sobota, 30 czerwca 2018

Od Ricka cd. Alex

***
Usłyszałem pukanie do drzwi, przyciszyłem telewizję wycierając ręce w jakiś ręcznik i podbiegłem do drzwi w międzyczasie zarzucając tył na przód na głowę czapkę z daszkiem. W końcu przyjechała Sophie, otworzyłem drzwi i przywitałem się z tatą.
- Gdzie mała? - spytałem rozglądając się. Mężczyzna zaśmiał się w odpowiedzi, spojrzałem na niego zmieszany po chwili do pokoju wpadła mała dziewczynka błyskawicznie chowając się za łóżko. Zamknąłem drzwi, a tata wniósł rzeczy małej. Spojrzałem zmieszany na tatę, podał mi tylko pistolet. Spojrzałem na niego przerażony, po chwili dziewczynka uciekła do drugiego pokoju.
Wziąłem pistolet do ręki, będąc od razu gotowym oddać strzał. Powoli wyjrzałem zza ściany, nie było jej więc powoli poszedłem na przód. Przeszedłem na koniec korytarza, stanąłem przed lekko uchylonymi drzwiami po czym usłyszałem hałas, schowałem pistolet pistolet.
- Dobra, to twoja ostatnia szansa. - powiedziałem głośno by dziewczynka wiedziała że żarty się skończyły.
- Rzuć broń, albo nie skończy się to dla ciebie dobrze. - podchodziłem coraz bliżej drzwi by w końcu delikatnie je rozchylić. Jednak nie spodziewałem się że dziewczynka będzie na to gotowa i że będzie uzbrojona, w moją stronę poleciało mnóstwo pocisków. Opadłem na drzwi, następnie na ziemię wciąż otrzymując więcej naboi. Czapka opadła mi na twarz, szybko ją poprawiłem mówiąc ciągle "Aua". Opadłem na ziemię spoglądając na mojego zabójcę. Dziewczynka stanęła nade mną.
- Zrób mi tę przyjemność. - odpowiedziała z powagą.
- Szybko się uczysz, dzieciaku, a jak u ciebie z walką wręcz? Jak tam? - poderwałem się a dziewczynka zaczęła uciekać. - Co masz zamiar z tym zrobić? Dawaj mi to! - pobiegłem za nią i wyrwałem jej pistolet, łaskocząc ją.
- Dobra ale ty sprzątasz amunicje po nerfie. - przestałem łaskotać małą i wstałem.
- No ej! - westchnęła.
- Sophie, nie marudź to może pobawimy się w coś potem. - uśmiechnąłem się zwycięsko.
- Yh... Wygrałeś! A po za tym co tam gotujesz? - dziewczyna natychmiast pobiegła do kuchni.
- Nie tykaj tego bo urwę ci ręce i to będzie nasza kolacja! - zagroziłem dziewczynce.
- Ty to masz poczucie humoru... - westchnął tata spoglądając na mnie znudzony. - Znalazł byś jakąś dziewczynę, mam wrażenie że robisz się bardziej dziecinny.-
- No a myślisz że dlaczego prosiłem byś przywiózł Sophie? Najlepiej podrywa się na małe dziewczynki. - uśmiechnąłem się diabelsko na co ojciec skarcił mnie wzrokiem.
- Zostaniesz sam w końcu zobaczysz. - uniósł brew.
- Pff. Mam jeszcze burdele. - wzruszyłem ramionami.
- O czym gadacie? - nagle obok pojawiła się moja siostra.
- O niczym młoda, o takich ładnych domkach nic więcej. - uśmiechnąłem się nerwowo. Dziewczynka usiadła na kanapie i włączyła telewizję, nie zwracając na nas uwagi.
- Został byś z nią trochę? - poprosiłem tatę.
- Co znowu? - westchnął.
- Muszę zajrzeć do Soula. Ostatnio mało nie rozwalił drzwiczek od boksu. - przewróciłem oczami. Chwilę pogadałem jeszcze z nim i wyszedłem z pokoju idąc do konia. Spokojnym krokiem wchodząc do stajni, rozejrzałem się i z westchnieniem zauważyłem że jest jedna osoba. Akurat teraz? Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, jeszcze powiedzcie mi że to ktoś znajomy. Mijałem beznamiętnie boksy idąc do konia. Akurat naprzeciwko mojego konia musiała być "ta osoba". Z trudem powstrzymując się od chamskiej odzywki, odwróciłem się w stronę osobnika, który okazał się być dziewczyną. Uśmiechnąłem się lekko jakbym właśnie zobaczył coś niesamowitego. Piękna nieznajoma bez emocji odwróciła głowę w stronę swojego fiorda. Otrząsnąłem się kiedy Soul kopnął w stronę drzwiczek.
- Ej, spokój. - westchnąłem, otwierając boks.
- Musisz w końcu przestać rozwalać ten boks bo gdyby nie chody u Jasona to już dawno bylibyśmy martwi! - poklepałem go po szyi. Koń cicho prychnął po czym zaczął szukać przysmaków w moich kieszeniach gryząc mi koszulkę. Na jego szczęście po drodze do stajni zgarnąłem marchewkę.
Chwilę jeszcze posiedziałem z koniem po czym wyszedłem z boksu, zauważyłem że dziewczyna chyba też ma zamiar już odejść od konia więc podszedłem do niej.
- Świeża dusza? - uśmiechnąłem się miło w jej stronę.



