niedziela, 11 listopada 2018

sobota, 10 listopada 2018

od Bianci cd. Grace

Grace z początku zdawała się nieco przytłoczona całą sytuacją, lecz zaledwie chwilę później stała się znacznie pewniejsza i bardziej rozmowna. Po krótkiej wymianie zdań, dzięki której poznałam jej imię i powód, dla którego widziałam ją po raz pierwszy, brunetka zasypała mnie pytaniami, na które do końca nie znałam odpowiedzi.
- Sama też nieco się pogubiłam, jeśli mam być szczera. - Odgarnęłam włosy z czoła, posyłając dziewczynie nieśmiały uśmiech. - Wygląda na to, że zrzucono nam na głowy organizację przedstawienia teatralnego. - Nadęłam policzki, dopiero teraz rozumiejąc, jak ciężkie będzie to zadanie. - Że też akademia jeździecka nie mogła wymyślić sobie innego sposobu na zwabienie uczniów.
Moja rozmówczyni milczała, jakby analizując każde wypowiedziane przeze mnie i nauczycielkę słowo, wciąż nie do końca rozumiejąc, dlaczego została w to wszystko wciągnięta.
- Dopiero dołączyłam do akademii, skąd ktoś mógłby wiedzieć o moich zdolnościach? - zapytała w końcu, zatrzymując się w korytarzu
- Powiedzmy, że pani profesor ma pewien talent, gdy w grę wchodzi dostrzeganie ukrytych talentów. - Moją twarz nieświadomie rozświetlił promienny uśmiech. - Nie lubi, gdy ktoś stoi w cieniu, marnując swój potencjał. Najwidoczniej czymś ją zaintrygowałaś, skoro wciągnęła cię w to wszystko, pomimo tego, że nie spędziłaś w akademii nawet tygodnia. - Powoli ruszyłam do przodu, co pewien czas spoglądając w kierunku Grace, które po chwili poszła moim śladem. - To dobry sposób, żeby się zaaklimatyzować i poznać nowych ludzi.
- Z tobą też tak było? - zapytała, zrównując kroku
Nie odpowiedziałam od razu, a powrót myślami do tego nieszczęsnego dnia, gdy tu wylądowałam, zdawał się znacznie bardziej odczuwalny, niż zazwyczaj. Gdy zdesperowana i wściekła po raz pierwszy przekroczyłam mury szkoły, udzielanie się artystycznie było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Wielokrotnie odrzuciłam propozycje nauczycielki, by finalnie ulec, przekonując się, jak bardzo potrzebowałam odskoczni od rzeczywistości.
- Wszystko w porządku? - Grace zdawała się odczuwać przydługie milczenie z mojej strony.
- Tak, jak najbardziej. - Wsunęłam ręce do kieszeni, potrząsając głową. - Po prostu trochę minęło od tamtego czasu, wspomnienia nieco się zatarły. - Skłamałam odruchowo. - Ale w gruncie rzeczy tak właśnie było. Kocham teatr i mogłabym godzinami stać na scenie lub uczyć się archaicznych tekstów. Możliwość udawania kogoś, kim się nie jest i życia w ten cudowny, zupełnie inny sposób to doprawdy kusząca perspektywa. - Westchnęłam z rozmarzeniem.
Przeszłyśmy jeszcze kawałek, znajdując się nieopodal pastwisk, po których ze stoickim spokojem stąpały konie najróżniejszych ras i kolorów. Chłodny powiew wiatru zmusił nas, by cieplej otulić się narzuconymi na ramiona warstwami odzieży, a z ust wydobywały się, równie szybko znikające, kłębki pary. Zbliżała się zima, która, choć piękna i magiczna, nie dorównywała do pięt letniej sielance, która wciąż w pewien sposób przypominała mi o domu.
- A jak jest z tobą? - zapytałam po chwili, w duchu karcąc się za to, że nie odezwałam się wcześniej - Mnie wplątano ze względu na aktorstwo, a ciebie? - Kąciki ust uniosły się subtelnie ku górze, a oczy, choć dziwnie puste, nieznacznie ożyły, wypełniając się zaintrygowanymi iskierkami.

