~time skip~
Wyłączyłam po omacku budzik, którego melodię znałam już na pamięć. Obróciłam się na drugi bok i poszłam spać dalej. Nie dane mi było odpoczywać dłużej niż dwadzieścia minut, bo czarny szatan stwierdził że chce na spacer. Wyplątałam się z pościeli, przymykając oczy, za jasno tu, weszłam do łazienki i przemyłam twarz. Pod nogami plątała mi się Tenebris, domagająca się uwagi. Pogłaskałam ją za uszami i ubrałam, miałam gdzieś to że dzisiaj wigilia stajenna. Założyłam nieco przetarte już jeansy, czarną bluzkę i koszulę. Zrobiłam sobie śniadanie, i ze smutkiem zauważyłam, że moja ulubiona kawa się skończyła. Muszę przetrwać na herbacie. W kącie stało sobie choinko podobne coś. Owinęłam to łańcuszkami, zawiesiłam kilka bombek i innych ozdóbek. Gdy byłam całkiem zadowolona z efektu, założyłam pomiotowi obrożę.
- Wyglądasz jak siedem boleści. - powiedziałam do choinki, i psa, którzy prezentowali się razem bardzo podobnie. Jedna pokraka dopełnia drugą. Oparłam ręce o biodra, przyglądając się krytycznie drzewku. Nie dane mi było długo oglądać wybryku przyrody, bo Tene uparła się na spacer. Zapięłam smycz do jej obroży i niedbale założyłam na siebie kurtkę. Z niechęcią włożyłam zimowe buty, otworzyłam drzwi, puszczając psa przodem. Trzaśniecie nimi, nie było raczej dobrym pomysłem, ale kij z tym. Wielu uczniów skupiało się tylko i wyłącznie na wigilii stajennej i składaniu sobie pustych życzeń. Omijałam ich szerokich łukiem, modląc się, by nikt do mnie nie podszedł. Odstawiłam Tenebris do pokoju, obdarzyła mnie nienawistnym spojrzeniem, które mówiło tylko "i tak zwieję, nie myśl sobie.". Zamknęłam drzwi, bez męczenia się z szukaniem kluczy. Pospiesznie polazłam do stajni, i weszłam do boksu Dii, by przez chwilę z nią posiedzieć. Klacz nie reagowała już tak gwałtownie jak ostatnio, ale dalej kuliła po sobie uszy. Wyszłam z jej pomieszczonka, i zastałam jeden, długi stół, gdzie widniały już potrawy. Ulotniłam się do kolejnego konia, tym razem jakiegoś starszego ziemniaczka, który nadawał się tylko na pastwiska. Miziałam go przez dłuższy czas, ignorując totalnie wszystko co mnie otaczało. Wszyscy darli mordy, jakby pierwszy raz byli na wigilii.
- Słuchajcie! - Dyrektorka uciszyła jazgot, odetchnęłam z ulgą. Wszyscy, włącznie ze mną, spojrzeli na kobietę. - Zebraliśmy się tutaj, jak wszyscy wiedzą, aby uczcić wigilię... - kontynuowała kobieta. Wyłączyłam się, dopiero gdy otrzymałam swój opłatek, wróciłam do siebie. Podzieliłam się z dwiema osobami, i zostawiłam go, może kogoś najdzie, żeby się podzielić opłatkiem. Dałam kawałek Dii, która zjadła go zdziwiona. Znana mi brunetka, Triss, podeszła do mnie z uśmiechem na twarzy. Przewróciłam oczami, nie mając ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Chcę po prostu się czegoś napić, i stąd spierdzielać.
- Eee... może po prostu sobie daruj? - mruknęłam, gdy dziewczyna była już wystarczająco blisko by mnie usłyszeć. Czy dzisiaj wszyscy muszą coś ode mnie chcieć? Triss wyjęła zza pleców pakunek, nie patrząc mi w oczy. Zdziwiona zabrałam go, i otworzyłam paczuszkę. Moim oczom ukazała się bluzka, której nigdzie nie mogłam znaleźć. "Here I am, bitches!" widniało na czarnej koszulce. Powstrzymałam się od krzyknięcia "dziękuję!". Zachowałam kamienną twarz, i wyjęłam resztę. Dostałam czekoladę, żelki, i moją ukochaną kawę! Już wiedziałam, jak spędzę wieczór.
- Wesołych świąt, Vi - powiedziała, nieco zawstydzona. Uśmiechnęłam się do niej, chociaż z niechęcia.
- Dziękuję. - odparłam. - Wzajemnie, spełnienia marzeń. - dodałam, podzieliłam się z Triss opłatkiem i pozbierałam prezent. Wszyscy bawili się w najlepsze, wzruszyłam ramionami i odłożyłam rzeczy do pokoju. Założyłam bryczesy, wzięłam toczek do ręki, do kieszeni włożyłam telefon a do uszu włożyłam słuchawki. Jak gdyby nigdy nic, weszłam do stajni, i założyłam North ogłowie. Wahałam się chwilę, czy nie pojechać na Dii, ale sobie odpuściłam. Odprowadzały mnie spojrzenia uczniów, które pełne były pogardy. Tylko Triss wyglądała na lekko rozczarowaną. Włączyłam muzykę i w pełni się w nią wsłuchałam, pozwalając iść klaczy gdzie tylko chce. Szła lekko, reagując na najmniejszy sygnał. Pogłaskałam ją po szyi, ciesząc się z chwili. Tylko ja i North, nikt inny. Za nami była Akademia, która jaśniała w za dużej ilości światełek. Wielka choinka na środku wcale nie ułatwiała dobrego samopoczucia. Zawsze lubiłam święta, ale przez te dwa lata, nie miałam z kim. Teraz starczą mi moje kluchy. Miejmy nadzieję, że to będzie samotny teren, i nikt nie będzie chciał się do mnie przyłączyć. Ruszyłam do kłusa, ignorując wszystko naokoło. Zajebiste święta. Mimo to, że wszystko było super, gdzieś w głębi siebie, czułam że to wszystko nie ma sensu. Chciałam, aby ktoś za mną pojechał i kazał wrócić. I tak bym odmówiła. Zmieniłam piosenkę, i wróciłam do ignorowania świata. Ciągle kołatała mi się myśl, czy nie zrobiłam przykrości Triss. Przydałoby mi się jej odwdzięczyć.
Triszuuu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
czwartek, 4 stycznia 2018
od Sama cd. Nicole
Teraz to Nicole przejęła inicjatywę, weszliśmy do domu, nie odkrywając się od siebie. Colli nieporadnie zdjęła buty. W korytarzu byliśmy przez większość czasu. Dziewczyna rozpięła guziki mojej koszuli. Otworzyłem niezdarnie drzwi do sypialni. Wylądowaliśmy na dwuosobowym łóżku w samej bieliźnie.