Aleksandro? B) Na nic więcej postarać się nie mogłam xD wybacz, ale mam nadzieję że dasz radę z tym szatanem xD

Od Alex

- No. I już jesteśmy - ze słodkiego snu obudził mnie głos Jasona. Przetarłam oczy wciąż jeszcze zaspana po czym przeciągnęłam się (na tyle na ile pozwalało wnętrze samochodu) i spojrzałam na stajennego który odebrał mnie z lotniska. Musiałam wstać bardzo wcześnie by zdążyć na samolot lecący do Alabamy gdzie znajdowała się akademia. Aktualnie dojeżdżałam z jednym z pracowników do miejsca w którym miałam się uczyć i rozwijać swoją pasję.

- Już? Szybko - zdziwiłam się.

- jak przespałaś całą drogę - zaśmiał się krótko - Ale nie dziwię się. Byłaś zmęczona - nic na to nie odpowiedziałam przyglądając się terenom. Po chwili mężczyzna zatrzymał pojazd i wysiadł. Zrobiłam to samo. Podszedł do bagażnika po czym wyjął z niego moje bagaże, ja tym czasem otwarłam drzwi od tylnych siedzeń i wyciągnęłam z nich transportery z Rudikiem i Hrabią którzy jeszcze spali. Środek usypiający który podano im przed lotem dalej działał.

- Zaprowadzę cię do biura, poinformujemy, że przyjechałaś i dostaniesz klucz do pokoju. Pomogę ci zanieść bagaże.

- A mogę się zobaczyć z Samurajem? - zapytałam. Stęskniłam się za swoim wierzchowcem który przypłynął tu na statku tydzień temu, a sam rejs zajął równe tyle. W sumie nie widziałam go ponad dwa tygodnie.

- Spokojnie zobaczysz go. Najpierw się zamelduj i wypakuj bagaże - zgodziłam się z nim niechętnie ale jak powiedział tak zrobiłam. Zameldowałam się, dostałam klucz od pokoju i wspólnymi siłami z Jasonem zanieśliśmy bagaże po czym rozstawiliśmy klatkę Hrabii i legowisko Rudika i tam ich umieściliśmy. Potem chłopak powiedział mi gdzie znajdują się stajnie i wyszedł bym mogła się rozpakować. Podziękowałam się i zaczęłam powoli ogarniać bagaże. Gdy już byłam gotowa i pokój jako, tako wyglądał wyszłam z pokoju i kierując się jego wskazówkami trafiłam do stajni. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech gdy zobaczyłam Samuraja w boksie. Podeszłam do niego, a ten zarżał na powitanie.

