czwartek, 3 sierpnia 2017

od Irmy cd. Rekera


 Nie miałam bladego pojęcia o co chodzi tym wszystkich ludziom! Przecież my byliśmy zawodnikami jak każdy! A oni patrzyli na nas jakby nas zabić chcieli! No ja pierniczę… Wygrywa ten kto jest lepszy a nie! Zawody jak każdy, a oni jak dzieci sie zachowują i pokazują tylko nieprofesjonalizm! Jeszcze ja rozumiem że gdybym była chamska z Rekerem i w ogóle się wywyższała, to można by nas było nie lubić, no ale ludzie… Kur*a bez przesady! Kiedy rozgrzaliśmy konie, wyjechałam z Rekerem równo na dwa różne parkury, z różnymi sędziami. Pierwsza przeszkoda była dość spokojna, tak samo jak trzy kolejne, lecz w pewnym momencie kiedy koń wzbijał się w powietrze, ktoś po złości machnął palcatem przed oczami Nefarii, która się przestraszyła i szarpnęła mocno odbijając się, co sprawiło, że uniosłam się w strzemionach w powietrzu, i straciłam w tym momencie całkowitą kontrolę nad ciałem. Byłam nad siodłem, a nogi były w strzemionach w powietrzu.


 Klacz zrzuciła wszystkie belki i przywaliła głową w parkur, przewracając się, a ja przeleciałam nad nią, lecz niestety rozpędzone i ciężkie ciało konia wylądowało na mnie z ogromną siłą, łamiąc mi kości, a właściwie to mnie miażdżąc niemalże jak pustą puszkę coli, która nieco wystrzeliła, bo wyplułam dużą ilość krwi. Klacz upadła na mnie grzbietem i zadem. Ból był wręcz nie do opisania! Gorszy od postrzału czy poparzenia… Czułam się jakby coś prasowało dosłownie moje ciało. Słyszałam trzaski własnych kości i rozlewający ból w środku.


 Przestraszona Nefaria próbując wstać przygniatała mnie kilka razy, co sprawiało że miażdżyła moje ciało znowu z ogromną siłą, aż w końcu się podniosła i dodatkowo mnie jeszcze pokopała, gdyż przerażona nie wiedziała gdzie i jak ucieka, co skutkowało że po mnie przebiegła… Uderzyła mnie w głowę, brzuch i kręgosłup. Nie mogłam się ruszać. Ból mi to uniemożliwiał! Dławiłam się własną krwią… Nie mogłam oddychać. Raz widziałam przerażonych kibiców i ich krzyki przerażenia, w drugiej jurorów biegnących do mnie, później ratowników medycznych i nagle… przestałam oddychać.
Następnie stało się coś dziwnego. Dosłownie jakbym była w roli widza i stała obok własnego ciała, widząc co ze mną robią ratownicy medyczni. Dopiero wtedy zobaczyłam że Reker też jest ratowany! „A więc to było zaplanowane” - pomyślałam zła i zrozpaczona jednocześnie i zaczęłam szukać wzrokiem naszych koni. Stały przerażone i trzęsły się przy jakiś ludziach co je złapali. Byli to kibice jacyś najpewniej, którzy chcieli uspokoić drżące i przerażone wypadkiem konie. Było duże zamieszanie. Widzowie zamarli i wszystko wyglądało tak jak na filmach, tyle że to działo się naprawdę, a my byliśmy ofiarami! Słyszałam ich głosy „Boże chyba się zabili” „Oby to nie było nic poważnego” „Nie ruszają się” „Reanimują ich więc jest pewnie bardzo źle” i takie tam inne. Widziałam jak mnie i Rekera reanimują, czyli musiało być z nim tak samo źle choć w zasadzie nie wiedziałam które z nas ma większe obrażenia… Przez około dwadzieścia minut moje ciało nie reagowało na reanimację. Ciało Rekera zareagowało ciut wcześniej od mojego, a kiedy ratownicy medyczni stwierdzili że serce pracuje, od razu mnie również za intubowali, tak jak mojego chłopaka, usztywnili nam ciała i zabrali szybko do śmigłowca, który właśnie lądował.

