- Wiedziałem, że chcesz siedzieć bliżej mnie – zaśmiałem się, trzymając w dłoni szklankę alkoholu.
- Po prostu wszystkich odstraszasz tą swoją gębą – odgryzła sięz po czym zamówiła kolejny mocny alkohol.
Postawili przed nami kolejne dwie szklanki, uśmiechnąłem się widząc to. Moje geny alkoholika szalały, świat dookoła mocno już wirował a ja powoli czułem jak zaczynam tracić kontrolę. Było to nieziemsko fajne uczucie, relaksujące. Oj zdecydowanie posiadam geny alkoholika po starym. Siedziałem już zdecydowanie zbyt długo, a kolejne minuty zlewały się ze sobą w jedną, rozmazaną całość. Szklanka w mojej dłoni była chyba jedyną rzeczą, której jeszcze byłem pewien. Reszta — muzyka, światła, twarze ludzi dookoła — wirowała jak w kiepskim teledysku.
— Jeszcze jednego? — zapytałem, unosząc szklankę w stronę Maddie.
Spojrzała na mnie z miną, która mówiła zdecydowanie więcej niż słowa.
— Rick, chyba już wystarczy.
— Wystarczy? — parsknąłem śmiechem. — Nawet się nie rozkręciłem.
— Właśnie widzę.
Oparłem się wygodniej na barowym krześle i próbowałem skupić wzrok na jej twarzy. Nie wychodziło mi to najlepiej.
— Wiesz, że masz dwie głowy?
— Ty masz trzy — odpowiedziała bez zawahania.
— Czyli wszystko się zgadza.
Roześmiałem się tak głośno, że kilka osób obok nas spojrzało na mnie. Pomachałem im z szerokim uśmiechem, jakbym właśnie znalazł nowych przyjaciół.
Maddie pokręciła głową.
— Idziemy do domu.
— Jakiego domu?
— Mojego. Albo twojego. Wszystko jedno, byle stąd.
— Ale ja się świetnie bawię.
Wstałem, chcąc udowodnić jej, że doskonale sobie radzę. Przez pierwsze pół sekundy nawet w to wierzyłem. Potem zachwiałem się i złapałem się blatu.
Maddie natychmiast podniosła się z miejsca.
— No właśnie. To jest ten moment, w którym kończysz imprezę.
— To blat się przesunął. - burknąłem.
— Jasne.
— Przysięgam.
Spróbowałem zrobić krok w jej stronę, ale zamiast tego odbiłem się ramieniem od oparcia krzesła.
— Cholera — mruknąłem, po czym zacząłem się śmiać.
Maddie złapała mnie za ramię.
— Chodź, bohaterze.
— Nigdzie nie idę.
— Rick.
— Maddie.
— Jesteś pijany.
— Nie jestem.
— Ledwo stoisz.
Spojrzałem w dół na własne nogi, jakbym dopiero teraz sobie przypomniał, że rzeczywiście je mam.
— Stoją.
— Cudem.
Wyszczerzyłem się do niej i nagle uznałem, że świetnym pomysłem będzie zabranie jej szklanki.
— Daj.
— Po co?
— Sprawdzę, czy nie jest zatruta.
— Rick, nawet nie próbuj.
Oczywiście spróbowałem.
Maddie wyrwała mi szklankę sprzed nosa, a ja zacząłem się śmiać jeszcze bardziej.
— Jesteś niemożliwy.
— Ale przynajmniej ci się nie nudzi.
— To akurat prawda.
Przez chwilę próbowałem jeszcze przekonać ją, że powinniśmy zostać, ale w pewnym momencie sam przestałem pamiętać, jaki był mój argument. Ostatecznie pozwoliłem jej wyciągnąć mnie z lokalu.
A przynajmniej taki był plan.
Przy drzwiach zatrzymałem się nagle.
— Czekaj.
— Co?
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią z ogromną powagą.
— Zapomniałem się pożegnać.
— Z kim?
Odwróciłem się w stronę sali.
— Ze wszystkimi.
— Rick...
— To niegrzeczne wyjść bez pożegnania.
Zrobiłem krok z powrotem, ale Maddie natychmiast mnie zatrzymała.
— Nie. Absolutnie nie.
— Ale...
— Jutro będziesz wszystkim dziękował.
— Za co?
— Za to, że pozwolili ci wyjść.
Przez chwilę patrzyłem na nią w milczeniu, po czym parsknąłem śmiechem.
— Dobra. Jesteś mądrzejsza ode mnie.
— Dzisiaj? Zdecydowanie.
Oparłem się na niej ciężarem ciała, a ona westchnęła, próbując mnie utrzymać.
— I właśnie dlatego nigdy więcej nie pijesz ze mną.
— To brzmi jak groźba.
— To obietnica.
— Szkoda.
Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy wyprowadziła mnie na zewnątrz. Chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz, ale zamiast otrzeźwieć, tylko bardziej zakręciło mi w głowie.
— Ooo... — mruknąłem, patrząc na ulicę. — Świat dalej wiruje.
— Bo ty wirujesz.
— Nieprawda.
Zrobiłem krok i niemal od razu zatoczyłem się w bok.
Maddie złapała mnie za kurtkę.
— Właśnie dlatego idziesz do domu.
— Dobrze, mamo.
— Jeszcze raz tak powiesz, to wracasz tam sam.
— Przepraszam, Maddie.
Po sekundzie dodałem:
— Mamo.
— Rick!
Roześmiałem się, a ona tylko pokręciła głową, prowadząc mnie dalej.
Maddie? sorrry że tak długo uwu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.