środa, 29 stycznia 2025

Od Mi’i do Anthony’ego

Dzisiaj mijał drugi tydzień mojego pobytu w Idaho. Odkąd opuściłam rodzinne strony, nie mogę się nadziwić, w jaki sposób jest prowadzone życie w wielkich miastach. Pomiędzy uczelnią a pracą dużo czasu spędzałam na ulicach miasta, po prostu spacerując i obserwując. Ludzie szli w szybkim tempie, nie rozglądając się na innych, chyba, że ktoś zachowywał się w „inny” i głośny sposób. Czasami mieszkańcy na siebie wpadali, a rzadziej widywałam bezdomne lub biedne istoty, siedzące zazwyczaj pod ścianą i czekającą na dobrą duszę, która wrzuci im monetę do kapelusza. Cóż, ja zawsze byłam tą dobrą duszą. Pewnego razu, idąc spróbować herbaty w kawiarni, zauważyłam, że mój portfel ostatnimi czasy bardzo schudł. Był to wyraźny znak, aby ograniczyć wrzucanie pieniędzy każdej napotkanej osobie, która tego potrzebowała. 
Mój pierwszy krok w dużym mieście.
W weekendy pracowałam w zoo, a po pracy wracałam do akademika spacerem. Uważałam, że „blisko” to znaczy do godziny czasu piechotą. Droga do pokoju zajmowałam mi czterdzieści minut, jednak z moim zainteresowaniem każdym napotkanym obiektem, czas ten przekraczał godzinę.
Dzisiaj moja droga się wydłużyła, ponieważ postanowiłam znaleźć idealną pocztówkę dla mojego brata. Dwa tygodnie to idealny czas, aby przesłać list z informacjami, jak się żyje w Idaho. Znalezienie jednak pocztówki, która po pierwszym spojrzeniu będzie miała „to coś” nie było takie łatwe. Większość z nich była „szara” w moim oczach, jakby zrobiono je byle jak i dlatego, że ktoś za to zapłacił. Koniec. Żadnej historii. A według mnie taki kawałek papieru powinien ją mieć – w końcu wysyła się je, aby podzielić się swoją historią!
W końcu ją znalazłam. Za szybą, na stojaku, pośród szarych pocztówek, znalazłam taką, którą natychmiast chciałam wysłać bratu. Była podzielona na dwa krajobrazy: lewa storna przedstawiała Idaho jako miasto, prawa zaś Idaho jako zaśnieżoną naturę. Rzuciłam okiem na nazwę lokalu i gdy otwierałam drzwi, wiedziałam już, że wchodząc do tej księgarni prawdopodobnie nie skończy się na kupnie tylko jednego kawałka papieru.
Zrobiłam cztery kroki do przodu, a potem stanęłam jak wryta. Obserwowałam wysokie regały z masą książek, nie widząc niczego innego. Uwielbiałam książki, ale nigdy nie trafiłam do tak dużej księgarni, dlatego rozglądałam się z zachwytem w oczach, że istnieją takie miejsca. Do tej pory odwiedzałam tylko biblioteki, a w moich stronach nawet największa nie umywała się do tego budynku. 
Dobrze, bądźmy szczerzy. Nigdy nie byłam w księgarni.
Kolejne kroki prowadziły mnie do kolejnych regałów, do następnych książek i na chwilę całkowicie zapomniałam o pocztówce. 
- W czymś pomóc? – usłyszałam głos. Odwróciłam głowę i spojrzałam na o wiele wyższego chłopaka. Lekko się uśmiechał, chociaż jego oczy były obojętne. 
Wpierw chciałam wypalić coś w rodzaju „Daj mi chwilę, to się zachwycam”, ale za każdym razem, gdy tak mówiłam, ludzie patrzyli na mnie dziwnie, odsuwali się i nie byli już tacy chętni do pomocy. 
Tak, to jest pierwszy krok w dużym mieście.
- Jeszcze nie, porozglądam się – powiedziałam, chociaż przez tłumienie ekscytacji wyszedł mi szept, dlatego się odwróciłam i zniknęłam między regałami, starając się kontrolować ruchy ciała, aby nie podskakiwać z radości.
Przechodziłam między półkami, czytałam tytuły, autorów, czasami wyciągałam jakąś książkę i sprawdzałam jej opis na tylnej okładce. Tego było za dużo i w końcu moja radość ustąpiła uczuciu przytłoczenia. Chciałam mieć wszystko! A nie wiedziałam, czego szukam. Dopiero gdy moja podróż zatrzymała się przy wyjściu z księgarni, zobaczyłam stojak z pocztówkami. Podeszłam do niego, znalazłam tę, którą się zachwyciłam i obejrzałam ją z obu stron, wiedząc już, że bym jeszcze potrzebowała do szczęścia.
Znalazłam biurko, za którym siedział poznany mi już wcześniej chłopak. Idąc do niego, nawiązałam z nim kontakt wzrokowy, dlatego mu pomachałam.
- Cześć, dobry – przywitałam się, nie wiedząc dokładnie, której formy grzecznościowej mam użyć. – Potrzebuje książki, która by przedstawiała życie w Idaho. Nie gruba, nie naukowa. Taka… - próbowałam dobrać odpowiednie słowo. - …nie nudna. 