 ( Oczywiście bez polskiej flagi tam namalowanej )
Szybko wsadzili nas do helikoptera, gdzie ratownicy wydawali między siebie polecenia, oraz przekazywali coś przez krótkofalówkę zapewne szpitalowi. Jedno co usłyszałam to „Są w stanie krytycznym, zostali…” i tu mi urwało, bo poczułam szarpnięcie gwałtowne i wróciłam do ciała, pogrążając się w ciemności.
Następnie widziałam znowu wszystko z góry. Byłam na sali operacyjnej z Rekerem, gdzie pilnował nas Maks i jakiś mężczyzna… Zaraz! To ten który siedział przy jurorach! Co on tu do cholery robi?! - pomyślałam zdziwiona. Widziałam jak nas operują, ale bardziej skupiłam się na nich, jak rozmawiają ze sobą i jak oglądają wiadomości cali zdenerwowani.
- Na dzisiejszych zawodach w San Diego, w stanie Kalifornia odbyły się zawody jeździeckie w skokach, lecz zostały one przerwane równie szybko jak się zaczęły – mówiła dziennikarka – Dwójka zawodników, Reker Blackfrey i Irma Enderfind startowali równocześnie w zawodach, na dwóch różnych parkurach. Z początku wszystko było dobrze, lecz wtedy dwójka zazdrosnych uczestników przestraszyło ich konie i w trakcie jazdy doszło do dwóch bardzo groźnych i poważnych wypadków. Jeźdźcy zostali przygnieceni przez swoje konie, ratownicy długo ich reanimowali i na szczęście akcje serca udało się wznowić, lecz dwójka młodych jeźdźców jest w stanie krytycznym i mogą nie przeżyć… Prognozy są złe i nastolatkowie walczą teraz o życie, a wszystko to przez zwykłą zazdrość i chęć wygrany za wszelką cenę, „po trupach do celu” przez dwójkę innych młodych nastolatków, którzy są sprawcami tych wypadków… Teraz grozi im usiłowanie zabójstwa! Więcej powie nam reporter Jan Ferningo, który jest na miejscu i widział całe zajście! Janie powiedz jak to wszystko wyglądało! – mówiła i wtedy przełączyli na tego reportera, gdzie wszystko odbywało się na żywo i on zaczął teraz mówić o wypadku i co się tam działo.
-------------
Reker? ;3

środa, 2 sierpnia 2017

od Rekera cd. Irmy

Od ostatnich wydarzeń minął tydzień. Codziennie trenowaliśmy wraz z Irmą na Luxie i Nefari, z którymi coraz lepiej nam szło. Zaczęliśmy coraz bardziej rozumieć swoje nowe wierzchowce co nas strasznie cieszyło. Wujek Maks zapisał nas na zawody w San Diego w stanie Kalifornia więc nie opuszczaliśmy poprzeczki. Jeśli chodzi o Arrowa i Alkatrasa to nasze biedactwa ciągle były słabe, ale widać było malutką poprawię. Lucas był bardzo dobrym weterynarzem i zwierzęta go bardzo kochały nie co tamtego idiotę! Z tego co słyszeliśmy z jego synem było już trochę lepiej i przeprowadzili się niedaleko nas do kupionego przez wujka dla nich domu. Przed dzień zawodów byliśmy na zakupach gdzie wydaliśmy dużo pieniędzy, ale wujek kazał nam zaszaleć dlatego jakoś się nie oszczędzaliśmy. Między innymi kupiłem Luxowi jasno zielony zestaw z Eskadronu, który pasował mi do niego najbardziej.

Irma też coś kupiła Nefari, ale już w to nie wnikałem, bo z pewnością wiedziałem, że wybrała coś ładnego zresztą przecież to kobieta i one lubią tam te wszystkie kolory!

