sobota, 17 czerwca 2017

od Irmy cd. Rekera

- A myślałam już że tylko Ty będziesz mieć mój numer – powiedziałam z lekkim uśmieszkiem i zapisałam jego numer w swoim telefonie.
- Nie zrobił bym czegoś takiego – odparł rozbawiony i otoczył mnie ramieniem, co mnie zdziwiło ponownie i właściwie gapiłam się na niego, a on tylko sprzedał mi zęby w uśmiechu i zaczął patrzeć zza okno. Staliśmy w korkach troszkę, ale w sumie nawet się przyzwyczaiłam do takiej bliskości chłopaka, a gdy sobie przypominałam jak mnie wziął wtedy, w pokoju na ręce… Myślałam że wtedy serce wyskoczy mi z klatki piersiowej i zaraz przy nim spalę się zamiast na buraka, to obrócę się w popiół… Nie wiem co on robił, ale jakoś tak na mnie działał że ciężko mi było wykrztusić zdanie! Ta jego pewność i siła, której ja nigdy nie miałam… Był jakby moim całkowitym przeciwieństwem, bo ja zamartwiam się niemalże o wszystko, podczas gdy on się niczym nie przyjmuje i można by rzec że żyje pełnią życia, nie to co ja! Wiecznie pod kluczem i sprawdzana prze adopcyjnych rodziców, którym jak coś się tylko nie podoba, zamrażają mi konto, ale są głupi więc nie wiedzą że mam jeszcze jedno konto bankowe, które całkowicie sama sobie założyłam i tam zawsze przelewam wszystkie pieniądze które mi przelali, więc to ich „zamrażanie” jest całkowicie bez sensu, gdyż zamrażają po prostu puste całkowicie konto, a ja dalej mam dostęp do pieniędzy i dzięki boku że są aż tak głupi, że myślą że ja nie wiem że mają dostęp do tamtego konta, którego i tak nigdy nie sprawdzają, bo są tępi! Myślą że jak mają kasę, to mogą wszystko, tyle że potrzeba jeszcze sprytu i rozumu, którego oni za grosz nie mają! Wracając jednak do rzeczywistości… Dotarliśmy do tego całego zoo, które przyznam że jest przecudowne i wielkie! Świetnie się tam z Rekerem bawiłam i muszę przyznać, że przy nim czułam się jakbym odżyła! Później poszliśmy na obiad do MacDonalda, a mianowicie wzięliśmy sobie po Tortilli z kurczakiem oraz frytki z pepsi. Po skończonym „obiedzie”, skierowaliśmy się do luna parku, gdzie przejechaliśmy się paroma kolejkami, a Reker jeszcze zaciągnął mnie na najszybszą i najbardziej zakręconą ,przez co myślałam że na zawal padnę, ale było i tak super! Jedliśmy watę cukrową, strzelaliśmy z pistoletów na wodę i wszystko! No mówię wam z takim facetem tylko się bawić i przytulać! Co?! Irma wróć… Zganiłam się w myślach i tak w sumie cały dzień spędziliśmy w luna parku. Kiedy byliśmy już bardzo zmęczeni, poszukaliśmy jakiś znowu drogi hotel i pojechaliśmy tam taksówką, którą znowu zamówił nam Rekuś. Boże ja nawet myślę o jego imieniu zdrobniale! Co ten tym mi robi, ja się pytam?! Mniejsza… Znaleźliśmy słuchajcie jeszcze droższy hotel za uwaga…. Chwila prawdy… 700 tysięcy za noc!!! Tym razem jednak się powstrzymałam od myśli typu „Boże jak drogo”, tylko podreptałam za Rekerem, który otworzył mi drzwi jak dżentelmen pierwszy i weszliśmy do jeszcze piękniejszego apartamentu!
- Reker? - zaczęłam.
- Hm? - spytał tylko.
- Jesteś wariat! - stwierdziłam na co się zaśmiał, jak to miał w zwyczaju – Mówię serio! Wydałeś w sumie przeze mnie wydałeś jakiś milion trzysta sześćdziesiąt dziewięć tysięcy! - powiedziałam nieco przestraszona – Oddam Ci… - szepnęłam cicho jak myszka pod miotłom znowu.

