Bo najlepiej z góry zakładać, że się nie uda. Gdybym ja tak postępowała, to nie miałabym zarówno Coffe jak i Smile’ a, a nawet wszystkiego co wypracowałam. Ciężko pracowałam by mieć to co w tej chwili miałam.
- Przejedziemy się, co? – zapytałam cicho deresza zakładając mu cordeo. Wsiadłam na niego na derkę i z assuską przy boku ruszyłam w stronę gdzie prawdopodobnie pojechał Fabian i jego towarzysz. Starałam się nie zaliczyć spotkania z ziemią gdy Smile się spłoszył, ale gowno wyszło i już po chwili leżałam na ziemi, a moja psina lizała mnie po twarzy. Natomiast koń jak ogarnął, że to czego się przestraszył był nie zapięty pasek od podogonia (przy derce), podszedł do mnie i delikatnie trącił chrapami. Uśmiechnęłam się tarmosząc jego grzywę i z powrotem na niego wskoczyłam. Stęp wśród leśnych ścieżek był tym czego potrzebowałam od dawna. Jako iż zabrałam telefon, to porobiłam trochę zdjęć okolicy i Coffe, która pilnowała nas jak własnych dzieci. No dobra, to złe porównanie.
- Wiesz koniku, postaram się znalezść ci kompana – szepnęłam głaszcząc go po zadzie. Odchyliłam się do tyłu i położyłam na jego grzbiecie sterując nim łydkami. Reagował idealnie, a gdyby nagle zachciało mu się odwalać, to i tak przy upadku nic bym sobie nie zrobiła. Wyćwiczyłam je do perfekcji i za każdym razem nawet nie bolało.
Nagle deresz zatrzymał się i uniósł czujnie uszy. Obrócił do mnie łeb nerwowo rozdymając nozdrza. Poklepałam go uspokajająco po szyi i pozwoliłam iść w kierunku z, którego usłyszał to co go tak zaniepokoiło.
- Łap go idioto! – usłyszałam tylko zanim zza drzew wyleciała ciemnogniada torpeda. Rozpoznałam w nim konia blond debila. Czyżby im spierdolił?
Starałam się usunąć maksymalnie z drogi, ale przeszkadzał mi w tym mój większy zwierzak, który zaczął wariować. Zarzucał zadem jak głupi, a ja nawet nie miałam czym go skarcić. Mogłam jednak wziąć bat.
- Hola, śledziu, hola – mruknęłam przygotowując go na spotkanie z ogierem. Bardzo się przeliczyłam mając nadzieję, że Ares poleci dalej i tylko nas minie. Ciemny gniadosz zarył kopytami ziemię i stanął dęba. Jeden problem miałam z głowy, Smile się uspokoił, ale drugi wciąż stał przede mną.
- Spokojnie. Dam wam się obwąchać. – starałam się stonować głos na tyle, by nie było słychać w nim strachu. Pamiętałam dobrze dość podobną sytuację po której deresz był cały pogryziony i pokopany. Nie chciałam by to się powtórzyło.
- Ale spokojnie – upomniałam łagodnie Aresa, który skulił uszy gdy mój wierzchowiec skubnął jego szyję. W końcu i ten dzik wyciągnął pysk do Smile’ a. Korzystając z okazji złapałam wodze, które zaplątały się o nogę gniadosza. Postanowiłam, że nie będę próbować go odplątać tylko poczekam na Fabiana.
- Jest! – obok mnie pojawił się zmachany kolega chłopaka, a zaraz potem właściciel wierzchowca. Oba konie były całkowicie spokojne, skubały się nawzajem po szyjach.
- Zaplątał się – powiedziałam wskazując na nogę folbluta. – I ma kilka otarć na zadzie, ale nie wyglądają poważnie.
> Taka sytuacja xd
piątek, 2 lutego 2018
Od Fabiana cd. Hannah
- Niby jaką? - zapytałem podnosząc brew.
- Pomoge ci oswoić Aresa - powiedziała poważnie, a ja przewróciłem oczami.
- Widzę, że nie dajesz za wygraną - mruknąłem, patrząc na nią.
- Nie, jeśli chodzi o konie - powiedziała.
- To będziesz musiala - puściłem do niej oczko - Mówiłem ci, że go nie znasz, nie znasz jego charakteru nic o nim nie wiesz, więc się w to nie wracaj - powiedziałem
- Ale... - dziewczyna chciała coś powiedzieć ale szybko jej przerwslem.
- Ku**a nie wmawiaj mi że może się zmienić bo ku**a próbowałem - powiedziałem już zezloszczony. Moj cały humor zniknął. - Wiec się nie obraz co powiem ale gówno wiesz - dodałem
- Co się dzieje? - usłyszałem nagle głos i spojrzałem w bok, to był mój brat Dylan.
