piątek, 14 lipca 2017

od Triss cd. Viktorii

Weszłam do stajni i od razu skierowałam się do siodlarni w celu zabrania sprzętu Batona. W kieszeni miałam zapas smakołyków, aby nagradzać kuca. Wzięłam rzeczy Batona i poszłam z nimi pod jego boks. Bułany jadł spokojnie siano, na grzbiecie miał dużą sklejkę.
-Hej, mały. Dzisiaj jedziemy razem w teren, wiesz? - zacmokałam, żeby przykuć jego uwagę.
Podniósł na chwilę głowę, ale chwilę potem wrócił do jedzenia. Na głowie miał już granatowy kantar, co mnie ucieszyło. Wzięłam do ręki uwiąz i przemawiając do kuca weszłam do boksu. Przywitał mnie skulonymi uszami. Nie przejęłam się tym zbytnio, podeszłam do niego bliżej. Gdy chciałam przypiąć mu uwiąz do kantara, zarzucił łbem i skulił uszy, a jego tylna noga kopnęła w ścianę boksu.
-Eeej. - powiedziałam ostrym głosem i szybko przypięłam uwiąz do kantara.
                             ***
Po osiodłaniu Batona zadowolona wyszłam przed stajnię i wsiadłam na niego. Kręcił się trochę przy wsiadaniu, ale bywało gorzej. Podciągnęłam popręg i poprawiłan strzemiona. Po chwili zobaczyłam Viktorię na Mes.
-To co proponujesz? - zapytała, głaszcząc Mestano po szyi.
Zastanawiałam się chwilę.
-Uskok zbyt niebezpieczny... lasek? - zaproponowałam.
Viktoria pokiwała  głową i dała klaczy sygnał łydkami. Ta jednak rzuciła się do galopu. Dałam dziewczynie czas na ogarnięcie Mes, sama zaczęłam z Batonem. Z przejściem do stępa nie było problemu - szedł żywo, równomiernie, co od razu nagrodziłam małym smaczkiem i głosem. Nagle jednak zatrzymał się i odwrócił w kierunku stajni. Pociągnęłam za wodzę i przycisnęłam łydkę do boku kuca, ten jednak nie miał zamiaru reagować na pomoce. Cofał się i wciąż chciał wracać do stajni. Kiedy jego cofanie było zdecydowanie zbyt szybkie i bałam się, że zaraz zacznie dębować, mocno docisnęłam łydki do jego boków. Przestał się cofać, ale wciąż stał, skierowany w stronę domu. Docisnęłam mocniej łydki i odwróciłam jego głowę w inną stronę. Wreszcie odpuścił, za co go pochwaliłam. Zakłusowałam (był  wygodny jak fotel...) i podjechałam do Viktorii.
-Jak ci się udało ją opanować? - zapytałam, a ta uśmiechnęła się dumnie i zaczęła opowiadać. Słuchałam jej z żywym zainteresowaniem.
-Skaczemy? - szepnęła Vi, na tyle jednak głośno, że mogłam ją usłyszeć.
Przeszłam do stępa i patrzyłam, jak skacze przez kłodę oddaloną ode mnie jakieś pięćdziesiąt metrów. Gdy czekała już na nas w odpowiedniej odległości, docisnęłam łydki. Kuc o dziwo od razu zakłusował, co nagrodziłam szybkim smaczkiem i głaskiem.
-To co, kucyś, galop? - szepnęłam i zagalopowałam.
Baton pędził, ale pozwalałam mu na to. Zaśmiałam się cicho, czując pod sobą małą torpedę. Zbliżaliśmy się do przeszkody, więc ogarnęłam trochę tempo. Raz... dwa... trzy! Baton skoczył, odrobinę za wcześnie wybijając się. Poklepałam go po szyi, dumna z siebie i z niego. Małego, bułanego dziecka. Kucyś bryknął zadowolony, przeszłam do kłusa i stępa. Podjechałam do Viktorii i Mestano.
-Jak się jedzie? - zapytała, a ja spojrzałam na nią z uśmiechem.
-To naprawdę fajny kucyk! Będę chyba częściej na niego wsiadała. Poza odpałami jest super. - pogłaskałam go po szyi.
-To co, wracamy? - zaproponowała dziewczyna.
Pokiwałam głową.
                    ***
Po rozsiodłaniu i wypuszczenia wałacha na padok, wzięłam swoje rzeczy i poszłam na bele siana. Uwielbiałam tam przesiadywać.  Gdy miałam już wchodzić na belę, zadzwonił mój telefon. Szybko odebrałam, widząc na ekranie napis "Wet".
-Dzień dobry. - przywitał się weterynarz.
-Dzień dobry. - odparłam, czując, że chodzi o Amora.
-Chodzi o Amora. - w duszy pogratulowałam swojej intuicji i słuchałam dalej. - Wsiadała pani na  niego tak, jak radziłem?
-Oczywiście. Chyba ze 4 razy. Na oklep, sam stęp. - przypomniałam sobie, jak chciał brykać i kłusować, mój mały klusek.
-Galopował na padokach? - upewnił się weterynarz.
-Wiele razy. - uśmiechnęłam się, widząc w oddali sylwetkę mojego ogiera.
-Dobrze... nie zauważyła pani u niego większego kulenia, zbyt częstego i długiego leżenia?
-Nie. - zaprzeczyłam.
-Powiem tak. Może pani na niego już spokojnie wsiadać, tak raz na dwa dni. Głównie stęp i kłus, trochę galopu. Po dwóch tygodniach będzie już mógł normalnie chodzić pod siodłem. - powiedział, a ja miałam ochotę go przytulić, chociaż nawet go w tej chwili nie widziałam.
-Dziękuję. - wykrztusiłam tylko.
-Ależ nie ma za co. Muszę kończyć, do widzenia. - rozłączył się.
Cała w skowronkach pobiegłam do Viktorii, która wychodziła właśnie ze stajni.
-Słuchaaaaj! - powiedziałam głośno i zaśmiałam się. - Amor może już chodzić!
-No i czemu nic nie mówisz? Trzeba to uczcić! - odparła z uśmiechem.
-Masz jakiś plan? - zapytałam, widząc na jej twarzy chytry uśmieszek.