- Nicole? Jesteś pewna? - przerwałem, łapiąc oddech.
- Teraz już tak - uśmiechnęła się i znowu mnie pocałowała.
***
Leżałem z rękami założonymi za głowę. Nicole zasnęła otulona kołdrą. Wreszcie i mnie dopadło zmęczenie, zamknąłem oczy, oddając się w objęcia Morfeusza. Obudziłem Colli po dziesiątej. Cynamonka zganiła mnie "daj mi spać", i odwróciła się w drugą stronę, owijając się kołdrą. Pocałowałem dziewczynę w szyję, natychmiastowo otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie.
- Jak się czujesz? - zapytałem ciepło, gładząc ją po włosach.
- Wspaniale - pocałowała mnie namiętne. Jej się to nigdy nie znudzi, a ja nie będę tym gardził. Colli pisnęła i okryła się kołdrą. Powstrzymałem wybuch śmiechu, widząc jak dziewczyna oblewa się rumieńcem.
- Co ty taka nagle nieśmiała się zrobiłaś? - zapytałem z uśmiechem Nicole.
- Muszę się do tego wszystkiego przyzwyczaić. - Roześmiała się. Ogarnąłem się szybko i dałem czas Colli. Że jej nie było zimno w krótkich spodenkach. Szukałem wzrokiem swojej koszuli, która powinna była się walać gdzieś po podłodze. Nicole pląsała gdzieś w kuchni, robiąc nam śniadanie. Dopiero teraz zauważyłem, że zabrała moją koszulę. Siedziałem na łóżku i przyglądałem się jej. Za duża koszula wyglądała wprost komicznie. Wyciągnąłem z walizki jakąś bluzkę i założyłem ją na siebie, nieco niezdarnie, bo Colli stwierdziła że bardzo ciekawym pomysłem będzie wtulenie się we mnie w momencie gdy się ubieram. Zjedliśmy śniadanie i doprowadziliśmy domek do porządku. Nicole wyglądała na nieco rozczarowaną, faktem że przerwa świąteczna się skończyła i trzeba wracać do nauki. Mnie też ta wizja nie radowała, dużo bym dał, żeby leżeć w łóżku i mieć na wszystko wyjebane. Spakowałem walizki do auta i zaczekałem aż Colli wsiądzie na miejsce. Włożyłem kluczyk do stacyjki, przekręciłem go, słysząc znajomy dźwięk silnika. Z trudem wyjechaliśmy na drogę. Nicole zasnęła, opierając się o szybę. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem dziewczynę po włosach, wciąż skupiając się na drodze. Ściszyłem radio, i zjechałem na stację, kupując sobie kawę. Została nam jeszcze jakaś godzina jazdy przy dobrych wiatrach. Wypiłem gorący napój, plastikowy włożyłem do bocznej przegródki i dodałem gazu. Podróż dłużyła mi się, przynajmniej Nicole nieco odpocznie. W nowym roku czekało nas dużo zmian, zwłaszcza przy nauce i koniach. Dojechaliśmy wreszcie, dziewczyna dalej spała. Odniosłem nasze walizki do pokoi i wróciłem po brązowowłosą. Otworzyłem drzwi po jej stronie, i odpiąłem pasy. Podniosłem ją na ręce, mlasnęła ustami wciąż śpiąc. Zatrzasnąłem niezdarnie auto, i poprawiłem dziewczynę na rękach. Zaniosłem ją do mojego pokoju. Nie trudziłem się z rozścieleniem łóżka, które i tak nie było zaścielone. Okryłem ją kołdrą i uciszyłem Wenus, która merdała radośnie ogonem. Kluska nieco podrosła, pogłaskałem ją za uszami i zrobiłem miejsce na kanapie. Odtrąciłem ją delikatnie łokciem, gdy zaczęła dobierać się do paska z moich spodni. Obdarzyła mnie fochniętym spojrzeniem, i zwinęła się w kłębek na moich kolanach. Pogłaskałem ją i chwyciłem inaczej lekturę. Nicole zaczęła się wiercić na łóżku, rozciągnęła się i rozejrzała nieprzytomnym wzrokiem.
- Sammy? - wychrypiała, odkaszlnęła i otuliła się kocem. Nie wyglądała na taką w najlepszej formie.
- Hmmm? - wychynąłem zza książki, Colli roześmiała się, co spowodowało nagły atak kaszlu. - Na pewno jesteś zdrowa? - zapytałem zmartwiony, odkładając książkę i siadając koło niej na łóżku. Okryłem ją nieco lepiej kocykiem i wrzuciłem Wenus na łóżko.
Colli? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Nicole? Jesteś pewna? - przerwałem, łapiąc oddech.
- Teraz już tak - uśmiechnęła się i znowu mnie pocałowała.
***
Leżałem z rękami założonymi za głowę. Nicole zasnęła otulona kołdrą. Wreszcie i mnie dopadło zmęczenie, zamknąłem oczy, oddając się w objęcia Morfeusza. Obudziłem Colli po dziesiątej. Cynamonka zganiła mnie "daj mi spać", i odwróciła się w drugą stronę, owijając się kołdrą. Pocałowałem dziewczynę w szyję, natychmiastowo otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie.
- Jak się czujesz? - zapytałem ciepło, gładząc ją po włosach.
- Wspaniale - pocałowała mnie namiętne. Jej się to nigdy nie znudzi, a ja nie będę tym gardził. Colli pisnęła i okryła się kołdrą. Powstrzymałem wybuch śmiechu, widząc jak dziewczyna oblewa się rumieńcem.
- Co ty taka nagle nieśmiała się zrobiłaś? - zapytałem z uśmiechem Nicole.
