Przemilczałam. Tylko tyle. Przemilczałam. Wbiegłam do stajni jak wściekła ale gdy North trąciła mnie nosem od razu uśmiechnęłam się. Usłyszałam kroki gdy ta dziewucha odnosiła sprzęt, kiedy usłyszałam jej głos ogarnęła mnie wściekłość
-Gdzie są padoki?- zapytała chłodno a ja nie wytrzymałam...
-Do jasnej cholery! Padoki są tam gdzie są! Nie mam ochoty Ci pomagać!-powiedziałam, a wręcz krzyknęłam- Nie obchodzi mnie ile go masz! rok, miesiąc czy może od źrebaka! Koń nie powinien tak robić i tyle! Nie martwię się o Ciebie! Martwię się o konia! Skoro nie umiesz sobie z nim poradzić sprzedaj go!-wrzasnęłam i zabrałam North z boksu, prowadząc ją na padok. Zauważyłam że dziewczyna idzie za mną.
-Zgubisz się beze mnie? -parsknęłam śmiechem na co dziewczyna spojrzała na mnie morderczym wzrokiem ale o dziwo przemilczała. Odwróciłam się w jej stronę i zauważyłam jak jej koń staje dęba. Do głowy wpadła mi pewna myśl, uznałam że będę milsza, bo jakoś każda znajomość kończyła się kłótnią.
-Triss?
-Czego do jasnej cholery!?-warknęła dziewczyna a ja spojrzałam na nią.
-Wiem, Amor nie jest ułożonym koniem a North jest jego przeciwieństwem. Mam pewien pomysł,
dam Ci North na jutro, znowu pojedziemy w teren. Ja wezmę Amora, zobaczymy jak nasze konie pójdą pod innymi jeźdźcami. North nie jest tak ułożona jak Ci się wydaje..-powiedziałam milszym ale wciąż chłodnym tonem.
Dziewczyna popatrzyła na mnie i zastanowiła się.
-Gdzie dać Amora? który padok?
Wskazałam na padok North.
-Takie życie Triss...
>Triss? Zgodzisz się? ♥<
środa, 21 grudnia 2016
od Triss cd. Viktorii
-Pomóc Ci z nim? Znam się trochę jak właścicielka sobie nie radzi- dodała szyderczo.
Nie.
No po prostu no nie.
Zazwyczaj jestem spokojna, ale ona naprawdę mocno mnie wkurwiła.
- Możesz się wreszcie odpie*****?!- wybuchłam.- ten koń naprawdę MA przeszłość, nie znam go rok czy dwa! Mam go od miesiąca! Gdybyś się znała, to byś wiedziała, że oduczanie narowów zajmuje więcej niż dwa pieprzone dni!!! Albo może w ogóle nie powinnam była tu przyjeżdżać, co?! Przecież tu są tylko same idealne konie! Hmmm?! Amor nie jest koniem, który na każde twoje skinienie będzie robił salto do tyłu, za to zrobi ci na złość i kopnie cię prosto w ten twój szyderczy i zarozumiały ryj!
No nie tym razem. Zostaw mnie i MOJEGO konia w spokoju.
Widziałam, że zbiera jej się na wybuch, ale byłam z siebie dumna. Ku mojemu zdziwieniu tylko otworzyła usta. Najwyraźniej nie miała ochoty już się kłócić albo chciała wymyślić coś, co mnie naprawdę złamie. Wiedziałam, że nie da za wygraną.
Viktoria zrobiła zwrot na zadzie i popędziła swoją klacz. Patrzyłam, jak gnają do stajni. Miałam świadomość, że nie odpuści, ale nie żałowałam. Mogłam przygotowywać się na falę sarkazmu. Wręcz powiedziałabym tsunami. Tak. To dobre określenie.
Gdy to chole**a dziewczyna zniknęła mi z pola widzenia zrobiłam coś, czego, myśląc logicznie, nie powinnam była robić.
Popędziłam go do cwału.
Na początku starałam się go kontrolować, ale po chwili pozwoliłam mu pędzić. Słyszałam, jak jego kopyta odbijają się od ziemi. Czułam, jak pracują jego mięśnie. Odczuwałam, jak nasze bicie serc przyspiesza.
Byliśmy jednością.
A potem czar prysł. Zaczął brykać, prawie straciłam równowagę, ale dałam radę. Ściągnęłam wodze i odchyliłam się do tyłu starając się wprowadzić Amora na duże koło. Po chwili go opanowałam, lecz wiedziałam, że gdyby mógł, galopowałby dalej. W końcu był jeszcze dzieckiem. Wśród brykania i fochów wróciłam do stajni. Zeskoczyłam z siodła i poklepałam Misiaczka. Rozsiodłałam go. Gdy tylko trochę odeszłam usłyszałam, jak chodzi w kółko i rży.