- Nic - Powiedzialam krótko, patrząc się na dziewczynę.
- To czemu jesteś taki nabuzowany? - zapytał patrząc na nas.
- Nic. Chcesz coś? - zapytałem, przenosząc wzrok na Dylana.
- No mieliśmy jechać - powiedział
A ja spojrzałem na niego przypominając sobie o co chodzi. Wróciłem do pokoju nałożyłem kurtke i Zamknąłem pokoj. Ominelismy dziewczyne i po szlismy do stajni osiodlalismy swoje konie i pojechalismy w teren.
Hannah? Nie mialam ponyslu
- Pomoge ci oswoić Aresa - powiedziała poważnie, a ja przewróciłem oczami.
- Widzę, że nie dajesz za wygraną - mruknąłem, patrząc na nią.
- Nie, jeśli chodzi o konie - powiedziała.
- To będziesz musiala - puściłem do niej oczko - Mówiłem ci, że go nie znasz, nie znasz jego charakteru nic o nim nie wiesz, więc się w to nie wracaj - powiedziałem
- Ale... - dziewczyna chciała coś powiedzieć ale szybko jej przerwslem.
- Ku**a nie wmawiaj mi że może się zmienić bo ku**a próbowałem - powiedziałem już zezloszczony. Moj cały humor zniknął. - Wiec się nie obraz co powiem ale gówno wiesz - dodałem
- Co się dzieje? - usłyszałem nagle głos i spojrzałem w bok, to był mój brat Dylan.
- Nic - Powiedzialam krótko, patrząc się na dziewczynę.
- To czemu jesteś taki nabuzowany? - zapytał patrząc na nas.
- Nic. Chcesz coś? - zapytałem, przenosząc wzrok na Dylana.
- No mieliśmy jechać - powiedział
A ja spojrzałem na niego przypominając sobie o co chodzi. Wróciłem do pokoju nałożyłem kurtke i Zamknąłem pokoj. Ominelismy dziewczyne i po szlismy do stajni osiodlalismy swoje konie i pojechalismy w teren.
Hannah? Nie mialam ponyslu
od Hannah cd. Fabiana
Pieprzony dupek! Czemu do jasnej cholery ja? Zawsze mnie muszą wysuwać przed szereg choć tego nie chcę. Naprawdę wolę spokojne życie z moimi dwoma zwierzakami, które są cztery razy lepsze niż wszyscy ludzie na ziemi.
- Gdybyś był mądrzejszy, to byś zaczął pracować z tym koniem. Zastanawiam się tylko dlaczego tego nie robisz – syknęłam. Z całym szacunkiem do niego, podziwiałam go za to, że w ogóle ma tego konia i jako tako daje sobie z nim radę, ale bez przesady! Jak zwierzę ma problem to trzeba nad nim ciągle pracować, a nie z góry zakładać, że jest zbyt agresywne.
- Nie znasz go – zatrzymał się w miejscu odwracając się do mnie. W jego oczach widziałam poirytowane, co nie było dla mnie zdziwieniem. Prawda boli. – I nie masz z tego co widzę doświadczenia z takimi końmi jak on.
Prychnęłam pod nosem cofając się do boksu Smile’ a. Wałach przeżuwał w spokoju słomę, ale widząc mnie uniósł łeb i zarżał. Pogłaskałam go po ganaszu i przytuliłam jego szyję. Trącił pyskiem tylną kieszeń moich bryczesów, gdzie zazwyczaj chowałam smaczki. Jedną ręką wyciągnęłam ciastko i dałam je koniowi. Rozpuszczony dziad. No, ale go kocham.
Fabian nie miał racji. Nie wiedział jaki był Smile jak go kupiłam. Włożyłam ogrom siły by zaczął normalnie funkcjonować. Jego lękliwość była tak głęboka, że nawet po tych dwóch latach reagował paniką na nieznane osoby i stresujące sytuacje. Czy on naprawdę myślał, że bym rzucała takie zdania, nie mając o tym pojęcia?
- Słuchaj Smile – szepnęłam do deresza unosząc jego łeb za kantar. – Nie poddamy się. Zaczynamy akcję „Przekonać Fabiana, że jego konia da się przekonać do społeczeństwa”. I ty mi w tym pomożesz.
**
Jakimś cudem udało mi się wyprosić w sekretariacie numer pokoju blondyna. Jest cholerną wariatką. Znalezienie go nie zajęło mi dużo czasu, mieszkał pięć pokoi dalej. Zapukałam w drzwi czekając aż łaskawie mi otworzy.
- Czego? – zapytał rozglądając się po korytarzu. Dopiero potem przeniósł wzrok na mnie. – Znowu ty.
Uniosłam głowę twardo wpatrując się w jego oczy.
