niedziela, 7 stycznia 2018

Od Nicole cd. Sama

Sam usiadł na łóżku i pogłaskał mnie po ręce. Wymusiłam na sobie uśmiech. Po chwili do sali weszła pielęgniarka i dała mi poranną porcję leków ze śniadaniem. To coś podobne do jedzenia nie wyglądało dobrze. Wątpię czy dam radę to zjeść. Odsunęłam talerzyk, krzywiąc się.
- Colli... - powiedział, spoglądając na mnie. - Powinnaś coś zjeść... - pokręciłam głową. Wstał z łóżka i poszedł zrobić mi herbaty. Zaczęłam sprawdzać czy przypadkiem ta "papka" nie ożyje, albo czy nie jest trutką dla mnie. Gdy Sam wszedł do pokoju szybko odłożyłam go na parapet i delikatnie się uśmiechnęłam. Brunet położył termos koło talerzyka i ponownie usiadł obok mnie.
- Chyba nie będziesz mnie karmić? - wychrypiałam, powstrzymując śmiech, który spowodował nagły atak kaszlu. Po jakiejś minucie przestałam kaszleć, wyprostowałam się.
- W sumie, nie pogardzę. Zimno mi - fuknęłam i ukryłam ręce pod kocem. Chłopak zaśmiał się i podał mi łyżkę. Wysiorbałam płyn z łyżki i uśmiechnęłam się. - To śmieszne - wychrypiałam, wyciągając ręce przed siebie żeby zdobyć kisiel.
- Chciałaś to masz! - wstał z łóżka, śmiejąc się. Udałam obrażoną, jednak szybko mi przeszło, gdy Sammy chciał wyjść. Chłopak pomógł mi dojeść śniadanie. Okazało się że zaczął boleć mnie brzuch, poprosiłam Sama by poszedł do sklepu, po czym położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy, zapadając w sen.
Brunet po jakimś czasie obudził mnie i dał zakupy. Wstałam ciągnąc za sobą kroplówkę, z zamiarem pójścia do łazienki i zatrzymania potopu.
- Colli? - zatrzymałam się w drzwiach. - Eem... Mój tata jutro przyjedzie - wydusił. Uśmiechnęłam się do niego.
- To dobrze, poznam w końcu choć trochę twoją rodzinę - stwierdziłam. Na twarzy Sama pojawił się grymas.
- No nie wiem - westchnął. Spojrzałam na niego zmieszana. Zbył mnie szybkim "pogadamy jak wrócisz". Poszłam szybko do szpitalnej łazienki i dość sprawnie wróciłam. Byłam niezadowolona z faktu że teraz będzie mnie i ból brzucha męczyć. Kiedy wróciłam Sama nie było. Westchnęłam i wróciłam na łóżko. On serio nie potrafi usiedzieć w miejscu? A to niby mnie dzieckiem nazywa. Po chwili wrócił do sali. Nawet nie zamierzałam zadawać mu pytań typu "gdzie byłeś" itd.
- No to wytłumaczysz mi? - odkaszlnęłam, spoglądając na niego. Usiadł na krześle obok łóżka i także na mnie spojrzał zmieszany.



Sam? Wybacz że krótkie xD tak, bardziej rozjebałaś ode mnie, ale nie bój się B) naprawię to