 Kiedy nadszedł dzień zawodów wyruszyliśmy już o szóstej rano najpierw samochodem by dotrzeć na prywatne lotnisko wujka a potem do Kalifornii. Naszym koniom nie bardzo podobało się podróżowanie samolotem dlatego gdy tylko wyszliśmy myślałem, że będą wariować ze szczęścia. Jak szło się domyślić wraz z moją ukochaną Irmą całą drogę przespaliśmy dlatego nie mieliśmy pojęcia co mogły wyprawiać nasze kochane koniska, ale na szczęście krzywdy sobie nie zrobiły i to jest najważniejsze! Na miejscu byliśmy o dziewiątej więc mieliśmy jeszcze trzy godziny przed rozpoczęciem zawodów. Jako iż byliśmy już w strojach jeździeckich postanowiliśmy przetestować, niektóre przeszkody na co nam pozwolono więc szybko osiodłaliśmy swoje wierzchowce i wykonaliśmy kilka skoków próbnych. Wszystko poszło bardzo ładnie i gładko dlatego pochwaliłem Luxa, któremu dałem też kosteczkę cukru w nagrodę za ładne skoki i ruszyłem w stronę wyjazdu z parkuru. Wiele osób na nas patrzyło takim wzrokiem jakby chcieli nas zamordować co mnie strasznie dziwiło, bo przecież nic złego nie robiliśmy, ale starałem się to ignorować. Zjedliśmy jeszcze jakieś lekkie drugie śniadanie podczas którego dowiedzieliśmy się, że będziemy dzieleni na coś w rodzaju grup! Każdego zawodnika ocenia czwórka jurorów więc było ich tu aż ośmiu i pewnie zrobili to też ze względu na dużą ilość uczestników. Na godzinę przed startem gdy poszliśmy zajmować się dokładniej swoimi końmi doszła do nas wiadomość, iż ja startuję w grupie pierwszej a Irma w drugiej na dodatek mieliśmy te same numery co nas trochę rozśmieszyło. Przegadaliśmy całe przygotowanie Luxa i Nefari a kiedy mieliśmy już iść życzyliśmy sobie zajęcia jak najlepszego miejsca oraz ją pocałowałem.
Jak zwykle moja kolej przyszła bardzo szybko czym się nie dziwiłem i muszę szczerze powiedzieć, że byłem bardzo zrelaksowany a moje serce już nie biło tak szybko z nerwów jak kiedyś. Kiedy podjeżdżałem by ukłonić się jurorom poczułem, że coś wisi w powietrzu, ale chcąc to zignorować poczekałem chwilę na dźwięk startu i ruszyłem na pierwszą przeszkodę czyli stacjonatę, którą przeskoczyłem bez najmniejszego trudzenia się.
 Następny był okser więc skupiłem na nim całą swoją uwagę, ale coś mówiło mi, że ma się zatrzymać, ale to było na nic, gdyż już po chwili Lux się spłoszył a raczej ktoś go spłoszy! Zwierze było tak bardzo wystraszone, że od razu zwróciło mi to kontakt ze światem. Chciałem jakoś zapanować nad ogierem, ale to było na nic, ponieważ już po chwili karus się przywrócił i przygniótł mnie swoim ciężarem. Poczułem taki ból jakby mnie żywcem ze skóry obierano! Przez to, że moja ręka zaplątała się w wodze ogier trochę się jakby to ująć na mnie potarzał? Myślałem, że z bólu umrę... W końcu jednak koń jakoś wstał ciągnąc mnie przez tą głupią rękę przez przeszkodę i przez to właśnie jakoś uwolniłem swoją rękę. Wszystko mnie tak bolało, że myślałem, iż zaraz zejdę. Gubiłem się w oddychaniu i widziałem tylko skrawki jakby takiego filmu. W jednej chwili wdziałem jurorów, później Maks, później ratownicy medyczni. Walczyłem o każdy wdech i nie miałem siły nawet ruszyć palcem u ręki. Dusiłem się... pewnie miałem połamane żebra i na pewno nie tylko to. Kiedy wsiadłem na Franczeska od razu uświadomiono mi, że to sport, który jest ryzykowny, ale ja nie gniewam się teraz na Luxa... Nie miałem pojęcia jaki idiota go spłoszył... Przecież nic złego nie zrobiłem... W pewnym momencie przed oczami zobaczyłem ciemność, ale walczyłem by wrócić do świata żywych.
-------
Irma? :3