Viczu? :D

poniedziałek, 26 czerwca 2017

od Rekera cd. Irma

Gdy wujek tak nagle czmychnął z Irmą do jej pokoju myślałem, że z nerwów oszaleję! Chciałem do niej iść, ale wyprzedził mnie Edward, który trzasnął mi drzwiami przed nosem i nie pozwolił gad jeden wejść! Na nic było drapanie w drzwi ani moje prośby, bo posłali mi wielkiego ignora... Martwiłem się o Irmusie oraz modliłem w myślach by zdążyli wyjąć kulę na czas i żeby nic tam nie zostało uszkodzone. Edward był dobrym lekarzem, ale ja nadal miałem w pamięci wyryte stare dzieje gdy czasami Michael dla zabawy strzelał mi w nogi i ręce... Tak ból był straszny, ale jeszcze gorsze było wyciąganie pocisków i szycie ran. Lekarz, który w tedy się mną zajmował pracował na czarno i był znajomym mojego ojca... Podawał mi tak słabe leki przeciwbólowe, że wyłem z bólu cały czas kiedy to robił a w nagrodę jedynie mogłem dostać w łeb i iść po całym zabiegu spać... Na te wspomnienia aż zadrżałem ze strachu i usiadłem pod zbitą szybą. Cieszyłem się, że snajper nie trafił dziewczynie w głowę ani serce... W sumie to nie wiedziałem czemu to zrobił, bo im zazwyczaj zależy na szybkim zlikwidowaniu wroga a nie bawienie się w patrzenie jak ofiara się wykrwawia. Nie że coś, ale takie są fakty! Kocham Irmę i nie wyobrażam sobie bez niej życia...
Nie mam pojęcia ile tak siedziałem, ale kiedy usłyszałem krzyk dochodzący z podwórza od razu połączyłem fakty i stwierdziłem, że to nasz pan niedoszły zabójca. Pewnie słabo się ukrył i ochrona go znalazła. Oj to nie będzie miłe co go teraz czeka... w żadnym stopniu to nie będzie przyjemne dla tego faceta. Chciałem już się podnieść z ziemi i przyjrzeć dokładniej czarnej zmorze prowadzonej przez ochroniarzy, którym nie miał najmniejszych szans uciec, ale w tedy ktoś złapał mnie za ramie i jak się okazało był to wujek Maks.
- Wujek?! Jak ty tak cicho łazić umiesz?! Nawet nie słyszałem, że otwarłeś drzwi! - mówiłem pod wpływem wielu emocji przez co mi się krzyknęło a on uciszył mnie ruchem ręki.
- Ciszej Reker... Nie interesuj się tyle, bo kociej mordki dostaniesz - stwierdził a ja zmierzyłem go wrogim wzrokiem - No już nie gniewaj się - pogłaskał mnie po głowie - Nie wnikaj w tą sprawę zbytnio, bo ja sobie poradzę - dodał na co przewróciłem oczami i westchnąłem.
- Zobaczę - mruknąłem - Mogę do Irmy? - zapytałem zmieniając temat.
- Jasne zakochańcu - zaśmiał się w odpowiedzi i szybko odszedł więc nic powiedzieć mu takiego nie mogłem! "Czyli wie? A może nie wie?" - spytałem się w myślach szybko wślizgując do pokoju niebieskookiej gdzie lekarz coś jeszcze posprawdzał i wyszedł. Ja natomiast usiadłem na krześle obok łóżka Irmusi i zacząłem czekać.
*****
Minął dzień... Była ósma rano... Nic nie jadłem a jedynie co wypiłem to mały łyk wody, do którego jakoś zmusił mnie wujek. Oczywiście zadowolony z tego nie byłem, ale mnie skubany szantażował więc zrobiłem to jedynie dla tego, że chciałem zostać przy mojej kochanej Irmie. Twarz dziewczyny była ciągle taka spokojna... Często do niej mówiłem, ale odpowiedzi nie otrzymywałem co było normalne, ale jakoś dziwnie się czułem. Kiedy zaczęła się budzić od razu popatrzyłem na nią ze zmartwieniem gotowy biec szybko po pomoc, lecz to chyba nie było konieczne. Kiedy na mnie spojrzała szeroko się uśmiechnąłem.
- Obudziłaś się - rzekłem szczęśliwy siadając na jej łóżku oraz pogłaskałem ją po głowie.
- Ile spałam? - spytała jakoś.
- Cały dzień - odpowiedziałem jej spokojnie przez co westchnęła - Nie martw się! Będzie dobrze! Cały czas przy tobie byłem i będę - oznajmiłem jej z uśmiechem. Chciała już coś mówić, ale w tedy do pokoju wpadł Edward z Maksem. Doktorek od razu zaczął ją badać na co użarła go w rękę do krwi, ale blondyna jakoś szczególnie to nie ruszyło. Podał jej przeciwbólowe i sobie poszedł.
- Jak się czujesz? - zapytał Maksiu z troską w głosie.
- Jest nawet, nawet - odpowiedziała mu na co skinął głową i zmierzył nas uważnym wzorkiem.
- No to jedziemy na lotnisko - stwierdził a my spojrzeliśmy na niego zdziwieni - Lecimy do Hiszpanii! Już was spakowałem, konie też są przygotowane. Przygotować się na wysokie temperatury! - zaśmiał się - Mam nadzieje, że będziecie zadowoleni i się cieszycie - dodał jeszcze z uśmiechem.