- Muszę się do tego wszystkiego przyzwyczaić. - Roześmiała się. Ogarnąłem się szybko i dałem czas Colli. Że jej nie było zimno w krótkich spodenkach. Szukałem wzrokiem swojej koszuli, która powinna była się walać gdzieś po podłodze. Nicole pląsała gdzieś w kuchni, robiąc nam śniadanie. Dopiero teraz zauważyłem, że zabrała moją koszulę. Siedziałem na łóżku i przyglądałem się jej. Za duża koszula wyglądała wprost komicznie. Wyciągnąłem z walizki jakąś bluzkę i założyłem ją na siebie, nieco niezdarnie, bo Colli stwierdziła że bardzo ciekawym pomysłem będzie wtulenie się we mnie w momencie gdy się ubieram. Zjedliśmy śniadanie i doprowadziliśmy domek do porządku. Nicole wyglądała na nieco rozczarowaną, faktem że przerwa świąteczna się skończyła i trzeba wracać do nauki. Mnie też ta wizja nie radowała, dużo bym dał, żeby leżeć w łóżku i mieć na wszystko wyjebane. Spakowałem walizki do auta i zaczekałem aż Colli wsiądzie na miejsce. Włożyłem kluczyk do stacyjki, przekręciłem go, słysząc znajomy dźwięk silnika. Z trudem wyjechaliśmy na drogę. Nicole zasnęła, opierając się o szybę. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem dziewczynę po włosach, wciąż skupiając się na drodze. Ściszyłem radio, i zjechałem na stację, kupując sobie kawę. Została nam jeszcze jakaś godzina jazdy przy dobrych wiatrach. Wypiłem gorący napój, plastikowy włożyłem do bocznej przegródki i dodałem gazu. Podróż dłużyła mi się, przynajmniej Nicole nieco odpocznie. W nowym roku czekało nas dużo zmian, zwłaszcza przy nauce i koniach. Dojechaliśmy wreszcie, dziewczyna dalej spała. Odniosłem nasze walizki do pokoi i wróciłem po brązowowłosą. Otworzyłem drzwi po jej stronie, i odpiąłem pasy. Podniosłem ją na ręce, mlasnęła ustami wciąż śpiąc. Zatrzasnąłem niezdarnie auto, i poprawiłem dziewczynę na rękach. Zaniosłem ją do mojego pokoju. Nie trudziłem się z rozścieleniem łóżka, które i tak nie było zaścielone. Okryłem ją kołdrą i uciszyłem Wenus, która merdała radośnie ogonem. Kluska nieco podrosła, pogłaskałem ją za uszami i zrobiłem miejsce na kanapie. Odtrąciłem ją delikatnie łokciem, gdy zaczęła dobierać się do paska z moich spodni. Obdarzyła mnie fochniętym spojrzeniem, i zwinęła się w kłębek na moich kolanach. Pogłaskałem ją i chwyciłem inaczej lekturę. Nicole zaczęła się wiercić na łóżku, rozciągnęła się i rozejrzała nieprzytomnym wzrokiem.
- Sammy? - wychrypiała, odkaszlnęła i otuliła się kocem. Nie wyglądała na taką w najlepszej formie.
- Hmmm? - wychynąłem zza książki, Colli roześmiała się, co spowodowało nagły atak kaszlu. - Na pewno jesteś zdrowa? - zapytałem zmartwiony, odkładając książkę i siadając koło niej na łóżku. Okryłem ją nieco lepiej kocykiem i wrzuciłem Wenus na łóżko.
Colli? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
środa, 3 stycznia 2018
Podsumowanie Roku!
Rok 2017 dobiegł końca. Niektórzy powitali go z uśmiechem, inni może nie. Strzelaliście, czy tylko się przyglądaliście? Ja tu nie do pogadanek, witam was pierwszy raz w PODSUMOWANIU ROKU! Działamy ze sobą ponad rok, rozumiecie to? ponad 365 dni! Nie umiem sobie wyobrazić, jak to wszystko by wyglądało bez Dressage Academy.
Rok 2017 był pełen wzlotów i upadków, zdarzały się nam chwile, gdy pisaliśmy ponad 50 opowiadań na miesiąc, ale też takie, gdy na blogu pojawiło się tylko 11 postów. W styczniu 2017 nie byłam pewna, czy wszystko pójdzie tak jak trzeba, byłam po prostu dziewczyną, z ambicją na bloga, który pewnie nigdy nie miał szansy się wybić, czy dobić więcej niż 5 postaci. A tu proszę, udało mi się. Zaczęłam się wkręcać w to wszystko, przywiązałam się do każdego z osobna i do was wszystkich razem wziętych. Patrząc, jak wszyscy rozwijamy się w pisaniu, czułam się dumna, bo sama poprawiłam się diametralnie. Akademia w 2016 była zbitką kilku zakładek, z niedokładnym szablonem i adminką ze zbyt wysoką poprzeczka dla samej siebie. Po sylwestrze, coś zaczęło się dziać. Dołączyło wiele osób, kilka po prostu przewinęło się przez czat, dało rady co zrobić. Opowiadań, za cały rok jest 368. Jestem dumna! Nie pomyślałam, że DA ma jakąkolwiek szanse na taki wynik. Może i nie dorównujemy czołówce, ale dla mnie to wystarcza. Często czułam się zawiedziona, tym że nie zawsze wychodziło. Każdy ma różny styl pisania, czy bycia. Przydałoby mi się omówić te większe zmiany, jakie nastąpiły. Przemogłam się, by dodać zadania, walutę i pracuje nad grafiką. Może i wielu efektów nie ma, szablon jest jaki jest, ale wydaje mi się że jest taki... nasz. Ma ponad rok, i został zmieniony tylko raz, a i tak wróciłam do starego. Szykuje się duża inwestycja z mojej strony, do której potrzebna mi jest naprawdę masa czasu, i cierpliwości. Wstępne projekty już są, ale do realizacji jeszcze daleko, nawet bardzo daleko. W najbliższej przyszłości pragnę poprawić formularze, dodać ze dwa nowe i poprawić regulamin, który w sumie spisałam na kolanie na przerwie, niecały tydzień przed otwarciem bloga. Wiosna i lato będą zapewne pełne zmian, które delikatnie wprowadzam, krok po kroku. Nie chcę stać w miejscu, ale staram się używać oryginalnych pomysłów, to ważne. Zależy mi na was, byście wygodnie mogli przesiadywać tutaj. Smuci mnie tylko jeden fakt - że na czacie jest cisza. Pojawiają się tam sporadycznie adminki, ale to nic więcej. Największą zmianą, która wejdzie w przeciągu dwóch tygodni, będzie poprawienie fabuły, którą znajdziecie w dodatkowej zakładce na blogu. Miało być podsumowanie, a gadam o planach. Nasza rodzinka liczy sobie aktualnie 16 osób. Spełnieniem moich niewielkich marzeń byłoby powiększenie tej liczby osób. Oczywiście nie zmuszam nikogo, do tworzenia nowych postaci, ale polecenie nas tu i tam byłoby jakąś niewielką cegiełką, z której powoli budujemy dom. Każda osoba, każde opowiadanie i cokolwiek, co mogłoby przyczynić się do rozwoju bloga, jest taką cegiełką. I może kiedyś uda nam się dobudować wszystko co trzeba! Wierzę w to, i w nasz sukces. Z racji tego, że może i jesteśmy "młodzikami" w tych wszystkich blogach, które wystartowały w 2015, i wbiły naprawdę DUŻO postów, nie spodziewałam się 1000 postów, ale to jeszcze przed nami!