- Pogalopowałbyś jeszcze, co?-mruknęłam.- Wyprowadzę cię na padok.
Był tylko jeden, mały problem.
Nie wiedziałam, gdzie są padoki.
Musiałam zapytać się Viki… o nie. Cóż. Jak trzeba, to trzeba. Po chwili poszukiwań znalazłam ją w boksie North. Pewna siebie weszłam do środka.
~~~ Vika… ;D
Nie.
No po prostu no nie.
Zazwyczaj jestem spokojna, ale ona naprawdę mocno mnie wkurwiła.
- Możesz się wreszcie odpie*****?!- wybuchłam.- ten koń naprawdę MA przeszłość, nie znam go rok czy dwa! Mam go od miesiąca! Gdybyś się znała, to byś wiedziała, że oduczanie narowów zajmuje więcej niż dwa pieprzone dni!!! Albo może w ogóle nie powinnam była tu przyjeżdżać, co?! Przecież tu są tylko same idealne konie! Hmmm?! Amor nie jest koniem, który na każde twoje skinienie będzie robił salto do tyłu, za to zrobi ci na złość i kopnie cię prosto w ten twój szyderczy i zarozumiały ryj!
No nie tym razem. Zostaw mnie i MOJEGO konia w spokoju.
Widziałam, że zbiera jej się na wybuch, ale byłam z siebie dumna. Ku mojemu zdziwieniu tylko otworzyła usta. Najwyraźniej nie miała ochoty już się kłócić albo chciała wymyślić coś, co mnie naprawdę złamie. Wiedziałam, że nie da za wygraną.
Viktoria zrobiła zwrot na zadzie i popędziła swoją klacz. Patrzyłam, jak gnają do stajni. Miałam świadomość, że nie odpuści, ale nie żałowałam. Mogłam przygotowywać się na falę sarkazmu. Wręcz powiedziałabym tsunami. Tak. To dobre określenie.
Gdy to chole**a dziewczyna zniknęła mi z pola widzenia zrobiłam coś, czego, myśląc logicznie, nie powinnam była robić.
Popędziłam go do cwału.
Na początku starałam się go kontrolować, ale po chwili pozwoliłam mu pędzić. Słyszałam, jak jego kopyta odbijają się od ziemi. Czułam, jak pracują jego mięśnie. Odczuwałam, jak nasze bicie serc przyspiesza.
Byliśmy jednością.
A potem czar prysł. Zaczął brykać, prawie straciłam równowagę, ale dałam radę. Ściągnęłam wodze i odchyliłam się do tyłu starając się wprowadzić Amora na duże koło. Po chwili go opanowałam, lecz wiedziałam, że gdyby mógł, galopowałby dalej. W końcu był jeszcze dzieckiem. Wśród brykania i fochów wróciłam do stajni. Zeskoczyłam z siodła i poklepałam Misiaczka. Rozsiodłałam go. Gdy tylko trochę odeszłam usłyszałam, jak chodzi w kółko i rży.
- Pogalopowałbyś jeszcze, co?-mruknęłam.- Wyprowadzę cię na padok.
Był tylko jeden, mały problem.
Nie wiedziałam, gdzie są padoki.
Musiałam zapytać się Viki… o nie. Cóż. Jak trzeba, to trzeba. Po chwili poszukiwań znalazłam ją w boksie North. Pewna siebie weszłam do środka.
~~~ Vika… ;D
Od Viktorii cd. Triss
-Jasne- usłyszałam odpowiedź dziewczyny, po zadanym pytaniu.
-Ten uskok nad którym skakaliście, jechałam z pewnym chłopakiem; Asakim. Chciał skakać ale wtedy uskok był większy i było ślisko. To co zrobiłam, nie było dla niego, tylko dla Salvatio, czyli jego klaczy rasy marvari - dziewczyna uniosła brwi w oczekiwaniu- rozpędzali się już do skoku, spanikowałam bo jeden z starych koni szkółkowych połamał sobie tam nogi. -zeszłam z tematu wiem..- Kiedyś ćwiczyłam woltyżerkę, więc było mi łatwiej utrzymać się stojąc w pełnym galopie. Chciałam dać znak Salvatio i chłopakowi by zwolnili, co zrobili. -potrząsnęłam głową na myśl o tym zdarzeniu- Tenebris -psina podniosła łeb na dźwięk jej imienia, na co uśmiechnęłam się- ja z North nie zdążyłyśmy zwolnić a Tene nadawała tempo. Ona skoczyła więc moja klacz powtórzyła to co Tenebris. Jak możesz się domyślić spadłam. -spojrzała na mnie z niedowierzaniem- tak, spadłam. Było tam dużo, zresztą nadal są; kamienie, ale nie takie zwykłe tylko cholernie ostre. North upadła na ścieżce i nic się jej nie stało a ja rozcięłam rękę. Nie złamałam czy coś takiego. Ale krwi było dużo.
