niedziela, 11 czerwca 2017

od Viktorii cd. Triss

Trochę mnie zatkało, gdy usłyszałam że dziewczyna chce wsiąść na Batona.
-Na Batona?-zapytałam by się upewnić, Triss kiwnęła pewnie głową- Podziwiam. Jest trochę lepszy ale dalej to krowa- zaśmiałam się, brunetka też, Amor z North popatrzyli na nas z pogardą- ja chciałam wyjechać na Mes. Jest gotowa.-zawahałam się, gdy to mówiłam.
-Odprowadzamy i jedziemy w teren?-zapytała mnie Triss a ja z uśmiechem pokiwałam głową.
-Jadę jeszcze na miasto, chcesz się zabrać?-tym razem to ja zbiłam ją z tropu-i do kina, jak chcesz.-uśmiechnęłam się do dziewczyny, pokręciła głową.
-Popracuję z Amorem. Może wieczorem przyjadę - pomachała mi gdy wsiadałam do auta i poszła odprowadzić swojego konia i oporządzić Batona. Wsiadłam do swojego auta i docisnęłam pedał gazu, zawróciłam i pojechałam w stronę miasta, za oknem przewijały się obrazy Wirginii, w radiu leciały jakieś nudne piosenki, ale miałam dwie godziny drogi, więc musiałam wytrzymać.
***
Zaparkowałam auto, na jakimś parkingu przy Centrum Handlowym, przejrzałam listę zakupów i ruszyłam żwawym krokiem w stronę wejścia. Drzwi obrotowe były wypełnione wszelkimi reklamami, co troszkę mnie zdziwiło, bo jeszcze niedawno było tam całkiem pusto. Weszłam do galerii, muzyka rozbrzmiewała z głośników porozwieszanych w różnych miejscach, pozwoliłam sobie wsłuchać się w nią. Chodziłam od sklepu do sklepu, kupiłam kilka kosmetyków i innych pierdół. Zdołałam znaleźć też nową obrożę dla Tenebris oraz czarne, bezprzewodowe słuchawki, które mnie urzekły, więc pomimo starań by ich nie kupić, kupiłam je i z moimi "zdobyczami" ruszyłam po jakieś ubrania, kupiłam sukienkę i kilka par spodni i jedną bluzkę. Wszystko wpakowałam do torby i uznałam że pora na kawę, dochodziła 16. Zamówiłam sobie białą kawę i wypiłam ją z zadowoleniem. Gdy pozałatwiałam wszystko co miałam, ruszyłam wolno w stronę parkingu, poświęcając wolny czas na odpoczynek.
Teren z Mes... A może North? Nie, obiecałam go Mes, North'ie pójdzie potem..  Minęłam się z Rush'em, pocałowałam go w policzek na przywitanie.
-A od kiedy to?-zaśmiał się a ja tylko uśmiechnęłam się, przez chwilę patrzyliśmy się na siebie, zadzwonił mu telefon więc pożegnałam się z nim i poszłam do auta. Wpakowałam rzeczy do bagażnika i wsiadłam na miejsce kierowcy, zapaliłam silnik i docisnęłam pedał gazu, jechałam wolno ale gdy tylko znalazłam się poza parkingiem, pozwoliłam sobie na szybszą jazdę. Włączyłam radio na jakiejś stacji muzycznej, nuciłam sobie piosenki pod nosem.    
She’s staring me down with those electric eyes...
 Postanowiłam sobie że znajdę tę piosenkę jak wrócę, widziałam już zarysy padoków, ujeżdżalnie, stajnie i całą resztę Akademii. W dole widać było też konia i dziewczynę, po chwili można było domyślić się że to Triss z Batonem.
Zaparkowałam auto i poszłam po Mes, mijałam boksy wielu koni, ale najbardziej w oczy rzuciły mi się tabliczki Atamana, Sorina i  Sioux. Nowe konie w pierwszej stajni? Nie przeszkodziło mi to w zajęciu się Mestano, nie siodłałam jej, bo nie przyjęła jeszcze sprzętu. Założyłam jej kantar i stworzyłam prowizoryczne wodze z uwiązu, wyprowadziłam ją z boksu i podprowadziłam pod schodki, nie wsiadałam z ziemi na nią.
-To co proponujesz?-zapytałam Triss, która siedziała już na Batonie.
-Uskok zbyt niebezpieczny... Lasek?-odpowiedziała pytaniem, na pytanie, pokiwałam głową i spięłam łydkami klacz, rzuciła się do galopu ale po długiej próbie udało mi się ją uspokoić, z tego co widziałam za sobą, Baton walczył zawzięcie o powrót do stajni, ale dziewczyna wreszcie go opanowała i podjechała do mnie kłusem.
-Jak Ci się udało ją opanować?-zapytała mnie a ja uśmiechnęłam się dumnie i zaczęłam opowiadać. Triss słuchała mnie z zainteresowaniem.
-Skaczemy?-szepnęłam do Mes, gdy skończyłam opowiadać. Brunetka zwolniła do stępa, by dać nam miejsce na rozbieg, pomimo stresu, popędziłam ją do galopu i skoczyłam. Zaraz za nami słychać było tętent kopyt Batona,  cisza i uderzenie w ziemie i znów równy galop, potem kłus i stęp.
-Brawo!-krzyknęłam i do Mestano i dziewczyny, przybiłyśmy sobie piątkę i docisnęłyśmy łydki w celu przejścia do kłusu. Jechałam koło Batona w pewnej odległości.
-Jak się jedzie?-zapytałam dziewczyny, która spojrzała na mnie z uśmiechem.