< Reker? ;3 krótkie ale się poprawię! xdd >

od Rekera cd. Irmy

Mój sen był taki przyjemny i spokojny jak nigdy! Zasnąłem niemal od razu gdy padłem na łóżko co też było dziwne, bo zazwyczaj w nowych miejscach nigdy nie śpię za dobrze... No zazwyczaj to zdarza się tylko pierwszego dnia, ale my tu chyba drugiej nocki raczej nie spędzimy. Byłem ciekaw jak na moje zniknięcie zareagował wujek Maks. Zresztą co ja teraz będę sobie zawracał głowę rodziną! Jak wiadomo sen to taka magiczna rzecz, że jak się położysz niemal w ułamku sekundy się budzisz... Kiedy zacząłem kontaktować ze światem poczułem, że kogoś przytulam było to dość przyjemne, ale kiedy otworzyłem tylko oczy by zobaczyć co tu się wyprawia zorientowałem się, że wraz z Irmą się w siebie wtulamy! Byliśmy w takim szoku, iż dziewczyna spadła nawet z łóżka przez co wylądowała na ziemi w bardzo dziwnej pozycji. "Tak poniedziałki to na prawdę bardzo dziwne dni" - pomyślałem przeciągając się jak gdyby nigdy nic po czym podszedłem do dziewczyny przy której ukucnąłem.
- Irma? - powiedziałem w formie pytania jej imię.
- Hm? - rzekła z podłogi nadal się nie podnosząc.
- Nie chce nic mówić, ale to nie są zajęcia z akrobatyki - zaśmiałam się - Wstań i się na łóżku połóż, bo cię skręci - stwierdziłem przecierając palcem wskazującym prawe oko - Albo mam lepszy pomysł - dodałem i szybko zabrałem ją na ręce. Niebieskooka była nieźle zdezorientowana i chyba skapła się co zrobiłem dopiero gdy wylądowała na łóżku przykryta do pasa kołdrą - Dzień dobry! To co pani życzy sobie na śniadanie? - spytałem a ona posłała mi zdziwione spojrzenie - Ja ma ochotę na naleśniki... Może do tego jakiś deser lodowy - mówiłem jakby sam do siebie.
- Ja to samo - odezwała się jakoś i zerwała szybko do łazienki więc korzystając z okazji przeciągnąłem się jak kot a jako iż byłem cały czas w ubraniach zamówiłem już nam śniadanie. Na szczęście z tym problemu nie było i pewnie wszyscy się cieszyli, że kasę im "oddaję". No cóż nie tak często się zdarza, że bogaty dzieciak przychodzi do drogiego hotelu i tyle wydaje. "Chyba Maks się przekona wreszcie, że i ja kasę wydawać umiem" - pomyślałem drapiąc się po głowie. Już po niecałych 20 minutach przynieśli nam jedzonko, za które z góry zapłaciłem i odłożyłem na stolik.


Zacząłem się martwić o Irmę, gdyż ta długo nie wychodziła z łazienki dlatego zapukałem do drzwi.
- Irma? Żyjesz tam czy się utopiłaś? - zapytałem pół żartem przez co usłyszałem mruknięcie dochodzące za drzwi - Czyli żyjesz! - zaśmiałem się - Wychodź! Śniadanie - dodałem jeszcze rozsiadając się na łóżku. Kiedy dziewczyna tylko wyszła od razu zaczęliśmy pałaszować swoje porcje jedzenia no i ja jak zwykle musiałem ubrudzić się śmietaną na twarzy co wywołało u nas śmiech. Po posiłku poszedłem się jeszcze ogarnąć w łazience i wyszliśmy z pokoju kierując się do recepcji gdzie musieliśmy się wypisać.
Szliśmy właśnie jednym z korytarzy aż tu nagle w recepcji zobaczyłem wujka Maksa! Szybko złapałem niebieskooką za rękę i wciągnąłem ją głębiej w korytarz oraz dałem pierwszemu-lepszemu kamerdynerowi klucze, rozkazując by nas wypisał a my tym czasem zwialiśmy wyjściem ewakuacyjnym.
- Reker co jest? - zapytała Irma, gdy szybko zacząłem dzwonić po taksówkę.
- W recepcji był mój wujek a mi się nie chce wracać - westchnąłem i zaszyłem się z nią w cieniu. Na taksówkę czekaliśmy tylko 10 minut - No to co do zoo? - zapytałem na co skinęła głową a taksówkarz ruszył - Tak poza tym to mój numer. Ja mam twój to wypadałoby, żebyś miała mój - stwierdziłem i pokazałem jej cyfry na wyświetlaczu telefonu.

