sobota, 28 kwietnia 2018

Od Ethana do Rosalie

Mówią, że to pierwsze dzień, tydzień, miesiąc w nowej szkole jest najgorszy. Według mnie najgorsze jest pierwszych kilka minut. Wchodzisz do nowej szkoły, do nowego miejsca. Twoje oczekiwania są ogromne. Myślisz sobie: zdobędę przyjaciół, poszerzę wiedzę, nabędę nowych doświadczeń. A ja... Ja nie miałem żadnych oczekiwań co do tej szkoły. W końcu szkoła to szkoła. Mają czegoś nauczyć, douczyć, pomóc. Poza tym jeśli ktoś zawsze czegoś oczekuje może się naprawdę przejechać na tym. W końcu nie zawsze wszystko spełnia nasze oczekiwania. Czasami to co się dzieje bardzo odbiega od naszego wyobrażenia. Szedłem właśnie korytarzem przyglądając się wszystkiemu. Naah, wręcz nienawidzę nowych miejsc. W pewnej chwili poczułem ciało odbijające się ode mnie. Złapałem osobę w pasie, ratując przed upadkiem. Spojrzałem w dół widząc białowłosą postać. Puściłem dziewczynę i odsunąłem się na bezpieczną odległość.
- Ummm... Przepraszam. - powiedziała podnosząc na mnie wzrok.
- Huh, okey. Nie ma za co? - spytałem i uniosłem brew.
- Emmm... To ja już pójdę. - powiedziała i minęła mnie.
Wzruszyłem ramionami i ruszyłem dalej. W sumie jestem tu pierwszy dzień, a co za tym idzie, nie idę jeszcze na zajęcia. Bynajmniej nie muszę. Hura. Super. Włożyłem ręce do kieszeni i skierowałem się w stronę stajni. Wszedłem do pomieszczenia i skierowałem się w stronę boksu Riptide. Ze skrzynki wziąłem kilka jabłek i podszedłem do ogiera, który od razu podszedł bliżej. Dałem mu jedno patrząc jak spokojnie i przeżuwa. W sumie trochę mi się nudzi, ale cóż muszę przeżyć ten dzień. Po kilkunastu minutach wyszedłem ze stajni i poszedłem do budynku Akademii. Przypomniało mi się, że nie odebrałem jeszcze książek, więc udałem się w stronę sekretariatu by spytać gdzie to mogę zrobić. Jak się okazało podręczniki są do odbioru w bibliotece, więc spytałem też o drogę do niej. Po kilku minutach znalazłem się w celu mojej ''podróży''. Rozejrzałem się dookoła rejestrując wzrokiem dużo półek z książkami. Podszedłem do biurka, przy którym siedziała jakaś pani. Kiwnąłem głową na przywitanie.
- W czym mogę pomóc? - spytała.
- Przyszedłem po odbiór podręczników. - krótko i na temat, przecież nie będę z nią kawkować (A/N ten egzamin xD)
Kobieta podniosła się i już po chwili wróciła ze stosem książek. Podziękowałem cicho. Złapałem stos i już miałem wychodzić, kiedy bibliotekarka zatrzymała mnie.
- Wyglądasz na zdolną osobę. - stwierdziła.
Na odpowiedź wzruszyłem ramionami.
- Działa u nas kółko muzyczne. Może chciałbyś się zapisać? Mają dziś spotkanie o 16.00. - powiedziała.
Namyśliłem się krótko.
- Może wpadnę. - stwierdziłem.
Spytałem jeszcze kobietę o numer klasy w jakiej ma się to odbyć i wyszedłem, kierując się do mojego pokoju. Po dotarciu wszedłem do środka i odłożyłem podręczniki na biurko. Spojrzałem na zegarek i z przerażeniem stwierdziłem, że zostało niecałe dwadzieścia minut do tego spotkania. Złapałem kluczyk, włożyłem telefon do kieszeni i wyszedłem z pokoju, zakluczając go. Ruszyłem już trochę znanym mi korytarzem w poszukiwaniu klasy. Do spotkania zostało zaledwie pięć minut, kiedy wreszcie znalazłem się przed odpowiednimi drzwiami. Zapukałem lekko i wszedłem do środka odkrywając, że praktycznie nikogo tu nie ma. No może oprócz białowłosej dziewczyny, która dziś na mnie wpadła. Mimo wszystko wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi. Usiadłem na jednym z krzeseł i rozejrzałem się wokół. Scena, mnóstwo krzeseł i instrumenty muzyczne. Z radością odkryłem, że mają tu gitarę. Swojej niestety nie przywiozłem; jakoś tak wyszło. Po chwili do sali wchodzili inni uczniowie, a niedługo po nich wszedł jakiś facet.
- Witam wszystkich na dzisiejszym spotkaniu. - uśmiechnął się życzliwie, mierząc każdego wzrokiem - Widzę, że mamy nowe twarze. - powiedział patrząc na mnie.
Skinąłem głową, jako forma przywitania. To już chyba takie przyzwyczajenie. Facet zmierzył mnie wzrokiem.
- Okej... To dzisiaj... - zaczął mówić.

