciem.
- Wariacie…- westchnęłam, po czym cmoknęłam.
Amor ruszył szybkim stępem, a ja wstrzymywałam go lekko, aby nie kłusował.
Skierowałam się w stronę toru crossowego. Nikogo tam nie było, tym lepiej. Po kilku minutach ścisnęłam boki konia łydkami, a on stanął dęba i zagalopował.
- Prr…- powiedziałam cicho, odchyliłam się do tyłu i ściągnęłam wodze.
Koń zwolnił, ale zamachał łbem. Usiadłam głęboko w siodle, na co parsknął i strzelił z zadu. Po czasie jednak skupił się i jakby spoważniał… na chwilę, ale zawsze coś. Pochwaliłam go i przeszłam do galopu. Chwilę później najechałam na pierwszą przeszkodę- niską kłodę. Skoczył bezbłędnie, z dużym zapasem, po skoku szarpnął łbem i zaczął brykać. Przylgnęłam do siodła i ściągnęłam wodze. Skierowałam go na kolejną kłodę. Tuż przed nią cmoknęłam, a Amor odbił się od ziemi i oddał skok. Pochwaliłam konia i przeszłam na chwilę do stępa.
- Pojedziemy cały tor, co ty na to?- poklepałam go po szyi.
Stanął nisko dęba i przeszedł do galopu. Naprowadziłam go na tor, po każdej przeszkodzie coraz bardziej się rozpędzał. Po chwili już cwałowaliśmy. Przy ostatniej „terenówce” strzelił z zadu i wyłamał, a ja w ułamku sekundy przeleciałam przez jego szyję. Moje ciało grzmotnęło o ziemię, mijając przeszkodę o centymetry, nie puściłam jednak wodzy. Przez pierwsze sekundy nie mogłam złapać oddechu, a ogier cofał się tak z przerażeniem. Po chwili podniosłam się bardzo powoli i starałam się uspokoić konia.
-Sppokkojnnie..- trzęsłam się trochę, ale już nic mnie nie bolało.
Podciągnęłam się na strzemieniu i usadowiłam w siodle. Skróciłam lekko wodze i zdecydowanie, aczkolwiek spokojnie wypchnęłam go biodrami do przodu. Podszedł nieufnie do przeszkody, co nagrodziłam pogłaskaniem. Zawróciłam i przejechałam jeszcze raz tor. Tym razem tylko zawahał się, ale skoczył. Widziałam, że jest przepełniony energią, więc ominęłam tor i popędziłam go do cwału. Rozpędził się, a ja mimo wszystko kontrolowałam tępo.
- Dobrze… wystarczy.- powiedziałam po kilku minutach i ściągnęłam lekko wodze.
Amor zaczął brykać, ale wjechałam na koło i uspokoił się. Poskakaliśmy jeszcze trochę.
Kierowałam się już w kierunku stajni. Trening uznałam za udany, ogier był dość grzeczny. Poklepałam go i zsiadłam. Odpięłam popręg, zdjęłam siodło i czaprak. Zapięłam kantar przywiązany uwiązem do boksu na jego szyi, zdjęłam ogłowie i nałożyłam kantar na jego łeb. Wyczyściłam konia, po czym wpuściłam go do boksu.
- Przydałoby się, żeby ktoś ocenił nasz trening, co?- zwróciłam się do Amora.
Nagle usłyszałam kogoś krzyk. Pobiegłam w stronę, z której dochodził dźwięk i zamarłam… Rush trzymał w ramionach krwawiącą Viktorię.
~~~~~~~~~>Nie wiem, chyba to do nikogo… jeśli ktoś chce, może odpisać ^^>~~~~~~
od Viktorii cd. Rusha
Powoli zaczynałam się budzić, kiedy wreszcie otworzyłam zmęczone oczy, uderzyła mnie biel pokoju. To nie był mój. Chciałam wstać ale poczułam ostry ból w skroni.
-Tori! Leż!- usłyszałam głos, ale w ogóle nie wiedziałam czyj to głos.
-Ru.. Rush?-mruknęłam cicho a chłopak kiwnął głową. Wreszcie wszystko sobie przypomniałam - co z Bat..Batonem?!-zająknęłam się ale powiedziałam. Widziałam wahanie w jego oczach i przeraziłam się... Uspali go?! Nie! To nie jest możliwe!!! Nagle do pokoju weszła pani o długich, siwych... włosach. Była dość stara ale coś kojarzyłam
-Viktoria, kochanie.. Dobrze że wstałaś. Martwiliśmy się o Ciebie... - uśmiechnęła się do mnie ciepło a ja odwzajemniłam uśmiech.