< Irma? :3 Jedziem do zoo xd>

od Irmy cd. Rekera

- I co? - zapytałam podnosząc na niego zmęczony wzrok.
- Jest tylko jeden pokój z łóżkiem małżeńskim. Co robimy? - zapytał kucając obok mnie, a ja się zdziwiłam.
- No… Musimy gdzieś spać – westchnęłam – Niech będzie ten… Nie mam siły chodzić i szukać, po takim dniu wrażeń – stwierdziłam, na co skinął głową i wrócił do recepcji, gdzie zgodził się na taki apartament i zapłacił za wszystko, co oczywiście najbardziej cieszyło ludzi, zważywszy że widzą iż mieliśmy ogromną kasę, bo pewnie z początku myśleli że my jakieś zagubione szczeniaki, za przeproszeniem jesteśmy w wielkim mieście! Pewnie się zastanawiacie jakaż to cena za taki o dziwo! Z podkreśleniem! O dziwo tani… Kosztuje tylko 580 tysięcy za noc! Tylko! Kiedy to usłyszałam to myślałam że kopara opadnie mi do samej podłogi! Owszem rodzice adopcyjni byli w chole*ę bogaci i wpływowi, ale mnie nigdy do takich apartamentowców nie zabierali z siostrą, tylko byłyśmy w wielkim domu z niańkami, które i tak właściwie robiły sobie co chciały, tak samo jak my, ale dobra! „Ja pierniczę, dal nich wszystkich, to tylko 580 tysięcy za noc” - myślałam cały czas będąc w szoku! Ktoś z hotelowych ludzi chciał nas zaprowadzić, lecz stanowczo podziękowaliśmy i sami poszliśmy sami. Reker oczywiście tam się na tym wszystkim znał, a ja właściwie czułam się jakbym była jakąś Alicją w krainie czarów czy coś!
http://s3.egospodarka.pl/grafika/apartamenty/Luksusowe-apartamenty-witamina-C-w-kranie-i-auto-w-salonie-4QzIkk.jpg
http://pinhouse.pl/p/wp-content/uploads/2014/07/luksusowa-%C5%82azienka-p%C3%B3%C5%82okr%C4%85g%C5%82a.jpg
https://st.hzcdn.com/fimgs/5981f9e30dfbba49_3317-w618-h411-b0-p0--contemporary-bedroom.jpg
Wszystko takie dziwne… Reker musiał wyczuć moje zmieszanie i spięcie, bo położył mi rękę na ramieniu. No byłam spięta jak chole*a nie powiem! Wirginia też nie narzeka na bogaczy – stwierdziłam.
- Ja się tutaj wszystkiego boję ruszać – stwierdziłam rozglądając się niczym jakaś sowa!
- Nie bój się! W razie czego zapłacę – rzekł rozbawiony, a ja spojrzałam na niego jak spod byka.
- To dla mnie nowe po prostu… Moi… Ekhem… Opiekunowie mnie trzymali raczej krótko i dopiero odkąd wstąpiłam do akademii przesyłają mi pieniądze, tak to byłam praktycznie z dala od świata i wszystkiego, oraz nigdzie nas nie zabierali… - wytłumaczyłam, a on skinął ponownie głową na znak iż rozumie.
- Spokojnie, będzie dobrze zaufaj mi! - powiedział uśmiechając się do mnie.
- Uhu… - powiedziałam i ziewnęłam lekko – Mam pytanie…. - zaczęłam niepewnie.
- O co chodzi? - spytał spokojnie.
- No… Wiem dziwna jestem ale mam ochotę na spaghetti – powiedziałam niepewnie, a on pokręcił głową z niedowierzaniem, na chwilę zamykając oczy.
- To przecież ludzkie że masz na coś ochotę! Chcesz to zamówimy! Ja też w sumie bym zjadł spaghetti… Dawno go nie jadłem – przyznał, a mnie zamurowało, że lubi tak proste rzeczy, ale się cieszyłam! Reker szybko zamówił wszystko przez telefon hotelowy, plus jakieś tam napoje, a po około dwudziestu minutach przybyło jedzonko. Zjedliśmy z zadowoleniem, gdzie i ja, i on się ubrudziliśmy, co wywołało u nas falę śmiechu ale zjedliśmy wszystko, zadowoleni. Później byłam już tak zmęczona że zasnęłam w wannie i Reker mnie musiał budzić!
- Irma! Obudź się Irma! - wołał, a ja w końcu otworzyłam słabe oczy – Zasnęłaś w wannie, wychodź, bo się przeziębisz! - powiedział ni to zmartwiony, ni to rozbawiony, no ale jego męska natura oczywiście musiała spojrzeć nieco w dół, lecz na szczęście nic nie zobaczył dzięki pianie!
Dobrze że dałam sobie dużo płynu do kąpieli, więc nie zobaczył mnie calusieńkiej nagiej…
- Reker wyjdź! - pogoniłam go, a on się cicho zaśmiał i wskazał mi piżamę na krzesełku, które musiał tu przynieść! „Kiedy on to zdążył kupić?” - pomyślałam zdziwiona.
No ale oczywiście i tak spaliłam buraka przy nim, na co się zaśmiał jeszcze bardziej tym swoim męskim głosem ale wyszedł szybko, zostawiając mnie w spokoju. Szybko wyskoczyłam z wanny, nadal lekko zawstydzona zaistniałą sytuacją, ale szybko się jakoś wytarłam, ubrałam w piżamę i wyszłam zmieszana.
- Długo tam byłam? - spytałam niepewnie.
- Tylko trzy godziny – zaśmiał się, a ja zrobiłam oczy jak pięć złotych – Mówię prawdę – dodał widząc moją minę.
- Przepraszam… Za dużo miałam dziś nerwów – rzekłam na co znowu machnął niedbale ręka. „Nie no co za człowiek!” pomyślałam, a on wtedy mnie wyminął z uśmiechem i sam poszedł się kąpać, a ja w tym czasie położyłam się na łóżku, gdzie przedzieliłam je poduszkami na pół, bo nie chciałam żeby spał na podłodze! Kiedy zaczynałam przysypiać, obudził mnie dźwięk zbliżania się kogoś, wiec od razu otworzyłam szeroko o czy i się poderwałam.
- Ej spokojnie! Nic Ci przecież nie zrobię – powiedział spokojnie Reker, unosząc ręce w pokojowym geście.
- Wybacz… Jestem troszkę nerwowa, bo to nowe miejsce – powiedziałam częściowo prawdę, bo też miało to związek z tym jak próbowano mnie kiedyś w nocy zabić, a konkretniej to udusić! - Przedzieliłam łóżko na pół… Nie chcę żebyś spał na podłodze – zmieniłem temat, a on jak zwykle się uśmiechnął, a jego piwne oczyska cholernie na mnie działały, zwłaszcza gdy tak błyszczały!
- Dobranoc! - rzekł i położył się po drugiej stronie łóżka, gdzie już go nie wiedziałam.
- Dobranoc… - rzekłam chwilę jeszcze patrząc na poduszki za którymi był, a później przyłożyłam głowę do poduszki i smacznie zasnęłam.
Rano, kiedy zaczęłam się powoli budzić, poczułam dziwne ciepło oraz czyjś dotyk… Był delikatny ale i silny jednocześnie, dzięki czemu czułam się bezpiecznie, lecz zaraz zapaliła mi się czerwona lampka w głowie bo… O mój boże!!! Czuje czyjś oddech na czole! I… i… i usłyszałam mruczenie Rekera! Od razu otworzyłam oczy szeroko, no i co się okazało?! Spałam wtulona w Rekera, a on we mnie, a poduszki sobie leżały na podłodze i wyglądało to jakby któreś z nas zburzyło mur, żeby dostać się do drugiego! Reker po chwili, gdy otworzył oczy też zajarzył co się stało i był tak samo spięty co ja, tyle że ja spadłam z łózka… „No to Irma fajnie zaczynasz dzień!” - mruknęłam w myślach leżąc w dziwnej pozycji na podłodze, od której bolał mnie nieźle kręgosłup.