To był nasz pierwszy nieudany skok -powiedziałam szeptem, gdy wypowiedziałam te słowa poczułam coś dziwnego... determinację?- zaczekaj tu Triss ok? -powiedziałam do dziewczyny.
Odjechałam galopem, omijając przeszkodę ale potem zmieniłam kierunek i popędziłam North do cwału. Triss trochę się zdziwiła ale ja byłam pewna siebie. "Dalej młoda..." pomyślałam sobie kiedy wyczułam jak mocne nogi mojej klaczy odbijają się od ziemi i wyskakujemy do góry. Poczułam nagle motyle w brzuchu... Całe zajście nie było długie ale i tak to był najlepszy skok jaki oddałyśmy w życiu. W pewnym momencie wylądowałyśmy mocno na ziemie a North jeszcze galopowała. Podjechałam do Triss, która chyba zmagała się z Amorem. Pomimo wcześniejszego miłego tonu, w moim głosie nie było go słychać. Wyczuwało się tylko chłód.
-Pomóc Ci z nim? Znam się trochę jak właścicielka sobie nie radzi- dodałam szyderczo a dziewczyna spojrzała na mnie, i chyba chciała coś powiedzieć
>Triss? Sry że tak długo ale lag mózgu ;-;<
-Ten uskok nad którym skakaliście, jechałam z pewnym chłopakiem; Asakim. Chciał skakać ale wtedy uskok był większy i było ślisko. To co zrobiłam, nie było dla niego, tylko dla Salvatio, czyli jego klaczy rasy marvari - dziewczyna uniosła brwi w oczekiwaniu- rozpędzali się już do skoku, spanikowałam bo jeden z starych koni szkółkowych połamał sobie tam nogi. -zeszłam z tematu wiem..- Kiedyś ćwiczyłam woltyżerkę, więc było mi łatwiej utrzymać się stojąc w pełnym galopie. Chciałam dać znak Salvatio i chłopakowi by zwolnili, co zrobili. -potrząsnęłam głową na myśl o tym zdarzeniu- Tenebris -psina podniosła łeb na dźwięk jej imienia, na co uśmiechnęłam się- ja z North nie zdążyłyśmy zwolnić a Tene nadawała tempo. Ona skoczyła więc moja klacz powtórzyła to co Tenebris. Jak możesz się domyślić spadłam. -spojrzała na mnie z niedowierzaniem- tak, spadłam. Było tam dużo, zresztą nadal są; kamienie, ale nie takie zwykłe tylko cholernie ostre. North upadła na ścieżce i nic się jej nie stało a ja rozcięłam rękę. Nie złamałam czy coś takiego. Ale krwi było dużo.
To był nasz pierwszy nieudany skok -powiedziałam szeptem, gdy wypowiedziałam te słowa poczułam coś dziwnego... determinację?- zaczekaj tu Triss ok? -powiedziałam do dziewczyny.
Odjechałam galopem, omijając przeszkodę ale potem zmieniłam kierunek i popędziłam North do cwału. Triss trochę się zdziwiła ale ja byłam pewna siebie. "Dalej młoda..." pomyślałam sobie kiedy wyczułam jak mocne nogi mojej klaczy odbijają się od ziemi i wyskakujemy do góry. Poczułam nagle motyle w brzuchu... Całe zajście nie było długie ale i tak to był najlepszy skok jaki oddałyśmy w życiu. W pewnym momencie wylądowałyśmy mocno na ziemie a North jeszcze galopowała. Podjechałam do Triss, która chyba zmagała się z Amorem. Pomimo wcześniejszego miłego tonu, w moim głosie nie było go słychać. Wyczuwało się tylko chłód.