Rosalie?

Od Ethana

Pakuję ostatnie ubrania do walizki i zapinam ją. Postawiłem ją obok drzwi. Rozejrzałem się po moim byłym już pokoju, sprawdzając czy na pewno wziąłem wszystkie potrzebne mi rzeczy. Złapałem rączki walizek, a plecak zarzuciłem na ramię. Zszedłem ze schodów uważając by się nie zabić. Tak, w moim przypadku jest to możliwe. Postawiłem wszystko przy drzwiach frontowych i założyłem buty oraz kurtkę.
- Ethan. - mama podeszła do mnie i uścisnęła mnie mocno. - Uważaj na siebie. - powiedziała cicho.
- Jeju, mamo. Nic mi nie będzie. Dzieli nas tylko ocean. - zaśmiałem się.
- Mimo wszystko uważaj. - powiedziała i odsunęła się ode mnie.
- Et! - usłyszałem dziecięcy głos, a już po chwili do moich nóg przytulała się drobna postać.
- No mały, dbaj o wszystkich okej? - spytałem kucając przed bratem.
- Tak jest. - zasalutował.
Zaśmiałem się i poczochrałem go po włosach. Taty niestety nie było. Aktualnie przebywał na delegacji w Wielkiej Brytanii. Rozmawiałem z nim wczoraj przez telefon. Oczywiście nie mówił mi przez godzinę, że mam być grzeczny itp., ale dorzucił swoje trzy grosze o wszystkim. Może wydawać się dziwne, że jadę do szkoły, aż za ocean, ale podobno to bardzo dobra Akademia.
- No to grupowy przytulas! - powiedziała moja mama i już po chwili moje wnętrzności i nogi zostały zgniecione.
Przytuliłem się do nich. No niestety musiałem się pochylić, bo różnica wzrostu była dość spora. Mama ledwie dosięgała mi do brody, a Nick do bioder.
- Dzwoń jak najczęściej, odwiedzaj nas i nie zapomnij. - mówiła mama gdy szykowałem się do wyjścia.
Spakowałem walizki do bagażnika mojego samochodu. Upewniłem się też, że mój koń jest już w drodze, a sam właśnie odjechałem spod rodzinnego domu.
***
Jestem już na miejscu. Stoję przed bramą wejściową i spoglądam na budynek ukryty za drzewami. Okej... Teraz moje życie ulegnie zmianie. I to nieodwracalnej. Złapałem za rączki walizek i ruszyłem przed siebie. Wszedłem po schodach i wzrokiem zacząłem szukać jakiejś mapy. W końcu zobaczyłem cel moich poszukiwań i podszedłem w jej stronę. Szybko znalazłem drogę do sekretariatu i ruszyłem w odpowiednią stronę. Zapukałem do drzwi i zostawiając walizki wszedłem do środka. Kiwnąłem głową na znak przywitania.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - spytała kobieta.
Szybko załatwiłem wszystkie formalności i po otrzymaniu kluczyka, skierowałem się w strone pokoi. Idąc wzdłuż korytarza patrzyłem na numerki na drzwiach. Po około pięciu minutach odnalazłem swój pokój. Otworzyłem drzwi otrzymanym kluczem i wszedłem do środka. Wnętrze było urządzone całkiem porządnie. Poza tym nie zamierzam narzekać. To w końcu tylko pokój. Odstawiłem walizki obok łóżka i usiadłem na nim, po chwili opadając plecami na miękki materac. Przeleżałem tak chwilę, by pozbierać myśli. Gdy już w miarę się ogarnąłem wstałem z łóżka i zacząłem się rozpakowywać. Jak to ja, już po kilku minutach opadłem z sił. Westchnąłem ciężko. Nienawidzę się rozpakowywać. Dokończyłem pierwszą walizkę i wstałem. Mam na dziś dość. Zdjąłem bluzkę i zmieniłem ją na koszulkę. Na dworze jest dość chłodno, ale w budynku jest bardzo ciepło. Wyszedłem na korytarz chcąc trochę zwiedzić i zobaczyć co z moim koniem i samochodem. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu widząc sms'a od mamy. Pytała czy już dojechałem i czy żyję. Oczywiście, jako bardzo przykładny syn odpisałem, że samolot się rozbił i pisze z moim duchem. Schowałem telefon do kieszeni i wyszedłem na zewnątrz. Trafiłem w idealnym momencie, gdyż właśnie przyjechała przyczepia z Riptide. Wyszedłem na zewnątrz nie przejmując się chłodem. Już widzę ten katar. No cóż, bywa. Podszedłem do kierowcy. Już po kilku minutach otrzymałem konia i jego rzeczy. Facet był na tyle miły, że poszedł ze mną do stajni i otworzył mi odpowiedni boks. Wszystko poszło sprawnie i gładko. Ogier na szczęście nie znosi źle podróży, więc nie było z nim większego problemu. Już po chwili wchodziłem do Akademii. Po drodze dostałem wiadomość, że mój samochód stoi już na parkingu. Wszedłem do budynku i zacząłem iść przed siebie. Podobno mają tu kawiarnie, ale co ja tam mogę wiedzieć. Przez swoją nieuwagę wpadłem na kogoś.

