Patrzyłem na struny i grałem melodię, czułem na sobie wzrok dziewczyny. Kiedy skończyłem męczyć instrument uśmiechnąłem się do Megan, ta za to powoli odwróciła wzrok i delikatnie się zarumieniła.
-Czemu ty się ciągle rumienisz?- spojrzałem na dziewczynę.
-Ja… emm… - zarumieniła się jeszcze bardziej.
-Spoko nie musisz mówić- uśmiechnąłem się szelmowsko co sprawiło, że twarzy Meggy rumieniec się powiększał.
-Ciepło ci?- spytałem wpatrując się jaskrawe płomienie.
-Tak sobie- powiedziała Megan kątem oka spoglądając na mnie.
-Czekaj- powiedziałem, po czym sięgnąłem po drugi koc, okryłem nim dziewczynę i objąłem ją delikatnie ramieniem. Meg trochę się zaczerwieniła, po chwili ziewnęła i przytuliła się do mojego ramienia zamykając oczy.
-Dobranoc- powiedziałem do dziewczyny która po chwili zasnęła
***
Wstałem dość wcześnie, w końcu jestem typem osoby która potrzebuje mało snu. Dziewczyna na szczęście jeszcze spała więc mogłem szybko pobiec do akademii po parę rzeczy i wrócić. Ze swojego pokoju wziąłem strój kąpielowy, plecak do którego szybko wpakowałem kanapki i aparat fotograficzny. Gdy wróciłem na plażę, zjadłem jedną kanapkę, przygasiłem trochę ognisko po czym zrobiłem parę ujęć plaży. Po jakimś czasie zauważyłem że dziewczyna zaczyna się budzić.
-Dzień dobry. Jak się spało?- przywitałem dziewczynę, która odwróciła się w moją stronę. Schowałem aparat fotograficzny do plecaka po czym wyjąłem z niego kanapki, zamknąłem plecak i podałem dziewczynie kanapki. Megan głośno zaburczało w brzuchu na co zaśmiałem się a na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny rumieniec.
-Dzięki… - powiedziała i delikatnie się uśmiechnęła na co również zareagowałem uśmiechem. – Troszkę niewygodnie było ale twoje ramię takie twarde nie jest – uśmiechnęła się delikatnie.
-Idziemy pływać?- spytałem nagle, spoglądając na Meggy pytającym wzrokiem.
-Okey, ale nie mam stroju- odpowiedziała.
-To nic, możesz w bieliźnie- odpowiedziałem po czym zdjąłem koszulkę. Dziewczyna przyglądała mi się chwilę.
-No co?- wzruszyłem ramionami, Meg zarumieniła się po czym wstała i poszła, nie mam pojęcia gdzie. Po chwili zauważyłem Hatake biegnącego po brzegu plaży z patykiem w zębach. Szczerze mówiąc zapomniałem o jego obecności. Zawołałem wilczura po czym wszedłem do wody po pas i rzuciłem daleko w stronę wody patyk. Pies rzucił się pędem po rzuconą rzecz, bardzo dobrze pływał, w końcu jest pupilem miszcza surfowania. Bawiłem się z nim tak jakiś czas aż usłyszałem za plecami ciche pluski wody więc szybko się odwróciłem i ujrzałem Megan. Uśmiechnąłem się do niej na co ona odwzajemniła to także uśmiechem ale i delikatny rumieńcem.
-Choć!- zrobiłem gest ręką w stronę wody. Meggy spojrzała na mnie zmieszana.
-Jest problem…- powiedziała krzyżując palce.
-O co chodzi? Hatake się dziś namęczył bieganiem za patykiem więc wątpię czy będzie chciał cię ugryźć a nawet jeśli chcesz mogę go wygonić z wody- spojrzałem na psa z patykiem w paszczy który robił okrążenia wokół mnie.
-Nie chodzi o niego…
-A o co?
-Nie pływam za dobrze…- poprawiła ręką włosy.
-Spokojnie, nie pozwolę ci się utopić. Nie chcę się chwalić ale masz przed sobą miszcza surfowania- zaśmiałem się na co dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła wchodzić głębiej do wody.
-Czyli sugerujesz że nauczysz mnie pływać tak by nie utonąć?- zaśmiała się Megan. Pokiwałem twierdząco głową z szerokim uśmiechem. Weszliśmy do wody po samą szyję, delikatnie złapałem dziewczynę w talii, Meg odbiła się od dna i położyła się na wodzie.
-Spokojnie, trzymam cię- uspokoiłem dziewczynę gdy ta zaczęła się trochę szarpać na wodzie ze strachu, po chwili jednak opanowała emocje i delikatnie unosiła się na wodzie. Po chwili przestałem podtrzymywać Megan i powoli od niej odpłynąłem na niedużą odległość. Meggy przez chwilę jeszcze się unosiła na wodzie jednak kiedy zorientowała się że już jej nie trzymam zaczęła się szamotać, szybko podpłynąłem do niej i ją uspokoiłem:
-Nie szamocz się tak, uspokój się- w odpowiedzi dziewczyna spojrzała na mnie niezrozumiałym do końca wzrokiem.
-Okey, wiem że to zabrzmi głupio ale musisz usłyszeć wodę, co się w niej dzieje, musisz się z nią zjednoczyć. Dobra zabrzmiało to jak tekst z jakiegoś filmu dla dzieci- zaśmiałem się na co dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła.
-Dobra, spróbuje ale w razie czego mnie asekuruj- zaśmiała się.
Meg? :3
poniedziałek, 9 października 2017
Event z okazji Halloween!
Jak wiecie, Halloween zbliża się wielkimi krokami, pomimo że mamy dopiero 9.10.2017, postanowiłam zorganizować konkurs.
Żeby nie było porozumień:
ZASADY
- Opowiadanie nie może być kontynuacją żadnej serii.
- Tytuł opowiadania musi bezpośrednio nawiązywać do Halloween. Najlepiej jeżeli będzie miało właśnie taki tytuł.
- Opowiadanie nie może mieć poniżej 1200 słów
- Zgłoszenie równoznaczne jest z wysłaniem opowiadania.
- Ogłoszenie wyników - 2.11.2017
-
FABUŁA
Opowiadanie ma opisywać jak spędziłeś/aś ten dzień. Mile widziane opisy nadnaturalne, nie pogardzę czarami czy tabliczką Ouija. Tutaj macie pole do popisu, tylko prosiłabym bez przesady, to jest blog realny. Nie znajdziesz tu jednorożca czy magii ognia. Kontynuując. Atmosfera jest niepokojąca, przecież to dzień, w którym duchy mogą przejść do naszego świata! Uczniowie przygotowują się do wielkiej imprezy, która ma odbyć się już wieczorem. Charakteryzacje, cukierki i cała reszta jest już przygotowana. Resztę pozostawiam wam.
