Zerknąłem na arabka, który przyglądał się dziewczynie swoimi mądrymi, bystrymi oczami i uśmiechnąłem się pod nosem. Jak można było wziąć to niewinne stworzonko na prestiżowe zawody skokowe? Niektórym ludziom zupełnie brak wyobraźni.
- I myślisz, że sobie z nim poradzę?- spytałem zupełnie poważnie, a Tori spojrzała na mnie jak na idiotę i lekceważąco machnęła ręką
- Jesteś głupi, albo głupi- podsumowała i podała mi uwiąz. Pasowałoby zaprowadzić Francuza na padok. Tym razem wściekła Aleu nie zacznie się drzeć jak idiotka, gdy arabek postanowi zawrzeć znajomości z innymi końmi, przynajmniej tyle dobrego... westchnąłem
- Też cię lubię księżniczko- prychnąłem rozbawiony i wyprowadziłem nowego podopiecznego z boksu
***
- Weterynarz oglądał jego nogi po tym szalonym wyczynie z poprzeczkami?- zapytałem, otwierając drewnianą furtkę
Tori pokiwała głową
- Stwierdził, że to nic poważnego. Zwykłe stłuczenia, lekko spuchło ale zimne okłady mają pomóc. Ogólnie to ma charakterek ta bestyjka- podsumowała i odpięła uwiąz od zielonego kantara
- Wypuszczasz tego twojego małego Demona?- spytałem myśląc o tej karej klaczy z piekła rodem
- W sumie... czemu nie? Zaraz po nią pójdę- mruknęła i uważnie mi się przyjrzała- Wydaje mi się, że jesteś taki jakiś przygnębiony- zauważyła... całkiem trafnie.
- Co będzie później?- na moje słowa zmarszczyła brwi, ale zanim zdążyła cokolwiek dodać, przerwałem jej- Jak Aleu wróci... co ona mu zrobi?
Moja towarzyszka odwróciła głowę i nerwowym ruchem poprawiła rozpadający się warkocz, nie wróżyło to nic dobrego
- Nie mam pojęcia Ru...- kłamała, słyszałem to w jej głosie. Może to i lepiej?
- Idź po Dię, ja zajmę się Silem i Breve- mruknąłem od niechcenia i oparłem się o drewniane ogrodzenie zrezygnowany, nie chciałem myśleć o tym, co stanie się gdy wróci jego właścicielka
- Kim?- spytała zdezorientowana. Aaa... no tak
- Tak na niego mówię, jest bardzo odważnym konikiem- odparłem z uśmiechem, Francuz do niego nie pasuje... Idź po tego źrebaka szaleńca...
> Viczeł? ♥ <
>> Gifa ni ma bo mnie nie kocha '=' <
czwartek, 4 maja 2017
środa, 3 maja 2017
200 postów! [ZMIANY W TREŚCI!]
Kochani!
Na naszym blogu wybiło 200 postów! Z tej okazji w Akademii odbędzie się bal i zawody WKKW.
NIE TRZEBA SIĘ ZGŁASZAĆ. Jedyny warunek-opowiadanie opisujące przejazd musi mieć co najmniej 350 słów.
Na bal można przyjść z kimś lub samemu.Osoba, z którą chcemy iść musi się na to zgodzić. Nie trzeba uczestniczyć w balu.
Na naszym blogu wybiło 200 postów! Z tej okazji w Akademii odbędzie się bal i zawody WKKW.
NIE TRZEBA SIĘ ZGŁASZAĆ. Jedyny warunek-opowiadanie opisujące przejazd musi mieć co najmniej 350 słów.
Na bal można przyjść z kimś lub samemu.Osoba, z którą chcemy iść musi się na to zgodzić. Nie trzeba uczestniczyć w balu.
Kocham Was wszystkich! <3
od Triss cd. Viktorii
-Gdzie idziesz?-zapytałam Viktorię, która odwróciła się do mnie lekko zaskoczona.
-Do North, wszystko ok u Amora?-odparła dziewczyna, kończąc odpowiedź pytaniem.
-Tak.-powiedziałam cicho, po czym poszłam do boksu mojego konia.
Jadł siano, co jakiś czas podnosząc głowę. Patrzyłam na niego, na razie nie wchodziłam do środka, chciałam, żeby trochę odpoczął po wydarzeniu na hali. Po kilku minutach usłyszałam głośne uderzenie dobiegające z boksu North, szybko skierowałam się tam.
-Wszystko git? Chcesz się przejść?-zapytałam prawie bezgłośnie.
-Daj nam 20 minut, idźcie nad wodę.-szepnęła, a ja kiwnęłam głową i oddaliłam się w kierunku boksu Amora.
Otworzyłam ostrożnie drzwi do boksu. Ogier podniósł szybko głowę i przyglądał mi się.
-No już...-powiedziałam cicho.
Przymknęłam drzwi i zrobiłam krok w stronę konia. Ten parsknął przestraszony.
-Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy.-wyciągnęłam powoli dłoń w stronę Amora.
Cofnął się i położył uszy po sobie. Wyjęłam z kieszeni jego ulubiony przysmak-marchewkę, i kucnęłam, aby położyć ją na ściółce. Ogier zjadł warzywo i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem. Uśmiechnęłam się lekko i wzięłam kolejną; tym razem wzięłam ją do ręki, którą wyciągnęłam do konia. Amor przestąpił nerwowo z nogi na nogę, aby za chwilę ustąpić. Zabrał szybko marchewkę z mojej dłoni i schrupał ją z zadowoleniem. Podeszłam do konia i pogładziłam go delikatnie po szyi. Cofnął się lekko, ale nie był już tak przerażony.
-Właśnie tak. Super.-pochwaliłam go i zapięłam lonżęprzy kantarze. Pogłaskałam konia i wyszłam z nim z boksu.
Wyszliśmy ze stajni, a Amor rozszerzył chrapy i wypuścił przez nie gwałtownie powietrze. Zaczął kłusować, ciągnąc za lonżę.
-Prrr.-uspokajałam ogiera, który po chwili przeszedł do stępa, co chwila rozglądał się, parskając głośno.
Gdy opuściliśmy teren Akademii koń zatrzymał się i odwrócił głowę w stronę padoków, po czym zarżał głośno. Zaśmiałam się cicho i skręciłam w stronę lasu. Gdy weszliśmy do skupiska drzew, zatrzymałam się, a koń zaczął jeść zieloną trawę. Pogłaskałam go po szyi, drgnął niespokojnie, ale po chwili uspokoił się. Po kilku minutach postanowiłam ruszyć dalej.Cmoknęłam cicho.
-Chodź, idziemy.-powiedziałam do Amora, niedługo potem szliśmy leśną drogą.