sobota, 6 stycznia 2018

od Sama cd. Nicole

Wstałem wcześniej od dziewczyny. Odkopałem się spod koca i wyszedłem z pokoju. Wyjąłem telefon z kieszeni, i oddzwoniłem do taty. Odebrał po kilku sygnałach, wziąłem głęboki wdech.
- Cześć Sam. - odezwał się mężczyzna po drugiej stronie. - Miło że oddzwaniasz. Chciałem zapytać, jak Ci idzie w szkole? - powiedział, nie dając mi dojść do zdania.
- Dobrze. - odparłem. - aktualnie jestem w szpitalu. - palnąłem głupio, ojciec wprost się zapowietrzył.
- To sprawka tego szatana, prawda?! - podniósł głos. - Mówiłem, że to się źle skończy! Ale nie, bo "tato! przejdzie mu, jest jeszcze młody!" I masz tu swojego "jest jeszcze młody! - przez chwilę jeszcze robił mi kazanie, którego nie słuchałem. Oparłem się o ścianę i czekałem aż skończy. - Nic poważnego Ci się nie stało? - dodał, zmartwiony. Pokręciłem głową.
- Tato, jakbyś dał mi dojść do słowa, wiedziałbyś, że to nie sprawka Noctisa. - powiedziałem z uśmiechem. - Jestem z dziewczyną w szpitalu. - po drugiej stronie słuchawki nastała cisza. - Tato?
- Dziewczyną? - powtórzył z niedowierzaniem. - Że dziewczyną? Jesteście razem? - zasypał mnie falą pytań, którą podsumowałem roześmianiem się. - Jestem w okolicy, powinienem dojechać jutro. - pożegnał się, a ja wlepiałem się jak idiota w telefon. Ojciec przyjedzie tu jutro, a Colli leży chora w  szpitalu. Napisał jeszcze smsa, żebym podał mu dokładne dane szpitala. Odpisałem, i wróciłem do pokoju. Nicole siedziała na łóżku, jeszcze bledsza niż wcześniej, trzęsącą się ze strachu. Podbiegłem do dziewczyny, i spojrzałem nieco zmieszany. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć. Nic z siebie nie wydusiła. Dolałem jej resztę herbaty, i stwierdziłem że potem będę musiał trzymać tu dwa termosy. Wypiła go, krzywiąc się z bólu.
- Co się stało? - spytałem zatroskany, gdy oddała mi kubek.
- Przestraszyłam się jak zobaczyłam że cię nie ma. - wychrypiała z bólem. Spojrzałem na nią. Usiadłem na łóżku, i pogłaskałem po ręce. Zmusiła się do uśmiechu. Mój mały Cynamonek tak bardzo cierpiał, a ja nie miałem jak jej pomóc. Czułem się tak głupi i bezsilny, gdy pielęgniarka dała jej poranną porcję leków i śniadanie. Spojrzała na nie z niesmakiem, tego nawet jedzeniem nie idzie nazwać. Określiłbym to jako papkę ryżową. Odsunęła talerzyk, krzywiąc się.
- Colli... - powiedziałem z rezygnacją, spoglądając na Cynamonka. - Powinnaś coś zjeść... - pokręciła głową. Wstałem z łóżka, i poszedłem zrobić jej herbaty. Udało mi się zdobyć kisiel truskawkowy, może to jej zasmakuje. Otworzyłem drzwi, Nicole grzebała łyżką w papce. Odłożyła go na parapet, i delikatnie się uśmiechnęła. Położyłem koło talerzyka termos z herbatą, i ponownie usiadłem koło niej.
- Chyba nie będziesz mnie karmić? - wychrypiała, powstrzymując śmiech, który spowodował nagły atak kaszlu. Przestała kaszleć po jakiejś minucie, wyprostowała się.
- A skąd wiesz? Czasami jesteś małym dzieciaczkiem. - powiedziałem z uśmiechem, całując ją w czoło. Podniosła delikatnie kąciki ust.
- W sumie, nie pogardzę. Zimno mi. - fuknęła, i ukryła ręce pod kocem. Zaśmiałem się, i podałem jej łyżkę. Wysiorbała płyn z łyżki, i uśmiechnęła się.  - To śmieszne. - wychrypiała, wyciągając ręce przed siebie, żeby zdobyć kisiel.
- Chciałaś to masz! - wstałem z łóżka, śmiejąc się z miny Colli. Udała obrażoną, ale szybko się odfochała, gdy chciałem wyjść. Pomogłem jej dojeść śniadanie. Położyła się na łóżku, i zamknęła oczy, zapadając w sen. Westchnąłem, i poszedłem się przejść na spacer. Zimne powietrze na dworze uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. W szpitalu było cieplej. Brodziłem w śniegu, idąc na parking. W aucie powinienem mieć gdzieś słuchawki, i kilka innych pierdół. Z słuchawek wyszło tyle co nic, zabrałem portfel i poszedłem do najbliższego sklepu. Kupiłem Nicole kilka bułek, czekoladę, żelki i dużo gazet. Spakowałem to do plecaka, ignorując zdziwione spojrzenie sprzedawcy, gdy wróciłem się po pięciu minutach po osprzęt dla dziewczyny. Zapłaciłem i ulotniłem się z burakiem na twarzy. Wróciłem do szpitala, Nicole zasnęła, wtulona do wiewiórki. Obudziłem ją, i dałem zakupy.
- Colli? - zatrzymała się w drzwiach, ciągnąc za sobą kroplówkę. - Eem... Tata jutro przyjedzie. -  wydusiłem z siebie.