<Grace? Wybacz, że tak krótko ;__; >

Od Nathaniela cd. Rosalie

Chrząknąłem głośno, chcąc dać znać, że jestem i widzę to co widzę. Spojrzałem ze zmarszczonymi brwiami na ''parę''.
- O mój boże, nie chciałam bardzo cię przepraszam! - dziewczyna odsunęła się od nieznajomego, spalając buraka.
- Nic się nie stało, to była przyjemność - chłopak uśmiechnął się lekko, a Rosalie wyglądała jak burak.
Zaśmiałem się w myślach. A masz, za to, że na mnie nie czekasz. Ale stop. Dobra zwraca honor, bo może było tak, że się podtopiła, a nasz kochany bohater ją wyciągnął.
- Rosalie? - odezwałem się udając znudzonego.
- Nathan! Wszędzie cię szukałam! Mieliśmy przecież jechać do ciebie, bo miałeś pilną sprawę do załatwienia! - uśmiechnęła się w moją stronę. Co?
- Serio? - uniosłem brew. Nie jestem głupi i domyśliłem się, że Ros ma na celu wyjście z tej beznadziejnej sytuacji, a ja nie pomagam. Hehe. Taki zły ja.
- No tak! Nie pamiętasz? - zaśmiała się.
Już chciałem coś powiedzieć jednak dziewczyna złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w stronę szatni. Wepchnęła mnie do męskiej, a sama uciekła do damskiej. Okej? Powiedzmy, że to normalne? Wzruszyłem ramionami i podszedłem do wypożyczonej szafki. Wysuszyłem się i przebrałem. Gdy skończyłem wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem w stronę damskiej szatni. Oparłem się o ścianę krzyżując ręce. Po chwili drzwi się uchyliły, a zza nich wyszła Rosalie, która była już ubrana i wysuszona. Podniosłem brew w niemym pytaniu. Co to za cyrki? Ja rozumiem, że się gościa przestraszyła czy coś, ale tak uciekać bez słowa? Trochę niemiło. Dziewczyna spojrzała na mnie skruszona, a ja pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Może mogłaś mu chociaż podziękować? Bo coś mi się wydaje, że znowu się podtopiłaś - sarknąłem.
- Wiem... No, ale spanikowałam - próbowała się bronić.
- Już się nie tłumacz - mruknąłem i ruszyłem w stronę wyjścia.
Okej, nie byłem na nią zły. Po prostu... Dobra sam zachowuję się źle, więc nie będę już komentować jej zachowania. Staliśmy chwilę w ciszy.
- Jesteś zły? - spytała cicho.
- Coś ty. Spokojnie, nie jestem. Ale nie chciałbym być w twojej skórze, gdy natkniesz się na tego kolesia - zaśmiałem się.
- A to czemu? spytała podnosząc brew.
- Halo dziewczyno! Najpierw koleś cię ratuje, później gapi się na ciebie, jak na ciastko, a później ty zwiewasz -  zaniosłem się śmiechem.
I do Rosalie właśnie jakby coś dotarło. Spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami i ustami.
- Jezu! Spaliłabym się ze wstydu gdybym go przez przypadek gdzieś spotkała - zaśmiała się.
- Chciałbym to zobaczyć -
Resztę drogi do Akademii pokonaliśmy prowadząc luźną rozmowę. Wchodząc na plac szkoły zauważyłem małe zamieszanie, które zapewne było spowodowane jakimś remontem, czy czymś podobnym.
- Także tu nasze drogi się rozchodzą niewiasto - powiedziałem, gdy zatrzymaliśmy się na korytarzu prowadzącym do akademickich pokoi.
- Będę tęsknić wędrowcze - zaśmiała się.
- Nie rozpaczaj za bardzo, jutro znowu się spotkamy - powiedziałem i po chwili dodałem - A może jeszcze dziś na kolacji -
Zaśmialiśmy się i jeszcze po kilku słowach rozeszliśmy się do swoich pokoi. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, rzucając plecak na podłogę i klapnąłem na łóżko. Mógłbym tak leżeć do wieczora. Niestety obowiązki wzywają. Ociężale podniosłem się z łóżka i rozejrzałem się po pokoju. Obraz nędzy i rozpaczy. Jakim cudem przez kilka dni zdążyłem tak tu naśmiecić? Westchnąłem ciężko zastanawiając się od czego zacząć.
***
Te głupie sprzątanie zajęło mi kilka cennych godzin z życia. Nigdy więcej bałaganu (A/N powiedziałam ja tydzień temu i znowu nasyfiłam w pokoju xD). Kiedy już miałem opaść na łóżko, usłyszałem powiadomienie o nowej wiadomości. Poszedłem do biurka, które swoją drogą teraz lśniło czystością i wziąłem do ręki komórkę. Napisała do mnie Rosalie z zapytaniem, czy chciałbym się przejść z nią na kolację. Już miałem jej napisać jakim to jest głuptalem, bo jest dopiero południe, kiedy zauważyłem godzinę. A mianowicie była 17. Okej, nie sądziłem, że to sprzątnie zajmie mi tyle czasu. Po szybkim ogarnięciu myśli odpisałem, że z miłą chęcią z nią pójdę i poszedłem się trochę ogarnąć. Już po kilku minutach stałem w umówionym miejscu i czekałem na dziewczynę, która przyszła kilka sekund później. Usiedliśmy przy wolnym stoliku. Zaproponowałem gofry, co dziewczyna zaaprobowała. Na początku siedzieliśmy cicho, jednak z czasem cisza zaczęła zamieniać się w żywą rozmowę.
- Hej, to nie jest on? - spytałem biorąc gryza słodyczy.
- Kto? - dziewczyna odwróciła się w poszukiwaniu osoby, o której mówiłem.
- No ten chłopak z basenu - zaśmiałem się i oczami wskazałem jej miejsce, w którym ów osobnik się znajdował.