2017 obfitował w moim przypadku w wiele łez bezsilności, i wściekłości na samą siebie. Wiele razy nie dawałam sobie razy, i teraz też czasami potrzebuję odpocząć. '17 nie należał do moich ulubionych, z powodów prywatnych. Potrafiłam godzinami płakać, czy leżeć z rezygnacją. Zdarzało się, że z lubością oglądałam kartkę z pomysłami, która płonęła i znikała bezpowrotnie. Może i popełniłam wiele błędów, bo taka jest prawda, wszyscy mnie uświadamiacie, co robię źle, co mam zmienić. W opowiadaniach i w waszej niewielkiej gromadce, potrafiłam odnaleźć spokój i coś, co kazało mi iść dalej. Rozwinęłam się, rozwinęli się i wszyscy. Z opowiadań liczących mniej niż 200 słów, wychodzą nawet takie po 5000! To naprawdę spore osiągnięcie. Może i DA robi za taką szarą kluchę, w cieniu tych bardziej popularnych blogów, ale co z tego. I nam się to uda! Moim marzeniem zawsze będzie iść przez miasto i usłyszeć z czyichś ust dobre słowa o naszym blogu. Podejść do tej osoby i zasalutować niedbale, z szelmowskim uśmiechem, przedstawić się i z dumą powiedzieć "To ja prowadzę Dressage Academy. Miło mi to słyszeć!" Ciekawe czy kiedyś się spełni? Podsumowanie jest bardzo ogólne, za co mam nadzieję mi wybaczycie. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za ten rok z wami!
Cya!
Shadow!
Rok 2017 był pełen wzlotów i upadków, zdarzały się nam chwile, gdy pisaliśmy ponad 50 opowiadań na miesiąc, ale też takie, gdy na blogu pojawiło się tylko 11 postów. W styczniu 2017 nie byłam pewna, czy wszystko pójdzie tak jak trzeba, byłam po prostu dziewczyną, z ambicją na bloga, który pewnie nigdy nie miał szansy się wybić, czy dobić więcej niż 5 postaci. A tu proszę, udało mi się. Zaczęłam się wkręcać w to wszystko, przywiązałam się do każdego z osobna i do was wszystkich razem wziętych. Patrząc, jak wszyscy rozwijamy się w pisaniu, czułam się dumna, bo sama poprawiłam się diametralnie. Akademia w 2016 była zbitką kilku zakładek, z niedokładnym szablonem i adminką ze zbyt wysoką poprzeczka dla samej siebie. Po sylwestrze, coś zaczęło się dziać. Dołączyło wiele osób, kilka po prostu przewinęło się przez czat, dało rady co zrobić. Opowiadań, za cały rok jest 368. Jestem dumna! Nie pomyślałam, że DA ma jakąkolwiek szanse na taki wynik. Może i nie dorównujemy czołówce, ale dla mnie to wystarcza. Często czułam się zawiedziona, tym że nie zawsze wychodziło. Każdy ma różny styl pisania, czy bycia. Przydałoby mi się omówić te większe zmiany, jakie nastąpiły. Przemogłam się, by dodać zadania, walutę i pracuje nad grafiką. Może i wielu efektów nie ma, szablon jest jaki jest, ale wydaje mi się że jest taki... nasz. Ma ponad rok, i został zmieniony tylko raz, a i tak wróciłam do starego. Szykuje się duża inwestycja z mojej strony, do której potrzebna mi jest naprawdę masa czasu, i cierpliwości. Wstępne projekty już są, ale do realizacji jeszcze daleko, nawet bardzo daleko. W najbliższej przyszłości pragnę poprawić formularze, dodać ze dwa nowe i poprawić regulamin, który w sumie spisałam na kolanie na przerwie, niecały tydzień przed otwarciem bloga. Wiosna i lato będą zapewne pełne zmian, które delikatnie wprowadzam, krok po kroku. Nie chcę stać w miejscu, ale staram się używać oryginalnych pomysłów, to ważne. Zależy mi na was, byście wygodnie mogli przesiadywać tutaj. Smuci mnie tylko jeden fakt - że na czacie jest cisza. Pojawiają się tam sporadycznie adminki, ale to nic więcej. Największą zmianą, która wejdzie w przeciągu dwóch tygodni, będzie poprawienie fabuły, którą znajdziecie w dodatkowej zakładce na blogu. Miało być podsumowanie, a gadam o planach. Nasza rodzinka liczy sobie aktualnie 16 osób. Spełnieniem moich niewielkich marzeń byłoby powiększenie tej liczby osób. Oczywiście nie zmuszam nikogo, do tworzenia nowych postaci, ale polecenie nas tu i tam byłoby jakąś niewielką cegiełką, z której powoli budujemy dom. Każda osoba, każde opowiadanie i cokolwiek, co mogłoby przyczynić się do rozwoju bloga, jest taką cegiełką. I może kiedyś uda nam się dobudować wszystko co trzeba! Wierzę w to, i w nasz sukces. Z racji tego, że może i jesteśmy "młodzikami" w tych wszystkich blogach, które wystartowały w 2015, i wbiły naprawdę DUŻO postów, nie spodziewałam się 1000 postów, ale to jeszcze przed nami!
2017 obfitował w moim przypadku w wiele łez bezsilności, i wściekłości na samą siebie. Wiele razy nie dawałam sobie razy, i teraz też czasami potrzebuję odpocząć. '17 nie należał do moich ulubionych, z powodów prywatnych. Potrafiłam godzinami płakać, czy leżeć z rezygnacją. Zdarzało się, że z lubością oglądałam kartkę z pomysłami, która płonęła i znikała bezpowrotnie. Może i popełniłam wiele błędów, bo taka jest prawda, wszyscy mnie uświadamiacie, co robię źle, co mam zmienić. W opowiadaniach i w waszej niewielkiej gromadce, potrafiłam odnaleźć spokój i coś, co kazało mi iść dalej. Rozwinęłam się, rozwinęli się i wszyscy. Z opowiadań liczących mniej niż 200 słów, wychodzą nawet takie po 5000! To naprawdę spore osiągnięcie. Może i DA robi za taką szarą kluchę, w cieniu tych bardziej popularnych blogów, ale co z tego. I nam się to uda! Moim marzeniem zawsze będzie iść przez miasto i usłyszeć z czyichś ust dobre słowa o naszym blogu. Podejść do tej osoby i zasalutować niedbale, z szelmowskim uśmiechem, przedstawić się i z dumą powiedzieć "To ja prowadzę Dressage Academy. Miło mi to słyszeć!" Ciekawe czy kiedyś się spełni? Podsumowanie jest bardzo ogólne, za co mam nadzieję mi wybaczycie. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za ten rok z wami!
Cya!