- Cześć Sami - uśmiechnęłam się lekko głaszcząc go po szyi - Stęskniłam się - po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i do stajni wszedł ktoś jeszcze.



< Ktoś?>

czwartek, 28 czerwca 2018

sobota, 23 czerwca 2018

Od Demi cd. Anastacii

Gdy upewniłam się, że cały sprzęt lśni a boks Izela jest dobrze zamknięty, ruszyłam w stronę uczelni. Dosłownie chwilę przed dzwonkiem znajdowałam się przed drzwiami, które prowadziły do sali, w której odbywały się lekcje matematyki. Westchnęłam głośno i weszłam do pomieszczenia.

~*~

Lekcje minęły w miarę szybko. Po ostatnim dzwonku wybiegłam z budynku i pobiegłam do stajni. Chciałam jeszcze dzisiaj pospędzać trochę czasu z Izelem. Weszłam do stajni i ku mojemu zdziwieniu, stała tam Anastacia przy jakiejś klaczy. Dopiero po chwili przypomniało mi się, jak dziewczyna mówiła coś, że to jej koń Jelly. Podeszłam do niej i przywitałam się radośnie.
-Hej. To twoja klacz? - Zapytałam.
-Tak, Jelly. - Mówiła, uśmiechając się.
-Jaka rasa? - Zadałam drugie pytanie, odwracając się do klaczy.
-Stuprocentowy quarter horse. - Odpowiedziała.
-Ładna. - Zauważyłam, wyciągając z kieszeni kostkę cukru i podając klaczy.
-To prawda. Izel też nieźle wygląda. - Zaśmiała się, gdy zobaczyła, że mój wałach spokojnie przeżuwa siano z dość dziwną miną. Nie wyglądał w tym momencie dość inteligentnie.
-Chciałaś, żebym Cię oprowadziła, prawda? - Spojrzałam na dziewczynę.
-Prawda. Możemy już iść? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Jasne. - Rzekłam, spoglądając na wałacha. -A do Ciebie przyjdę później. - Zaśmiałam się pod nosem.

~*~

Po nie całych dwóch godzinach dziewczyna znała już chyba całą akademię. Pomimo mojego nudnego sposobu oprowadzania, Ana na prawdę mnie słuchała. Wywołało to na mnie miłe zaskoczenie. Gdy oprowadziłam ją po wszystkich budynkach, poszłyśmy przed jej pokój.
-Nie wiedziałam, że akademia jest aż tak duża. - Powiedziała, stając przed pokojem.
-No mała nie jest. Mam nadzieję, że nie przynudzałam. - Zaśmiałam się pod nosem.
-Jutro są jakieś zajęcia? - Zapytała.
-Raczej będzie jakiś spokojniejszy dzień. Tereny, wyjazdy do miasta albo coś w tym stylu. - Odpowiedziałam.
-No dobra. Ja już muszę lecieć do mojej suni. - Powiedziała, otwierając drzwi do swojego pokoju. -Do później. - Uśmiechnęła się do mnie i zniknęła za drzwiami.

< Anastacia?>
(Wyabcz, że tak długo, ale zakończenie roku i te sprawy ;/ Ja również weny nie mam)