-Pomóc Ci z nim? Znam się trochę jak właścicielka sobie nie radzi- dodałam szyderczo a dziewczyna spojrzała na mnie, i chyba chciała coś powiedzieć
>Triss? Sry że tak długo ale lag mózgu ;-;<
od Triss cd. Viktorii
-Uhm.. pokażesz mi okolicę? Albo może wyjedziesz w teren?- zapytałam nieśmiało. Zastanawiałam się, co odpowie. W końcu widziała zajście przy przyczepie. Ale cóż… raz się żyje.
Victoria spojrzała na mnie i uniosła brwi.
-Jasne... tylko żebyś nie spadła.-rzuciła pogardliwie.
-Dobra. To ja się siodłam i możemy jechać.
-Ja pojadę na oklep. Pójdę tylko po ogłowie. – wyczułam w jej głosie ironię. Mimo to myślę, że z biegiem czasu się jakoś dogadamy… oby.
Zamknęłam Amora w wolnym boksie i ruszyłam wziąć z przyczepy sprzęt. Wtedy przypomniałam sobie o Axelu. Siedział cały czas w tym samym miejscu, gdy podeszłam bliżej zamachał ogonem.
-Psiaku – szepnęłam.- Siedziałeś tu cały czas? Do mnie-wydałam głośniejszą komendę.
Gdy podbiegł do mnie ukucnęłam przy nim i wyczochrałam go. Mruknął z zadowolenia.
- A teraz wybacz. Muszę cię zostawić na jakiś czas… Jadę w teren.-wyjaśniłam mu.
Otworzyłam klapę przyczepy i wskazałam tam palcem. Axel wskoczył tam, a ja wyjęłam jego ulubione zabawki i rzuciłam mu je tam.
-Zostań.-nakazałam, po czym pospiesznie wyjęłam sprzęt z pojazdu. Ruszyłam z powrotem do boksu modląc się w duchu, aby Amor niczego nie rozwalił…jak to ma w zwyczaju.
-Możesz uciszyć swojego konia?!- zawołała wściekła Vika.
„O nie…” jęknęłam w duszy. Amor kopał w boks. Mocno. BARDZO. Położyłam rzeczy na beli słomy i weszłam do konia. Oczywiście skulił uszy i kłapnął zębami, ale byłam na to przygotowana.
-E! Co to jest? – strofowałam go stanowczym głosem. Cofnął się, jednak nie dał za wygraną. Mówiłam do niego, cały czas podchodząc bliżej. Po około minucie wyszłam z nim.
- Mówiłam ci już… nie panujesz nad nim.-pokręciła głową Viktoria.
- Oj weź już bądź cicho… zajmij się swoim koniem. – burknęłam i szybko przeczyściłam Amora. Nie obyło się bez małych fochów.
Przyszła kolej na siodłanie. Zarzuciłam na jego grzbiet czarne siodło skokowe wraz z turkusowym czaprakiem. Kiedy dopinałam popręg zaczął rzucać łbem.
- Przestań.
Udało się. Teraz ogłowie.
- No pospiesz się, ja tu gniję.- westchnęła nowo poznana przeze mnie osoba.
Spojrzałam na nią-rzeczywiście, była już gotowa.
Zdjęłam kantar, po czym założyłam go na szyję konia. Przełożyłam wodze przez szyję i nałożyłam ogłowie, o dziwo bez problemu. Poklepałam z entuzjazmem Amora i dałam mu kawałek marchewki. Przez chwilę był jak potulny misiek – wyciągnął pyszczek w poszukiwaniu smakołyków.
Przez chwilę.
Później przypomniał sobie, że przecież ma na sobie siodło. Strzelił z zadu centymetry od pyska North.
-Nie możesz uważać?! – wybuchła Viki.
-Przecież wiesz, jak zachowuje się Amor. Powinnaś zachować większą odległość, czyż nie?- odpysknęłam jej.
-Cóż, skąd miałam wiedzieć, że twojemu misiaczkowi zachce się kręcić w kółko i strzelać barany na wysokość metr osiemdziesiąt!- odpowiedziała przesłodzonym tonem.
Chciałam coś rzucić, ale dałam sobie spokój.
- Dobra, po prostu już jedźmy.-mruknęłam. Nie zamierzałam ciągnąć tej kłótni dalej.
Jechałyśmy stępem do lasu. Amor był dość niespokojny- machał łbem, od czasu do czasu strzelał małe baranki, ale i tak mogło być gorzej.
Wjechałyśmy do środka.
- Aha.-mruknęłam cicho wodząc wzrokiem po dość dużym uskoku zagradzającym nam drogę. W sumie można było go ominąć… a z drugiej strony jeszcze nie skakałam na moim „misiaczku”. Chociaż chyba lepiej byłoby wypróbować go na hali… a zresztą.