Shadow!
wtorek, 2 stycznia 2018
Od Nicole cd. Sama
Chłopak złapał mnie delikatnie za rękę, tańczyliśmy chwilę wolnego. Potem otworzył wino i rozlał do kieliszków. Toast był typowy "za nas!". Słodkie wino od razu przypadło mi do gustu. Chwilę przed dwunastą wyszliśmy na balkon obserwować fajerwerki puszczane przedwcześnie. Chłopak spojrzał chwilę na telefon i szybko mnie pocałował. Z radością się odwzajemniłam. Zapadła cisza, gdy wybiła północ, granatowe niebo rozerwała cała gama kolorów. Fajerwerki przecinały powietrze i wybuchały.
Całowaliśmy się w akompaniamencie fajerwerków. Śnieg zsunął się z dachu, uderzają o deski i rozpadając się. Przejęłam inicjatywę i przyparłam go do ściany, wciąż muskając jego usta wargami. Czułam że to właśnie odpowiedni moment. Weszliśmy do domu, nie odrywając się od siebie ustami. Pośpiesznie zdjęłam buty, było ciężko ale dałam radę. W korytarzu spędziliśmy najwięcej czasu, przyparci do ścian. Gdzieś tam leżała rzucona koszula Sama. Otworzyliśmy drzwi od sypialni wylądowaliśmy na łóżku. Leżeliśmy na łóżku w samej bieliźnie.
- Nicole? Jesteś pewna? - przerwał Sam żebyśmy złapali chwilę oddechu.
- Teraz już tak - uśmiechnęłam się i powrotnie wpiłam się w jego usta. Resztę nocy spędziliśmy bardzo miło.
***
ruchanka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***
Z wspaniałego, lecz krótkiego snu wybudził mnie Sam. Chwilę szeptał mi coś nad uchem, ale zganiłam go szybkim "daj mi spać". Poczułam jego usta na swojej szyi. Mimowolnie otworzyłam oczy. Uśmiechał się do mnie, włosy miały zwichrzone.
- Jak się czujesz? - usłyszałam ten jego ciepły głos.
- Wspaniale - pocałowałam go namiętnie. Nigdy nam to całowanie się nie znudzi, opanowałam się dopiero kiedy zorientowałam się że jestem naga. Pisnęłam i szybko owinęłam się kołdrą.
- Co ty taka nagle nieśmiała się zrobiłaś - rozbawiła go moja reakcja.
- Muszę się do tego wszystkiego przyzwyczaić - zaśmiałam się. Chłopak wstał i założył spodnie. Byłam trochę zdezorientowana faktem że akurat ja musiałam się obudzić naga, a on miał na sobie bokserki. Narzuciłam na siebie krótkie spodenki, stanik i koszulę, nie trudziłam się z zapinaniem jej. Włosy spięłam w lekki kok i zwiewnym krokiem poszłam do kuchni przygotować nam śniadanie. Klasycznie musiało temu towarzyszyć moje pląsanie tyłkiem po całej kuchni.
Mesz nie narzekoj XDD Sam?
Całowaliśmy się w akompaniamencie fajerwerków. Śnieg zsunął się z dachu, uderzają o deski i rozpadając się. Przejęłam inicjatywę i przyparłam go do ściany, wciąż muskając jego usta wargami. Czułam że to właśnie odpowiedni moment. Weszliśmy do domu, nie odrywając się od siebie ustami. Pośpiesznie zdjęłam buty, było ciężko ale dałam radę. W korytarzu spędziliśmy najwięcej czasu, przyparci do ścian. Gdzieś tam leżała rzucona koszula Sama. Otworzyliśmy drzwi od sypialni wylądowaliśmy na łóżku. Leżeliśmy na łóżku w samej bieliźnie.
- Nicole? Jesteś pewna? - przerwał Sam żebyśmy złapali chwilę oddechu.
- Teraz już tak - uśmiechnęłam się i powrotnie wpiłam się w jego usta. Resztę nocy spędziliśmy bardzo miło.
***
ruchanka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***
Z wspaniałego, lecz krótkiego snu wybudził mnie Sam. Chwilę szeptał mi coś nad uchem, ale zganiłam go szybkim "daj mi spać". Poczułam jego usta na swojej szyi. Mimowolnie otworzyłam oczy. Uśmiechał się do mnie, włosy miały zwichrzone.
- Jak się czujesz? - usłyszałam ten jego ciepły głos.
- Wspaniale - pocałowałam go namiętnie. Nigdy nam to całowanie się nie znudzi, opanowałam się dopiero kiedy zorientowałam się że jestem naga. Pisnęłam i szybko owinęłam się kołdrą.
- Co ty taka nagle nieśmiała się zrobiłaś - rozbawiła go moja reakcja.
- Muszę się do tego wszystkiego przyzwyczaić - zaśmiałam się. Chłopak wstał i założył spodnie. Byłam trochę zdezorientowana faktem że akurat ja musiałam się obudzić naga, a on miał na sobie bokserki. Narzuciłam na siebie krótkie spodenki, stanik i koszulę, nie trudziłam się z zapinaniem jej. Włosy spięłam w lekki kok i zwiewnym krokiem poszłam do kuchni przygotować nam śniadanie. Klasycznie musiało temu towarzyszyć moje pląsanie tyłkiem po całej kuchni.
Mesz nie narzekoj XDD Sam?
od Viktorii cd. Beauregarda
- Jak ci się podoba królowa North? - zapytałam z dumą, klepiąc klacz po szyi.
- Hmm, jest okej - mruknął.
- Ciekawe, czy ruszysz tego kartofla chociażby do kłusa... - Udałam że jestem zamyślona, chłopak ścisnął Arystokratę łydkami. Koń poderwał się do radosnego kłusa. Uniosłam brwi, i z radością zagalopowałam. Zaraz za nami galopował Beauregard z kartoflem. Z lubością oddałam klaczy wodze, i pochyliłam się w siodle. Wiatr rozszarpał mój warkocz, który nie był już taki schludny jak wcześniej, ale wciąż wyglądał jak coś upiętego w tym stylu. Arystokrata jechał na naszej wysokości, obrzuciłam ich gardzącym spojrzeniem. Beauregard cmoknął cicho, kartofel nas wyprzedził. Zacisnęłam zęby z irytacją. A niech dzieciak się pocieszy wygraną. Podjechałam do nich, zwalniając klacz do stępa.
- Ziemniak potrafi wyprzedzić - stwierdziłam. - Teraz widzisz to drzewo? Jedź. Tylko się nie wypierdol, szczylu, nie będę ci za koniem biegać. - Beauregard zagalopował na kartoflu i najechał na przeszkodę. Jak na taką kłodę, jaką był arystokrata, poszło mu całkiem dobrze. Odwróciłam klacz i dałam jej sygnał do galopu. Ruszyła ładnie, uśmiechnęłam się pod nosem i nakierowałam ją na przeszkodę. Postawiła uszy do przodu, i delikatnie przyspieszyła. Pochyliłam się w siodle, gdy wyskoczyła do góry. Poklepałam ją po szyi i zwolniłam do kłusa. Arystokrata jechał za mną.