- Mam pewną propozycję. Jeżeli nie skorzystasz, twoja strata.
> I jak Fabianku, zgadzasz się? c:
- Gdybyś był mądrzejszy, to byś zaczął pracować z tym koniem. Zastanawiam się tylko dlaczego tego nie robisz – syknęłam. Z całym szacunkiem do niego, podziwiałam go za to, że w ogóle ma tego konia i jako tako daje sobie z nim radę, ale bez przesady! Jak zwierzę ma problem to trzeba nad nim ciągle pracować, a nie z góry zakładać, że jest zbyt agresywne.
- Nie znasz go – zatrzymał się w miejscu odwracając się do mnie. W jego oczach widziałam poirytowane, co nie było dla mnie zdziwieniem. Prawda boli. – I nie masz z tego co widzę doświadczenia z takimi końmi jak on.
Prychnęłam pod nosem cofając się do boksu Smile’ a. Wałach przeżuwał w spokoju słomę, ale widząc mnie uniósł łeb i zarżał. Pogłaskałam go po ganaszu i przytuliłam jego szyję. Trącił pyskiem tylną kieszeń moich bryczesów, gdzie zazwyczaj chowałam smaczki. Jedną ręką wyciągnęłam ciastko i dałam je koniowi. Rozpuszczony dziad. No, ale go kocham.
Fabian nie miał racji. Nie wiedział jaki był Smile jak go kupiłam. Włożyłam ogrom siły by zaczął normalnie funkcjonować. Jego lękliwość była tak głęboka, że nawet po tych dwóch latach reagował paniką na nieznane osoby i stresujące sytuacje. Czy on naprawdę myślał, że bym rzucała takie zdania, nie mając o tym pojęcia?
- Słuchaj Smile – szepnęłam do deresza unosząc jego łeb za kantar. – Nie poddamy się. Zaczynamy akcję „Przekonać Fabiana, że jego konia da się przekonać do społeczeństwa”. I ty mi w tym pomożesz.
**
Jakimś cudem udało mi się wyprosić w sekretariacie numer pokoju blondyna. Jest cholerną wariatką. Znalezienie go nie zajęło mi dużo czasu, mieszkał pięć pokoi dalej. Zapukałam w drzwi czekając aż łaskawie mi otworzy.
- Czego? – zapytał rozglądając się po korytarzu. Dopiero potem przeniósł wzrok na mnie. – Znowu ty.
Uniosłam głowę twardo wpatrując się w jego oczy.
- Mam pewną propozycję. Jeżeli nie skorzystasz, twoja strata.
> I jak Fabianku, zgadzasz się? c:
od Fabiana cd. Rosalie
Dziewczyna nie dawała za wygraną i w sumie podobało mi się to.
- No nie wiem - wzruszyłem ramionami.
- Może kawa? - zaproponowała nagle, a ja się zaśmiałem na to.
- Wybacz, ale dzisiaj już mam inne plany - powiedziałem wkładając ręce w kieszenie.
- No to jakie na przykład? - zapytała zaciekawiona.
- Za jakąś godzinę przyjedzie mój brat - powiedziałem spoglądając na swój zegarek - A jakoś nie sądzę, że będziesz chciała z nami siedzieć - zaśmiałem się.
- Dlaczego tak myślisz? - zapytała, patrząc na mnie z powagą.
- Ponieważ nie sadze, że lubisz sobie zapalić i nie mówię o papierosach - zaśmiałem się - Najwyżej jutro - puściłem do niej oczko.
Ominąłem ją i poszedłem do pokoju. Usiadłem na swoim łóżku i oparłem się o ścianę. Włączyłem sobie laptopa i zacząłem coś patrzeć. Po godzinie usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę - krzyknąłem.
Po chwili wszedł do pokoju mój Brat z uśmiechem jakby zobaczył nie wiadomo co.
- No sieja - zaśmiałem się - Szybko dotarłeś - dodałem.
- No starałem się - zaśmiał się.
- Masz? - zapytałem, a on wyjął z plecaka dwie saszetki i jedną mi podał.
Od razu sobie zapaliliśmy, żyjąc tą chwilą.
- Nie mogłem się normalnie doczekać do tego - powiedziałem śmiejąc się.
- Weź, jakoś gorąco w tym pokoju - powiedział Dylan i po chwili ściągnął koszulkę i ja to również po chwili zrobiłem.
Nagle usłyszeliśmy pukanie. Spojrzałem na brata. On otworzył okno a ja schowałem towar. Po chwili Otworzyłem drzwi a w nich zobaczyłem Rosalie.
- Zamknij to okno bo pizga - powiedziałem śmiejąc się. - Co tu robisz? - zapytałem dziewczyny.
- A nic - uśmiechnęła się.
Bez pytania weszła do środka a ja Zamknąłem za nią drzwi. Dylan spojrzał na nią z uśmiechem.
