czwartek, 8 listopada 2018

wtorek, 6 listopada 2018

Od Grace cd Ashley

Weszłyśmy do stajni i już miałam brać się za ogarnianie Voljeni, lecz przeszkodził mi w tym głos dziewczyny.
-Moja paka! - Dłoń Ash wylądowała na jej czole.
Widocznie o niej zapomniała, chciałam jej w tym pomóc, lecz jeden ze stajennych pierwszy zaoferował pomoc.
-Ja ją przyniosłem.- Powiedział Jason.
Miałam okazję z nim wcześniej porozmawiać i jest to do prawdy ciekawy człowiek.
-Tak? Dzięki, jestem Ashley. - Przedstawiła się, a ja w końcu wróciłam wzrokiem do klaczy.
-Jason, pracuję tutaj, więc jest to mój obowiązek. - Usłyszałam, ostatnie zdanie wypowiedziane przez mężczyznę.
-To co? Szykujemy konie? - Zapytałam, po chwili posyłając dziewczynie uśmiech, na co skinęła głową.
Ruszyłam do siodlarni po torbę ze szczotkami i ułożyłam ją przy stanowisku do czyszczenia, następnie podeszłam do boksu Vol i założyłam jej kantar, podpinając uwiąz. Zgrabnie wyprowadziłam klaczkę z boksu i przywiązałam ją do słupka, moja nowa koleżanka zrobiła to samo. 

~~~

Ogarnianie wierzchowca nie zajęło mi dużo czasu, ponieważ kobyłka stała spokojnie wgapiona w nowego konia. Zajrzałam, jak idzie dziewczynie, potrzebowała jeszcze trochę czasu, lecz nie poganiałam jej. Założyłam kask i wzięłam w rękę bacik, Voljeni jest nieprzewidywalna i zawsze warto mieć przy niej jakąś pomoc. Gdy dziewczyna osiodłała konia, powolnym krokiem wyszłyśmy ze stajni. Ruszyłyśmy w stronę czworoboku, a gdy się na nim znalazłyśmy, wsiadłyśmy.
-No to co? Rozgrzewka? - Zapytałam.
Dziewczyna tylko kiwnęła głową i każda z nas pojechała w inną stronę. Zaczęłam od stępa, aby rozgrzać trochę klacz. Po pięciu minutach zmieniłam kierunek, co jakiś czas spoglądając na Ash, chyba też uważa, że rozgrzewka jest najważniejsza, ponieważ nie pozwala swojemu wierzchowcowi zwalniać. Po stępie przyszedł czas na kłus, jeden z mój ulubionych chodów, gdyż na klaczy siedziało się, jak na kanapie, prawie w ogóle nie wybijała z siodła w przeciwieństwie do More'a. Po dziesięciu minutach na kłusu w dwie strony, przyszedł czas na galop. Zrobiłam woltę w rogu czworoboku i kończąc ją, zewnętrzną łydkę cofnęłam za popręg, wewnętrzną zostawiłam na popręgu i przycisnęłam je jednocześnie. Klacz szybko zareagowała na sygnał i zmieniła chód na szybszy. Przyjechałam tak kilka kółek, po czym zmieniłam kierunek po przekątnej. Spojrzałam na Ash, która również kończyła rozgrzewać konia, a gdy skończyłam galop, zatrzymałam konia na środku czworoboku. Przyglądałam się brunetce, która właśnie kończyła woltę, po chwili podjechała do mnie.
-Nad czym dzisiaj będziesz pracować? - Zapytała mnie.
-Chciałabym poćwiczyć figury ujeżdżeniowe. Miałam zamiar popróbować piruet'u i piaff'u. - Powiedziałam. -A ty? - Tym razem, to ja zadałam pytanie.
-Lotne zmiany nogi i chody boczne. - Odpowiedziała.
-W takim razie podzielimy plac na pół i każda będzie miała trochę miejsca. - Uśmiechnęłam się lekko, a dziewczyna kiwnęła głową na znak, że się zgadza.
Każda pojechała na swoją połowę i zaczął się prawdziwy trening.

~~~
(Haha, tego się nie spodziewałaś, co nie? XD)

Zatrzymałam klacz i sprawnie z niej zaskoczyłam. Ashley robiła ostatnie kółko stępem, a ja w tym czasie, poluzowałam popręg Voljeni. Po kilku minutach podjechała do mnie brunetka.
-Dzięki za trening. - Powiedziała do mnie.
-To ja dziękuję, miałam z kim pojeździć. Przynajmniej nie byłam sama. - Uśmiechnęłam się szeroko, pokazując dziewczynie swoje białe zęby.
Moja nowa znajoma zaskoczyła z konia i razem poszłyśmy w stronę stajni.