- Jak chcesz to skacz.-powiedziała jakby czytając mi w myślach Viktoria.- Ja omijam.-spojrzała na swoją ranną rękę.
Ogarnął mnie nagły przypływ pewności siebie. Odjechałam trochę kłusem od uskoku, po czym ścisnęłam łydkami Amora. Parsknął i ruszył pełnym galopem. Przeszłam do półsiadu i skupiłam się na przeszkodzie. Kilka metrów przed nią cmoknęłam.
Skoczył.
Miał tak dobrą technikę skoku, że czułam, jakbym dosłownie latała. Udało mi się z nim zgrać…
Niestety po przeszkodzie nie było już tak pięknie. Rozsadzany energią pięciolatek zaczął brykać. Utrzymałam się w siodle. Co prawda ledwo, ale się utrzymałam… i tego się trzymajmy. Z wypiekami na twarzy i wielką radością w sercu pokłusowałam do Viki, przy której Pan Król Wszystkiego oczywiście stanął dęba. Już po chwili leżałam na ziemi, a Amor pochylał się nade mną jakby mówił „Wygrałem!!!”. Chwyciłam wodze i rozmasowałam lekko bolący łokieć, po czym wsiadłam z powrotem, na co koniś strzelił z zadu i chciał poderwać się do galopu. Viktoria z przekąsem patrzyła, na wszystko. Chyba zazdrościła mi skoku… przypomniałam sobie o jej ręce, przez którą nie skoczyła. Postanowiłam z ciekawości spytać, co się stało.
- Co ci się stało w rękę? -zadałam ciche pytanie.
- Uhm… długa historia. Chcesz ją poznać?- zapytała o dziwo milszym tonem. Jednak nadal wyczuwałam w nim chłód.
- Jasne.- odpowiedziałam i z ukrywaną ciekawością spojrzałam na nią.
~~ Vika, znów coś dla Ciebie ^^
Victoria spojrzała na mnie i uniosła brwi.
-Jasne... tylko żebyś nie spadła.-rzuciła pogardliwie.
-Dobra. To ja się siodłam i możemy jechać.
-Ja pojadę na oklep. Pójdę tylko po ogłowie. – wyczułam w jej głosie ironię. Mimo to myślę, że z biegiem czasu się jakoś dogadamy… oby.
Zamknęłam Amora w wolnym boksie i ruszyłam wziąć z przyczepy sprzęt. Wtedy przypomniałam sobie o Axelu. Siedział cały czas w tym samym miejscu, gdy podeszłam bliżej zamachał ogonem.
-Psiaku – szepnęłam.- Siedziałeś tu cały czas? Do mnie-wydałam głośniejszą komendę.
Gdy podbiegł do mnie ukucnęłam przy nim i wyczochrałam go. Mruknął z zadowolenia.
- A teraz wybacz. Muszę cię zostawić na jakiś czas… Jadę w teren.-wyjaśniłam mu.
Otworzyłam klapę przyczepy i wskazałam tam palcem. Axel wskoczył tam, a ja wyjęłam jego ulubione zabawki i rzuciłam mu je tam.
-Zostań.-nakazałam, po czym pospiesznie wyjęłam sprzęt z pojazdu. Ruszyłam z powrotem do boksu modląc się w duchu, aby Amor niczego nie rozwalił…jak to ma w zwyczaju.
-Możesz uciszyć swojego konia?!- zawołała wściekła Vika.
„O nie…” jęknęłam w duszy. Amor kopał w boks. Mocno. BARDZO. Położyłam rzeczy na beli słomy i weszłam do konia. Oczywiście skulił uszy i kłapnął zębami, ale byłam na to przygotowana.
-E! Co to jest? – strofowałam go stanowczym głosem. Cofnął się, jednak nie dał za wygraną. Mówiłam do niego, cały czas podchodząc bliżej. Po około minucie wyszłam z nim.
- Mówiłam ci już… nie panujesz nad nim.-pokręciła głową Viktoria.
- Oj weź już bądź cicho… zajmij się swoim koniem. – burknęłam i szybko przeczyściłam Amora. Nie obyło się bez małych fochów.
Przyszła kolej na siodłanie. Zarzuciłam na jego grzbiet czarne siodło skokowe wraz z turkusowym czaprakiem. Kiedy dopinałam popręg zaczął rzucać łbem.
- Przestań.
Udało się. Teraz ogłowie.
- No pospiesz się, ja tu gniję.- westchnęła nowo poznana przeze mnie osoba.
