sobota, 12 sierpnia 2017

Od Rosalie cd. Silvester

Spojrzałam na niego. W moich oczach z łatwością można było wyczytać złość. Chłopak pośpiesznie zamknął szufladę i uśmiechnął się. Po prostu się kurna uśmiechnął.
- Czemu grzebałeś…- zaczęłam ale chłopak natychmiast mi przerwał.
- Zajrzyj do środka. Przysięgam uroczyście że niczego nie zabrałem, nie oglądałem, nie robiłem złych rzeczy. Po prostu zajrzyj. – powiedział szybko. Zdziwiłam się trochę, chwilę walczyłam z myślami.
-Dobra raz się żyje… - pomyślałam i ostrożnie otworzyłam szufladę mając nadzieję że „coś” na mnie nie wyskoczy, jednak na samym środku leżała biała, niewinna koperta. Wzięłam ją w dłonie i rzuciłam wzrokiem to na Silvestra, to na przedmiot. W pewnej chwili zachciało mi się roześmiać, jednak starałam się wyglądać poważnie. Powoli otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać jej treść której tematem było zaproszenie na bal. PONOWNE zaproszenie. Gdy skończyłam zapoznawać się z treścią, spojrzałam na chłopaka kolejny raz.
-Rosalie Morgan – powiedział, a na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Od razu nie spodobało mi się poważne rozpoczęcie zdania – czy przyjmujesz zaproszenie?
Kiedy zakończył zdanie w mojej głowie zaczęło powstawać milion myśli i wymówek. Znów patrzyłam się to na kopertę, to na Silvestra.
-Ja… to znaczy… yyy… - mieszałam się coraz bardziej w słowach, zatrzymałam swój wzrok na oczach chłopaka w których malowało się zdezorientowanie. Nie mogłam drugi raz mu tego zrobić. Nie potrafiłam.
-Zgadzam się – rzuciłam szybko odpowiedź wymuszając u siebie uśmiech. Silvester bardzo się ucieszył bo przytulił mnie.
-Tak się cieszę! Yyy
Yyy, to znaczy przepraszam po prostu się ucieszyłem.- powiedział po czym odsunął się ode mnie.
-Spoko, to było nawet miłe – odpowiedziałam sama zdziwiona swoimi słowami. Chłopak spojrzał na mnie zmieszany na co ja wzruszyłam ramionami ze śmiechem.
-To… do jutra – powiedział wstając po czym odłożył ręczniki na kaloryfer.
-To do jutra – odpowiedziałam mu tak samo uśmiechając się, Ves też się uśmiechnął po czym wyszedł z pokoju. Głośno westchnęłam po czym opadłam na łóżko i chyba od razu zasnęłam.
***
Obudziłam się dość wcześnie. Była chyba trzecia w nocy, jednak byłam wyspana. Poszłam do łazienki, szybko się przebrałam w letni outfit składający się z jasno brązowych jeansów i balerin, beżowej bluzki odkrywającej pępek, wiązanej z przodu oraz kilka złotych bransoletek z perłami i zaplotłam szybkiego warkocza. Z racji tego że wcześnie wstałam, wzięłam parę gumek ołówkowych, jak i same ołówki oraz parę kartek formatu A3 po czym wpakowałam to wszystko do torby artystycznej.  Zarzuciłam torbę na ramię i wyszłam z pokoju zostawiając w nim śpiącego na łóżku Demona. Kiedy dokładnie zamknęłam drzwi wpadła mi do głowy pewna myśl. A jeśli zajrzę do Silvestra i jakimś cudem nie śpi? Raz się żyje.
Skierowałam się w stronę pokoju chłopaka, położyłam dłoń na klamce i powoli otworzyłam drzwi. Trochę się przestraszyłam bo za drzwiami siedział pies Silvestra – Dante, którego się nie spodziewałam. Dante po chwili zaczął radośnie szczekać na mój widok. Spojrzałam na łóżko na którym spał chłopak, wyglądał tak słodko. Jednak jego pies szybko go obudził. Ves mozolnie otworzył oczy i spojrzał na mnie.
-Przepraszam, wcześnie się obudziłam i chciałam sprawdzić czy śpisz i twój pies zaczął szczekać i… przepraszam. – zaczęłam się tłumaczyć, już chciałam wyjść z pokoju, kiedy usłyszałam głos Silvestra:
-Nie, zostań. Przecież i tak już nie śpię - uśmiechnął się po czym ziewnął. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na fotelu.
-Wyspałeś się chociaż? – spytałam poprawiając grzywkę.
-Tak – odpowiedział krótko po czym wstał – Chcesz to zrób sobie jakieś śniadanie tymczasem pójdę się przebrać.
Kiwnęłam w odpowiedzi głową. Chłopak wziął jakieś ubranie z szafy po czym wszedł do łazienki. Wstałam, zrobiłam sobie dwie kanapki i szybko je zjadłam po czym wróciłam na fotel jednocześnie bawiąc się z psem Silvestera. Po jakimś czasie Ves wyszedł z łazienki, także zrobił sobie kanapki i szybko je zjadł.
-To idziemy? – spytał. Pokiwałam głową i wstałam chwytając swoją ukochaną torbę artystyczną po czym wyszliśmy z budynku.
-To gdzie chcesz iść?- spytał spoglądając na mnie.
-Nie wiem... Albo czekaj mam takie jedno miejsce – powiedziałam dostając olśnienia po czym ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Niedawno kiedy zwiedzałam tereny akademii razem z Angel natknęłam się na ładne jezioro w które dziś miałam zamiar się wybrać.
***
Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Niebo było jasne ale słońce jeszcze nie wzeszło. Zauważyłam przy brzegu coś jakby molo lub most po czym usiadłam na nim, a Silvester obok mnie.
Wyjęłam z torby wszystkie potrzebne mi rzeczy do szkicowania i zaczęłam uwieczniać wschód słońca, który tu, nad jeziorem wyglądał majestatycznie. Po około trzydziestu minutach w końcu skończyłam i pokazałam szkic Silvestrowi.
-Bardzo fajny, podoba mi się – powiedział podając mi kartkę, wzięłam ją od chłopaka i schowałam do torby.
-Dzięki – odpowiedziałam, położyłam się na plecach i wyciągnęłam ręce do góry by móc dotknąć wody i jednocześnie ją widzieć. Ves położył się obok mnie na brzuchu opierając podbródek o skrzyżowane ręce.
-O czym tak najbardziej marzysz? – spytał przerywając ciszę.
-To zbyt banalne… - odpowiedziałam, rękami bawiąc się wodą.
-Nikomu nie powiem – przysięgnął Vester.
-No dobra... Więc zawsze marzyłam o rycerzu w lśniącej zbroi, na białym koniu.
-Ciekawe... Ale jeśli rycerz nie będzie mieć lśniącej zbroi i białego konia?
-Koń mógłby być gniady, kary czy nawet srokaty. A zbroja nie jest ważna, liczy się serce. Od dziecka uwielbiałam śluby i te wszystkie „Happy End’y”. – odpowiedziałam śmiejąc się. Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się. Położyłam sobie jedną rękę pod głowę a drugą na brzuch.
-Ale życie nie zawsze toczy się tak jak chcemy. Mam wyrodną matkę, brata kryminalistę i ojca w grobie… - przerwałam na chwilę – Kiedy brat trafił pierwszy raz do poprawczaka, moja matka w ogóle się od niego odcięła, potem od ojca aż w końcu i ode mnie. Znalazła sobie jakiegoś fagasa i uciekła w świat zostawiając mnie z załamanym tatą. On przeżył to szczególnie, bardzo kochał mamę, mnie i Ricka, nie wyobrażał sobie bez nich życia. Zaczął pić, coraz bardziej się wyniszczał, czułam jak z dnia na dzień co raz szybciej umiera i to na moich oczach, a ja nic nie mogłam zrobić. Kompletnie nic… Pewnego dnia postanowił tak po prostu wyskoczyć przez okno. Do tej pory obwiniam się o to że nawet nie próbowałam go zatrzymać.
Silvester przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
-Nie musisz mówić że mi współczujesz, wszyscy tak mówią a potem zostawiają mnie z tym wszystkim samą… - dodałam po chwili.
-Ja cię nie zostawię – powiedział, czułam na sobie jego wzrok, odwróciłam głowę w jego stronę.
-Dzięki… - uśmiechnęłam się lekko.
-A co do tych marzeń to masz jeszcze jakieś? – zadał pytanie z szaleńczym uśmieszkiem.
-Cóż... Marzę o szczeniaczku Dalmatyńczyka, zobaczenie źrebaka bo nigdy nie widziałam i zrobienie czegoś szalonego. – odpowiedziałam wpatrując się w oczy Silvestra.
-Co masz na myśli mówiąc „zrobienie czegoś szalonego”?
-Nie wiem, może skok na bungie albo wspinaczka górska albo wind/kite surfing, może paintball albo dom strachów – zaczęłam szybko wymieniać.
-Ciekawe, aczkolwiek oryginalne – stwierdził Ves uśmiechając się.
-Czemu w ogóle o to pytasz? – zapytałam wpatrując się w jego piękne oczy.