>Triszu? :D <

sobota, 10 czerwca 2017

od Scarlett cd. Rick

Znów to widziałam, ten sam korytarz... poznawałam to miejsce, zobaczyłam Ricka, uciekał przede mną, próbowałam go dogonić ale był za szybki, grunt się pode mną załamał...
Obudziłam się... teraz jestem pewna, ale ku mojemu zdziwieniu byłam w łóżku, najgorsze, że w czyimś! Po sekundzie poczułam jednak zapach męskich perfum a na fotelu obok łóżka zobaczyłam Ricka... znowu bez koszulki, wpatrywałam się w jego tors przez jakiś czas nie mogąc oderwać wzroku "Przynajmniej śpi" w końcu postanowiłam wstać, weszłam do łazienki z zamiarem skorzystania z toalety, wychodząc zamknęłam trochę za głośno drzwi i Rick wstał szybko z fotela
-To tylko ja…- powiedziałam cicho, będąc bardzo speszona, ja byłam w bikini i majtkach a on był po raz kolejny bez koszulki...-A teraz masz mi wszystko wyjaśnić…- powiedziałam stanowczo do chłopaka patrząc mu w oczy.
-Cóż… Kupiłem tę broń nielegalnie za to druga jest w drodze. Byłem w…-zawahał się -więzieniu… Wyszedłem mniej więcej pół roku temu… A wcześniej byłem w poprawczaku… I zrozumiem jeśli nie będziesz chciała ze mną gadać czy coś. Właściwie to już powinienem wyjeżdżać z miasta. Jutro już mnie tu nie będzie.- powiedział, po usłyszeniu jego wypowiedzi dostałam gęsiej skórki a nogi wrosły mi w podłogę.
-Siedziałeś? Za co?-Bąknęłam przerażona
-W poprawczaku za zabójstwo „paru” osób… W więzieniu za małą „współpracę” w zabójstwie oraz zmasakrowanie zwłok, spowodowanie uszczerbku na zdrowiu i kradzież.- zbladłam, mimo, że uwielbiałam kryminały a widok zwłok nie był dla mnie przerażający nigdy nie chciałam znaleźć się oko w oko z mordercą...-W sumie to wyszedłem wcześniej dzięki kumplowi… Wziął połowę winy na siebie a tak to siedziałbym dłużej. Tak naprawdę to ja zmasakrowałem tamte zwłoki i przy okazji prawie zabiłem inną osobę. On tylko ich okradł…
-Chwila! Wyjaśnij to od początku bo nic nie rozumiem!-krzyknęłam mimo, że głos mi się łamał
-Okey. Miałem przyjaciela, nazywał się Demi Wolf. Mieliśmy się tylko włamać do domu pewnego bogatego faceta i jego żony. Gdy go okradaliśmy zauważyłem na biurku stertę dokumentów, parę zdjęć. No i nagle przyszedł ten facet do którego się włamaliśmy. Dostałem szału, rzuciłem się na niego z nożem i poharatałem go całego… Kiedy Demi zobaczył jak zaczynam jego krwią pisać na ścianie to chciał mnie odciągnąć, uciec stamtąd. Wtedy przyszła jego żona. Wypchnąłem ją przez okno z drugiego piętra. W ogóle nie wiedziałem co robię, nie miałem nad tym panowania… Po prostu tak jakoś…  Stałem tam i pisałem krwią po ścianach a mój przyjaciel próbował mnie jakoś odciągnąć. Kiedy znalazła nas policja to Demi wziął połowę winy na siebie by złagodzić mój wyrok.