Spojrzałam na nią-rzeczywiście, była już gotowa.
Zdjęłam kantar, po czym założyłam go na szyję konia. Przełożyłam wodze przez szyję i nałożyłam ogłowie, o dziwo bez problemu. Poklepałam z entuzjazmem Amora i dałam mu kawałek marchewki. Przez chwilę był jak potulny misiek – wyciągnął pyszczek w poszukiwaniu smakołyków.
Przez chwilę.
Później przypomniał sobie, że przecież ma na sobie siodło. Strzelił z zadu centymetry od pyska North.
-Nie możesz uważać?! – wybuchła Viki.
-Przecież wiesz, jak zachowuje się Amor. Powinnaś zachować większą odległość, czyż nie?- odpysknęłam jej.
-Cóż, skąd miałam wiedzieć, że twojemu misiaczkowi zachce się kręcić w kółko i strzelać barany na wysokość metr osiemdziesiąt!- odpowiedziała przesłodzonym tonem.
Chciałam coś rzucić, ale dałam sobie spokój.
- Dobra, po prostu już jedźmy.-mruknęłam. Nie zamierzałam ciągnąć tej kłótni dalej.
Jechałyśmy stępem do lasu. Amor był dość niespokojny- machał łbem, od czasu do czasu strzelał małe baranki, ale i tak mogło być gorzej.
Wjechałyśmy do środka.
- Aha.-mruknęłam cicho wodząc wzrokiem po dość dużym uskoku zagradzającym nam drogę. W sumie można było go ominąć… a z drugiej strony jeszcze nie skakałam na moim „misiaczku”. Chociaż chyba lepiej byłoby wypróbować go na hali… a zresztą.
- Jak chcesz to skacz.-powiedziała jakby czytając mi w myślach Viktoria.- Ja omijam.-spojrzała na swoją ranną rękę.
Ogarnął mnie nagły przypływ pewności siebie. Odjechałam trochę kłusem od uskoku, po czym ścisnęłam łydkami Amora. Parsknął i ruszył pełnym galopem. Przeszłam do półsiadu i skupiłam się na przeszkodzie. Kilka metrów przed nią cmoknęłam.
Skoczył.
Miał tak dobrą technikę skoku, że czułam, jakbym dosłownie latała. Udało mi się z nim zgrać…
Niestety po przeszkodzie nie było już tak pięknie. Rozsadzany energią pięciolatek zaczął brykać. Utrzymałam się w siodle. Co prawda ledwo, ale się utrzymałam… i tego się trzymajmy. Z wypiekami na twarzy i wielką radością w sercu pokłusowałam do Viki, przy której Pan Król Wszystkiego oczywiście stanął dęba. Już po chwili leżałam na ziemi, a Amor pochylał się nade mną jakby mówił „Wygrałem!!!”. Chwyciłam wodze i rozmasowałam lekko bolący łokieć, po czym wsiadłam z powrotem, na co koniś strzelił z zadu i chciał poderwać się do galopu. Viktoria z przekąsem patrzyła, na wszystko. Chyba zazdrościła mi skoku… przypomniałam sobie o jej ręce, przez którą nie skoczyła. Postanowiłam z ciekawości spytać, co się stało.
- Co ci się stało w rękę? -zadałam ciche pytanie.
- Uhm… długa historia. Chcesz ją poznać?- zapytała o dziwo milszym tonem. Jednak nadal wyczuwałam w nim chłód.
- Jasne.- odpowiedziałam i z ukrywaną ciekawością spojrzałam na nią.
~~ Vika, znów coś dla Ciebie ^^
Od Viktorii cd Triss
Oglądałam całe zajście . Kiedy koń dziewczyny uspokoił się podeszłam do niej a ona trochę się speszyła, gdy zorientowała się że to wszystko widziałam.
-Nie radzisz sobie z koniem? To po co jesteś w Dressage Academy?- warknęłam do dziewczyny która uspokajała swojego konia.
-Radzę sobie. Amor to trudny koń i tyle.-mruknęła i odwróciła wzrok, spoglądając na moją rękę.
-Co się stało?- zapytała zmartwiona a ja zignorowałam pytanie. Zsiadłam z North i spojrzałam na Tenebris która chciała wskoczyć na jej grzbiet co wreszcie się jej udało. Zaśmiałam się i spojrzałam na dziewczynę
-Viktoria Embress, moja klacz to North a pies Tenebris.
