sobota, 14 stycznia 2017

od Viktorii cd. Rusha

Nie czułam nic. Po prostu czułam pustkę. Widziałam wściekłość w oczach Rusha ale nie reagowałam.  Chłopak spojrzał na mnie ale ja wodziłam nieobecnym wzrokiem po Akademii. Ściągnęłam zbyt mocno wodze  i Baton wierzgnął, o mało nie spadłam ale nie interesowało mnie to. Czułam się podle. O ile cokolwiek czułam. Czy ja jeszcze istnieje? Czy to tylko pieprzone złudzenie?
Dojechaliśmy do stajni, zsiadłam z Batona i zdjęłam z niego  sprzęt i odłożyłam. Baton był dzisiaj strasznie grzeczny. Wszedł do bosku a ja zamknęłam zasuwę za nim. Podeszłam do boksu North i przytuliłam się do mojej kochanej klaczy. Klacz położyła się i zasnęła. Chciałam spać ale się bałam...  Usłyszałam ciche skrobanie w drzwi; Tene. Wpuściłam ją i uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam że moja mała kulka futra jest w pełni sił. Kiedy Tenebris ułożyła się  na moich kolanach (tak dokładnie położyła łeb) ogarnęła mnie senność. Było wcześnie ale natłok wydarzeń nie dawał mi spokoju.
***
Obudziłam się otulona kocem. Tene nadal spała na moich kolanach ale nie było North! Chciałam zacząć panikować ale w porę zauważyłam kartkę od Rusha.
"North jest na pastwisku, nie martw się". Zrobiło mi się cieplej na sercu. Nie wiem czemu ale kiedy ten... To coś mnie pocałowało... W głębi duszy, kiedyś czułam coś do niego. Ale to już przeszłość. Kiedy zauważyłam smutek i wściekłość wtedy na twarzy Rusha, poczułam że miał nadzieje na coś więcej niż przyjaźń. Zawiodłam go tym wszystkim. Musiałam go przeprosić co nie było w moim zwyczaju.
-Rush?- wyszeptałam gdy weszłam do boksu Silenta. Zastałam go tam, chłopak popatrzył na mnie ale po chwili odwrócił wzrok...- Przepraszam za tamto, powinnam była Ci to wszystko wytłumaczyć.
Chłopak pokiwał głową, wiedziałam że oczekiwał na historię.
-Thomas, czyli ten który mnie pocałował, chodził kiedyś ze mną w liceum. Zerwałam z nim gdy przenosiłam się do Dressage. Ten drugi, męczył Gwiazdkę razem z Aleu.
-Ale.. czego od Ciebie chcieli? - myślałam że powie to szorstko ale zabrzmiało to miękko i ciepło...
-Wiedzieć o North. NorthWish była kiedyś czołową klaczą z prestiżowej hodowli, sprzedano ją bo była zbyt "dzika i krnąbrna". Trafiła do mnie i jeszcze przed przyjazdem tutaj brałyśmy udział w zawodach. Zarabiała rocznie około 20 000... Wszystko poszło na Dressage, sprzęt i Gwiazdę. Alex brał udział  w zawodach ale mu się znudziło. Wolał kraść konie, które zamęczał na zawodach. Gdy już nie zarabiały tyle ile wcześniej po prostu sprzedawał je do rzeźni. Thomas nie był taki jak on ale się taki stał przez niego. To on związał mi tak ręce i to on rozciął tak policzek. Szczerze mówiąc kochałam go kiedyś... Ale teraz wiem że jest parszywą świnią. -dodałam chłodno i zakończyłam swoją opowieść. Usiadłam koło chłopaka i pogłaskałam Tene i Sky równocześnie, przytuliły się do siebie na co zaśmiałam się. - są  z tej samej stadniny co Aleu.. Pytałeś czemu z nią trenuje? Dyrektorka uznała że Aleu nauczy mnie porządnie jeździć... I jeszcze musi mieszkać w MOIM pokoju... - powiedziałam trochę cieplej. Chłopak uśmiechnął się równie ciepło. Uznałam że zostanę z nim na te noc w boksie Silenta. - Wiem co czułeś kiedy mnie pocałował. Nie należę do niego...