Rosalieee?
Wybacz, że tak późno, taki nijaki i taki krótki :c

od Scarlett


- Przestań! Wyżarłeś mi wszystkie smaczki - skarciłam Hota, który znów zaczął wąchać mi kieszenie. - Przez ciebie muszę iść do internatu po więcej.
Hot parsknął. I spojrzał na mnie.
- O co ci chodzi?
Wałach przykleił swoją głowę do moich bryczesów.
- Nie, nie dla ciebie. Przekroczyłeś dzisiejszą dawkę. Ale za to Brigand nie dostał dzisiaj żadnego.
Po chwili milczenia odepchnęłam głowę Hota.
- Dobra, pozwól mi jeszcze zdjąć ci kantar - powiedziałam spokojnie i odpięłam karabińczyk.
Kiedy tylko zdjęłam mu kantar, zaczął ocierać głowę o pręty.
Poklepałam go po szyi i wyszłam.
Kiedy wzięłam już smaczki, udałam się do Briganda. Pierwszy raz będę go lonżować. Kiedy przyjechał do Akademii, postanowiłam dać mu dwa dni na zaaklimatyzowanie się i przez ten czas tylko wypuszczałam go na pastwisko.
Gdy podeszłam do boksu, kary wystawił łeb i spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Hej - powiedziałam i otworzyłam boks.
Brigand cofnął się odrobinę i stanął spokojnie.
Podeszłam i pogłaskałam go po ganaszu.
Wciąż nie miałam pomysłu, co z nim robić na lonży. Z młodym koniem jest tyle rzeczy do ćwiczenia, ale z emerytem?... Chyba raczej nic ciekawego.
Założyłam mu kantar i przypięłam lonżę.
- Idziemy - powiedziałam i pociągnęłam go lekko. Poczłapał za mną na lonżownik.
Wzięłam bat, który tam znalazłam.
- Zaczynamy, Brigand.
Cmoknęłam. Nie musiałam nic więcej robić, koń sam wszedł na ścieżkę i szedł luźnym stępem.
- Kłus! - krzyknęłam i machnęłam batem obok jego zadu.
Brigand przyspieszył stępa.
- No dalej, kłus!
Po chwili ruszył wreszcie kłusem. Przyjrzałam się mu, a dokładniej jego nogom, bo chciałam sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku. Nie kulał, aczkolwiek jego nogi były sztywne i widać było, że to z powodu lekkich problemów ze stawami.
Zmieniłam mu kierunek i kazałam mu jechać kłusem w drugą stronę. Po kilku minutach przeszliśmy do stępa. Podałam mu smaczka i znów zmieniłam kierunek.
- Spróbujemy sobie zagalopować - poinformowałam go.
Przysięgam, że mrugnął do mnie.
Uśmiechnęłam się i dałam mu sygnał do zmiany chodu.
Brigand ruszył kłusem, dosyć szybkim. Pewnie przeczuwał już, co się zaraz zdarzy.
- Galop - powiedziałam.
Koń ruszył od razu i zaczął machać głową. Ech, te konie rekreacyjne, pomyślałam.
Napięłam nieco lonżę.
Brigand zwolnił odrobinę i przestał machać głową.
- Dobrze - powiedziałam.
Kary jechał teraz bardzo ładnie. No, przynajmniej jak na swój wiek, wiadomo. Nie był miękki. To było widać. Miał wystający kłąb i wybijające chody. Przeraziłam się. Będę przecież na nim jeździć.
- Dobra, prrr - powiedziałam.
Ustawiłam mu jeszcze drążek na kłus. Przeszedł go kilka razy. Niestety cały czas stukał kopytami o drążek, a ja nie założyłam mu kaloszków.
Po chwili stępa dałam Brigandowi kolejny przysmak i odprowadziłam go do boksu.
- Bardzo ładnie pracowałeś. Następnym razem nie zapomnę o ochraniaczach.
Konik parsknął i począł gryźć drzwi boksu.
Przez te dwa dni zauważyłam, że robi to dosyć często. Będę musiała go tego jakoś oduczyć.
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła osiemnasta.
- Dobra, lecę - powiedziałam i wyszłam.
A jutro, pomyślałam, pochodzisz już sobie pod siodłem.

piątek, 9 listopada 2018

Quil Holloway!


