czwartek, 5 października 2017

od Triss cd. Viktorii

- Viktoria Embress oraz Triss Brown? - jej głos był zimny
- Tak. - powiedziała Vi, stanęłam za nią.
- Co macie na swoją obronę? - spojrzała na nas morderczo.
Spojrzałam z nadzieją na Viktorię, ona jednak milczała, wbijając wzrok w podłogę.
- Słucham...! - dyrektorka niecierpliwiła się.
- M-możemy posprzątać jutro wszystkie boksy. - odezwałam się cicho, nie wiedząc, co innego mogłabym powiedzieć.

- Nie możecie, a musicie. - podkreśliła. - Wszyscy do siebie! - krzyknęła do osób, które siedziały cichutko w pokoju - Następnym razem nie będę tak łagodna. Co wy sobie wyobrażacie?! Wiecie, czym to grozi? To bezczelne, naprawdę. No, uciekać mi, bo jak nie...!
Pokiwałam głową, pożegnałam się szybko  i poszłam do siebie. W pokoju zamknęłam za sobą drzwi, pomiziałam trochę Axela, po czym zwróciłam się w stronę łazienki. Podczas brania prysznicu zastanawiałam się, czy  zrobiłam dobrze, proponując sprzątanie wszystkich boksów. Było ich naprawdę dużo, wiedziałam, że Viktoria nie jest zachwycona tą perspektywą. Postanowiłam jednak nie myśleć już o tym. Wyszłam spod prysznica i ubrałam się w piżamę, po czym poszłam do łóżka, bez problemu zasypiając. 
Rano obudziłam się około dziesiątej, szybko przypomniałam sobie, że czeka mnie fascynująca przygoda z widłami, słomą, taczką i... hmmm, nawozem. Pospiesznie dość ubrałam się i poszłam do stajni, gdzie czekała już na mnie Viktoria. Bynajmniej nie wyglądała na zachwyconą.
Przeniosła swój wzrok na mnie i pokręciła głową.
- Wielkie dzięki. - powiedziała chłodno, jednak z dozą rozbawienia w głosie.
- Do usług. - mruknęłam. - Od kogo zaczynamy?
- Dajesz szkółkowe. Ty to naprawdę  umiesz wyjść cało z takiej sytuacji, nie powiem. I nawet nie musisz potem nic robić, podziw. - powiedziała ironicznie i zaśmiała się krótko.
- Ja wiem, pani Embress. - odparłam poważnym tonem. - Zatem kierujmy nasze kroki ku progom domostwa Jabłoni, aby wszelkie nieczystości z niego wymyć.
- Och, oczywiście, panno Triss. Ubolewam niemiłosiernie nad faktem, iż dane mi cenne godziny  żywota mego spędzić w tej budowli. Jednakże czasu tego nie marnujmy więcej; śpieszmy się do Jabłoni, nie zezwólmy jej wyczekiwać nas ani chwili dłużej, niż to konieczne.
- Twoje słowa prawdę głoszą, wykonajmy to, co nam dane, aby chwil przez palce niczym piasku nie przepuszczać.
Szłyśmy w milczeniu po potrzebne nam urządzenia, niedługo potem stałyśmy już pod boksem Jabłonki.
- Rozpocznij zatem rytuał, towarzyszko; czyż nie dostrzegasz niecierpliwości wypisanej na twarzy jejmości? - zwróciła się do mnie poważnie Viktoria.
- Ależ oczywiście, iż dostrzegam, nie dostrzec jej niemożliwym jest. - Vicz wyprowadziła klacz z boksu, a ja zaczęłam wyjmować przynależne mi owoce pracy jej jelit grubych.
- Doskonale; należne nam w tym wypadku u Skrzącej Się damy. - obwieściła, kiedy zakończyłyśmy pracę nad usuwaniem zanieczyszczeń z domu Dającej Owoce Wiszące Bezwiednie Na Gałęziach.
Jej miejsce zamieszkania obok tej właśnie się znajdowało, powtórzyłyśmy tam rytuał. 125 minut później nasze ścieżki zaniosły nas do jednego przed ostatnim kawalera.
- Ten to  dopiero diabeł wcielony, zdradziecki pomiot szatana samego. Zamiast krewi w żyłach jego muł krąży, powiadam ci; egzorcyzmy najcięższe nie zdołałyby wypędzić demona zamieszkującego skromny umysł jego. Strzeż się, gdyż nie omieszka on  życia ci uprzykrzyć, kiedy tylko okazja zadowalająca się ukaże... spie****ił. - stwierdziła Viktoria, patrząc na otwarte przez nią samą drzwi pustego już boksiu.