>Rush? ^^ <

od Rusha cd. Viktorii

Poranek był dość chłodny... okazało się, że zasnąłem u Sil'a i dodatkowo ktoś przykrył mnie puchatym kocem, uśmiechnąłem się lekko. To na pewno Tori, kątem oka spojrzałem jeszcze na siwka, który drzemał w najlepsze. Na szczęście zaczynał czuć się coraz lepiej...
Gdy postanowiłem pójść do pokoju, aby zmienić ubrania Scream zarżał niespokojnie i zaczął się podnosić. Na początku stwierdziłem, że trzeba go powstrzymać, żeby nie zrobił sobie krzywdy, ale w jego oczach dostrzegłem jedynie wolę walki i determinację... ani śladu bólu. Odsunąłem się nieco, podczas gdy Silent gwałtownym ruchem stanął na własne nogi i zarżał radośnie. Uśmiechnąłem się podając mu przekąskę, wychodząc pogłaskałem także North, która jak mi się wydawało, naprawdę mnie polubiła...
***
Po przebraniu się w jakieś bardziej odpowiednie ciuchy i porządnym prysznicu, postanowiłem przespacerować się do Tori... Ostatnio naprawdę lubiłem spędzać z nią czas.
To co zobaczyłem na miejscu wywołało u mnie niepokój, a wręcz przerażenie, wyłamany zamek w drzwiach i ubłocone ślady na dywanie... pokręciłem głową wściekły i pobiegłem do właścicielki, która jak się później okazało nie widziała mojej księżniczki od wczorajszego wieczora. Ruszyłem w kierunku stajni i zająłem się siodłaniem Batona oraz Jabłonki, z którą wspólnymi siłami udało mi się dojść do porozumienia. Gdy konie były gotowe, podążyłem kłusem w stronę jeziora. Byłem naprawdę mocno zaniepokojony, ale miałem cichą nadzieję na to, że może jednak wybrała się na spacer... nadzieja matką głupich
***
Stępując po polnej drodze uważnie "badałem" teren wzrokiem. Już miałem zawołać ale coś, a dokładniej "ktoś" przykuł moją uwagę. Z zaciekawieniem ruszyłem w stronę osób, które siedziały na soczystej trawie. W chwili gdy miałem zapytać o to, czy widzieli Tori... zamarłem.
Ona właśnie tam siedziała, a do tego... kim był ten chłopak?! Pocałował ją, tak po prostu. W tamtym momencie poczułem się dziwnie... jakby ktoś uderzył mnie prosto w brzuch jakimś ciężkim, tępym narzędziem... Ogarnij się Rush- nakazałem sobie w duchu- To przecież tylko przyjaciółka, powinieneś chcieć jej szczęścia. Racja, powinienem... ale w głębi duszy miałem durną nadzieję na to, że staniemy się kimś więcej niż przyjaciółmi. Śmieszne ale prawdziwe, już miałem zaśmiać się sam z siebie, ale w ostatniej chwili Tori obróciła głowę i zaskoczona spojrzała na mnie.
W tamtym momencie zamarłem. Czy ona płakała, boże czy ja znowu widziałem krew? Nie zważając na sytuację, zeskoczyłem z Jabłonki i ruszyłem w ich stronę. Złapałem chłopaka za kaptur bluzy zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, posłałem jeszcze dziewczynie spojrzenie przepełnione współczuciem i bólem, chociaż miałem nadzieję, że tego drugiego nie zdołała zauważyć
- Księż... Victoria, na Batona- poprawiłem się i spojrzałem na jej nadgarstki... były poobcierane, musiała być związana
Chciałem mocno ją przytulić, zapytać co się stało, ale szybko zorientowałem się, że trzymany przeze mnie chłopak chwycił mnie za rękę. Syknąłem z bólu, gdy rany po wczorajszej akcji z drutem ponownie się otworzyły...
- Kim ty do cholery jesteś i dlaczego miałeś czelność ją tknąć?!- wrzasnąłem, starając się opanować chociaż w stopniu minimalnym
Chłopak uśmiechnął się wrednie i pokręcił głową w rozbawieniu, mocniej ściskając moją rękę...
- To moja dziewczyna, moja miłość...- zachichotał, a mnie zatkało... co on pieprzył?
Miałem ochotę go rozszarpać, rozerwać na drobne kawałeczki...
Nie wytrzymałem i wymierzyłem mu soczystego sierpowego prosto w tą roześmianą mordę, przez co zachwiał się i upadł na plecy.
Z amoku wyrwał mnie krzyk Tori:
- Zostaw go Rush, wracajmy do stajni... Trzeba ratować North- zesztywniałem, po tym co jej zrobił miałem go zostawić...?
- Jeśli jeszcze raz zobaczę cię w jej pobliżu... zapamiętasz to raz na zawsze- syknąłem i ruszyłem w stronę dziewczyny
- Jedziemy- powiedziałem chłodno, dosiadając Jabłonki
- Powiedz mi co się stało, dlaczego jesteś zraniona... i co się dzieje z North?- zapytałem, gdy galopowaliśmy w kierunku stajni
> Tori?<