Nagle zza krzaków wybiegła sarna, płosząc ogiera, który zaczął stawać dęba i cofać się. Wspiął się wysoko na tylnych nogach, aby zaraz potem wylądować kopytami na ziemi. Gdy tylko to się wydarzyło, bryknął i pociągnął mocno głową.
-Amor, spokój, już dobrze!-przekonywałam konia. Po chwili uspokoił się, a ja pogłaskałam go i poszliśmy dalej.
Po kilku minutach usłyszałam cichy gwizd, natychmiast odwróciłam się i zobaczyłam Viktorię z North biegnące do nas.
-Dobrze, że się nie spłoszył.-pochwaliła Amora, który uniósł dumnie głowę.
-Tak.-uśmiechnęłam się.-A jak z North?
Viktoria pogłaskała karą klacz po szyi z zadowoleniem.
-Też ok. Jak już wyszłyśmy z boksu było lepiej.-odparła.
Kiwnęłam głową i zauważyłam jezioro daleko przed nami.
-Wzięłaś lonżę?-zdziwiła się dziewczyna.
-Tak, pomyślałam, że będzie wygodniej, niż z uwiązem.-potwierdziłam i przeczesałam włosy palcami.
Dziewczyna pokiwała głową. Szłyśmy leśną, dość szeroką drogą, ciszę przerywał stukot kopyt o podłoże. Uwielbiałam ten dźwięk, taki spokojny i rytmiczny.
Kilkanaście minut później byłyśmy nad jeziorem, wyglądało pięknie, otoczona lasem woda, w której odbijały się drzewa.
-Dawno tu nie byłam.-zauważyłam i podeszłam do wody razem z Amorem.
Na początku zapierał się i nie chciał za nic podejść, ale już po chwili przekonał się, zachęcony przeze mnie, i ostrożnie podszedł do zbiornika. Zanurzył chrapy w wodzie, a następnie pyszczek, i zaczął pić. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam pięciolatka po szyi. Viktoria z North podeszły bliżej nas i konie zaczęły się obwąchiwać, co chwila odsuwając od siebie pyszczki. Zakryłam usta dłonią, aby nie wybuchnąć śmiechem, wyglądali tak uroczo z uszami skierowanymi do przodu.
-Chyba niedługo wsiądę na Batona.-zwróciłam się do Viktorii, która uniosła brwi.
-...............................................
>Viczeł? c: <
-Do North, wszystko ok u Amora?-odparła dziewczyna, kończąc odpowiedź pytaniem.
-Tak.-powiedziałam cicho, po czym poszłam do boksu mojego konia.
Jadł siano, co jakiś czas podnosząc głowę. Patrzyłam na niego, na razie nie wchodziłam do środka, chciałam, żeby trochę odpoczął po wydarzeniu na hali. Po kilku minutach usłyszałam głośne uderzenie dobiegające z boksu North, szybko skierowałam się tam.
-Wszystko git? Chcesz się przejść?-zapytałam prawie bezgłośnie.
-Daj nam 20 minut, idźcie nad wodę.-szepnęła, a ja kiwnęłam głową i oddaliłam się w kierunku boksu Amora.
Otworzyłam ostrożnie drzwi do boksu. Ogier podniósł szybko głowę i przyglądał mi się.
-No już...-powiedziałam cicho.
Przymknęłam drzwi i zrobiłam krok w stronę konia. Ten parsknął przestraszony.
-Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy.-wyciągnęłam powoli dłoń w stronę Amora.
Cofnął się i położył uszy po sobie. Wyjęłam z kieszeni jego ulubiony przysmak-marchewkę, i kucnęłam, aby położyć ją na ściółce. Ogier zjadł warzywo i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem. Uśmiechnęłam się lekko i wzięłam kolejną; tym razem wzięłam ją do ręki, którą wyciągnęłam do konia. Amor przestąpił nerwowo z nogi na nogę, aby za chwilę ustąpić. Zabrał szybko marchewkę z mojej dłoni i schrupał ją z zadowoleniem. Podeszłam do konia i pogładziłam go delikatnie po szyi. Cofnął się lekko, ale nie był już tak przerażony.
-Właśnie tak. Super.-pochwaliłam go i zapięłam lonżęprzy kantarze. Pogłaskałam konia i wyszłam z nim z boksu.
Wyszliśmy ze stajni, a Amor rozszerzył chrapy i wypuścił przez nie gwałtownie powietrze. Zaczął kłusować, ciągnąc za lonżę.
-Prrr.-uspokajałam ogiera, który po chwili przeszedł do stępa, co chwila rozglądał się, parskając głośno.
Gdy opuściliśmy teren Akademii koń zatrzymał się i odwrócił głowę w stronę padoków, po czym zarżał głośno. Zaśmiałam się cicho i skręciłam w stronę lasu. Gdy weszliśmy do skupiska drzew, zatrzymałam się, a koń zaczął jeść zieloną trawę. Pogłaskałam go po szyi, drgnął niespokojnie, ale po chwili uspokoił się. Po kilku minutach postanowiłam ruszyć dalej.Cmoknęłam cicho.
-Chodź, idziemy.-powiedziałam do Amora, niedługo potem szliśmy leśną drogą.
Nagle zza krzaków wybiegła sarna, płosząc ogiera, który zaczął stawać dęba i cofać się. Wspiął się wysoko na tylnych nogach, aby zaraz potem wylądować kopytami na ziemi. Gdy tylko to się wydarzyło, bryknął i pociągnął mocno głową.
-Amor, spokój, już dobrze!-przekonywałam konia. Po chwili uspokoił się, a ja pogłaskałam go i poszliśmy dalej.
Po kilku minutach usłyszałam cichy gwizd, natychmiast odwróciłam się i zobaczyłam Viktorię z North biegnące do nas.
-Dobrze, że się nie spłoszył.-pochwaliła Amora, który uniósł dumnie głowę.
-Tak.-uśmiechnęłam się.-A jak z North?
Viktoria pogłaskała karą klacz po szyi z zadowoleniem.
-Też ok. Jak już wyszłyśmy z boksu było lepiej.-odparła.
Kiwnęłam głową i zauważyłam jezioro daleko przed nami.
-Wzięłaś lonżę?-zdziwiła się dziewczyna.
-Tak, pomyślałam, że będzie wygodniej, niż z uwiązem.-potwierdziłam i przeczesałam włosy palcami.
Dziewczyna pokiwała głową. Szłyśmy leśną, dość szeroką drogą, ciszę przerywał stukot kopyt o podłoże. Uwielbiałam ten dźwięk, taki spokojny i rytmiczny.