- Jedziesz za mną. - powiedziałam i ponownie zagalopowałam, napawając się wiatrem we włosach. Po wjechaniu do lasu, ponownie zwolniłam, przechodząc do wolniejszego chodu. Kilka razy skręcałam w te mniej uczęszczane ścieżki. Gałęzie kilka razy smagnęły mnie po twarzy, tworząc czerwone ślady. Gdy dotarliśmy na miejsce, przeszłam do stępa i zatrzymałam się.
- Jesteśmy. - oznajmiłam. Beauregard wyjechał na Arystokracie przede mnie, żeby coś zobaczyć. Stał przez kilka sekund, przyglądałam mu się z zainteresowaniem. Zamrugał kilkakrotnie i wycofał wałacha. Gdy tylko się odwrócili, spiął go i ruszył galopem. Co mu odpierdoliło? Krzyknęłam za nim, i pogoniłam klacz. Arystokrata pędził przed siebie, stwierdziłam że nie będę forsować klaczy i zwolniłam. Przetarłam twarz ze śniegu.
- Nosz kurwa! - krzyknęłam, gdy któryś raz z rzędu dostałam gałązką po twarzy. Czerwone kreski na twarzy szczypały i irytowały swoim istnieniem. Dojechałam do Akademii i zsiadłam z klaczy. Nie byłam zadowolona z tak krótkiego terenu, ale cóż, to nie ja stchórzyłam. Rozsiodłałam North i posiedziałam z nią chwilę, napawając się towarzystwem Karej. Wyszłam ze stajni, zastanawiając się gdzie wywiało beksę. Podpytałam się dyrektorki o jego pokój. Wylazłam na górę i zapukałam do drzwi, może nieco za mocno. Po kilku chwilach Beauregard otworzył drzwi. Widząc mnie, szybko je zamknął, tak że pozostała tylko mała szparka.
- Zostaw mnie w spokoju. - warknął i zamknął drzwi. Westchnęłam, i nacisnęłam na klamkę, otwierając je. Bear siedział na podłodze oparty o ścianę, ściskając w dłoniach chusteczkę. Miał zaczerwienione oczy, jakby przed chwilą płakał. Teoretycznie nie był to mój interes. Zamordował mnie wzrokiem, nic nie mówiąc. Usiadłam na jego łóżku, zakładając nogę na nogę.
- Ktoś tu się boi jeziorek, czy ducha zobaczyłeś? - zapytałam, uśmiechając się do niego chłodno. Milczał, paląc mnie spojrzeniem. Kurde, zaczynał mnie śmieszyć. Nie dość że kurdupel, to jeszcze beksa.
- Możesz dać mi łaskawie spokój? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Pokręciłam głową ze szczerym uśmiechem, dopiero się rozkręcam!
- Oczywiście że nie! - odparłam, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. - Powiedz mi proszę, że rozryczałeś się w pierwszy dzień! - spojrzałam na jego zaczerwienione policzki, i zaszklone oczy. - Biedny Szczyl, może trzeba było zostać w domu? A może zadzwonisz do braciszka, albo siostrzyczki i się pożalisz, jaka to Tori jest zła? - zadałam pytanie z jadowitym uśmiechem. Chyba trafiłam w jego czuły punkt, bo zagryzł zęby z wściekłością. Pomimo "szczerej" chęci, nie mogłam się powstrzymać, i zaczęłam się śmiać, gdy ten szczyl się wściekał. Wyglądał jak zirytowany chomik.
Beauregard? :333 Wybacz długość ;-;
- Hmm, jest okej - mruknął.
- Ciekawe, czy ruszysz tego kartofla chociażby do kłusa... - Udałam że jestem zamyślona, chłopak ścisnął Arystokratę łydkami. Koń poderwał się do radosnego kłusa. Uniosłam brwi, i z radością zagalopowałam. Zaraz za nami galopował Beauregard z kartoflem. Z lubością oddałam klaczy wodze, i pochyliłam się w siodle. Wiatr rozszarpał mój warkocz, który nie był już taki schludny jak wcześniej, ale wciąż wyglądał jak coś upiętego w tym stylu. Arystokrata jechał na naszej wysokości, obrzuciłam ich gardzącym spojrzeniem. Beauregard cmoknął cicho, kartofel nas wyprzedził. Zacisnęłam zęby z irytacją. A niech dzieciak się pocieszy wygraną. Podjechałam do nich, zwalniając klacz do stępa.
- Ziemniak potrafi wyprzedzić - stwierdziłam. - Teraz widzisz to drzewo? Jedź. Tylko się nie wypierdol, szczylu, nie będę ci za koniem biegać. - Beauregard zagalopował na kartoflu i najechał na przeszkodę. Jak na taką kłodę, jaką był arystokrata, poszło mu całkiem dobrze. Odwróciłam klacz i dałam jej sygnał do galopu. Ruszyła ładnie, uśmiechnęłam się pod nosem i nakierowałam ją na przeszkodę. Postawiła uszy do przodu, i delikatnie przyspieszyła. Pochyliłam się w siodle, gdy wyskoczyła do góry. Poklepałam ją po szyi i zwolniłam do kłusa. Arystokrata jechał za mną.
- Jedziesz za mną. - powiedziałam i ponownie zagalopowałam, napawając się wiatrem we włosach. Po wjechaniu do lasu, ponownie zwolniłam, przechodząc do wolniejszego chodu. Kilka razy skręcałam w te mniej uczęszczane ścieżki. Gałęzie kilka razy smagnęły mnie po twarzy, tworząc czerwone ślady. Gdy dotarliśmy na miejsce, przeszłam do stępa i zatrzymałam się.
- Jesteśmy. - oznajmiłam. Beauregard wyjechał na Arystokracie przede mnie, żeby coś zobaczyć. Stał przez kilka sekund, przyglądałam mu się z zainteresowaniem. Zamrugał kilkakrotnie i wycofał wałacha. Gdy tylko się odwrócili, spiął go i ruszył galopem. Co mu odpierdoliło? Krzyknęłam za nim, i pogoniłam klacz. Arystokrata pędził przed siebie, stwierdziłam że nie będę forsować klaczy i zwolniłam. Przetarłam twarz ze śniegu.
- Nosz kurwa! - krzyknęłam, gdy któryś raz z rzędu dostałam gałązką po twarzy. Czerwone kreski na twarzy szczypały i irytowały swoim istnieniem. Dojechałam do Akademii i zsiadłam z klaczy. Nie byłam zadowolona z tak krótkiego terenu, ale cóż, to nie ja stchórzyłam. Rozsiodłałam North i posiedziałam z nią chwilę, napawając się towarzystwem Karej. Wyszłam ze stajni, zastanawiając się gdzie wywiało beksę. Podpytałam się dyrektorki o jego pokój. Wylazłam na górę i zapukałam do drzwi, może nieco za mocno. Po kilku chwilach Beauregard otworzył drzwi. Widząc mnie, szybko je zamknął, tak że pozostała tylko mała szparka.