-Triss. Mam Amora, którego zdążyłaś poznać- mruknęła a ja zaśmiałam się kiedy zauważyłam jak Amor staję nisko dęba i parska. Dziewczyna była nawet OK. "Pomimo rany może jednak pokażę jej teren i wezmę do uskoku?" pomyślałam ale nie chciałam mówić tego na głos. Chwyciłam się ręką grzywy North i trzymając ją koło siebie poprowadziłam ją do boksu. Powinna odpocząć.
-Kochana North!- przytuliłam się do niej i minęło dobre 5 minut nim wyszłam ze szkicownikiem w ręce. Usiadłam na ławce i oglądałam kilka koni szkółkowych które chciałam narysować, zeszła mi dobra godzina.
-Uhm.. pokażesz mi okolicę? Albo może wyjedziesz w teren?-usłyszałam głos Triss.
>Triss? :3<
-Nie radzisz sobie z koniem? To po co jesteś w Dressage Academy?- warknęłam do dziewczyny która uspokajała swojego konia.
-Radzę sobie. Amor to trudny koń i tyle.-mruknęła i odwróciła wzrok, spoglądając na moją rękę.
-Co się stało?- zapytała zmartwiona a ja zignorowałam pytanie. Zsiadłam z North i spojrzałam na Tenebris która chciała wskoczyć na jej grzbiet co wreszcie się jej udało. Zaśmiałam się i spojrzałam na dziewczynę
-Viktoria Embress, moja klacz to North a pies Tenebris.
-Triss. Mam Amora, którego zdążyłaś poznać- mruknęła a ja zaśmiałam się kiedy zauważyłam jak Amor staję nisko dęba i parska. Dziewczyna była nawet OK. "Pomimo rany może jednak pokażę jej teren i wezmę do uskoku?" pomyślałam ale nie chciałam mówić tego na głos. Chwyciłam się ręką grzywy North i trzymając ją koło siebie poprowadziłam ją do boksu. Powinna odpocząć.
-Kochana North!- przytuliłam się do niej i minęło dobre 5 minut nim wyszłam ze szkicownikiem w ręce. Usiadłam na ławce i oglądałam kilka koni szkółkowych które chciałam narysować, zeszła mi dobra godzina.
-Uhm.. pokażesz mi okolicę? Albo może wyjedziesz w teren?-usłyszałam głos Triss.
>Triss? :3<
od Triss cd Viktorii
Westchnęłam, gdy kolejny raz usłyszałam kopania w przyczepę za moimi plecami.
- Amor…-mrukęłam.
Chociaż marzyłam o życiu w Dressage Academy trochę obawiałam się, jak zareagują na mojego narowistego, wręcz agresywnego konia. W głowie pojawiały mi się najgorsze scenariusze. Że mnie wyrzucą, nie potraktują poważnie albo że wręcz się wkurzą, gdy zobaczą zachowanie Amora. Bałam się, że nie odezwą się do mnie… nie lubię robić „tego pierwszego kroku”.
„Dobra, będzie git. Ci ludzie mają konie, jeżdżą. Interesują się tym, tak jak ja. Przecież jakoś się dogadamy” pocieszyłam się w duchu. Siedzący obok mnie Axel posłał mi wesołe spojrzenie. Uśmiechnęłam się i mocniej chwyciłam kierownicę. Tak. Mam prawo jazdy, zrobiłam je jakiś miesiąc temu. Przynajmniej teraz się przydało.
Koń coraz mocniej kopał w tył przyczepy. Zaklęłam cicho.
- Ej! - krzyknęłam. Odgłosy ustały, więc odetchnęłam z ulgą. Nagle jednak nasiliły się, były jeszcze głośniejsze niż wcześniej. No tak. Mój kochany złośnik.
Po godzinie jazdy dotarłam na miejsce. Miałam ochotę piszczeć, gdy przejeżdżałam przez bramę. Axel z ciekawością wyglądał przez okno, podczas gdy zatrzymywałam samochód. Wysiadłam i otworzyłam drzwi psu. Dałam mu znak, aby wyskoczył.
- Noga.-powiedziałam cicho, na co przykleił się do mojej łydki. Zadowolona pogłaskałam go, po czym dałam mu komendę „zostań” i ruszyłam do wyjścia z przyczepy, aby wyprowadzić Amora i zaprowadzić go do boksu lub na padok. Otworzyłam klapę i znieruchomiałam. Przyczepa w zasięgu kopyt konia była srebrna… jej prawowity kolor to biały.
- Biednemu konisiowi nudziło się w podróży?-westchnęłam.
Podeszłam do jego głowy, na co położył uszy po sobie i kłapnął zębami.