od Viktorii- Zawody- Cross i ujezdzenie

Jak najszybciej zaplotłam North warkocze i zrobiłam kłosa z ogona. Jason już czekał w aucie. Zabrałam sprzęt na zawody  i wprowadziłam ją  do przyczepy. Klacz przestała kuleć co bardzo mnie cieszyło. Nie wybrałam najtrudniejszej trasy bo mogła sobie coś zrobić.
-Zdrzemnij się, mamy jeszcze 3 godziny jazdy.- pokiwałam głową i oparłam się o szybę. Oglądałam pastwiska  gdzie pasły się konie, widziałam uczniów jeżdżących z instruktorami i wiele innych... Uznałam że jednak zasnę. Udało mi się dopiero 30 minut później. Nie pamiętam co mi się śniło.
***
Wybiegłam jak oparzona z auta i pobiegłam do przyczepy gdzie stała North. Wyprowadziłam ją i szybko osiodłałam. Jason załatwił mi już numer startowy. Startowałam jako 3...
Czyli jeszcze jedna osoba i jadę. Szybko obejrzałam tor. Rozgrzałam North która tylko raz odmówiła skoku.
-Numer 3 proszony jest o ustawienie się na linii startu!- głos spikera niósł się po polach. Podjechałam i czekałam na dźwięk dzwonka startowego który rozległ się po paru sekundach. North wystrzeliła jak z procy ale pierwsze kroki były niestabilne bo chyba jeszcze odczuwała ból w nodze. Po chwili wyrównała krok i przeskoczyła prawie wszystkie przeszkody, pobijając czas 2 osoby.  Wyszło na to że na razie mamy 2 miejsce.
****
W oczekiwaniu na wyniki wzięłam jeszcze udział w zawodach z ujeżdżenia. Wygrana była w kieszeni. Prawie żaden koń nie zrobił lewady więc uzyskałam dodatkowe punkty. Spiker ogłosił wyniki od razu.
-Jas! Mam PIERWSZE MIEJSCE! - zapiszczałam a chłopak ucieszył się i rozsiodłał mi North.
Byłam coś zjeść i obejrzałam jeszcze kilka przejazdów. Informacje o naszych miejscach w crossie mieliśmy otrzymać mailem.

piątek, 13 stycznia 2017

od. Viktorii cd. Rusha

Cholera. Ta kutwa Aleu im wygadała... Wróciłam cała spięta, ogarnęłam Batona i Jabłonkę, zaszłam do mojego pokoju po koc i gorące napoje dla Rusha. Wreszcie miałam przyjaciela który nie był taki jak reszta. Szczerze mówiąc bałam się iść do mojego pokoju... Chłopak trzymał łeb Silenta na swoich kolanach, obydwoje drzemali. Położyłam to wszystko koło niego i przykryłam ich kocami. Zostawiłam też latarkę i karteczkę. Poszłam, tak dokładniej pobiegłam przerażona do mojego pokoju. Włączył się dzwonek mojego telefonu, najwidoczniej dostałam SMS'a
"North albo ty. Wybieraj" przeraziłam się tym. Wiedziałam że byli do tego zdolni. Albo przyjdą w nocy mnie zabrać i Bóg wie co zrobić.. Albo co gorsza skrzywdzić North. Umyłam się zamykając drzwi na cztery spusty i zestresowana położyłam się spać.