Cynamonku? I kto tu bardziej rozjebał? :D

Od Nicole cd. Sama

Po jakimś czasie zaczęłam robić się śpiąca. Starałam się nie zasypiać bo wiedziałam że skończy się to koszmarem, z którego nie będę mogła się wybudzić. Przed chwilą byłam na badaniach, z tego co słyszałam nie wypadły najlepiej. Nie czułam się tu dobrze, to przeklęte miejsce przypominało mi o tych wspomnieniach które tak bardzo starałam się wyprzeć przez ostatnie lata. Cieszyłam się chociaż że Sam jest ze mną, czułam się przez to bezpieczniej. W końcu jednak i tak zasnęłam.

***

Z dość głębokiego snu wybudził mnie nagły atak kaszlu. Sam który siedział obok na krześle, poderwał się i pomógł mi usiąść. Ucisk w gardle był niemiłosierny. Chłopak nalał mi herbaty z termosu, z trudem wszystko wypiłam, szybko oddałam mu pusty kubek.
- Ciii, już dobrze - przytulił mnie do siebie. Zacisnęłam powieki, powstrzymując łzy. Znowu dopadł mnie atak kaszlu, odsunęłam się i ukryłam twarz w dłoniach, zaczęłam szlochać. Czułam się okropnie, ból był nie do zniesienia a na dodatek wszystkie te wspomnienia.
- Chcesz uspokajające? - zapytał, pokiwałam głową i wychrypiałam ciche "proszę". Sammy otulił mnie kocem i podał pluszaka po czym poszedł szukać pielęgniarki. Po paru minutach wręcz wbiegł do pokoju. Nalał do kubka herbaty i podał mi lekarstwa z napojem. Wypiłam je powstrzymując grymas bólu i podziękowałam mu zachrypniętym głosem.
- Zostaniesz tu, prawda? - wychrypiałam. Pokiwał twierdząco głową, uśmiechnęłam się lekko.
- Kicia, idź już spać. Jutro porozmawiamy - dodał i przykrył mnie kocem. Sam usiadł na podłodze, trzymał mnie za rękę, delikatnie głaszcząc. Po jakimś czasie zasnęłam.

***

Stało się to czego się obawiałam, wróciły te przeklęte koszmary. Z trudem udało mi się wybudzić, rozejrzałam się po pokoju. Nie było Sama. Zaczęłam się lekko trząść i panikować, nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili do pokoju wszedł brunet, chowając telefon do kieszeni.
- Nicole? - przeraził się widząc moją bladą ze strachu twarz. Podbiegł do mnie i spojrzał na mnie zmieszany. Chciałam mu coś powiedzieć, ale nie miałam kompletnie siły, ból był nie do zniesienia. Chłopak nalał mi herbaty z termosu, z niechęcią wypiłam czując jak napój pali mi gardło.
- Co się stało? - spytał zatroskany gdy oddałam mu kubek.
- Przestraszyłam się jak zobaczyłam że cię nie ma- wychrypiałam. Nie chciałam mu mówić o koszmarach, wystarczy już mu zmartwień.