- zobaczyłam jego trzęsące się ręce, może dla niego to było dużo ale ja nie wytrzymałam, ze stresu i strachu wbiegłam szybko do łazienki i nie zamykając drzwi zwymiotowałam a jednocześnie płakałam, z bólu i z tego co obecnie przeżywam, za mną pojawił się chłopak ale po moich policzkach spłynęło jeszcze więcej łez, spojrzałam na niego przerażona a on na mnie, miałam przez chwile wrażenie, że chce coś zrobić ale stał tam i wpatrywał się we mnie, skuliłam się lecz dalej wymiotowałam, po chwili poczułam, że  nie mam już czym wymiotować, więc pochyliłam się nad zlewem i wypłukałam dobrze usta... przestałam mieć czucie w nogach, leżałam po chwili na kafelkach łazienki, zobaczyłam podwójnego Ricka a na podłodze kaczkę jedzącą ogórki
-Rick...-wybełkotałam słabym głosem-Rick, pomóż...-bełkotałam dalej, po chwili poczułam ręce chłopaka na swojej talii i będąc w jego ramionach wtuliłam się w niego mimowolnie... położył mnie na łóżku, w głowie miałam teraz tylko jedno-Termometr... termometr-koło mnie znalazł się chłopak i wepchnął mi delikatnie termometr pod pachę, leżałam dobre 2 minuty a termometr zaczął piszczeć, chłopak wyjął termometr i spojrzał na mnie nie dowierzając
-40 stopni-powiedział do siebie, nie mogłam wytrzymać, ból rozsadzał mi głowę... po chwili jednak usnęłam, ale nie na długo...
***
Obudziłam się, nie minęła więcej niż godzina, kręciło mi się w głowie ale z wielkim trudem usiadłam, usłyszałam, że ktoś biegnie przez korytarz, po chwili do pokoju wbiegł jego właściciel z jakimś małym pudełeczkiem
-Masz podał mi tabletkę i szklankę wody- popatrzyłam na ten dar sceptycznie i zapytałam
-Na co ta tabletka?-spytałam chociaż już się domyślałam odpowiedzi
-Na gorączkę, weź ją-posłuchałam grzecznie polecenia chłopaka i połknęłam szybko tabletkę.
***
Leżałam już pół godziny, oczywiście w tym czasie po lekarstwie dostałam jeszcze większej gorączki a minie mi pewnie za 2-3 godziny, Rick zaczął się pakować.. nie wiedziałam dlaczego, nie wiele rozumiałam z tego co wczoraj mi powiedział ciemnowłosy...
-Rick?-powiedziałam cicho, ale nie tak cicho by chłopak nie usłyszał, odwrócił głowę i spojrzał na mnie-Po co się pakujesz?
-Wyjeżdżam-odpowiedział krótko Rick-nie mogę dopuścić by ktokolwiek dowiedział się o tym-w tej chwili zrozumiałam, powiedział mi za dużo i sądzi, że pójdę z tym na policję..
-Zostań... jakbym chciała to już dawno wiedziała by cała akademia ale jak widzisz nie wie..-spojrzałam mu w oczy gdy znowu się odwrócił