< Reker? ;3 >

od Rekera cd. Irmy

 Reker ukradli mi torebkę! Wyłamali mi zamek w szafce… Miałam tam portfel z dokumentami, pieniędzmi, telefonem, wszystkim! - powiedziała przerażona a ja zdębiałem i od razu pomyślałem o tych babskach z basenu oraz nie zdziwiłbym się jakby któraś z nich właśnie za tym stała!
- Irmo spokojnie! Zaraz coś na to poradzimy! - rzekłem usadzając ją na krześle. Nie zastanawiając się dłużej wyjąłem swój telefon i włączyłem na nim aplikację, która mogła wyśledzić gdzie jest telefon danej osoby. Oczywiście takie rzeczy nigdy nie są tanie, ale co to dla mojego wujka, który nie lubi mało wydawać? - Jaki masz numer telefonu? - spytałem wchodząc w odpowiedni pasek zadań.
- Słucham? - niezrozumiała i popatrzyła na mnie nadal przestraszonym wzrokiem.
- Jaki masz numer telefonu? - powtórzyłem się - Potrzebuję go by namierzyć twoją torebkę - dodałem by jeszcze bardziej ją uspokoić. Irma już po chwili podała mi wszystkie cyfry, które z prędkością światła wpisałem na klawiaturze drogiego telefonu. Musieliśmy poczekać z jakieś trzy minuty aż sygnał z satelity wszystko przeanalizował, ale w końcu dostałem namiary naszych złodziei. Jak się okazało byli albo były w kawiarni obok basenu więc od razu złapałem niebieskooką za rękę i wybiegłem z basenu po drodze oddając kluczki od szafki oraz mówiąc, że było włamanie do szafki dziewczyny i że policja zaraz tu będzie. Mieliśmy dzisiaj ogromne, gdyż jeden z patroli przejeżdżał akurat tą drogą i długo kłopotać się z przyjazdem nie musieli. Weszliśmy do kawiarni jak gdyby nigdy nic a tamte wredoty siedziały przy siódmym stoliku przy oknie i grzebały Irmie w torebce! Myślałem, że zaraz nie wytrzymam i skończy się bijatyką, lecz policjanci mnie od tego jakoś powstrzymali. Dwójka mężczyzn od razu przedstawiła zarzuty tamtym babską i je skuła kajdankami a ja dodatkowo wysyczałem, że pójdą siedzieć na 50 lat a nawet i więcej co je jeszcze bardziej przeraziło! "I dobrze im tak" - warknąłem w myślach mierząc je lodowatym wzrokiem. Na szczęście niczego Irmie tam nie popsuły ani do telefonu się zbytnio nie dostały, bo było na nim hasło. Policja nam jeszcze kazał wpisać nip a potem już je zabrano a nam dano święty spokój.
- To co teraz? - zapytała już uspokojona dziewczyna.
- Ja proponuję do hotelu - odpowiedziałem jej z uśmiechem - Przepraszam, że coś takiego cię spotkało - dodałem a ona popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Przecież to nie twoja wina - odparła na co westchnąłem i spojrzałem w gwieździste niebo.
- Zadzwonię po taksówkę - odezwałem się po chwili na co skinęła głową.
*****
Do jednego z najdroższych hoteli dotarliśmy po 45 minutach. Nie znałem się zbytnio na tym wszystkim, gdyż to zwykle wujek decydował o tym gdzie śpimy podczas podróży. Kiedy jak zwykle to ja pierwszy wyrwałem się do recepcji dowiedziałem się, że mają wolny tylko jeden pokój z łóżkiem małżeńskim dlatego postanowiłem powiadomić o tym Irmę. Nie no dobra mi tam pasi, ale lepiej by ona też o tym widziała.
- I co? - zapytała podnosząc na mnie wzrok.
- Jest tylko jeden pokój z łóżkiem małżeńskim. Co robimy? - zapytałem kucając obok niej.