-A.. pani to..?-zapytałam powoli
-Peek. Jestem właścicielką Dressage Academy -przypomniałam sobie wszystko. Musiałam odpoczywać przez tydzień w tym miejscu, Rush zajął się North.
***
Weszłam powoli do stajni. Spojrzałam w stronę boksu Batona. Ulżyło mi bo jego łeb wystawał z jego pomieszczonka. Otworzyłam boks mojej klaczy która wreszcie mogła jeździć pode mną.
Klacz parsknęła w moją stronę a ja w pierwszym odruchu odskoczyłam przerażona.
-North? To ty? uf.. jak dobrze.. - szepnęłam głaszcząc klacz,
-Strachliwa co?- usłyszałam szyderczy głos Cassandry
-O matko.. zamknij ten parszywy ryj i idź do swojego pupilka. -warknęłam i zapięłam popręg North, dziewczyna podeszła do chłopaka
-Cass, przepraszam za nią!- usłyszałam Rusha kłócącego się z Salamandrą. Tak, nowe przezwisko dla Cassandy - do cholery! Nie chodzę z nią!!! - kłócili się a ja nie wytrzymałam i zabrałam North na parkur, poprosiłam stajennego aby ustawił mi przeszkody. Za ten czas zrobiłam z Wish rozgrzewkę. Po kilku okrążeniach kłusem przeszłam do galopu. Gdy klacz zmieniła nogę, panicznie ścisnęłam ją kolanami i chwyciłam się grzywy, wypadły mi nogi ze strzemion a klacz kiedy poczuła że strzemiona ją uderzają przeszła do wydłużonego galopu.
-North!!! Zwalniasz!! - krzyknęłam do klaczy która grzecznie zwolniła, nie była spłoszona czy coś. Zrobiłam z siebie idiotkę... Totalną idiotkę!! Pokłusowałam chwilę i popędziłam ją do spokojnego galopu. Nakierowałam klacz na przeszkody. Przyspieszyła trochę i skoczyła. Ja totalnie zdezorientowana, lądując uderzyłam się o szyję klaczy ale kolejny skok był idealny. Po tych wszystkich skokach musiałam potrenować ujeżdżenie. Układ poszedł bezbłędnie co mnie cieszyło.
Pod koniec jeszcze poskakałam. Kiedy rozstępowywałam North, zorientowałam się że... Wszystko widział Rush!!
>Rush<<
-Tori! Leż!- usłyszałam głos, ale w ogóle nie wiedziałam czyj to głos.
-Ru.. Rush?-mruknęłam cicho a chłopak kiwnął głową. Wreszcie wszystko sobie przypomniałam - co z Bat..Batonem?!-zająknęłam się ale powiedziałam. Widziałam wahanie w jego oczach i przeraziłam się... Uspali go?! Nie! To nie jest możliwe!!! Nagle do pokoju weszła pani o długich, siwych... włosach. Była dość stara ale coś kojarzyłam
-Viktoria, kochanie.. Dobrze że wstałaś. Martwiliśmy się o Ciebie... - uśmiechnęła się do mnie ciepło a ja odwzajemniłam uśmiech.
-A.. pani to..?-zapytałam powoli
-Peek. Jestem właścicielką Dressage Academy -przypomniałam sobie wszystko. Musiałam odpoczywać przez tydzień w tym miejscu, Rush zajął się North.
***
Weszłam powoli do stajni. Spojrzałam w stronę boksu Batona. Ulżyło mi bo jego łeb wystawał z jego pomieszczonka. Otworzyłam boks mojej klaczy która wreszcie mogła jeździć pode mną.
Klacz parsknęła w moją stronę a ja w pierwszym odruchu odskoczyłam przerażona.
-North? To ty? uf.. jak dobrze.. - szepnęłam głaszcząc klacz,
-Strachliwa co?- usłyszałam szyderczy głos Cassandry
-O matko.. zamknij ten parszywy ryj i idź do swojego pupilka. -warknęłam i zapięłam popręg North, dziewczyna podeszła do chłopaka
-Cass, przepraszam za nią!- usłyszałam Rusha kłócącego się z Salamandrą. Tak, nowe przezwisko dla Cassandy - do cholery! Nie chodzę z nią!!! - kłócili się a ja nie wytrzymałam i zabrałam North na parkur, poprosiłam stajennego aby ustawił mi przeszkody. Za ten czas zrobiłam z Wish rozgrzewkę. Po kilku okrążeniach kłusem przeszłam do galopu. Gdy klacz zmieniła nogę, panicznie ścisnęłam ją kolanami i chwyciłam się grzywy, wypadły mi nogi ze strzemion a klacz kiedy poczuła że strzemiona ją uderzają przeszła do wydłużonego galopu.