Tak możesz Rossie, zezwalam ci  xD  1114 słów :3

środa, 9 sierpnia 2017

Od Ricka cd. Scarlett

Kiedy odepchnąłem dziewczynę, zdenerwowała się i przeszła obok mnie do drzwi bez słowa. Narkotyk wciąż jeszcze działał, więc do końca nie wiedząc co przed chwilą zrobiłem położyłem się na łóżku i tak po prostu sobie zasnąłem. Znowu śnił mi się ten sam koszmar co poprzednio, tyle tym razem obudziłem się na podłodze. Wstałem powoli analizując wszystko dookoła. Przypomniałem sobie rozmowę ze Scarlett i że ją odepchnąłem. Wstałem w błyskawicznym tempie jednak po chwili pożałowałem bo poczułem ogromny ból w klatce piersiowej. Sięgnąłem do szafki, znalazłem leki w apteczce po czym połknąłem je, wyszedłem ze swojego pokoju i skierowałem się do Scarlett. Stałem chwilę przed drzwiami zastanawiając się co powiedzieć i w końcu otworzyłem drzwi.
-Wyjdź-powiedziała krótko Carry.
-Słuchaj, przepraszam trochę mnie poniosło...- powiedziałem siadając obok niej na łóżku, jednak ta nic nie odpowiedziała.
-Scarlett... Nie chciałem cię odepchnąć, po prostu... Co ci się stało?- spytałem, dotknąłem jej ręki, Lett w odpowiedzi syknęła z bólu i wyrwała ją.
-Nie powinno cię to obchodzić-powiedziała chłodno.
-Przepraszam, zdenerwowała mnie ta cała rozmowa, wyszedłem na miasto i wziąłem jakieś świństwo. Powiesz mi co się stało?- spytałem ponownie, obrzuciła mnie srogim spojrzeniem.
-Jeśli już musisz wiedzieć to naparzałam w drzewa, dziękuje też, że olewasz słowa osoby którą 'podobno'-zrobiła cudzysłów w powietrzu- kochasz.
-Bo cię kocham, ale musiałem się trochę wyluzować...
-Cudowny sposób na wyluzowanie, czemu od razu się nie nachlałeś i na dziwki  do burdelu nie poszedłeś?- powiedziała z sarkazmem.
-Nie jestem taki, kocham cię...- odpowiedziałem patrząc jej głęboko w oczy.
-Zrobiłeś co innego? Tak tylko, że boli mnie to tak samo, ale ty o tym do cholery nie pomyślisz?!
-Przepraszam cię, czasem mi odbija i nie panuję nad tym...
-Wiesz, że to pieprzone "przepraszam" nawet za tysięcznym razem nie zmieni nic między nami?
-Ostrzegałem cię że mogę mieć wybuchowy charakter i jeśli chcesz to możesz mnie już nigdy nie zobaczyć...- powiedziałem patrząc na Scarlett wyczekująco.
-Rick wiesz, że obecnie jestem wkur***na i to moje marzenie ale nie minie minuta a już będę tego żałować...-w jej oczach pojawiły się łzy a kilka z nich spłynęło.
-Póki co nie zostawię cię...- powiedziałem z uśmiechem i otarłem ręką łzy spływające po jej policzku.
-Póki co?
-Póki cię kocham, a to raczej szybko nie minie...- zaśmiałem się, uśmiechnęła się do mnie delikatnie, wtuliła się w mój tors, trochę się tego nie spodziewałem, spiąłem mięśnie i Scarlett chyba to poczuła bo po chwili odkleiła się ode mnie.
-Rick, zdejmij koszulkę.-powiedziała stanowczo.
-Co? N-nie po co?- zaprzeczyłem szybko.
-Powiedziałam zdejmij- trochę się wahałem lecz niechętnie zdjąłem koszulkę, Scarlett z grobową miną patrzyła na moje siniaki, słoniłem plecy, lecz ta odwróciła mnie i zobaczyła te przeklęte napisy na plecach, znowu obróciła mnie tak, że siedzieliśmy twarzą w twarz, objęła rękoma moją szyję wczepiając się w moje usta, natychmiast objąłem ją w talii i posadziłem na kolanach przez co siedziała na mnie okrakiem..
-Wyglądam jak potwór prawda?- powiedziałem przerywając i odwróciłem wzrok. Wstydziłem się tych napisów.  
-Z bliznami czy bez jesteś tym samym Rickiem którego kochałam, a każda blizna dodaje ci historii- uśmiechnęła się pocieszająco i wtulając się delikatnie w mnie.
-Poczekaj, założę koszulkę…- powiedziałem sięgając po ową rzecz lecz napotkałem opór w postaci ręki Scarlett.
-Nie Rick, to mi nie przeszkadza…- powiedziała trzymając moją rękę.
-No, okey…- powiedziałem niechętnie, lepiej czułbym się w niej ale czułem że dziewczyna nie odpuści. Scarlett wpiła się we mnie ustami i całowaliśmy się przez dłuższy czas.
-Idziemy do mnie?- spytałem między pocałunkami.
-Okey…- powiedziała wstając i szybko wychodząc z pokoju. Także wstałem, wziąłem ze sobą koszulkę i skierowałem się do swojego pokoju i gdy zamykałem drzwi Scarlett nagle wskoczyła w moje ramiona.
-Scarlett…- poinformowałem dziewczynę o swoim bólu ta natychmiast wyskoczyła z moich ramion i spiekła buraka.
-Przepraszam, zapomniałam…
-Nie szkodzi…- powiedziałem siadając na łóżku, a Scarlett usiadła obok mnie wtulając się ze mnie po czym zasnęliśmy.
***
Po raz kolejny śnił mi się ten sam koszmar co zwykle, ja przywiązany do krzesła w białym pokoju. Jednak za każdym razem kończył się on na momencie w którym ‘ktoś’ wbijał mi igłę w szyję, a ja zatracałem się w ciemności. Teraz jednak było inaczej, nie pochłonęła mnie ciemność, tylko poczułem okropny ból rozsadzający całe moje ciało a przed twarzą miałem nie wyraźny obraz jakiegoś mężczyzny. Zanim obudziłem się ze snu usłyszałem gdzieś za plecami śmiech i głos Scarlett:
-Dobrze ci tak…
I właśnie wtedy się obudziłem, Scarlett na szczęście spała więc wstałem i po cichu wszedłem do łazienki odświeżając się. Po kilku minutach wyszedłem z łazienki, zrobiłem parę kanapek, zjadłem jedną a resztę przykryłem talerzem, wypiłem mocną kawę, połknąłem leki po czym wyszedłem z pokoju razem z psem zostawiając karteczkę dla Lett – Czekam na pastwisku ~Twój Lucyfer.
Wyszedłem szybko z budynku, pogoda była nienajlepsza ale jeszcze nie padało. W oddali pod drzewem zauważyłem mojego karusa i kuca Scarlett, przeszedłem pod płotem i skierowałem się w stronę koni, a Tajfun dotrzymywał mi kroku. Przywitałem się z końmi, dając im kawałki marchewki które zgarnąłem wychodząc z pokoju. Zdjąłem koszulkę poprzednio rozglądają się czy nikt nie stoi obok i się nie zainteresuje po czym wdrapałem się na drzewo zwisając na nogach głową w dół. Cóż powinienem trochę rozruszać mięśnie, więc zacząłem się pod ciągać, nie zrobiłem sobie choćby chwilowej przerwy.
-No, nieźle Rick… A plecy cię już nie bolą?- usłyszałem głos Scarlett i o mało nie spadłem z drzewa.
-Trochę bolą ale trzeba rozruszać mięśnie…- odpowiedziałem zeskakując z drzewa.
-Wiesz… Przestraszyłam się trochę gdy obudziłam się sama w twoim pokoju, bałam się że mnie zostawiłeś.- powiedziała Lett robiąc minę małej dziewczynki.
-Ale jak widzisz jestem.- odpowiedziałem z uśmiechem. Dziewczyna oparła się plecami o drzewo, a ja wykorzystując sytuację wpiłem się w jej usta delikatnie przygniatając ją do drzewa by nigdzie mi nie uciekła jednak mój wredny dzikus musiał nam przerwać trącając mnie mocno łbem w ramię. Zaśmialiśmy się z niego i z małą niechęcią oderwaliśmy się od siebie. Założyłem szybko koszulkę po czym spytałem Scarlett:
-Masz może ochotę poznać moją rodzinę?
Dziewczyna w odpowiedzi głośno westchnęła.
-Tego debila już znasz- wskazałem na Soul’a na co ten głośno parsknął i pogalopował przed siebie.
-Widać że się uwielbiacie- zaśmiała się podążając za mną w stronę akademii.-Twoja rodzina mieszka tu?-
-Ta, moja siostra też należy do akademii.- odpowiedziałem ale od Scarlett nie usłyszałem już żadnej odpowiedzi. Kiedy byliśmy już pod akademią jak na złość zaczęło padać. Wbiegliśmy szybko do budynku śmiejąc się. Nagle podbiegła do mnie jakaś dziewczyna z psem, w pierwszej chwili nie zorientowałem się kto to jest i przytuliła mnie. Widziałem kątem oka jak Scarlett zaczyna się denerwować.
-Rick! Tak dawno się nie odzywałeś myślałam że nie żyjesz!- pisnęła białowłosa odrywając się ode mnie.- O, a to kto?- spytała patrząc na wściekłą już Lett.
-Scarlett to jest moja siostra Rosalie, Ros to jest moja dziewczyna Scarlett.- przedstawiłem je sobie obserwując Carry która uspokoiła się ale widać że trochę się zawstydziła. Wyciągnęła rękę do Rosalie, jednak białowłosa przytuliła ją zamiast normalnie podać rękę. Scarlett trochę zdziwiła ta sytuacja.
-Miło mi cię poznać, Rick zazwyczaj nie przedstawia swoich dziewczyn, zazwyczaj dowiaduję się że w ogóle z jakąś chodził od wściekłych ojców lub matek tych dziewczyn, więc musisz być wyjątkowa.- czy ona zawsze musi tak wszystko rozpowiadać?
-Tak czy inaczej idę do Angel, poćwiczę z nią na hali pa!- pożegnała się z nami ściskając Scarlett, a następnie mnie. Chwilę patrzyliśmy jak znika za drzwiami razem z jej psem po czym usłyszałem głos Lett:
-Przez chwilę myślałam że to kolejna laska która wzięła sobie ciebie na cel.- zaśmiała się, otwierając drzwi od mojego pokoju.
-Ty się śmiejesz a co ja mam powiedzieć? Wiesz jak idiotycznie jest mieć siostrę która patrzy na cały świat z optymizmem?- zaśmiałem się wpuszczając Tajfuna do pokoju po czym zamknąłem drzwi a w odpowiedzi usłyszałem tylko cichy chichot Carry.
-Tak serio, cokolwiek by się nie stało zawsze widzi dobrą stronę. Na przykład, pobiją cię koledzy, masz złamane parę żeber i lądujesz w szpitalu, a ona – Masz złamane żebra? Ale przynajmniej nauczyłeś się troszkę samoobrony- zaśmiałem się włączając laptopa i telewizję po czym podałem dziewczynie pilot. Usiedliśmy na łóżku po czym Scarlett wtuliła się we mnie i przełączyła na jakiś serial. Zajrzałem szybko na fejsa i już miałem wyłączać przeglądarkę ale dostałem wiadomość od Rosalie.
-Nie wierzę…- zaśmiałem się.
-Co takiego?- spytała Lett spoglądając na ekran i odczytując głośno treść: -Rick, wspaniała jest, skąd ją wytrzasnąłeś, musisz mi kiedyś o niej opowiedzieć albo spotkamy się kiedyś we trójkę na mieście.- zakończyła także się śmiejąc