<Irma? :3>

od Irmy cd. Rekera

Szłam z Rekerem korytarzem, a właściwie to on mnie ciągnął, a ja się mu o dziwo nie sprzeciwiałam, choć i tak wiedziałam że nie zasnę, bo jakoś dzisiaj nie potrafiłam! No… Z Alkatrasem jakoś zasnąć mi się o dziwo udało, ale czułam że coś złego się dzisiaj stanie! Alkatras też był dzisiaj podenerwowany tak samo jak i większość koni, więc inaczej mówiąc „coś wisiało w powietrzu”. Jakaś taka napięta ale i duszna atmosfera. W pewnym momencie kiedy przechodziłam przez kolejne, wielkie okno posiadłości Maksa, nagle usłyszałam odgłos roztrzaskującego się szkła czy tam szyby, a w następnej chwili poczułam uderzenie w moje prawe ramię, a w jeszcze kolejnej chwili poczułam przerażający ból, przez co krzyknęłam, odruchowo złapałam się za ranną rękę i upadłam na podłogę. Lśniące kafelki natychmiast zostały zalane moją krwią. Reker starał się mi zatamować krwawienie, ale kula musiała chyba uszkodzić jakieś ważne naczynie, bo było jej pełno! W sumie zanim się zorientowałam że to postrzał, troszkę czasu mi to zajęło, gdyż byłam chyba w tak zwanym szoku pourazowym czy jak to tam się zwie! „Oni nie spoczną puki mnie nie zabiją” pomyślałam przerażona. Wiedzieli już gdzie jestem oraz dlaczego tu przebywam, a to znaczyło że Reker i reszta są w niebezpieczeństwie! Jednak wracają do tematu… Jak to cholernie bolało! Wiłam się z bólu po podłodze brudząc ją życiodajną cieczą jeszcze bardziej tak samo jak i siebie. Z tego wszystkiego nie słyszałam w ogóle co mówił do mnie Reker, tylko błagałam boga w myślach żeby ból w końcu minął! Nie wiedziałam tylko jednego… Dlaczego snajper nie celował mi w głowę albo serce! Z filmów wiem że oni tak zawsze robią, chcąc zabić swoją ofiarę jak najszybciej się tylko da! „Dlaczego mnie nie zabił? Chce patrzeć jak cierpię? Kolejny psychopata?” pomyślałam przerażona, a wtedy nagle pojawił się też Maks. Raz widziałam wszystko w zwolnionym tempie i czułam się jak astronauta na księżycu gdzie wszystko tam jest w zwolnionym tempie, a raz widziałam wszystko w przyspieszonym tempie, jakby ktoś szybko przewijał film na płycie czy kasecie. No nie wiem jak, ale tak widziałam i się czułam! Pamiętam że wierzgałam nieco nogami i nie chciałam żeby ktokolwiek mnie dotykał. Byłam przerażona i chciałam jakoś uciec z tego miejsca, tylko że byłam zbyt słaba, a moje roztrzęsienie sprawiało że nie byłam do tego niestety, albo i stety zdolna. Było mi w dodatku tak strasznie zimno… Było lato a ja się trzęsłam jakby było z minut czterdzieści parę stopni! Poczułam jak ktoś wziął mnie na ręce a kiedy nieco rozchyliłam powieki, zobaczyłam ze Maks mnie niesie i gdzieś biegnie szybko. Zaczynał powoli mi się urywać i jakby włączać film. Raz ciemność, raz jasność, raz ciemność, raz jasność i tak w kółko! W końcu z tego co się zorientowałam, Maks był w moim pokoju i położył mnie szybko na łóżku, gdzie dotknął mojego rozpalonego już i spoconego do granic czoła. Później poczułam jak ktoś mnie dotknął w okolicach rany, lecz to nie był Maks ani Reker, więc ze strachu ugryzłam tego kogoś z całej siły, tak że aż poleciała krew i jak się okazało, był to jakiś medyk… Od razu doskoczył nieco kiedy nieco rozluźniłam szczęki, a wtedy Maks mnie przytrzymał żeby się nie szarpała, ale i tak z nim walczyłam. Byłam przerażona!
- Irmo uspokój się! Chcemy Ci pomóc! - odezwał się ten gościu którego użarłam.
- To na nic… Uśpij ją bo zrobi sobie krzywdę! Jest zbyt spanikowana! - powiedział szybko Maks, walcząc z moim rozpaczliwym szarpaniem się w bólu i gorączce. Oczywiście szans z nim nie miałam bo przecież dorosły facet… Po chwili poczułam ukłucie w rękę i zasnęłam, pogrążając się w ciemnościach. Nic mi się właściwie takiego nie śniło, lecz jedyne co mnie nie opuszczało, to myśl że oni gdzieś tam są! Bałam się… To uczucie mnie ani na trochę nie opuszczało! „Dlaczego oni nie przestaną? Dlaczego nie rozumieją, że chcę tylko normalnie żyć?! Niech dadzą mi spokój… Niech dadzą żyć! Błagam niech oni w końcu przestaną!” - powtarzałam ciągle zrozpaczona w myślach. Nie wiem ile czasu minęło, ale w końcu zaczynałam się powoli budzić… Najpierw oślepiło mnie światło, a później zobaczyłam sufit. Głowa mnie bolała tak samo jak i rana ręka, co sprawiło że nie mogłam się ruszyć z łóżka, gdyż coś w mojej głowie mi podpowiadało, że to skończy się większą falą bólu, tak więc zostałam w takiej pozycji, jakiej się znajdowałam. Zaczęłam się rozglądać wzrokiem po pomieszczeniu i wtedy dostrzegłam siedzącego obok mnie Rekera.