< Irma? :3 Co robimy? xd>

od Irmy cd. Rekera

Kiedy w końcu się przebrałam, zamknęłam wszystkie rzeczy w szafce, którą zamknęłam i poszłam w nowym stroju na basen. Kiedy szłam spokojnie, nagle zobaczyłam Rekera w towarzystwie innych kobiet, co mnie zdziwiło, ale i tak szłam w jego kierunku, bo pomyślałam że to może jakieś jego znajome! W końcu ja jego znajomą też byłam! Chyba… Ale jak jestem jego znajomą to czy by mi coś takiego drogiego kupował? Boże jak ja tych chłopów nie rozumiem! Są tacy tajemniczy i ciężko ich rozgryźć, zwłaszcza Rekera!
Na mojej szyi nadal wisiał naszyjnik od niego i nie zamierzałam go ściągnąć, bo raz bardzo mi się podobał, dwa Reker mi go kupił za nie małą kasę, a trzy to był to prezent. I jeszcze to dziwne ciepło gdy tak blisko niego przybywam… Boże to znowu to zauroczenie albo miłość? Już raz zostałam zraniona przez Jonathana!
Wspomnienia:
Wracałam właśnie z zawodów, gdzie zdobyłam pierwsze miejsce w zawodach w dyscyplinie skoków! Nie posiadałam się z radości, bo pierwszy raz coś takiego wygrałam sama, gdyż zazwyczaj jeździłam z drużyną na przełajowe i tak dalej. Nie mogłam się doczekać kiedy pochwalę się mojemu chłopakowi Jonathanowi, więc podróż z powrotem do akademii strasznie mi się dłużyła! Byłam istnym wulkanem energii! Kiedy w końcu po pięciu i pół godzinie wróciliśmy do akademii, szybko wybiegłam z samochodu, a stajenni wprowadzili nasze konie do stajni, więc nie musieliśmy się same fatygować po ciężkim dniu… Pobiegłam do pokoju mojego i mojego chłopaka, a gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam… że nie było rzeczy Jonathana! Żadnej kartki z wiadomością, nic! Zaczęłam do niego zdenerwowana dzwonić, ale nie nie odbierał, bo miał wyłączony telefon. Zdenerwowana do granic, pomyślałam że może rozładował mu się telefon czy coś, bo takie rzeczy się zdarzają, lecz mój strach rósł z minuty na minutę! Zbiegłam do recepcji i spytałam się pani Lucjany, bo to ona zasiadała w recepcji, co się stało z Jonathanem, a ta powiedziała mi że… że… że Jonathan opuścił akademię bez wyraźniej przyczyny! Wypisał się tuż po moim wyjeździe na zawody i odjechał ze swoją rodziną! Nie wiedziałam co się dzieje i dlaczego mi o tym nie powiedział… Pamiętam że zaczęłam jej mówić że to nie może być prawda, że to musi być na pewno jakaś pomyłka czy coś, lecz ona zaprzeczyła mi ruchem głowy i powiedziała ciche „przykro mi”, bo wiedziała że z nim byłam, że był moim chłopakiem, którego bardzo mocno kochałam. Poszłam załamana do pokoju, gdzie padłam na łóżko i się rozpłakałam. Nie zostawił mi żadnej wiadomości, nic! Nic mi nie powiedział że opuszcza akademię, oraz dlaczego to robi! Próbowałam do niego dzwonić, lecz okazało się że jego numer już dawno ie istnieje! Koleżanki starały się mnie pocieszyć przez wiele długich dni, lecz to było na nic… Nie chodziłam do szkoły, bo nie byłam w stanie się na niczym skupić, więc moje oceny drastycznie spadły i byłam zagrożona z wielu przedmiotów… Po jakiś dwóch tygodniach dostałam od Jonathana list z treścią że odszedł bo ma dość bycia z kimś, kto ciągle musi uciekać albo ma zagrożone życie, że nie wyobrażał sobie życia ze mną! Że to już koniec i po prostu nie miał siły mi powiedzieć że odchodzi… Jasne?! Tylko ze jakoś przygotowania do wyjazdu zaplanował świetnie krok po