NAGRODY
1msc - 200$
2msc - 150$
3msc - 100$
Pozostali - 50$
HALLOWEEN'OWE ZADANIA
Nie mogło obyć się i bez tego ;P
Zadanie #1 - Ktoś tu jest?
Budzisz się w nocy. Męczy Cię pragnienie, postanawiasz wstać i się napić, kierujesz swoje kroki do kuchni. Gdy wyjmujesz już szklankę i wodę, by ją nalać, czujesz na sobie czyjś wzrok. Przechodzą Cię ciarki i masz wrażenie że spadła temperatura. Patrzysz na zegarek - dochodzi 2. Jesteś pewny że już nie zaśniesz, idziesz do toalety by przepłukać twarz. Unikasz panicznie lustra. Jednak nie udaje Ci się to i spoglądasz w nie. Jest zaparowane, masz dziwne wrażenie że zaraz coś się za tobą pojawi.
Wynagrodzenie - 60$
Wymagania - minimalnie 800 słów
Zadanie #2 - Niczyj krzyk.
Nie możesz spać, czytasz książkę. Z błogiego uczucia, jakim jest ciepło i przyjemność, płynące z kitrania się pod kocykiem, wyrywa Cię przeraźliwy krzyk. Idziesz sprawdzić kto to, wygląda na to, że ktoś piszczał na korytarzu. Trzymając w ręku latarkę, wychodzisz z pokoju i szukasz osoby, która wydała tamten dźwięk. Nikogo tam nie ma, wycofujesz się do siebie, ale ciszę nocną przerywa ten sam, przerażony krzyk. Wychodzi jeszcze jeden uczeń, postanawiacie sprawdzić kto to.
Wynagrodzenie - 60$
Wymagania - minimalnie 850 słów
Zadanie #3 - Pranki, wszędzie pranki!
Nie jest to Prima Aprilis, ale na Halloween można też się zabawić! Kto mówi że nie? Akurat jedna uczennica Cię zdenerwowała, a ty dobrze wiesz, że boi się niejakiej Krwawej Mary. Postanawiasz ją nastraszyć.
Wynagrodzenie - 40$
Wymagania - minimalnie 600 słów
Zapraszam wszystkich do udziału :3
~Shadow
niedziela, 8 października 2017
piątek, 6 października 2017
Od Viktorii cd. Triss
Wbijałam wzrok w podłogę, nie wiedząc co powiedzieć. Czułam na sobie wściekłe spojrzenie nauczycielki, a zarazem dyrektorki. Miałam już u niej kilka razy szlabany, byłam przygotowana na to, że tym razem wylecę. Potwierdziłam cicho.
- Co macie na swoją obronę? - zapytała, spoglądając na nas lodowatym wzrokiem. Triss spojrzała na mnie z nadzieją, wciąż wbijałam wzrok w podłogę i mrugałam oczami, próbując powstrzymać łzy, które napływały mi do oczu.
- Słucham...! - Dyrektorka zaczęła się niecierpliwić.
- M-możemy posprzątać jutro wszystkie boksy. - powiedziała niepewnie brązowowłosa. Zagryzłam zęby, wiedząc że to będzie cholernie długa i męcząca robota. Podniosłam delikatnie głowę i odgarnęłam błękitne włosy, czekając na decyzję starszej kobiety.
- Nie możecie, a musicie. - podkreśliła ostatnie słowo. - Wszyscy do siebie! - krzyknęła do osób, które siedziały cichutko w pokoju i liczyły że ominie je kara. - Następnym razem nie będę tak łagodna. Co wy sobie wyobrażacie?! Wiecie, czym to grozi? To bezczelne, naprawdę. No, uciekać mi, bo jak nie...! - pogroziła i wskazała palcem na drzwi. Triss pożegnała się szybko i podziękowała, cała reszta ulotniła się równie prędko jak przyszła. Zamknęłam za nimi drzwi i pogłaskałam czarną kulę futra, która już spała. Zabrałam piżamę i poszłam się umyć pod prysznicem. Gdy byłam już w piżamie, wyłączyłam wszelkie światła i poszłam spać, nastawiając budzik na 9. Wybudziło mnie "Lightning", otworzyłam oczy, oglądając chłodne słońce przebijające się przez zasłony. Z niechęcią zrzuciłam kołdrę i wstałam, na oślep sięgając po ubrania. Czarne, robocze jeansy i bluzkę, w tym samym kolorze. Zerknęłam na temperaturę, zdecydowałam się jeszcze na długą bluzę, która dawała jakieś ciepło. Sztyblety szybko wsunęłam na nogi i wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Wejście do stajni przyprawiło mnie o przyjemny dreszcz, chociaż wiedziałam, że nie mogę jeździć. North po ostatnich zawodach miała lekką kontuzję, więc nie mogłam wsiadać. Dia była jeszcze za młoda, a ja i tak miałam szlaban
- Wielkie dzięki. - powiedziałam chłodno, jednak z lekkim rozbawieniem.
- Do usług. - mruknęła Triss. - Od kogo zaczynamy?
- Dajesz szkółkowe. Ty to naprawdę umiesz wyjść cało z takiej sytuacji, nie powiem. I nawet nie musisz potem nic robić, podziw. - powiedziałam z ironią, i zaśmiałam się krótko. Znowu wbiłam wzrok w podłogę, udając że jest ona bardziej interesująca niż cokolwiek innego. Ile ja bym dała, żeby teraz leżeć na łóżku i czytać książkę. Nawet nauka mi nie przeszkadzała! Tak cholernie nie chciało mi się tego sprzątać...
- Ja wiem, pani Embress. - odparła poważnym tonem. Ledwo powstrzymałam się od nagłego ataku śmiechu, stłumiłam to jednak szybko. - Zatem kierujmy nasze kroki ku progom domostwa Jabłoni, aby wszelkie nieczystości z niego wymyć.
- Och, oczywiście, panno Triss. Ubolewam niemiłosiernie nad faktem, iż dane mi cenne godziny żywota mego spędzić w tej budowli. Jednakże czasu tego nie marnujmy więcej; śpieszmy się do Jabłoni, nie zezwólmy jej wyczekiwać nas ani chwili dłużej, niż to konieczne. - odparłam, równie poważnie jak dziewczyna, która już szła po łopaty i taczki.