-I ona się dziwi dlaczego ja żadnej dziewczyny jej nie przedstawiam… Ale w sumie poprzednie  były strasznie głupie, ty jesteś inna.- powiedziałem i pocałowałem Scarlett. Wyłączyłem przeglądarkę, przejrzałem parę folderów bo dawno tego nie robiłem i znalazłem stary folder, znajdowało się w nim parę filmików więc z czystej ciekawości i nie zbyt doskonałej pamięci włączyłem pierwszy lepszy filmik który jak się okazało był z moich pierwszych mistrzostw tańca ulicznego kiedy miałem jeszcze czternaście lat.
-To ty?- spyta Carry śmiejąc się jak mały chłopiec jeszcze przed chwilą tańczył jakby miał trzydziestoletnie doświadczenie a po chwili po prostu upadł na tyłek ale jednak się podniósł.
-Mhm…- odpowiedziałem z uśmiechem.
-Naucz mnie!- pisnęła dziewczyną po chwili ciszy.
-Czego?
-No tego tańca!
-Co takiego? Nie ma mowy, nie nauczę cię!- zaprzeczyłem szybko wyłączając laptopa.
-Bo?
-Bo tak, zresztą masz gips na rękach i to by utrudniło.
-Ale za dwa tygodnie mi zdejmą
-I tak nie mam zamiaru cię tego nauczyć…- odpowiedziałem stanowczo po czym wstałem i wstawiłem wodę na kawę. Wolałem do tego tematu nie wracać.
-Czemu?
-Nie chce o tym rozmawiać…- odpowiedziałem wyciągając kolejną dawkę leków z szafki.
-Nie za dużo?- spytała Scarlett zauważając ilość tabletek które po chwili łyknąłem.
-A myślisz że to nie boli?- spokojnie odpowiedziałem robiąc sobie mocną kawę.
-Ale tak czy inaczej, przemyślisz tą sprawę z tym tańcem?- spytała po chwili ciszy.
-Przemyślę…- odpowiedziałem siadając na fotelu popijając kawę i przełączając na pierwszy lepszy serial.
***
Po jakimś czasie znowu czułem okropny ból w klatce piersiowej więc sięgnąłem do szafki z apteczką i wyciągnąłem jeszcze większą dawkę niż poprzednio.
-Rick, chyba trochę przesadzasz z tą dawką leków przeciwbólowych…- powiedziała Scarlett przerywając ciszę.
-Wszystko mnie boli, więc dlaczego mam nie brać?- spytałem wyciągając szklankę z szafki i nalewając do niej wody.
-Rick to jest przedawkowane, za dużo tego.- powiedziała wstając i zabierając leki razem z apteczką. Położyłem szklankę na blat, spojrzałem na dziewczynę i wyciągnąłem rękę po pudełko
-Lepiej to oddaj…- rozkazałem Lett, ta w odpowiedzi cofnęła się i chowając apteczkę za sobą.
-Oddaj to do cholery- rozkazałem ponownie nieco zdenerwowany, ale Carry nie zamierzała oddać, widać było że trochę się wystraszyła jednak ja za wszelką cenę chciałem odzyskać swoje leki.
-Oddasz to do jasnej cholery czy mam ci pomóc?!- krzyknąłem na dziewczynę, na co ta wbiegła z płaczem do łazienki po czym zamknęła się w niej z moimi lekami.
-Scarlett? Oddaj tą apteczkę!- krzyknąłem tak by mnie usłyszała.
-Nie bo przedawkujesz i coś ci się stanie!- usłyszałem za drzwiami.
-Byłem w poprawczaku, więzieniu i na odwyku a ty myślisz że mi mogłoby coś się stać?- spytałem jednak nie dostałem odpowiedzi.
-Przepraszam cię, poniosło mnie ale te plecy naprawdę cholernie mocno bolą.- przeprosiłem dziewczynę, po chwili usłyszałem szczęk zamka i Lett wyszła podając mi o wiele mniejszą ilość tabletek niż zamierzałem wziąć ale łyknąłem je.
-Okey.- powiedziała Scarlett z sztucznym uśmiechem, pocałowałem ją i dziewczyna natychmiast się rozpromieniła. Resztę dnia spędziliśmy na rozmowach o różnych rzeczach i oglądaniu telewizji.
***
Następnego dnia Lett obudziła mnie z wymówką że ma dla mnie niespodziankę.
-Jaką niespodziankę?- spytałem wychodząc z łazienki.
-Zobaczysz- powiedziała całując mnie i wychodząc z pokoju więc ruszyłem za nią. Zadzwoniła po taksówkę po czym pojechaliśmy do ‘niespodzianki’. Taksówka zatrzymała się pod jakimś różowym budynkiem co trochę mi się nie spodobało, mimowolnie wysiadłem z samochodu i skierowałem się razem z Carry w stronę wejścia. W pokoju było parę osób, a w szklanym pomieszczeniu było ich więcej, moje podejrzenia wzbudziło to że ci ludzie siedzieli na krzesłach w kole.
-Scarlett? Po jaką cholerę tu przyszliśmy?- spytałem spoglądając na dziewczynę.
-To warsztaty panowania nad gniewem, zapisałam cię.- powiedziała z uśmiechem siadając na kanapie która stała obok.
-Co do cholery? Co ci odwaliło?- szepnąłem tak by nikt nie usłyszał. Lett zaśmiała się w odpowiedzi i odpowiedziała:
-Musisz się w końcu nauczyć kontrolować, zresztą idź już bo czekają na ciebie.
-Co takiego? Nie ma mowy!- zaprzeczyłem ale dziewczyna zaśmiała się ponownie i wepchnęła mnie do pokoju obok po czym usiadła z powrotem na kanapie obserwując mnie. Kiedy ‘wszedłem’ do pokoju nastała niezręczna cisza, zacząłem przeklinać w duchu ale usiadłem na wolne krzesło a po chwili rozmowy wróciły do normy a ja zignorowałem to wszystko i oglądałem sobie krajobraz za oknem.
-Może teraz pan coś opowie o sobie?- podszedł do mnie jakiś dziad z okularami i siwą brodą.
-Co, ja?- spytałem spoglądając na mężczyznę.
-Tak, jak masz na imię, ile masz lat, czemu tu przyszedłeś i jaki masz problem.- powiedział ze stoickim spokojem. Przewróciłem oczami, jednak zdecydowałem się odpowiedzieć:
-Jestem Rick, mam dwadzieścia lat, zapisała mnie tu dziewczyna i nie mam żadnego problemu.-
-Zgaduję że to ta z gipsem i ciekawe przez kogo ma gips- zaśmiał się jakiś mężczyzna i gdyby nie to że w pokoju obok jest Lett dawno bym wstał i temu debilowi porządnie wpieprzył.
-Spadła z konia jeśli chcesz wiedzieć.- odpowiedziałem oddychając głęboko by jakoś się uspokoić. -Spokojnie, pan Rick był w więzieniu ale się zmienił i po za tym jest nowy więc proszę o spokój, a pan niech opowiada dalej- wspaniale poinformował wszystkich staruszek. Nie no punkt za logikę.
-Ta opowiadaj nam o tym co robiłeś w pierdlu, musiało być zabawnie i ciekawie.- zaśmiał się ponownie ten sam facet.
-Lepiej się odwal nie chce zrobić ci krzywdy!- krzyknąłem wstając.
-I co mi zrobisz? Gówno, bo znowu trafisz za kratki...- zaśmiał się, a ja z powrotem usiadłem na krześle.-Frajer…- usłyszałem od tego mężczyzny i tego już nie wytrzymałem wstałem i rzuciłem krzesłem o ścianę. Wszyscy zerwali się z krzykiem i cofnęli w róg sali na środku został tylko facet który mnie obraził. Rzuciłem się na niego z pięściami jednak po kilku minutach odciągnęli mnie dwaj ochroniarze i przyjechała policja. Widziałem Scarlett ale nie miałem szansy z nią porozmawiać bo psy zatrzymały mnie na dwadzieścia cztery godziny na dołku.
***
Minęły dwadzieścia cztery godziny i w końcu mogli mnie wypuścić jednak zanim to zrobili musiałem pójść na spotkanie z jakimś policjantem czy coś. Wpuścili mnie do pokoju przesłuchań w kajdankach których jak na złość nie chcieli mi zdjąć. Po chwili do pokoju wszedł znany mi policjant z wydziału kryminalnego.
-I znowu się spotykamy Rick, tyle że tym razem pobicie… zwykłe pobicie… Same nudy- powiedział siadając na krześle naprzeciw mnie.
-Facet próbował mi podskoczyć to przywaliłem mu by się trochę ogarnął nic więcej.- wzruszyłem ramionami.
-Masz szczęście że cię lubię i znam cię na tyle długo że wiem kiedy kłamiesz. Tylko po jaką cholerę poszedłeś na warsztaty panowania nad gniewem?- zaśmiał się wyjmując z biurka kluczyk do kajdanek. Westchnąłem tylko w odpowiedzi.
-Dziewczyna? Czego się nie zrobi dla ukochanej- ponownie się zaśmiał uwalniając mnie od kajdanek.
-Wyobraź sobie że nikt z wydziału nie wiedział że się przeprowadziłeś i cały wydział dostał ochrzan że nikt cię nie pilnuje. I szef wysłał mnie tu bym cię obserwował i pomógł policji tutaj więc lepiej się pilnuj. Ale ogólnie to nudne miasto same kradzieże czy pobicia.- powiedział ze śmiechem i otworzył drzwi, wyszedł z pokoju a ja razem z nim.
-Miejmy nadzieję że to zmienię.-zaśmiałem się a on razem ze mną.
-Oby tak się stało, bo z tobą po prostu nie da się nudzić.- stwierdził. Odprowadzając mnie do wyjścia, podeszła do nas recepcjonistka i szepnęła coś na ucho kryminalnemu.
-Szukaj wymówki bo na dole czeka twoja dziewczyna.- zaśmiał się kiedy schodziliśmy po schodach i po chwili zauważyłem Scarlett siedzącą na krzesełku obok recepcji.
-Powodzenia z dziewczyną i na warsztatach, no i do zobaczenia.- pożegnał się ze mną policjant a Lett natychmiast do mnie podbiegła.
-Rick! Martwiłam się nic ci nie jest?- krzyknęła dziewczyna przytulając się do mnie.
-Nic mi nie jest.- powiedziałem kiedy Lett się ode mnie odkleiła i wyszedłem z posterunku policji, było dość ciemno, godzina chyba dwudziesta pierwsza.
-Przepraszam, ja cię w to wpakowałam…- powiedziała szybko mnie doganiając.
-Nie szkodzi, kiedy następne warsztaty?- spytałem ze złośliwym uśmiechem i ‘łapiąc’ pobliską taksówkę.
-Osz ty!- zaśmiała się Scarlett wsiadając do taksówki. Przez następne parę minut jechaliśmy w ciszy taksówką a kiedy wysiedliśmy z samochodu Carry powiedziała:
-Jak zabrała cię policja to przywaliłam tamtemu facetowi.- w odpowiedzi zaśmiałem się, wszedłem do budynku a następnie swojego pokoju i do łazienki. Kiedy wyszedłem Scarlett rzuciła się na mnie i zaczęliśmy się całować.
-Tęskniłam za tobą…- szepnęła między pocałunkami a ja podniosłem dziewczynę i położyłem na łóżku. Powoli przeszedłem z pocałunkami do jej szyi.
-Chcesz tego?- spytałem odrywając się od dziewczyny.
-No pewnie.- powiedziała i pocałowała mnie po czym spędziliśmy ze sobą cudowną noc.