-North!!! Zwalniasz!! - krzyknęłam do klaczy która grzecznie zwolniła, nie była spłoszona czy coś. Zrobiłam z siebie idiotkę... Totalną idiotkę!! Pokłusowałam chwilę i popędziłam ją do spokojnego galopu. Nakierowałam klacz na przeszkody. Przyspieszyła trochę i skoczyła. Ja totalnie zdezorientowana, lądując uderzyłam się o szyję klaczy ale kolejny skok był idealny. Po tych wszystkich skokach musiałam potrenować ujeżdżenie. Układ poszedł bezbłędnie co mnie cieszyło.
Pod koniec jeszcze poskakałam. Kiedy rozstępowywałam North, zorientowałam się że... Wszystko widział Rush!!
>Rush<<
wtorek, 3 stycznia 2017
od Rusha cd. Viktorii
Tori poszła po Batona, podczas gdy ja zajmowałem się "wytrzepywaniem" resztek ziemi z włosów. Chyba faktycznie były już nieco zbyt długie, westchnąłem i spojrzałem z rozbawieniem na Sil'a. Ogier był dość niespokojny:
- Słuchaj Sil, jeśli strzelasz na mnie fochy bo na ciebie nakrzyczałem to wiedz, że facet powinien trzymać sztamę z innym facetem- zaśmiałem się pod nosem i wytarłem zabrudzone dłonie o ostatki czystej koszulki. Chyba powinienem się przebrać.
Z rozmyślenia wyrwał mnie znajomy krzyk, Tori! Natychmiast pobiegłem w stronę Sil'a i pod wpływem skoku adrenaliny lewą dłonią chwyciłem go za grzywę, po czym wskoczyłem na jego grzbiet i nie przejmując się wodzami, czy strzemionami pogalopowałem w stronę krzyku. Siwek najwyraźniej zrozumiał powagę sytuacji ponieważ przyspieszał bez najmniejszych protestów. Gdy dotarłem na miejsce zauważyłem Batona, który najprawdopodobniej podczas ucieczki zaczepił wodzami o jakiś krzak, ale kiedy moje spojrzenie zarejestrowało Tori leżącą bezwładnie pod drzewem... zamarłem. Krwawiła... i to mocno. Przekląłem najgłośniej jak potrafiłem i rzuciłem się w jej kierunku... Ściągnąłem koszulkę żeby zatamować krwawienie które nie ustawało, potrzebowałem pomysłów... jakichkolwiek...
Baton, ten przeklęty koń... Po co oni go tutaj trzymają do cholery?!
- Hej Tori... słyszysz mnie?- powtarzałem lekko potrząsając jej ramionami, zero odzewu, że też akurat nie miałem przy sobie komórki...
Chwilę później coś odwróciło moją uwagę.
- Ru...Rush...To ty?- spytała cicho nadal nie otwierając oczu
Odetchnąłem z ulgą:
- Posłuchaj jedziemy do akademii, trzeba zadzwonić po lekarza. Teraz wezmę cię na ręce. Nawet nie waż się mnie policzkować bo zostawię cię w przydrożnym rowie- powiedziałem na co jęknęła
Chwyciłem ją bardzo ostrożnie i mocniej przycisnąłem do siebie. Nie miałem pewności czy Baton czegoś jej nie naruszył.
Spojrzałem na wałacha, który jak gdyby nigdy nic skubał trawę... trzeba coś z tym koniem zrobić
- Ładnie pachniesz...- wymamrotała a ja omal nie udusiłem się ze śmiechu, musiała się naprawdę mocno uderzyć w głowę
- Jesteś miła, chyba zacznę praktykować to częściej- uśmiechnąłem się ale w głębi duszy cholernie się bałem... bardzo mocno dostała, prawdopodobnie będzie to trzeba szyć. Na szczęście byliśmy dość blisko Akademii. Wiedziałem, że jak emocje opadną to dziewczyna będzie bardzo cierpiała... Teraz musiała być półprzytomna...
- Cass, przyprowadź Batona, jest na łące przy stawie- krzyknąłem do siostry wchodząc na podwórze- uśmiechnęła się i radosnym krokiem poszła po konia- musiała nie zauważyć że trzymałem Tori... była bardzo daleko od nas
Na drogę wyszła mi przerażona właścicielka. Widząc nas brudnych zarówno od błota jak i od krwi zamarła...
- Potrzebna pomoc... szybko!- krzyknąłem gdy kobieta wyciągała komórkę...