piątek, 22 czerwca 2018

Od Raven cd. Andy'ego

Leżałam z twarzą wbitą w poduszkę, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu. Podniosłam się na łokciach próbując zlokalizować źródło dźwięku. Okazało się, że to telefon Andy'ego. Usiadłam starając podłuchać się coś z rozmowy. Tak, bywam wścibska. Niestety nie udało mi się niczego usłyszeć, oprócz pojedyńczych zdań Andy'ego. 
- Kto dzwonił? - zapytałam zaciekawiona. Podczas rozmowy spojrzał na mnie i coś tam paplał. To coś znaczy. 
- Nie twój interes. Szykuj się, idziemy na imprezę. - uśmiechnał się.
- Co? - no chyba nie zamierza mnie gdzieś wyciągać w środku tygonia.
- No to. Zbieraj się - 
- Nigdy nie idę. Chyba cię coś boli - zaprotestowałam.
- Idziesz, czy chcesz czy nie -
Ja natomiast nadal protestowałam. Okej, może lubię imprezy, ale nie będę wychodziła na jakąś w środku tygonia. 
- Cóż... Jak widać jesteś sztywna - uśmiechnął się złośliwie.
Podniosłam brew. Ja sztywna? Dobre sobie. Ale jak widać, jego zdanie poskutkowało na tyle, że się zgodziłam. 
- No to idź się przyszykuj czy co tam robią dziewczyny i spadamy - 
Przewróciłam jedynie oczami i poszłam do siebie. Jak mam się bawić to się będę bawić. Może nie założe sukienki, czy tam spódniczki bo to nie w moim stylu, ale do dobrej zabawy nie jest potrzebny ubiór. Wciągnęłam na siebie krótkie czarne spodenki, a do tego założyłam granatową koszulę bez ramion, którą zawiązałam w supełek, tak by było widać kawałek brzucha. Do tego dobrałam moje czarne niezastąpione trampki. Włosów nie musiałam układać, a jakoś specjalnie nie zamierzałam się malować, więc jedynie przejchałam tuszem po rzęsach i ochronną pomadką po ustach. Wyszłam ze swojego pokoju, zamykając go na klucz i poszłam do Andy'ego. Ten tylko złapał kluczyki i wyszedł z pomieszczenia. Udaliśmy się na parking i wsiedliśmy do jego samochodu. Mimo tego, że byłam tu już drugi raz to i tak robił na mnie wrażenie. No cóż, takich cacek nie widzę na codzień. 
- Gdzie jedziemy? - spytałam bez większego entyzjazmu.
- Przed siebie - i to były ostatnie słowa jakie padły między nami. Dalszą część podróży spędziliśmy w ciszy. 
Po chwili już weszliśmy do środka. Andy namówił mnie na tą imprezę. W sumie nie wiem czemu się zgodziłam. Może to przez to, że nazwał mnie sztywną laleczką? Tak to zdecydowanie przez to. W mojej naturze leży by pokazać mu jego błąd. Tym o to sposobem znalazłam się na tej badziewnej domówce. Nie mówię, że jest jakoś bardzo źle, ale no cóż... Widok pijanych nastolatków nie jest taki fajny i śmieszny, jeśli nie ma się obok siebie znajomych. Chłopak postąpił świetnie, a mianowicie przywiózł mnie tu by po chwili gdzieś pójść. Dzięki bardzo Andy. Wkurzona podeszłam do do kuchni. Przejrzałam mniej więcej to co przygotował gospodarz ''imprezy''. Złapałam za plastikowy kubeczek i wlałam pierwsze co wpadło mi w rękę. Skoro mnie tu przywiózł znaczy, że mam się bawić. Jak chce to ma. Będę się bawić tak, że będą mnie pamiętali. Zdeterminowana złapałam do połowy pełną butelkę i ruszyłam w tłum. Trochę sztywna ta impreza. Trzeba rozruszać tych ludzi. Ja już im pokażę, jak się bawią normalni ludzie. Tanecznym krokiem ruszyłam do stanowiska dj'a. Był to jakiś młody chłopak.
- Co tam mała? - spojrzał na mnie, przerywając wcześniej wykonaywane zajęcie. Nie mam pojęcia co robił wcześniej.
- To raczej ty jesteś mały, ale dobra, daruję ci. Wpuść w ten tłum trochę życia człowieku. Jakiś lepszy kawałek czy coś. Kumasz? - spytałam lekko pochylając się w jego stronę. 
- Kumam, kumam - zaśmiał się.
- No to fajno - odeszłam od niego.