Sammy? Rozjebka totalna :D


od Sama cd. Nicole

Colli przytuliła do siebie pluszaki, każdego z osobna, i wszystkie razem. Uśmiechnąłem się do niej.
- Co cię martwi? - wychrypiała cicho. Skłamałbym, że wyniki badań, ale nie umiałem jej tego zrobić. Przytuliłem ją do siebie, ułożyła się wygodniej w moich ramionach.
- Ty mnie martwisz. - wyszeptałem cicho, nie chcąc by ktoś nas usłyszał. Nicole nie była sama w pokoju, więc przynajmniej ma towarzystwo.
- Jak to? - zdziwiła się, delikatnie odsuwając się ode mnie.
- Martwię się o ciebie, bo w ogóle nie przejmujesz się swoim zdrowiem. Kocham cię i nie chcę cię stracić - pocałowałem ją  w czoło. Spojrzała na mnie, nieco zmieszana ale równocześnie zdziwiona.
- Też cię kocham. - odparła, wtulając się mocniej. Głaskałem ją przez chwilę, dopóki nie usnęła. Angina, czy co to tam było za cholerstwo, ją zmęczyła. Wciąż miała gorączkę. Otuliłem ją kocem, starając się nie poruszyć drenem z kroplówką.  Zbliżała się pora obiadu, a ona dalej spała. Gdy pielęgniarka weszła do pokoju, pchając przed sobą wózek z posiłkami, delikatnie obudziłem Colli. Otworzyła oczy i usiadła, odsuwając się ode mnie. Dostała kilka lekarstw, i niezbyt wykwintby obiad. Lepsze to niż jakaś papka. Z bólem serca oglądałem, jak połyka lekarstwa i popija zupę z widocznym niesmakiem. Trzęsła się cała, chociaż mniej niż ostatnio. Spoglądała na mnie swoimi czekoladowymi oczami ze zmieszaniem, za każdym razem, gdy musiała nabrać na łyżkę rosołu, który pewnie był wodą z vegetą.  Zostawiła połowę posiłku, odłożyłem go na parapet i spojrzałem na Colli. W porównaniu do jej wyglądu jak jest zdrowa, powiedziałbym że to dwie różne osoby. Po jakiś dwudziestu minutach zabrali Colli na badania. Siedziałem znudzony na jej łóżku, czytając książkę.

***

Pozwolili mi zostać w szpitalu z Colli. Spodziewałem się, że nie prześpię całej nocy, bo będę się martwić o Nicole. Koło dwudziestej drugiej, dziewczyna obudziła się z nagłym atakiem kaszlu. Poderwałem się  z ziemi, i pomogłem jej  usiąść. W jej matowych oczach, malował się ból. Pogłaskałem ją i nalałem jej herbaty z termosu. Wypiła ją z trudem, oddała mi szybko pusty kubek.
- Ciii, już dobrze. - przytuliłem ją do  siebie, gdy skończyła kaszleć. Zacisnęła powieki, powstrzymując łzy. Przełknąłem ślinę ciężko, przecież to nie skończy się na dwóch dniach pobytu w szpitalu. Colli znowu dopadł atak kaszlu, odsunęła się i ukryła twarz w dłoniach. Chwilę potem słychać było cichy szloch.
- Chcesz uspokojające? - zapytałem, pokiwała głową i wychrypiała ciche "proszę". Pogłaskałem ją, otuliłem kocem i podałem pluszaka. Poszedłem szukać jakiejś pielęgniarki, która mogłaby dać jej leki. Kobieta siedziała w kantorku, i popijała kawę. Zapukałem do drzwi, otworzyła je i przyłożyła dłoń do ust, gdy ziewnęła. Przedstawiłem jej jako tako sytuację, i poprosiłem o wspomniane leki. Z niechęcią włożyła je do kubeczka, i poinstruowała co i jak. Podziękowałem jej z wdzięcznością, i prawie pobiegłem do jej pokoju. Colli tuliła do siebie pluszaka, ukrywając w nim twarz i powstrzymując szloch. Nalałem do kubka herbaty, i podałem jej lekarstwa z napojem. Wypiła je i podziękowała mi zachrypniętym głosem.
- Zostaniesz tu, prawda? - wychrypiała z bólem. Potwierdziłem, ulga rysująca się na zmęczonej twarzy Nicole wprawiła mnie w nieco lepszy nastrój.
- Kicia, idź już spać. Jutro porozmawiamy.  - dodałem, i przykryłem kocem. Samemu usiadłem na podłodze, i trzymałem ją za rękę, delikatnie ją głaszcząc. Po jakiejś pół godzinie, Colli zasnęła.