czwartek, 22 czerwca 2017

od Rick cd. Scarlett

***
Znowu miałem ten sam  koszmar co zwykle, tyle tym razem nie mogłem się z niego obudzić. Poczułem jak ktoś szturcha mnie w ramię i wtedy wreszcie się obudziłem.
-Rick?..- usłyszałem ochrypły głos Scarlett która natychmiast odkaszlnęła.
-Hmm?- powiedziałem zaspanym głosem i przetarłem oczy. Rzuciłem spojrzenie to na nią to na stolik na którym zauważyłem śniadanie. Usiadłem a dziewczyna obok mnie.
-Smacznego- powiedziała i zaczęła jeść. Spojrzałem na talerz na którym leżały tosty po czym także wziąłem się za jedzenie. Kiedy Carry skończyła śniadanie położyła się na łóżku. Po chwili także i ja skończyłem swoje. Wstałem i oparłem się o ścianę.
-Już ci lepiej?- spytałem patrząc na karton który na szczęście był nie naruszony.
-Tak, dzięki.- odpowiedziała Lett.
-To fajnie...
-Jakoś nie widać entuzjazmu z twojej strony
-To ty zapomniałaś że wyjeżdżam? I to jeszcze dzisiaj.- odpowiedziałem sięgając  po telefon.
-Co takiego?! Przecież mówiłam że nikomu nie powiem! Zaraz, co ty wyprawiasz?- spytała wstając.
-Dzwonię po przyczepę dla Soul’a…- oznajmiłem szukając numeru.
-Powaliło cię chyba!- krzyknęła dziewczyna i wyrwała mi telefon cofając się. Spojrzałem na nią i wystawiłem rękę rozkazując:
-Oddawaj, ale już…
-Za nic!- krzyknęła cofając się jeszcze dalej. Westchnąłem i podszedłem bliżej niej. Dzieliło nas dosłownie kilka centymetrów.
-Może… Zróbmy tak że zostanie na próbę trochę i zobaczysz czy nikomu nie wygadam?- zaproponowała dziewczyna. Odwróciłem wzrok analizując całą sytuację.
-Ile czasu?- spytałem zabierając Scarlett swój telefon.
-Dwa tygodnie?- odpowiedziała pytaniem.
-Tydzień- poprawiłem ją odkładając telefon na szafkę nocną. Dziewczyna ucieszyła się.
-To co może idziemy do stajni? Zdaje mi się że twój kuc bardzo za tobą tęskni.- zapytałem z uśmiechem biorąc czyste ubranie i bluzę. Było dziś bardzo gorąco więc nie zamierzałem zakładać dziś koszulki.
-Okey. To ja też się przebiorę- odpowiedziała Carry wstając po czym wyszła z pokoju.  Wszedłem do łazienki, przebrałem się i odświeżyłem. Kiedy wyszedłem miałem jeszcze czas rozpakować walizkę. Kiedy skończyłem dziewczyny nadal nie było. Wstałem i podszedłem do szafki nocnej w której schowałem pistolet. Wyjąłem go po czym schowałem do kieszeni bluzy.
-To idziemy?- usłyszałem głos Scarlett za plecami. Nawet nie zauważyłem kiedy weszła i pewnie widziała jak wkładam broń do kieszeni. Pokiwałem twierdząco głową i ruszyłem za dziewczyną. Gdy wyszliśmy na korytarz spytała:
-Mogę twoją bluzę?
-Tak, jasne.- powiedziałem podając jej bluzę kompletnie zapominając że włożyłem tam broń.