kroczku, żebym się o niczym nie dowiedziała! Załamałam się totalnie… Po jego liście płakałam dniami i nocami, kuląc się na łóżku i nic nie jedząc i nie pijąc, co sprawiło, że zabrało mnie nawet pogotowie, gdzie lekarze walczyli o moje życie. Przyszywani rodzice wypisali mnie z akademii i zabrali do domu razem z Alkarasem, gdzie nie wychodziłam w ogóle z pokoju. Ja go kochałam, a on mnie zostawił jak jakiegoś śmiecia! Ból jaki czułam wtedy w sercu był wręcz nie do opisania! Co później było? A no były próby samobójstwa, psycholog i takie tam. Przez dwa długie miesiące dochodziłam do siebie, a przynajmniej się starałam. Kiedy w miarę wróciłam do stabilności psychicznej, rodzice zapisali mnie do innej akademii, w innym stanie, daleko od poprzedniej. Pamiętam że gdy jechałam do nowej akademii, byłam bez życia, czym martwiłam rodziców adopcyjnych ale starali się mnie pocieszać. Tak oo trafiłam do nowej akademii, mając nadzieję, że demony przeszłości i stare rany zostawię za sobą, lecz problem w tym, że ludzie chcący mnie zabić, nadal są na wolności…
Teraźniejszość:
W sumie to teraz rozumiałam Jonathana, bo kto by chciał być z taką jak ja? Z takimi problemami? Program ochrony świadków i tak mnie nie ochroni i wiem że zabójcy moich rodziców mnie w końcu dopadną… To tylko kwestia czasu, tyle że nie znam miejsca ani godziny! Z powodu mojego zamyślenia, nie zauważyłam że stanęłam na samym środku, jak jakiś słup soli, więc szybko się że tak to powiem otrząsnęłam i znowu ruszyłam ku Rekerowi i tamtym dziewuchą, lecz wtedy jedna z nich mnie popchnęła i się przewróciłam! Byłam zdziwiona że mnie tak zaatakowała, bo przecież nic jej nie zrobiłam! Wtedy podbiegł do mnie Reker i nagadał tej głupiej dziewusze, dzięki czemu poczułam się nieco lepiej, bo przez chwilę znowu poczułam się jakbym była tą gorszą, a czy to moja wina że jestem cicha? Że straciłam rodziców i mnie tu wywieziono? Czy to moja wina ze na mnie polują? Już zgłupiałam…
- Nic ci się nie stało? - zapytał zmartwiony i pomógł mi wstać.
- Nie w porządku! - odparłam.
- Na pewno? - spytał ze zmartwieniem
- Na pewno! Idziemy gdzieś popływać albo do jacuzzi? - spytałam.
- Pewne! - uśmiechnął się, dzięki czemu zrobiło mi się ciepło na sercu i zignorowałam jakoś dziwnie piekącą bliznę na prawym ramieniu po postrzale. Reker był cudowny! Działał na mnie kojąco i świetnie się z nim bawiłam! Najpierw potaplaliśmy się w wodzie, oczywiście się wygłupiając i parę razy wrzucił mnie do wody, a później poszliśmy do jacuzzi, gdzie porządnie nas „wymasowało”. Kiedy poszliśmy się przebrać, a ja poszłam do swojej szafki, zobaczyłam że zamek jest wyrwany!
- O nie… - niemalże zaskomliłam ze strachu i szybko podbiegłam do szafki z której zniknęła moja torebka! Tam miałam telefon, dokumenty, pieniądze, wszystko! Zdenerwowana wytarłam się jakoś ręcznikiem o drżących rękach i walącym sercem, przebrałam się jakoś w trybie błyskawicy i wybiegłam poszukać Rekera, który widząc moją przerażoną minę wiedział że coś złego się stało i do mnie podbiegł.
- Reker ukradli mi torebkę! Wyłamali mi zamek w szafce… Miałam tam portfel z dokumentami, pieniędzmi, telefonem, wszystkim! - powiedziałam przerażona, bojąc się że to mogą być moi zabójcy… I co gorsza… Mogą wiedzieć teraz gdzie jest i moja młodsza siostrzyczka Tia!