Vicz? Za dużo Romeo i Julii, powiadam Ci xD

poniedziałek, 2 października 2017

od Rosalie cd. Silvestra

Wpatrywałam się w oczy chłopaka, na co on się uśmiechnął.
-Właściwie to nie wiem. Chciałem po prostu czegoś więcej się o tobie dowiedzieć.- wzruszył ramionami
- To... miłe. - przyznałam szczerze.
- Ja zawsze chciałem... pojechać rajd na Comodo, upiec ciasto...
- Nigdy nie piekłeś ciasta? - zdziwiłam się i to nie miało, uwielbiałam piec ciasta, ten wspaniały zapach, ja cała upaprana mąką.
- Haha, a czy ja ci wyglądam na gościa, który piekłby ciasta? Widzisz mnie w różowym fartuszku? - chłopak spojrzał na mnie znacząco, na co ja wybuchłam śmiechem. Szczerze mówiąc, komicznie by w nim wyglądał.
- N-nie.. nie wyglądasz... - wykrztusiłam między salwami śmiechu.
- No właśnie. Zatem kontynuuję. - odchrząknął, po czym znowu zaczęłam się śmiać, a Silvester razem ze mną. - Chciałbym też mieć mini kucyka, takiego szetlanda, wiesz?
- Urocze, ale zostałby porwany przeze mnie tuż po tym, jakbyś przywiózł go do stajni. - uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Policja do tego nie dopuści, pójdziesz do więzienia. - spojrzał na mnie triumfalnym wzrokiem.
Prychnęłam z udawaną pogardą ledwo powstrzymując się od śmiechu i odrzuciłam włosy.
- Obawiam się, że policja nic tu nie zdziała. - przymrużyłam oczy rozbawiona. - Ale mów dalej.
- Chciałbym w sumie cały dzień spędzić sam albo z kimś jeszcze, żrąc chipsy, czekoladę i żelki, oglądając głupie filmy i nie przejmując się niczym.
- Ambitnie, ambitnie. - odparłam na to. W sumie mi się taki pomysł podoba.
- Ja wiem. Chciałem  też zaadoptować jakiegoś kociaka, tak dla odmiany. - przyznał. - Właściwie to może wybierzemy się jakoś do schroniska, powyprowadzać psiaki?
- Dobry pomysł. - stwierdziłam z uśmiechem.
- A tymczasem... co byś powiedziała na małą kąpiel?
Nie zdążyłam zareagować, bo już byłam razem z Silvestrem w wodzie. Chłopak chlapał na mnie, próbowałam go odwieść od tego pomysłu jednak skutki były marne.
- Ale woda jest zimna!
- Owszem, jest. - stwierdził z uśmiechem. - Ubrania też będą całe mokre. Ale to jest tego warte.
Po tych słowach chwycił mnie za ręce i pociągnął dalej, żeby wejść głębiej. Śmiałam się i piszczałam, ale po chwili byłam już cała mokra.
- Płyniemy dalej? - wysapał Ves, pokiwałam twierdząco głową.
Płynęliśmy na drugi koniec jeziora, który nie był zresztą daleko. Wyszliśmy na brzeg, była tu ładna, zaciszna plaża. Słońce dziś kończyło swą wędrówkę i majestatyczne barwy nieba odbijały się na tafli wody, co wyglądało niesamowicie.
Niespodziewanie Silvester wyciągnął rękę w moją stronę i położył ją na ramieniu. Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, ale nie wypowiedziałam żadnego słowa. Wtedy chłopak objął mnie całkowicie, na razie jednym ramieniem. Czułam jak odruchowo spięłam wszystkie mięśnie, jednak po chwili rozluźniłam się. Po chwili chłopak przekręcił mnie tak że stałam naprzeciw niego. Silvester przytulił mnie do siebie, jednak zareagowałam inaczej niż początkowo sądziłam. Odwzajemniłam uścisk, staliśmy tak przed dłuższą chwilę.
Nagle Silvester zrobił coś czego się nie spodziewałam. Odsunął się trochę ode mnie, że stałam naprzeciw niego. Spojrzał mi w oczy, zaczął powoli zbliżać się twarzą do mnie, po chwili poczułam jego wargi na swoich i złączyliśmy się w pocałunku. Chciałam na niego krzyknąć, odepchnąć go ,,jak on śmiał?", ale kompletnie mnie sparaliżowało, nie mogłam się ruszyć. Mocno ścisnęłam wargi, mając nadzieję że chłopak zaraz przestanie. Jednak po chwili rozluźniłam je i odwzajemniłam pocałunek. Z jednej strony czułam niewiadome zdenerwowanie, a z drugiej strony Silvester podobał mi się. Jakbym tego chciała, a jednak się tego bała. Pocałunek trwał wieczność, aczkolwiek widać było że żadne z nas nie chce tego przerywać. W końcu jednak oderwaliśmy się od siebie, zdjęłam ręce z szyi chłopaka, chwilę patrzyłam na niego po czym skierowałam się po swoją torbę z zamiarem powrotu do akademii. Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Rosalie?- usłyszałam za plecami, zatrzymałam i odwróciłam się w jego stronę. Vester patrzył na mnie wyczekująco.
-Do zobaczenia o dziewiątej (rano)- uśmiechnęłam się kojąco, by Silvester nie pomyślał że się na niego zdenerwowałam.
-Ale gdzie?
-Zaskocz mnie- uśmiechnęłam się szeroko po czym zostawiając zdezorientowanego chłopaka powoli poszłam po torbę. Gdy już ją odnalazłam, przełożyłam ją sobie przez ramię, a jak tylko zniknęłam za drzewami szybko wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Taksówkarz przyjechał błyskawicznie, szybko powiedziałam mu adres zamieszkania swojej przyjaciółki a po chwili byliśmy już na miejscu. Rzuciłam taksówkarzowi pieniądze z tekstem ,,Reszty nie trzeba" i błyskawicznie zadzwoniłam do drzwi jej bloku, dziewczyna szybko otworzyła wejście. Nie minęła sekunda a już byłam pod jej mieszkaniem, natarczywie dzwoniąc do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi przebrana w błękitną pidżamę, wysoka dziewczyna z kruczoczarnymi włosami i jasnoniebieskimi oczami zwana przez mnie Raven (co po angielsku znaczy kruk jakby ktoś nie wiedział).
-Cześć!- rzuciłam po czym wpadałam do jej mieszkania.
-Kod czerwony- dorzuciłam szybko zdejmując buty i podpierając się o ścianę. Nathalie od razu zrozumiała o co chodzi.
-W łazience, szafka na lewo od umywalki- powiedziała po czym skierowała się do kuchni. Zdjęłam torbę, wpadłam do łazienki, w błyskawicznym tempie się odświeżyłam a gdy wyszłam dziewczyna czekała już w salonie, siedziała po turecku na dywanie obok niej leżały dwa, duże opakowania lodów. Usiadłam obok niej poprawiłam swoją jasno różową pidżamę którą od niej dostałam, nakryłam się kocem i sięgnęłam po lody, które miały smak kawowy.
-No to jak zwie się ten twój rycerz na białym koniu?- zaczęła sięgając po swoje opakowanie lodów, także kawowych.
-Silvester- westchnęłam znad lodów, które zaczęły szybko znikać.
***
-To ma być przyjaźń? Z takim całowaniem?- spytałam oburzona wypowiedzią Nathalie gdy już jej wszystko opowiedziałam.
-Ale źle całował?
-Bosko całował, ale właśnie o to chodzi że tak całował jak nie powinien...
-A jak powinien?
-W ogóle nie powinien! Skoro chce się przyjaźnić no to, to nie ma prawa tak całować
-No to trzeba mu było powiedzieć
-No jak miałam mu powiedzieć, jak mnie całował... A pachniał...-westchnęłam na co przyjaciółka rzuciła mi rozradowane spojrzenie.
-Objął mnie tak, tak, tak stanowczo jak facet ale delikatnie... No ale nie powinien no kurczę no...
-Jasne
-Skoro chce się przyjaźnić to nie powinien tak całować
-Bezwzględnie! Nie powinien! Nie miał prawa, powinnaś zadzwonić i mu to powiedzieć.
-Co ty głupia jesteś?
-Dobra, ja do niego zadzwonię, w końcu jesteśmy przyjaciółkami.
-Mowy nie ma, ani mi się waż!- oburzyłam się na co ona wybuchnęła śmiechem.
-Nie no, Nathalie, kurczę... Wiesz, no skoro on mówi że... A potem... Ja nie wiem- wymieniłyśmy między sobą spojrzenia- Nathalie, co ja mam z tym wszystkim robić, nie wiem!
-Za dużo kombinujesz... Ja rozumiem, jesteś dziewczyną po przejściach ale to nie jest jeszcze powód by marnować najlepszą szansę jaka ci się trafia!
-A skąd ty wiesz że to w ogóle jest jakaś szansa, najlepsza...
-A masz jakąś inną?- spojrzała na mnie z uśmieszkiem- Ja bym brała
-Tak?
-Yhm. Na sto procent- przytaknęła po czym spojrzała na mnie. Zaczęłam się głupio śmiać i delikatnie machać głową na boki.
-Co?
-A bo... umówiłam się z nim na jutro- powiedziałam po czym wybuchnęłyśmy śmiechem obie. Po czym zasnęłyśmy w salonie na kanapie oglądając komedie romantyczne i pałaszując zapasy zamrażarki z lodów.

