piątek, 8 września 2017

czwartek, 7 września 2017

od Triss

Wyszłam z pokoju ubrana w ciemne bryczesy, czarne sztylpy, sztyblety i granitową bluzę. Zmierzałam do stajni, aby polonżować Amora i puścić go na padok. Było koło piętnastej, więc miałam sporo czasu na moje plany. Pogoda także dopisywała, wszystko było tak, jak chciałam.
Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl o pracy z Amorem. Cieszyło mnie, że coraz lepiej się z nim dogaduję, a i on ma dużo większe chęci do współpracy. Z pokrzywdzonego przez los konia powoli zmieniał się w młodego, radosnego wałacha, a możliwość obserwacji i uczestniczenia w tej metamorfozie napawała mnie pozytywną energią, chociaż czasami było naprawdę ciężko. Przypomniałam sobie wypadek sprzed ponad pół roku i wzdrygnęłam się. Mimo że nie chciałam do tego wracać, czasami nie potrafiłam odpędzić od siebie wspomnień.
Potrząsnęłam głową i postanowiłam cieszyć się chwilą. Podeszłam do boksu Amora i witając się uprzednio z wałachem, weszłam do środka. Przypięłam uwiąz do kantara i wyprowadziłam go z boksu. Uwiązałam go i zaczęłam czyścić, starając się zdjąć z niego jak najwięcej kurzu i pyłu.
- Przydałoby się cię wykąpać, nie? - westchnęłam i przejechałam dłonią po jego szyi. - W sumie jest dziś ładna pogoda, więc czemu nie...
Po wyczyszczenia kłody konia, wzięłam się za kopyta. Pierwszą stronę podał dość grzecznie, tylko kilka razy wyrwał. Jednak kiedy przyszedł czas na prawą przednią, Amor jakby skamieniał. Napierałam na jego łopatkę, jednak na nic. Po paru minutach przepychania się byłam już zmęczona, ale próbowałam cały czas. W końcu za którymś razem udało się - koń podał mi nogę. Pochwaliłam go i wyczyściłam mu kopyto, po czym wyprostowałam się, ignorując lekki ból pleców spowodowany długotrwałym schylaniem się. Rozczesałam mu jeszcze ogon i zamiast uwiązu do kantara przypięłam lonżę, po czym zwinęłam ją do odpowiadającej mi długości. Pogłaskałam Amora po szyi i ruszyłam z nim na plac zewnętrzny. Na nasze szczęście znowu był pusty. Weszłam z nim tam i zamknęłam wejście, tak na wszelki wypadek. Stanęłam w odpowiednim miejscu i wydłużyłam lonżę, dając tym samym Amorowi znak do wejścia na koło. Cmoknęłam nieco za głośno, czego skutkiem było wyrwanie się pięciolatka.
- Ej, wooooolniej. - powiedziałam powoli i lekko przyciągnęłam do siebie lonżę. Po kilku sekundach zwolnił do stępa. - Tak, dobry koń! - pochwaliłam go.
Po paru minutach stępa, w ciągu których zdarzały się pojedyncze spłoszenia, postanowiłam z nim zakłusować. Cmoknęłam cicho, na co wyrwał się do przodu szybkim kłusem i szarpnął głową.
- Prrr... - zwalniałam go do momentu, w którym uzyskałam odpowiadające mi tempo.
Niedługo potem zmieniłam kierunek i ponownie pospieszyłam Amora. Coraz lepiej reagował na komendy głosowe, co bardzo mnie cieszyło. Po jakimś czasie przeszłam na trochę do stępa przed zagalopowaniem.
- To co, galopujemy? - mruknęłam i cmoknęłam głośno parę razy.
Wałach zagalopował i szarpnął głową, wydłużyłam mu lonżę do końca. Amor najwyraźniej uznał to za swego rodzaju pozwolenie i przyspieszył, strzelając kilka razy z zadu.
- Ej, spokojnie. - powiedziałam i kazałam mu nieco zwolnić, co wykonał z niechęcią. Po chwili jednak uznałam, że skoro mam go kąpać to lepiej, żeby się wcześniej wybiegał. Wciąż niezdecydowana patrzyłam na galopującego po drugiej stronie lonży Amora. Wreszcie skróciłam lonżę.