Ktosiuuu?

Od Mikasy do Alvy

Nienawidziłam go każdą komórką ciała, myślą i wszystkim czym się dało. Niech ten karzełek spłonie w ogniu piekielnym. Może smocza matka wysłać na niego smoka, tak samo jak Genij czy Hanzo. Żaden support wtedy nie może. Mercy nawet go nie wskrzesi, będzie żarł piach... Zmrużyłam oczy patrząc na niego z chłodnym spokojem. Nie znosiłam jego chłopięcego, delikatnego wyglądu, za który kochała go moja matka. Przejechałam palcem po swoich kocich słuchawkach. Muzyka była moim azylem, z którego nie można mnie wywalić. Mam playlistę swoich ukochanych soundraców z gier. Ciel kompletnie mnie zignorował, jakbym była dla niego jedynie głupim stworzeniem. Nie znoszę, gdy mnie ktoś ignoruje. Prychnęłam i oparłam się o szybę podziwiając widoki. Zacisnęłam ręce w pięść. Nie miałam telefonu ani laptopa przy sobie. Właśnie w CS przypadł mi turniej, jak mi przez niego ranga spadnie to go zatłukę. Przez karzełka nie mam swoich ukochanych rzeczy. Namówił tatę na spakowanie mojej torby, w której wszystko się znajduje w głąb bagażnika. Spokojnie Mikasa odpłacisz się za to temu krasnalowi. Jeszcze tylko godzina, 60 minut, 3600 sekund. Można było mnie porównać teraz do ćpuna na odwyku przymusowym. Samochód jeszcze się nie zatrzymał, a ja już wyszłam z auta. Prawie się zabiłam. Rodzice nie zwrócili na to uwagi, bowiem oboje byli zbyt zajęci kłótnią. Auto zatrzymało się, a ja dorwałam się do bagażnika. Wywalałam, znaczy wykładałam z niego rzeczy, aż dostałam się do swojej nerdowskiej torby. Pierw telefon, by zobaczyć powiadomienia. Przeżyłam największe załamanie w moim życiu - 1%. Laptop jeszcze lepiej, bo 2%. Miałam ochotę się rozpłakać, mój kochany. Patrzę ze złością na Ciela i idę do budynku. Nie zwracam uwagi już na głupie pożegnania tylko wypadam do szkoły. W mojej głowie jest tylko jedna myśl. ZNALEŹĆ KONTAKT. Rozglądam się niczym dziki kot polując y na zwierzynę. Słyszę za sobą stukot butów, odwróciłam głowę do tyłu. 
- Umiesz tylko grać - prychnął kpiąco. Moja twarz nie wyrażała emocji. Nie odzywałam się, gdyż jego odzywki są mi obojętne 
- Nawet jeździć konno byś nie umiała, bo jesteś na to słaba - spojrzał na mnie wyzywająco, chciał mnie sprowokować. 
- Pamiętasz nasze zakłady - zaczęłam znudzona i podgłośniłam muzykę. - Trzy rundy. Każde z nas wybiera jedno zadanie, a trzecie nasz "Sędzia" - Ciel zmrużył oczy, a po chwili się uśmiechnął.
-Tak, więc pierwsze zadanie to jazda konna, wyścig.
- To będzie jak ogranie nobów - odpowiedziałam pewnym siebie głosem. 
- Jesteś uzależniona - mruknął wymijając mnie. Przewróciłam oczami i udałam się po swoje walizki. W pokoju pewnie będę miała jakiś kontakt, inaczej rozjebię tą akademie. 
Już na pierwszym piętrze nie miałam siły. Dyszałam nie mogąc złapać powietrza. Misja dojść do góry i się rozpakować. Quest poboczny znaleźć kogoś, kto mnie nauczy jeździć kurwa konno.