- Twoje słowa prawdę głoszą, wykonajmy to, co nam dane, aby chwil przez palce niczym piasku nie przepuszczać. - Szłyśmy w ciszy, którą przerywało tylko stukanie naszych butów o posadzkę, chwilę potem byłyśmy przy boksie arabki. Jabłonka spoglądała na nas, jakbyśmy się z choinki urwały. Nie miałam nic, co mogłabym jej dać.
- Rozpocznij zatem rytuał, towarzyszko; czyż nie dostrzegasz niecierpliwości wypisanej na twarzy jejmości? - powiedziałam, chwytając jedną dłonią pręty boksu klaczy.
- Ależ oczywiście, iż dostrzegam, nie dostrzec jej niemożliwym jest. - odpowiedziała Triss. Oparłam łopatę i wyprowadziłam Jabłonkę. Brunetka tymczasem zajmowała się przerzucaniem gnoju i innych wytworów do taczek. Klacz ciągnęła mnie w stronę pastwisk, ale Triss uratowała mnie od pogonią za nią i oznajmiła że boks jest gotowy. Wprowadziłam ją i szybko odpięłam karabińczyk, wycofałam się i zamknęłam za sobą zasuwę.
- Doskonale; należne nam w tym wypadku u Skrzącej Się damy. - Czas mijał nam na sprzątaniu boksów w milczeniu, na moich dłoniach zaczynały robić się odciski i bolesne pęcherze. Syknęłam cicho, gdy Vivo szarpnął swoim małym łbem i obdarł mnie jeszcze bardziej. Skóra na dłoniach piekła mnie już chyba wszędzie, gdzie to było możliwe. Został nam jeszcze tylko jeden boks, należący do diabła wcielonego, zwanego też Batonem bądź Snickersem. Ruszyłyśmy, zmęczone w stronę jego miejsca pobytu.
- Ten to dopiero diabeł wcielony, zdradziecki pomiot szatana samego. Zamiast krewi w żyłach jego muł krąży, powiadam ci; egzorcyzmy najcięższe nie zdołałyby wypędzić demona zamieszkującego skromny umysł jego. Strzeż się, gdyż nie omieszka on życia ci uprzykrzyć, kiedy tylko okazja zadowalająca się ukaże... - powiedziałam i zamilkłam, patrząc z niedowierzeniem na pusty boks i otwartą zasuwę. - spier**lił. - rzuciłam, nie wiedząc co myśleć. Weszłam do boksu i rozejrzałam się, jakby licząc na to, że bułanek gdzieś stał w kącie. - ADHD dostał i spierniczył. - warknęłam. - Przecież Peek mnie teraz wywali na zbity pysk! - powiedziałam do dziewczyny, która chwyciła uwiąz z kantarem, zostawiając łopatę opartą o drzwi.
- Znajdziemy go, Vicz, spokojnie. - spróbowała mnie uspokoić, odepchnęłam jej rękę wściekle i popatrzyłam na pastwiska, nigdzie nie było tamtego dziada.
- A co jak zwiał gdzieś dalej? - zapytałam, przerażona. Triss pokręciła głową i wskazała palcem ślady po koniu, wyglądało na to, że galopował a po chwili przeszedł do stępa. Nie chciałam sobie pozwolić na jeszcze większy opieprz, bądź co gorsza wywalenie z Akademii. Nie chciało mi się już grać w te poetyckie gierki, które były śmieszne. Zaczesałam włosy do tyłu, nie wiedząc co zrobić, jeszcze raz weszłam do boksu, licząc że koń będzie tam stał i czekał. Zamknęłam oczy i spróbowałam się uspokoić, przecież nie mógł zwiać daleko. Triss machnęła na mnie ręką, podbiegłam do niej, trzymając dyndający kantar w ręce. Wskazała palcem na drzewa, gdzie malowała się jasna sylwetka konia, poczułam nagły skurcz w żołądku, z nadzieją że nikt nie zauważył tamtego dziada. Mimowolnie dotknęłam palcami blizny, do której zdążyłam się już przyzwyczaić. W kieszeni bluzy miałam jakąś marchewkę, którą mogłyśmy spróbować skusić konia. Triss podeszła do niego powoli, szłam tuż za nią. Chwyciłam go prędko za kantar, który miał już wcześniej na sobie, położył po sobie wściekle uszy i kłapnął zębami, powoli przystawiając się do mnie zadem.
- Podpinaj! - podniosłam głos, gdy wałach był już niebezpiecznie blisko mnie. Triss zapięła uwiąz, jak najspokojniej odsunęłam się od Batona, upadłam do tyłu, podpierając się rękami. Koń wciąż kulił uszy i spoglądał na mnie gniewnie. Triss powstrzymywała śmiech, stłumiła go dłonią. Spojrzałam na nią wściekle, wstałam i otrzepałam się z brudu w jakimś stopniu.
- Co jest takiego śmiesznego? - warknęłam i odsunęłam się od bułanka. Tamten podniósł tylko tryumfalnie łeb. Przysięgam, że gdyby konie mogły się śmiać, usłyszałabym teraz śmiech wałacha.
Triss przybrała poważny wyraz twarzy, i jak gdyby nigdy nic pogłaskała go po chrapach. Nawet nie drgnął. - Jak... jak do jasnej cholery? - powiedziałam, nie wierząc własnym oczom. Gdyby to była moja dłoń, ten szatan dawno by mnie uwalił. Triss patrzyła na mnie, z niewinnym uśmiechem.
- Dalej boisz się Batona? - zapytała, jakby nie znała odpowiedzi na to pytanie. Skinęłam niepewnie głową. - Wiesz... mam pewien pomysł. - zaczęła. Spojrzałam na nią, z niemałym zainteresowaniem. - Może spróbujemy Cię do niego przyzwyczaić? Przecież on potrafi być aniołkiem, prawda? - zapytała bułanka, który właśnie ocierał się o dziewczynę. Pokiwałam głową.
- To... kiedy możemy zacząć? - zapytałam brunetki, która uśmiechnęła się, jakby właśnie wpadła na złowieszczy plan.
> Triszu? Tak cholernie nic nie napisałam XD <
- Co macie na swoją obronę? - zapytała, spoglądając na nas lodowatym wzrokiem. Triss spojrzała na mnie z nadzieją, wciąż wbijałam wzrok w podłogę i mrugałam oczami, próbując powstrzymać łzy, które napływały mi do oczu.
- Słucham...! - Dyrektorka zaczęła się niecierpliwić.
- M-możemy posprzątać jutro wszystkie boksy. - powiedziała niepewnie brązowowłosa. Zagryzłam zęby, wiedząc że to będzie cholernie długa i męcząca robota. Podniosłam delikatnie głowę i odgarnęłam błękitne włosy, czekając na decyzję starszej kobiety.