od Irmy cd. Rekera

 Kiedy dostaliśmy puchary, strasznie się cieszyłam! No powiem szczerze że bałam się bardzo startować w tych zawodach, gdyż no Nefaria nie była moim podstawowym koniem i bałam się że jej jeszcze nie wyczułam! Nowy koń zachowuje się inaczej niż tego którego się zna przez dłuższy czas. Poza tym musiałam na niej używać dużo większej siły niż przy Alkatrasie, który łagodniej wykonywał moje komendy, a przy niej trzeba było się nieco naszarpać, lecz to u niej przez to ze jest mało doświadczona… Z treningami powinno się jej to zmienić, więc powinno być dobrze! Kiedy dorwani nas dziennikarze odpowiadaliśmy na pytania, choć były dla mnie dziwne tak samo jak to że tak się tym interesują, bo to tylko zawody! „Zwariowali” - pomyślałam, a wtedy pojawił się ten dureń, który zaczął wypytywać o przeszłość Rekera i jego ojca, co spowodowało, że widziałam że to go zabolało i się załamał… Uciekł do auta, gdzie miał spokój, a ja wnerwiona do granic możliwości kopnęłam go w krocze z całej siły, przez co zapiszczał jak dziewczyna i upadł na ziemię.
- Domyśl się jak się czuje idioto! - warknęłam wściekle na niego – I przepraszam chciałam mocniej! - dodałam i pobiegłam do Rekera, lecz jeszcze kątem oka widziałam jak wujek Maks przywalił w twarz z pieści temu dziennikarzowi i warczał na niego, że jest skończony i wyląduje na bruku. Podbiegłam do auta naszego, gdzie schował się Reker, weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Wtedy zobaczyłam płaczącego Rekera jak małe dziecko i kompletnie załamanego.
- Rekuś nie płacz spokojnie! - powiedziałam tuląc go do siebie, a on nie protestował – Wiem ze Ci ciężko, ale będzie dobrze! Ciii… Jesteś bezpieczny! Masz mnie, Maksa i tego drugiego… Damy razem radę! - powiedziałam spokojnie i go pocałowałam w głowę wciąż tuląc.
- Damy radę Rekuś, my jesteśmy Twoją rodziną nie tamten idiota! - dodałam i tak Reker płakał z dobre dwadzieścia minut, ale w końcu jakoś się uspokoił. Po chwili przyszedł też Maks, który podał jakąś tabletkę Rekerowi, którą szybko połknął jakby z ulgą. Nie wiedziałam co to było, ale mogłam się domyślać że jakieś od psychologa. Później ani ja, ani Reker nie wychodziliśmy z samochodu, a wszystkim zajął się Maks, który zapakował nasze konie, a później odjechaliśmy z nagrodami. To było słodko-gorzkie zwycięstwo.
---------
Reker? Przepraszam że lipa ;-;

poniedziałek, 31 lipca 2017

Podsumowanie Lipca

Przepraszam że nie było podsumowania Czerwca, ale zapomniałam xD

 Uczniowie

Nikt nowy do nas nie zawitał, nikt też nie odszedł.

 Serie

Aktualne- Wszystkie serie dalej pozostają aktualne.
Rekord słów- ??
Zakończone- żadna seria nie została jeszcze zakończona.
Upomnienia- upomnienie otrzymuje Lalisa. (1/3
 Technicznie
-W formularzu nastąpiły niewielkie zmiany i dodatki.
-Teraz historię twojej postaci możesz opisać w formie opowiadania!

Brakuje nam formy, lipiec wypadł najgorzej jeżeli chodzi o opowiadania. Tylko 10 opowiadań .-. Bardzo proszę by w sierpniu zabrać się do kupy i napisać chociaż 20 opowiadań.
Skoro mowa o opowiadaniach.... Reker i Irma pobili rekord opowiadań między sobą :D Gratuluję i życzę dalszych sukcesów :P

Cytat na Lipiec

Tym razem cytat wybrała Huncwotka!

Gdy zobaczysz w Jej oczach łzy... Nie pytaj dlaczego, i tak Cię okłamie.
Ale bądź przy Niej... I oboje milczcie.
Dla Niej cisza to lekarstwo...

Gdy zobaczysz Jej pociętą rękę...
Nie pytaj jak to się stało.

I tak Ci nie powie prawdy.
Bo Ona jest inna...

Ona ma swój świat.
Zamyka w sobie cały swój ból.

Chce go udusić, a później wypłakać.
Cały czas z nim walczy...
Nie umie się zwierzać, za bardzo Ją to boli.
Wszyscy mają Ją za zakręconą dziewczynę,
która cały czas się śmieje...
Ale Ona się śmieje, żeby nie płakać.
Gdy popatrzysz w głąb Jej oczu... Poznasz prawdę.
Tylko tak możesz zobaczyć co Ona czuje.
Nie potrafi ufać ludziom...
Więc staraj się ją tego nauczyć.