Scarlett? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Sory Lett ale musiałam XDD zresztą zgodziłaś się na to XDD

Od Scarlett cd. Rick

***
Gdy dobiegłam do akademii wpadłam do swojego pokoju rzucając się na łóżko z płaczem... Po jakichś dziesięciu minutah drzwi do mojego pokoju zostały otworzone przez znanego mi już osobnika.
-Scarlett? Nic ci nie jest?- zapytał zamykając drzwi mojego pokoju, ja tylko podniosłam się i rzuciłam w tego gnoja poduszką.
-Wynoś się! Nienawidzę cię!
-Scarlett, tak się cieszę że żyjesz… Słuchaj tamto nic nie znaczyło, nie kocham jej, to ona mnie pocałowała. Kocham tylko ciebie.-powiedział zbliżając się do mnie.
-Jak mam ci kuźwa uwierzyć?!-spojrzałam na niego.
-Bo cię kocham i nie chce twojej krzywdy!-spojrzał na moją rękę a gdy złapał mnie za nią zasyczałam z bólu i wyrwałam ją.
-Oni ci to zrobili… Przepraszam cię, ale to i tak mało w porównaniu z tym co by ci zrobili gdybyś ze mną została.- odwrócił wzrok... Faceci zawsze muszą mieć rację nawet gdy nic nie wiedzą...
-Gorzej być nie mogło...
-Mogło, uwierz mi… Bardzo dobrze ich znam, mogliby cię pociąć na moich oczach, mogliby zedrzeć z ciebie skórę i to dosłownie, oni są zdolni do wszystkiego.
-Nie wiesz co mi zrobili...
-Co takiego?-tym pytaniem mnie wyprowadził z równowagi która i tak wisiała na ostatnim włosku.
-Zgwałcili mnie no kuźwa mnie zgwałcili, lepiej ci?!- wydarłam się a on oparł się plecami o ścianę.
-Znajdę tego typa i zabiję, potnę na kawałki…-zagroził lecz widocznie opanował się-Scarlett, ja cię przepraszam.-złapał mnie za rękę a ja wydałam z siebie tylko cichy jęk bólu.-Daj rękę- rozkazał a ja podałam mu grzecznie rękę, naciskał mi w różnych miejscach po całej ręce i chyba w pewym miejscu znalazł miejsce złamania bo z bólu zacisnęłam zęby a w oczach stanęły mi łzy.
-Druga też…- wyszeptałam
-Pewnie są złamane, trzeba jechać do szpitala kiedy indziej o tym porozmawiamy.-spojrzał na mnie-Mogę?-położył ręce na mojej talii a ja pokiwałam głową, podniósł mnie i poszedł do swojego pokoju po koc którym mnie okrył, zadzwonił najprawdopodobniej po taksówkę i pojechaliśmy do szpitala...
***
Wniósł mnie do szpitala podchodząc szybko do recepcji
-Szybko dajcie tu jakiegoś lekarza!- wydarł się na recepcjonistkę a ja patrzałam na to wszystko z rąk Ricka.
-Już nigdy nie pozwolę żeby stało ci się coś złego-wiedziałam, że to nie pierwsza i ostatnia taka akcja ale uśmiechnęłam się słabo, chłopak położył mnie na wskazanym przez lekarza łóżko. Dostałam środek usypiający bo jak się dowiedziałam kości mi się zaczęły zrastać same przez co zrosną się źle.
***
Gdy wreszcie się obudziłam lekarz zagipsował mi obie ręce i wypuścił z sali, lekko się chwiałam ale nie chciałam obciążać Ricka, wesłał taksówkę i pojechaliśmy do akademii a gdy byliśmy na miejscu weszliśmydo budynku.
-To ten, cześć…-powiedział naciskając już klamkę drzwi od swojego pokoju.
-Rick, poczekaj… Może mogłabym trochę posiedzieć u ciebie? W końcu mam złamane ręce i nie jestem w stanie samodzielnie się poruszać.-powiedziałam z nieporadnym uśmiechem
-Okey…- otworzył drzwi i postanowił mnie w nich przepuścić, gdy wszedł za mną do pokoju i zamknął drzwi, gdy to zrobił jego pies wyraźnie stęskniony rzucił się na niego przez co chłopak leżał na ziemi i dodatkowo zaczął go lizać po twarzy, zaczęłam cicho chichotać lecz na twarzy grymas bólu.
-Jak się czujesz?-zadał chyba najbardziej głupie pytanie w tej chwili ale nie przejęłam się tym i położyłam się na łóżku Ricka a jego pies Tajfun postanowił do mnie dołączyć. ,,Zawsze chciałam mieć psa"
-Na pewno lepiej niż przez ostatnie trzy dni.-uśmiechnęłam się słabo.
-A gdzie byłaś przez te ostatnie trzy dni i co robiłaś?-spytał wstawiając wodę w czajniku.
-Tak jakby jadłam grzyby w lesie…-miałam ochotę dodać ,,A ty?" Ale to było by mega wredne a już i tak jest między nami niezręcznie więc trzymałam język za zębami.
-Kawa?-zapytał specjalnie zmieniając temat, pokiwałam twierdząco głową. Po jakichś dwóch minutach wdoa się zagotowała, zrobił dwie kawy i jedną z nich podał mi, na szczęście nie słodził, złapałam niezgrabnie kubek i zaczęłam pić.
-Mogę zostać na noc?-spytałam rumieniąc się delikatnie.
-Tak, jasne.-powiedział bez wachania w głosie, nie chciałam zostawać sama na noc, bo gdy będę sama i przyśni mi się koszmar będę odczuwała większ strach...
-Co powiesz na jakiś film?-spytał biorąc pilot do ręki i włączając telewizor, usiadł na fotelu lecz nie oparł się o niego co wzbudziło moje podejrzenia, wypiłam już napój więc odstawiłam kubek po kawie na szafkę nocną.
-Okej.- odpowiedziałam kładąc się i przykrywając kołdrą, zaczęłam głaskać owczarka i drapać go za uszami co lubią moje koty ale jak widzę lubi też ten pies. Rick włączył film i po pewnym czasie ogarnęło mnie uczucie senności i zasnęłam...
Biegłam przez las, a w lesie było pełno całujących się par, na końcu ścieżki stał jeden z tych typów i Rick, mój chłopak miał nakierowaną broń na jego głowę a na twarzy uśmiech szaleńca, po chwili usłyszałam huk a mężczyzna opadł martwy na ziemię, Rick opuścił broń i zaczął podchodzić do mnie, jedyne co dalej widziałam to ciemność...

Obudziłam się a moje serce waliło mi w piersi, ogarnęłam się i włączyłam telewizję, której dawno z resztą nie oglądałam tak tradycyjnie, odpaliłam mój ulubioy serial kryminalny na podstawie książki Agathy Cristie ,,Poirot" a później tej samej autorki ,,Panna Marple" gdy kończył się już któryś odcinek z kolei Rick postanowił się obudzić, wstał i podszedł do szafi wyjmując apteczkę i szukając w niej czegoś.
-Dzień dobry-powiedziałam przeciągając się.
-Ta, dzień dobry...-powiedział cicho.
-Co takiego? Co tam masz?-zapytałam widząc, że Rick wyjmuje jakieś leki i szybko je połyka.
-Nic takiego... Jak się spało?-odwrócił się do mnie zmieniając temat ,,Jeszcze to z niego wyciągnę".
-Powiem ci, że łóżko jak i twój pies są całkiem wygodne-zaśmiałam się.
-To fajnie...-powiedział cicho.
-A tak w ogóle, to kim był tamten facet i o co mu chodziło?-zapytałam przerywając ciszę.
-To był Will Roberts, taki dawny kumpel można powiedzieć. Szukał zemsty na mnie.
-Ale za co chciał się zemścić?
-Wpakowałem go na odwyk a przy okazji sam siebie… Rozprowadzał narkotyki, przez co po odwyku trafił do więzienia… Cóż mam dość ciekawe życie, ale przyzwyczaiłem się do tego.- odwrócił się i zaczął robić sobie jedzenie.
-Rick...-powiedziałam po raz drugi przerywając ciszę-ohasz mnie?
-No oczywiście, że tak-powiedział szybko
-To nie pakuj się więcej w takie głupoty, dobrze?
-Moje życie to jedne wielkie pomyłki i głupoty. Narobiłem sobie nie mało wrogów więc jak mam się nie pakować w kłopoty?
-Też jestem pomyłką czy głupotą?
-Wiesz że nie to miałem na myśli
-Ale to powiedziałeś…
-Chodzi mi o to że co chwila robię coś złego, gdyby przy tamtej bójce cię tam nie było pewnie zrobiłbym coś przez co znowu trafiłbym do więzienia.-powiedział siadając obok mnie na łóżku.