>Alva?

Od Nathaniela cd. Nino

Siedziałem patrząc na chłopaka z wyczekiwaniem.
- Nathaniel... - zaczął, lecz po chwili spuścił wzrok skupiając się na swoich butach.
- J-a ten pocałunek...Chciałbym powiedzieć, że żałuje, ale nie potrafię, wręcz nie chce - wziął głęboki oddech i kontynuował - A ty co o tym myślisz? - spytał jakby nieśmiało.
Co ja mam mu powiedzieć? Żeby zapomniał bo mi tak będzie wygodniej? Żeby najlepiej nigdy nie wracał do tego tematu? Żadna z tych opcji nie wydaje się zbyt dobra. Mimo szczerych prób nie zranienia go powiedziałem:
- Nie wiem, o czym ty mówisz. - tak będzie najlepiej, najprościej. Oboje musimy zapomnieć. To co się wtedy stało nie powinno mieć miejsca.
-No ja cię wtedy pocałowałem i.. i - postanowiłem mu przerwać. Ta rozmowa przestaje mieć jakikolwiek sens.
- Nino nie mam pojęcia o czym mówisz. Najlepiej ty też o tym czymś zapomnij. - powiedziałem bez zająknięcia.
Przykry fakt: sztukę opanowania i aktorstwa mam wyćwiczoną do perfekcji. Takie skutki zadawania się z Raven, która prawie wcale nie okazuje uczuć.
- Wiem, że zachowałem się jak nachalny gej... Okropnie po prostu, ale mógłbyś umieć mnie spławić, albo chociaż powiedzieć normalnie wynocha... - jego głos drżał coraz bardziej pokazując jak się czuje.
Było mi z tym głupio. Wpędziłem jakiegoś chłopaka w takie uczucie. No, ale cóż. Czasu nie cofnę.
-To nic dla mnie nie znaczyło, pff... kolejny pocałunek, będą następne - rzuciłem lekko.
Głupio mi z tym. Ale nie mogę dawać mu sprzecznych sygnałów. Nic do niego nie czuję. Może jedynie zwykłe zauroczenie, które mienie prędzej czy później.
-Nic nie znaczy... - ton jego głosu stał się gorzki - To szkoda, bo był to mój pierwszy pocałunek - uniósł głowę, no i teraz będzie mi jeszcze głupiej -Okej to nic nie znaczyło, zupełnie jak chcesz - uśmiechnął się, ale jakoś tak sztucznie.
-Zapomnijmy o tym wszystkim... Mam nadzieje, że moja orientacja nie będzie ci przeszkadzać i...- wziął głęboki wdech - ...i zostaniemy przyjaciółmi? - spytał.
Popatrzyłem na jego dłoń, która aktualnie była wyciągnięta w moją stronę. Może nie powinienem się z nim zadawać? Huh, mam mętlik w głowie... No cóż... Jak to mówią Yolo czy coś. (A/N xDDD tutej umarłam)
- No dobrze. Niech będzie. - powiedziałem ściskając jego dłoń.
W jego oczach ujrzałem małe iskierki szczęścia. Głupio mi z tym, że tak postępuje, ale nie mogę inaczej. Dałbym mu sprzeczne sygnały i byłoby gorzej niż jest obecnie.
- No to co? Idziemy po Raven i gdzieś się przejdziemy? - zaproponowałem.
Dopóki nie przyzwyczaję się do jego obecności obok, nie chcę spędzać z nim czasu sam na sam. Dlatego postanowiłem zaproponować towarzystwo Raven. Jak się okazało znów była zajęta. Co ona robi przez ten czas? (A/N hehe) Śpi? No cóż, wyszło na to, że musimy iść sami. Aktualnie szliśmy jakąś ulicą mijając sklepy i inne takie rzeczy. Żaden z nas się nie odezwał. Nino wydawał się być pogrążony w myślach.