> Tori? Może bez psychiatry da radę xD<
- Słuchaj Sil, jeśli strzelasz na mnie fochy bo na ciebie nakrzyczałem to wiedz, że facet powinien trzymać sztamę z innym facetem- zaśmiałem się pod nosem i wytarłem zabrudzone dłonie o ostatki czystej koszulki. Chyba powinienem się przebrać.
Z rozmyślenia wyrwał mnie znajomy krzyk, Tori! Natychmiast pobiegłem w stronę Sil'a i pod wpływem skoku adrenaliny lewą dłonią chwyciłem go za grzywę, po czym wskoczyłem na jego grzbiet i nie przejmując się wodzami, czy strzemionami pogalopowałem w stronę krzyku. Siwek najwyraźniej zrozumiał powagę sytuacji ponieważ przyspieszał bez najmniejszych protestów. Gdy dotarłem na miejsce zauważyłem Batona, który najprawdopodobniej podczas ucieczki zaczepił wodzami o jakiś krzak, ale kiedy moje spojrzenie zarejestrowało Tori leżącą bezwładnie pod drzewem... zamarłem. Krwawiła... i to mocno. Przekląłem najgłośniej jak potrafiłem i rzuciłem się w jej kierunku... Ściągnąłem koszulkę żeby zatamować krwawienie które nie ustawało, potrzebowałem pomysłów... jakichkolwiek...
Baton, ten przeklęty koń... Po co oni go tutaj trzymają do cholery?!
- Hej Tori... słyszysz mnie?- powtarzałem lekko potrząsając jej ramionami, zero odzewu, że też akurat nie miałem przy sobie komórki...
Chwilę później coś odwróciło moją uwagę.
- Ru...Rush...To ty?- spytała cicho nadal nie otwierając oczu
Odetchnąłem z ulgą:
- Posłuchaj jedziemy do akademii, trzeba zadzwonić po lekarza. Teraz wezmę cię na ręce. Nawet nie waż się mnie policzkować bo zostawię cię w przydrożnym rowie- powiedziałem na co jęknęła
Chwyciłem ją bardzo ostrożnie i mocniej przycisnąłem do siebie. Nie miałem pewności czy Baton czegoś jej nie naruszył.
Spojrzałem na wałacha, który jak gdyby nigdy nic skubał trawę... trzeba coś z tym koniem zrobić
- Ładnie pachniesz...- wymamrotała a ja omal nie udusiłem się ze śmiechu, musiała się naprawdę mocno uderzyć w głowę
- Jesteś miła, chyba zacznę praktykować to częściej- uśmiechnąłem się ale w głębi duszy cholernie się bałem... bardzo mocno dostała, prawdopodobnie będzie to trzeba szyć. Na szczęście byliśmy dość blisko Akademii. Wiedziałem, że jak emocje opadną to dziewczyna będzie bardzo cierpiała... Teraz musiała być półprzytomna...
- Cass, przyprowadź Batona, jest na łące przy stawie- krzyknąłem do siostry wchodząc na podwórze- uśmiechnęła się i radosnym krokiem poszła po konia- musiała nie zauważyć że trzymałem Tori... była bardzo daleko od nas
Na drogę wyszła mi przerażona właścicielka. Widząc nas brudnych zarówno od błota jak i od krwi zamarła...
- Potrzebna pomoc... szybko!- krzyknąłem gdy kobieta wyciągała komórkę...
> Tori? Może bez psychiatry da radę xD<
od Viktorii cd. Rusha
-Baton!!-krzyknęłam i pobiegłam w stronę rżenia, co z tego że ociekałam błotem a nowe bryczesy stały się czekoladowe?! Wałach rżał i próbował się uwolnić, z tego co zauważyłam jego wodze zaplątały się o drzewo, łzy szczęścia poleciały mi z oczu.
-ćśśś... spokojni...- nie dokończyłam ponieważ Baton w przerażeniu stanął dęba, zaczęłam się cofać. Debilka ze mnie! czemu nie obejrzałam podłoża?! Potknęłam się o wystający korzeń a wałach to wykorzystał. Powinnam była wiedzieć że Baton to koń który kiedy się spłoszy może cię kopnąć!! Upadłam a gdy próbowałam się podnieść ten cholerny wałach kopnął mnie prosto w skroń. Wrzasnęłam z bólu, krzyczałam dość długo aż wreszcie straciłam przytomność... Baton się uspokoił po chwili i odsunął do mnie zadem. Jeszcze nim straciłam przytomność zdążyłam zarejestrować że krwawię i Rush'a zeskakującego z Silent Scream'a i podbiegającego w moją stronę. Tyle informacji wreszcie mnie przytłoczyło i musiałam oprzeć głowę. Wtedy pierwszy raz w życiu straciłam przytomność... Czułam jeszcze jakieś ruchy i słyszałam głosy... Rusha?