Lett?

od Rekera cd. Irmy

Kiedy rozmowa z wujkami tylko się skończyła szybko poszedłem do swojego pokoju. Pytacie czego dotyczyła rozmowa? No Matt dowiedział się o ataku snajperskim na mnie i niesamowicie to przeżywał jakbym zaraz miał umierać! Cóż nie dziwiłem mu się, iż się o mnie martwi, bo tak samo jak Maks chce dla mnie dobrze, lecz czasami mi się zdaje, że troszeńkę przesadzają... Po drodze do swojego pokoju zahaczyłem jeszcze o kuchnie gdzie wziąłem sobie Croissant z nadzieniem w postaci dżemu truskawkowego. Mówię wam pyszności, którymi nikt raczej nie pogardzi! W między czasie przypałętał się też Lord, którego od razu wpuściłem jako pierwszego przez drzwi moich prywatnych czterech ścian. Pies jak zwykle położył się na łóżku i mrugając oczami sapnął głośno jakby wykonał jakieś najtrudniejsze zadanie świata! Ostrożnie i po cichu zamknąłem drzwi oraz rozejrzałem się po znajomym wnętrzu swojego zacisza.
http://design.syrupdenver.com/wp-content/uploads/2014/08/Grey-Paint-Ideas-For-Bedroom.jpg
Do dziś pamiętam dzień kiedy wujek zabrał mnie wraz z siostrą do siebie. Praktycznie wszystkiego się bałem oraz nie chciałem mieć żadnego kontaktu z ludźmi. Jedno podniesienie głosu wystarczyło bym trząsł się jak galareta a podniesienie ręki powodowało u mnie taki zawał, że zdarzyło mi się często z tego wszystkiego tracić przytomność... No nie ukrywam, iż w parze z tym szła rozbita głowa oraz liczne siniaki, do których i tak byłem od bardzo dawna przyzwyczajony. Nie oszukujmy się... Michael zostawił moją psychikę w ruinie, a wszystko uspokoiło się dopiero po kilku miesiącach dzięki pomocy psychologów, leków no i Franczeska, który swoją obecnością bardzo mnie wyciszał przez co potrafiłem nawet na cały dzień zapomnieć o Bożym świecie. Teraz mogę spokojnie stwierdzić, że jest lepiej, ale wolę trzymać w zapasie jakieś resztki tych "magicznych" tabletek, które kiedyś zostały mi zapisane na mój uraz psychiczny. Czy tak trudno zrozumieć moje zerowe zainteresowanie wojskiem? No broń palna jest nawet fajna... samoobronę też lubię, ale bez przesady! Nie mam ochoty łazić w mundurze i mordować innych! Dziadkowie i wujkowie to rozumieją a ten tuman nie! "Zniszczyłeś tradycję" albo "Kolejny nieudacznik w rodzinie" no i jego ulubione "Głupi bachor, który zniszczył nasze dobre nazwisko". Gdybym tylko mógł to pewnie sam bym go zabił, ale nie mam pojęcia czy w momencie stania przed nim nie opanowałby mnie paraliż... Najlepiej myśleć, ale gdy przychodzi co do czego to pewnie chciałbym zapaść się pod ziemie albo schować za Maksem albo Mattem, którzy pewnie by mnie obronili. No Matthew z Maksiem w wosku byli, lecz zrezygnowali z jakiegoś tam powodu więc chyba się znają na tych sztuczkach i w ogóle... No mojego ojca wywalili na zabity pysk gdy tylko dowiedzieli się o co toczą się rozprawy w sądzie. Niestety panie Blackfrey katowanie własnego dziecka nie jest w ani jednym procencie normalne!
Kiedy stwierdziłem, iż się już napatrzyłem od razu zabrałem z komody pierwszą lepszą piżamę oraz poszedłem się umyć co zajęło mi tylko 10 minut. Później już bez wahania opadłem na miękkie łóżko gdzie od razu wtuliłem swoją głowę w koc z mikrofibry a moje kochane psisko samo swoim cielskiem się do mnie przybliżyło oraz zasnęło od razu.
Dzisiaj miałem ciężką nockę, gdyż nie mogłem zasnąć. Kręciłem się jakby łóżko mnie parzyło i nawet tulenie się do mojego Lorda mi nie pomagało. Psisko spało w najlepsze więc moje rzucanie się z boku na bok nie robiło na nim wrażenia chociaż czujny pewnie był i w razie czego ochroniłby mnie przed zagrożeniem w postaci na przykład człowieka z nożem... Kiedy w końcu w okolicach północy nie dawałem już rady ubrałem się w normalne rzeczy i po pogłaskaniu psa po głowie poszedłem do Irmy, ale jak się okazało pokój był pusty co mnie zmartwiło... "Może też nie mogła spać?" - pomyślałem rozglądając się dookoła oraz zastanawiając się gdzie mogłaby pójść. W końcu po pięciu minutach oświeciło mnie, iż mogła być u Alkatrasa dlatego pokierowałem się od razu do stajni gdzie prawie wszystkie konie spały. Pizarro jednak czuwał i był jakiś taki niespokojny... Podszedłem na spokojnie do jego boksu oraz pogłaskałem go po jego ślicznym łbie na co zmrużył oczy, ale szybko wrócił do obserwowania wejścia do stajni.
- Z wujkiem jest coś nie tak? - zapytałem na co parsknął i trącił mnie głową - Będzie dobrze - dodałem, ale ten chyba tak nie uważał dlatego westchnąłem oraz zacząłem szukać Irmusi co nie zajęło mi długo, gdyż znalazłem ją przy Alkatrasie a dokładnie to w jego boksie. Ukochana spała na brzuchu kasztana, który ją ogrzewał oraz pilnował by nie stała jej się krzywda. Był to taki słodki widok, że aż im fotkę cyknąłem z czego kasztan średnio był zadowolony, lecz wolał pilnować swojej pani zamiast stroić na mnie fochy. Chciałem już budzić niebieskooką by zabrać ją do domu, gdyż i tak mogła się tutaj przeziębić, ale słysząc, że ktoś się zbliża wskoczyłem do bosku Ser Contesa, który całkowicie mnie zignorował a ja niepewnie wyjrzałem lekko z boksu i zobaczyłem wujka Maksa! Był strasznie nie wyspany i miał brudną buzie najprawdopodobniej od nutelli z czego śmiać mi się chciało, bo on praktycznie nigdy się nie brudzi! Nefaria widząc jego trochę zły humor poskubała mu trochę włosy z czego się zaśmiał i ją pogłaskał. Ogier był trochę zazdrosny dlatego specjalnie zwracał na siebie więcej uwagi. Wujek szybko osiodłał Pizarra i założył sobie na łeb kask po czym wyprowadził ogiera ze stajni i chyba udał się na parkur. "Trenuje się skoki?" - pomyślałem wstając i wychodząc z boksu siwka, który od razu zamknąłem. Chciałem już iść zobaczyć jak wujek skacze, ale zobaczyłem, że Irmuś się budzi więc poczekałem za nią oraz wyjaśniając jej wszystko poszliśmy po podglądać wujka. Skakał on nieźle, ale robił błędy, które od razu z cichym śmiechem komentowaliśmy. W końcu po około 45 minutach nas zauważył i zmierzył zmęczonym wzrokiem.
- Idźcie spać - mruknął przecierając oczy.
- Nie - burknęła Irma i już miała iść do Alkatrasa, ale złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę willi - Co robisz? - zapytała patrząc w moje oczy.
- Idziemy spać, bo jestem zmęczony i chcę być już z tobą w łóżku - stwierdziłem szczerząc się i pokazując swoje białe jak śnieg ząbki. Szliśmy właśnie korytarzem prowadzącym to naszych pokoi. Nie wiem czy Irmusi będzie bardziej wygodniej u mnie czy u niej, ale ja się dostosuje. Byłem tak zamyślony, że prawie nie kontaktowałem ze światem... Byliśmy już bardzo blisko, ale nagle usłyszałem jak szyba w oknie zostaje zbita a potem Irma upadła na ziemię i zaczęła krwawić z ramienia! "Snajper!" - pomyślałem zdenerwowany kucając obok niej i tamując krwotok.
- Irmuś spokojnie - rzekłem widząc wymalowany wyraz bólu na jej pięknej twarzy. Na szczęście szybko zjawił się wujek Maks i to on zaczął szybko działać...