- Nie możecie, a musicie. - podkreśliła ostatnie słowo. - Wszyscy do siebie! - krzyknęła do osób, które siedziały cichutko w pokoju i liczyły że ominie je kara. - Następnym razem nie będę tak łagodna. Co wy sobie wyobrażacie?! Wiecie, czym to grozi? To bezczelne, naprawdę. No, uciekać mi, bo jak nie...! - pogroziła i wskazała palcem na drzwi. Triss pożegnała się szybko i podziękowała, cała reszta ulotniła się równie prędko jak przyszła. Zamknęłam za nimi drzwi i pogłaskałam czarną kulę futra, która już spała. Zabrałam piżamę i poszłam się umyć pod prysznicem. Gdy byłam już w piżamie, wyłączyłam wszelkie światła i poszłam spać, nastawiając budzik na 9. Wybudziło mnie "Lightning", otworzyłam oczy, oglądając chłodne słońce przebijające się przez zasłony. Z niechęcią zrzuciłam kołdrę i wstałam, na oślep sięgając po ubrania. Czarne, robocze jeansy i bluzkę, w tym samym kolorze. Zerknęłam na temperaturę, zdecydowałam się jeszcze na długą bluzę, która dawała jakieś ciepło. Sztyblety szybko wsunęłam na nogi i wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Wejście do stajni przyprawiło mnie o przyjemny dreszcz, chociaż wiedziałam, że nie mogę jeździć. North po ostatnich zawodach miała lekką kontuzję, więc nie mogłam wsiadać. Dia była jeszcze za młoda, a ja i tak miałam szlaban
- Wielkie dzięki. - powiedziałam chłodno, jednak z lekkim rozbawieniem.
- Do usług. - mruknęła Triss. - Od kogo zaczynamy?
- Dajesz szkółkowe. Ty to naprawdę umiesz wyjść cało z takiej sytuacji, nie powiem. I nawet nie musisz potem nic robić, podziw. - powiedziałam z ironią, i zaśmiałam się krótko. Znowu wbiłam wzrok w podłogę, udając że jest ona bardziej interesująca niż cokolwiek innego. Ile ja bym dała, żeby teraz leżeć na łóżku i czytać książkę. Nawet nauka mi nie przeszkadzała! Tak cholernie nie chciało mi się tego sprzątać...
- Ja wiem, pani Embress. - odparła poważnym tonem. Ledwo powstrzymałam się od nagłego ataku śmiechu, stłumiłam to jednak szybko. - Zatem kierujmy nasze kroki ku progom domostwa Jabłoni, aby wszelkie nieczystości z niego wymyć.
- Och, oczywiście, panno Triss. Ubolewam niemiłosiernie nad faktem, iż dane mi cenne godziny żywota mego spędzić w tej budowli. Jednakże czasu tego nie marnujmy więcej; śpieszmy się do Jabłoni, nie zezwólmy jej wyczekiwać nas ani chwili dłużej, niż to konieczne. - odparłam, równie poważnie jak dziewczyna, która już szła po łopaty i taczki.
- Twoje słowa prawdę głoszą, wykonajmy to, co nam dane, aby chwil przez palce niczym piasku nie przepuszczać. - Szłyśmy w ciszy, którą przerywało tylko stukanie naszych butów o posadzkę, chwilę potem byłyśmy przy boksie arabki. Jabłonka spoglądała na nas, jakbyśmy się z choinki urwały. Nie miałam nic, co mogłabym jej dać.
- Rozpocznij zatem rytuał, towarzyszko; czyż nie dostrzegasz niecierpliwości wypisanej na twarzy jejmości? - powiedziałam, chwytając jedną dłonią pręty boksu klaczy.
- Ależ oczywiście, iż dostrzegam, nie dostrzec jej niemożliwym jest. - odpowiedziała Triss. Oparłam łopatę i wyprowadziłam Jabłonkę. Brunetka tymczasem zajmowała się przerzucaniem gnoju i innych wytworów do taczek. Klacz ciągnęła mnie w stronę pastwisk, ale Triss uratowała mnie od pogonią za nią i oznajmiła że boks jest gotowy. Wprowadziłam ją i szybko odpięłam karabińczyk, wycofałam się i zamknęłam za sobą zasuwę.
- Doskonale; należne nam w tym wypadku u Skrzącej Się damy. - Czas mijał nam na sprzątaniu boksów w milczeniu, na moich dłoniach zaczynały robić się odciski i bolesne pęcherze. Syknęłam cicho, gdy Vivo szarpnął swoim małym łbem i obdarł mnie jeszcze bardziej. Skóra na dłoniach piekła mnie już chyba wszędzie, gdzie to było możliwe. Został nam jeszcze tylko jeden boks, należący do diabła wcielonego, zwanego też Batonem bądź Snickersem. Ruszyłyśmy, zmęczone w stronę jego miejsca pobytu.
- Ten to dopiero diabeł wcielony, zdradziecki pomiot szatana samego. Zamiast krewi w żyłach jego muł krąży, powiadam ci; egzorcyzmy najcięższe nie zdołałyby wypędzić demona zamieszkującego skromny umysł jego. Strzeż się, gdyż nie omieszka on życia ci uprzykrzyć, kiedy tylko okazja zadowalająca się ukaże... - powiedziałam i zamilkłam, patrząc z niedowierzeniem na pusty boks i otwartą zasuwę. - spier**lił. - rzuciłam, nie wiedząc co myśleć. Weszłam do boksu i rozejrzałam się, jakby licząc na to, że bułanek gdzieś stał w kącie. - ADHD dostał i spierniczył. - warknęłam. - Przecież Peek mnie teraz wywali na zbity pysk! - powiedziałam do dziewczyny, która chwyciła uwiąz z kantarem, zostawiając łopatę opartą o drzwi.
- Znajdziemy go, Vicz, spokojnie. - spróbowała mnie uspokoić, odepchnęłam jej rękę wściekle i popatrzyłam na pastwiska, nigdzie nie było tamtego dziada.