-Dlatego właśnie masz mnie...-złapałam go za ręke i spojrzałam w oczy.
-Jeszcze, cię mam… Nie przeraża cię ta cała sytuacja?
-Rick, każdego przeraża ale jestem tu bo cię kocham nie zależnie od tego co się będzie dziać...
-Scarlett, ja też cię kocham ale boję się o ciebie. Przy mnie nie jesteś bezpieczna, jestem nieobliczalny, stać mnie na wszystko…
-Słuchaj, przecież nie jestem małym dzieckiem, mogę za tobą w ogień skoczyć i nikt mnie nie powstrzyma.
-Proszę cię nie mów tak…- powiedział wstając gwałtownie odwracając się do mnie plecami na których mięśnie miał wyraźnie napięte.
-Moja siostra też tak mówiła i jak to się skończyło? Śmiercią dla niej i więzieniem dla mnie, a nie chce by to samo spotkało ciebie.
-Rick, nie mam najmniejszego zamiaru cię zostawić... Śmierć będzie lepszą karą niż rozstanie- wstałam i stanęłam przed nim.
-Nie powinnaś tak mówić, nie jestem tego wart-powiedział szybko i zabrał portfel i wyszedł... Po prostu wyszedł...
Usiadłam załamana na kanapie a w moich oczach pojawiły się łzy którym nie pozwoliłam na samowolkę, wtuliłam się w psa i włączyłam znów telewizję żeby zająć swoje myśli czymś innym i się nie poryczeć jak bóbr...
***
W końcu wyłączyłam telewizor zatapiając się we własnych myślach... Po chwili do pokoju wszedł Rick z niewyraźną miną.
-Rick! Gdzie ty byłeś?-krzyknęłam wstając z łóżka.
-Co? Daj mi spokój, nie będę się z niczego tłumaczył.
-Co się z tobą dzieje? Brałeś coś?-powiedziałam kładąc mu rękę na klatce piersiowej by nigdzie nie poszedł i znowu nie zrobił czegoś głupiego.
-Zostaw, to boli.-powiedział i odepchnął mnie, zrobiłam się czerwona na twarzy ale nie z przejęcia tylko ze złości.
Przeszłam obok niego w drzwiach bez słowa i weszłam do swojeg pokoju, zabrałam tylko telefon i słuchawki oraz butelkę wody, wyszłam z pokoju i gdy wyszłam z budynku skierowałam się do lasu, na szczęście na lewej ręce gips sięgał mi do nadgartska a na prawej trochę dalej ale miałam odsłonięte knykcie, na uszy założyłam słuchawki i zapętliłam sobie "He's a monster", uwielbiam piosenki które nawiązują też do mojego życia. Podeszłam do najbliższego drzewa i zaczęłam walić pięściami w drzewami czując przyjemny ból w całym ciele, było to mądrzejsze rozwiązanie niż cięcie się jak te wszystkie cholerne Emo, w czasie gdy ja waliłam wściekła w drzewo podśpiewywałam piosenkę...
***
Minęła może godzina kiedy dałam sobie chwilę odpoczynku, spojrzałam na swoje zakrwawione ręce ale olałam to bo nawet jak wytrę to w coś to zaraz krew znowu wypłynie z moich pokaleczonych dłoni. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam kontakty wyłączając muzykę, postanowiłam zadzwonić do mojego starego przyjaciela Oliviera do którego nie odzywałam się już od dwóch miesięcy... nie odebrał ale napisał mi sms'a: "Scarlett odzywasz się akurat wtedy kiedy znalazłem kochającą dziewczynę i prawdziwą przyjaciółkę? Pieprz się..." Ta wiadomość sprawiła, że w moich oczach poajwiły się łzy, Oli był moim jedynym przyjacielem i osobą która jako jedyna się ze mnie nie wyśmiewała, z moich oczu wypłynęły łzy a ja z powrotem włączyłam muzykę, zakryłam rękami twarz i zaczęłam cicho szlochać... "Tracę wszystko co kochałam". Po chwili wstałam i tym razem z łzami w oczach znów zaczęłam walić w drzewo czując poraz kolejny dawkę przyjemnego bólu...
***
Minęły już trzy godziny odkąd znalazłam się w lesie, nie chciałam wracać do akademii ale nie mogłam zostać znowu w lesie patrząc na stan moich rąk gdzie gdy zgięłam dłoń w pięść widziałam zakrwawione kości wystające mi delikatnie z knykci. Wróciłam ścieżką którą weszłam do lasu i kiedy znalazłam się w budynku akademii ruszyłam do swojego pokoju, gdy znalazłam się w nim przemyłam ręce i zaczęłam szukać bandaży...
***
Minęło trochu czasu zanim znalazłam tu jakiekolwiek bandaże, ale w końcu mi się udało, owinęłam sobie bandażami knykcie i bandaż nie wytrzymał nawet chwili i się cały zakrwawił, usiadłam na łóżku na którym leżały moje dwa koty które nawet nie wiem jak tu weszły, pewnie przez okno czy coś w ten deseń. Przytuliłam obie kulki futra i weszłam na ID gdzie było pełno seriali kryminalnych które ubustwiam.
***
Siedziałam na tym łóżku od godziny gdy nagle usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi, nie obróciłam głowy tylko omiotłam spojrzeniem tamto miejsce.
-Wyjdź-powiedziałam bezuczuciowo do chłopaka.
-Słuchaj, przepraszam trochę mnie poniosło...- powiedział siadając obok mnie na łóżku, postanowiłam się nie odzywać.-Scarlett... Nie chciałem cię odepchnąć, po prostu... Co ci się stało?- spytał po czym poczułam jego dłoń na swojej, syknęłam z bólu i wyrwałam ją szybko.
-Nie powinno cię to obchodzić-powiedziałam chłodno.
-Przepraszam, zdenerwowała mnie ta cała rozmowa, wyszedłem na miasto i wziąłem jakieś świństwo. Powiesz mi co się stało?-spytał ponownie, obrzuciłam go srogim spojrzeniem.
-Jeśli już musisz wiedzieć to naparzałam w drzewa, dziękuje też, że olewasz słowa osoby którą 'podobno'-zrobiłam cudzysłów w powietrzu- kochasz.
-Bo cię kocham, ale musiałem się trochę wyluzować...
-Cudowny sposób na wyluzowanie, czemu od razu się nie nachlałeś i na dziwki  do burdelu nie poszedłeś?-powiedziałam z sarkazmem.
-Nie jestem taki, kocham cię...- odpowiedział patrząc mi głęboko w oczy.
-Zrobiłeś co innego? Tak tylko, że boli mnie to tak samo, ale ty o tym do cholery nie pomyślisz?!
-Przepraszam cię, czasem mi odbija i nie panuję nad tym...
-Wiesz, że to pieprzone "przepraszam" nawet za tysięcznym razem nie zmieni nic między nami?
-Ostrzegałem cię że mogę mieć wybuchowy charakter i jeśli chcesz to możesz mnie już nigdy nie zobaczyć...- powiedział patrząc na mnie wyczekująco.
-Rick wiesz, że obecnie jestem wkur***na i to moje marzenie ale nie minie minuta a już będę tego żałować...-w moich oczach pojawiły się łzy a kilka z nich spłynęło.
-Póki co nie zostawię cię...- powiedział z uśmiechem i otarł ręką łzy spływające po moim policzku.
-Póki co?
-Póki cię kocham, a to raczej szybko nie minie...- zaśmiał się, uśmiechnęłam się delikatnie i wtuliłam się w tors chłopaka. Po chwili odkleiłam się od niego.
-Rick, zdejmij koszulkę.-powiedziałam stanowczo.
-Co? N-nie po co?
-Powiedziałam zdejmij-na twarzy chłopaka zobaczyłam niepewność lecz niechętnie zdjął koszulkę, na jego klatce piersiowej zobaczyłam pełno siniaków lecz Rick widocznie słonił plecy, odwróciłam go a moim oczom ukazały się paskudne napisy, znowu obróciłam Ricka tak, że siedzieliśmy twarzą w twarz, objęłam rękoma jego szyję wczepiając się w jego usta, natychmiast Rick objął mnie w talii i posadził na kolanach przez co siedziałam na nim okrakiem... Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy Rick powiedział.
-Wyglądam jak potwór prawda?-powiedzał i odwrócił wzrok.
-Z bliznami czy bez jesteś tym samym Rickiem którego kochałam, a każda blizna dodaje ci historii-uśmiechnęłam się pocieszająco i wtulając się delikatnie w chłopaka.