Anthony?

wtorek, 28 stycznia 2025

Detenes Mearictic!

 Dołącza do nas Detenes Mearictic! Powitajmy go ciepło!


Detenes Mearictic | 18 lat | Beshner | - 

[pełny formularz] 

Insua Mearictic!

 Dołącza do nas Insua Mearictic! Powitajmy ją ciepło!


Insua Mearictic | 18 lat | Kisna, Hesii | -

[pełen formularz]


wtorek, 24 grudnia 2024

od Arthura cd. Anthony'ego

Omal nie zasnąłem z telefonem przy twarzy w oczekiwaniu na odpowiedź od znajomego. 
"mówiłem ci, że jak umrzesz, to biore prawo do twojej dziecinki"
- Jeszcze żyje, ledwo. - burknąłem, czytając drugą, twierdzącą odpowiedź. 
Leżałem zawinięty w kołdrę i mrużyłem oczy, irytując się na słońce, złośliwie przebijające się przez okna. Pewnie jest zimno jak cholera.
Kolejne dwa piknięcia zmusiły mnie do spojrzenia na telefon. Wyświetliłem w powiadomieniu informacje, że mój znajomy będzie za pół godziny. 
Niechętnie skierowałem się do łazienki, celem szybkiego prysznica i podstawowej higieny; w lustrze mignął mi obraz nędzy i rozpaczy. Czyli właściwie nic nowego. 
Letni prysznic nieco mnie obudził i przywrócił do stanu używalności, więc tym razem z nieco większą energią zgarnąłem czyste ubrania i założyłem je na siebie, starając się wciąż wyglądać schludnie i równocześnie nie zamarznąć na śmierć. Wyjątkowo zamiast trampków wziąłem glany, licząc na to, że będzie mi nieco cieplej. W kurtce znalazłem kluczyki od Impali, zapalniczkę i zgniecioną paczkę papierosów. Na dziś powinno wystarczyć, choć pewnie będę musiał kupić kolejne. 
Wyszedłem na dwór, gdzie czekał na mnie już Tony w swoim Lexusie. Poczciwe, japońskie autko, ale obawiam się, że możemy skończyć w słupie. Chyba że chłopak umie jeździć w taką pogodę.
Otrzepałem buty nim wsiadłem do samochodu i dopiero, gdy trzasnąłem za sobą drzwiami, przywitałem się z chłopakiem.
- To co, passenger princess, jakaś pizza? - Wyjechaliśmy na drogę prowadzącą do miasta, kiwnąłem głową twierdząco, próbując rozpracować jak działa ogrzewanie w jego samochodzie.
- Co to jest kurwa za technologia?? - mruknąłem, poddając się i opierając o fotel. Chłopak zaśmiał się pod nosem i kliknął coś, co sprawiło że prosto w moją twarz uderzyło gorące powietrze. Odetchnąłem z ulgą i przystawiłem dłonie do wentylatorków, powoli czując, jak do palców wraca mi krążenie. Boże, jak dobrze. Zaparkował samochód przed jakimś lokalem i gestem ręki zasugerował, że powinienem wysiąść. Zmęczony, i prawdopodobnie wciąż lekko pijany, wysiadłem z auta, łapiąc równowagę o dach samochodu. - Mogliby chociaż to solą sypnąć, bo któryś z nas się zabije. 
Wszedłem za chłopakiem do pizzerii i rozejrzałem się po wnętrzu - pstrokate, świąteczne dekoracje, plastikowe renifery w oknach i każdy z personelu w mikołajowej czapce lub elfich uszach. Najszczersze kondolencje.