< Irma? :3 No i mamy to xd>

środa, 21 czerwca 2017

od Irmy cd. Reker

Byłam przerażona! Ten typ był jeszcze bardziej przerażający od tego Maksa! Popędzałam Alkatrasa cały czas i właściwie nie wiedziałam gdzie już jadę! Byłam jak zwierze uciekające w popłochu przed myśliwym i jego psami… Wiem tylko że przeskoczyłam nad jakimiś autami, a później przez mur ale nie wiedziałam za bardzo co się dzieje dookoła mnie. Jedną myśl jaką miałam wtedy w głowie była „Uciekać! Uciekać jak najszybciej!”. Ten typ przypominał mi jakoś moich jeszcze niedoszłych zabójców. Zwłaszcza tych co mnie wtedy porwali z poprzedniej akademii. Tyle że tamci byli też handlarzami żywym towarem, a ja miałam im posłużyć dodatkowo jako zabawka. Było ich wtedy dwóch, choć jeden mnie chyba bardziej przerażał, gdyż kopał mnie i ranił z uśmiechem. Nie obchodziło go jak bardzo ranna jestem, dla niego się liczyło tylko to żeby mnie zgwałcić i zaspokoić swoje seksualne pragnienia! Drugi był… Właściwie to ten drugi typ mnie nie bił, co było tylko jedynym plusem, ale tez chciał żebym posłużyła mu do tego samego. Chciał mnie sobie przywłaszczyć i bawić się mną w najlepsze. Psychole! Wszędzie psychole! Pamiętałam jak mnie wtedy skrępowali i wrzucili do bagażnika jak jakąś szmacianą lalkę… Przez to rozbiłam sobie głowę, a ręce i nogi sobie poharatałam do krwi przez grubą linę, jaką byłam wtedy związana. Knebel w ustach natomiast wtedy tylko sprawiał że się dusiłam, zwłaszcza w bagażniku, gdzie nie było dostępu do świeżego powietrza. Boże pamiętam to jak dziś! Później jeden z nich, ten co mnie tłukł do krwi, zabrał mnie brutalnie i rzucił o ścianę do ciemnego pomieszczenia gdzie nie było ani światła, ani okien. Po prostu ciemność! Prawie dwa razy zostałam zgwałcona, lecz za pierwszym razem uratował mnie wspólnik tego damskiego boksera, poprzez zabicie go, gdyż nie chciał się dzielić gwałtem na mnie. Byłam jego zdobyczom. Jego trofeum, które chciał skosztować, niczym lew który upolował gazelę i teraz musiał się wgryźć w jej gardło… Pamiętam jeszcze jego ohydny dotyk na mojej skórze. Głaskał mnie po policzku wtedy, lecz nie miałam jak się bronić, gdyż byłam związana to raz, a dwa tamten pierwszy podał mi jakiś narkotyk, przez co byłam otumaniona i nie do końca wiedziałam co się ze mną działo… I wtedy kiedy i on miał mnie zaraz zgwałcić, wkroczyła policja, która go zabiła bo nie chciał się poddać i strzelał do nich, a ja zostałam szybko zabrana do szpitala… Od tamtego czasu, program ochrony świadków, wyszkolił mnie w ucieczce oraz wpoił że nie mogę nikomu ufać, lecz postawcie się na miejscu takiego człowieka jak ja! Możesz próbować z nikim nie rozmawiać, nikomu nie ufać, lecz prawda jest taka że i tak w końcu pękniesz, gdyż odizolowanie się od reszty nie leży w ludzkiej naturze! Człowiek ma instynkt stadny podobnie jak konie czy też inne zwierzęta żyjące w grupie. To się nigdy nie zmieni, a człowiek che komuś zaufać, by chociaż przy kimś poczuć się odrobinę bezpieczniej… Ciągłe obracanie się za siebie czy ktoś za Tobą przypadkiem nie idzie i nie próbuje cię zabić, te nieprzespane noce w których budzi Cię każdy, nawet najdrobniejszy szmer, to istne piekło za życia! To ciągłe przemieszczanie się z jednego miejsca w drugie, by Cię nie namierzyli… By nie wpadli na Twój najmniejszy, najdrobniejszy ślad jest jak nieustający horror, tyle że to Ty grasz główną rolę i tu naprawdę chodzi o Twoje życie lub śmierć, o które trzeba samemu zawalczyć, gdyż program ochrony świadków nie uchroni Cię do końca… Może Cię wyszkolić, ale nie da stu procentowej ochrony dwadzieścia cztery na