- Prrrrrrr. - zwolniłam go i zatrzymałam, po czym podeszłam do niego i odpięłam lonżę od kantara.
Cmoknęłam i odsunęłam się od Amora, ten przez chwilę stał w miejscu, ale zaraz potem wystrzelił do przodu brykając. Galopował po ścianie z głową nisko, co jakiś czas zmieniając kierunek i przyspieszając. Po paru minutach przeszedł do kłusa, później do stępa.
- Chodź, Amor. - wyciągnęłam do niego rękę, na co podszedł do mnie. Przypięłam lonżę  z powrotem do kantara i rozstępowałam go, po czym poszłam z nim do stajni po rzeczy potrzebne do kąpieli.
Uwiązałam Amora na myjce i wyczyściłam go, następnie zaczęłam polewać go wodą. Trochę się kręcił, nie było jednak jakichś większych problemów. Kiedy Amiś był cały mokry, wzięłam gąbkę i szampon, aby dokładniej go wykąpać. Nalałam na jego sierść płyn i rozprowadzałam go tak, aby zrobiła się piana, która już po kilku minutach pokrywała go całego, poza głową. Postanowiłam wziąć się za ogon - zmoczyłam go dokładniej i nalałam na niego szamponu, po czym rozprowadziłam go na całej długości włosów.
- No, chyba czas na spłukiwanie. - stwierdziłam.
Wzięłam szlauch do ręki i włączyłam odpowiedni strumień, który naprowadziłam na Amora. Ten cofnął się, a później przekręcił, uciekając przed wodą. Chwyciłam wolną ręką za kantar i rozpoczęłam spłukiwanie piany z konia. Gdy skończyłam, odsunęłam się od wielce obrażonego Amora trochę i parsknęłam śmiechem. Wyglądał jak zmoknięta kluska, przeuroczo. Uśmiechnęłam się i zaczęłam ściągać z niego wodę. Dość szybko mi to poszło, już po dwóch minutach skończyłam. Z zadowoleniem odwiązałam uwiąz od kółka i poklepałam Amora. Wyszłam z myjki i chciałam skierować się  do stajni, ale moje plany przerwała grupka uczniów zbliżająca się w naszą stronę. Rozmawiali głośno i co chwila wybuchali śmiechem. Zatrzymałam Amora i ścisnęłam mocniej uwiąz. Postanowiłam poczekać, aż przejdą obok. Podeszłam z koniem do pierwszej lepszej kępki trawy, aby zajął się czymś. Już myślałam, że grupka przejdzie obok nas bez problemu, kiedy jednej osobie z nich zadzwonił telefon. Dzwonek, ustawiony zapewne na największś głośność, żeby usłyszeć, brzmiał jak połączenie wycia syreny strażackiej, strzelania i głosów. Amor w jednej chwili wystrzelił do przodu,  a śliski uwiąz ani myślał pozostać w mojej dłoni - szybko uwolnił się z niej i pociągnął się za spłoszonym koniem. Siła, z jaką Amor wyrwał mi się, sprawiła że zachwiałam się i wylądowałam na ziemi, zdążyłam tylko zauważyć jakiegoś chłopaka próbującego zagrodzić mu drofę, na marne jednak. Siedziałam przez chwilę na ziemi, patrząc na oddalającego się w stronę toru crossowego konia. Wstałam i otrzepałam się, zupełnie nie wiedząc, co robić. Zobaczyłam, że w moją stronę idzie owy blondyn, który próbował zatrzymać Amora.
- Wszystko okej? - zapytał. - Jestem Dean, niedawno tu przyjechałem. Może pomogę ci złapać konia, co?
- Znaczy... w sumie jak masz chwilę, to możesz pomóc... - odparłam nieśmiało, byłam mu wdzięczna za zaproponowanie pomocy, wiedziałam, że sama łapałabym go pewnie dwa razy dłużej. - Mam na imię  Triss.
> Dean? ^^  987 słów, w sumie nie aż tak długo, jak myślałam <