- No już dobrze… dobrze.- starałam się go uspokoić. Ku mojemu zdziwieniu podziałało! Koń wprawdzie kulił jeszcze uszy, ale nie było aż tak źle. Pochwaliłam go szybko i wyjęłam z kieszeni smakołyk, który pożegnał się z życiem. Odwiązałam go i, trzymając w ręku uwiąz z Amorem po drugiej stronie, wyszłam z przyczepy.
No i zaczęło się.
Gdy tylko jego kopyta dotknęły ziemi stanął dęba tak wysoko, że myślałam, że się przewróci.
- Prr! – powiedziałam.
Wrócił na ziemię, ale po chwili znów wyraził swoje zdanie. Szarpnął głową prawie wyrywając mi uwiąz z ręki. Czeka mnie z nim długa praca…
- Przestań. - wiedziałam, że na agresję odpowie agresją, więc nie krzyczałam na niego, tylko byłam stanowcza.
Usłyszawszy ton mojego głosu stanął. Kulił uszy, a ja go głaskałam i uspokajałam.
Nagle zauważyłam, że w pobliżu mnie stoi szatynka i przygląda się całemu zdarzeniu.
~Viktoria? :3
- Amor…-mrukęłam.
Chociaż marzyłam o życiu w Dressage Academy trochę obawiałam się, jak zareagują na mojego narowistego, wręcz agresywnego konia. W głowie pojawiały mi się najgorsze scenariusze. Że mnie wyrzucą, nie potraktują poważnie albo że wręcz się wkurzą, gdy zobaczą zachowanie Amora. Bałam się, że nie odezwą się do mnie… nie lubię robić „tego pierwszego kroku”.
„Dobra, będzie git. Ci ludzie mają konie, jeżdżą. Interesują się tym, tak jak ja. Przecież jakoś się dogadamy” pocieszyłam się w duchu. Siedzący obok mnie Axel posłał mi wesołe spojrzenie. Uśmiechnęłam się i mocniej chwyciłam kierownicę. Tak. Mam prawo jazdy, zrobiłam je jakiś miesiąc temu. Przynajmniej teraz się przydało.
Koń coraz mocniej kopał w tył przyczepy. Zaklęłam cicho.
- Ej! - krzyknęłam. Odgłosy ustały, więc odetchnęłam z ulgą. Nagle jednak nasiliły się, były jeszcze głośniejsze niż wcześniej. No tak. Mój kochany złośnik.
Po godzinie jazdy dotarłam na miejsce. Miałam ochotę piszczeć, gdy przejeżdżałam przez bramę. Axel z ciekawością wyglądał przez okno, podczas gdy zatrzymywałam samochód. Wysiadłam i otworzyłam drzwi psu. Dałam mu znak, aby wyskoczył.
- Noga.-powiedziałam cicho, na co przykleił się do mojej łydki. Zadowolona pogłaskałam go, po czym dałam mu komendę „zostań” i ruszyłam do wyjścia z przyczepy, aby wyprowadzić Amora i zaprowadzić go do boksu lub na padok. Otworzyłam klapę i znieruchomiałam. Przyczepa w zasięgu kopyt konia była srebrna… jej prawowity kolor to biały.
- Biednemu konisiowi nudziło się w podróży?-westchnęłam.
Podeszłam do jego głowy, na co położył uszy po sobie i kłapnął zębami.
- No już dobrze… dobrze.- starałam się go uspokoić. Ku mojemu zdziwieniu podziałało! Koń wprawdzie kulił jeszcze uszy, ale nie było aż tak źle. Pochwaliłam go szybko i wyjęłam z kieszeni smakołyk, który pożegnał się z życiem. Odwiązałam go i, trzymając w ręku uwiąz z Amorem po drugiej stronie, wyszłam z przyczepy.
No i zaczęło się.
Gdy tylko jego kopyta dotknęły ziemi stanął dęba tak wysoko, że myślałam, że się przewróci.
- Prr! – powiedziałam.
Wrócił na ziemię, ale po chwili znów wyraził swoje zdanie. Szarpnął głową prawie wyrywając mi uwiąz z ręki. Czeka mnie z nim długa praca…
- Przestań. - wiedziałam, że na agresję odpowie agresją, więc nie krzyczałam na niego, tylko byłam stanowcza.
Usłyszawszy ton mojego głosu stanął. Kulił uszy, a ja go głaskałam i uspokajałam.
Nagle zauważyłam, że w pobliżu mnie stoi szatynka i przygląda się całemu zdarzeniu.
~Viktoria? :3
wtorek, 20 grudnia 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)