- A co jak zwiał gdzieś dalej? - zapytałam, przerażona. Triss pokręciła głową i wskazała palcem ślady po koniu, wyglądało na to, że galopował a po chwili przeszedł do stępa. Nie chciałam sobie pozwolić na jeszcze większy opieprz, bądź co gorsza wywalenie z Akademii. Nie chciało mi się już grać w te poetyckie gierki, które były śmieszne. Zaczesałam włosy do tyłu, nie wiedząc co zrobić, jeszcze raz weszłam do boksu, licząc że koń będzie tam stał i czekał. Zamknęłam oczy i spróbowałam się uspokoić, przecież nie mógł zwiać daleko. Triss machnęła na mnie ręką, podbiegłam do niej, trzymając dyndający kantar w ręce. Wskazała palcem na drzewa, gdzie malowała się jasna sylwetka konia, poczułam nagły skurcz w żołądku, z nadzieją że nikt nie zauważył tamtego dziada. Mimowolnie dotknęłam palcami blizny, do której zdążyłam się już przyzwyczaić. W kieszeni bluzy miałam jakąś marchewkę, którą mogłyśmy spróbować skusić konia. Triss podeszła do niego powoli, szłam tuż za nią. Chwyciłam go prędko za kantar, który miał już wcześniej na sobie, położył po sobie wściekle uszy i kłapnął zębami, powoli przystawiając się do mnie zadem.
- Podpinaj! - podniosłam głos, gdy wałach był już niebezpiecznie blisko mnie. Triss zapięła uwiąz, jak najspokojniej odsunęłam się od Batona, upadłam do tyłu, podpierając się rękami. Koń wciąż kulił uszy i spoglądał na mnie gniewnie. Triss powstrzymywała śmiech, stłumiła go dłonią. Spojrzałam na nią wściekle, wstałam i otrzepałam się z brudu w jakimś stopniu.
- Co jest takiego śmiesznego? - warknęłam i odsunęłam się od bułanka. Tamten podniósł tylko tryumfalnie łeb. Przysięgam, że gdyby konie mogły się śmiać, usłyszałabym teraz śmiech wałacha.
Triss przybrała poważny wyraz twarzy, i jak gdyby nigdy nic pogłaskała go po chrapach. Nawet nie drgnął. - Jak... jak do jasnej cholery? - powiedziałam, nie wierząc własnym oczom. Gdyby to była moja dłoń, ten szatan dawno by mnie uwalił. Triss patrzyła na mnie, z niewinnym uśmiechem.
- Dalej boisz się Batona? - zapytała, jakby nie znała odpowiedzi na to pytanie. Skinęłam niepewnie głową. - Wiesz... mam pewien pomysł. - zaczęła. Spojrzałam na nią, z niemałym zainteresowaniem. - Może spróbujemy Cię do niego przyzwyczaić? Przecież on potrafi być aniołkiem, prawda? - zapytała bułanka, który właśnie ocierał się o dziewczynę. Pokiwałam głową.
- To... kiedy możemy zacząć? - zapytałam brunetki, która uśmiechnęła się, jakby właśnie wpadła na złowieszczy plan.
> Triszu? Tak cholernie nic nie napisałam XD <
czwartek, 5 października 2017
od Triss cd. Viktorii
- Viktoria Embress oraz Triss Brown? - jej głos był zimny
- Tak. - powiedziała Vi, stanęłam za nią.
- Co macie na swoją obronę? - spojrzała na nas morderczo.
Spojrzałam z nadzieją na Viktorię, ona jednak milczała, wbijając wzrok w podłogę.
- Słucham...! - dyrektorka niecierpliwiła się.
- M-możemy posprzątać jutro wszystkie boksy. - odezwałam się cicho, nie wiedząc, co innego mogłabym powiedzieć.
- Nie możecie, a musicie. - podkreśliła. - Wszyscy do siebie! - krzyknęła do osób, które siedziały cichutko w pokoju - Następnym razem nie będę tak łagodna. Co wy sobie wyobrażacie?! Wiecie, czym to grozi? To bezczelne, naprawdę. No, uciekać mi, bo jak nie...!
Pokiwałam głową, pożegnałam się szybko i poszłam do siebie. W pokoju zamknęłam za sobą drzwi, pomiziałam trochę Axela, po czym zwróciłam się w stronę łazienki. Podczas brania prysznicu zastanawiałam się, czy zrobiłam dobrze, proponując sprzątanie wszystkich boksów. Było ich naprawdę dużo, wiedziałam, że Viktoria nie jest zachwycona tą perspektywą. Postanowiłam jednak nie myśleć już o tym. Wyszłam spod prysznica i ubrałam się w piżamę, po czym poszłam do łóżka, bez problemu zasypiając.
Rano obudziłam się około dziesiątej, szybko przypomniałam sobie, że czeka mnie fascynująca przygoda z widłami, słomą, taczką i... hmmm, nawozem. Pospiesznie dość ubrałam się i poszłam do stajni, gdzie czekała już na mnie Viktoria. Bynajmniej nie wyglądała na zachwyconą.
Przeniosła swój wzrok na mnie i pokręciła głową.
- Wielkie dzięki. - powiedziała chłodno, jednak z dozą rozbawienia w głosie.
- Do usług. - mruknęłam. - Od kogo zaczynamy?
- Dajesz szkółkowe. Ty to naprawdę umiesz wyjść cało z takiej sytuacji, nie powiem. I nawet nie musisz potem nic robić, podziw. - powiedziała ironicznie i zaśmiała się krótko.
- Ja wiem, pani Embress. - odparłam poważnym tonem. - Zatem kierujmy nasze kroki ku progom domostwa Jabłoni, aby wszelkie nieczystości z niego wymyć.
- Och, oczywiście, panno Triss. Ubolewam niemiłosiernie nad faktem, iż dane mi cenne godziny żywota mego spędzić w tej budowli. Jednakże czasu tego nie marnujmy więcej; śpieszmy się do Jabłoni, nie zezwólmy jej wyczekiwać nas ani chwili dłużej, niż to konieczne.
- Twoje słowa prawdę głoszą, wykonajmy to, co nam dane, aby chwil przez palce niczym piasku nie przepuszczać.
Szłyśmy w milczeniu po potrzebne nam urządzenia, niedługo potem stałyśmy już pod boksem Jabłonki.
- Rozpocznij zatem rytuał, towarzyszko; czyż nie dostrzegasz niecierpliwości wypisanej na twarzy jejmości? - zwróciła się do mnie poważnie Viktoria.
- Ależ oczywiście, iż dostrzegam, nie dostrzec jej niemożliwym jest. - Vicz wyprowadziła klacz z boksu, a ja zaczęłam wyjmować przynależne mi owoce pracy jej jelit grubych.
- Doskonale; należne nam w tym wypadku u Skrzącej Się damy. - obwieściła, kiedy zakończyłyśmy pracę nad usuwaniem zanieczyszczeń z domu Dającej Owoce Wiszące Bezwiednie Na Gałęziach.
Jej miejsce zamieszkania obok tej właśnie się znajdowało, powtórzyłyśmy tam rytuał. 125 minut później nasze ścieżki zaniosły nas do jednego przed ostatnim kawalera.