Kilkanaście minut później byłyśmy nad jeziorem, wyglądało pięknie, otoczona lasem woda, w której odbijały się drzewa.
-Dawno tu nie byłam.-zauważyłam i podeszłam do wody razem z Amorem.
Na początku zapierał się i nie chciał za nic podejść, ale już po chwili przekonał się, zachęcony przeze mnie, i ostrożnie podszedł do zbiornika. Zanurzył chrapy w wodzie, a następnie pyszczek, i zaczął pić. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam pięciolatka po szyi. Viktoria z North podeszły bliżej nas i konie zaczęły się obwąchiwać, co chwila odsuwając od siebie pyszczki. Zakryłam usta dłonią, aby nie wybuchnąć śmiechem, wyglądali tak uroczo z uszami skierowanymi do przodu.
-Chyba niedługo wsiądę na Batona.-zwróciłam się do Viktorii, która uniosła brwi.
-...............................................
>Viczeł? c: <
wtorek, 2 maja 2017
od Viktorii cd. Triss
Zacisnęłam zęby by ukryć złość ale wyszło to dosyć marnie.
-Najchętniej bym go tu zostawiła ale musimy coś wykminić..-uśmiechnęłam się szyderczo, do Nick'a który ocierał sobie krew.-Gnojku! Co mamy z tobą zrobić?-zapytałam, znów przekręcając nóż w dłoni, by ostrze skierowane było w dół.
-Zostawcie mnie.-warknął i podniósł się z ziemi, odprowadzałyśmy powoli przerażone konie. Swoją drogą nie tylko one się bały, przez Nick'a Amidii mogło się coś stać, a Amorowi pewnie wróciła trauma... Prowadziłam Diśkę za kantar i wprowadziłam ją do boksu, gdy tylko zauważyła siano schyliła swój kary łeb i zaczęła go jeść, na jej kruczoczarnej sierści widać było ślady od smagnięć batem, syknęłam cichutko.
-Już dobrze...-kucnęłam przy niej i zaczęłam głaskać ją po chrapach, parsknęła cicho i trąciła moją dłoń, uśmiechnęłam się lekko- ten gnojek nic Ci nie zrobi, jesteś z mamą Diśka.-gładziłam ją po jej rozgrzanym pysku, popatrzyłam na nią ze współczuciem, ma coś ponad rok już tyle stresu...
Muszę popracować North... Przeszło mi przez myśl i dając całusa Amidii, wstałam i odnalazłam boks North.
-Gdzie idziesz?-pytanie Triss lekko zbiło mnie z tropu,
-Do Wish, wszystko ok u Amora?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie, jako odpowiedź otrzymałam ciche "tak", wchodząc do boksu klaczy, uważałam by nie wykonywać gwałtownych ruchów. North'ie wycofała się gdy otworzyłam zasuwę, w jej oczach widać było strach który przeradzał się w panikę.
-Cichutko... Już dobrze-wyszeptałam i rozłożyłam ręce by pokazać jej że nie mam nic co mogłoby zrobić jej krzywdę, podchodziłam powoli do klaczy która powoli uspokajała się, wyciągnęłam dłoń na której spoczywała marchewka, powąchała ją nieufnie i parsknęła. Wahając się, wreszcie zabrała ją i schrupała ze smakiem, pogładziłam ją lekko po chrapach na co zarzuciła głową.
-Przepraszam.-szepnęłam i zaczęłam przesuwać dłońmi po jej nogach, gdy poczuła że próbuję podnieść tylną nogę, wyrwała ją i zamachnęła się uderzając w ścianę boksu, odpadł kawałek tynku, zauważyłam po lewej stronie, głowę Triss.
-Wszystko git? Chcesz się przejść?-zapytała prawie bezgłośnie a ja pokiwałam głową.
-Daj nam 20 minut, idźcie nad wodę.-szepnęłam i usiadłam, cierpliwie wpatrując się w North, chwilę potem usłyszałam stukot kopyt na dziedzińcu, który z każdą chwilą cichł.
-Cześć, Wish. -rozpoczęłam "rozmowę" z North, gdy była źrebakiem uwielbiała gdy do niej mówiłam- dużo to się podziało, prawda? Pamiętasz jeszcze, jak tu przyjechałyśmy? Jaka zagubiona byłaś?-mówiłam do niej, wreszcie klacz trąciła mnie chrapami. Zapięłam jej uwiąz o kantar i powoli wyszłam w stronę jeziora, szłam leśnym traktem gdy zauważyłam z przodu znajomą postać, Triss. Gwizdnęłam cicho ale dziewczyna i tak się odwróciła, podkłusowałam z North do niej i uśmiechnęłam się.
-Dobrze że się nie spłoszył.-pochwaliłam Amora który uniósł dumnie głowę.
-...............
>Triss? :3 <
-Najchętniej bym go tu zostawiła ale musimy coś wykminić..-uśmiechnęłam się szyderczo, do Nick'a który ocierał sobie krew.-Gnojku! Co mamy z tobą zrobić?-zapytałam, znów przekręcając nóż w dłoni, by ostrze skierowane było w dół.
-Zostawcie mnie.-warknął i podniósł się z ziemi, odprowadzałyśmy powoli przerażone konie. Swoją drogą nie tylko one się bały, przez Nick'a Amidii mogło się coś stać, a Amorowi pewnie wróciła trauma... Prowadziłam Diśkę za kantar i wprowadziłam ją do boksu, gdy tylko zauważyła siano schyliła swój kary łeb i zaczęła go jeść, na jej kruczoczarnej sierści widać było ślady od smagnięć batem, syknęłam cichutko.
-Już dobrze...-kucnęłam przy niej i zaczęłam głaskać ją po chrapach, parsknęła cicho i trąciła moją dłoń, uśmiechnęłam się lekko- ten gnojek nic Ci nie zrobi, jesteś z mamą Diśka.-gładziłam ją po jej rozgrzanym pysku, popatrzyłam na nią ze współczuciem, ma coś ponad rok już tyle stresu...
Muszę popracować North... Przeszło mi przez myśl i dając całusa Amidii, wstałam i odnalazłam boks North.
-Gdzie idziesz?-pytanie Triss lekko zbiło mnie z tropu,
-Do Wish, wszystko ok u Amora?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie, jako odpowiedź otrzymałam ciche "tak", wchodząc do boksu klaczy, uważałam by nie wykonywać gwałtownych ruchów. North'ie wycofała się gdy otworzyłam zasuwę, w jej oczach widać było strach który przeradzał się w panikę.