***
obudził mnie zapach, kawy? Takiej zwietrzałej kawy. Wzdrygnęłam się gdy zorientowałam się że nie mogę ruszać rękami. Chciałam krzyczeć ale jakaś apaszka wsadzona w moje usta i przewiązana mi to uniemożliwiała. Zaczęłam panikować bo nie wiedziałam co się dzieje. Z moich oczu nagle zniknęła ciemność i uderzyła mnie jasność i zapachy koni.
-Więc jednak wybrałaś te pierwszą opcję?- usłyszałam zimny i cichy ton.
-Nie poznajesz nas... moja droga? - wszystko sobie przypomniałam. To oni dręczyli mi North i Gwiazdę. mnie też... Wiedziałam że są zdolni do wielu rzeczy... O  dziwo był tam też chłopak z którym chodziłam w liceum.
-Ty też?!- zaczęłam płakać, zaczęłam się bać o siebie... Ale bardziej o North.
-Viki.. Ja..
-Nie!- przerwano mu... chciał mnie przytulić?
W pewnym momencie poczułam coś ciepłego i lepkiego na moim policzku.. Krew? Kiedy zorientowałam się co robią, poczułam ostry ból w tym miejscu.
-Gadaj!
-A.. Ale o czym?!- wyszeptałam
-NorthWish.
-Moja klacz. Wysokie miejsca w zawodach, nie lubi innych.. o to chodzi? - wychrypiałam gdy do moich ust wlała się krew. Poczułam mocniejsze ukłucie, tym razem nie do krwi ale bolesne, nad łukiem brwiowym.
-Nie idiotko! Ile zarobiła! Sprzedasz nam źrebaka albo pożegnaj się z Dressage Academy!
-zarabia do 20 000 rocznie... nie wiem czy będzie źrebna! - Alex wyszedł i zostawił mnie sam na sam z Thomasem. Podniósł mnie i wyniósł na pole. Oczyścił mi rany a ja płakałam... Nie wiem już czemu. Po prostu płakałam...
-Vikuś.. Spójrz na mnie... - chwycił mnie lekko za brodę a ja wzdrygnęłam się gdy spojrzałam w te jego oczy w odcieniu głębokiej zieleni... Zrobiłam co kazał..
Patrzył mi w oczy. Wtem zbliżył się do mojej twarzy i mnie pocałował... umazał się krwią ale nie liczyło się to dla niego. Przerażona chciałam go odepchnąć ale się nie dało...
Obejrzałam się i zauważyłam wściekłego a zarazem przerażonego Rusha, dosiadającego Jabłonki i trzymającego wodze Batona.