Powitajmy Dean'a

Powitajmy Dean'a (szkoda że nie Winchestera x3)

środa, 6 września 2017

od Triss cd. Viktorii [zmiana końcówki]

Zgodnie z prośbą Viktorii ruszyłam w stronę stajni. Byłam ciekawa, co przygotuje, ale teraz się nad tym nie zastanawiałam. Z radością weszłam do budynku, boks Amora był jednak otwarty. Zamaszystym ruchem wzięłam uwiąz wiszący na jego drzwiach i poszłam na padoki. Był na pierwszym z brzegu. "Chyba naprawdę już wyzdrowiał" pomyślałam radośnie, gdy zobaczyłam go galopującego wzdłuż ogrodzenia. Najwyraźniej ścigał się z Iskierką.
Nagle wyhamował.

Rozbawiona zawołałam go, gwiżdżąc przeciągle (udało mi się opanować tą czynność niczym z filmów dzięki nudzie). Niebo skryło się za chmurami, co mnie trochę zdziwiło - przed chwilą przecież było ich zaledwie  kilka.
Pięciolatek podniósł głowę i spojrzał na mnie zza ogrodzenia, po czym spojrzał gdzieś indziej.
Zrobiłam to samo, wiedząc o co mu chodzi. Stłumiłam śmiech, kiedy usłyszałam kłusującego do mnie dumnie Amora. Po chwili dotknął pyskiem mojego ramienia, wyraźnie zadowolony, że udało mu się mnie "przestraszyć". Odwróciłam się do niego i wyciągnęłam rękę, aby pogłaskać go po głowie. W pierwszej chwili zabrał łeb i skulił uszy, ale zaraz potem wrócił do poprzedniego stanu. Pogładziłam go delikatnie po chrapach i podrapałam między uszami - tam lubił najbardziej.
- No, Amor - zaczęłam z uśmiechem - koniec tych pieszczot. Idziemy trochę pojeździć. 
Weszłam na padok i założyłam mu kantar, który wisiał na ogrodzeniu. Po przypięciu do niego uwiązu wyprowadziłam go, po czym udałam się do stajni.
                                                          **************
Zapięłam nachrapnik i poklepałam Amora po szyi. Założyłam kask, chwyciłam wodze i wyszłam ze stajni. Na zewnątrz chwyciłam się przedniego i tylnego łęku, włożyłam nogę w strzemię i wsiadłam. Poprawiłam się w siodle i zebrałam wodze. Rozpierało mnie podekscytowanie i radość, wzięłam więc kilka głębokich oddechów. Pogoda  była bardzo ładna, postanowiłam więc pójść na plac. Ruszyłam stępem, czułam, jak Amor co chwila przyspiesza. Nie brykał, więc było dobrze. Pogładziłam go delikatnie po szyi.  Jechałam stępem w kierunku placu, z zadowoleniem stwierdziłam, że jest pusty. Wjechałam na niego.
                            ***
Wracałam ze stajni w bardzo dobrym humorze, kiedy podeszła do mnie Viktoria. Chciała zawiązać mi oczy opaską, na co zgodziłam się z wahaniem. Dałam prowadzić się dziewczynie, po kilku minutach weszłyśmy do budynku, a później jakiegoś pokoju. Tam Vi odsłoniła mi oczy.
- Niespodzianka! - powiedziała ze śmiechem. - Mówiłam, że mam aż za dobry plan!
Rozejrzałam się po pokoju, zebrał się tu mały tłum. Jess, Sophie, Paul i Jason. Na szczęście mniej więcej ich znałam. Uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam Viktorię.
- To urocze. - stwierdziłam, po czym zwróciłam się do pozostałych. - Impreza imprezą, ale ma ktoś żelki?
Na te słowa wszyscy zaśmiali się i już po chwili na stole wylądowały wszystkie słodycze, jakie każdy miał. Kilka paczek żelków, tabliczki czekolady, pianki, chipsy, cola i rzecz jasna kakao w proszku. Na początku otworzyliśmy żelki, a ja i Jason poszliśmy  zrobić kakao dla wszystkich.
- To co, mówisz, że Amor już może chodzić? - uśmiechnął się Jas. - To dobrze, bo smutny był widok jego próbującego brykać na pastwiskach.
- Na szczęście to już nie wróci, stary, dobry Amor powrócił. - zaśmiałam się i zalałam gorącym mlekiem kakaowy proszek.
Jess i Sophie po krótkiej konsultacji z Vi puściły muzykę. Z zadowoleniem zauważyłam, że to moja aktualnie ulubiona piosenka i przymknęłam oczy.

 Piosenka mieszała się ze śmiechem moich znajomych, co dawało niesamowity efekt. Wzięłam kakao, usiadłam na puchatym dywanie i wsłuchałam się w muzykę. Podeszła do mnie Viktoria, jakby chciała  mnie o coś zapytać.
- Zamawiamy pizzę? - raczej stwierdziła, niż spytała.
- Jasne, nie zapomnijcie o hawajskiej! - odparłam, a ta uśmiechnęła się zwycięsko.