- Jednak dobrze, że również się tu dostałem - zaśmiał się.
- I tak nikogo tutaj nie poderwiesz - zaśmiałem się - Rosalie to jest Dylan mój brat - powiedziałem.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem swój towar. Spojrzałem na brata, który od razu wiedział ze chce znowu zapalić. Wypaliliśmy sobie dwie lufki i resztę schowałem.
- Nie przeszkadzała ci to że jesteśmy bez koszulki? - zapytałem, a dziewczyna po kręciła głową - A że palimy? - zapytałem śmiejąc się i wziąłem bucha. Usiadłem na łóżku, a Dylan na parapecie. - Siadaj nie stój - zaśmiałem się
- Tylko się nas nie bój, nie złapiemy schizy - zaśmiał się Dylan
Rosalie?
- No nie wiem - wzruszyłem ramionami.
- Może kawa? - zaproponowała nagle, a ja się zaśmiałem na to.
- Wybacz, ale dzisiaj już mam inne plany - powiedziałem wkładając ręce w kieszenie.
- No to jakie na przykład? - zapytała zaciekawiona.
- Za jakąś godzinę przyjedzie mój brat - powiedziałem spoglądając na swój zegarek - A jakoś nie sądzę, że będziesz chciała z nami siedzieć - zaśmiałem się.
- Dlaczego tak myślisz? - zapytała, patrząc na mnie z powagą.
- Ponieważ nie sadze, że lubisz sobie zapalić i nie mówię o papierosach - zaśmiałem się - Najwyżej jutro - puściłem do niej oczko.
Ominąłem ją i poszedłem do pokoju. Usiadłem na swoim łóżku i oparłem się o ścianę. Włączyłem sobie laptopa i zacząłem coś patrzeć. Po godzinie usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę - krzyknąłem.
Po chwili wszedł do pokoju mój Brat z uśmiechem jakby zobaczył nie wiadomo co.
- No sieja - zaśmiałem się - Szybko dotarłeś - dodałem.
- No starałem się - zaśmiał się.
- Masz? - zapytałem, a on wyjął z plecaka dwie saszetki i jedną mi podał.
Od razu sobie zapaliliśmy, żyjąc tą chwilą.
- Nie mogłem się normalnie doczekać do tego - powiedziałem śmiejąc się.
- Weź, jakoś gorąco w tym pokoju - powiedział Dylan i po chwili ściągnął koszulkę i ja to również po chwili zrobiłem.
Nagle usłyszeliśmy pukanie. Spojrzałem na brata. On otworzył okno a ja schowałem towar. Po chwili Otworzyłem drzwi a w nich zobaczyłem Rosalie.
- Zamknij to okno bo pizga - powiedziałem śmiejąc się. - Co tu robisz? - zapytałem dziewczyny.
- A nic - uśmiechnęła się.
Bez pytania weszła do środka a ja Zamknąłem za nią drzwi. Dylan spojrzał na nią z uśmiechem.
- Jednak dobrze, że również się tu dostałem - zaśmiał się.
- I tak nikogo tutaj nie poderwiesz - zaśmiałem się - Rosalie to jest Dylan mój brat - powiedziałem.
Podszedłem do łóżka i wyjąłem swój towar. Spojrzałem na brata, który od razu wiedział ze chce znowu zapalić. Wypaliliśmy sobie dwie lufki i resztę schowałem.
- Nie przeszkadzała ci to że jesteśmy bez koszulki? - zapytałem, a dziewczyna po kręciła głową - A że palimy? - zapytałem śmiejąc się i wziąłem bucha. Usiadłem na łóżku, a Dylan na parapecie. - Siadaj nie stój - zaśmiałem się
- Tylko się nas nie bój, nie złapiemy schizy - zaśmiał się Dylan
Rosalie?
od Fabiana cd. Hannah
- Po moim trupie - powiedziałem, gdy usłyszałem co powiedziała trenerka.
- Fabian jak ty się odzywasz - zwróciła mi uwagę.
- Nie pozwolę, aby ktoś siadał na mojego kochania, zwłaszcza płeć żeńska - powiedziałem kładąc ręce na wysokości piersi.
- A to dlaczego? - zapytała lekko zirytowana.
- Jeśli chce pani, aby on połamał jej wszystkie kości to proszę bardzo - powiedziałem schodząc z konia - Ale na pani odpowiedzialność - puściłem jej oczko.
Trenerka była chyba lekko zszokowana moim zachowaniem, bo aż otworzyła gębę.
- Fabian rozumiem, że nie chcesz jeździć na innym koniu, ale trzeba się tego uczyć - powiedziała.