- Wiesz co? - wypalił.
Spojrzałem na niego pytająco. Chłopak również odwrócił głowę w moją stronę.
- No co? - spytałem.
- Raven mi się podoba i... Zastanawiałem się nad zaproszeniem jej gdzieś. - powiedział na jednym wydechu.
Zmarszczyłem brwi. Jeszcze niedawno mówił, że jest bi, a teraz wypala, że podoba mu się Rav? Dziwne... No cóż, może tak mu się tylko przez chwilę zdawało? Heh, to chyba dobra informacja. Raven potrzebuje kogoś do dawania ciepła i bezpieczeństwa. A dzięki temu może wreszcie wszystko się ułoży.
- No to gratuluję. - zaśmiałem się. - Tylko dobrze przemyśl gdzie chcesz ją zabrać. - powiedziałem nadal na niego patrząc,
- Huh, dzięki. Wiesz, myślałem nad jakimś spacerem, Raven chyba lubi takie klimaty. - powiedział po krótkim namyśle.
Pokiwałem twierdząco głową zgadzając się z nim. Resztę drogi przegadaliśmy właściwie o niczym.
Gdy wróciliśmy do Akademii było już po dwudziestej. Szybko załatwiłem wieczorną toaletę, przebrałem się w piżamę i położyłem się spać.
***
Budzik zadzwonił równo o 6.30. Po dwudziestu minutach byłem już gotowy. Ubrałem się w czarne spodnie, białą koszulkę, a na to zarzuciłem czerwoną koszulę w kratę. Wziąłem w dłoń plecak i wyszedłem z pokoju zamykając go na klucz. Szedłem korytarzem, gdy zauważyłem przy drzwiach Raven. Chciałem do niej podejść, ale zauważyłem też Nino. Widocznie chłopak wziął się w garść i zapytał dziewczynę o wyjście gdzieś. Z tego co zdążyłem zauważyć, Raven zgodziła się kiwając głową i mówiąc coś. Spojrzałem na chłopaka, który uśmiechał się szeroko. W sumie cieszę się ich szczęściem, ale... dlaczego poczułem delikatne ukłucie w sercu?

Nino? hłehłehłeee

Ethan Bein!

Powitajmy Ethana!

Od Viktorii cd. Olivii

Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią, ale wybrała trampoliny. Ogarnięcie wszelkich formalności zajęło nam krótką chwilę, no może prócz Matta, który marudził że chce iść po batonika.
- Wpierdolę cię do klocków! - krzyknął mój brat, łapiąc mnie w pasie i podnosząc, równocześnie idąc w kierunku piankowych sześciokątów. Wjebał mnie tam, samemu wpadając za mną z rozpędu. Zaśmiałam się i udałam, że topię się w śród miękkich klocków. Matt śmiał się ze mnie jak głupi i określił glonojadem w naturalnym środowisku, co oczywiście skwitowałam śmiechem, wraz z pokazaniem mu języka. Matthew zaproponował zagranie w "siatkówkę". Blondyna dobiegła do nas, krzycząc z radością moje imię. Popisała się, robiąc kilka gwiazd. Spojrzałam na nią z podziwem, ja bym dawno złamała sobie kark. Mój brat zasugerował Olivii grę z nami, na co przystała ze szczerym uśmiechem. Odrzuciła piłkę w stronę chłopaka, starając się trafić w jego pusty łeb, co prawie jej się udało. Z trudem powstrzymałam wybuch śmiechu, zastępując go cichym parsknięciem.