Viczu?











od Silvestra cd. Rosalie

- Czemu w ogóle o to pytasz? - zapytała Rossie, wpatrując się w moje oczy, na co uśmiechnąłem się szczerze.
- Właściwie to nie wiem. Chciałem po prostu czegoś więcej się o tobie dowiedzieć. - wzruszyłem pogodnie ramionami.
- To... miłe. - przyznała dziewczyna.
- Ja zawsze chciałem... pojechać rajd na Comodo, upiec ciasto...
- Nigdy nie piekłeś ciasta? - zdziwiła się dziewczyna.
- Haha, a czy ja ci wyglądam na gościa, który piekłby ciasta? Widzisz mnie w różowym fartuszku? - poruszyłem znacząco brwiami, a Rossie wybuchła śmiechem.
- N-nie.. nie wyglądasz... - wykrztusiła między salwami śmiechu.
- No właśnie. Zatem kontynuuję. - odchrząknąłem, po czym udzielił  mi się śmiech dziewczyny i zacząłem śmiać się jak głupi. - Chciałbym też mieć mini kucyka, takiego szetlanda, wiesz?
- Urocze, ale zostałby porwany przeze mnie tuż po tym, jakbyś przywiózł go do stajni. - uśmiechnęła się zwycięsko.
- Policja do tego nie dopuści, pójdziesz do więzienia. - zrobiłem tryumfalną minę.
Prychnęła z udawaną pogardą, odrzucając włosy do tyłu niczym... nie wiadomo, co.
- Obawiam się, że policja nic tu nie zdziała. - przymrużyła oczy rozbawiona. - Ale mów dalej.
- Chciałbym w sumie cały dzień spędzić sam albo z kimś jeszcze, żrąc chipsy, czekoladę i żelki, oglądając głupie filmy i nie przejmując się niczym.
- Ambitnie, ambitnie. - odparła na to Rosalie.
- Ja wiem. Chciałem  też zaadoptować jakiegoś kociaka, tak dla odmiany. - przyznałem. - Właściwie to może wybierzemy się jakoś do schroniska, powyprowadzać psiaki?
- Dobry pomysł. - stwierdziła Ros.
- A tymczasem... co byś powiedziała na małą kąpiel?
Nim dziewczyna zdążyła zareagować, oboje byliśmy w wodzie. Chlapałem na nią, a ta chwilę protestowała.
- Ale woda jest zimna!
- Owszem, jest. - stwierdziłem z uśmiechem. - Ubrania też będą całe mokre. Ale to jest tego warte.
Po tych słowach chwyciłem ją za ręce i pociągnąłem dalej, żeby weszła głębiej. Śmiała się i piszczała, ale po chwili już była cała mokra, nie miała więc zbyt wiele do gadania.
- Płyniemy dalej? - wysapałem, Rosalie pokiwała głową.
Płynęliśmy na drugi koniec jeziora, który nie był zresztą daleko. Wyszliśmy na brzeg, była tu ładna, zaciszna plaża. Słońce zachodziło i piękne barwy nieba odbijały się na powierzchni wody, co wyglądało pięknie.
Wyciągnąłem rękę tak, jakbym chciał ją objąć. W końcu moje dłoń wylądowała na jej ramieniu. Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, ale nic nie powiedziała.Wtedy objąłem ją całkowicie, na razie jednym ramieniem. Na początku spięła się, ale już po chwili była rozluźniona, co mnie cieszyło. Po chwili przekręciłem ją tak, że stała naprzeciw mnie, a zachodzące słońce oświetlało od boku jej twarz. Wyglądała przeuroczo. Przytuliłem ją do siebie, mogłem poczuć ciepło bijące z jej ciała. Wtuliłem twarz w jej mokre włosy i poczułem, jak odwzajemnia uścisk. Staliśmy tak przez jakiś czas, zamknąłem oczy. W pewnym momencie odsunąłem się od niej troszkę, tak, że teraz stała naprzeciw mnie. Spojrzałem jej w oczy i delikatnie złączyłem nasze usta w pocałunku.