>Rush? Sry xD<

od Rusha cd. Viktorii

Odwróciłem głowę i spojrzałem na Sil'a, który nerwowo rozglądał się po boksie i poczułem jak moje serce rozsypuje się na miliony kawałeczków. Chciałem uciec od tego wszystkiego i przeszło mi przez myśl nawet to, żeby odejść z Akademii wraz z Sil'em i mieć wszystkich gdzieś. Ale nie mogłem... westchnąłem spoglądając na klacz, która teraz podgryzała mój kaptur, skrzywiłem się.
- Rush?- usłyszałem przyjemny, znajomy głos i nieco się uspokoiłem
- Ale Sil...
- Będzie w dobrych rękach, obiecuję ci to- zaczęła- poza tym rozmawiałam z Cassandrą, powiedziała, że z nim posiedzi- zapewniła, dzięki czemu nieco się rozluźniłem
- Dobrze...- mruknąłem bez przekonania, po czym wyprowadziliśmy konie z budynku
- Jak ona ma na imię?- zapytałem gładząc nieco kapryśną klacz po szyi, Tori lekko się uśmiechnęła
- Jabłonka, ma dość... ciekawy charakter- zapewniła i z lekkim wahaniem dosiadła Batona, który lekko wierzgnął, westchnąłem i wdrapałem się na grzbiet klaczy.
Jechaliśmy w zupełnej ciszy, cały czas myślałem o Sil'u... do tego moje zacne leki przeciwbólowe chyba przestały działać. Całe życie przeciwko mnie- pomyślałem, gdy skręciliśmy w boczną uliczkę
Tori starała się mnie pocieszyć, przynajmniej ja własnie tak to wszystko odbierałem, bardzo miło z jej strony...
- Dziękuję- powiedziałem zupełnie szczerze, gdy konie przeszły w stęp
- Ale... za co?- zapytała lekko zdziwiona, więc wywróciłem oczami
- Za to, że jesteś moją przyjaciółką i mi pomagasz- odparłem naturalnie, dziewczyna lekko się spięła i spojrzała na mnie smutno, odwróciłem wzrok.
- Dlaczego trenujesz z Aleu?- spytałem po chwili ciszy z lekką pretensją w głosie, mimo iż o nic jej nie obwiniałem
Skrzywiła się, nie chciała o tym rozmawiać. Zacisnęła dłonie na wodzach i spuściła głowę. Zanim zdążyła cokolwiek wydusić, postanowiłem jej przerwać
- Nieważne, nie powinienem był pytać- wymamrotałem niechętnie
Ten teren nie był "dobry". Nie chciałem dosiadać innego konia podczas, gdy Scream leżał w boksie zupełnie bez sił. Poza tym robiło się okropnie ciemno
- Jestem beznadziejny...- szepnąłem sam do siebie, mając nadzieję, że Tori nic nie słyszy
Popłakałem się jak małe dziecko z powodu konia... konia który nadał mojemu życiu sens. Konia, który pomógł mi wyjść z depresji.
- Księżniczko... Możemy wracać?- zapytałem bardziej stanowczo, na co skinęła głową
- Chciałam, żebyś się uspokoił...
- Naprawdę dziękuję, że mi pomagasz, nie wiem co bym bez ciebie zrobił- posłałem jej szczery uśmiech
Nagle usłyszeliśmy szelest liści i trzask łamanych gałęzi. Baton lekko wierzgnął, ale Tori opanowała go w idealnym momencie, zmarszczyłem brwi. Za drzewami pojawiły się 2 kasztanowe konie...
- O nie...- szepnęła moja towarzyszka
- Witamy państwa w tę jakże piękną noc- powiedział jeden z jeźdźców i wyszczerzył zęby w paskudnym uśmiechu. Wyglądał na jakieś 20 lat... zmarszczyłem brwi
- Jakiś problem?- rzuciłem chłodno i kątem oka zerknąłem na Tori, nie wyglądała na najszczęśliwszą
- Vikuś, paradujesz sobie sama z jakimś kolesiem po lesie, gdy jest tak późno? To może być bardzo niebezpieczne- mruknął ten drugi
- Odczepcie się ode mnie, Rush... wracamy- powiedziała stanowczo Tori i zawróciła Batona
Byłem ciekawy kim byli i dlaczego Tori tak bardzo nie chciała z nimi rozmawiać. Katem oka zauważyłem jeszcze logo tamtej stadniny z której pochodził ta szmata Aleu. Ogarnęła mnie wściekłość... Z trudem udało mi się opanować... Ale jeśli któryś z nich spróbowałby zrobić coś mojej przyjaciółce... musiałby szukać dobrego chirurga...
> Tori?<

od Viktorii cd. Rusha

Chłopak podążał za mną przygnębiony a ja wbiegłam do stajni w poszukiwaniu bandaży i opatrunków. Widziałam w boksie tego pieprzonego Kasztana Aleu. Oczywiście właścicielka musiała sobie tam być... Zignorowałam ją i pobiegłam do North o którą opierał się Rush, idąc koło Silent'a. Ogier wszedł do boksu i upadł na siano. Pomimo ran które nie były głębokie, było ich dużo. Szybko zdezynfekowałam rany Screamowi. Chłopak poszedł do pielęgniarki (pod groźbą kastracji...)
Wrócił po chwili a ja bandażowałam mniejsze rany i starałam się zszyć rany... Do boksu weszła Aleu.
-Czego chcesz -warknęłam cicho, uspokajając Sil'a który podniósł łeb- Widzisz co zrobiłaś..?-nadal mówiłam cicho, mogło się zdawać że spokojnie ale ton głosu był zimny.
-Nie wściubiaj nosa w nie swoje sprawy - ten jej pieprzony arogancki ton... musiałam  się powstrzymać żeby nie uderzyć jej w twarz.
-Chcesz powtórki z rozrywki? - ujrzałam w jej oczach strach, który zaraz ustąpił arogancji
-Nie potrzebuję. Pamiętaj że dzisiaj lekcja na Batonie. -powiedziała uśmiechając się- moja droga.
Kuźwa nie. Nie dam rady. Wstałam powoli i kiedy dziewczyna wychodziła z boksu, szarpnęłam ją za włosy i uderzyłam z otwartej dłoni w twarz. Nie dość że prawie zabiła Silenta, skrzywdziła North i przyczyniła się do śmierci Gwiazdy to jeszcze śmie do mnie mówić "moja droga"?!
Silent zaczął wstawać a ja popchnęłam dziewczynę tak że prawie upadła podbiegłam do niego.
-ćśś.... spokojnie kochany... już dobrze - szeptałam, i wtedy do boksu wszedł Rush.
-Nie wiedziałem że się tak czule o mnie wyrażasz.
-Zamknij się - mruknęłam i wyszłam z boksu ogarnąć North. Zabandażowałam jej nogę na wszelki wypadek i wyczyściłam.