***



Ves? Mam nadzieję że się podoba xD Przepraszam że tak późno odpisałam i że takie krótkie

Podsumowanie Września

A zaszalejemy! Tym razem podsumowanie zostało zrobione wraz z Huncwotką :>
Uczniowie
Zawitali do nas: Dean, Cassie, Sam, Megan, Ryan. Łącznie daje to 5 osób! Czyżby rekord?
Odeszli od nas -
- Wyrzucona zostaje Lalisa z powodu nie pisania opowiadań od Maja. Pamiętaj, że zawsze możesz do nas wrócić!

 Serie

Aktualne - Wszystkie serie pozostają aktualne!
Rekord słów - ?
Zakończone - Równocześnie z odejściem Rekera i Irmy, ich serie zostały zakończone.
Upomnienia - Lalisa 3/3
 Technicznie

Coś się  nam podupadło z tymi opowiadaniami :/ Trochę ponad 20 opowiadań to nawet nie jest połowa tego na co was stać! W sierpniu naskrobaliśmy 51 opowiadań, uda nam się wbić  60 w październiku?
- Na halloween (jeżeli wyrazicie chęć) zrobię event.
- Dodałam punkt "aparycja" do formularzy. Możecie też opisać głos postaci, zamiast wstawiać link!
- Zostało nam 19 postów do wbicia 300! Damy radę?
- Już niedługo Dressage Obchodzi rocznicę! Jakieś sugestie, co chcielibyście "otrzymać"  z tej okazji?
- Zmieniłam czcionkę w podsumowaniu, by była czytelniejsza :P