>Rossie? Wiem, króciutkie to... przepraszam >.<   <

od Viktorii cd. Emmy

Po uzyskaniu zgody dziewczyny, wydłużyłam trochę lonżę i cmoknęłam, machając końcówką lonży by Dia się cofnęła. Karuska ruszyła kłusem więc szybko skróciłam lonże, by przeszła do stępa.
- Doobry koń. - pochwaliłam ją, gdy zareagowała na polecenie. Amidia podniosła uszy i zarżała  w stronę Mate'a. Uśmiechnęłam się widząc że zaczyna zwracać uwagę na mnie i ignorować konia  Emmy.
- Kłusem. - wydałam polecenie  cmoknęłam cicho, Amidia ruszyła żwawym kłusem, nie protestując kiedy pas zaczął się poruszać w rytm jej kroków. - i do stępa. - Dia ładnie przeszła do stępa, potem do stój. Zmieniłam jej kierunek.
- Rozgalopujemy konika? - pocałowałam ją w chrapy i zaczęłam kłusować z nią na drugą stronę. Po kilkunastu kołach, cmoknęłam głośniej i wydałam polecenie do zagalopowania. Dia zarzuciła głową i zagalopowała, wyciągając mi lonżę. Pozwoliłam jej nadać na kilka kół swoje tempo, chwilę potem zaczęłam je korygować.
- Ładnieee. - uśmiechnęłam się i zaczęłam zwalniać klacz - stępa. Pójdziemy jeszcze na spacer? - zapytałam jej, nie oczekując odpowiedzi. Przeszłam się z nią w kierunku lasku, by zaczęła się oswajać z przeszkodami i innymi takimi. Kilka razy uskoczyła w bok, ale była grzeczna. Na powrót zaczynała ciągnąć mnie z powrotem. Pozwoliłam jej dokłusować i zabrałam ją do boksu, gdzie rozsiodłałam ją i dałam zaległe śniadanie. Wychodząc z boksu, zajrzałam do North, której nie było w boksie. Stała na pastwisku z innymi końmi, więc Dię też będę musiała wypuścić... Poszłam w stronę mojego pokoju, z kieszeni wyjęłam klucze i przekręciłam odpowiedni w zamku. Zza drzwi wypadła rozradowana Tenebris i skoczyła na mnie, omal mnie nie przewracając. Nie byłam przygotowana na taki "atak". Roześmiałam się i odnalazłam dłonią jej obrożę na szyi, zacisnęłam o jedną dziurkę by nie zdjęła jej podczas spaceru. Dopięłam jej smycz i wyszłam, wciskając słuchawki do uszu i włączając "On My Own - Ashes Remain" zanuciłam refren i będąc na ścieżce ruszyłam truchtem, by młoda mogła trochę pobiegać. Gdy wejdziemy trochę dalej, może spuszczę ją ze smyczy.
Dochodziła już 18, nie spodziewałam się że ten dzień minie tak szybko. Założyłam szybko jakąś bluzę, bo zaczęło robić się zimno. Podeszłam w stronę padoków, by obejrzeć moje dwa demony. Dia i North szalały na jednym pastwisku, ścigając się i stając dęba co chwilę. Oparłam się o płot i przyglądałam się im  z uśmiechem. Pomyśleć, że zaczął się nowy semestr...
- Hej. Miałabyś ochotę na spacer?  - usłyszałam głos Emmy, odwróciłam się w jej stronę.
- Jasne. - odparłam nieco chłodniej niż zwykle, chyba dzisiaj coś mnie ugryzło... Nie miałam zbytnio humoru na jakieś spacerki, ale wstyd mi było odmówić i nagle stać się wredną żmiją. Podążałam za Emmą, której kroki pokierowały nas w stronę stawiku. Lubiłam tu przychodzić, kiedy miałam jakieś sprawy do przemyślenia. Emma poluzowała swojemu psu smycz, zaczął szaleć jak to każdy pies. Mimowolnie uniosłam wargi w uśmiechu. Usiadłyśmy na ławce i zaczęłyśmy gadać na różne tematy, większość była tak bezsensowna, że zastanawiało mnie czy my się nie naćpałyśmy. W pewnym momencie nastała cisza, podszedł do nas chłopak. Miał jasnobrązowe włosy, wpadające w blond. Nie kojarzyłam go, ale najwidoczniej on pamiętał mnie.
- Cześć Vi. - uśmiechnął się i przysiadł, uśmiechając nonszalancko. Zaczesał włosy dłonią do tyłu, teraz nie były tak ulizane, wprost były rozczochrane. Ta fryzura bardziej mu pasowała. Emma rzuciła mi zdziwione spojrzenie, nie mogłam sobie przypomnieć, skąd on zna moje imię.
- Nie pamiętasz mnie? To ja nabijałem się z Ciebie, jak spadłaś z North. To było na początku, jak przyjechałaś a  ja nie miałem swojego konia. - wreszcie coś mi zaświtało w głowie. To był Michael, tamten chłopak na gniadoszu który nabijał się z mojej gleby a potem pomógł mi z ogarnięciem North, bo mnie bolała noga. Było to prawie dwa lata temu, gadaliśmy ze sobą w znikomym stopniu ale jednak coś było. Uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam go. Objął mnie niepewnie, ale w końcu odwzajemnił uśmiech.
- Dlaczego wyjechałeś? - zapytałam ze smutkiem, tęskniłam za nim, gdy wrócił do Wisconsin. Poczułam jak pod powiekami szczypią mnie łzy radości. Szybko zamrugałam, by nie pozwolić im uciec.
- Wiesz przecież. - szepnął. - miałem kilka problemów... - odsunęłam się od niego i zmierzyłam wzrokiem.  Dorósł... i to bardzo. Wyglądał na starszego, niż 20 lat. Gdybym go nie znała, dałabym mu... 25? Spojrzałam w jego oczy, wciąż miały ten sam radosny wyraz, co dwa lata temu, gdy pomagał mi podejść do pielęgniarki i trzymał mnie za rękę gdy kobieta opatrywała moją kostkę. Pamiętałam to jakby to było wczoraj... Michael spojrzał na Emmę, no tak... była nowa.
- Mój błąd. To jest Emma. - przedstawiłam Emmę chłopakowi. - Emmo, poznaj proszę Michaela. Michael poznaj proszę Emmę, jest nowa. - uścisnęli sobie dłonie. Dziewczyna została szarpnięta przez swojego psa i omal nie upadła. Złapaliśmy ją ze śmiechem i pomogliśmy złapać równowagę.  Przypomniałam sobie jedno miejsce, które kiedyś pokazał mi Michael. Zaproponowałam to pozostałej dwójce, która przyjęła moją propozycję z radością. Poprowadziłam nasza wycieczkę, która trwała jakieś 30 minut. Opłacało się, już wkrótce znajdowaliśmy się przy miejscu gdzie często uczniowie urządzają ogniska. Ja po prostu chciałam posiedzieć i powspominać.
- Wy się znacie? - zapytała Emma, po chwili wahania. Zaśmialiśmy się i potwierdziliśmy, oboje wiedzieliśmy że nigdy nie wyniknie  z tego związek, on miał dziewczynę która była w jego rodzinnym stanie - Wisconsin.  Ja byłam wolna za tamtych czasów, ale jednak spotkałam na swojej drodze najcudowniejszego chłopaka na ziemi  - Rush'a. 
- Co robimy? - zapytałam, gdy zapadła cisza, którą przerywało szczekanie psa Emmy.