- Mi to tam obojętne - wzruszyłem ramionami. Spojrzałem na Hannah, która nie pewnie zeszła ze swojego konia i podchodziła do Aresa - Miłej jazdy - powiedziałem z uśmiechem, gdy zaczęła mnie mijać złapałem ją i przybliżyłem usta do jej ucha. - Jakby się rzucał, trzymaj się go bardzo mocno, bo jak spadniesz to po tobie - dałem jej ostrzeżenie.
- Naprawdę muszę? - jęknęła, lekko przerażona. Trenerka jedynie kiwnęła głową na tak.
Ja się oddaliłem jak gdyby nic. Patrzyłem, wiedząc co się zaraz stanie. Hannah nie pewnie usiadła na Aresie. Ogier był spokojny... Do czasu...
- Dobrze a teraz zmuś go kłusu - rozkazała trenerka.
Hannah, gdy tylko lekko uderzyła pietami, on niespodziewanie zaczął rzec. Zacząć kopać kopytami o ziemię a następnie zacząć stawac dęba. Dziewczyna od razu się go mocni złapała tak jak jej kazałem. Ogier nie przestawał i jak dziki koń zaczął skakać, aby ja zrzucić. Spojrzałem konta oka na nauczycielkę, która była zszokowana. Zaczęła uspokajac konia co tylko pogorszyło sprawę.
- Fabian do ku**y nędzy uspokój tego konia - krzyknęła, gdy zobaczyła, że ja po prostu stoję i się przyglądam.
- Sama pani tego chciała, chociaż że ostrzegałem - zaśmiałem się.
- Fabian bo zaraz pójdziesz do dyrektorka - wrzasnęła.
- Dobra, dobra - podniosłem ręce w geście obronnym - Tylko niech mnie pani nie bije - zaśmiałem się.
Podszedłem do konia i zacząłem go uspokajać. Dziewczyna uporczywie się go trzymała.
- Proszę uspokój go - jęknęła.
- Jak powiem 3 zeskoczysz z niego w moja stronę - powiedziałem, a ona kiwnęła głową. - 1.... 2.... 3...
Dziewczyn zeskoczyła z niego, a ja ją zapałem, aby uniknęła ciężkiego spotkania z ziemią. Ogier staną dęba i pobiegł. Postawiłem roztrzęsiona dziewczynę na ziemię i spojrzałem na nauczycielkę.
- Proszę powiedzieć innym nauczycielom, że nie będę na lekcjach przez panią - puściłem jej oczko.
Wszyscy byli zdziwieni, ale ja miałem to gdzieś. Poszedłem za koniem. Po godzinie znalazłem go... Stał nasłuchując na łące. Zacząłem do niego powoli podchodzić.
- No, no Ares dałeś popis normalnie - mruknąłem.
Spojrzał na mnie przepraszajaco, a ja go poglaskalem.
- To co ujezdzanie dzisiaj - zaśmiałem się, a on postawił uszy.
Wróciłem z koniem do akademii, od razu poszlismy do stajni. Zdjąłem mu kompletnie wszystko i wypuscilem do okulnika. Zdjąłem swoją koszulkę, aby mi nie przeszkadzało. Ares zachowywał się nie spokojnie. Obserwowalismy siebie na wzajem. W końcu skoczylem mu na grzbiet. Kon zaczął skakać jak oszalały, aby tylko mnie zrzucić. Niezła scena jakby z westernu. Po godzinie czasu zmęczony opadł z sił a ja go pokelpalem po szyi. Moje całe ciało było oblane potem, a wlosy mokre jak po prysznicy. Odetchnalem chwilę. Nałożyłem mu uprząż i wyprowadziłem go z okulnika. Zobaczyłem że Hannah mi sie przygląda
- Wow żyjesz - powiedziałem z nutka sarkazmu.
Zacząłem iść w stronę stajni.
Hannah?
- Fabian jak ty się odzywasz - zwróciła mi uwagę.
- Nie pozwolę, aby ktoś siadał na mojego kochania, zwłaszcza płeć żeńska - powiedziałem kładąc ręce na wysokości piersi.
- A to dlaczego? - zapytała lekko zirytowana.
- Jeśli chce pani, aby on połamał jej wszystkie kości to proszę bardzo - powiedziałem schodząc z konia - Ale na pani odpowiedzialność - puściłem jej oczko.
Trenerka była chyba lekko zszokowana moim zachowaniem, bo aż otworzyła gębę.
- Fabian rozumiem, że nie chcesz jeździć na innym koniu, ale trzeba się tego uczyć - powiedziała.
- Mi to tam obojętne - wzruszyłem ramionami. Spojrzałem na Hannah, która nie pewnie zeszła ze swojego konia i podchodziła do Aresa - Miłej jazdy - powiedziałem z uśmiechem, gdy zaczęła mnie mijać złapałem ją i przybliżyłem usta do jej ucha. - Jakby się rzucał, trzymaj się go bardzo mocno, bo jak spadniesz to po tobie - dałem jej ostrzeżenie.