-Cichutko... Już dobrze-wyszeptałam i rozłożyłam ręce by pokazać jej że nie mam nic co mogłoby zrobić jej krzywdę, podchodziłam powoli do klaczy która powoli uspokajała się, wyciągnęłam dłoń na której spoczywała marchewka, powąchała ją nieufnie i parsknęła. Wahając się, wreszcie zabrała ją i schrupała ze smakiem, pogładziłam ją lekko po chrapach na co zarzuciła głową.
-Przepraszam.-szepnęłam i zaczęłam przesuwać dłońmi po jej nogach, gdy poczuła że próbuję podnieść tylną nogę, wyrwała ją i zamachnęła się uderzając w ścianę boksu, odpadł kawałek tynku, zauważyłam po lewej stronie, głowę Triss.
-Wszystko git? Chcesz się przejść?-zapytała prawie bezgłośnie a ja pokiwałam głową.
-Daj nam 20 minut, idźcie nad wodę.-szepnęłam i usiadłam, cierpliwie wpatrując się w North, chwilę potem usłyszałam stukot kopyt na dziedzińcu, który z każdą chwilą cichł.
-Cześć, Wish. -rozpoczęłam "rozmowę" z North, gdy była źrebakiem uwielbiała gdy do niej mówiłam- dużo to się podziało, prawda? Pamiętasz jeszcze, jak tu przyjechałyśmy? Jaka zagubiona byłaś?-mówiłam do niej, wreszcie klacz trąciła mnie chrapami. Zapięłam jej uwiąz o kantar i powoli wyszłam w stronę jeziora, szłam leśnym traktem gdy zauważyłam z przodu znajomą postać, Triss. Gwizdnęłam cicho ale dziewczyna i tak się odwróciła, podkłusowałam z North do niej i uśmiechnęłam się.
-Dobrze że się nie spłoszył.-pochwaliłam Amora który uniósł dumnie głowę.
-...............
>Triss? :3 <
poniedziałek, 1 maja 2017
od Triss cd. Viktorii
Biegłam na ujeżdżalnię razem z Viką. Gdy dotarłyśmy zobaczyłam Amora na samym końcu hali, trząsł się, był przerażony. Zabiję gnoja! Podeszłam do Nick'a i uderzyłam go otwartą dłonią w twarz.
-Weź se tą szkapę! I tak gówno umie! Czemu go po prostu nie oddasz do rzeźni? Przynajmniej tam się komuś przyda-krzyknął, a ja miałam ochotę przyłożyć mu jeszcze raz.
Chłopak pogonił Amidię, która wyrwała mu się, ja podchodziłam powoli do przerażonego Amora. Był zlany potem, trząsł się. W jego oczach widać było czyste przerażenie, był zdezorientowany.
-Spokojnie, Amor, już dobrze...-nie wiem, kogo bardziej chciałam uspokoić tymi słowami; mnie, czy konia.
Podchodziłam coraz bliżej ogiera, który nie chciał już uciekać, chyba za bardzo się bał. W końcu stałam już obok niego, głaskałam go po szyi.
-Spokojnie...-szepnęłam.
Mówiłam do niego, cały czas go głaszcząc.
-Przepraszam.-z moich oczu wypłynęły łzy wściekłości pomieszanej ze smutkiem.
Ogier uspokajał się, a ja wtuliłam się w jego szyję i otarłam łzy. Rozluźniłam kantar, który wcześniej był zapięty na pierwsze dziurki, na łbie Amora został odciśnięty lekko ślad po zbyt ciasnym kantarze.
-Już dobrze...-powtórzyłam, patrząc na konia.
-Triss! Daj apteczkę!-krzyknęła nagle Viktoria, a ja na drżących nogach przyniosłam jej pudełeczko.
Zobaczyłam, że dziewczyna trzyma nóż przy szyi Nick'a, a spod ostrej krawędzi broni spływa strużka krwi. Nie było mi żal chłopaka; nie po tym, co zrobił Amorowi, North i Amidii.
Nagle zobaczyłam Dię i zamarłam. Klaczka cała drżała, biegała zdezorientowana w tą i spowrotem, parskając ze strachem. Co jakiś czas przewracała się, za którymś razem jednak nie wstała.
-Viktoria!-pisnęłam, a ta wypuściła Nick'a, który opadł na ziemię.-Spójrz na Amidię!
Dziewczyna podbiegła do klaczki i próbowała nakłonić ją do wstania.
-No, dawaj, Diśka. Wstawaj.-przemawiała spokojnym głosem.
Podeszłam do nich.
-Spróbujmy ją podnieść-zadecydowała Viktoria.-Chwyć za kantar.
Posłusznie i ostrożnie złapałam za niebieski kantar karej, a jej właścicielka z trudem podniosła ją z ziemi. Klaczka stała wciąż trzęsąc się, sytuacja była jednak już dość opanowana.
Nagle zauważyłam, że Nick wstaje i próbuje odejść. Warknęłam coś pod nosem i podeszłam do niego, po czym uderzyłam go pięścią w bok. Chłopak zaskoczony zgiął się w pół, a ja nie przestawałam okładać go pięściami. Po minucie odeszłam od niego. Dotarłam do Amora i chwyciłam go za kantar. Viktoria prowadzała Amidię w kółko, cały czas mówiąc do niej po cichu.
-Idziemy?-zwróciłam się do dziewczyny, pokiwała głową.
Zajęte swoimi końmi szłyśmy do stajni, gładziłam ogiera wolną ręką po szyi. Wciąż był przestraszony, jednak już nie tak, jak wcześniej.
-Co zrobimy z Nick'iem?-zapytałam.
Viktoria zacisnęła zęby, po czym odpowiedziała.
-...............
>Vicz? :3 Sry, że takie krótkie<
-Weź se tą szkapę! I tak gówno umie! Czemu go po prostu nie oddasz do rzeźni? Przynajmniej tam się komuś przyda-krzyknął, a ja miałam ochotę przyłożyć mu jeszcze raz.
Chłopak pogonił Amidię, która wyrwała mu się, ja podchodziłam powoli do przerażonego Amora. Był zlany potem, trząsł się. W jego oczach widać było czyste przerażenie, był zdezorientowany.
-Spokojnie, Amor, już dobrze...-nie wiem, kogo bardziej chciałam uspokoić tymi słowami; mnie, czy konia.
Podchodziłam coraz bliżej ogiera, który nie chciał już uciekać, chyba za bardzo się bał. W końcu stałam już obok niego, głaskałam go po szyi.
-Spokojnie...-szepnęłam.
Mówiłam do niego, cały czas go głaszcząc.
-Przepraszam.-z moich oczu wypłynęły łzy wściekłości pomieszanej ze smutkiem.