-------
Emma? :3

niedziela, 3 września 2017

Podsumowanie Sierpnia

Witam więc, w podsumowaniu sierpnia! ^^ 
Uczniowie
Zawitała do nas Emma!
Czystki... czystki wszędzie ;_;
Odeszli od nas-
Luke, Nicole, Cassandra, Mike, Catrice, Emily, Aaron. Ich formularze zostają usunięte.

 Serie

Aktualne - Wszystkie serie pozostają aktualne!
Rekord słów - ?
Zakończone - żadna seria nie została jeszcze zakończona.
Upomnienia - Lalisa 2/3
 Technicznie
Wróciliśmy do normy,  51 opowiadań to dobra liczba. Prosiłam was na początku sierpnia o co najmniej 20 opowiadań, przebiliście samych siebie! Reker i Irma mają już długą serię, która była bardzo aktywna w sierpniu. Życzę dalszych sukcesów we wrześniu! Chciałabym znać też wasze zdanie o tym, czy mam zorganizować jakąś "akcję" w Akademii lub dodać zadania i punkty, za które można coś kupić? O opinię proszę na czacie lub w komach :*

Cytat na Sierpien

Nikt nie zgłosił się aby podrzucić cytat, więc znowu wybrałam go ja.

Wszystkie marzenia mają szansę się spełnić, jeśli mamy odwagę by je realizować.

 
~Shadam ♥ Miłego i owocnego roku szkolnego!