- Ten to dopiero diabeł wcielony, zdradziecki pomiot szatana samego. Zamiast krewi w żyłach jego muł krąży, powiadam ci; egzorcyzmy najcięższe nie zdołałyby wypędzić demona zamieszkującego skromny umysł jego. Strzeż się, gdyż nie omieszka on życia ci uprzykrzyć, kiedy tylko okazja zadowalająca się ukaże... spie****ił. - stwierdziła Viktoria, patrząc na otwarte przez nią samą drzwi pustego już boksiu.
Vicz? Za dużo Romeo i Julii, powiadam Ci xD
- Tak. - powiedziała Vi, stanęłam za nią.
- Co macie na swoją obronę? - spojrzała na nas morderczo.
Spojrzałam z nadzieją na Viktorię, ona jednak milczała, wbijając wzrok w podłogę.
- Słucham...! - dyrektorka niecierpliwiła się.
- M-możemy posprzątać jutro wszystkie boksy. - odezwałam się cicho, nie wiedząc, co innego mogłabym powiedzieć.
- Nie możecie, a musicie. - podkreśliła. - Wszyscy do siebie! - krzyknęła do osób, które siedziały cichutko w pokoju - Następnym razem nie będę tak łagodna. Co wy sobie wyobrażacie?! Wiecie, czym to grozi? To bezczelne, naprawdę. No, uciekać mi, bo jak nie...!
Pokiwałam głową, pożegnałam się szybko i poszłam do siebie. W pokoju zamknęłam za sobą drzwi, pomiziałam trochę Axela, po czym zwróciłam się w stronę łazienki. Podczas brania prysznicu zastanawiałam się, czy zrobiłam dobrze, proponując sprzątanie wszystkich boksów. Było ich naprawdę dużo, wiedziałam, że Viktoria nie jest zachwycona tą perspektywą. Postanowiłam jednak nie myśleć już o tym. Wyszłam spod prysznica i ubrałam się w piżamę, po czym poszłam do łóżka, bez problemu zasypiając.
Rano obudziłam się około dziesiątej, szybko przypomniałam sobie, że czeka mnie fascynująca przygoda z widłami, słomą, taczką i... hmmm, nawozem. Pospiesznie dość ubrałam się i poszłam do stajni, gdzie czekała już na mnie Viktoria. Bynajmniej nie wyglądała na zachwyconą.
Przeniosła swój wzrok na mnie i pokręciła głową.
- Wielkie dzięki. - powiedziała chłodno, jednak z dozą rozbawienia w głosie.
- Do usług. - mruknęłam. - Od kogo zaczynamy?
- Dajesz szkółkowe. Ty to naprawdę umiesz wyjść cało z takiej sytuacji, nie powiem. I nawet nie musisz potem nic robić, podziw. - powiedziała ironicznie i zaśmiała się krótko.
- Ja wiem, pani Embress. - odparłam poważnym tonem. - Zatem kierujmy nasze kroki ku progom domostwa Jabłoni, aby wszelkie nieczystości z niego wymyć.
- Och, oczywiście, panno Triss. Ubolewam niemiłosiernie nad faktem, iż dane mi cenne godziny żywota mego spędzić w tej budowli. Jednakże czasu tego nie marnujmy więcej; śpieszmy się do Jabłoni, nie zezwólmy jej wyczekiwać nas ani chwili dłużej, niż to konieczne.
- Twoje słowa prawdę głoszą, wykonajmy to, co nam dane, aby chwil przez palce niczym piasku nie przepuszczać.
Szłyśmy w milczeniu po potrzebne nam urządzenia, niedługo potem stałyśmy już pod boksem Jabłonki.
- Rozpocznij zatem rytuał, towarzyszko; czyż nie dostrzegasz niecierpliwości wypisanej na twarzy jejmości? - zwróciła się do mnie poważnie Viktoria.
- Ależ oczywiście, iż dostrzegam, nie dostrzec jej niemożliwym jest. - Vicz wyprowadziła klacz z boksu, a ja zaczęłam wyjmować przynależne mi owoce pracy jej jelit grubych.
- Doskonale; należne nam w tym wypadku u Skrzącej Się damy. - obwieściła, kiedy zakończyłyśmy pracę nad usuwaniem zanieczyszczeń z domu Dającej Owoce Wiszące Bezwiednie Na Gałęziach.
Jej miejsce zamieszkania obok tej właśnie się znajdowało, powtórzyłyśmy tam rytuał. 125 minut później nasze ścieżki zaniosły nas do jednego przed ostatnim kawalera.
- Ten to dopiero diabeł wcielony, zdradziecki pomiot szatana samego. Zamiast krewi w żyłach jego muł krąży, powiadam ci; egzorcyzmy najcięższe nie zdołałyby wypędzić demona zamieszkującego skromny umysł jego. Strzeż się, gdyż nie omieszka on życia ci uprzykrzyć, kiedy tylko okazja zadowalająca się ukaże... spie****ił. - stwierdziła Viktoria, patrząc na otwarte przez nią samą drzwi pustego już boksiu.
Vicz? Za dużo Romeo i Julii, powiadam Ci xD
poniedziałek, 2 października 2017
od Rosalie cd. Silvestra
Wpatrywałam się w oczy
chłopaka, na co on się uśmiechnął.
-Właściwie to nie wiem. Chciałem po prostu czegoś więcej się o tobie dowiedzieć.- wzruszył ramionami
- To... miłe. - przyznałam szczerze.-Właściwie to nie wiem. Chciałem po prostu czegoś więcej się o tobie dowiedzieć.- wzruszył ramionami
- Ja zawsze chciałem... pojechać rajd na Comodo, upiec ciasto...
- Nigdy nie piekłeś ciasta? - zdziwiłam się i to nie miało, uwielbiałam piec ciasta, ten wspaniały zapach, ja cała upaprana mąką.
- Haha, a czy ja ci wyglądam na gościa, który piekłby ciasta? Widzisz mnie w różowym fartuszku? - chłopak spojrzał na mnie znacząco, na co ja wybuchłam śmiechem. Szczerze mówiąc, komicznie by w nim wyglądał.
- N-nie.. nie wyglądasz... - wykrztusiłam między salwami śmiechu.
- No właśnie. Zatem kontynuuję. - odchrząknął, po czym znowu zaczęłam się śmiać, a Silvester razem ze mną. - Chciałbym też mieć mini kucyka, takiego szetlanda, wiesz?
- Urocze, ale zostałby porwany przeze mnie tuż po tym, jakbyś przywiózł go do stajni. - uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Policja do tego nie dopuści, pójdziesz do więzienia. - spojrzał na mnie triumfalnym wzrokiem.