Ogier uspokajał się, a ja wtuliłam się w jego szyję i otarłam łzy. Rozluźniłam kantar, który wcześniej był zapięty na pierwsze dziurki, na łbie Amora został odciśnięty lekko ślad po zbyt ciasnym kantarze.
-Już dobrze...-powtórzyłam, patrząc na konia.
-Triss! Daj apteczkę!-krzyknęła nagle Viktoria, a ja na drżących nogach przyniosłam jej pudełeczko.
Zobaczyłam, że dziewczyna trzyma nóż przy szyi Nick'a, a spod ostrej krawędzi broni spływa strużka krwi. Nie było mi żal chłopaka; nie po tym, co zrobił Amorowi, North i Amidii.
Nagle zobaczyłam Dię i zamarłam. Klaczka cała drżała, biegała zdezorientowana w tą i spowrotem, parskając ze strachem. Co jakiś czas przewracała się, za którymś razem jednak nie wstała.
-Viktoria!-pisnęłam, a ta wypuściła Nick'a, który opadł na ziemię.-Spójrz na Amidię!
Dziewczyna podbiegła do klaczki i próbowała nakłonić ją do wstania.
-No, dawaj, Diśka. Wstawaj.-przemawiała spokojnym głosem.
Podeszłam do nich.
-Spróbujmy ją podnieść-zadecydowała Viktoria.-Chwyć za kantar.
Posłusznie i ostrożnie złapałam za niebieski kantar karej, a jej właścicielka z trudem podniosła ją z ziemi. Klaczka stała wciąż trzęsąc się, sytuacja była jednak już dość opanowana.
Nagle zauważyłam, że Nick wstaje i próbuje odejść. Warknęłam coś pod nosem i podeszłam do niego, po czym uderzyłam go pięścią w bok. Chłopak zaskoczony zgiął się w pół, a ja nie przestawałam okładać go pięściami. Po minucie odeszłam od niego. Dotarłam do Amora i chwyciłam go za kantar. Viktoria prowadzała Amidię w kółko, cały czas mówiąc do niej po cichu.
-Idziemy?-zwróciłam się do dziewczyny, pokiwała głową.
Zajęte swoimi końmi szłyśmy do stajni, gładziłam ogiera wolną ręką po szyi. Wciąż był przestraszony, jednak już nie tak, jak wcześniej.
-Co zrobimy z Nick'iem?-zapytałam.
Viktoria zacisnęła zęby, po czym odpowiedziała.
-...............
>Vicz? :3 Sry, że takie krótkie<
od Viktorii cd. Triss
-Triss, wracajmy już-powiedziałam- Wszystko będzie dobrze.
Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyłyśmy w milczeniu.
-Jutro pójdziemy z nimi na spacer, co ty na to?-zaproponowałam, widziałam że Triss się zastanawia ale wreszcie się zgodziła.
-Chcesz jeszcze kawy? Mogę dać ci karmelu na zapas - parsknęła śmiechem a ja też zaczęłam się śmiać, kawa z karmelem była jedną z moich słabości.
Ta szkapa, North? Chyba tak, nie chciała podać mi kopyt. Postraszyłem ją batem, ale i to nie pomogło, więc szurnąłem ją. Tępe macie konie. Na wspomnienie słów tego gnoja, miałam ochotę go zadźgać, czyli dlatego reagowała agresją na czyszczenie.... Odprowadziłam dziewczynę do jej pokoju, a sama posiedziałam chwilę przy niej.
-Za dwie godziny będę w stajni, ok?-zapytałam a Triss potwierdziła i dała mi saszetkę z karmelem i kawą.-dzięki wielkie -uśmiechnęłam się do niej, wkładając woreczek do miejsca na nóż i chwytając broń w rękę i obracając ją dwukrotnie między palcami, tak bardzo chciałam by posmakowała krwi Nick'a... Gdy zamknęłam drzwi mojego pokoju, zauważyłam rysunki North, Amidii i Gwiazdy. Amidia! Przecież ten debil mógł przystawić się też do niej, przerwałam robienie kawy i ubrałam się jak najbardziej normalnie i przyzwoicie, przecież nie pójdę do Triss w stroju upaćkanym od krwi, zresztą i tak byłam już gorzej ubrana u niej ale jednak sprawa ważna! Przeszukałam szafę, w poszukiwaniu beżowych bryczesów i wreszcie je znalazłam, zdjęłam czarne jeansy które były uwalone zaschniętą krwią, do bryczesów założyłam sztyblety i wybiegłam z pokoju by znaleźć Triss, nieźle. Nie minęła nawet godzina a ja już w biegu zapinałam pas z nożem.. Super! Gwizdnęłam i z niedomkniętego pokoju wyleciała Tene, Bogu dzięki że ona ze mną była. Zapukałam nerwowo w drzwi Triss.
-Co się dzieje!?-brunetka wyjrzała zza drzwi, opatulona w koce.
-Przepraszam że przerywam... -zawahałam się- rytuał kiszenia się pod kocem, ale sprawa życia i śmierci. Chodzi o Amoria i Dię.-rzuciłam a Triss, najprawdopodniej widząc że mam przy sobie psa i nóż, gwizdnęła na swoją Axela. Widziałam w jej oczach wściekłość, nie dziwię się.
-Nick?-kiwnęłam niepewnie głową, bo nie wiedziałam czy na sto procent to on, ale słysząc przerażone rżenie młodej klaczki i darcie mordy tego idioty przekonałam się że to on.-Zabije pajaca.-warknęła Triss i pobiegła razem ze mną na ujeżdżalnie, na której końcu stał przerażony Amor, trząsł się cały, myślałam że brunetka rzuci się na chłopaka, ale podeszła do niego, próbując opanować wściekłość i przywaliła mu otwartą dłonią w twarz, został na niej ślad.
-Weź se tą szkapę! I tak gówno umie! Czemu go po prostu nie oddasz do rzeźni!? Przynajmniej tam się komuś przyda-krzyknął i pogonił Amidię do cwału, klaczka wyrywała się i w pewnym momencie strzeliła barana i wyrwała mu lonżę z ręki. Pobiegł za nią i gdy się zatrzymała chwycił ją za kantar i uderzył batem z zad, byłam tak wściekła że nie mogłam nic zrobić, jedyna rzecz która przychodziła mi na myśl do rzucenie w niego nożem, ale nie zmarnuje na niego mojej broni... Triss uspakajała Amora, który powoli przestawał się trząść. Widziałam jak po jej twarzy ściekają łzy, wściekłości? Może tak, ale prędzej był to smutek. Amidia znów spróbowała mu się wyrwać, ale z tego wszystkiego upadła.. Leżała tak dobrą chwilę ale zaczęła się podnosić, odetchnęłam z ulgą, ale gdy chłopak uderzył ją batem w pysk nie wytrzymałam. Wyjęłam nóż i pobiegłam do Nick'a, przyłożyłam mu nóż do gardła i docisnęłam na tyle mocno, by rozciął skórę, polała się stróżka krwi.