< Reker? ;3 znajdziesz jej torebkę? Idziemy do hotelu? xdd >

od Rekera cd. Irmy

Wujek Maks tym dzwonieniem do mnie co po chwilę zaczynał mnie już wkurzać dlatego wyciszyłem telefon i uznałem, że będę miał święty spokój. Ja rozumiem martwi się o mnie oraz chce dla mnie jak najlepiej, ale bez przesady! Przecież nikt mnie nie ukradł a Michael z Cassandrą siedzą w Nowym Jorku! "Zero zagrożenia wujaszku, Reker daje radę" - pomyślałem a w tedy Irma powiedziała mi o zawodach, które odbędą się za trzy tygodnie. Poinformowała mnie, że będzie brała udział oraz zapytała się czy i ja jestem chętny. W sumie fajnie byłoby wystartować, ale nie chciałbym się przed nią ośmieszyć czy coś... Cóż może jednak spróbuję? Będzie co będzie! Przecież to dopiero za trzy tygodnie... które z pewnością miną jak z bicza strzelił! W kinie kupiłem nam popcorn i nesti oraz nie czekając już dłużej poszliśmy na salę gdzie miał odbyć się seans. Cały czas ciągnąłem Irmę za rękę uważając przy tym by jej czasami ręki nie uszkodzić, gdyż nie wiem co bym zrobił gdyby przeze mnie stała jej się krzywda. Usiedliśmy w jednym rzędzie obok siebie i już po pięciu minutach film został wyświetlony na wielkim ekranie. Wraz z Irmą świetnie się bawiliśmy i muszę przyznać, że Johnny Deep jak zwykle odwalił dobrą robotę grając Kapitana Jacka Sparrowa! Seans zakończył się po około dwóch godzinach. Kiedy mieliśmy już wychodzić Irma przez przypadek oparła głowę na moim ramieniu przez co się do niej uśmiechnąłem i zrobiło mi się tak dziwnie ciepło na sercu. Kiedy dziewczyna szybko pojęła co zrobiła, strasznie się zmieszała i od razu poderwała na proste nogi.
- Przepraszam - rzekła cicho i już miała wybiegać z sali kinowej, ale ja złapałem ją za rękę nie pozwalając jej na ucieczkę.
- Irmo nie jestem zły! Każdemu mogło się to zdarzyć więc spokojnie - powiedziałem z uśmiechem usadzając ją z powrotem na jej miejscu - Nigdy bym cię nie skrzywdził - dodałem cały czas ją trzymając - No to gdzie teraz idziemy? Może na basen? - zaproponowałem by rozluźnić atmosferę na co skinęła głową dzięki czemu uzyskałem zgodę z jej strony. Szybko zadzwoniłem po taksówkę i pojechaliśmy na basen. Jako iż nie mieliśmy przy sobie żadnych stroi kąpielowych poszliśmy jeszcze do sklepu. Irma wybrała sobie jasnoniebieski strój dwuczęściowy czy tam inny kolor niebieskiego.
Cóż ja nigdy nie zaczaję jak baby mogą widzieć w niebieskim jakieś inne kolory! Niebieski to niebieski i tyle w temacie! Ja natomiast też poszedłem w kolory niebieskie i byłem jak zwykle zadowolony z zakupu.
Zapłaciłem znowu za wszystko chociaż Irma chciała sama za siebie zapłacić, ale co ja poradzę, że chce? W końcu gdy już wszystko pozałatwialiśmy wykupiłem wstęp na basen dla naszej dwójki i poszliśmy przebrać się do szatni. Ona poszła do damskiej ja do męskiej oczywiście! Długo mi wskoczenie w kąpielówki nie zajęło a zważywszy na późną godzinę na basenie nie kręciło się już tak wiele ludu jak za dnia. Irma się jeszcze przebierała dlatego postanowiłem wejść już do wody i za nią poczekać. Popływałem trochę aż w końcu usiadłem na brzegu basenu przymykając zmęczone oczy, lecz gdy je już otwarłem zobaczyłem, że nie siedzę już tutaj sam tylko z czterema obcymi mi babami, które chciały mi zaimponować i chyba nawet do łóżka zaciągnąć, ale nie ze mną takie numery!
- Któraś się zbliży a zaliczy kurs nurkowania - warknąłem marszcząc brwi przez co dwie dziewuchy się odsunęły przestraszone, lecz pozostała dwójka została a nawet jedna się do mnie przykleiła dlatego wrzuciłem ją do wody a jako iż nie umiała pływać to trochę się potopiła. Kiedy wstałem zobaczyłem jak jedna z nich przewróciła Irmę dlatego szybko podbiegłem do niebieskookiej oraz pomogłem jej wstać co zaskoczyło tamte baby - Słuchajcie jedna z drugą! Dobranocka była o 19 więc stańcie równolegle do ściany i walnijcie sobie baranka, bo czas spać! - warknąłem groźnie na co przestraszone pouciekały - Nic ci się nie stało? - zapytałem zmartwiony dziewczynę.