- Zostaw mnie w spokoju. - warknął i zamknął drzwi. Westchnęłam, i nacisnęłam na klamkę, otwierając je. Bear siedział na podłodze oparty o ścianę, ściskając w dłoniach chusteczkę. Miał zaczerwienione oczy, jakby przed chwilą płakał. Teoretycznie nie był to mój interes. Zamordował mnie wzrokiem, nic nie mówiąc. Usiadłam na jego łóżku, zakładając nogę na nogę.
- Ktoś tu się boi jeziorek, czy ducha zobaczyłeś? - zapytałam, uśmiechając się do niego chłodno. Milczał, paląc mnie spojrzeniem. Kurde, zaczynał mnie śmieszyć. Nie dość że kurdupel, to jeszcze beksa.
- Możesz dać mi łaskawie spokój? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Pokręciłam głową ze szczerym uśmiechem, dopiero się rozkręcam!
- Oczywiście że nie! - odparłam, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. - Powiedz mi proszę, że rozryczałeś się w pierwszy dzień! - spojrzałam na jego zaczerwienione policzki, i zaszklone oczy. - Biedny Szczyl, może trzeba było zostać w domu? A może zadzwonisz do braciszka, albo siostrzyczki i się pożalisz, jaka to Tori jest zła? - zadałam pytanie z jadowitym uśmiechem. Chyba trafiłam w jego czuły punkt, bo zagryzł zęby z wściekłością. Pomimo "szczerej" chęci, nie mogłam się powstrzymać, i zaczęłam się śmiać, gdy ten szczyl się wściekał. Wyglądał jak zirytowany chomik.
Beauregard? :333 Wybacz długość ;-;
poniedziałek, 1 stycznia 2018
od Beauregarda cd. Viktorii
Emm... możemy iść? - wydusiłem z siebie. Viktoria przewróciła oczami. No to zapowiada się kolejna super znajomość.
- Arystokrata, tak? - zapytała, na co pokiwałem głową.
Zaprowadziła mnie do boksu konia. Wszedłem do środka i pogładziłem go po miękkich chrapach, patrząc w duże. brązowe oczy Siwego.
- Długo jeszcze? Uschnę tu. - Odwróciłem się i spojrzałem na nią z ukosa. Dziewczyna wzruszyła ramionami i poszła. Szybko wyszedłęm z boksu i przyspieszyłem kroku, aby ją dogonić, kiedy potknąłem się o jakąś cegłę i wyłożyłem się na ziemi.
- Japierdole, jaka ciota... - usłyszałem od Viktorii. Przypatrywała się jak wstawałem, co bynajmniej nie sprawiało, że czułem się lepiej.
Pokazała mi ujeżdżalnie, cały czas trzymałem się z tyłu i nie mówiłem nic, w duchu błagając, abym mógł już po prostu iść od niej. Po halach przyszedł czas na pastwiska - Viktoria zaprowadziła mnie i tam. Stałem przy ogrodzeniu, bawiąc się kostką. Wskazałą mi miejsce, gdzie mogłem puszczać Arystokratę.
- W jakiej jesteś klasie? - Zaczęła pseudorozmowę dziewczyna. Podniosłęm wzrok i spojrzałęm w jej stronę, unikając jednocześnie jej wzroku.
- Jeździecka, sekcja A. - mruknąłem, na co ta zakrztusiła się powietrzem. Zamilklem, ponownie bawiąc się kostką.
- Co Cię wzięło na zimnokrwistego konia? Przecież nic na tym nie zrobisz. To jest po prostu baryła do bycia fałdą tłuszczu. - powiedziała i uniosła brwi. Spojrzałęm na nią morderczo i zacisnąłem zęby.
- Czym niby różnią się od reszty? - spytałem.
- Powiedz mi, pojedziesz cokolwiek na tym? To ledwo cavaletti robi, nie wspominając o czymś wyższym bądź skomplikowanym. - odparła arogancko. Popatrzyłem na śnieg wydeptany przez konie.
- Nieprawda. - odpowiedziałem krótko.
- Udowodnij. Za trzydzieści minut widzimy się na koniach tutaj. - oświadczyła wyzywająco. odwróciła się i poszła do stajni. No to świetnie...
Westchnąłem i udałem się do stajni. Przyniosłem sprzęt Siwego i wyprowadziłęm go z boksu, po czym wyczyściłem. i osiodłałem, założyłem mu granatowy estaw. Nie miałem najmniejszej ochoty jechać w teren z kimkolwiek, a tym bardziej z nią. Wyprowadziłem konia przed stajnię i czekałem, aż Viktoria wyjdzie. Po niedługim czasie zobaczyłem dziewczynę prowadzącą karego konia w czerwonym zestawie. Arystokrata przystawił pysk do chrap nieznajomego, a ten prychnął i odskoczył. Viktoria wsiadła, po czym prawie udusiłą się ze śmiechu, kiedy zrobiłem to samo. Pokręciłem niezauważalnie głową i wplotłem na chwilę palce lewej ręki w bujną grzywę wałacha.
- Jedziemy? - stwierdziła. Pokiwałem głową i ruszyłem za Viktorią.
Śnieg pokrywający pola wyglądał pięknie. Siwy rozglądał się ciekawsko, strzygąc uszami. Uśmiechnąłem się pod nosem i poklepałem go po szyi.
- Jak ci się podoba królowa North? - zapytała z dumą dziewczyna.
- Hmm, jest okej - mruknąłem.
- Ciekawe, czy ruszysz tego kartofla chociażby do kłusa... - zamyśliła się sztucznie Viktoria, a ja warknąłem w duchu i ścisnąłem Arystokratę łydkami. Wałach poderwał się do radosnego kłusa, a dziewczyna uniosła brwi i zagalopowała na North. Siwy podekscytowany wizją galopów po śniegu zrobił to samo i przyspieszył, a ja oddałem mu trochę wodzy, aby mógł wyciągnąć szyję.
Zaśmiałem się głośno i ścisnąłem Arystokratę mocniej łydkami, będąc na wysokości siodła, w którym pochylony siedział wysoki brunet. Jego błękitne oczy śmiały się razem z nim, a brązowe włosy powiewały na wietrze.
- Szybciej, Misiek, szybciej! - zawołał radośnie.
- Słyszysz Arys? Szybciej! - szepnąłem, przycisnąłem łydki do jego boków i zmrużyłem oczy przed słońcem. Siwy wyrwał się do przodu, a ja pochyliłem w siodle i chwyciłem jego grzywę razem z wodzami. W końcu stało się - wyprzedziliśmy Finna i Lear. Zaśmiałem się głośno i zatrzymałem konia.