Cytat na Wrzesień  
Chcesz dać cytat na kolejny miesiąc? Zgłoś się w komentarzu, na czacie lub howrse :D
UWAGA! Tym razem zamiast cytatu mamy... wiersz autorstwa Rosalie! No i cytacik, żeby zachować "tradycję"

Wiersz:

Chcę być troszeczkę nie jak matce zbyt,
Już nie całować lustra gdy,
Przebywam z sobą, sam na sam,
Boże, ja umrę, sam na sam,
W młodości boli, sensu brak,
Ten czas, niewinność, może skradł,
To błędów i pomyłek wiek,
Czyż pięknie nie miał, jawić się?

Cytat:

Pamiętam że chciałam odejść.
I garścią ziemi się stać.
Pamiętam: -Nie było dobrze!
Po prostu chciałam iść spać.
Pamiętam każdy poranek.
I łzy. Moje gorzkie łzy.
Tak trudno było o uśmiech
I o wiarę w lepsze dni.
O oddech też wtedy trudno;
Powietrze zbyt ciężkie jest,
By jeden malutki człowiek
Udźwignął ciężar ten...



środa, 27 września 2017

od Viktorii cd. Rick'a

- Nie wiem o czym mówisz. - odparł chłopak, wymuszając uśmiech. Powstrzymałam się przed wybuchnięciem niekontrolowanym śmiechem.
- Nie potwierdzaj, że jesteś debilem, tylko mów. - odpowiedziałam twardo. Rick zmierzył mnie ponownie wzrokiem.
- Naprawdę nie wiem. - powiedział, uniosłam brew. - Nie jestem aż takim debilem żeby mówić takie rzeczy dziewczynie którą znam od niedawna. - syknął w moją stronę. Nie no, postarał się z tą ripostą jak ja przy gotowaniu wody.
- Nagle taki inteligentny? No weź, powiedz. - moje kąciki delikatnie uniosły się, tworząc złośliwy uśmiech. Dałam czas chłopakowi, ja mam co robić.
- Cokolwiek byś nie zrobiła czy powiedziała i tak się tego ode mnie nie dowiesz, a tym czasem dobranoc. - wyszłam, nawet nie oglądając się za siebie, włożyłam ręce do kieszeni i skierowałam się do siebie. Otworzyłam drzwi i pogłaskałam czarnego owczarka, który narobił sobie nadziei na kolację, totalnie zapomniałam. Zajrzałam do lodówki by sprawdzić czy nie mam nic na szybko dla niej, ale znalazłam tylko dwie parówki. Zdecydowałam się je wyjąć i pokroić, dołożyłam je do karmy psiny. Wstała rozradowana i zaczęła pochłaniać karmę, zaśmiałam się cicho i zrobiłam sobie jakiegoś shake'a. Zasiadłam przed laptopem, popijając picie przez rurkę i stukając palcami o blat, nie mając pomysłu co zrobić ze swoim życiem. Gdy opróżniłam kubek do końca, położyłam go gdzieś i włączyłam stronę ze sprzętem jeździeckim, jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Miałam już tego trochę za dużo. I tak nic ciekawszego do roboty nie było, przypomniałam sobie że Rick się wnerwił i kazał mi wyjść. Ciekawe co ukrywał, nie chciałam go "sprawdzać" bo Bóg wie co ja tam znajdę, ale jednak pozwoliłam sobie na poszperanie w głębi Internetu. Zeszło mi do drugiej w nocy, nie znalazłam nic ciekawego, prócz tego że był kiedyś karany za posiadanie broni palnej, ale podobno miał pozwolenie. Zignorowałam to, niezbyt obchodził mnie tamten chłopak. Wzruszyłam ramionami i przebrałam się do piżamy, telefon włożyłam do kieszeni bluzy, którą założyłam niezdarnie na tamte ciuchy. Wcisnęłam trampki na nogi, zgarnęłam ze stolika słuchawki i klucz do pokoju. Wyszłam z pokoju i natychmiastowo zawróciłam, Tenebris spoglądała na mnie z fochem, uśmiechnęłam się do siebie i znalazłam w szafie ubrania, których nie zakładałam kilka dobrych miesięcy - te w których chodziłam na eksplorację. Był tam nawet scyzoryk, wciąż brudny od ostatniego wypadu. Zabrałam jeszcze nóż do rzucania, który leżał gdzieś pod ubraniami, Tene wciąż spoglądała na mnie wzrokiem typu "ja też chcę". Uległam, bo jednak nie lubiłam chodzić w takie miejsca sama. Zapięłam jej obrożę i  wzięłam długą smycz, myślałam nad zabraniem lonży, ale teraz to byłoby głupie. Nie myślałam nad zabieraniem któregokolwiek z koni, bo stajnia i tak była zamknięta a żadnego zwierzęcia nie było na pastwisku. Skróciłam maksymalnie smycz i założyłam glany, nie przepadałam za nimi ale teraz mogły się przydać. Wcisnęłam spodnie do butów i poprawiłam pasek, zagryzając zęby w momencie gdy spadł mi nóż. Z przerażeniem słuchałam, czy nikt nie idzie. Odetchnęłam z ulgą, po niecałej minucie ciszy.