od Irmy cd. Rekera

No nie mogłam uwierzyć! Jak on mógł mi coś tak drogiego kupić?! Boże… Teraz już wiem że ma kasę, ale mnie przecież nie chodzi o nią! Oczywiście bardzo cieszę się z prezentu, ale… No nie przywykłam do czegoś takiego, a przecież to są jego pieniądze i na pewno ciężko zarobione...
Z drugiej zaś strony on nie chce żebym się przejmowała. Chyba nawet się zarumieniłam kiedy mi to dał! Ło bosz Irma ogarnij się! Później poszliśmy na pizzę, za którą on znowu zapłacił a ja czułam się niezaprzeczalnie dziwnie! Po głowie mi chodziło dlaczego on to robi skoro możemy się złożyć albo coś… Jak to powiem dziewczynom to padną! Chociaż… Może lepiej nie mówić, bo by się na niego rzuciły i jeszcze by się na mnie obraził, a tego nie chcę! Po skończonej pizzy poszliśmy na lody z czego się również cieszyłam, bo no nie ukrywam lubię lody, a z chłopakiem coraz milej spędzałam czas.
- Jakoś nie chce mi się wracać do akademii... Pójdziemy do kina? oceanarium? lunapark? akwapark? - proponował nie przestając się uśmiechać.
- Hm… Może do kina pójdziemy? - zaproponowałam.
- Świetny pomysł! A na jaki chcesz? Słyszałem że podobno jest nowy film Piraci z Karaibów! - powiedział z błyskiem w oku, na co się zaśmiałam.
- No dobrze panie piracie, to idziemy! - zaśmiałam się i poszliśmy pod kino, gdzie ludzi było od groma! - Reker…? - zaczęłam.
- Hm? - spytał patrząc na mnie i przystając razem ze mną.
- Tylko… no… Nie pałać za mnie! Też mam pieniądze! I tak już się wykosztowałeś! - wskazałam na naszyjnik, na co machnął ręką.
- Wiem że je masz! - powiedział i znowu ruszył, na co westchnęłam.
- Ale i tak zrobisz po swojemu? - bardziej zgadłam niż spytałam.
- Jak Ty mnie dobrze znasz! - powiedział rozbawiony i się wyszczerzył, a ja przewróciłam rozbawiona oczami.
- Jesteś wariat! - rzekłam z uśmiechem.
- Ponoć tylko wariaci są coś warci! - dodał nadal sprzedając zęby.
- Skoro tak mówisz! - rzekłam rozbawiona i jak zwykle on wszystko kupił uparciuch jeden, ale do filmu mieliśmy jeszcze dużo czasu, więc jeszcze się szwendaliśmy po centrum handlowym.
- Jakiego będziesz chciał mieć jeszcze konia kiedyś? - spytałam.
- Myślę że hanowera albo anglika… - powiedział zamyślony.
- Jeśli wybierasz specjalizację WKKW, to radzę Ci wziąć hanowera, bo są specjalnie szkolone do takiego typu zawodów no i skoczne, w przeciwieństwie do anglika, który no… Nie jest do tego szkolony, a poza tym to one tylko do biegania są… - powiedziałam swoja opinię – Ale to tylko moje zdanie! - powiedziałam siadając znowu na ławce.
- Czyli sugerujesz kolejnego Hanowera? - spytał.
- Ja bym tak zrobiła – dodałam nieco pewniej.
- A Alkatras jakiej jest rasy? - spytał.
- Wielkopolskiej! Jest z polskiej hodowli i został tu przywieziony specjalnie… Chociaż tyle z opiekunów – westchnęłam.
- Oo! Nie wiedziałem… Jak jest w Polsce? Nigdy tam nie byłem… - spytał.
- To ładny kraj! Pełno tam wyżyn i nizin… Ja uwielbiam góry! Chociaż może też jest fajne, ale w górach masz piękne widoki! - powiedziałam nieco rozmarzona – Polskie hodowle są mniej znane na świecie, prócz oczywiście koni arabskich, ale też są świetne w tej dyscyplinie sportu, podobnie jak konie Trakeńskie – dodałam.
- Rozumiem – powiedział tylko- Lubisz pływać? - spytał nagle.
- Pewnie! Gdyby nie miłość do koni, to bym została chyba pływaczką! - zaśmiałam się, a on się uśmiechnął – A Ty? - spytałam, a wtedy usłyszeliśmy dzwonek telefonu, a Reker wyjął z kieszeni spodni telefon.
- Przepraszam – powiedział i spojrzał na swój… drogi telefon! A konkretniej na wyświetlacz ale odrzucił połączenie co mnie zdziwiło.
- Musisz już iść? - spytałam nieco smutna, na co pokręcił przecząco głową.
- Nie! To tylko wujek spokojnie! Mówiłem że nie chce mi się wracać do akademii… A wracając do Twojego pytanie to lubię pływać! - odparł z uśmiechem, co odwzajemniłam.
- To co porobimy? Mamy jeszcze 14 minut – powiedziałam patrząc na zegarek na ręce.
- Hm… - zastanowił się ale znowu zdzwonił jego telefon, na co westchnął i wziąwszy telefon, całkowicie go wyciszył.
- Nie lepiej odebrać i powiedzieć że nic Ci nie jest? - spytałam niepewnie – Nie chcę się wtrącać ani nic! - dodałam szybko zmieszana.
- Nie przejmuj się! Nie… Nie ma po co! Nie martw się tym dobrze? - spytał i spojrzał mi w oczy.
- Dobrze… - powiedziałam cichutko, niczym mysz pod miotłą, ale się uśmiechnął, więc chyba mu to pasowało – Kupimy jakiś popcorn, albo picie? - spytałam.
- Możemy to i to! - odparł i wstał z ławki energicznie. Ja co prawda nieco spokojniej wstałam niż on, ale cieszyłam się że ma tyle energii!
- Em… Startujesz w zawodach za jakieś trzy tygodnie? - spytałam.
- A jakie to? - zdziwił się – Myślisz że dałbym radę? - spytał.
- Myślę że tak, bo dobrze skaczesz! Tylko więcej treningów i będzie dobrze! Ja też jadę! - powiedziałam z uśmiechem, kierując się z nim do kina, gdzie jeszcze kupiliśmy, a raczej on kupił popcorn i Nesti.

< Reker? ;3 >