Prychnęłam z udawaną pogardą ledwo powstrzymując się od śmiechu i odrzuciłam włosy.
- Obawiam się, że policja nic tu nie zdziała. - przymrużyłam oczy rozbawiona. - Ale mów dalej.
- Chciałbym w sumie cały dzień spędzić sam albo z kimś jeszcze, żrąc chipsy, czekoladę i żelki, oglądając głupie filmy i nie przejmując się niczym.
- Ambitnie, ambitnie. - odparłam na to. W sumie mi się taki pomysł podoba.
- Ja wiem. Chciałem też zaadoptować jakiegoś kociaka, tak dla odmiany. - przyznał. - Właściwie to może wybierzemy się jakoś do schroniska, powyprowadzać psiaki?
- Dobry pomysł. - stwierdziłam z uśmiechem.
- A tymczasem... co byś powiedziała na małą kąpiel?
Nie zdążyłam zareagować, bo już byłam razem z Silvestrem w wodzie. Chłopak chlapał na mnie, próbowałam go odwieść od tego pomysłu jednak skutki były marne.
- Ale woda jest zimna!
- Owszem, jest. - stwierdził z uśmiechem. - Ubrania też będą całe mokre. Ale to jest tego warte.
Po tych słowach chwycił mnie za ręce i pociągnął dalej, żeby wejść głębiej. Śmiałam się i piszczałam, ale po chwili byłam już cała mokra.
- Płyniemy dalej? - wysapał Ves, pokiwałam twierdząco głową.
Płynęliśmy na drugi koniec jeziora, który nie był zresztą daleko. Wyszliśmy na brzeg, była tu ładna, zaciszna plaża. Słońce dziś kończyło swą wędrówkę i majestatyczne barwy nieba odbijały się na tafli wody, co wyglądało niesamowicie.
Niespodziewanie Silvester wyciągnął rękę w moją stronę i położył ją na ramieniu. Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, ale nie wypowiedziałam żadnego słowa. Wtedy chłopak objął mnie całkowicie, na razie jednym ramieniem. Czułam jak odruchowo spięłam wszystkie mięśnie, jednak po chwili rozluźniłam się. Po chwili chłopak przekręcił mnie tak że stałam naprzeciw niego. Silvester przytulił mnie do siebie, jednak zareagowałam inaczej niż początkowo sądziłam. Odwzajemniłam uścisk, staliśmy tak przed dłuższą chwilę.
Nagle Silvester zrobił coś czego się nie spodziewałam. Odsunął się trochę ode mnie, że stałam naprzeciw niego. Spojrzał mi w oczy, zaczął powoli zbliżać się twarzą do mnie, po chwili poczułam jego wargi na swoich i złączyliśmy się w pocałunku. Chciałam na niego krzyknąć, odepchnąć go ,,jak on śmiał?", ale kompletnie mnie sparaliżowało, nie mogłam się ruszyć. Mocno ścisnęłam wargi, mając nadzieję że chłopak zaraz przestanie. Jednak po chwili rozluźniłam je i odwzajemniłam pocałunek. Z jednej strony czułam niewiadome zdenerwowanie, a z drugiej strony Silvester podobał mi się. Jakbym tego chciała, a jednak się tego bała. Pocałunek trwał wieczność, aczkolwiek widać było że żadne z nas nie chce tego przerywać. W końcu jednak oderwaliśmy się od siebie, zdjęłam ręce z szyi chłopaka, chwilę patrzyłam na niego po czym skierowałam się po swoją torbę z zamiarem powrotu do akademii. Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Rosalie?- usłyszałam za plecami, zatrzymałam i odwróciłam się w jego stronę. Vester patrzył na mnie wyczekująco.
-Do zobaczenia o dziewiątej (rano)- uśmiechnęłam się kojąco, by Silvester nie pomyślał że się na niego zdenerwowałam.
-Ale gdzie?
-Zaskocz mnie- uśmiechnęłam się szeroko po czym zostawiając zdezorientowanego chłopaka powoli poszłam po torbę. Gdy już ją odnalazłam, przełożyłam ją sobie przez ramię, a jak tylko zniknęłam za drzewami szybko wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Taksówkarz przyjechał błyskawicznie, szybko powiedziałam mu adres zamieszkania swojej przyjaciółki a po chwili byliśmy już na miejscu. Rzuciłam taksówkarzowi pieniądze z tekstem ,,Reszty nie trzeba" i błyskawicznie zadzwoniłam do drzwi jej bloku, dziewczyna szybko otworzyła wejście. Nie minęła sekunda a już byłam pod jej mieszkaniem, natarczywie dzwoniąc do drzwi. Po chwili drzwi otworzyła mi przebrana w błękitną pidżamę, wysoka dziewczyna z kruczoczarnymi włosami i jasnoniebieskimi oczami zwana przez mnie Raven (co po angielsku znaczy kruk jakby ktoś nie wiedział).
-Cześć!- rzuciłam po czym wpadałam do jej mieszkania.
-Kod czerwony- dorzuciłam szybko zdejmując buty i podpierając się o ścianę. Nathalie od razu zrozumiała o co chodzi.
-W łazience, szafka na lewo od umywalki- powiedziała po czym skierowała się do kuchni. Zdjęłam torbę, wpadłam do łazienki, w błyskawicznym tempie się odświeżyłam a gdy wyszłam dziewczyna czekała już w salonie, siedziała po turecku na dywanie obok niej leżały dwa, duże opakowania lodów. Usiadłam obok niej poprawiłam swoją jasno różową pidżamę którą od niej dostałam, nakryłam się kocem i sięgnęłam po lody, które miały smak kawowy.
-No to jak zwie się ten twój rycerz na białym koniu?- zaczęła sięgając po swoje opakowanie lodów, także kawowych.
-Silvester- westchnęłam znad lodów, które zaczęły szybko znikać.
***
-To ma być przyjaźń? Z takim całowaniem?- spytałam oburzona wypowiedzią Nathalie gdy już jej wszystko opowiedziałam.
-Ale źle całował?
-Bosko całował, ale właśnie o to chodzi że tak całował jak nie powinien...
-A jak powinien?
-W ogóle nie powinien! Skoro chce się przyjaźnić no to, to nie ma prawa tak całować
-No to trzeba mu było powiedzieć
-No jak miałam mu powiedzieć, jak mnie całował... A pachniał...-westchnęłam na co przyjaciółka rzuciła mi rozradowane spojrzenie.
-Objął mnie tak, tak, tak stanowczo jak facet ale delikatnie... No ale nie powinien no kurczę no...