- Idziemy. - szepnęłam cicho do psiny, która zamerdała ogonem. Zabrałam jeszcze ze stolika klucze do auta, na wszelki wypadek. Otworzyłam cicho drzwi i rozejrzałam się po korytarzu skąpanym w ciemności. Po przejściu kilkunastu metrów, wreszcie byłam na zewnątrz. Światła były zgaszone, tylko kilka lamp się tliło słabym blaskiem. Moje kroki rozbrzmiewały w ciszy, nieprzerywanej nawet przez szum wiatru. Wzdrygnęłam się lekko, mając wrażenie że mam czyjś wzrok na karku. Postanowiłam po prostu iść, nie zwracając na to uwagi. Cały czas szłam spięta. Dotarłam z Tene do miejsca, gdzie miał znajdować się opuszczony budynek, pamiętam że byłam tu z moim chłopakiem, uśmiechnęłam się na wspomnienie Rush'a. Chłopak pewnie teraz słodko spał... Ujrzałam wejście do szpitala, pochyliłam się, przechodząc pod parapetem. Wybita szyba była w miarę dogodnym miejscem  do wejścia. Położyłam ręce na zimnej płycie i podciągnęłam się szybko do góry, Tene skoczyła do mnie, parapet był stosunkowo nisko. Uciszyłam czarnego psa gestem i spuściłam nogi na ziemię, podpierając się niezdarnie rękami z tyłu. Zeskoczyłam, starając się jak najbardziej zniwelować dźwięk uderzenia butami o posadzkę, nie udało się. Rozległo się echo, Tene też zeskoczyła, tym razem zgrabniej niż ja. Nie zauważyłam, że oplątała smycz wokół mojej nogi i wypaliła do przodu, przez co straciłam równowagę. Powstrzymałam krzyknięcie i upadając, postarałam się by zamortyzować upadek. Poczułam pieczenie w lewej dłoni, podniosłam ją i prawą ręką zapaliłam latarkę, wcześniej wyswobadzając się ze smyczy. Przeniosłam światło na dłoń, zauważyłam wbite szkło i niewielką strużkę krwi, cieknącą po ręce. Zaklęłam cicho i wyjęłam szkło, zagryzając w zębach bluzę. Zaklęłam, gdy po mojej dłoni zaczęła ciec większa ilość krwi. Obwiązałam rękę  bandaną, którą skitrałam gdzieś w kieszeni tych spodni. Chwyciłam nóż do zdrowej ręki, latarkę przełożyłam do lewej. Pchnęłam drzwi, które wydały z siebie skrzypnięcie, zaświeciłam w lewo, wchodziłam do każdego pokoju po kolei. W jednym musiałam zatrzymać się na dłużej, sala operacyjna wyglądała przerażająco... a zarazem cudownie. Podniosłam zardzewiały skalpel, na którym wciąż widniała krew, przebijająca przez rdzę. Na stole była jeszcze stara płachta z operacji, wciąż była brudna od cieczy pacjenta. Strzykawki przyprawiały mnie o dreszcze, sięgnęłam po jedną i lekko nacisnęłam, nic z niej nie wyleciało - tak jak się spodziewałam. Usłyszałam za sobą skrzypnięcie drzwi i kroki na korytarzu. Żołądek od razu ścisnął mi się boleśnie. Tenebris skuliła uszy po sobie i wydała stłumione warknięcie, chwyciłam nóż. Latarka leżała na stole operacyjnym, oświetlając pomieszczenie i nadając mu mroczniejszego klimatu.
- Ktoś tam jest? - powiedziałam stanowczo, chociaż słyszałam jak głos drży mi ze strachu. Na co ja się porwałam? W lewej dłoni ściskałam kurczowo strzykawkę, którą odłożyłam na swoje miejsce.
- Nie. To duchy. - sarkastyczny ton omal nie sprawił, że zaczęłam się śmiać. Szybko opanowałam parsknięcie  i chwyciłam mocniej smycz czarnej psiny.
- Rick?! - powiedziałam oburzona. Odpowiedziała mi cisza, po której rozległy się głośne kroki i drzwi od sali otworzyły się. Cofnęłam się kilka kroków, zaczynając się modlić by to był on. Pomimo że mnie wnerwiał, poczułabym się lepiej.
- Duchy, już Ci mówiłem. -  burknął, mogłam przysiąc że się uśmiecha. - Co tu robisz sama i machasz tym nożem? Wiesz jak trudno było cię znaleźć w tym dziadostwie?!
- Imprezę odwalam. - warknęłam, opuszczając broń. - Chciałam się przejść i obejść cały szpital. - odparłam, tym razem łagodniej.
- Więc... - zaczął chłopak. Wciąż czekałam na jego odpowiedź, minęła już druga minuta jego milczenia. Nie chciałam go ponaglać.