Sam zapewne nie będę wyglądał lepiej w najbliższym czasie, chyba, że szef uwidzi sobie wolne. Wątpliwe, ale może i on przemówi ludzkim głosem w ten "magiczny, świąteczny czas".
- Pepperoni? - zapytał, przyglądając się menu.
- Z podwójnym serem i weź mi do tego cole. Z lodem.- Przerwałem, szukając portfela po kieszeniach. No tak, jest w dziecince. - Przeleje Ci zaraz.
Przewrócił na mnie oczami, ale nie skomentował, tylko ulotnił się w kierunku kasy i chyba zamówił nam posiłek.
Wrócił do stolika z plastikowym numerkiem - 69. Jak na dorosłych ludzi przystało, spojrzeliśmy na niego z rozbawieniem. Obydwoje byliśmy ewidentnie zmęczeni po ostatniej pijackiej przygodzie, zwłaszcza, że niezbyt pamiętałem, jak wróciłem do domu.
Tony miał rozczochrane włosy, podkrążone oczy i ogólnie wyglądał jak wrak człowieka. Brakowało mu tylko skrzywionego papierosa za uchem i energetyka w ręce, żeby dopełnić ten jakże beznadziejny obrazek. 
Ja zapewne wyglądałem jak żebrak z ulicy, który wybłagał go o pierwszy ciepły posiłek od kilku dni.
- No, to jakieś plany na święta? - zagaiłem, ale początek konwersacji przerwała nam kelnerka, przynosząc dwa duże placki i po chwili również napoje. Nie czekając na odpowiedź od mojego towarzysza, oderwałem kawałek i wgryzłem się w niego ze smakiem, by poczuć jak gorący, ciągnący się ser parzy mi język. - Hahpiehdohe - spróbowałem jakoś złagodzić ból, nie gryząc więcej niż to potrzebne, ale z marnym skutkiem. Henderson z trudem powstrzymywał śmiech, widząc moje nieudolne próby przełknięcia pierwszego kęsa upragnionej pizzy. Gdy mi się to udało, natychmiast przyssałem się do szklanki z colą i odetchnąłem z ulgą. Piekielny ból cholernego sera ustąpił.
- Nawet nie próbuj, oni ją chyba prosto z piekła wyciągnęli. - Ostrzegłem go, na co on spokojnie podmuchał na swój kawałek i jak gdyby nigdy nic, ugryzł go i przełknął, zapijając swoim piciem. - Ty jesteś jakiś nienormalny. - Uniosłem brwi, widząc, że nawet się nie skrzywił. My na pewno jemy pizzę o tej samej temperaturze?
- No, pytałeś się mnie o plany na święta, co nie? - upewnił się, że dobrze zapamiętał zaczęty przeze mnie temat. Kiwnąłem głową, dmuchając agresywnie na swój kawałek pizzy. Tym razem będziesz jadalna. 
- No tak, bo w sumie za chwile święta i nie wiem, czy będę miał szanse rzucić w ciebie śnieżką, czy będę musiał czekać do przyszłego roku. 

Tony?

wtorek, 12 listopada 2024

Mia Frei!

 

Dołącza do nas Mia Frei! Powitajmy ją ciepło!


Mia Frei | 17 lat |



czwartek, 24 października 2024

Rick Morgan

Wraca do nas Rick Morgan! Powitajmy go ciepło!