-Jasne
-Skoro chce się przyjaźnić to nie powinien tak całować
-Bezwzględnie! Nie powinien! Nie miał prawa, powinnaś zadzwonić i mu to powiedzieć.
-Co ty głupia jesteś?
-Dobra, ja do niego zadzwonię, w końcu jesteśmy przyjaciółkami.
-Mowy nie ma, ani mi się waż!- oburzyłam się na co ona wybuchnęła śmiechem.
-Nie no, Nathalie, kurczę... Wiesz, no skoro on mówi że... A potem... Ja nie wiem- wymieniłyśmy między sobą spojrzenia- Nathalie, co ja mam z tym wszystkim robić, nie wiem!
-Za dużo kombinujesz... Ja rozumiem, jesteś dziewczyną po przejściach ale to nie jest jeszcze powód by marnować najlepszą szansę jaka ci się trafia!
-A skąd ty wiesz że to w ogóle jest jakaś szansa, najlepsza...
-A masz jakąś inną?- spojrzała na mnie z uśmieszkiem- Ja bym brała
-Tak?
-Yhm. Na sto procent- przytaknęła po czym spojrzała na mnie. Zaczęłam się głupio śmiać i delikatnie machać głową na boki.
-Co?
-A bo... umówiłam się z nim na jutro- powiedziałam po czym wybuchnęłyśmy śmiechem obie. Po czym zasnęłyśmy w salonie na kanapie oglądając komedie romantyczne i pałaszując zapasy zamrażarki z lodów.
***
Ves? Mam nadzieję że się podoba xD Przepraszam że tak późno odpisałam i że takie krótkie
Podsumowanie Września
A zaszalejemy! Tym razem podsumowanie zostało zrobione wraz z Huncwotką :>
Uczniowie
Zawitali do nas: Dean, Cassie, Sam, Megan, Ryan. Łącznie daje to 5 osób! Czyżby rekord?
Odeszli od nas -
- Wyrzucona zostaje Lalisa z powodu nie pisania opowiadań od Maja. Pamiętaj, że zawsze możesz do nas wrócić!
Serie
Aktualne - Wszystkie serie pozostają aktualne!
Rekord słów - ?
Zakończone - Równocześnie z odejściem Rekera i Irmy, ich serie zostały zakończone.
Upomnienia - Lalisa 3/3
Technicznie
Coś się nam podupadło z tymi opowiadaniami :/ Trochę ponad 20 opowiadań to nawet nie jest połowa tego na co was stać! W sierpniu naskrobaliśmy 51 opowiadań, uda nam się wbić 60 w październiku?
- Na halloween (jeżeli wyrazicie chęć) zrobię event.
- Dodałam punkt "aparycja" do formularzy. Możecie też opisać głos postaci, zamiast wstawiać link!
- Zostało nam 19 postów do wbicia 300! Damy radę?
- Już niedługo Dressage Obchodzi rocznicę! Jakieś sugestie, co chcielibyście "otrzymać" z tej okazji?
- Zmieniłam czcionkę w podsumowaniu, by była czytelniejsza :P
Cytat na Wrzesień
Chcesz dać cytat na kolejny miesiąc? Zgłoś się w komentarzu, na czacie lub howrse :D
UWAGA! Tym razem zamiast cytatu mamy... wiersz autorstwa Rosalie! No i cytacik, żeby zachować "tradycję"
Wiersz:
Chcę być troszeczkę nie jak matce zbyt,
Już nie całować lustra gdy,
Przebywam z sobą, sam na sam,
Boże, ja umrę, sam na sam,
W młodości boli, sensu brak,
Ten czas, niewinność, może skradł,
To błędów i pomyłek wiek,
Czyż pięknie nie miał, jawić się?
Cytat:
Pamiętam że chciałam odejść.
I garścią ziemi się stać.
Pamiętam: -Nie było dobrze!
Po prostu chciałam iść spać.
Pamiętam każdy poranek.
I łzy. Moje gorzkie łzy.
Tak trudno było o uśmiech
I o wiarę w lepsze dni.
O oddech też wtedy trudno;
Powietrze zbyt ciężkie jest,
By jeden malutki człowiek
Udźwignął ciężar ten...
Uczniowie
Zawitali do nas: Dean, Cassie, Sam, Megan, Ryan. Łącznie daje to 5 osób! Czyżby rekord?
Odeszli od nas -
- Wyrzucona zostaje Lalisa z powodu nie pisania opowiadań od Maja. Pamiętaj, że zawsze możesz do nas wrócić!
Serie
Aktualne - Wszystkie serie pozostają aktualne!
Rekord słów - ?
Zakończone - Równocześnie z odejściem Rekera i Irmy, ich serie zostały zakończone.
Upomnienia - Lalisa 3/3
Technicznie
Coś się nam podupadło z tymi opowiadaniami :/ Trochę ponad 20 opowiadań to nawet nie jest połowa tego na co was stać! W sierpniu naskrobaliśmy 51 opowiadań, uda nam się wbić 60 w październiku?
- Na halloween (jeżeli wyrazicie chęć) zrobię event.
- Dodałam punkt "aparycja" do formularzy. Możecie też opisać głos postaci, zamiast wstawiać link!
- Zostało nam 19 postów do wbicia 300! Damy radę?
- Już niedługo Dressage Obchodzi rocznicę! Jakieś sugestie, co chcielibyście "otrzymać" z tej okazji?
- Zmieniłam czcionkę w podsumowaniu, by była czytelniejsza :P
Cytat na Wrzesień
Chcesz dać cytat na kolejny miesiąc? Zgłoś się w komentarzu, na czacie lub howrse :D
UWAGA! Tym razem zamiast cytatu mamy... wiersz autorstwa Rosalie! No i cytacik, żeby zachować "tradycję"
Wiersz:
Chcę być troszeczkę nie jak matce zbyt,
Już nie całować lustra gdy,
Przebywam z sobą, sam na sam,
Boże, ja umrę, sam na sam,
W młodości boli, sensu brak,
Ten czas, niewinność, może skradł,
To błędów i pomyłek wiek,
Czyż pięknie nie miał, jawić się?
Cytat:
Pamiętam że chciałam odejść.
I garścią ziemi się stać.
Pamiętam: -Nie było dobrze!
Po prostu chciałam iść spać.
Pamiętam każdy poranek.
I łzy. Moje gorzkie łzy.
Tak trudno było o uśmiech
I o wiarę w lepsze dni.
O oddech też wtedy trudno;
Powietrze zbyt ciężkie jest,
By jeden malutki człowiek
Udźwignął ciężar ten...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