Ashley? 
Tym razem dłuższe :3 <3

Od Ashley

Był to mój pierwszy dzień spędzony w Akademii, na szczęście była niedziela, więc oszczędziłam sobie przynudzania nauczycieli. Było około godziny 16, więc zaczęło robić się ciemnawo. Przeskakiwałam kałuże, które były pozostałością po wczorajszym deszczu. Spacerowałam po terenach akademii, ubrana w ciepły, gruby sweterek i puchatą parkę. Na moich policzkach, jak i nosie widniały różowe plamy, które idealnie komponowały się z piegami i pieprzykami, znajdującymi się na mojej twarzy. Słońce przyjemnie grzało z góry, choć temperatura zdecydowanie nie powalała, był typowy listopadowy ziąb. Po chwili ujrzałam wiewiórkę, pisnęłam zauroczona i pobiegłam w kierunku zwierzaka, który także był zaciekawiony moją osobą. Ruda kita mignęła mi przed nogami i zaczęła wspinać się po mojej nodze.
- Jaka ty jesteś śliczna. - przedłużyłam ostatnią samogłoskę, przyglądając się zwierzątku.
Zaczęłam właśnie wyciągać rękę, w kierunku stworzonka, kiedy za plecami usłyszałam kichnięcie. Odwróciłam się spłoszona, ale na moje nieszczęście stałam na błocie. Poślizgnęłam się i wpadłam na nieznajomą mi osobę. Spojrzałam w górę, spoglądając na chłopaka, strzeliłam buraka, zauważając, że po wiewiórce została jedynie mała plamka na moich spodniach. Zapewne od błota.

                                                       Który z książąt mnie złapie? :>
                         Serię z dziewczyną mam, więc czas na jakiegoś chłopaka :3

Od Scarlett cd. Rosalie

- Hmm, i tak nie mam nic lepszego dzisiaj do roboty... - powiedziałam powoli.
Rosalie zmarszczyła czoło.
- Żartuję! Pewnie, że chcę. Oczywiście pod warunkiem, że będę mogła chociaż jedno zjeść.
Dziewczyna roześmiała się.
- No pewnie, dostaniesz trochę!
Nagle pociągnęło mnie do przodu. Zaskoczona złapałam się szyi mojego konika.
- Hot! - krzyknęłam, karcąc wałacha, który podczas mojej nieuwagi postanowił skubnąć trawę zza płotu. Szybko pociągnęłam za wodze i przycisnęłam łydki.
- To co, o której ci pasuje? - zapytała Rosalie podjeżdżając do mnie.
- Em... to może o piątej? - spytałam zerkając na zegarek.
- Niech będzie! Mieszkam w pokoju numer piętnaście.
Wjechałyśmy do środka i zsiadłyśmy. Popuściłam Hotowi popręg i zawinęłam strzemiona.
- No to do później! - krzyknęłam i zaczęłam prowadzić konia do stajni.
- Cześć!

* * *

Spojrzałam na drzwi i ujrzałam numer piętnaście.
Powoli zapukałam.
- Cześć! - powiedziała Rosalie otwierając drzwi.
- Cześć!
- Proszę, wchodź.
Weszłam do pokoju i rozejrzałam się. Był tu biało-różowy wystrój, trochę nowoczesnych dodatków i śliczne okna.
- Fajny pokój - odparłam.
- Dzięki. To co, idziemy wytwarzać pyszności?
- No jasne!
Przeszłyśmy do kuchni, która także nieźle wyglądała.
- Wybrałaś już jakiś przepis na ciastka?
- Hmm... myślałam o kokosowych - powiedziała Ros i otworzyła książkę kucharską na stronie zaznaczonej kolorową samoprzylepną karteczką. - O, takie. Co o tym myślisz?
Spojrzałam na zdjęcie.
- Aż bym książkę zjadła, jak tak patrzę - powiedziałam i uśmiechnęłam się szyderczo.
- Nie ma mowy! - roześmiała się chowając książkę za plecami.
Zaśmiałam się.
- Masz wszystkie składniki?
- Nie mam tylko olejku waniliowego. Ale zamiast tego możemy użyć migdałowego.
- Tak, z migdałowym będzie nawet lepiej - powiedziałam.
- Dobra, zabierajmy się do pracy! 