siedem. Jesteś zdany na siebie oraz na swoje umiejętności jakie Ci wpoili. Jednak wracając do rzeczywistości… Reker mnie jakoś wyłowił, gdyż ja byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie nawet wydostać się na brzeg! Po prostu jakbym doznała szoku i koniec! Pa pa Irma! Bul bul bul z rybkami… Jeśli są tam jakieś rybki oczywiście… Mniejsza! W każdym razie mnie wyłowił i starał się jakoś uspokoić, a ja po dłuższej chwili zaczęłam kontaktować co się ze mną dzieje, gdzie jestem oraz kto ze mną jest. Powoli zaczynały do mnie docierać jego spokojnie, ciepłe słowa żebym jakoś się uspokoiła. Dopiero po chwili dotarły do mnie jego ostatnie słowa. Czułam się dosłownie jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki ktoś zdjął barierę przez którą nic nie mogłam wcześniej usłyszeć. Poczułam jak słuch mi się wyostrza, mimo szumu w uszach z powodu szalejącej szybkości krwi, tłoczonej do mojego serca co było wynikiem działającej adrenaliny.
- Nie chcę… - powiedziałam kuląc się mu na rękach – Chcę tu zostać! - dodałam.
- Możesz się znowu przeziębić tutaj Irmuś… - powiedział przejęty.
- Ale ja się boję tam wracać Reker! - szepnęłam trzęsąc się, a on znowu starał się mnie uspokoić i przekonać, że jego drugi wujek jest również niegroźny. W końcu po jakiś piętnastu minutach uległam i wróciliśmy do willi Maksa, ale chodziłam po cieniach i właściwie dłuuuuugo siedziałam w boksie Alkatrasa, czyszcząc go samodzielnie, gdyż to mnie uspokajało. W końcu gdy była już godzina 19:30 Reker zaciągnął mnie jakoś na kolację, lecz na szczęście Maks zjadł z tym całym Mattem wcześniej, więc nie musiałam się znowu obawiać tego typa. Wystarczało mi że Maksa się nadal nieco cykałam! Na kolację zjedliśmy pizzę, więc normalne jedzenie a nie jakieś kraby czy coś… a następnie każde z nas poszło do swoich pokoi, a Maks natomiast złapał Rekera bo coś tam od niego jeszcze chciał, więc sama poszłam do swojego pokoju po tych krętych korytarzach i labiryntach, ale w sumie ta „podróż” do mojego pokoju mi pomagała zająć myśli. Po około dziesięciu minutach w końcu dotarłam do swojego pokoju.
https://archzine.fr/wp-content/uploads/2015/11/tete-de-lit-captionn%C3%A9e-en-cuir-gris-et-lustre-blanche-moquette-beige-dans-la-chambre-a-coucher.jpg
Był ładny i przytulny, ale jakoś się strasznie kręciłam… Nie mogłam spać! Nawet podczas kąpieli byłam niespokojna, co mnie zdziwiło, gdyż kąpiel zawsze mnie rozluźniała, a tu teraz byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. W końcu nie wytrzymałam i o godzinie 22:58 wstałam z łóżka, przebrałam się w normalne rzeczy, otworzyłam okno i za pomocą parkuru dostałam się do stajni, gdzie oczywiście po cichu się dostałam, a swoje kroki skierowałam do Alkatrasa, który natychmiast rozpoznał nawet moje cichu że kroki i wyjrzał łbem ze swojego boksu by się upewnić że to ja.
- Cześć koniku – szepnęłam do niego, a on zarżał cichutko na powitanie, jakby nie chciał obudzić reszty końskich śpiochów. Dałam mu parę kosteczek cukru i weszłam do jego boksu, zamykając go i usiadłam na ziemi w kącie, gdzie Alkatras nieco zdziwiony zaczął mnie wąchać ale nie miał nic przeciwko temu ze byłam jakby w jego pokoju do odpoczynku. Wtedy Alkatras zrobił coś dziwnego, gdyż położył się obok mnie, jakby tym samym gonił mnie spać! Położyłam się na jego brzuchu i był dla mnie niczym grzejąca poduszka, oraz moim wiernym strażnikiem. Czasami kasztan okrywał mnie własnym łbem jakby chciał mnie ochronić przed zimnem otoczenia. W końcu sama nie wiem kiedy, zasnęłam spokojnie przy Alkatrasie bo wiedziałam że przy nim jestem bezpieczna.