~*~

Klacz dziewczyny przyjechała dwa dni później. Matt załatwiał swoje sprawy i obiecał mi, że przyjedzie po pracy w jakiś dzień. Trudno mi było pożegnać się z bratem, bo nie widzieliśmy się już dobre kilka lat. Siedziałam na sianie, w kącie stajni i przeglądałam głębie internetu. Podniosłam głowę, słysząc jak ktoś idzie ze swoim koniem w kierunku boksu. To Olivia, odprowadzała swoją klacz, którą kilka tygodni temu ktoś postrzelił. Koń nafaszerowany był lekami, ale wyglądał na zdrowego. Cieszyłam się, że nie wyniknęło z tego nic poważnego. Blondyna wprowadziła klacz, o dumnym imieniu Delilah, z tego co przeczytałam na boksie.
- Vii, mam do ciebie dwa pytania... - zaczęła dziewczyna. Skinęłam głową, dając jej znak, żeby mówiła dalej. - Huh, głupio to brzmi. - fuknęła, wlepiając wzrok w swoje buty. Przewróciłam oczami. - Gdybyś znalazła chwilę... mogłabyś pojeździć trochę Carpe? - spojrzała na mnie z nadzieją, zastanawiałam się chwilę, ale pokiwałam głową, zgadzając się na jej prośbę. - Pomożesz mi znaleźć tego chuja, który postrzelił Delilah? - dodała po krótkiej przerwie. Znowu skinęłam głową, obserwując radość malującą się na jej twarzy.
- Kiedy mam wsiadać? - zapytałam, podchodząc do boksu klaczy. Karuska wystawiła łeb i popatrzyła na mnie z ufnością. Pogłaskałam ją po chrapach i pogładziłam delikatnie po szyi, jest urocza, jak na swój sposób. Sprzęt był już przy boksie, tak samo jak szczoty i cała reszta. - Mam rozumieć, że teraz? - Olivia pokiwała głową, a mi zostało jedynie strzelić sobie solidnego facepalm'a. Weszłam do boksu, pod czujnym okiem dziewczyny, siodłałam jej konia. Carpe wydawała się koniem pełnym energii, którego nosi kajś w cholerę. Wychodzi na to, że będzie trochę siłowania się na początku jazdy. Wzruszyłam ramionami i zacmokałam, zjeżdżając ręką po nodze klaczy i chwytając ją za pęcinę, prosząc by podniosła nogę. Oparła się o mnie, nie zwracając uwagi na moje protesty. Zaklęłam głośno, ale dokończyłam czyszczenie wszystkich czterech kopyt. Chwilę męczyłam się z dopięciem jej popręgu, ale wreszcie mi się udało. Zaszłam po toczek i bat do siodlarni, prosząc Olivię, by przytrzymała swoją klacz. Poszłyśmy na plac, z zamiarem późniejszego przejścia na tor crossowy, rozciągający się wokół akademii. Wsiadłam prędko na klacz Olivii i poklepałam ją, gdy nie kazała mi całować piasku.
- Na crossa wsiądziesz na mojego szatana! - krzyknęłam z połowy ujeżdżalni, w czasie gdy dziewczyna oparła się o płot i oglądała moje zmagania z dociąganiem popręgu i regulacją strzemion.
Na placu stało kilka przeszkód, tworzących mały parkur, o maksymalnej wysokości 80 cm. Rozgrzewka trwała jakieś dwadzieścia minut, potem zaczęłyśmy jeździć drągi z galopu i jakieś pojedyncze przeszkody. Carpe leciała do przodu, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Po pierwszym przejeździe parkuru, udało mi się w miarę wpasować w rytm klaczy.
- Leć siodłać North, skoczę jeszcze dwa razy i jedziemy na cross. - rzuciłam, przechodząc na chwilę do kłusa, by zmienić kierunek i pojechać parkur. Klacz świetnie baskillowała, i nie pędziła tak na przeszkody, jakby mogło się wydawać. Nie robiłyśmy żadnych ciasnych skrętów, ani nic, to miało być przyjemne zakończenie treningu tutaj. Kolejne dwadzieścia  minut, podczas których Olivia siodłała North. Taka zamiana może wyjść nam na dobre, zwłaszcza, że North rzadko jeździ pod kimś innym, niż pode mną. Wreszcie ujrzałam sylwetkę mojej klaczy, oraz Olivii. Uśmiechnęłam się do siebie, ten cross może być ciekawym przeżyciem.  W dodatku, miałam pewien plan, w sprawie wypadku siwki dziewczyny. Wystarczy tylko podpytać kilka osób. Teraz jednak musiałam wrócić do rzeczywistości, bo Olivia siedziała już na koniu i czekała na mnie.