Już po chwili dom wypełniły dźwięki jakiegoś remixu. Zadowolona ruszyłam w tłum. W butelce nadal było trochę alkoholu, więc szybko ją opróżniłam i odstawiłam na jakiś mebel. W głowie mi już szumiało oraz byłam nadzwyczaj wesoła, jednak nadal miałam świadomość. Cóż, nie ma co się oszukiwać; mam dość słabą głowę. Tym bardziej, że nie patrzyłam na to co piję. Ale miałam się bawić, więc się bawię. Usłyszałam za sobą kroki, więc się odwróciłam. O, patrzcie kto przyszedł. Andy jednak sobie o mnie przypomniał.
- Jestem już. Wybacz, że cię zostawiłem, ale... - i tutaj chłopak urwał w połowie zdania. 
- Co? - spytałam podnosząc brew.
- Nie było mnie chwilę, a ty już zdążyłaś się uchlać? - spytał z tym swoim irytującym uśmiechem.
- Zostawiłeś mnie to znalazłam sobie zajęcie - 
- Ale serio? Upić się - 
Na odpowiedź jedynie wzruszyłam ramionami. No i masz. Przez tą całą wymianę zdań poczułam się już normalnie. To chyba znak, że trzeba w dłoń złapać kolejną butelkę. Zdeterminowana ruszyłam w kierunku kuchni; chłopak chyba poszedł za mną. Stanęłam za barkiem z alkoholami i odwróciłam się do Andy'ego.
- Czego sobie panienka życzy? - spytałam. 
Chłopak zignorował mnie i sam poszedł sobie coś nalać. Wypchnęłam dolną wargę i odwróciłam się do stolika. Cóż, jak trochę wypiję robię się dziwna. Złapałam kolejną butelkę, ale na moje nieszczęście była zamknięta.
- Andy - jęknęłam szukając chłopaka wzrokiem.
- Co? - nagle zmaterializował się obok mnie.
- Otwórz mi butelkę - uśmiechnęłam się słodko podając mu przedmiot.
Po chwili otrzymałam ją z powrotem otworzoną i trochę upitą.
- Ej - uderzyłam go w bok.
- Co się stało? - spojrzał na mnie.
- Czemu mi upiłeś. Naśliniłeś mi pewnie. Ble - popatrzyłam krytycznie na chłopaka, a później na butelkę.
- Oj tam. Nic ci się nie stanie - 
- Ale twoja ślina tam jest. To tak jakbym cię pocałowała przez pośrednika - 
- Takie życie - wzruszył ramionami i wrócił do alkoholi.
Co to za człowiek. Kto pozwolił mu istnieć? Nie ma tu żadnych ścierek, czy chociażby chusteczek, więc musiałam to przeboleć. W sumie mogłabym użyć kubeczka, ale na co? Wzruszyłam ramionami i pociągnęłam zdrowego łyka alkoholu. Lekkie pieczenie w gardle i gorzkawy posmak w ustach, ale da się znieść. Kolejna dawka procentów zrobiła swoje. W duchu błagałam bym nie zrobiła niczego głupiego. 
- Jednak pijesz z tej butelki? - usłyszałam gdzieś obok siebie.
O, Andy wrócił. Odstawiłam przedmiot na mebel. Już nie potrzebuję więcej.
- Dużo wypiłeś? - spytałam śmiejąc się głupio.
- Troszkę - wzruszył ramionami.
Jak to człowiek głupi po alkoholu podlazłam do niego i objęłam jego pas rękoma. W tle leciała jakaś piosenka.
- Co ty odwalasz? - usłyszałam śmiech.
- Nie wiem. Tańczę - wzruszyłam ramionami i również się zaśmiałam.
Chłopak położył swoje ręce na moich plecach i tak zaczęliśmy się powoli bujać. W pewnym momencie podniosłam głowę do góry. Spojrzałam w jasne oczy Andy'ego. Juz po chwili poczułam jego usta na swoich. Czarny kolczyk lekko wbijał mi się w wargę. Po chwili jakby wyrwana z transu oderwałam się od niego. Spojrzałam na niego ze zmarszczonymi brwiami, na co odpowiedział mi tym samym.
- Huh, mówiłem. Sztywna jesteś - zaśmiał się.
Podniosłam brew. No i znowu mnie sprowokował. A może to te wypite procenty. Cóż nie wiem co do końca skłoniło mnie do wskoczenia na niego i ponownego złączenia ust. Za chłopakiem znajdowała się szafka, więc na szczęście nie przewróciliśmy się. Na początku był chyba zdezorientowany, ale później oddał pocałunek z podobną żarliwością. 
- I co? Nadal sztywna? - spytałam szeptem, między pocałunkami.
- No teraz już nie - zaśmiał się.
Po chwili nasza schadzka przeniosła się do jego samochodu. Nikt nawet nie zauważył naszego braku. Ale w sumie czemu się dziwić; w końcu byłam tu całkowicie obca. Samochód chłopaka był otwarty, więc nie musieliśmy się bawić z szukaniem kluczy. Odpalenie samochodu i znalezienie się przy budynku Akademii, zajęło nam chwilę. W następnej sekundzie byliśmy w moim pokoju. Do Andy'ego byłoby bliżej, ale on dzieli pokój z jakimś Maxem czy kimś.