- Naprawdę muszę? - jęknęła, lekko przerażona. Trenerka jedynie kiwnęła głową na tak.
Ja się oddaliłem jak gdyby nic. Patrzyłem, wiedząc co się zaraz stanie. Hannah nie pewnie usiadła na Aresie. Ogier był spokojny... Do czasu...
- Dobrze a teraz zmuś go kłusu - rozkazała trenerka.
Hannah, gdy tylko lekko uderzyła pietami, on niespodziewanie zaczął rzec. Zacząć kopać kopytami o ziemię a następnie zacząć stawac dęba. Dziewczyna od razu się go mocni złapała tak jak jej kazałem. Ogier nie przestawał i jak dziki koń zaczął skakać, aby ja zrzucić. Spojrzałem konta oka na nauczycielkę, która była zszokowana. Zaczęła uspokajac konia co tylko pogorszyło sprawę.
- Fabian do ku**y nędzy uspokój tego konia - krzyknęła, gdy zobaczyła, że ja po prostu stoję i się przyglądam.
- Sama pani tego chciała, chociaż że ostrzegałem - zaśmiałem się.
- Fabian bo zaraz pójdziesz do dyrektorka - wrzasnęła.
- Dobra, dobra - podniosłem ręce w geście obronnym - Tylko niech mnie pani nie bije - zaśmiałem się.
Podszedłem do konia i zacząłem go uspokajać. Dziewczyna uporczywie się go trzymała.
- Proszę uspokój go - jęknęła.
- Jak powiem 3 zeskoczysz z niego w moja stronę - powiedziałem, a ona kiwnęła głową. - 1.... 2.... 3...
Dziewczyn zeskoczyła z niego, a ja ją zapałem, aby uniknęła ciężkiego spotkania z ziemią. Ogier staną dęba i pobiegł. Postawiłem roztrzęsiona dziewczynę na ziemię i spojrzałem na nauczycielkę.
- Proszę powiedzieć innym nauczycielom, że nie będę na lekcjach przez panią - puściłem jej oczko.
Wszyscy byli zdziwieni, ale ja miałem to gdzieś. Poszedłem za koniem. Po godzinie znalazłem go... Stał nasłuchując na łące. Zacząłem do niego powoli podchodzić.
- No, no Ares dałeś popis normalnie - mruknąłem.
Spojrzał na mnie przepraszajaco, a ja go poglaskalem.
- To co ujezdzanie dzisiaj - zaśmiałem się, a on postawił uszy.
Wróciłem z koniem do akademii, od razu poszlismy do stajni. Zdjąłem mu kompletnie wszystko i wypuscilem do okulnika. Zdjąłem swoją koszulkę, aby mi nie przeszkadzało. Ares zachowywał się nie spokojnie. Obserwowalismy siebie na wzajem. W końcu skoczylem mu na grzbiet. Kon zaczął skakać jak oszalały, aby tylko mnie zrzucić. Niezła scena jakby z westernu. Po godzinie czasu zmęczony opadł z sił a ja go pokelpalem po szyi. Moje całe ciało było oblane potem, a wlosy mokre jak po prysznicy. Odetchnalem chwilę. Nałożyłem mu uprząż i wyprowadziłem go z okulnika. Zobaczyłem że Hannah mi sie przygląda
- Wow żyjesz - powiedziałem z nutka sarkazmu.
Zacząłem iść w stronę stajni.
Hannah?
czwartek, 1 lutego 2018
Od Rosalie cd. Fabiana
***
Był wieczór, postanowiłam się przejść i trochę orzeźwić umysł. Zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i szare trapery po czym wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Po chwili byłam już na zewnątrz. Śnieg trochę topniał, byłam z tego faktu trochę nie zadowolona, choć w telewizji mówili że ma w nocy dużo napadać. Zauważyłam konia, którego wcześniej tu nie widziałam. Uśmiechnęłam się w duchu, widząc jak tarza się w resztkach śniegu. Weszłam na padok i gwizdnęłam cicho, gniadosz podniósł łeb. Podchodziłam coraz bliżej niego, usłyszałam jakieś krzyki ale nic do mnie nie docierało. Po chwili koń zaczął rżeć i stawać dęba, między nami stanął jakiś chłopak który szybko uspokoił ogiera.
- Nie słyszałaś jak krzyczałem? - w jego głosie z łatwością można było wyczuć wściekłość. Zapiął mu uprząż i zaczął wychodzić z nim z padoku. Poczułam się cholernie głupio.