----------
Rick? Co tu się odwaliło? :3 Wgl, qńczymy powoli?

niedziela, 10 września 2017

od Sama cd. Cassie

Stresowałem się nowym miejscem i... no chyba stresowałem się wszystkim. Odetchnąłem głęboko i wlepiłem wzrok w szybę. Noctis i większe graty były już w Akademii, musiałem przywieźć najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą. Docisnąłem pedał gazu i rozejrzałem się, poszukując znaku który miał nakierować mnie do placówki. Zwolniłem, gdy wreszcie zauważyłem znak który kierował mnie na Akademię, zostało mi jeszcze 5km. Poczułem ścisk w żołądku, który po chwili się rozluźnił. Obejrzałem się za siebie, czy mam wszystko. W radiu rozbrzmiało "Cherry Pie". Uśmiechnąłem się i zwiększyłem głośność.
Skręciłem gwałtownie, bo prawie przejechałem skręt do Akademii. Teraz droga z asfaltowej stała się zwykłą ścieżką. Zwolniłem trochę, i rozejrzałem się wokoło. Widać było lasek, park no i najważniejsze - Akademię i budynki stajni. Zastanawiało mnie w której stajni stoi Noctis... Znalazłem wolne miejsce na parkingu i wysiadłem z auta, kierując swoje kroki do stajni. Miałem nadzieję że zobaczę tego wrednego ogiera, za którym jednak tęskniłem. Ujrzałem jego łeb, który wystawił z boksu  i zarżał na powitanie. Podbiegłem do niego i przytuliłem, przystawiając głowę do jego szyi. Wyjąłem marchewkę z kieszeni i dałem mu ją. Zamiast delikatnie zabrać przysmak, uwalił mnie  w rękę. Pacnąłem go lekko, Noctis zarzucił głową  z fochem. Uśmiechnąłem się i odszedłem od boksu konia, wracając do auta. Zabrałem torbę z mojego pojazdu i poszedłem do pokoju, prezentował się... ciekawie. Przeważała tu czerń, gdzieniegdzie przyjemny zielony. Nie zwracałem uwagi na szczegóły. Rzuciłem torbę na łóżko i rozłożyłem laptopa na biurku. Z kieszeni wyjąłem telefon i wybrałem numer brata. Rozległ się sygnał oczekiwania na połączenie. Po chwili odebrał Dean.
- Halo? - rozległ się głos po drugiej stronie słuchawki. Mimowolnie się uśmiechnąłem, teraz tylko czekać do wakacji, aż tamten dupek przyjedzie.
- Cześć, Dean. - powiedziałem w stronę głuchej ciszy.
- Dojechałeś? - nie był łaskawy się nawet przywitać, tylko przechodził do rzeczy. Cały Dean. - mam nadzieję że Impala nie jest do kasacji... - roześmiałem się, słysząc jego fochnięty głos. Mógłbym się założyć, że w tym momencie jego wargi drgają.
- No, a jak inaczej? - zapytałem ze śmiechem. Przez dziesięć miesięcy nie będzie koło mnie tego dupka, a szkoda.
- To dobrze. Przyjadę w jakiś dzień z tatą. - powiedział i rozłączył się, nim zdążyłem rzucić jakieś pożegnanie. Położyłem telefon obok laptopa i rzuciłem się na łóżko, zakładając ręce za głowę. Przymknąłem oczy i zdrzemnąłem się, mając nadzieję że tylko na chwilę. Naprawdę minęło pięć godzin.
- Japierdziele! Jestem debilem! - wykrzyknąłem, gdy tylko się obudziłem i spojrzałem na zegarek. Założyłem na szybko jakieś robocze ubrania i wypaliłem z pokoju, zabierając ze sobą telefon, na wszelki wypadek. Poszedłem ogarnąć Noctisa, który zdążył strzelić na mnie focha. Wszedłem do jego boksu, dając mu marchewkę. Ogier zjadł marchewkę a ja zacząłem czyścić jego sierść. Martwe włosy pozostawały na szczotce. Sięgnąłem po kopystkę i spróbowałem podnieść jego kopyto. Położył wściekle uszy po sobie i wycofał się w głąb boksu. Westchnąłem zrezygnowany i podniosłem rękę, by pogłaskać go na uspokojenie. Kłapnął wściekle zębami w moją stronę.
- Spokojnie, Noctis. - szepnąłem i zagwizdałem cicho, ogier postawił trochę uszy, odetchnąłem z ulgą i podszedłem do niego. Resztę nóg podał mi grzecznie. W nagrodę za to, dostał kolejnego gryza marchewki. - pa, kochany. - mruknąłem i pogłaskałem go po łbie. Poszukał w mojej kieszeni smaczków ale tym razem ich nie dostał. Zamknąłem za sobą boks i odnalazłem z małą pomocą siodlarnie, gdzie mogłem rozłożyć sprzęt Noctisa. Miał nawet swoje własne miejsce na sprzęt, no nieźle. Widać że prestiżowa akademia. Odnalazłem w kieszeni słuchawki i podłączyłem je do telefonu, włączając jakąkolwiek składankę. Ruszyłem w stronę jakiejś ścieżki, która prowadziła Bóg wie gdzie. Wyłączyłem muzykę i wyciągnąłem słuchawki, by napawać się ciszą, której nie miałem w Kansas. Spojrzałem na telefon, były 2 nieodebrane połączenia od Dean'a i sms od niego, odczytałem wiadomość, która nie miała większego sensu. Moim oczom ukazała się łąka, to tam skierowałem swoje kroki i z niepewnością przyglądałem się tamtemu miejscu. Dopiero po chwili zarejestrowałem dziewczynę, która miała tylko jedną rękawiczkę. Po cichu zaszedłem za nią.
- Aż tak Ci zimno, abyś nosiła rękawiczkę? - Powiedziałem z uśmiechem. Dziewczyna odwróciła się do mnie przodem. - A drugą gdzie zgubiłaś? - zapytałem jej, moje kąciki ust wciąż były lekko podniesione.
 - Zima coraz bliżej, a na drugą mnie nie stać. - zażartowała, z trudem stłumiłem śmiech. Wydawała się sympatyczną dziewczyną.
- A tak serio co tutaj robisz i po co Ci ona? - Spojrzałem na jej lewą rękę.
- Chcesz zobaczyć? - Uśmiechnęła się, trochę tajemniczo.
- Co mam chcieć zobaczyć? - Odpowiedziałem pytaniem, na pytanie. Zaskoczyła mnie jej odpowiedź. Odwróciła się i wyciągnęła rękę. Przekręciłem lekko głowę, zastanawiając się co może robić.