Do usłyszenia w sierpniu!
~Shadan♥

środa, 26 lipca 2017

od Rekera cd. Irmy

Kiedy nadeszła moja kolej od razu wyminąłem Irmę, która poradziła sobie jak zwykle bardzo dobrze. Lux był zaciekawiony nowym otoczeniem, ale na szczęście cały czas był mi posłuszny przez co nie musiałem się z nim szarpać. Nie zastanawiając się ani sekundy dłużej pojechałem ukłonić się jurorom a po chwili rozległ się dźwięk sygnału startu.
- Na parkurze znajduje się młody jeździec Reker Blackfrey na ogierze Luxie. Nie jest to podstawowy koń tego jeźdźca i podobnie jak swój poprzednik doznał kontuzji a był to mianowicie kary ogier rasy hanowerskiej Arrow! Lux pochodzi z najlepszej hodowli koni hanowerskich we Francji. Ma świetny rodowód... - zaczął gdy ja najechałem na pierwszą stacjonatę, którą przeskoczyłem bez żadnego zrzucenia drąga i z pełną gracją. Nie słuchałem w żadnym stopniu komentatora, gdyż dla mnie jak i mojego wierzchowca liczyło się teraz jak najszybciej i jak najlepiej przeskoczyć porozstawiane przeszkody. W sumie to nawet spodobało mi się takie ustawianie, bo jak dla mnie nie było one zbyt trudne a Luxowi chyba też to wszystko przypadło do gustu. Zanim się obejrzałem byliśmy już na samym końcu przy ostatniej przeszkodzie czyli okserze, którego na spokojnie przeskoczyłem chociaż miałem niezłego stracha, że koń mógłby odmówić posłuszeństwa jednak jak zwykle moje obawy były nie potrzebne, gdyż skończyłem przejazd na czysto i w dobrym czasie! Co prawda mój rekord to nie był, ale ten czas jest wspaniały. Poklepałem karusa po szyi na co zarżał cicho z zadowolenia i dopiero teraz wrócił mi kontakt ze światem gdzie widownia biła brawo przez co z uśmiechem udałem się w stronę wyjazdu z parkuru przy czym minąłem się z jakimś chłopakiem, którego kolej startu nadeszła właśnie teraz. Dziwiło mnie trochę, że przy jurorach siedzi jeszcze jakiś mężczyzna, bo przecież tam chyba nie można było wpuszczać ludzi. Widziałem jak przez cały przejazd Irmy uważnie ją obserwował oraz się uśmiechał jakby czuł jakąś... hm... dumę? Tam to chyba będzie odpowiednie słowo! Na mnie chyba też się patrzył, ale ja go przecież nie znałem! A może to ktoś od Michaela? Nie! Bzdura totalna Reker tak to by cię zaatakował od razu!
Za wynikami zawodów czekaliśmy jakieś dwie i pół godziny, gdyż zawodników było bardzo dużo, ale nie oznacza to iż się nudziliśmy! Wujek zabrał nas na lody a potem na frytki, zajęliśmy się też swoimi zmęczonymi końmi, które długo chwaliliśmy za ich posłuszeństwo podczas przejazdu i za to, że świetnie się z nami zgrały. No i tak dwie godzinki zleciały jak zwykle zaczęto od ostatnich miejsc przez co serce waliło mi jak oszalałe a do mojej głowy napływało wiele pytań związanych ze strachem, że jednak coś popsułem i nie dostanę żadnego miejsca. W sumie nie byłbym zły na wierzchowca, ale zawsze fajnie jest stanąć w którymś tam miejscu na podium... Kiedy zaczęto wyczytywać miejsca 1-3 zamarłem a mój zmysł słuchu wyostrzył się na tyle, że słyszałem tylko jurora.
- Trzecie miejsce Connor Turner z koniem Savil - rzekł a w tedy wjechał ten chłopak, z którym mijałem się po swojej turze. Rozległy się oklaski. - Drugie miejsce Irma Enderfind z klaczą Nefarią - dodał po chwili więc posłałem ukochanej radosny uśmiech i czekałem na imię i nazwisko tego kto zajął pierwsze miejsce. Minęła chwila i cisza... "No dalej! Co jest?" - pomyślałem.
- Przepraszamy za opóźnienie, ale mieliśmy pewien problem z oszustwem. Pierwsze miejsce zajmuje Reker Blackfrey z koniem Luxem! - oznajmił inny juror a ja aż zdębiałem, ale opanowując jakoś emocje wjechałem na ozdobiony parkur gdzie wręczono nam puchary.