Andy? hehehe XDD

Od Nathaniela cd. Rosalie

- Chcę już wakacje - usłyszałem westchnięcie.
- Ja też, ale to zaledwie parę dni - zaśmiałem się.
Korzystając z rozkojarzenia dziewczyny spróbowałem zabrać jej kawałek waty. Co z tego, że mam jeszcze swoją. Jak uda mi się jej zabrać będę miał więcej. 
- Ej! - usłyszałem piśnięcie. Widocznie dziewczyna ogarnęła jakie mam plany. 
Ros również zaczęła próbować zabrać mi słodycz. W ten sposób zaczęła się walka; kto więcej komu ukradnie. Udało mi się zabrać jej już większość waty, kiedy przez moje myśli przeleciał pewien plan.
- Mam pomysł! - wykrzyknąłem.
- No dzięki! Chcę się odegrać! - pisnęła i spróbowała zabrać mi watę. Ja natomiast skorzystałem ze swojego wzrostu i podniosłem rękę do góry. 
- No dobra, niech ci będzie. To jaki masz pomysł? - dziewczyna westchnęła; najwidoczniej zrezygnowała z chęci zabrania mi słodkości.
- Możemy iść na basen - uśmiechnąłem się.
Przypomniało mi się, że dziś mieliśmy iść na basen z klasą, ale że uciekliśmy to pójdziemy sobie sami. Rosalie spojrzała na mnie lekko zmieszana, ale zgodziła się. Ruszyliśmy w stronę najbliższego basenu. W trakcie wędrówki podzieliłem się z dziewczyną watą. No cóż; szkoda mi się jej zrobiła jak tak patrzyła na to takimi maślanymi oczami. Już po kilku minutach byliśmy w budynku. Podeszliśmy do recepcji. Kupienie wejściówek odbyło się bez większych komplikacji, więc już po chwili znalazłem się w przebieralni. Zeszło mi chwilę dłużej niż planowałem, gdyż spotkałem po drodze znajomego, z którym dawno się nie widziałem. Po krótkiej wymianie zdań poszedłem na basen główny. Przeleciałem wzrokiem po terenie by znaleźć Rosalie. Po chwili zauważyłem, że siedzi przy basenie, mocząc nogi w wodzie. Podszedłem do niej cicho i położyłem rękę na ramieniu, chcąc dać jakoś znać o swojej obecności. Dziewczyna chyba się mnie wystraszyła bo wpadła do wody. Pierwsza myśl: zapewne zaraz wypłynie. Natomiast druga to, że ona się chyba topi. Natychmiast wskoczyłem do wody i złapałem Rosalie pod pachami i wynurzyłem z wody, by po chwili całkowicie wyjąć ją z wody. Pytanie za sto punktów: gdzie w tej chwili byli ratownicy? Na szczęście dziewczyna nie zdążyła zakrztusić się wodą, więc z głowy miałem ratownictwo. Już chwilę później pomagałem jej pozbyć się resztek wody, poklepując jej plecy.
- Już okej? Żyjesz? - spytałem.
Jako odpowiedź dostałem jedynie skinięcie głową. Odetchnąłem głęboko. Mimo wszystko takie sytuacje są stresujące. Wynurzyłem się z wody i usiadłem obok dziewczyny. Jeszcze raz przeleciałem wzrokiem po jej twarzy, próbując znaleźć jakieś oznaki złego samopoczucia, czy coś.
- Chcesz wyjść? - spytałem po chwili.