Ros?

poniedziałek, 5 listopada 2018

Od Ashley cd. Grace



 -Pomóc w czymś? - usłyszałam za sobą zbawienny, acz dziewczęcy głos.
Odwróciłam się, zauważając ładną dziewczynę o długich, ciemnych włosach. Spojrzałam na nią z dołu. Przeklinam swój niski wzrost!
 -Gdybyś mogła, to byłabym wdzięczna. Muszę wyprowadzić konia z przyczepy. - powiedziałam, a wzrok brunetki zwrócił się ku zniecierpliwionemu gniadoszowi.
 - Już pomagam. - powiedziała po chwili namysłu.
Dziewczyna weszła do przyczepy, ja poodpinałam część zabezpieczeń zewnętrznych.
 - No, to już za nami. - mówiła do konia.
Dziewczyna razem z wałachem zaczęła się wycofywać, Azazel szedł w miarę spokojnie, więc poszło zgrabnie i szybko. Już po chwili w ręce trzymałam uwiąz, wraz z ciekawskim ogierem na końcu.
 - Skoro już zostałaś zmuszona na rozmowę ze mną, jestem Grace. - podała mi rękę, odpowiedziałam pewnie na gest.
 - Ashley. - powiedziałam, obserwując dziewczynę.
 - Masz na teraz jakieś plany? Chciałam sobie zrobić trening na czworoboku, a w grupie zawsze raźniej. -powiedziała zachęcająco dziewczyna.
Hm, w sumie miałam zamiar dzisiaj poćwiczyć, a przy okazji poznam ją lepiej... Wydaje mi się, że to dobry pomysł.
 - Jasne. - odpowiedziałam z uśmiechem. - Ale najpierw muszę go na chwilę odstawić i odnieść torby. Mogłabyś zaprowadzić mnie do akademika? Według dyrektorki mam przydzielony pokój nr 8.
 - Pewnie, to dobry pomysł, żebyś od razu obejrzała pokój i stajnię. - odpowiedziała.
Pogłaskałam konia i przekazałam go Grace, gdyż musiałam złapać dwie dość ciężkie i pakowne torby. Poszłyśmy w kierunku stajni, przynajmniej tak twierdziła brunetka, która zaczęła mi opowiadać o Akademii i o tym, że także jest nowa. Doszłyśmy do budynku, który wyglądał na czysty i zadbany. Domyślam się, że spełni wymagania jaśnie Pana Azazela.
 - Tutaj jest wolny boks. - powiedział blondyn, wyskakując zza rogu.
Wałach się odsadził, ale w porę udało się go uspokoić, za nim wpadł w wiadra.
 - Jasne, już go tam prowadzimy. - odpowiedziałam, siląc się na uśmiech. - Wprowadzisz go Grace?
Dziewczyna kiwnęła głową i wprowadziła Ziazię do boksu, który był bardzo przestronny. Oczywiście nie mogło obejść się bez przytulania i podskubywania ze strony wałacha. Brunetce na szczęście to nie przeszkadzało, poklepała wałacha po łopatce i wyszła, zdejmując mu kantar. Odwiesiła go na boksie Azazela i zasunęła drzwi.
 - Idziemy? - spojrzała na mnie wyczekująco, tym razem ja skinęłam głową.
Ruszyłyśmy do budynku, który stał kawałek od stajni. Weszłyśmy do akademika, który był olbrzymi i co najważniejsze: ciepły. W drzwiach od mojego nowego pokoju znalazłam kluczyk, do którego przyczepiony był mały drewniany breloczek. Grace nacisnęła na klamkę, otwierając przede mną drzwi, weszłam zaciekawiona do pokoju. Pomieszczenie było jasne i przestronne, znajdowało się w nim przejście do innego pokoju, zapewne łazienki. Nie wiem, kto urządzał ten pokój, ale trafili w mój gust! Postawiłam torby na podłodze i wyszłam, zamykając drzwi na klucz.
 - No dobra, teraz możemy iść. - odetchnęłam z ulgą. - Chcesz ćwiczyć na czworoboku, tak?
 - Tak, mamy tutaj 3 hale, padok i czworobok.
 - Super, czyli jest miejsce do roboty. - powiedziałam podekscytowana i razem z brunetką ruszyłyśmy do stajni.
***
Gdy znalazłyśmy się na miejscu, przypomniałam sobie o drobnym szczególe.
 - Moja paka! - powiedziałam, strzelając sobie ręką w czoło.
 - Ja ją przyniosłem. - powiedział blondyn, znów pojawiając się znikąd.
 - Tak? Dzięki, jestem Ashley. - wyciągnęłam rękę do chłopaka, który ją uścisnął.
 - Jason, pracuję tutaj więc to mój obowiązek. - uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę.
 - To co? Szykujemy konie? - skinęłam głową do brunetki, która posłała do mnie uśmiech.
Odszukałam wzrokiem siodlarnie, w której de facto stała moja paka. Otworzyłam ją i wyjęłam sprzęt oraz torbę ze szczotkami. Niezgrabnie się z tym zabrałam i powiesiłam sprzęt na wieszaku, który znajdował się przy zapięciach od bocznych uwiązów. Torbę odstawiłam na ziemię i poszłam po rumaka, który zaczął machać głową, gdy stanęłam przed jego boksem. Parsknęłam śmiechem i weszłam do boksu, by założyć Ziazi kantar. Wyprowadziłam go i podeszłam do bocznych uwiązów, przypinając konia. Grace zrobiła to samo z gniadą arabką, która spoglądała z zaciekawieniem za siebie, chcąc ujrzeć nowego konia.
 ***
Wałach nie płoszył się więcej, szybko udało mi się go wyczyścić i osiodłać. Niestety i tak byliśmy w tyle za Grace i jej kobyłką. Ten mały pajac drapał mnie po plecach i łapał za koszulkę, która nienagannie leżała w moich bryczesach. Założyłam szybko oficerki, które jeździły ze mną wszędzie, a jednak wciąż wyglądały jak nowe. Na mojej głowie znalazł się kask, a ja wyprowadziłam Azazela ze stajni, idąc za Grace i jej klaczą.