A koniom natomiast do ogłowi przypięto rozety z numerami świadczącymi o zajętym miejscu. Później była runda honorowa a potem podjechaliśmy do Maksa, który jak zwykle z dumą nas przytulił oraz kazał nam poczekać, gdyż sam zabrał konie, żeby załadować je do przyczepy. Oczywiście spokoju nie było, ponieważ dopadli nas dziennikarze, którzy zaczęli pytać nas o tym jak się czujemy z wygraną, jak zawody i inne takie sprawy. Nie lubiłem kamer dlatego trochę się stresowałem, ale jakoś te wywiady mi szły. Jednak coś wisiało w powietrzu i się nie myliłem... Niestety jak zwykle nic nie mogło zakończyć się dobrze...
- Czy twój ojciec Michael Blackfrey utrzymuje nadal z tobą kontakty? - padło nagle pytanie a ja popatrzyłem niezrozumiale na mężczyznę.
- Słucham? - zapytałem patrząc na niego zdziwionym wzrokiem.
- Chcesz zrobić ojcu radość i być wojskowym? Pan Blackfrey przyjeżdża na zawody by cię zobaczyć? - zadawał i zadawał mnóstwo pytań na temat Michaela zahaczając też o tematy rozprawy sądowej. Na nic nie odpowiedziałem. Wszystko wróciło... Bałem się... W końcu nie wiedząc co robić zwiałem jak ostatni tchórz do samochodu z ciemnymi jak noc szybami a upewniając się, że nikt mnie tutaj z zewnątrz nie zobaczy popłakałem się jak małe dziecko. Teraz nie mogła mnie już nawet pocieszyć myśl o tym, że wygrałem... Wszystko powróciło... "Przecież to miał być już temat zamknięty!" - pomyślałem próbując wytrzeć łzy, ale było to na nic, ponieważ zaraz na ich miejsce przybywały następne. "Dlaczego ja?! Dlaczego ja mam takiego ojca?! Czemu znowu o tym mówią?!" - pytałem się trzymając się za głowę, z której ściągnąłem kas by móc złapać się dodatkowo za włosy. Łzy cały czas płynęły mi po policzkach mocząc bryczesy...

--------------
 Irma? :3
Pocieszysz go? ;c

od Viktorii cd. Triss

Odpowiedź Triss była taka, jakiej się spodziewałam.
-To naprawdę fajny kucyk! Będę chyba częściej na niego wsiadała. Poza odpałami jest super. - pogłaskała go po jego bułanej szyi a  ja uśmiechnęłam się lekko, skracając wodzę Mes.
-To co, wracamy? - zaproponowałam, moja towarzyszka pokiwała głową. Wracałyśmy stępem, w kilku miejscach zrobiłyśmy kłus ale nasze konie rwały się do galopu, jak to zwykle. Cieszyłam się, że nie spadłam z Mestano, która pierwszy raz była w terenie. Zatrzymałyśmy konie przed stajnią, Triss stanęła trochę dalej, bym mogła w razie czego mieć miejsce na lot z grzbietu Mestano. Nic takiego się nie stało, wyciągnęłam smaczka z kieszeni i dałam go klaczy. Wprowadziłam ją do boksu z tabliczką z jej imieniem i resztą "danych", zdejmując ogłowię zauważyłam że ma lekko obtartą potylicę. Muszę kupić jej nowe ogłowie i powiedzieć pani Peek. Pomyślałam i poszłam po wacik z wodą utlenioną, klacz zarzucała głową gdy chciałam jej przetrzeć miejsce otarcia.
-Spokojnie.-szepnęłam i stanęłam na palcach, wreszcie udało mi się odkazić zadrapanie, klacz spojrzała na mnie z wyrzutem i nadzieją na smakołyk. Pogłaskałam ją po delikatnym pysku i dałam jej kawałek marchewki, który schrupała  z lubością. Wyszłam z boksu by znaleźć jakiś kantar z futerkiem, by jeszcze bardziej jej nie otrzeć. Znalazłam niebieski w mojej szafce, liczyłam że nie ulegnie zniszczeniu w trybie natychmiastowym... Wróciłam szybko do klaczy i założyłam jej go, uważając na bolące miejsce. Podpięłam uwiąz i wyszłam, wpuszczając Mes na jedno z większych pastwisk, gdy poczuła że jest wolna, zarzuciła głową i pogalopowała przed siebie.