- Zaczekaj! - krzyknęłam za nimi, jednak ten mnie ignorował i wszedł do stajni. Także wyszłam z padoku, nie chciałam wystraszyć jego konia... Dłuższą chwilę myślałam co mam mu powiedzieć, po chwili chłopak wyszedł ze stajni. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego białe włosy i oczy, nie dało się wręcz od nich oderwać wzroku.
- Masz szczęście, że nic Ci nie zrobił. - powiedział przewracając oczyma.
- Wybacz... Czasem po prostu nie myślę co robię. - przeprosiłam go.
- Następnym razem pamiętaj że masz się od niego trzymać z dala, okey? - powiedział poważnym tonem. Pokiwałam twierdząco głową, chłopak odwrócił się i szedł do akademii.
- Czekaj! - dogoniłam go szybko, westchnął.
- Nie jesteś zły? - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, skądże - haha, wyczułam ten sarkazm...
- Mogłabym ci się jakoś zrekompensować? - białowłosy niebezpiecznie zilustrował mnie wzrokiem. Wzruszył ramionami. Tak po prostu. Weszliśmy do budynku i powoli szliśmy korytarzami.
- Jestem Rosalie Morgan, ale możesz mówić mi Ros albo Rossie. - zmieniłam temat.
- Fabian Black - uśmiechnął się lekko. Wreszcie szczery uśmiech.
- No to, jak mogę cię wybłagać o przebaczenie? - spytałam, by zrzucić z siebie poczucie winy.
Fabię? xD Wybacz że krótkie
Był wieczór, postanowiłam się przejść i trochę orzeźwić umysł. Zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i szare trapery po czym wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Po chwili byłam już na zewnątrz. Śnieg trochę topniał, byłam z tego faktu trochę nie zadowolona, choć w telewizji mówili że ma w nocy dużo napadać. Zauważyłam konia, którego wcześniej tu nie widziałam. Uśmiechnęłam się w duchu, widząc jak tarza się w resztkach śniegu. Weszłam na padok i gwizdnęłam cicho, gniadosz podniósł łeb. Podchodziłam coraz bliżej niego, usłyszałam jakieś krzyki ale nic do mnie nie docierało. Po chwili koń zaczął rżeć i stawać dęba, między nami stanął jakiś chłopak który szybko uspokoił ogiera.
- Nie słyszałaś jak krzyczałem? - w jego głosie z łatwością można było wyczuć wściekłość. Zapiął mu uprząż i zaczął wychodzić z nim z padoku. Poczułam się cholernie głupio.
- Zaczekaj! - krzyknęłam za nimi, jednak ten mnie ignorował i wszedł do stajni. Także wyszłam z padoku, nie chciałam wystraszyć jego konia... Dłuższą chwilę myślałam co mam mu powiedzieć, po chwili chłopak wyszedł ze stajni. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego białe włosy i oczy, nie dało się wręcz od nich oderwać wzroku.
- Masz szczęście, że nic Ci nie zrobił. - powiedział przewracając oczyma.
- Wybacz... Czasem po prostu nie myślę co robię. - przeprosiłam go.
- Następnym razem pamiętaj że masz się od niego trzymać z dala, okey? - powiedział poważnym tonem. Pokiwałam twierdząco głową, chłopak odwrócił się i szedł do akademii.
- Czekaj! - dogoniłam go szybko, westchnął.
- Nie jesteś zły? - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, skądże - haha, wyczułam ten sarkazm...
- Mogłabym ci się jakoś zrekompensować? - białowłosy niebezpiecznie zilustrował mnie wzrokiem. Wzruszył ramionami. Tak po prostu. Weszliśmy do budynku i powoli szliśmy korytarzami.
- Jestem Rosalie Morgan, ale możesz mówić mi Ros albo Rossie. - zmieniłam temat.
- Fabian Black - uśmiechnął się lekko. Wreszcie szczery uśmiech.
- No to, jak mogę cię wybłagać o przebaczenie? - spytałam, by zrzucić z siebie poczucie winy.
Fabię? xD Wybacz że krótkie
od Hannah cd. Fabiana
- Nie będę cię namawiał do rozmowy, skoro tego nie chcesz – puścił mi oczko na co tylko wywróciłam oczami. On albo jest bipolarny, albo chory psychicznie. A może to i to? Kto wie, z takimi jak on nigdy nie wiadomo.
Zjadłam śniadanie do końca i uznałam, że czas się zbierać. Musiałam jeszcze skoczyć po książki do pokoju. Miałam tylko nadzieję, że Coffe mi ich nie pogryzła, byłby przypał. Na maksa.
- Idę już – burknęłam i odeszłam odprowadzana jego wzrokiem. W sumie to nie tak, że go nie polubiłam. Wydawał się naprawdę okej, ale niestety moje uprzedzenie do własnego gatunku było na tle mocne, że wolałam trzymać się od wszystkich z daleka. Zdrowe podejście do ludzi, ha ha.