- Hop. - Powiedziała głośno, nastąpiła cisza którą przerwał trzepot skrzydeł. Na jej ręku wylądował pokaźnych rozmiarów ptak, obstawiałem orła.  - Po to. - Spojrzała mi w oczy, wciąż się uśmiechając. Odjęło mi mowę, nie wiedziałem nawet co odpowiedzieć.  Zamknąłem usta i patrzyłem z podziwem. Zapadła cisza, dziewczyna spoglądała na mnie świdrującym spojrzeniem brązowych oczu, które pasowały do blond włosów. Nasze milczenie przerwał dzwonek mojego telefonu, westchnąłem cicho, przeprosiłem nieznajomą i odebrałem.
- Dean? - zapytałem odruchowo, nie sprawdzając nawet kto dzwoni.
- Nie, Selena Gomez debilu. - to był ewidentnie Dean, roześmiałem się cicho, jego teksty czasami nie miały żadnego sensu. - Zapomniałeś jednego kocyka pod dupę dla Noctisa.
- Czapraka? - zapytałem nie wiedząc, o co może mu chodzić. Obstawiałem właśnie czaprak, nie sprawdzałem dokładnie ile ich wziąłem więc mogło się zdarzyć że coś zaginęło w akcji. Dean nie znał się na koniach, więc określenie czapraka  Nocti'ego mnie rozwaliło.
- A kij wie jak to się nazywa, takie czerwone dziadostwo się wala w moim pokoju. Na następny raz pakuj się lepiej. Przywiozę Ci to w sobotę, o ile przeżyjesz. - Zaśmiałem się mimowolnie, przypominając sobie sytuacje jak Dean spróbował wsiąść na Noctisa, w rekordowym tempie pocałował piasek i obraził się na ogiera, przez co ich kontakty ograniczone były do minimum. Rozłączyłem się i zacząłem się śmiać bez opanowania. Kocyk pod dupę, będę musiał to gdzieś zapisać. Blondynka spojrzała na mnie jak na debila. Opanowałem jakoś śmiech i przetarłem twarz.
- Przepraszam za to, brat dzwonił że zapomniałem - musiałem się powstrzymać przed zacytowaniem Dean'a. - czapraka. - dziewczyna skinęła głową na znak zrozumienia i pogłaskała ptaka po piersi. Wypiął się dumnie, uśmiechnąłem się lekko, był cudownym ptakiem. Zastanawiałem się co powiedzieć jego właścicielce, raczej "Masz ładnego ptaka" zabrzmi jak jakiś nieudany tekst na podryw. Przymknąłem na chwilę oczy, otworzyłem je po kilku sekundach. Zaczerpnąłem tchu i strzepnąłem trawę ze spodni, która Bóg wie jakim cudem się tam znalazła.
- Chcesz potrzymać? - wyprzedziła mnie  z pytaniem, znowu mnie zagięła. Skinąłem niepewnie głową. Dziewczyna wytłumaczyła mi wszystko, po chwili na mojej ręce znajdował się orzeł. Poczułem ścisk w żołądku, na widok ptaka który był tak blisko mnie. Spróbowałem uspokoić nierówny oddech, ale nie wychodziło mi to za dobrze.
- Mogę go pogłaskać? - zapytałem, spoglądając niepewnie na ptaka który przyglądał mi się z zaciekawieniem. Blondynka, której imienia wciąż nie znałem pokiwała głową. Pogłaskałem orła po piersi. Oddałem dziewczynie jej zwierzaka, który trochę mnie przerażał, wraz z rękawicą.
- Swoją drogą.. Jak Ci na imię? - zapytałem, oddychając z ulgą, nie czując już tak bliskiej obecności stworzonka.
- Jestem Cassie, ale mów mi Cas. A ty? - odparła, pasowało do niej to imię. Boże, czy ja się nie wyspałem czy coś mi dzisiaj zaszkodziło?
- Sam. - odpowiedziałem krótko, licząc że nie zdrobni mojego imienia, czego nie zrobiła. Cass pogłaskała orła i wydała komendę do lotu, oglądałem go z podziwem. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, ciekawiło mnie co powie.
- Jesteś tu nowy, prawda? - pokiwałem głową, nie skupiając się zbytnio na rozmowie. Grzebałem ręką w kieszeni, jakby czegoś szukając, a tak naprawdę nie chciałem sprawiać wrażenia idioty który stoi jak stał. Dziewczyna chyba dała sobie spokój, z próbą rozmowy, nie kwapiłem się do tego. Wolałem oglądać orła który latał nad nami. Cas znowu wydała komendę i ptak wrócił do niej posłusznie, oglądałem to wszystko z niemałym podziwem. Wyciszyłem szybko telefon, gdy poczułem że wibruje w kieszeni, nie miałem ochoty znowu rozmawiać z tym dupkiem, który chyba miał dzisiaj dzień dzwonienia do ludzi i bycia upierdliwym... Chociaż nie, upierdliwy to on jest zawsze.
- Idziesz czy nocujesz tu? - z letargu wyrwał mnie głos Cas, która zdążyła już odejść kilka dobrych metrów.
- Idę. - odparłem i podbiegłem do niej, zachowując jednak bezpieczną odległość od jej pupilka, który przyprawiał mnie o niezły stres. - Co powiesz na wieczorny teren? Raczej się nie zgubimy. - dziewczyna skwitowała to roześmianiem się i zgodą Cas. Dziewczyna poszła odstawić swojego orła, ku mojej uldze nie był blisko stajni. Poszedłem po sprzęt mojego konia i stanowczo wszedłem do boksu Noctisa. Ogier od razu rzucił się z zębami, celując w moje ramie. Został momentalnie skarcony, co skończyło się fochem z jego strony, niezbyt mnie to interesowało. Po ogarnięciu go jakoś, zacząłem go siodłać, z ogłowiem poszło w miarę prosto ale dociągnięcie popręgu było wyzwaniem. Gdy przeszedłem na drugą stronę, by dociągnąć popręg na wsiadanie. Noctis odwrócił się i uwalił mnie w ramię. Dostał lekkiego strzała w pysk, na moim ramieniu zaczynał pojawiać się pulsujący czerwony ślad.
- Nie wolno, Noctis. Nie wolno gryźć. - powiedziałem do niego i dokończyłem siodłanie go. Spoglądał na mnie z obrażonym spojrzeniem, zignorowałem ogiera i dosiadłem go z użyciem schodków, bo wsiadanie z ziemi na tego dupka byłoby niebezpieczne. Poczekałem na Cas, która już w krótce przyjechała na swoim siwku. Jeżeli to ogier, to mamy ciekawą przejażdżkę, zapewne urozmaiconą moim całowaniem piasku. Ruszyliśmy stępem, skróciłem wodze Nocti'ego, nie wiedząc co zaraz odwali.
- To.. co proponujesz? - zapytałem i zaczekałem na odpowiedź dziewczyny.