>Rush, może do psychiatry mnie weźmiesz? XD <
-ćśśś... spokojni...- nie dokończyłam ponieważ Baton w przerażeniu stanął dęba, zaczęłam się cofać. Debilka ze mnie! czemu nie obejrzałam podłoża?! Potknęłam się o wystający korzeń a wałach to wykorzystał. Powinnam była wiedzieć że Baton to koń który kiedy się spłoszy może cię kopnąć!! Upadłam a gdy próbowałam się podnieść ten cholerny wałach kopnął mnie prosto w skroń. Wrzasnęłam z bólu, krzyczałam dość długo aż wreszcie straciłam przytomność... Baton się uspokoił po chwili i odsunął do mnie zadem. Jeszcze nim straciłam przytomność zdążyłam zarejestrować że krwawię i Rush'a zeskakującego z Silent Scream'a i podbiegającego w moją stronę. Tyle informacji wreszcie mnie przytłoczyło i musiałam oprzeć głowę. Wtedy pierwszy raz w życiu straciłam przytomność... Czułam jeszcze jakieś ruchy i słyszałam głosy... Rusha?
>Rush, może do psychiatry mnie weźmiesz? XD <
od Rusha cd. Viktorii
Westchnąłem pod nosem... Ta kobieta jest ogarnięta tylko wtedy gdy umiera ze zmęczenia. Wywróciłem oczami i ruszyłem w jej stronę, wyciągając rękę, aby pomóc jej wstać. Dziewczyna posłała mi niepewne spojrzenie...
- Będziesz zachowywać się jak księżniczka, czy skorzystasz z mojej pomocy?- zapytałem z mimowolnym uśmiechem
Po chwili Tori podała mi dłoń, a ja wybuchłem śmiechem.
Wyglądała komicznie, od pasa w dół ociekała błotem. Jej bryczesy, które kiedyś były kremowe obecnie wyglądały jak z czekolady.
Dziewczyna zrobiła obrażoną minę ale zaraz potem sama zaczęła chichotać i już wiedziałem co ma na myśli. Nie musiałem czekać nawet sekundy aby zostać popchnięty w stronę kałuży. Ale jak na prawdziwego mężczyznę przystało nie dałem się przewrócić, wyprostowałem się dumnie i posłałem jej spojrzenie w stylu: "i co mi zrobisz?", na co wywróciła oczami. I wtedy stało się coś czego zupełnie się nie spodziewałem. Ktoś stojący tuż za mną pchnął mnie z tak wielką siłą, że wylądowałem plackiem w błocie...
- Boże, Sil wyjdź za mnie!- dziewczyna omal nie popłakała się ze śmiechu a ja zobaczyłem siwego luzytana, który bawił się w najlepsze
- I ty Scream, przeciwko mnie?!- Mruknąłem z udawaną urazą i rzuciłem w niego grudką ziemi...
W tym momencie usłyszeliśmy paniczne rżenie Batona...
> Tori?<
- Będziesz zachowywać się jak księżniczka, czy skorzystasz z mojej pomocy?- zapytałem z mimowolnym uśmiechem
Po chwili Tori podała mi dłoń, a ja wybuchłem śmiechem.
Wyglądała komicznie, od pasa w dół ociekała błotem. Jej bryczesy, które kiedyś były kremowe obecnie wyglądały jak z czekolady.
Dziewczyna zrobiła obrażoną minę ale zaraz potem sama zaczęła chichotać i już wiedziałem co ma na myśli. Nie musiałem czekać nawet sekundy aby zostać popchnięty w stronę kałuży. Ale jak na prawdziwego mężczyznę przystało nie dałem się przewrócić, wyprostowałem się dumnie i posłałem jej spojrzenie w stylu: "i co mi zrobisz?", na co wywróciła oczami. I wtedy stało się coś czego zupełnie się nie spodziewałem. Ktoś stojący tuż za mną pchnął mnie z tak wielką siłą, że wylądowałem plackiem w błocie...
- Boże, Sil wyjdź za mnie!- dziewczyna omal nie popłakała się ze śmiechu a ja zobaczyłem siwego luzytana, który bawił się w najlepsze
- I ty Scream, przeciwko mnie?!- Mruknąłem z udawaną urazą i rzuciłem w niego grudką ziemi...
W tym momencie usłyszeliśmy paniczne rżenie Batona...
> Tori?<
Subskrybuj:
Posty (Atom)