Nicole?  ( ͡° ͜ʖ ͡°) 

Od Nicole cd. Sama

Sam posadził mnie na siedzeniu, pomógł zapiąć pasy po czym owinął mnie kocem. Po chwili chłopak siedział już na miejscu kierowcy i ruszyliśmy do szpitala. Przez tą gorączkę trochę przestałam kontaktować ze światem, zaczęłam coś mamrotać. Sama nie wiem co mówiłam. W końcu dojechaliśmy pod szpital, na nasze nieszczęście na parkingu nie było miejsc. Kiedy wreszcie znaleźliśmy miejsce, Sam wręcz wyskoczył z auta i wniósł mnie do szpitala. Zaczęłam znów mu tłumaczyć że nic mi nie jest i że jestem kompletnie zdrowa.
- Nie marudź - szepnął, całując mnie w czoło. Chciałam mu powiedzieć, że nie ma prawa mnie uciszać, jednak stwierdziłam że nie ma sensu. Brunet chwilę rozmawiał z jakąś pielęgniarką, nie słuchałam o czym. Byłam zła tym że muszę spędzić w tym okropnym miejscu dwa dni. Wtuliłam się w Sama, wydając z siebie ochrypłe "nie, co ze szkołą?".  Sammy zaniósł mnie do sali, chwilę rozmawiał jeszcze z lekarzem. Chłopak zadeklarował się, że przywiezie mi najpotrzebniejsze rzeczy. Szybko powiedziałam mu co potrzebuję. Po chwili brunet wyparował z sali. Podeszła do mnie pielęgniarka, dała mi jakieś leki i kazała się położyć.
Miałam kompletnie w dupie to że miałam wysoką gorączkę. Nienawidzę szpitali, wręcz panicznie się ich boję. Przebywanie tutaj jest dla mnie katorgą, koszmarem. Błagałam w duchu by Sam wrócił jak najszybciej.
W końcu po paru minutach opanowałam atak paniki, zauważyłam gazetę leżącą na stoliku i z braku lepszych pomysłów zaczęłam ją czytać. Głowa bolała już mnie odrobinę mniej, aczkolwiek ból gardła męczył gorzej niż wcześniej. Po pięciu minutach do sali wszedł Sam, położył rzeczy na podłogę i usiadł obok mnie na łóżku.
- Jak się czujesz - zapytał, głaszcząc mnie po włosach. Złożyłam gazetę i uśmiechnęłam się słabo.
- Przywiozłem ci pluszaki - dodał z uśmiechem.
Uśmiechnęłam się, jednak po chwili skrzywiłam się czując ucisk w głowie. Chłopak chwilę patrzył się na mnie z troską w oczach, po czym podał mi pluszaki. Była to wiewiórka, piesek i największym z nich był jednorożec. Wtuliłam się w pluszaki, spoglądając kątem oka na Sama. Wyglądał na cholernie zmartwionego.
- Co cię martwi? - wychrypiałam cicho. Nasze spojrzenia spotkały się, uśmiechnął się lekko i przytulił mnie do siebie.
- Ty mnie martwisz - szepnął cicho.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Martwię się o ciebie, bo w ogóle nie przejmujesz się swoim zdrowiem. Kocham cię i nie chcę cię stracić - pocałował mnie w czoło. Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie sądziłam że jestem dla niego tak ważna. Po mimo tego że czułam się okropnie, on sprawił że poczułam się jak w siódmym niebie.
- Też cię kocham - przytuliłam go mocno.