Rick Morgan| 26 lat | Vlodzimezh Byaly| Savannah  | - 

piątek, 18 października 2024

Od Flynna cd. Anthony'ego

 - Dzięki, ale akurat rozpakowywać się w tutejszej siodlarni nie zamierzam. Lubię wozić ze sobą sprzęt, nawet jeśli czasami chce mi się na to narzekać, bo jest gorsza pogoda czy cokolwiek. I czym dokładnie jest “HF”? - Flynn zrobił w pewien sposób uroczą minę podczas przekrzywiania głowy w wyrazie głębokiego niezrozumienia połączonego z prawdziwym zaciekawieniem.

- Milky Way. Krowa. Moja klacz. - Anthony zamachał uwiązem z lekkim zniecierpliwieniem. - To jak?

- Możemy iść. Mój koń jest aktualnie derkowany, a i tak stoi w izolatce, więc jest w większości czysty… Tak sądzę. W to chce przynajmniej wierzyć. - Zaśmiał się pod koniec Fitz, wspominając wcześniejsze wyczyny Bucka, którymi jednak się nie podzielił z nowo poznanym towarzystwem. - Ta dziewczyna to twoja…?

- Siostra. - Wyjaśnił starszak, machając między sobą a rudą dłonią w bliżej nieokreślonym geście, który zapewne miał naśladować migami jakąś nić pokrewieństwa. 

  Gdy Flynn się skupił i zmrużył oczy, zaczął dostrzegać coraz więcej podobieństw między dwójką rodzeństwa, zwłaszcza gdy tamta zaczęła się do nich zbliżać w zastraszającym tempie niczym huragan. Dziewczę przedstawiło się tak samo wyraziście, aczkolwiek zdawkowo jako Mallory… Nawet tonację głosu mieli zbliżoną podczas wykonywania tego typu czynności, co tylko dodatkowo potwierdziło wcześniejsze słowa Anthony’ego. Świat znajomości Fitza stał się o nich mimo wszystko na pewno bogatszy, jeszcze zanim wyruszyli dalej w podróż…

  Podczas wcale nie tak krótkiego spaceru we trójkę zaczęła siąpić ze stalowoszarego nieba pierwsza mżawka, mocząc im włosy oraz ubrania, w niektórych częściach bardziej lub mniej. Chłód docierał wówczas głębiej pod cebulowo jesienne warstwy ochronne z dresów czy innych spodni, a do butów poprzyklejało się trochę więcej pożółkłej trawy zmieszanej z błotem. Zaczerwienione policzki oraz czubki nosów młodych wędrowców zaczęły być przyćmiewane tylko przez ulatujące obłoczki pary, jakie tajemniczo otaczały ich twarze. Przypominało to trochę palenie, przynajmniej tak to się Flynnowi zawsze kojarzyło. W międzyczasie chłopak zdążył się trochę więcej dowiedzieć o współtowarzyszach; wybiórcze zainteresowanie Mallory tematem koni czy fakt, że akurat dzisiaj przyjechali jej samochodem (zdążyła bratu to dwa razy wypomnieć, jakby jednak próbował to wyrzucić z pamięci). Byli na swój sposób interesujący, więc chłopak skupił się na rozmowie z nimi, nie wędrując nigdzie myślami ani nie zastanawiając się za bardzo nad niczym, a zaczynał być poważnie głodny. Płatki z mlekiem wołały z pickupa o pomstę. Może naprawdę lepszy był ten hot dog? Akurat dzisiaj Flynn miał bajeczną ochotę na durną limitowaną edycję Frosted Mini Wheats o smaku pumpkin pie spice niczym prawdziwa jesieniara. Jakby tego było mało, to akurat te płatki były w kształcie poduszeczek, więc miały u niego dodatkowe punkty.

- Krowa nie powinna stać tam, gdzie zwykle? - Mallory przerwała pogaduszki, skupiając zebranych z powrotem na zadaniu.

- Nie o tej porze roku. Ostatnio zrobiła się wybredna co do miejscówek.

- Bawi się w chowanego? - Podsunął mu Fitz z głupkowatym uśmiechem. 

- Można tak powiedzieć.

  Czarno biała sierść zamajaczyła na horyzoncie jako plama… A potem z bardzo dużą prędkością ta sama mozaika czerni oraz bieli zaczęła galopować w przeciwną od nich stronę, brykając po drodze wesoło, pozbawiona obowiązków ludzkich właścicieli.


Anthony?