Riczu?

Od Ricka cd. Scarlett

***
Nagle znalazłem się w białym pomieszczeniu. Na środku pokoju było krzesło a na nim ja, przywiązany. Dobrze znałem ten pokój. Panicznie bałem się tam wrócić. Przerażały mnie te białe ściany, lekarze i krzesła do których przywiązywali cię gdy nie chciałeś brać leków lub gdy głód narkotykowy coraz bardziej dawał się we znaki. Próbowałem się wyszarpać, poczułem jak ktoś wkłuwa mi igłę w szyję i pochłonęła mnie ciemność.
***
Obudziłem się, na szczęście już w swoim pokoju i w swoim łóżku. Była dwudziesta. Wstałem powoli i jęknąłem gdyż wszystko cholernie mnie bolało. Podszedłem do lustra, zdjąłem koszulkę na której była wyschnięta krew. Na brzuchu miałem okropnie wielkie i bolące siniaki. Odwróciłem się oglądając napisy na plecach. Na szczęście zaczynały się zasklepiać i rany nie krwawiły już tak jak wcześniej, a po za tym parę dużych siniaków. Założyłem czystą koszulkę, zrobiłem sobie parę kanapek i wyszedłem z pokoju zostawiając w nim psa. Skierowałem się na pastwisko na którym szybko znalazłem mojego dzikusa, przeskoczyłem nad płotem ale po chwili tego pożałowałem bo poczułem ogromny ból w klatce piersiowej przez co wylądowałem plecami na ziemi, jęknąłem i zamknąłem oczy. Po chwili poczułem czyjś oddech na sobie, otworzyłem szybko oczy i zobaczyłem Soul’a który stał nade mną i obwąchiwał mnie.
-Cześć stary, dawno się nie widzieliśmy…- zauważyłem wstając i łapiąc konia za kantar. Karus w odpowiedzi głośno parsknął i trącił mnie delikatnie łbem. Poprowadziłem konia aż do drzewa jak najbardziej oddalonego od akademii, po czym usiadłem delikatnie opierając się plecami o nie. Soul położył się obok mnie co jakiś czas przewracając się na grzbiet. Czemu nie zajrzałem do pokoju Scarlett? Odkąd tu wróciłem siedzę tylko zamknięty w pokoju… Tak samo jak wtedy kiedy wróciłem z odwyku… Czułem się jak jakiś duch krążący po ziemi bez celu. Czułem się jak pusty wrak żałosnego człowieka. Nie wiedziałem co mam robić i dlaczego odkąd wróciłem z tamtej bójki ani raz nie zajrzałem do Scarlett. Może wstydziłem się tych ran i siniaków. Postanowiłem zajrzeć do niej, wstałem i skierowałem się do akademii. Nagle obok mnie przejechało auto, które natychmiast się zatrzymało. Z samochodu wysiadła Nathalie w obcisłej, czerwonej sukience. Pocałowała mnie w policzek.
-Ogarnij się, mam dziewczynę- powiedziałem odpychając ją delikatnie. Dziewczyna spojrzała na mnie nieco speszona.
-Spokojnie, wyluzuj Rick. Przyszłam zaprosić cię na imprezę, będzie super!- zaproponowała uderzając mnie lekko a ramię.
-Nie dzięki, idę właśnie do Scarlett.- zrezygnowałem od razu.
-Ale Rick, wyluzuj. Pójdziesz do niej jutro, zresztą jak kocha to poczeka. No chodź!- powiedziała, złapała mnie za rękę i ciągnęła w stronę auta. Nie wiem sam jak ale zgodziłem się i wsiadłem do auta. Po kilku minutach byliśmy już pod domem Nathalie, z którego już z daleka było słychać głośną muzykę. Wysiadłem z samochodu i przeszedłem przez próg. Od razu przykleił się do mnie barman z drinkami. Cóż skoro są drinki za darmo to czemu nie brać? Wypiłem kilka naście, po jakimś czasie się upiłem ale nadal stałem z boku i nie byłem upity na tyle by stracić świadomość. Nagle podeszła do mnie mocno upita Nathalie i zaciągnęła do jakiegoś pokoju.
-Co ty wyprawiasz?- spytałem, a ta pocałowała mnie i w tym momencie ujrzałem coś jakby zielone włosy za oknem i błyskawicznie odepchnąłem Nathalie.
-Co ty do cholery wyprawiasz!?- wydarłem się wściekły na dziewczynę.
-Ale widać że sam tego chcesz…- zaśmiała się zarzucając mi ręce na szyję. Odepchnąłem ją szybko na łóżko stojące obok.
-Odwal się do cholery, jeszcze jeden taki numer i puszczę tę twoją willę z dymem!- krzyknąłem wściekły wychodząc z pokoju, a następnie z domu Nathalie. Zacząłem biec truchtem w stronę akademii zastanawiając się czy widziałem Scarlett czy dostaje omamów. Bo jeśli jednak ją widziałem, a ona mnie tam widziała to już zapewne nie mam dziewczyny. Po chwili byłem już pod akademią. Wpadłem do budynku, skierowałem się do pokoju dziewczyny, stanąłem przed drzwiami i położyłem dłoń na klamce. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Scarlett leżącą na łóżku, płaczącą do poduszki.
-Scarlett? Nic ci nie jest?- spytałem zamykając za sobą drzwi. Ta rzuciła we mnie jedną z poduszek.
-Wynoś się! Nienawidzę cię!- krzyknęła podnosząc się.
-Scarlett, tak się cieszę że żyjesz… Słuchaj tamto nic nie znaczyło, nie kocham jej, to ona mnie pocałowała. Kocham tylko ciebie.-powiedziałem podchodząc bliżej niej.
-Jak mam ci kuźwa uwierzyć?!-spojrzała na mnie zapuchniętymi oczami.
-Bo cię kocham i nie chce twojej krzywdy!- odpowiedziałem i wtedy zauważyłem wielki napis na jej ręce, dotknąłem napisu, Lett wyrwała rękę i odsunęła się.
-Oni ci to zrobili… Przepraszam cię, ale to i tak mało w porównaniu z tym co by ci zrobili gdybyś ze mną została.- powiedziałem odwracając wzrok.
-Gorzej być nie mogło...
-Mogło, uwierz mi… Bardzo dobrze ich znam, mogliby cię pociąć na moich oczach, mogliby zedrzeć z ciebie skórę i to dosłownie, oni są zdolni do wszystkiego.
-Nie wiesz co mi zrobili...
-Co takiego?
-Zgwałcili mnie no kuźwa mnie zgwałcili, lepiej ci?!-wykrzyczała patrząc na mnie. Z wrażenia oparłem się o ścianę. Poczułem wściekłość i ogromne poczucie winy.
-Znajdę tego typa i zabiję, potnę na kawałki…- zagroziłem jednak po chwili opanowałem się.-Scarlett, ja cię przepraszam.- powiedziałem i dotknąłem jej ręki, a ta jęknęła.
-Daj rękę-rozkazałem, a dziewczyna posłusznie wyciągnęła rękę, naciskałem lekko po chwili znalazłem bolące miejsce bo Scarlett zacisnęła zęby z bólu więc puściłem jej rękę.
-Druga też…- powiedziała cicho.
-Pewnie są złamane, trzeba jechać do szpitala kiedy indziej o tym porozmawiamy.-powiedziałem spoglądając na Scarlett.
-Mogę?- spytałem delikatnie kładąc ręce na jej talii, ta pokiwała twierdząco głową, a ja uniosłem dziewczynę, ignorując ból klatki piersiowej i tych przeklętych ran na plecach. Zaszedłem jeszcze do swojego pokoju po jakiś koc by okryć nim dziewczynę, zadzwoniłem po taksówkę i pojechaliśmy do najbliższego szpitala.
***
Wniosłem dziewczynę do szpitala, podszedłem szybko do rejestracji, na szczęście w budynku było mało osób.
-Szybko dajcie tu jakiegoś lekarza!- wydarłem się na recepcjonistkę, na co ta podniosła słuchawkę od telefonu i poprosiła jakiegoś lekarza.
-Już nigdy nie pozwolę żeby stało ci się coś złego- szepnąłem do Lett, po chwili przyszedł lekarz i kazał by podążać za nim. Wskazał na wolne łóżko, położyłem na nim dziew, po czym lekarz wyprosił mnie z sali i nikt mnie nie chciał do niej wpuścić. W końcu po jakimś czasie Scarlett wyszła z sali z zagipsowanymi obiema rękami. Zadzwoniłem po taksówkę i wróciliśmy do akademii bez słowa po czym weszliśmy do budynku.
-To ten, cześć…- powiedziałem naciskając klamkę od drzwi swojego pokoju.
-Rick, poczekaj… Może mogłabym trochę posiedzieć u ciebie? W końcu mam złamane ręce i nie jestem w stanie samodzielnie się poruszać.- powiedziała z delikatnym uśmiechem.
-Okey…- zgodziłem się, otworzyłem drzwi i przepuściłem dziewczynę. Kiedy tylko zamknąłem drzwi, mój pies się za mną stęsknił i postanowił to pokazać, skacząc na mnie przez co wylądowałem na podłodze i liżąc mnie po twarzy. Usłyszałem cichy chichot dziewczyny jednak szybko odgoniłem psa i wstałem powoli, próbując zamaskować ból pleców i klatki piersiowej.
-Jak się czujesz?- spytałem ale po chwili poczułem że to trochę głupie pytanie. Scarlett położyła się na moim łóżku, a obok niej położył się Tajfun.
-Na pewno lepiej niż przez ostatnie trzy dni.-uśmiechnęła się słabo.
-A gdzie byłaś przez te ostatnie trzy dni i co robiłaś?- spytałem wstawiając wodę na kawę.
-Tak jakby jadłam grzyby w lesie…- Boże co ja zrobiłem, mogłem zajrzeć do jej pokoju, jakoś jej poszukać czy coś a nie siedzę od trzech dni w tym pokoju jak jakiś debil.
-Kawa?- spytałem by jakoś odwrócić temat, Scarlett w odpowiedzi pokiwała twierdząco głową. Po dwóch minutach woda się zagotowała, zrobiłem dwie kawy dla siebie mocniejszą a drugą podałem dziewczynie.
-Mogę zostać na noc?- spytała rumieniąc się lekko.
-Tak, jasne.- zgodziłem się szybko, nie mógłbym wytrzymać sekundy bez jej obecności po tamtej sytuacji i nie wybaczyłbym sobie gdyby coś złego jej się stało i to z mojej winy.
-Co powiesz na jakiś film?- spytałem biorą pilot do ręki, włączyłem telewizor i usiadłem na fotelu, ale tak bym nie opierał się o nie plecami a dziewczyna odłożyła kubek po kawie na szafkę nocną.
-Okej.- odpowiedziała nakrywając się kołdrą i głaszcząc owczarka. Znalazłem polską komedię – Podejrzani zakochani na dwójcę, dziś nie było za dużo filmów w końcu już jest chyba po północy. Po jakiś piętnastu minutach Scarlett zasnęła wtulona w Tajfuna. Po jakimś czasie także i ja zasnąłem.
***
Rano obudził mnie okropny ból pleców, nie do wytrzymania. Scarlett siedziała na łóżku i oglądała jakiś serial kryminalny czy coś innego. Wstałem, podszedłem do szafki, wyjąłem z niej apteczkę i zacząłem szybko szukać jakiś leków które choć trochę zmniejszyły ból.
-Dzień dobry- powiedziała dziewczyna przeciągając się.
-Ta, dzień dobry…- powiedziałem cicho jednak dziewczyna chyba usłyszała.
-Co takiego? Co tam masz?- spytała kiedy wreszcie znalazłem jakieś leki i je połknąłem.
-Nic takiego… Jak się spało?- spytałem odwracając się w jej stronę.
-Powiem ci że łóżko jaki i twój pies są całkiem wygodne- zaśmiała się.
-To fajnie…- powiedziałem cicho.
-A tak w ogóle, to kim był tamten facet i o co mu chodziło?- spytała po chwili ciszy.
-To był Will Roberts, taki dawny kumpel można powiedzieć. Szukał zemsty na mnie.
-Ale za co chciał się zemścić?
-Wpakowałem go na odwyk a przy okazji sam siebie… Rozprowadzał narkotyki, przez co po odwyku trafił do więzienia… Cóż mam dość ciekawe życie, ale przyzwyczaiłem się do tego.- powiedziałem robiąc sobie coś do jedzenia.
-Rick...-powiedziała po kolejnej chwili ciszy- Kochasz mnie?
-No oczywiście że tak.- odpowiedziałem szybko.
-To nie pakuj się więcej w takie głupoty, dobrze?
-Moje życie to jedne wielkie pomyłki i głupoty. Narobiłem sobie nie mało wrogów więc jak mam się nie pakować w kłopoty?
-Też jestem pomyłką czy głupotą?
-Wiesz że nie to miałem na myśli
-Ale to powiedziałeś…
-Chodzi mi o to że co chwila robię coś złego, gdyby przy tamtej bójce cię tam nie było pewnie zrobiłbym coś przez co znowu trafiłbym do więzienia.- powiedziałem siadając obok niej na łóżku.
-Dlatego właśnie masz mnie...-złapała mnie za rękę i spojrzała w oczy.
-Jeszcze cię mam… Nie przeraża cię ta cała sytuacja?
-Rick, każdego przeraża ale jestem tu bo cię kocham nie zależnie od tego co się będzie dziać...
-Scarlett, ja też cię kocham ale boję się o ciebie. Przy mnie nie jesteś bezpieczna, jestem nieobliczalny, stać mnie na wszystko…
-Słuchaj, przecież nie jestem małym dzieckiem, mogę za tobą w ogień skoczyć i nikt mnie nie powstrzyma.
-Proszę cię nie mów tak…- powiedziałem wstając gwałtownie i odwracając się do Scarlett plecami.-Moja siostra też tak mówiła i jak to się skończyło? Śmiercią dla niej i więzieniem dla mnie, a nie chce by to samo spotkało ciebie.
-Rick, nie mam najmniejszego zamiaru cię zostawić... Śmierć będzie lepszą karą niż rozstanie- podniosła się i stanęła przede mną.
-Nie powinnaś tak mówić, nie jestem tego wart- powiedziałem szybko, wziąłem parę stówek i wyszedłem z pokoju, zadzwoniłem po taksówkę i pojechałem do najbliższego klubu. Zacząłem szukać czegoś ciekawego by się wyluzować i nagle zauważyłem dziwnie wyglądającego faceta, wychodził z klubu więc poszedłem za nim. Jak się okazało był to diler, trochę zdenerwowała mnie ta sytuacja ze Scarlett, dawno nic nie brałem, a raz na jakiś czas zaszaleć nie zaszkodzi. Podszedłem do mężczyzny i kupiłem pierwszy lepszy narkotyk, po czym to zażyłem. Po minucie odpłynąłem zupełnie.
***
Działanie narkotyku zaczęło mijać, odzyskałem świadomość jednak narkotyk był już ledwie wyczuwalny. Zamówiłem taksówkę, wróciłem do akademii i swojego pokoju.
-Rick! Gdzie ty byłeś?- krzyknęła dziewczyna wstając szybko z łóżka.
-Co? Daj mi spokój, nie będę się z niczego tłumaczył.- powiedziałem, narkotyk już prawie przestał działać.
-Co się z tobą dzieje? Brałeś coś?- spytała, kładąc mi rękę na klatce piersiowej bym nie poszedł.
-Zostaw, to boli.- powiedziałem i odepchnąłem delikatnie Scarlett.

Lett?