Sam? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

piątek, 5 stycznia 2018

od Sama cd. Nicole

Jeżeli Colli była zdrowa, to ja byłem świętym Andrzejem II.
- Tak. - odparła, na wcześniejsze pytanie. Nie wyglądała na taką w pełni sił, a mówienie sprawiało jej widoczny ból. Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni, po kiego grzyba trzymam termometr w kuchni? Zastanowiłem się i podałem przedmiot Colli.
- Mówię, że dobrze się czuję.  - wychrypiała. Dziewczyna wzięła go drżącą ręką i zaczęła mierzyć temperaturę. Minęły dwie minuty, szatynka podała mi termometr.
- Czterdzieści stopni gorączki. - powiedziałem, zaczynałem się martwic coraz bardziej. Na pewno nie mam zwidów?
- Co takiego? Niemożliwe. - burknęła Nicole. Spojrzałem na nią zdziwiony, no przecież właśnie to jest możliwe.
- Masz cholernie wysoką gorączkę i nic sobie z tego nie robisz? - zapytałem, nieco zirytowany na lekkomyślność Nicole.  Odwróciła tylko wzrok, spoglądając na Wenus. Czy to naprawdę takie trudne, dać sobie pomóc?
- Wstawaj, jedziemy do szpitala. - stwierdziłem, i wstałem założyć buty. Nicole obrzuciła mnie fochniętym spojrzeniem,  i otuliła się mocniej kocykiem, ignorując wszystko wokół. Czy ona naprawdę twierdzi, że to zwykłe przeziębienie?
- Nigdzie nie idę! Nic mi nie jest! - chyba chciała powiedzieć to głośniej niż normalnie, ale wyszedł skrzekliwy szept. Zrobiło mi się jej cholernie szkoda, ale byłem też na nią zdenerwowany. Nie zachowywała się poważnie, jak na osiemnastolatkę.
- Co ty wyprawiasz Nicole? - zatrzymałem się w połowie zakładania drugiego buta. Wsunąłem buta do reszty, może ona po prostu nie chce pomocy?
- Nie chcę byś się mną przejmował, poradzę sobie.- szepnęła ochrypłym głosem. Stałem przez chwilę bez słowa w drzwiach. Przemogłem się, i usiadłem koło dziewczyny, tuląc ją do siebie mocno. Colli wtuliła się we mnie, cicho szlochając.
- Przepraszam - wychrypiała, odsuwając się ode mnie.
- Nie szkodzi, ale teraz wstawaj okey? - uśmiechnąłem się. Otarła łzę, która nie zdążyła wsiąknąć  w moją koszulę. Wstała niezdarnie, i założyła buty. Pomogłem jej założyć kurtkę. Była cholernie blada, i ledwo stała na nogach. Przecież przejście z łóżka do drzwi było dla niej wyprawą na biegun. Upierała się, że sama dojdzie do auta. Zignorowałem jej protesty, i podniosłem. Chwyciłem kluczyki od auta, i wyszedłem z pokoju. Colli się trzęsła, miała zaczerwienione policzki, wprost czerwone, w porównaniu do całej reszty. Posadziłem ją na siedzeniu, pomogłem zapiąć pasy i owinąłem kocem. Wsiadłem do auta, i zapaliłem silnik. Włączyłem delikatne ogrzewanie, Colli wyglądała jak siedem boleści.

***

- Damn, akurat jak trzeba, to nie ma miejsc! - fuknąłem, rozglądając się za dogodnym miejscem do zaparkowania. Wreszcie ktoś wyjechał. Zatrzymałem furę, i ponownie podniosłem Nicole. Tym razem owiniętą kocykiem. Mówiła coś o Wenus, i sylwestrze. Starałem się to ignorować. Jakaś para z dzieckiem, które miało rękę owiniętą bandażem, otworzyła nam drzwi. Podziękowałem skinieniem głowy, i wszedłem z Colli na rękach do budynku. Ludzie patrzyli na mnie nieco zdziwionym, może i zniesmaczonym wzrokiem.
- Nie marudź. - szepnąłem, całując Colli w czoło, gdy po raz kolejny stwierdziła że jest zdrowa. Podeszła do nas pielęgniarka, obrzucając mnie krytycznym spojrzeniem.
- Co się dzieje? - zapytała beznamiętnie, równocześnie prowadząc nas do jakiegoś gabinetu. Wytłumaczyłem co i jak, kłamiąc że Nicole była u lekarza rodzinnego.
- Zostanie dwa dni pod obserwacją. Najprawdopodobniej angina. - stwierdził mężczyzna. Nicole wtuliła się we mnie, wydając z siebie ochrypłe "nie, co ze szkołą?". Poprawiłem ją na rękach, i zaniosłem do sali. Lekarz poinformował mnie co i jak. Zadeklarowałem się, że przywiozę najpotrzebniejsze rzeczy. Powiedziała mi, co potrzebuje, postarałem się zapamiętać jak najwięcej. Wróciłem do Akademii, jadąc jak głupi. Zapewne złamałem wszelkie istniejące przepisy. Spakowałem ubrania, kosmetyki i całą resztę rzeczy Nicole do jej torby. Moje ciuchy i dodatkowe pierdoły wrzuciłem do plecaka. Wenus będzie musiała pokisić się trochę u innego ucznia, którego imienia nawet nie znałem. Omal nie wyrżnąłem się na śniegu, gdy szedłem do auta. Wrzuciłem torby na tylne siedzenie, i wyjechałem z parkingu Akademii. Dojazd do szpitala zajął mi niespełna dwadzieścia minut.
- Ja do Nicole Frost. - powiedziałem nieco rozkojarzony. Musiałem coś podpisać, nie czytałem nawet co to jest. Irytująca muzyczka w windzie, jeszcze bardziej wydłużała całą "podróż". Odnalazłem salę Colli, dziewczyna leżała już pod kołdrą i czytała gazetę. Położyłem rzeczy na podłogę, i usiadłem na łóżku.
- Jak się czujesz? - zapytałem zatroskany, głaszcząc ją po włosach. Złożyła gazetę, i uśmiechnęła się słabo. - Przywiozłem Ci pluszaki. - dodałem z uśmiechem. Na zmęczonej twarzy Colli też zawitało coś na jego podobieństwo, chociaż był to bardziej grymas bólu.