***

 Odniosłam uwiąz na swoje miejsce i wyszłam ze stajni, podbiegła do mnie rozradowana Triss.
-Słuchaaaaj! - powiedziała głośno i zaśmiała się.  - Amor może już chodzić!
-No i czemu nic nie mówisz? Trzeba to uczcić! - odparłam z uśmiechem.
-Masz jakiś plan? - zapytała, widząc jak uśmiecham się chytro.
-Aż za dobry. Daj mi..-przerwałam i spojrzałam na zegarek- dwie godziny! Teraz idź do Amora. Przyjdę po Ciebie. -zaśmiałam się i ruszyłam w stronę internatu, wyciągnęłam  z kieszeni klucze do mojego pokoju i otworzyłam drzwi. Podeszłam do kuchni, i otworzyłam szafkę w której były niedawno rozpakowane zakupy. Znalazłam jakieś chipsy i kilka sosów. Położyłam je na stolik który przykryty był obrusem. Znalazłam też kilka kieliszków i szklanek, również znalazły się na stole.
- Co tu jeszcze..?-zapytałam sama siebie, stając przy barku- wiem! -wykrzyknęłam i zabrałam szampana, którego dostałam za ostatnie zawody. Nie otwierałam go, tylko trzymałam na specjalną okazję, która właśnie się trafiła. Zamówiłam jeszcze pizzę, jak szaleć to teraz. Nasypałam chipsów do misek a sosy dałam do przeznaczonych do tego... talerzyków? No coś w ten deseń.
-Jasna cholera! - zaklęłam, gdy zauważyłam że nie mam serpentyn, zostały mi tylko balony, które kupiłam kilka miesięcy temu, nawet nie wiem po co. Nadmuchałam kilka i przyczepiłam je w kilku miejscach.
-Teraz tylko goście...-powiedziałam i zaczęłam szukać jakiejś sukienki na tę okazje. Znalazłam bordową, która sięgała mi nieco przed kolana. Założyłam do tego rajstopy w kolorze zbliżonym do mojego odcienia skóry. Została mi część której nienawidzę, makijaż. Znalazłam jakąś matową szminkę, wahałam się między czarnym i bordowym, wybrałam bordowy, bo ładnie pasował do sukienki.
-Boże... Zwariowałam.-powiedziałam do siebie, podczas nakładania jej na usta. Znalazłam w kosmetyczce jakiś podkład i korektor, więc szybko załatwiłam co miałam z tymi dwoma kosmetykami. Popatrzyłam na siebie w lustrze, wyglądałam ładnie ale.. to nie mój "konik". Zostały mi jeszcze tylko oczy, znalazłam jakiś ładny cień i kredkę.
-Wreszcie!-uśmiechnęłam się, gdy tylko skończyłam się malować. Już marzyłam by to zmyć. Wyszłam z pokoju i zapukałam do sąsiedniego, otworzyła mi Jess, blondynka którą poznałam na początku szkoły, nie gadałyśmy za często ale była specjalistką od imprez.
-Cześć...-zmierzyła mnie wzrokiem- Viktoria? Nie poznałam Cię!
-Ja siebie też. -zaśmiałam się i wytłumaczyłam całe zajście. Jess z chęcią się zgodziła, poszła się ogarnąć a ja za ten czas znalazłam jeszcze cztery osoby  na tę imprezkę. Sophie była bliską przyjaciółką Jess, więc zgodziła się natychmiastowo. To ona zorganizowała pozostałe cztery osoby.
W krótce potem, w moim pokoju była cała gromadka, prócz Triss.
-Okej... czyli mamy Jess, Sophie, Jason'a i Paul'a.-wyliczyłam i rozejrzałam się po towarzystwie-nie roznieście mi pokoju. Idę po Triss.-uśmiechnęłam się i zabrałam apaszkę leżącą na biurku. Triss właśnie wchodziła do budynku, więc miałam ułatwione zadanie. Dziewczyna zgodziła się na zawiązanie oczu z lekkim wahaniem, ale potem słyszałam tylko śmiechy.
-Niespodzianka!-powiedziałam z uśmiechem, gdy dziewczyna zdjęła opaskę z oczu.-mówiłam że mam aż za dobry plan! -zaśmiałam się lekko.



---------------
Triss?