- Co? - 
- Pytałem, czy chcesz wyjść na dwór, czy coś - 
- Huh, nie... Już dobrze jest - odpowiedziała i na potwierdzenie swoich słów posłała mi uśmiech, na który odpowiedziałem.
- To to skoro już jesteśmy pewni, że nic ci się nie stanie, to chodź na zjeżdżalnie - wstałem i ruszyłem w stronę schodów.
- Ej! - usłyszałem gdzieś za sobą.
Podniosłem brew i obejrzałem się. Dziewczyna dreptała za mną.
- Nie uważasz, że się utopię? -
- Nie, niby dlaczego? -
- Zjeżdżalnia, zjeżdżalnią, ale na końcu jest woda -
- Łoo, co ty nie powiesz - zaśmiałem się. Rosalie jedynie przewróciła oczami.
- Jeny, chodzi mi o to, że na końcu jest głęboko. Nie utopię się? - zapytała. Miała poważną minę, ale chwilę później też się zaśmiała.
- Po pierwsze, nie jest głęboko, a po drugie nie utopisz się, bo nie jest głęboko - 
- Okej... Powiedzmy, że ci wieżę - 
Poprowadziłem nas do najdłuższej zjeżdżalni. W sumie na basenie byłem dawno, ale nie przypominam sobie jakiś głębokich zbiorników na końcu zjeżdżalni. 
- Ty pierwsza? - spytałem gdy byliśmy już na szczycie. 
- Huh, no mogę - 
Dziewczyna usiadła na tym czymś co zaczyna zjeżdżalnię. Złapała się metalowej rurki, która zabezpieczała przed zbyt szybkim spłynięciem. Teraz pozostało jedynie czekać na zielone światełko, które juz po chwili się zapaliło. Rosalie puściła się barierki, a dzięki wodnemu wodospadowi zjechała szybko w dół. No więc teraz miejmy nadzieję, że nie utonie. Usiadłem na jej poprzednim miejscu i również złapałem się tego metalowego czegoś. Po kilku sekundach zapaliło się zielone światełko, więc tak samo jak dziewczyna odepchnąłem się. Spad był spokojny. Ogólnie było ciemno i jedynym źródłem światła były małe ledy, które układały się w gwiazdy czy też koła. Po chwili ujrzałem światło, które było sygnałem, ze zbliżam się do końca. Wpadłem do wody. Przez pierwsze kilka sekund byłem nieźle oszołomiony. Więc po pierwsze: było głębiej niż zapamiętałem, a po drugie: do jasnej ciasnej, Rosalie pewnie się już utopiła. Wynurzyłem się na powierzchnię i przeczesałem wzrokiem teren przy zjeżdżalni. Dopiero później zauważyłem ją z jakimś blondynem. Westchnąłem z ulgą, że jednak nic jej nie jest. Ale chwila... To co widzę raczej nie jest normalnością. Chyba, że to jest jej chłopak. A mianowicie z mojej perspektywy wyglądało to co najmniej dziwnie. Dziewczyna rękoma obejmowała za szyję chłopaka, a on trzymał swoje ręce na jej plecach; dodam jeszcze, że Rosalie zaplotła swoje nogi wokół jego bioder. Okej... Co tu się stało kiedy mnie nie było? Nadal stałem w miejscu przyglądając się ''parze''. Nie żeby coś, ale wyglądali, jakby świata poza sobą nie widzieli. 