- Coraz lepiej - pochwalił mnie brat i poklepał klacz po szyi.
Ścisnąłem Arystokratę mocniej łydkami. Czułem, jak wydłuża krok i słyszałem tętent jego kopyt. Jechałem teraz na wysokości North. Kątem oka wyłapałem, jak Viktoria patrzy na mnie z pogardą. Zacisnąłem oczy i cmoknąłem cicho na Arystokratę, a ten wyciągnął szyję bardziej i przyspieszył. Wreszcie wyprzedziliśmy Viktorię. Poklepałem Siwego po szyi i zatrzymałem go. Po chwili podjechała do nas i pokręciła głową. Przez moją twarz przeleciał cień zwycięskiego, który szybko wygasł.
- Ziemniak potrafi wyprzedzić - stwierdziła. - Teraz widzisz to drzewo? Jedź. Tylko się nie wypierdol, szczylu, nie będę ci za koniem biegać.
Zacisnąłem zęby i dałem Arystokracie sygnał do galopu. Nakierowałem go naprzeciw przeszkody i ścisnąłem łydkami. Liczyłem po cichu foulle, jakie pozostały do skoku. Już. Wylądowaliśmy po drugiej stronie, po czym wróciliśny do Viktorii.
- Jedziesz za mną - powiedziała i zagalopowała.
Wjechaliśmy do lasu, musiałem schylić się, aby nie dostać gałęziami w twarz. Przeszliśmy do kłusa i jechaliśmy przed siebie, co jakiś czas skręcając w jakieś ścieżki. Arystokrata wyciągał pysk w kierunku gałęzi pokrytych śniegiem, aby go strzepnąć. Nagle Viktoria przeszła do stępa i zatrzymała się, zrobiłem to samo, żeby Siwy nie wjechał w North.
- Jesteśmy.
Zasłaniała mi widok, więc podjechałem bliżej i stanąłem przy karej. Moim oczom ukazał się znienawidzony do reszty widok jeziora. Do oczu niemal natychmiastowo napłynęły łzy. Szybko wycofałem Arystokratę i zamrugałem kilkukrotnie, próbując się opanować. Po paru sekundach prób dałem sobie spokój. Przycisnąłem mocno łydki do boków konia, słysząc za sobą głos dziewczyny. Siwy galopował przed siebie, zimowe powietrze smagało mnie po twarzy. Nie oglądałem się za siebie, jechałem prosto do Akademii. Wtuliłem ręce w grzywę Arystokraty i poczułem, jak kilka łez spływa po moich policzkach, pozostawiając mokre ślady, które szybko zostały schłodzone przez wiatr. Przed oczami miałem dwa jeziora - to, nad którym przed chwilą byłem, i drugie... tamto. Ścisnąłem mocniej konia łydkami i usłyszałem, jak cicho dyszy. Czułem wściekłość na siebie, że kolejny raz nie potrafiłem sobie poradzić, że zgodziłem się na ten cholernu wyjazd w teren; na Viktorię za wszystkie jej teksty i to, jak się wywyższała. Wtuliłem się w szyję Arystokraty, czując jak kolejne łzy uciekają mi spod powiek. Jestem tak cholernie słaby...
Szybko rozsiodłałem Arystokratę i przeczyściłem go, po czym wziąłem walizki zostawione wcześniej w siodlarni i jak najszybciej poszedłem do pokoju. Otworzyłem drzwi, zamknąłem je za sobą i powiesiłem kurtkę na wieszaku. Oparłem się o ścianę i usiadłem na podłodze, pozwalając łzom płynąć. Czułem, jak się trzęsę. Zdjąłem okulary i wytarłem twarz rękawem swetra. Już. Stop. Wyjąłem z kieszeni spodni chusteczkę, wytarłem nos i zacisnąłem zęby. Jakby to miało w czymś pomóc. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Podniosłem się z podłogi i wytarłem twarz ponownie, po czym założyłem okulary. Czego ktoś chce? Chwyciłem za klamkę i uchyliłem drzwi. Gdy zobaczyłem tam Viktorię, przymknąłem je tak, że została tylko maleńka szparka.
- Zostaw mnie w spokoju - warknąłem i zamknąłem drzwi.
Viktoria? Czego od niego chcesz?
Podsumowanie Grudnia
Uczniowie
W tym miesiącu nikt nas nie opuścił. Dołączył Beauregard.
Serie
Aktualne - Wszystkie serie pozostają aktualne!
Rekord słów - chwilowo zawieszony.
Zakończone - Brak zakończonych serii.
Upomnienia - W tym miesiącu nikt nie otrzymuje upomnienia.
Nieobecności -
• Emma melduje nieobecność na czas nieokreślony.
• Dean i Cassie również informują o nieobecności na czas nieokreślony.
• Scarlett i Megan informuje o nieokreślonym czasie nieobecności.
Technicznie
W tym miesiącu udało nam się napisać 47 opowiadań.
- Trwający Event - X-Mas
- Mamy to! 400 postów, z czego ponad 300 w 2017!
- Rocznica wypadła nam 10 grudnia! Pojawił się specjalny post, który znajdziesz tutaj
- Wciąż pracuję nad grafiką i sklepem!
- W najbliższym czasie pojawi się podsumowanie roku
Cytat na Grudzień
Chcesz dać cytat na kolejny miesiąc? Zgłoś się w komentarzu, na czacie lub howrse :D
W tym miesiącu nikt nas nie opuścił. Dołączył Beauregard.
Serie
Aktualne - Wszystkie serie pozostają aktualne!
Rekord słów - chwilowo zawieszony.
Zakończone - Brak zakończonych serii.
Upomnienia - W tym miesiącu nikt nie otrzymuje upomnienia.
Nieobecności -
• Emma melduje nieobecność na czas nieokreślony.
• Dean i Cassie również informują o nieobecności na czas nieokreślony.
• Scarlett i Megan informuje o nieokreślonym czasie nieobecności.
Technicznie
W tym miesiącu udało nam się napisać 47 opowiadań.
- Trwający Event - X-Mas
- Mamy to! 400 postów, z czego ponad 300 w 2017!
- Rocznica wypadła nam 10 grudnia! Pojawił się specjalny post, który znajdziesz tutaj
- Wciąż pracuję nad grafiką i sklepem!
- W najbliższym czasie pojawi się podsumowanie roku
Cytat na Grudzień
Chcesz dać cytat na kolejny miesiąc? Zgłoś się w komentarzu, na czacie lub howrse :D
Bo trzeba się śmiać, wariata grać, szczęśliwym być i z życia drwić!
Pozdrawiam,
Administratorka.
Pozdrawiam,
Administratorka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)