-Triss! Daj apteczkę!-krzyknęłam do dziewczyny, która na drżących nogach poszła po to o co ją poprosiłam.
-Czyli teraz chcesz mi opatrzyć ranę?-zapytał Nick z uśmiechem, miałam ochotę naciąć mu język.
Vika, skończ oglądać Anioła Śmierci...-Zamknij japę, albo ten nóż zasmakuje twych wnętrzności. Nie żartuję.-warknęłam i znów docisnęłam nóż do gardła, ponieważ krew zaczęła zastygać. Nick jęknął z bólu, sięgnęłam do podrzuconej przez Triss apteczki i wzięłam coś na odkażanie. Polałam tym jego ranę, chłopak zaciskał zęby ale widziałam że go to boli.
-Viktoria! -pisk Triss odwrócił moją uwagę od Nick'a, więc tamten mógł uciec- Spójrz na Amidię!
>Triszu? chciałam Amorqa ale nie zrobię mu tego :3 <
od Triss cd. Viktorii
Słuchałam z uwagą to, co mówi Viktorian jednocześnie z zadowoleniem zauważając, że wypiła już całą kawę. Gdy skończyła szybko przemyślałam sprawę.
-No to tak..-zaczęłam, przerwał mi jednak mój pies, który postanowił, że muszę go pogłaskać. Zadowolony z siebie owczarek wsunął swój duży, szary łeb w moje dłonie.-Axel...-westchnęłam z lekkim rozbawieniem i głaszcząc go kontynuowałam-Najpierw musisz ustalić przyczynę tego zachowania. Bez tego nie zrobisz nic. Ja znam większość przyczyn zachowań Amora, dlatego idzie nam coraz lepiej. Więc ustalmy przyczynę, a potem zabierzmy się za eliminację skutków.-uśmiechnęłam się i postanowiłam zadać parę pytań.-Ktoś oprócz ciebie jeździ na North?-pokręciła przecząco głową.-Może kto wyprowadza ją na padoki?
-Jason i inni, ale to jego zazwyczaj proszę. On na pewno nic złego jej nie zrobił.-Viktoria zmarszczyła czoło w zamyśleniu.
To trochę zbiło mnie z tropu, ale już po chwili znów mnie olśniło.
-Wiesz, co się z nią dzieje, kiedy jesteś na lekcjach?-zapytałam z entuzjazmem czując, że trafiłam w dziesiątkę.
-Stoi w boksie lub na padoku, chyba że...-Viktoria spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Musimy iść do pani Peek.-stwierdziłam.
Viki myślała chwilę, po czym poderwała się z miejsca.
-Chodźmy teraz!-prawie krzyknęła.-Zdążymy jeszcze przed ciszą nocną, musimy się pospieszyć, chodźmy!-powtórzyła i skierowała się do drzwi.
Szybko zrobiłam to samo, z odrobinką niechęci zostawiając koce, jednak po chwili nie myśląc o tym zamknęłam drzwi i ruszyłam za biegnącą Viktorią. Po kilkunastu minutach biegu przeplatanego marszem, zdyszane dobiegłyśmy do drzwi ze złotą tabliczką głoszącą "Dyrektorka Pani Peek". Złapałyśmy oddech, a potem Viktoria zapukała do drzwi. Po usłyszeniu stłumionego z wiadomych powodów "Proszę" weszłyśmy do środka. Starsza kobieta siedząca przy biurku zmierzyła nas wzrokiem.
-Dzień dobry.-zaczęła Viktoria-Chciałyśmy zapytać o coś.
Pani Peek napisała coś szybko na klawiaturze, po czym odpowiedziała.
-Jak się nazywacie?-zdawało się, że westchnęła.
-Ja jestem Viktoria Embress, a to-wskazała na mnie ruchem głowy-Triss Brown.
-Dobrze, o co chciałyście spytać? Nie mam dużo czasu.-kobieta patrzyła na nas wyczekująco.
Tym razem ja postanowiłam się odezwać.
-Chodzi o konia Viktorii, North Wish. Czy ktoś robi z nią cokolwiek, kiedy mamy lekcje?-zadałam pytanie i zerknęłam na dyrektorkę, szybko pożałowałam, jej chłodny wzrok zabijał.
Pani Peek zastanawiała się chwilę.
-Tak, jeden z uczniów-wstrzymałam oddech-zdaje się... tak, Nick, mówił coś, że bierze North Wish i jeszcze jednego... wspominał chyba o Amorze?-zagotowało się we mnie, jakim prawem ktokolwiek bez mojej wiedzy wyjmował Amora z boksu?! I to uczeń, którego nie znam!
Viktoria stała zamurowana, widziałam, że jest wściekła.
-Dziękujemy.-uśmiechnęła się chłodno.-To my już pójdziemy, do widzenia.
Skierowałyśmy się do wyjścia, Viktoria starała się nie trzasnąć drzwiami, gdy je zamknęła oparła się o ścianę.
-Idziemy do niego. Teraz.-warknęła z wściekłością.
Nie miałam nic przeciwko, wręcz przeciwnie. Gotowało się we mnie ze złości. Wtedy mnie olśniło. Jakoś dwa tygodnie temu był taki czas, w którym Amor jakby "cofnął się", zachowania, które udało mi się wyeliminować, na przykład odskakiwanie przy zakładaniu kantara, czy kopanie przy czyszczeniu, znowu powróciły. Wtedy myślałam, że to chwilowe, ale pracę nad tym musiałam zacząć od nowa. To przez niego! Przez Nick'a!- pomyślałam wściekła na ucznia.Przecież Amor mógł równie dobrze kopnąć go, a on... on na pewno go szarpał!
-To dlatego Amor zaczął znowu bać się kantara...-szepnęłam, po czym napotkając zdziwione spojrzenie Viktorii, dodałam-Nic, nic.
Gdy mijałyśmy stajnie wpadł mi do głowy pewien pomysł. Harumi zna większość uczniów!
-Czekaj, zapytajmy Harumi'ego!-powiedziałam głośno do Viktorii.-Znam go, a on większość uczniów.-wyjaśniłam.
Dziewczyna zastanawiała się chwilę.
-No dobra.-zgodziła się.-To prowadź, ja go nie znam.
Pokiwałam głową i weszłam do stajni, Japończyk właśnie kończył karmić konie szkółkowe.
-Haru!-powiedziałam głośno, chłopak odwrócił się do nas.
-Cześć Triss, co chciałaś?-zapytał.