Piankaaaaaaaa? :3

środa, 25 kwietnia 2018

Od Olivii cd. Viktorii

Udałam, że się zastanawiam, ale wiedziałam, że i tak wybiorę park trampolin. Dusza gimnastyczki się odzywa.
- Trampoliny, zdecydowanie – uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy tyłki w stronę, hm… hali sportowej? Tak to się chyba nazywa. Zakupienie biletów, ogarnięcie się i inne duperele zajęły mniej czasu niż myślałam.
- Wpierdolę cię do klocków! – zawołał Matt łapiąc Viktorię w pasie i lekko się ślizgając ruszył z nią w kierunku piankowych sześciokątów. Uśmiechnęłam się pod nosem siadając na jednej z trampolin. Delikatnie się porozciągałam i postanowiłam poszukać dwójki rodzeństwa, które zdążyłam stracić z oczu.
- Viktoria! – krzyknęłam idąc w kierunku dziewczyny oraz jej brata, którzy grali w „siatkówkę”?, coś w ten deseń. Szybko do nich podbiegłam przy okazji robiąc kilka gwiazd na rozciągnięcie mięśni po ponad dwumiesięcznej przerwie od gimnastyki. Odeszłam od grupy po kłótni, która wybuchła z inicjatywy mojej trenerki. Kochałam to co robiłam z całego serca, ale na wszystko przychodzi koniec. Definitywny, prawdopodobnie.
- Olivka, grasz z nami? – zapytał Matt rzucając we mnie piłką. Złapałam ją w ostatnim momencie prawie dostając w mordę. Odrzuciłam przedmiot do chłopaka starając się trafić go w głowę. Prawie wyszło, prawie.
**
Delliah przyjechała z kliniki dwa dni później. Dostała areszt boksowy i zakaz bójek z Tanzerem, więc musiałam przenieść go do Carpi. Było to ryzykowne, ale innego rozwiązania nie było. Niestety.
- Tanz, idziemy – mruknęłam pociągając lekko za lonżę. Kucu przyssał się do świeżej trawy na padoku. Norbi też.
Przeszłam się z nimi dookoła dużego padoku i wróciłam do stajni by zmienić Delce opatrunek. Nie protestowała przy tym zbytnio, była zbyt otumaniona lekami przeciwbólowymi. Było mi jej bardzo szkoda, chciałam jak najszybciej znaleźć tego, który zrobił to mojej ukochanej klaczce. Miałam ją od pięciu lat, przechodziłyśmy różne chwile. Czasami miałam ochotę sprzedać ją w cholerę, ale po śmierci Devito to ona pomogła mi przejrzeć na oczy i wyjść z ogromnej żałoby. Była pierwszym nie andaluzem z którym jeździła w stylu hiszpańskim.
- Wrócę do ciebie jeszcze – obiecałam całując ją w pyszczek. Wyszłam z boksu kierując swoje kroki do Vii. Chciałam ją zapytać o pomoc w ujęciu sprawcy poszkodowania mojej ośmiolatki, ale… nie tylko.
- Vii, mam do ciebie dwa pytania…

>Słaby, wiem ;-; Nie bij :c