od Irmy cd. Rekera

Głaskałam spokojnie Alkatrasa, a stajenni zajmowali się Nefarią, kiedy nagle usłyszałam huk upadającego ciała… Kiedy się obróciłam, zobaczyłam że Reker upadł! Od razu zaczęłam wołać Maksa i podbiegłam do nieprzytomnego chłopaka. Podniosłam mu głowę i na szczęście sobie jej nie rozbił, ale byłam zdenerwowana.
- Maks!!! - krzyczałam wołając go, a on wtedy się wyłonił z drugiego końca stajni.
- Co się dzie… - nie dokończył, bo gdy tylko nas zobaczył, od razu do nas podbiegł.
- Zemdlał... Ostatnio nie spał za dobrze i chyba też nie jadł… - od razu go wydałam.
- Oj Reker…. - powiedział tylko zmartwiony, wziął go na ręce i wtedy pojawił się ten Lucas który był zmartwiony – Tak jak mówiłem jest pan zatrudniony! - dodał jeszcze do niego i szybko poszedł zapewne do Edwarda. Kiedy miałam już za nim iść, spojrzałam zmartwiona na Alktrasa, który miał taki smutny wzrok, a korzystając z okazji iż Lucas stoi obok mnie, odezwałam się.
- Co z nim? Wyjdzie z tego? Jak długo potrwa leczenie? Bardzo cierpi? - zalałam go falą pytań, podchodząc zmartwiona do kasztana – Nie wiedziałam… Myślałam że dobrze się nim zajmowano – dodałam jakbym musiała się tłumaczyć przed policją!
- Rozumiem że to Twój koń – zaczął i również podszedł, lekko głaszcząc kasztana po czole.
- Tak! - przytaknęłam – Jest dla mnie jak rodzina – dodałam, na co leciutko się uśmiechnął.
- To zależy od niego ile potrwa leczenie, ale to silny koń i powinien szybko wrócić do zdrowia! - rzekł.
- Mam nadzieję… Bardzo cierpi? - spytałam przenosząc wzrok na niego.
- Dzięki lekom nie, ale jest słaby, to normalne! Spokojnie! - rzekł spokojnie – Muszę już iść… Do widzenia! - dodał, na co skinęłam głową.
- Do widzenia! - odparłam i odprowadziłam go wzrokiem ku wyjściu ze stajni, spojrzałam jeszcze raz na Alkatrasa głaszcząc go i sobie poszłam, gdyż nie chciałam go przemęczać! Kiedy weszłam do pokoju Rekera, Maks akurat wychodził, więc nie musiałam się nim przejmować, tylko weszłam na spokojnie do śpiącego ukochanego i przy nim usiadłam łapiąc go za rękę.
- Powinieneś był odpoczywać – szepnęłam i tak przy nim siedziałam. Pocałowałam go jeszcze w głowę, robiłam mu zimne okłady bo miał lekką temperaturę i czuwałam.
**
Po dwóch tygodniach Reker czuł się o wiele lepiej, jadł już normalnie, a my ćwiczyliśmy skoki oraz biegi przełajowe na swoich nowych koniach. Niestety nasze konie były wciąż zbyt słabe a Arrowa się jeszcze okazało, że ma pękniętą kość, którą trzeba było usztywnić… Na szczęście ten oszust siedział już sobie w więzieniu! I bardzo dobrze!
**
Po kolejnym tygodniu, polecieliśmy z Maksem, bo szybciej do stanu Kolorado, do Denver. Odbywały się tam zawody w skokach. Chcieliśmy wystartować z Rekerem w przełajowych, ale coś ich nie za bardzo organizowano, a poza tym, to jeszcze nieco się martwiliśmy, bo nie wiedzieliśmy jak zachowają się nowe konie. Wyjechałam właśnie na plac, bo mnie wywołali, sprawdziłam kilka przeszkód na torze bo wolno mi było tak zrobić, podjechałam do jurorów, ukłoniłam się i dali my sygnał do startu.
- Teraz startuje Irma Enderfind na klaczy Nefaria. Nie jest to podstawowy koń tej zawodniczki, lecz poprzedni doznał kontuzji i niestety nie mógł wystartować. A mianowicie był to kasztanowaty ogier rasy Wielkopolskiej o imieniu Alkatras! Natomiast ta klacz jest nowym nabytkiem tego jeźdźca, jest rasy Hanowerskiej i jest z Francuskiej hodowli. Świetny rodowód, bo po świetnych rodzicach i dziadkach… - i tak trajkotał i trajkotał, lecz ja skupiłam się na przeszkodach! Właściwie ani się obejrzałam, a przeskakiwałam ostatnią przeszkodę! W sumie na całym torze był szereg potrójny, który składał się ze stacjonaty, oksera i stacjonaty, wody, muru oraz innych stacjonat, ale na samym końcu znowu był okser który był ostatnią przeszkodą.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/65/23/45/65234536951b51ee49fdac022d479b25.jpg
Chwila napięcia, wstrzymanie oddechu… i… wiszę w powietrzu z koniem….i… jest! Przejazd na czysto i nawet jeszcze w dobrym czasie! Pogratulowałam koniowi klepiąc go po szyi w trakcie jazdy, widownia biła brawo za przejazd, a po mnie wjechał Reker. Swoją drogą to obok jurorów ktoś siedział i ta osoba mnie niepokoiła, bo zbyt mi się przyglądał… Był to mężczyzna, blond włosy, brązowe oczy. Kiedy poczułam znowu na sobie jego wzrok, pogoniłam nieco klaczkę i wyjechałam szybciej z toru, a Reker zaczął swój przejazd.

< Reker? ; wybacz że tandeta ;c Jakie miejsca? xdd >