> Cassie? :3

Od Rick'a cd. Viktorii

***
Siedziałem parę minut w swoim pokoju. Postanowiłem wstać i napić się wody. Gdy odłożyłem szklankę, usłyszałem płukanie do drzwi. Z racji tego że drzwi były tuż obok mnie, szybko je otworzyłem.
- Wow. Postarałeś się z tym otwieraniem. - mruknęła i nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć lub zrobić, weszła. - słuchaj, mam sprawę.  
Spojrzałem na Viktorię z niemałym zdziwieniem, właśnie chamsko wprosiła się do mojego pokoju.
- Tak dokładniej?- uniosłem brew.
- Zaintrygowały mnie twoje słowa. - zaczęła. - tak dokładniej "na tych sprawach dość dużo się znam" - powiedziała, robiąc cudzysłów palcami w powietrzu. Zmierzyłem dziewczynę wzrokiem. - Wytłumacz mi o co chodzi, z tym tekstem. - przerwała.
Ku*wa no. Chyba ją po**bało, mówisz dziewczynie parę rzeczy a ta od razu chce wszystko wiedzieć, jak jakiś je**ny monitoring. Dobra jedziemy na głupiego. 
-Nie wiem o czym mówisz- wymusiłem na sobie uśmiech.
-Nie potwierdzaj że jesteś debilem, tylko mów.- odpowiedziała twardo.
-Naprawdę nie wiem- próbowałem dalej udawać, Viktoria zmierzyła mnie wzrokiem i uniosła brew.
-Nie jestem aż takim debilem żeby mówić takie rzeczy dziewczynie którą znam od niedawna.- syknąłem.
-Nagle taki inteligentny? No weź, powiedz- kąciki ust dziewczyny delikatnie uniosły się w złośliwym uśmiechu.
-Cokolwiek byś nie zrobiła czy powiedziała i tak się tego ode mnie nie dowiesz, a tym czasem dobranoc- podszedłem do drzwi i szeroko je otworzyłem.


Viktoria? x3 przepraszam że takie krótkie ale pisane z fona

Odchodzą...

Ze smutkiem żegnamy Rekera i Irmę którzy bili rekordy w liczbie opowiadań  [*]