***
-CHOLERA JASNA! Baton! - osiodłanie tego konia to nie lada wyzwanie... -ała! -pacnęłam go lekko w chrapy bo ugryzł mnie w otwartą dłoń podczas wkładania wędzidła. Po dobrych 30 minutach męczarni mogłam go wyprowadzić i zabrać w stronę Sraleu..
Wsiadłam na konia jeszcze przed wejściem na wybieg.
-To co Vika? Zaczynamy? -uśmiechnęła się do mnie.
- Zamknij ten parszywy ryj i wydawaj te jebane polecenia. - warknęłam ruszając stępem wokół ujeżdżalni. Zrobiłam typową rozgrzewkę a potem oczywiście (bo nie umiem, przynajmniej według jej) galop na lonży.
Według niej galop na ZŁĄ nogę jest DOBRYM galopem.
Stwierdziła że będziemy skakać. Ją chyba boli dupa albo okres ma...
Zaczynamy od 20? NIE!  od razu 120, bo to ALEU... Kolejna jazda jest moja.
Już najeżdżałam na przeszkodę kiedy usłyszałam krzyk, prawie wrzask Rusha.
-Tori!!!!! chodź tu! Błagam!- dosłownie 4 metry przed przeszkodą zeskoczyłam z pełnego galopu na ziemię nieźle się obijając. Bolało ale co mnie to. Słyszałam jeszcze krzyki Aleu ale ją zignorowałam.
***
-Co się stało?!
-On.. upadł.. w  boksie i... nie chce wstać.- chciałam pocieszyć go ale nie wiedziałam jak. Oddychał równo. Położyłam rękę na jego ramieniu. Kiedy spojrzał na mnie czerwonymi oczami od stresu, zabrałam ją i podeszłam do apteczki dla niego (była koło jego boksu, każdy koń miał prywatną)
i wyjęłam z niej leki przeciwbólowe i kilka maści.
Zgniotłam tabletkę palcami i podałam ją Silent'owi do pyska, zjadł ją nie chętnie. Mam nadzieję że przejdzie mu ten ból. Wysmarowałam kilkoma maściami jego rany i w chrapy wsmarowałam jeden ze środków leczniczych dr. Bacha. Miał uśmierzać ból i rozluźniać. Użyłam tego samego na North i Tene. Chłopak patrzył na to zestresowany.
-Jason!- krzyknęłam a chłopak podbiegł do mnie,
-Popilnujesz naszych koni? W szczególności Silenta. Albo nie, tylko Silenta. -powiedziałam ciepło do chłopaka. Pokiwał głową a ja poinstruowałam go  co ma robić. Baton został w boksie, osiodłałam jeszcze Jabłonkę. Klacz bardzo podobną do Amora ale no dobra. Wyprowadziłam ją i podałam jej wodze Rushowi. Sama miałam w lewej ręce wodze Batona co było ryzykowne bo już podgryzał mnie w ramię.
-Teren na rozluźnienie? -powiedziałam cicho i miękko.