Od Scarlett cd. Rick

W końcu nadszedł moment w którym miałam wejść na tą kolejkę, gdy przechodziliśmy przez bramkę naszła mnie myśl czy nie wrócić ale nie zrobiłam tego... Przez większość trasy piszczałam ale bardziej z radości niż przerażenia, gdy już wyszliśmy położyłam się na trawie, zawsze tak miałam po takich rzeczach.
-I jak?- spytał ze śmiechem
Otworzyłam wreszcie oczy i nakierowałam wzrok na tego czubka którego kocham.
-Jakim cudem ty możesz ustać na nogach? Cóż, tak czy inaczej… Było super! Chce jeszcze raz!- wrzasnęłam i podniosłam się szybko na nogi.
-Ej, spokojnie mamy na to cały dzień. A zresztą, tobie już lepiej?- zaśmiał się gdy ja na nim praktycznie leżałam bo myślałam, że się zaraz przewrócę, pokiwałam jednak głową i wieszając się na nim jak to było w moim przyzwyczajeniu. Najpierw poszliśmy do młota z którym się prawie przewróciłam, winda i na koniec spływ wodny.
-Może trochę odpoczniesz?- wspaniałomyślnie zaoferował mi Rick gdy wychodziliśmy z tej atrakcji cali mokrzy, oczywiście moje włosy wyglądały jak wodorosty co mi przeszkadzało ale chwilowo to olałam.
-Dobra, a więc co proponujesz jako odpoczynek?- spytałam zarzucając mu ręce na szyję i całując.
-Co powiesz na gofry lub lody?- odpowiedział przerywając pocałunki.
-A może to i to?- uśmiechnęłam się i znowu go pocałowałam.
-Okey- odpowiedział i pocałowałem mnie, lecz ku mojemu niezadowoleniu krótko. Poszliśmy do stoiska, oboje wzięliśmy gofry z samą bitą śmietaną, a Rick kupił sobie jeszcze szklankę piwa.
Po zjedzeniu gofrów zaoferowałam, że pójdę po lody, ruszyłam w kierunku stoiska z tymi przysmakami i kupiłam dwie gałki na głowę, oczywiście na moich lodach musiała się jeszcze znaleźć polewa malinowa i kolorowa posypka, po chwili zauważyłam, że obok Ricza siedzą jakieś dwie baby, miałam nadzieję, że Rick jest wierny ale kiedy zobaczyłam, że chłopak jest dla ich wredny a dziewczyny odchodzą podeszłam z lekko zdziwioną miną, nie dziwiłam się, że te laski do niego przyleciały, to ciacho na dodatek bez koszulki czym mnie trochę teraz zirytował...
-Cóż… nie sądziłam że je spławisz… Jednak jestem zła, bo czemu nie założyłeś koszulki! I jakim prawem te szmaciane plastiki flirtowały z tobą?!- wkurzyłam się  –Nie powinniśmy tu w ogóle przyjeżdżać.– dodałam po chwili. Lody zjedliśmy dość szybko więc, wyrzuciliśmy pojemniki do kosza. Po chwili poczułam na talii jego ręce a przez ciało przebiegł mnie przyjemny dreszcz gdy Rick pocałował mnie w szyję.
-Nie ma mowy, dziś cały dzień poświęcam tobie.- pocałował mnie w usta.
-Dobra, to co powiesz teraz na samochodziki?- zaproponowałam kierując się właśnie w ich stronę. Pokiwał głową po czym skierowaliśmy się tam. Co chwilę uderzaliśmy w swoje samochody. Kiedy skończyliśmy atrakcję, Rick wyjął telefon i jak podejrzewam sprawdzał godzinę, którą była dziewiętnasta. (Takie medium)
-O cholera, kochanie muszę lecieć wrócę za godzinę, półtorej-powiedział dając mi ostatniego na 'godzinę półtorej' buziaka.
-Ale przecież miałeś spędzić ze mną cały dzień!?- westchnęłam odrywając się od jego ust.
-Przepraszam myszko ale to istotne, niedługo wrócę.- odpowiedział kierując się w stronę parkingu.
Spojrzałam tylko za nim smutno i powłóczyłam nogami do diabelskiego młyna... Chciałam na nim posiedzieć z Rickiem, ale jak zwykle się wkopałam... Nie mogłam długo w nim wytrzymać bo robiło mi się trochę przykro... Poszłam do jednej z budek i kupiłam sobie piwo, w końcu wyszło tak z pięć szklanek ale się tym nie przejmowałam... Minęła godzina a ja już nie miałam co robić, była już 20 więc ludzi było mniej a mi robiło się coraz chłodniej, założyłam bluzę Ricka i włożyłam ręce do kieszeni, nagle poczułam coś twardego, od razu wiedziałam, że to broń, moje serce zamarło a ja lekko zbladłam ale nie okazywałam tego niepokoju który rozchodził mi się po ciele. W końcu weszłam do komnaty luster, wyszłam po pół godziny i odnalazłam wzrokiem Ricza.
-Mam nadzieję że masz solidne wytłumaczenie bo jak się dowiem że ktoś cię widział z tamtymi lafiryndami to już jesteś martwy.- oznajmiłam mu..
-Niedługo się dowiesz, a teraz chodźmy do tamtych misiów co?- odpowiedział kierując się w stronę stoiska. Wykupił pięć rzutów i podał mi piłeczkę, rzuciłam raz jeden i mogłabym rucać jeszcze nie wiem ile razy ale to jest jakoś ustawione.
-Nie no to jakieś głupie jest!- zdenerwowałam się po czwartym rzucie i oddałam piłeczkę Rickowi odsuwając się na bok, oczywiście nie byłam zdziwiona gdy Rick zbił wszystkie kręgle na raz, urodziłam się w piątek trzynastego więc od zawsze byłam pechowym dzieckiem. Wziął misia od sprzedawcy i podał go mi, mimo, że byłam troszkę zła to wzięłam misia i wtuliłam się w niego.
-Dzięki, ale uważam że to było jakieś oszustwo…
-Odwróć się i zamknij oczy- powiedział tajemniczo, ja szybko wykonałam jego prośbę i natychmiast odgarnął mi włosy a na szyi poczułam coś bardzo zimnego-Już- usłyszałam i otworzyłam oczy, przez chwilę nie mogłam uwierzyć, na mojej szyi wisiał cudny naszyjnik z serduszkiem, oglądałam go z każdej strony zachwycona prezentem.
-Dziękuję- powiedziałam i pocałowałam go, skierowaliśmy się do parkingu, mój misiek wylądował już w samochodzie a ja sama oparłam się o maskę, natychmiast Rick przylgnął do mnie cały i trwało by to o wiele dłużej gdyby nikt nam nie przerwał.
-Ej, ty!- usłyszałam krzyki i stanęłam obok Ricka, szybko znalazłam właścicieli głosu, był to jeden z trzech napakowanych mężczyzn którzy szli obok tych szmat które podrywały Ricka.
-Coś się stało?- zapytał chłopak podchodząc bliżej do nieznajomych co mi się nie podobało.
-To on!- powiedziała jedna z dziewczyn i po chwili dwoje mężczyzn trzymało mnie mocno za ręce a Rick leżał na ziemi po otrzymanym ciosie w brzuch. Działałam instynktownie, wyjęłam scyzoryk, wbiłam jednemu z mężczyzn w rękę i przejechałam przez całą jej długość, zaraz po tym drugi facet popchnął mnie na ziemię i nadepnął na rękę, poczułam tylko łamiącą się kość a przed oczami miałam łzy które już spływały po policzkach, ze strachu i bólu. Rick natychmiast się podniósł i przywalił w twarz temu mężczyźnie najprawdopodobniej łamiąc mu nos lecz zaraz po tym on został przygnieciony przez całą grupę ludzi a mi przystawili spluwę do głowy i trzymali za ręce.
-Który debil straszył moje dziewczynki?!- usłyszałam męski głos, moja twarz była cała w łzach i krwi która zaczęła mi niespodziewanie ciec z nosa
-O, kogo my tu mamy, mój dawnym kumpel – Rick Morgan. Pamiętasz mnie? To ja Will Roberts, kojarzysz co nie?- gdy to powiedział myślałam, że moje serce stanęło na dobre, myślałam że zaraz zemdleję, wiedziałam, że Rick się z nikim miłym nie zadawał ale nagle zaczął mnie trochę przerażać.
-Pamiętam jak przed więzieniem byłeś taki słabiutki, widocznie to nękanie ciebie przez innych wyszło ci na dobre. Pamiętam nawet jak mnie wystawiłeś!- moja twarz była cała we łzach a z mojego nosa leciała gęsta krew, nie mogłam patrzeć na Ricka, bolał mnie ten widok.
-Jej do tego nie mieszaj. Ona o niczym nie wie, nikomu nie powie. Tylko ją zostawcie, zrobię wszystko. Przysięgam…-  mężczyzna zaśmiał się i podszedł do mnie i podstawił mi nóż pod gardło, zaczęłam szybciej oddychać dławiąc się łzami.
-Rick! Nie rób tego!- wydzierałam się do chłopaka ale ten nawet na mnie nie spojrzał...
-Tyle robisz dla dziewczyny… Wcześniej byłeś kimś, martwiłeś się tylko o siebie, a teraz dałbyś mi się zabić za kogoś innego. Ale zrobię to o co prosisz, nie jestem takim potworem.- schował nóż do kieszeni a ja dalej wydzierałam się do Ricka, po chwili przyjechał samochód do którego mnie wepchnęli. ***
Nie wiem ile już jechałam ale mimo, że się szarpałam dalej siedziałam w samochodzie, nie wiedziałam jakim cudem mam tędy dojechać do akademii ale wolałam nie pytać, byliśmy już w środku lasu, tylko ja i mężczyzna który prowadził, wysiadł, podszedł do moich drzwi wyciągnął mnie i przygwoździł do ziemi... Już wiedziałam co mnie czeka...
-To teraz się zabawimy mała- zaczął zrzucać moje ubrania i po chwili zrzucił swoje... Kiedy skończył ubrał się ale dalej trzymał mnie przy ziemi, wziął moją rękę (po stronie na której widać żyły) z kieszeni wyjął nóż i wyrył mi wielki napis "SZMATA" i w gratisie złamał mi kolejną rękę. Wstał, rzucił mi ubrania i odjechał zostawiając mnie w nocy w środku lasu, ubrałam się szybko i położyłam załamana na ziemi, zaczęłam płakać... Po pewnym czasie zmorzył mnie sen...
 ***
Obudziło mnie ćwierkanie ptaków... Gdy otworzyłam wreszcie oczy był ranek, leżałam  w miejscu w którym zasnęłam, spojrzałam na swoją rękę na której napis zaczął się delikatnie zasklepiać, ale przynajmniej nie leciała krew. Spróbowałam się podnieść co było ciężkie bez użycia rąk, na moje szczęście w dzieciństwie byłam harcerzem i chyba uda mi się zrobić coś z rękoma, gdy wreszcie udało mi się wstać wzięłam bluzę i lewą rękę powiesiłam na temblaku zrobionym z niej, prawa ręka mniej mnie bolała więc to jej chciałam używać, zaczęłam przeszukiwać kieszenie i jedyne co znalazłam to guma do żucia w spodenkach i broń która znajdowała się w bluzie Ricka, gdy pomyślałam o Ricku łzy stanęły mi w oczach ale natychmiast je otarłam i zaczęłam się rozglądać,   oczywiście w nocy padał deszcz i jakiekolwiek ślady zostały zmyte w nocy. Szłam lasem rozglądając się za czymś do jedzenia, znałam się na grzybach i na tym jak je dobrze przyrządzić ale długo na nich nie pożyję, w trakcie udało mi się zebrać trochę chrustu i krzemienia, robiło się już ciemno a mi udało się znaleźć w końcu miejsce na rozpalenie ogniska, mimo, że pamiętałam jak je rozpalić nigdy nie byłam w tym dobra mimo, że zdałam większość odznak a moją ulubioną był milczek. Na niebie świeciły gwiazdy ale nie byłam nigdy dobra z geografii i mimo, że wiedziałam gdzie są wszystkie kierunki świata nie wiem gdzie jest akademia więc nie ma szans, że trafię tak szybko. Mimo, że szczerze nienawidzę grzybów musiałam coś zjeść, udało mi się znaleźć jeszcze jadalne jagody które zjadłam. Długo nie potrafiłam zasnąć, siedziałam na grubej gałęzi opierając się plecami o drzewo, jedynym zabezpieczeniem była bluza Ricka przez którą w moich oczach pojawiały się łzy... Patrzyłam w gwiazdy i księżyc myśląc ,,Jesteśmy tak blisko a tak daleko... lecz wciąż patrzymy na ten sam księżyc" po moich rozmyślaniach rozbolała mnie głowa więc nie musiałam długo czekać na to żeby zmorzył mnie sen...
***
Biegłam lasem z przeczuciem, że ktoś mnie goni, po chwili zauważyłam, że między drzewami stoi Rick, podbiegłam do niego lecz w jednej chwili rozpłynął się a ja uderzyłam głową w drzewo...Otworzyłam szybko oczy i przywaliłam głową w pień o który opierałam się plecami, w oczach stanęły mi łzy lecz nie pozwoliłam im wypłynąć i rozmasowałam ją szybko, odwiązałam się prawą ręką która była w miarę sprawna gdyż miałam tylko złamany nadgarstek, zeskoczyłam z drzewa i zgasiłam ogień wodą z pobliskiego niezbyt z resztą czystego stawku, w lesie ku mojemu zdziwieniu znalazłam torebeczkę w której znajdowały się liście babki lancetowej które ułożyłam na ranie i związałam wielkim liściemOtworzyłam szybko oczy i przywaliłam głową w pień o który opierałam się plecami, w oczach stanęły mi łzy lecz nie pozwoliłam im wypłynąć i rozmasowałam ją szybko, odwiązałam się prawą ręką która była w miarę sprawna gdyż miałam tylko złamany nadgarstek, zeskoczyłam z drzewa i zgasiłam ogień wodą z pobliskiego niezbyt z resztą czystego stawku, w lesie ku mojemu zdziwieniu znalazłam torebeczkę w której znajdowały się liście babki lancetowej które ułożyłam na ranie i związałam wielkim liściem. W końcu po zabrnu wszystkiego co miałam; a dużo tego niebyło, ruszyłam  w dalszą drogę, kierowałam się na północ z nadzieją, że uda mi się chociaż wyjść z lasu. Ten dzień nie różnił się niczym dpprzedniego... 1.Wędrówka, 2.Zbieranie jedzenia 3.Rozpalenie ogniska. Znowu siedziałam na gałęzi pobskiego drzewa, znowu rozmyślałam długo lecz dzisiaj zasnęłam nieco szybciej...