Colli? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Od Nicole cd. Sama

Kątem oka zauważyłam jak Sam przygląda mi się, uśmiechnęłam się pod nosem i dokończyłam robić nam śniadanie. Postanowiłam przeszkodzić Samowi gdy się ubierał, wtulając się w niego. Zjedliśmy śniadanie i doprowadziliśmy domek do porządku. Byłam cholernie rozczarowana tym że przerwa świąteczna się skończyła i trzeba wracać do nauki. Sam spakował walizki do auta, a ja usiadłam na swoje miejsce. Sam zasiadł za kierownicą i odpalił silnik. Niby dzień zapowiadał się wspaniale jednak w aucie rozbolała mnie głowa. Może coś z choroby lokomocyjnej? Nie, nigdy nie miałam. Nie wiem jak i kiedy ale zasnęłam, opierając się o szybę. Przez mgłę pamiętam jak Sam wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Po jakimś czasie obudziłam się, nie najlepiej się czułam. Głowę wręcz mi rozsadzało a do tego dołączył się ból gardła.
- Sammy? - wychrypiałam, odkaszlnęłam otulając się kocem. Chłopak siedział na kanapie i czytał jakąś książkę.
- Hmmm? - westchnął znad książki. Roześmiałam się, co spowodowało nagły atak kaszlu.
- Na pewno jesteś zdrowa? - zapytał, a w jego głosie wyczułam troskę?
Odłożył książkę i przysiadł się do mnie. Okrył mnie nieco lepiej kocykiem i podrzucił Wenus na łóżko którą szybko przytuliłam.
- Tak - z trudnością to wypowiedziałam, czułam ogromy ucisk w gardle. Sam wstał i poszedł na chwilę do kuchni. Wrócił z termometrem i podał mi go wręcz z grobową miną.
- Mówię że dobrze się czuje - chrypa i kaszel wciąż nie przestawały mnie męczyć. Brunet mierzył mnie wzrokiem, niepewnie wzięłam od niego termometr i zmierzyłam temperaturę.
- Czterdzieści stopni gorączki - spojrzał na mnie lekko przerażony.
- Co takiego? Niemożliwe - burknęłam. Sammy spojrzał na mnie zdziwiony.
- Masz cholernie wysoką gorączkę i nic sobie z tego nie robisz? - spytał zdziwiony. Całe życie polegałam tylko na sobie, nie chcę by ktoś się o mnie martwił. Nie odpowiedziałam, tylko odwróciłam wzrok na czekoladowego labradora.
- Wstawaj, jedziemy do szpitala - Sam wstał gwałtownie i zaczął ubierać buty.
- Nigdzie nie idę! Nic mi nie jest! - starałam się brzmieć głośno i stanowczo jednak przez ból gardła zabrzmiało to prawie jak szept.
- Co ty wyprawiasz Nicole? - spojrzał na mnie zdziwiony.
- Nie chcę byś się mną przejmował, poradzę sobie- szepnęłam tak by mnie słyszał. Stał chwilę bez słowa, usiadł obok i mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w chłopaka i zaczęłam cicho szlochać.
- Przepraszam - wychrypiałam, odrywając się od chłopaka.
- Nie szkodzi, ale teraz wstawaj okey? - uśmiechnął się. Otarłam ostatnią łzę, pokiwałam twierdząco głową. Wstałam i zaczęłam ubierać buty. Przy zakładaniu kurtki pomógł mi Sam, przez gorączkę ledwo mogłam ustać na nogach. Upierałam się że dam radę dojść do auta, ten jednak to zignorował. Wziął mnie na ręce i zaniósł do auta.


Sam? XDD zjebałam to?