**
Dwie pierwsze lekcje jak lekcje, minęły dość szybko i bez zbędnych emocji. Nauczyciele byli znośni, ludzie z klasy też, więc problemów nie widzę. Wyzwaniem mógł okazać się trening ujezdzeniowy w grupie jeździeckiej, ale to również dam radę przeżyć.
- Dzień dobry Smile – uśmiechnęłam się do wałacha otwierając boks. Zdjęłam mu derkę i szybko przeczyściłam jego sierść. Następnie osiodłałam go i zostało mi jeszcze pięć minut na dojście na halę. Szybko znalazłam pomieszczenie i wprowadziłam do niego deresza. W środku była już dwójka chłopaków i pani trener – Carla Philips.
- Znowu się spotykamy – usłyszałam z pewnej odległości. Zamiast odpowiedzieć rozwinęłam strzemiona, sprawdziła napierśnik i w końcu wsiadłam na konia. Pogłaskałam go na szyi i zaczęłam stępować po długiej ścianie. Smile był niezwykle zainteresowany derą, która lekko przydługa, zwisała mu z zadu. Z tego powodu musiałam go ciągle upominać by nie odwracał łba.
- Nie wiedziałam, że będę się z tobą męczyć też na treningach – powiedziałam mijając ciemnego gniadosza i siedzącego na nim Fabiana. Koń położył uszy i ostrzegawczo kłapnął zębami. Sledz odrzucił łeb i starał się odsunąć jeszcze bardziej od drugiego konia. Dodałam łydki i zmieniłam kierunek. Po jakimś czasie mogliśmy zakłusować, więc od razu starałam się by podstawił zad i ogólnie, ładnie pracował. Udało się, bo uzyskałam miękki kark i obszerny chód. Jak chciał to mógł. W sumie gdybym chciała, to nawet ja bym mogła być bardziej przyjacielska.
- Wasza dwójka – trenerka wskazała na mnie i Fabiana. – Zamieni się końmi.
Bardzo mam przesrane?
> Słabe, ale nie miałam za bardzo pomysłu, sorka :c
Zjadłam śniadanie do końca i uznałam, że czas się zbierać. Musiałam jeszcze skoczyć po książki do pokoju. Miałam tylko nadzieję, że Coffe mi ich nie pogryzła, byłby przypał. Na maksa.
- Idę już – burknęłam i odeszłam odprowadzana jego wzrokiem. W sumie to nie tak, że go nie polubiłam. Wydawał się naprawdę okej, ale niestety moje uprzedzenie do własnego gatunku było na tle mocne, że wolałam trzymać się od wszystkich z daleka. Zdrowe podejście do ludzi, ha ha.
**
Dwie pierwsze lekcje jak lekcje, minęły dość szybko i bez zbędnych emocji. Nauczyciele byli znośni, ludzie z klasy też, więc problemów nie widzę. Wyzwaniem mógł okazać się trening ujezdzeniowy w grupie jeździeckiej, ale to również dam radę przeżyć.
- Dzień dobry Smile – uśmiechnęłam się do wałacha otwierając boks. Zdjęłam mu derkę i szybko przeczyściłam jego sierść. Następnie osiodłałam go i zostało mi jeszcze pięć minut na dojście na halę. Szybko znalazłam pomieszczenie i wprowadziłam do niego deresza. W środku była już dwójka chłopaków i pani trener – Carla Philips.
- Znowu się spotykamy – usłyszałam z pewnej odległości. Zamiast odpowiedzieć rozwinęłam strzemiona, sprawdziła napierśnik i w końcu wsiadłam na konia. Pogłaskałam go na szyi i zaczęłam stępować po długiej ścianie. Smile był niezwykle zainteresowany derą, która lekko przydługa, zwisała mu z zadu. Z tego powodu musiałam go ciągle upominać by nie odwracał łba.
- Nie wiedziałam, że będę się z tobą męczyć też na treningach – powiedziałam mijając ciemnego gniadosza i siedzącego na nim Fabiana. Koń położył uszy i ostrzegawczo kłapnął zębami. Sledz odrzucił łeb i starał się odsunąć jeszcze bardziej od drugiego konia. Dodałam łydki i zmieniłam kierunek. Po jakimś czasie mogliśmy zakłusować, więc od razu starałam się by podstawił zad i ogólnie, ładnie pracował. Udało się, bo uzyskałam miękki kark i obszerny chód. Jak chciał to mógł. W sumie gdybym chciała, to nawet ja bym mogła być bardziej przyjacielska.
- Wasza dwójka – trenerka wskazała na mnie i Fabiana. – Zamieni się końmi.
Bardzo mam przesrane?
> Słabe, ale nie miałam za bardzo pomysłu, sorka :c
Subskrybuj:
Posty (Atom)