Tony miał oczywiście plany na święta. Chociaż w Idaho Falls nie spędził nawet roku, tęsknił za rodzinnymi stronami. Miał dosyć nieznośnej ciszy w mieszkaniu i szumu akademickiego miasta. Na ranczu otaczały go inne dźwięki, krowy, a przede wszystkim znane kąty. Gdyby nie naciski ze strony ojca, na pewno nie ruszyłby się z Teksasu. Przecież po co zmieniać to, co było dobre od lat? Nie był jak Mallory, która nie wiązała przyszłości z rodzinnym biznesem. Kobieta chciała takiego życia. Studiów, aglomeracji i głupich chłopaków. Czystej odwrotności pragnień swojego brata.
- Wracam do domu. - Przełknął kolejny kawałek pizzy. - Ale wiesz, wrócę po nowym roku. - Otrzepał ręce z okruszków. - Krowa będzie musiała tutaj zostać, ale raczej dobrze się nią zajmą. - Nadal nie ufał w pełni obsłudze akademii jeździeckiej. - Pewnie będziemy piec ciasta, ogarniać longhorny, sprawdzę, czy mój pokój nie został schowkiem na szczotki. - Wsparł się na łokciach. - A ty? Jak nie masz planów, mogę zabrać cię ze sobą. - Totalnie nie przejmował się tym, że nie znali się od bardzo dawna. - No weź, ta pizza wcale nie jest taka gorąca - Dodał, widząc, że ten dalej męczy się z temperaturą ciasta.
Arthur? Święta w Teksasie?
piątek, 11 września 2026
Od Anthony'ego cd. Arthura
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.