>Rush :3 <

od Rusha cd. Viktorii

Po kilku minutach biegania dookoła jeziora postanowiłem się poddać, więc stanąłem w miejscu i westchnąłem. Ani mi się śniło, żeby ta niezrównoważona psychicznie kobieta dotknęła moich włosów, to było zbyt ryzykowne.
- Księżniczko, z nożyczkami się nie biega- mruknąłem, gdy lekko zdyszana zatrzymała się po mojej prawej stronie. Zmierzyłem ją wzrokiem i posłałem jej lekki uśmiech, odwzajemniła go
- Niestety...- zaczęła- Skoro już cię złapałam to ogarniemy te szalone włosy- dodała i pchnęła mnie w kierunku koca, skrzywiłem się 
- Czekaj... to nie były żarty?- zapytałem lekko przechylając głowę
- A czy ja wyglądam, jakbym miała się śmiać?- mruknęła nieco poważniejąc
Wytrzeszczyłem oczy w wyrazie zdziwienia i przerażenia zarazem, to nie mogło się skończyć dobrze
- Masz kwalifikacje fryzjerskie, prawda Tori?- zaśmiałem się nerwowo- Naprawdę lubię swoje uszy... wolałbym je zatrzymać
Dziewczyna wywróciła oczami i stanęła za mną. Przez krótką chwilę wahała się nad tym czy oprzeć swoje dłonie o moje ramiona, w końcu się na to zdecydowała.
- Obcinałam kiedyś ogon North- prychnęła- Twoje włosy tez są czarne, nie powinno mi to sprawić większego kłopotu- zażartowała... a może powiedziała to poważnie... auć
- Dobra, jak coś popsujesz to ty będziesz narażona na wieczną kompromitację. Będę za tobą chodził już na wieeeeekiiii- przeciągnąłem i czekałem na jej ruch... Boże, za co mnie pokarałeś?
***
Sil i North spacerowały po pastwisku, podczas gdy ja zdecydowałem się na uporządkowanie czapraków mojego siwka. Powinienem utrzymywać większy porządek przynajmniej w jego rzeczach. 
Tori obiecała nakarmić psy, w tym również Sky, która dotrzymywała dziś towarzystwa jej suczce. Uśmiechnąłem się pod nosem, i poprawiłem ręką włosy. Po długich kłótniach i narzekaniach zostały jedynie lekko podcięte, dzięki czemu miałem możliwość oglądania większej części świata niż dotychczas. Spodziewałem się dużo gorszego efektu...
Gdy wnosiłem ostatnią partię "kolorowych szmatek" do siodlarni do stajni wpadła wściekła Tori, która burczała coś niezrozumiałego pod nosem, odwróciłem się w jej kierunku  spojrzałem pytająco...
- Wyobraź sobie, że Aleu podsunęła właścicielce jakże wspaniały pomysł założenia "drutu pod napięciem" na obrzeżach pastwiska... A wszystko po tej sytuacji z Batonem- zaczęła wkurzona- To głupie
Odłożyłem ekwipunek i położyłam jej pocieszająco dłoń na ramieniu... nie byłem zachwycony tym dziwacznym pomysłem, zmarszczyłem brwi
- Jak to drut?
- Normalnie, wyjrzyj na łąkę... jest już rozłożony dookoła... podłączą go dopiero jutro. Musimy coś z tym zrobić- mruknęła i posmutniała, na co pokiwałem głową
- Dziś wieczorem porozmawiamy z właścicielką- odparłem i zauważyłem Cass, wprowadzającą Iratze do boksu. Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, ale dość szybko spoważniała
Przypomniało mi się że jest już późno i należało przyprowadzić konie, zanim zacząłem się odezwać, uprzedziła mnie rudowłosa:
- Miałam w planach przyprowadzić Sil'a i North ale nie widziałam ich przy wyjściu, to bardzo dziwne, o tej porze powinny już czekać przy głównej bramie- powiedziała smutno i potarła nadgarstek, zmrużyłem oczy i zauważyłem krew?!
- Cassie, co się stało?- spytałem z troską i złapałem ją za rękę badając obrażenia, na szczęście to zwyczajne zadrapanie
- To przez ten drut, to dość niebezpieczne... muszę to czymś przemyć
- W siodlarni na stołku stoi płyn dezynfekujący- uprzejmie powiedziała Tori i łapiąc jaskrawo-zielony kantar North, ruszyła do wyjścia, wymownie patrząc na mnie
- My pójdziemy zobaczyć co z końmi, ty idź się zająć nadgarstkiem- wymamrotałem i lekko zaniepokojony ruszyłem za Tori...