Siedziałam na zimnym metalowym ksześle a przede sobą widziałam zdjęcia gdzie głównymi bohaterami byli Rick i ta franca od której pożyczył samochód, oni... Oni się całowali, przede mną pojawił się natomiast mężczyzna który zgwałicł mnie niedawno i powiedział.
-Wolisz oglądać te zdjęcia czy może umrzeć?-spytał z chorym uśmiechem, lecz ja znałam odpowiedź
-Śmierć-powiedziałam i jak na komendę poczułam prąd rozchodzący się po moim ciele...Obudziłam się lecz teraz nie wykonałam żadnych gwałtownych ruchów by znowu w coś nie uderzyć, rozejrzałam się i moją rutyną odwiązałam się i zeskoczyłam z drzewa źle stając, przeklęłam i rozmasowałam nogę... Szybko zebrałam się i już mnie nie było.
***
Zbliżał się wieczór, szłam lasem lecz po chwili usłyszałam dźwięk muzyki i zaczęłam biec w tym kierunku...
***
Minęło z dziesięć minut a ja stałam pod domem tej blondi. Miałam zamiar iść poboczem w stronę akademii ale zaciekawiona co się dzieje zajrzałam przez niezasłonięte okna, zauważyłam, że w domu jest niezła impreza... Obeszłam dom dookoła i nagle mnie zatkało zaraz obok okna w jednym z pomieszczeń w domu stał Rick, ale nie był sam... Całował się z tą szmatą... W moich oczach stanęły łzy a on chyba mnie zauważył lecz nawet gdyby chciał coś zrobić ja biegłam już w stronę akademii z zapłakaną twarzą..



Rick?

wtorek, 8 sierpnia 2017

od Silvestra cd. Rosalie

Nie zamierzałem posłuchać jej prośby o nieruszanie niczego. To była moja szansa - mogłem wrzucić do jej biurka zaproszenie na bal. Teraz raczej nie odmówi. Upewniając się, że dziewczyna zniknęła w łazience na dobre, otworzyłem jej biurko. Gdzie by to włożyć...? Po chwili poszukiwań zdecydowałem się na położenie koperty na środku głównej szuflady. Nie patrzyłem ns rzeczy, które Ros miała w biurku, a przynajmniej bardzo się starałem. Kończylem właśnie układać zaproszenie, kiedy Rosalie wyszła z łazienki. Zobaczyła, co robię i jej wzrok wyraził złość. Pospiesznie zamknąłem szufladę i uśmiechnąłem się szczerze.
- Czemu grzabałeś... - zaczęła Ros, ale nie dałem jej dokończyć.
- Zajrzyj do środka. Przysięgam uroczyście - "że knuję coś niedobrego" dokończyłem w myślach, a na głos powiedziałem - że niczego nie zabrałem, nie oglądałem, nie robiłem złych rzeczy. Po prostu zajrzyj.
Zdziwiona trochę dziewczyna najwyraźniej przez chwilę walczyła z myślami. "Teraz albo ma mnie nawrzeszczy, albo nie" pomyślałem jakże filozoficznie.
Rossie (o matko, to tak uroczo brzmi!) otworzyła szufladę i wyjęła z niej kopertę. Spoglądała to na mnie, to na przedmiot dziwnym wzrokiem. Wyglądała trochę tak, jakby zaraz miała się roześmiać.
Otworzyła kopertę i zaczęła czytać. Gdy skończyła, spojrzala na mnie kolejny raz tym dziwnym wzrokiem.
-Rosalie Morgan - powiedziałem, z trudem zachowując powagę, a na mojej twarzy pojawił się uśmieszek - czy przyjmujesz zaproszenie?

Rossie? Mogę tak na ciebie mówić?

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

od Viktorii cd. Emmy

Chłopak podszedł do nas  z szerokim uśmiechem na ustach.
- No witam panie. - przywitał się i zwrócił do Emmy. - Szukam niejakiej panny Emmy.
- To chyba ja. - odparła dziewczyna radośnie i zaczęła rozmawiać z brunetem. Zsiadłam z North i oparłam się o jej szyję, krzyżując ręce na klatce piersiowej i przyglądając się tamtej dwójce. Kara klacz była spocona i moja koszulka trochę lepiła się od jej sierści. Emma przywołała mnie ręką, chwyciłam wodze North do jednej ręki i podeszłam do nich.
 - Nathaniel to jest Viktoria. Viktoria to jest Nathaniel - dziewczyna przedstawiła nas sobie, wyciągnęłam rękę którą Nathaniel uścisnął z lekkim uśmiechem.
- Miło poznać. - powiedział, skinęłam głową i chwyciłam mocniej wodze North, która chciała się otrzeć o moje plecy.
 - To dobrze... Weź Petera i poczekaj na mnie, albo na nas... - po wcześniejszej rozmowie z chłopakiem, Emma zwróciła się teraz do mnie. - Viktoria chciałabyś pójść ze mną i Nathem do pokoju?
- Nie chcę się narzucać, czy coś - odparłam, nie mając lepszego pomysłu na odpowiedź.
- Nie narzucasz. I od razu uprzedzam kolejne pytanie, nie będziesz przeszkadzać - zaśmiała się.
Milczałam przez chwilę, by się zastanowić.
- To jak? - zapytała ponownie, podniosłam wzrok z moich butów na nią.
- Okej. Tylko rozsiodłam North i przebiorę się - odpowiedziałam z uśmiechem, ustaliliśmy że spotykamy się przy jej pokoju, Emma poszła rozsiodłać swojego konia, a ja szybko rozsiodłałam North i wypuściłam ją na pastwisko. A niech się cieszy, póki jest pogoda, krówka moja.  Poszłam do pokoju i zdjęłam brudne ubrania z siebie i w szafie znalazłam jakąś ładną bluzkę, z cytatem oraz jakieś krótkie spodenki, które ładnie do tego pasowały. Włosy rozpuściłam, by mogły trochę odpocząć od ciągłego chodzenia w spiętych. Założyłam czarne trampki i obwiązałam sznurówki wokół moich kostek. Gdy byłam gotowa, przejrzałam się szybko w lustrze i wyszłam, kierując się do pokoju Emmy.
- Gdzie twój kuzyn? - zapytałam, rozglądając się po pokoju, szukając go wzrokiem.
- Okej... To ty poczekaj, a ja skoczę po Nathaniela, bo się pewnie gdzieś zapodział - zaśmiała się i wyszła, pozwoliłam sobie usiąść na jej łóżku i zaczekać. Nie minęło pięć minut, a drzwi ponownie się otwarły i do pokoju weszli Emma i Nathaniel. Chłopak oznajmił że rozłożył miski i nalał do nich wody oraz nasypał karmy dla podopiecznego Emmy. W nagrodę mógł położyć się na łóżku, jak to określiła Emma. Nathaniel rzucił się na łóżko, minęło kilka sekund a na chłopaka wskoczył pies Emmy. Zaczęłyśmy się śmiać, widząc nieudolne próby zrzucenia "brytana".
- Peter, krowo zejdź ze mnie! - wysapał Nathaniel do psa, Emma skarciła chłopaka by nie mówił do jej psa krowo, ale zrobiła to ze śmiechem, więc raczej nie przywiązywała do tego dużej wagi.
Po 21, zaczęłam się zbierać i przez to wszystko zapomniałam popracować z Dią.
- Cholera jasna! - zaklęłam pod nosem -  za długo już stoi w boksie. - jutro z rana musze z nią popracować, postanowiłam że od 6 zacznę pracę z Lamorożcem. Przebrałam się do piżamy i przygotowałam ubrania na jutro, trafiło na jeansy i miętową bluzkę. Nie chciałam używać bryczesów, bo i tak nie będę wsiadać na Dię. Weszłam pod kołdrę i udałam się do krainy snów.
O 5.50 zadzwonił budzik, otworzyłam oczy i zwlekłam się z łóżka. Zabrałam ubrania leżące na biurku i poszłam się przebrać, w kuchni pokroiłam marchewkę i schowałam ją do tylnej kieszeni spodni. Zrobiłam sobie kanapkę z serem i pomidorem, którą szybko zjadłam, posprzątałam po sobie i zaplotłam włosy w koka. Tene podniosła się ze swojego legowiska i popatrzyła na mnie z nadzieją na spacer.
- Eh... no dobra, chodź. Ale nie przeszkadzaj. - powiedziałam do Tenebris, która z radością zerwała się z miejsca i skoczyła na mnie, liżąc mnie po twarzy. - No, już koniec. - zaśmiałam się i odepchnęłam ją lekko, tak by przestała mnie lizać, Tene dała spokój a ja wyszłam wraz z nią  z pokoju. Czarna kula futra biegała sobie po placu, a ja poszłam po sprzęt Amidii. Jej kary łeb z białą łysiną wystawał już z zaciekawieniem z boksu. Położyłam szczotki przy wejściu, tak samo zrobiłam z ogłowiem i pasem. Odpięłam wodze, by nam nie przeszkadzały podczas lonżowania. Znalazłam gdzieś jeszcze gumy, które mogły się nam przydać. Weszłam do boksu, młoda położyła uszy po sobie i kłapnęła zębami. Gwizdnęłam cicho, jej uszy znów powędrowały do przodu z zaciekawieniem. Sięgnęłam po szczotkę i zaczęłam przeczesywać jej sierść, gdy czyściłam ją pod popręgiem, zaczęła się szczurzyć, więc skarciłam ją i wróciłam do dalszego czyszczenia. Kopyta podała mi grzecznie. Teraz pora na siodłanie, odłożyłam kopystkę i zabrałam czaprak, leżący poza boksem. Podłożyłam jej go pod nos, by mogła go powąchać.  Założyłam go i sięgnęłam szybko po pas, dopięłam go i popatrzyłam na klacz, która miała wyrzuty i focha w oczach. Zignorowałam to i przeszłam do zakładania ogłowia, zacisnęła szczękę przy wkładaniu wędzidła, więc włożyłam kciuk w miejsce gdzie nie ma zębów, lekko masując dziąsło. Otworzyła lekko pysk,  włożyłam wędzidło i założyłam ogłowie do reszty, Chwyciłam palcami za kółko, sięgnęłam po lonżę i podpięłam ją do kółeczka. Wyprowadziłam klacz  z boksu i ruszyłam wolno w stronę maneżu. Anne jeździła na Mortezie na jednym, a na drugim znajdowała się Emma, robiąca lekkie ćwiczenia z Mate'm.
- Emma! - zawołałam dziewczynę, która zwolniła do stępa i popatrzyła na mnie. - mogłabym poćwiczyć na tym maneżu z Dią? Nie zajmie nam to dużo czasu.


-------
Emma? :3