Powitajmy Quil'a!

Od Ashley cd. Grace

Kiedy dotarłyśmy na padok, zauważyłam, że Azazel jest rozemocjonowany. Uważam, że to urocze, więc uśmiechnęłam się pod nosem. Podpięłam popręg, który u mojego grubaska zawsze jest zapinany na drugą lub trzecią dziurkę. Włożyłam lewą nogę w strzemię, wybiłam się i wylądowałam w swoim wygodnym siodełku.
-No to co? Rozgrzewka? - spojrzała na mnie dziewczyna.
Ja skinęłam jedynie głową i zaczęłam stępować, Ziazia na szczęście szybko się rozgrzewa. Porobiłam parę wolt i zmian kierunków. Koń zaczął ładnie pracować, co pozytywnie mnie zdziwiło, gdyż w nowych miejscach potrafił złapać stresa i chodzić spięty. Rzadko jeżdżę w siodle ujeżdżeniowym, zdecydowanie bardziej wolę skokowe. Gdy po raz kolejny podciągnęłam popręg, to przyszedł czas na kłus. Zebrałam wodzę, docisnęłam łydkę, a koń natychmiast przeszedł do kolejnego chodu. Nie powiem, że Azazel jest niewygodny, ale zdecydowanie siedziałam na wygodniejszych koniach. Wałach zganaszował, a ja mu na to pozwoliłam. Pojeździłam z nim tak samo; wolty i zmiany kierunków. Następnie przeszło do galopu, ale zdecydowanie nie ma się po co rozpisywać. Gdy dziewczyna zatrzymała się na środku czworoboku, ja podjechałam do niej.
-Nad czym dzisiaj będziesz pracować? - zadałam pytanie.
-Chciałabym poćwiczyć figury ujeżdżeniowe. Miałam zamiar popróbować piruet'u i piaff'u. A ty? - tym razem ona zadała pytanie.
-Lotne zmiany nogi i chody boczne. - powiedziałam, wzruszając ramionami.
-W takim razie podzielimy plac na pół i każda będzie miała trochę miejsca. -brunetka posłała mi uśmiech, a ja oddalam podobny, kiwając głową.
Ruszyłam na wyznaczoną część czworoboku i zaczęłam ćwiczyć. Było trochę mało miejsca, na nauczenie się lotnej zmiany nogi, ale dawaliśmy sobie radę.

***

Skończyliśmy trening, młody chodził podstawiony, ale i rozluźniony. Grace zeskoczyła z wierzchowca, a ja zrobiłam jeszcze parę kółek. Po paru minutach podjechałam do dziewczyny i zeskoczyłam z rumaka.
-Dzięki za trening. - powiedziałam wesoło.
-To ja dziękuję, miałam z kim pojeździć. Przynajmniej nie byłam sama. - dziewczyna wyszczerzyła do mnie ząbki.
Ruszyłyśmy do stajni, prowadząc konie. Ja ruszyłam przodem, a Grace za mną. Wprowadziłyśmy konie do stajni, przypięłyśmy do uwiązów i każda zajęła się swoim rumakiem. Azazel tym razem stał nieco grzeczniej, rozsiodłałam go i posmarowałam kopyta olejem. Wprowadziłam go do boksu, podeszłam do dziewczyny, która właśnie odprowadziła gniadoszkę.
- Mam pomysł! - krzyknęłam entuzjastycznie i pociągnęłam dziewczynę za rękaw.
Zaczęłam biec w kierunku mojego nowego pokoju, który zbliżał się do mnie. Albo ja do niego? W sumie nie wiem.

***

Wbiegłam do swojego pokoju, dalej ciągnąc za sobą dziewczynę. Obie dyszałyśmy, ale brunetka zaczęła się śmiać.
- I po co to było? - spojrzała na mnie, rozbawiona.
- Zaraz zobaczysz. - uśmiechnęłam się tajemniczo.
Podeszłam do małej kuchni, która znajdowała się w pokoju. Wyciągnęłam parę składników i zawołałam dziewczynę, by do mnie podeszła.
- Zrobimy ciastka, co ty na to? - wyszczerzyłam ząbki.
                                               Grace? ^^ Co powiesz na ciastka?

Gianna Luevano!

Powitajmy Giannę!