Rosalie? hehehe xD

czwartek, 21 czerwca 2018

Od Boonie cd. Ricka

Co to do chuja miało być? Ja tam poszłam tylko po karmę, chłopaka nie szukam, więc skąd u tego chłopaka takie zainteresowanie moją osobą? No, ale cóż, za dziwkę robić nie będę.
- Quawan, suwaj zad – prychnęłam popychając psa nogą. Obrażony dalmatyńczyk tylko wstał, spojrzał na mnie jak na idiotkę i poszedł na łóżko. Inka natomiast warowała przy misce ze wzrokiem wbitym w metalowy przedmiot.
Westchnęłam cicho i bez zbędnych ceregieli otworzyłam worek. Omierzyłam psom odpowiednią dawkę jedzenia i wsypałam do misek. Niemal rzuciły się na nią i zaczęły obżerać się jakby nie jadły przez tydzień.
Siadłam na łóżku trzymając w ręku tą cholerną kartkę. Pójść czy nie?, oto jest pytanie. W Wenecji faceci praktycznie w ogóle nie zwracali na mnie większej uwagi, chyba że schlani i szukający rozrywki. Także, co podkusiło tego jegomościa do podjęcia tej, a nie innej decyzji. Czyżby chciał tylko zaliczyć? W sumie, podejrzewam, że laski leciały na niego jak muchy do gówna, ale im się nie dziwiłam, był nawet okej.
- Quwan, pójdziesz tam ze mną – powiedziałam do psa kiedy ten wskoczył na łóżko obok mnie. Pogłaskałam go po grzbiecie naprawdę zastanawiając się co mi się odjebało we łbie.
**
Półtorej godziny spędziłam na spaniu, ale jeszcze wcześniej zamówiłam karmę. Tak, wiem, niby powinnam siedzieć w łazience i robić te pierdoły, które robią dziewczyny przed wyjściem z chłopakiem. No chyba nie.
- Um, cześć? Ee, czekam na ławce przed akademikami – wydukałam. Byłam naprawdę niezle onieśmielona tym wyjściem i tak dalej.
- Spoko, już wychodzę – odparł, więc szybko się rozłączyłam.
Schowałam telefon do kieszeni, a by czymś się zająć zaczęłam ćwiczyć z dalmatyńczykiem komendy. Nawet nie zauważyłam kiedy ktoś stanął obok ławki. Dopiero jak położył mi rękę na ramieniu go zauważyłam.
- Cześć, jestem Rick – podał mi rękę, a ja tylko zmarszczyłam lekko nos. Mój jakże wspaniały angielski dostał laga i dopiero po chwili dotarł do mnie sens jego słów.
- Boonie – odpowiedziałam przyjmując jego rękę. Chwilę się na niego patrzyłam, aż w końcu dopadło mnie zakłopotanie. Tsa, dzięki ci mózgu za szybkie działanie.
Po krótkim przywitaniu zaczęliśmy kierować się, prawdopodobnie, do kawiarni. Mam nadzieję, że nie jest seryjnym pedofilem i nie zgwałci mnie gdzieś w ciemnym kantorku.
- Wzięłaś psa, boisz się mnie? – zapytał chyba nieco rozbawiony. Prychnęłam cicho patrząc na psa idącego przy mojej nodze.
- Zawsze biorę go ze sobą. Wiesz, Wenecja nie jest zbyt bezpiecznym miejscem „zamieszkania” – przy ostatnim słowie zrobiłam w powietrzu cudzysłów.
- Czyli jesteś włoszką – stwierdził. Wow, jednak potrafi myśleć. Pierwszy punkt dla niego.
Jak się okazało, kawiarnia mieściła się w budynku szkolnym. Mogłam przy okazji porozglądać się po tym znienawidzonym przez większość ludności, miejscu.
Rick wybrał stolik trochę na uboczu, tuż przy dużym oknie.
- Więc… chcesz coś o mnie wiedzieć? – zapytał uśmiechając się chytrze. Popatrzyłam na niego nieco zdenerwowana koniecznością rozmowy.
Ale chyba nic mi się nie stanie jak chwilę z nim porozmawiam. Prawda?


>Riszczyyyyk? XD