-Słuchaj, znasz może Nick'a?-zadałam pytanie, Harumi zastanawiał się chwilę.
-Tak, często tu przychodzi. Ostatnio brał North, wcześniej też...Amora?-kiedy zobaczył nasze miny dodał zaskoczony-Jak to, nie wiedziałyście? Pytałem go, mówił, że właścicielki i pani Peek wiedzą.
-Czyli kłamał.-warknęła Viktoria.
Japończyk rozłożył bezradnie ręce.
-Nieważne. Powiesz nam, gdzie mieszka? Musimy natychmiast do niego iść.-powiedziałam pewnie.
-Wspominał coś o pokoju numer 49. Sprawdźcie tam.-odparł Haru.
-Dzięki wielkie, mu już pójdziemy!-rzuciłam na odchodne.
Wyszłyśmy ze stajni i pobiegłyśmy w stronę pokoi. Szybko odnalazłyśmy 49, stojąc przed drzwiami zastanawiałam się, co zrobi Viktoria. Ta zapukała mocno, już po chwili otworzył nam szatyn.
-Czego?-rzucił, obojętnie opierając się o drzwi.
-Co zrobiłeś z naszymi końmi?!-warknęła Viktoria, a Nick zaśmiał się chłodno.
-Lonżowałem i czyściłem.-wycedził mrużąc oczy.-Ten skarogniady jest strasznie agresywny, pieprzone bydlę staranowało mnie, kiedy kazałem mu galopować. Zdążyłem odskoczyć, ale kopnął mnie w ramię. Przy czyszczeniu ten szatan strasznie się wiercił, to trzepnąłem go zgrzebłem.-zarechotał.
-Co zrobiłeś?!-krzyknęłam.
-Co z North?-wycedziła Viktoria.
-Ta szkapa, North? Chyba tak, nie chciała podać mi kopyt. Postraszyłem ją batem, ale i to nie pomogło, więc szurnąłem ją. Tępe macie konie.-zaśmiał się pogardliwie.
Amora na lonżę na galop dwa tygodnie temu?!
Viktoria nie wytrzymała. Błyskawicznie wyciągnęła nóż i przyłożyła go do szyi Nick'a. Uderzyła go w twarz.
-Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do naszych koni, pożałujesz.-wycedziła z wściekłością.-Nie masz prawa, rozumiesz?!
Chłopak pokiwał w szoku głową.
-Jeszcze pożałujesz.-warknęła Viktoria i wykręciła mu rękę. Nick wydał zduszony krzyk. Czyżbym usłyszała pęknięcie?
Dziewczyna przytrzymała chwilę rękę chłopaka w ten sam sposób, po czym puściła.
-Idziemy.-zwróciła się do mnie chłodno.
Trzasnęłam drzwiami, za którymi stał oszołomiony Nick, i ruszyłam do mojego pokoju. Obok mnie szła Viktoria, wciąż wściekła po ostatnim zdarzeniu. "Jest strasznie agresywny, pieprzone bydlę staranowało mnie, kiedy kazałem mu galopować. Zdążyłem odskoczyć, ale kopnął mnie w ramię. Przy czyszczeniu ten szatan strasznie się wiercił, to trzepnąłem go zgrzebłem." Jak on mógł?! Łzy napłynęły mi do oczu. Poczułam potrzebę znalezienia się przy Amorze, co z tego, że było już późno.
-Viktoria, ja... ja idę do Amora.-szepnęłam i nie oglądając się poszłam do stajni. Z mocno bijącym sercem kierowałam się do boksu mojego konia, tak jakby miałoby go tam nie być...
Gdy dotarłam przed jego drzwi weszłam do środka i rozpłakałam się. Podeszłam do pięciolatka i pogładziłam delikatnie dłonią jego szyję.
-Obiecałam... obiecałam, że już nikt cię nie uderzy...przepraszam.-wyjąkałam.
Nagle podeszła do mnie Viktoria.
-Triss, wracajmy już.-powiedziała.-Wszystko będzie dobrze.
Pokiwałam głową i ruszyłyśmy w milczeniu.
-Jutro pójdziemy z nimi na spacer, co ty na to?-zaproponowała Viktoria.
To był dobry pomysł, więc zgodziłam się.
-Chcesz jeszcze kawy? Mogę dać ci karmelu na zapas.-parsknęłam śmiechem na wspomnienie pochłaniającej kawę dziewczyny.
>Viktoria? ^^ <
-Jason i inni, ale to jego zazwyczaj proszę. On na pewno nic złego jej nie zrobił.-Viktoria zmarszczyła czoło w zamyśleniu.
To trochę zbiło mnie z tropu, ale już po chwili znów mnie olśniło.
-Wiesz, co się z nią dzieje, kiedy jesteś na lekcjach?-zapytałam z entuzjazmem czując, że trafiłam w dziesiątkę.
-Stoi w boksie lub na padoku, chyba że...-Viktoria spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Musimy iść do pani Peek.-stwierdziłam.
Viki myślała chwilę, po czym poderwała się z miejsca.
-Chodźmy teraz!-prawie krzyknęła.-Zdążymy jeszcze przed ciszą nocną, musimy się pospieszyć, chodźmy!-powtórzyła i skierowała się do drzwi.
Szybko zrobiłam to samo, z odrobinką niechęci zostawiając koce, jednak po chwili nie myśląc o tym zamknęłam drzwi i ruszyłam za biegnącą Viktorią. Po kilkunastu minutach biegu przeplatanego marszem, zdyszane dobiegłyśmy do drzwi ze złotą tabliczką głoszącą "Dyrektorka Pani Peek". Złapałyśmy oddech, a potem Viktoria zapukała do drzwi. Po usłyszeniu stłumionego z wiadomych powodów "Proszę" weszłyśmy do środka. Starsza kobieta siedząca przy biurku zmierzyła nas wzrokiem.
-Dzień dobry.-zaczęła Viktoria-Chciałyśmy zapytać o coś.
Pani Peek napisała coś szybko na klawiaturze, po czym odpowiedziała.
-Jak się nazywacie?-zdawało się, że westchnęła.
-Ja jestem Viktoria Embress, a to-wskazała na mnie ruchem głowy-Triss Brown.
-Dobrze, o co chciałyście spytać? Nie mam dużo czasu.-kobieta patrzyła na nas wyczekująco.
Tym razem ja postanowiłam się odezwać.
-Chodzi o konia Viktorii, North Wish. Czy ktoś robi z nią cokolwiek, kiedy mamy lekcje?-zadałam pytanie i zerknęłam na dyrektorkę, szybko pożałowałam, jej chłodny wzrok zabijał.
Pani Peek zastanawiała się chwilę.