< Reker? ;3 >

od Rekera cd. Irmy

Kiedy byliśmy już prawie na padoku zobaczyłem, że Irma spojrzała w stronę bramy wjazdowej i zaczęła cała drżeć! Alkatras też nagle stanął w miejscu więc zmartwiony tym wszystkim podążyłem za wzrokiem mojej dziewczyny i spojrzałem w to samo miejsce gdzie stał wujek Matt! No nie spodziewałem się jego wizyty, bo zazwyczaj się zapowiada tygodniami a tu nagle takie coś. Miałem już mówić Irmusi by się go nie bała, ponieważ i ten wujek jest niegroźny, ale ta nagle zerwała się na Alkatrasie do cwału i przeskoczyła w pięknym stylu dwa samochody Maksa, który o mało zawału nie dostał a następnie płot posiadłości kierując się do wykupionego przez wujka lasu. Nie chcąc by dziewczyna zrobiła sobie krzywdę pogoniłem szybko Arrowa oraz zrobiłem to samo. Karusowi się to chyba spodobało, bo tylko takie atrakcje zazwyczaj miał Franczesko gdy zwiewałem instruktorom z lekcji, ale muszę przyznać, że przez samochody Maksia nigdy nie skakałem, lecz jest to bardzo przyjemne i chyba będę robił to częściej o ile mnie wcześniej wujaszek za to nie dopadnie!
- Irma czekaj! - krzyknąłem za nią, ale ta mnie nie usłyszała więc pewnie ogarnęła ją niezła panika. Martwiłem się o nią strasznie i Arrow to musiał wyczuć, gdyż mój biedaczek się nie oszczędzał i gnał przed siebie jakby się za nim paliło - Irmuś zatrzymaj się! - wołałem za nią rozpaczliwie przeskakując nad przewalonymi drzewami.



 Nawet nie wiem kiedy, ale zapędziliśmy się w sam środek lasu! Było tu oczywiście trochę więcej plątaniny między drzewami dlatego zwolniłem do stępu by Arrowowi przypadkiem nie stała się krzywda. Niestety w tym gąszczu musiałem zgubić moją niebieskooką piękność, ale nie miałem zamiaru się poddać i zawrócić! W końcu byłem jej chłopakiem i chciałem dać jej potrzebną ochronę oraz wsparcie, którego potrzebowała.
Nie miałem pojęcia jak to się stało, ale gdy tylko usłyszałem jak ciało wpada do wody zerwałem się w stronę zachodnią i jak najszybciej dostałem się na otwartą przestrzeń gdzie zobaczyłem jak Irmusia wpadała do stawu, bo pewnie Alkatras przez to zabójcze tępo nie zdążył wyhamować na czas. Nie zastanawiając się długo zeskoczyłem ze swojego wierzchowca i od razu wyłowiłem ukochaną ze stawu przytulając jej drżące ciało mocno do siebie.
- Już kochanie... Ci... spokojnie... jestem tutaj... - mówiłem uspokajająco głaszcząc ją po głowie, ale gdy to przynosiło słabe efekty od razu ją pocałowałem - Kotek nie bój się - rzekłem po chwili - To był mój drugi wujek... Wiem może wydaje się straszny, ale to łagodny baran więc się go bać nie musisz kochanie - mówiłem cały czas tuląc ją do siebie przez co zaczęła się jakoś rozluźniać. Kiedy była już całkowicie spokojna pogłaskałem ją po plecach oraz pocałowałem w głowę i zabrałem na ręce - To co wracamy? - zapytałem spokojnym tonem, uśmiechając się do niej łagodnie.

< Irma? :3>