                                             Grace? Co się stanie na treningu?
                                   Wybacz, że moje również długością nie powala :3

Od Grace cd Ashley

Dzień taki jak inne. Promienie słońca wdarły się do mojego pokoju. Nowe osoby docierają do akademii i nasza gromada z dnia na dzień się powiększa. Wstałam leniwie z łóżka i podeszłam do okna, które po chwili otworzyłam. Świeże powietrze zawsze mnie pobudzało do działania. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 6:28. Kto normalny wstaje o tej godzinie w sobotę? Najwyraźniej ja, ale z tą normalnością może przesadziłam. Nakarmiłam Yellow i dolałam jej wody, żeby jej tu nie zagłodzić, kotka jeszcze smacznie spała, niby aktywna, lecz lubi sobie pospać, skąd ja to znam? Ubrałam się w strój, w którym mogłam bez problemu wsiąść na konia, chciałam dzisiaj poćwiczyć ujeżdżanie z Voljeni. Opuściłam pokój, a gdy wyszłam z budynku, ruszyłam w stronę stajni. Gdy przechodziłam niedaleko budynku akademickiego, zauważyłam biały samochód, który podjechał na parking. Z daleka dostrzegłam brunetkę, która stała przed otwartym koniowozem. Zaciekawiona, ruszyłam w tamtą stronę. Podeszłam do białego samochodu i podsłuchałam, o czym mówi nowa uczennica. Chwilę poczekałam i zaszłam dziewczynę od tyłu.
-Pomóc w czymś? - Zapytałam, uśmiechając się lekko.
Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i przeskanowała mnie wzrokiem.
-Gdybyś mogła, to byłabym wdzięczna. Muszę wyprowadzić konia z przyczepy. - Odpowiedziała.
Spojrzałam na zad konia, który widocznie chciał już wyjść, gdyż dreptał w miejscu.
-Już pomagam. - Powiedziałam, po chwili.
Weszłam do koniowozu odpinając wszystkie zabezpieczania.
-No, to już za nami. - Poklepałam konia po łopatce.
Chwyciłam uwiąz i powoli zaczęłam wycofywać się z koniem. Poszło dość sprawnie, więc miałam jeszcze chwilę, żeby porozmawiać z dziewczyną. Podałam jej uwiąz i odwróciłam się w jej stronę.
-Skoro już zostałaś zmuszona na rozmowę ze mną, jestem Grace. - Podałam rękę brunetce , którą uścisnęła.
-Ashley. - Powiedziała, nadal patrząc na każdy mój ruch.
-Masz na teraz jakieś plany? Chciałam sobie zrobić trening na czworoboku, a w grupie zawsze raźniej. - Zaproponowałam.
Ashley widocznie miała dylemat, lecz po chwili odpowiedziała...

Ash?
Wybacz, że takie krótkie, weny brak :<

od Ashley

Mój biały samochód zaparkował przed budynkiem szkoły, westchnęłam i wysiadłam z auta trzaskając drzwiami.
 - Witaj szkoło, może nie umrę z nudów w pierwszych dniach. - parsknęłam śmiechem z własnego żartu i podeszłam do przyczepy, w której słyszałam 'tuptanie' konia.
Otworzyłam drzwiczki od przyczepy i zajrzałam do środka, koń wlepiał we mnie swoje ciemne oczy. Głowiłam się nad tym jak wyprowadzić tego konia, wprowadzać pomagała mi koleżanka... Ale jak go stąd wyprowadzić?

Znajdzie się jakaś dobra dusza? Tak wiem, że opowiadanie długością nie powala...