-Tak, jeden z uczniów-wstrzymałam oddech-zdaje się... tak, Nick, mówił coś, że bierze North Wish i jeszcze jednego... wspominał chyba o Amorze?-zagotowało się we mnie, jakim prawem ktokolwiek bez mojej wiedzy wyjmował Amora z boksu?! I to uczeń, którego nie znam!
Viktoria stała zamurowana, widziałam, że jest wściekła.
-Dziękujemy.-uśmiechnęła się chłodno.-To my już pójdziemy, do widzenia.
Skierowałyśmy się do wyjścia, Viktoria starała się nie trzasnąć drzwiami, gdy je zamknęła oparła się o ścianę.
-Idziemy do niego. Teraz.-warknęła z wściekłością.
Nie miałam nic przeciwko, wręcz przeciwnie. Gotowało się we mnie ze złości. Wtedy mnie olśniło. Jakoś dwa tygodnie temu był taki czas, w którym Amor jakby "cofnął się", zachowania, które udało mi się wyeliminować, na przykład odskakiwanie przy zakładaniu kantara, czy kopanie przy czyszczeniu, znowu powróciły. Wtedy myślałam, że to chwilowe, ale pracę nad tym musiałam zacząć od nowa. To przez niego! Przez Nick'a!- pomyślałam wściekła na ucznia.Przecież Amor mógł równie dobrze kopnąć go, a on... on na pewno go szarpał!
-To dlatego Amor zaczął znowu bać się kantara...-szepnęłam, po czym napotkając zdziwione spojrzenie Viktorii, dodałam-Nic, nic.
Gdy mijałyśmy stajnie wpadł mi do głowy pewien pomysł. Harumi zna większość uczniów!
-Czekaj, zapytajmy Harumi'ego!-powiedziałam głośno do Viktorii.-Znam go, a on większość uczniów.-wyjaśniłam.
Dziewczyna zastanawiała się chwilę.
-No dobra.-zgodziła się.-To prowadź, ja go nie znam.
Pokiwałam głową i weszłam do stajni, Japończyk właśnie kończył karmić konie szkółkowe.
-Haru!-powiedziałam głośno, chłopak odwrócił się do nas.
-Cześć Triss, co chciałaś?-zapytał.
-Słuchaj, znasz może Nick'a?-zadałam pytanie, Harumi zastanawiał się chwilę.
-Tak, często tu przychodzi. Ostatnio brał North, wcześniej też...Amora?-kiedy zobaczył nasze miny dodał zaskoczony-Jak to, nie wiedziałyście? Pytałem go, mówił, że właścicielki i pani Peek wiedzą.
-Czyli kłamał.-warknęła Viktoria.
Japończyk rozłożył bezradnie ręce.
-Nieważne. Powiesz nam, gdzie mieszka? Musimy natychmiast do niego iść.-powiedziałam pewnie.
-Wspominał coś o pokoju numer 49. Sprawdźcie tam.-odparł Haru.
-Dzięki wielkie, mu już pójdziemy!-rzuciłam na odchodne.
Wyszłyśmy ze stajni i pobiegłyśmy w stronę pokoi. Szybko odnalazłyśmy 49, stojąc przed drzwiami zastanawiałam się, co zrobi Viktoria. Ta zapukała mocno, już po chwili otworzył nam szatyn.
-Czego?-rzucił, obojętnie opierając się o drzwi.
-Co zrobiłeś z naszymi końmi?!-warknęła Viktoria, a Nick zaśmiał się chłodno.
-Lonżowałem i czyściłem.-wycedził mrużąc oczy.-Ten skarogniady jest strasznie agresywny, pieprzone bydlę staranowało mnie, kiedy kazałem mu galopować. Zdążyłem odskoczyć, ale kopnął mnie w ramię. Przy czyszczeniu ten szatan strasznie się wiercił, to trzepnąłem go zgrzebłem.-zarechotał.
-Co zrobiłeś?!-krzyknęłam.
-Co z North?-wycedziła Viktoria.
-Ta szkapa, North? Chyba tak, nie chciała podać mi kopyt. Postraszyłem ją batem, ale i to nie pomogło, więc szurnąłem ją. Tępe macie konie.-zaśmiał się pogardliwie.
Amora na lonżę na galop dwa tygodnie temu?!
Viktoria nie wytrzymała. Błyskawicznie wyciągnęła nóż i przyłożyła go do szyi Nick'a. Uderzyła go w twarz.
-Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do naszych koni, pożałujesz.-wycedziła z wściekłością.-Nie masz prawa, rozumiesz?!
Chłopak pokiwał w szoku głową.
-Jeszcze pożałujesz.-warknęła Viktoria i wykręciła mu rękę. Nick wydał zduszony krzyk. Czyżbym usłyszała pęknięcie?
Dziewczyna przytrzymała chwilę rękę chłopaka w ten sam sposób, po czym puściła.
-Idziemy.-zwróciła się do mnie chłodno.
Trzasnęłam drzwiami, za którymi stał oszołomiony Nick, i ruszyłam do mojego pokoju. Obok mnie szła Viktoria, wciąż wściekła po ostatnim zdarzeniu. "Jest strasznie agresywny, pieprzone bydlę staranowało mnie, kiedy kazałem mu galopować. Zdążyłem odskoczyć, ale kopnął mnie w ramię. Przy czyszczeniu ten szatan strasznie się wiercił, to trzepnąłem go zgrzebłem." Jak on mógł?! Łzy napłynęły mi do oczu. Poczułam potrzebę znalezienia się przy Amorze, co z tego, że było już późno.
-Viktoria, ja... ja idę do Amora.-szepnęłam i nie oglądając się poszłam do stajni. Z mocno bijącym sercem kierowałam się do boksu mojego konia, tak jakby miałoby go tam nie być...
Gdy dotarłam przed jego drzwi weszłam do środka i rozpłakałam się. Podeszłam do pięciolatka i pogładziłam delikatnie dłonią jego szyję.
-Obiecałam... obiecałam, że już nikt cię nie uderzy...przepraszam.-wyjąkałam.
Nagle podeszła do mnie Viktoria.
-Triss, wracajmy już.-powiedziała.-Wszystko będzie dobrze.
Pokiwałam głową i ruszyłyśmy w milczeniu.
-Jutro pójdziemy z nimi na spacer, co ty na to?-zaproponowała Viktoria.
To był dobry pomysł, więc zgodziłam się.
-Chcesz jeszcze kawy? Mogę dać ci karmelu na zapas.-parsknęłam śmiechem na wspomnienie pochłaniającej kawę dziewczyny.
>Viktoria? ^^ <
Subskrybuj:
Posty (Atom)