***
Szliśmy w dół rzeki, oczywiście mierząc wzrokiem każdy skrawek wybiegu, który do najmniejszych nie należał...
- Boję się, nigdzie ich nie ma. A jeśli znów ktoś kradnie?- po dłuższej chwili odezwała się moja towarzyszka
Postanowiłem wesprzeć ją na duchu, dlatego nie okazywałem zmartwienia, ale w głębi duszy bałem się o Sil'a... Ten koń był moim jedynym przyjacielem...
Zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek zza lini horyzontu wyłoniła się zdyszana North, która jak udało mi się zauważyć utykała na jedną nogę, skrzywiłem się. Pewnie znów ją nadwyrężyła... W miarę gdy klacz się zbliżała udało nam się zauważyć przerażenie ukryte w jej ciemnych oczach. Tori odruchowo złapała mnie za ramię, a kara klacz po kilku sekundach zauważyła naszą obecność. Stanęła dęba i rżąc, obróciła się i pobiegła tam, skąd przyszła
- North!- krzyknęła zdezorientowana dziewczyna
Miałem okropnie złe przeczucia, gwałtownie wciągnąłem powietrze i chwytając swoją przyjaciółkę za nadgarstek, ruszyłem w pogoń za zdziczałą klaczą.
Nie musieliśmy biec długo, zaledwie po kilkunastu sekundach stanąłem jak wryty patrząc na to cholerne ogrodzenie i leżącego Sil'a... zamarłem
- Scream!- krzyk Tori przerwał ciszę z charakterystycznym świstem, a ja jak opętany rzuciłem się biegiem w kierunku leżącego ogiera, nie ruszał się... 
Upadłem na kolana, nie zważając na płacz Tori oraz szamoczącą się North, widziałem tylko Silent'a i ten przeklęty rozerwany drut, który w tamtym momencie oplatał jego ciało... siwa sierść splamiona była krwią, skok adrenaliny spowodował, że zdecydowałem się na radykalny krok...
- Rush!- paniczny krzyk przerażenia Tori nie wywołał u mnie najmniejszej reakcji
Chwyciłem ostry metal i zacząłem ściągać go z konia tak szybko, jak tylko mogłem, nie zwracałem najmniejszej uwagi na to, że krew była wszędzie i jak się okazało nie należała ona tylko do mojego konia. Poczułem czyjeś dłonie, odciągające mnie do tyłu, to była Tori, chciała mnie powstrzymać. Próbowała... 
- Zostaw mnie, muszę mu pomóc!- Wtedy krzyknąłem... chyba pierwszy raz odkąd pamiętam
- Robisz sobie krzywdę, musimy sprowadzić pomoc, sami nie damy rady- załkała, ale jednym ruchem pozbyłem się jej dłoni i powróciłem do zrywania drutów, jęknąłem gdy kolejny z nich przeciął moją dłoń
North nerwowo grzebała w ziemi kopytem i co jakiś czas trącała siwka nosem, poczułem łzy napływające do oczu...
Nagle stało się coś, co dało mi trochę nadziei, Sil zarżał i lekko uniósł łeb, jęknąłem z wielką ulgą, odrzucając ostatnie resztki "ogrodzenia". Ogier chciał wstać, widziałem  strach w jego oczach, bał się... ale żył. 
- Tori, pomóż mi...- szepnąłem, starając się nie popłakać, podczas, gdy dziewczyna pomagała mi go podnieść
Dopiero wtedy, gdy ogier wstał dotarło do mnie w jak opłakanym był stanie. Obrażenia nie były głębokie, ale za to bardzo liczne. Te wszystkie pręgi... sierść zabarwiona na szkarłat, zacisnąłem mocniej powieki i objąłem go za rozgrzaną szyję
Tori płakała, cicho ale jednak. Udało mi się to dostrzec. North natychmiastowo znalazła się obok nas pomagając utrzymać Scream'owi równowagę, powoli ruszyliśmy w drogę do stajni... dopiero teraz zacząłem czuć pieczenie. Wiedziałem, że jak tylko dotrę do Akademii powiem tej szmacie Aleu co o niej myślę...
- Boże, Rush... Twoje ręce i policzek- szepnęła Tori i dotknęła opuszkami palców mojej twarzy, syknąłem z bólu- Wszędzie jest krew- dodała i pokręciła bezradnie głową
- Nic się nie stało, to tylko draśnięcia- wysyczałem niepewny swoich własnych słów, po czym oparłem się o grzbiet North, ryzykując utratą zębów albo ugryzieniem... Ignorowałem to, że koszmarnie kręciło mi się w głowie. 
- Musimy zająć się Sil'em- powiedziałem, gdy wchodziliśmy na dziedziniec stadniny...
>Tori? Trzeba by kunia opatrzyć :V<