>Riczełełeł? :3<

od Rick cd. Scarlett

Zauważyłem łzy w oczach dziewczyny. Cofnęła się, odwróciła i pobiegła w stronę swojego kuca. Patrzyłem zdezorientowany jak Lett odjeżdża. Po cholerę ja się wydzierałem?
-Ty to potrafisz wszystko zjebać… Ech, brawo Rick…- powiedziałem do siebie po czym pobiegłem w stronę powrotną. Zachodzące słońce oświetlało mi drogę.
***
Gdy dotarłem przed swój pokój pod którym czekał już mój pies, pośpiesznie otworzyłem drzwi i usiadłem na łóżku. Tajfun usiadł naprzeciw mnie i przekrzywił głowę na bok. Zaśmiałem się cicho po czym wstałem i poszedłem do łazienki. Odświeżyłem się i przebrałem spodnie będąc nadal bez koszulki. Gdy wyszedłem z toalety zbliżyłem się do terrarium z moimi wężami, wziąłem z dolnej półki jedzenie i nakarmiłem je. Za oknem było już bardzo ciemno. Położyłem się na łóżku. Poczułem jakiś przedmiot pod plecami. Wziąłem ową rzecz która okazała się być pistoletem i zacząłem go oglądać. Po chwili jednak schowałem go do środka szafki nocnej po czym położyłem się spać.
***
Obudziłem się spadając na podłogę. Otworzyłem powoli oczy. Tajfun właśnie zrzucił mnie z łóżka i szczekał na mnie.
-Czego do cholery…- wymamrotałem i spojrzałem na zegarek. Była 1:32. Usłyszałem dźwięk drapania. Odwróciłem głowę i ujrzałem mojego psa drapiącego w drzwi.
-Kurrr… Serio teraz na spacer? Ech, no dobra.- powiedziałem mimowolnie wstając. Otworzyłem drzwi i pies wyleciał od razu na zewnątrz. Założyłem pierwsze lepsze buty i poszedłem powoli  za psem nadal śpiący. Kiedy prawie wywaliłem się na korytarzu od razu oprzytomniałem. Wyszedłem z budynku. Na zewnątrz było bardzo zimno jednak mi to nie przeszkadzało. Po chwili zauważyłem Tajfuna węszącego w krzakach nieopodal.
-Już skończyłeś swoją potrzebę?- spytałem  z wyrzutem na co pies popędził w długą.
-Cholera…- westchnąłem poirytowany i pobiegłem truchtem za zwierzakiem.
***
Po jakimś czasie dotarłem za Tajfunem na jakąś plażę.  Po chwili zauważyłem na piasku jakąś dziewczynę. W pierwszej chwili myślałem że nie żyje i podbiegłem do niej. Po chwili jednak zauważyłem że oddycha i że to Scarlett. Wtem poczułem oddech na plecach. Odwróciłem głowę i zauważyłem że to kuc Carry. Odetchnąłem z ulgą i ponownie przeniosłem wzrok na dziewczynę. Spała chyba mocno i okropnie trzęsła się z zimna. Kucnąłem przy dziewczynie która była zawinięta w koc. Założyłem jej torbę na ramię po czym wziąłem ją na ręce. Lett zaczęła coś mamrotać przez sen lecz po chwili przestała i wtuliła się we mnie. Zacząłem powoli iść przed siebie. Zawołałem kuca który zaczął za mną podążać. Tajfun wyprzedził nas i prowadził drogą powrotną. Po parunastu minutach dotarliśmy pod akademię. Rozkazałem psu pilnować kuca po czym skierowałem się do budynku. Z niewielkim trudem otworzyłem drzwi. Położyłem Scarlett na łóżku i nakryłem kołdrą po czym wróciłem do jej kuca i odstawiłem do stajni. Kiedy po jakiejś pół godzinie wróciłem do pokoju Carry nadal spała. Usiadłem na fotelu obok i patrzyłem na śpiącą dziewczynę. Na zegarku wybiła już czwarta nad ranem. Wpatrywałem się na nią tak może z pół godziny, może dłużej po czym sam zasnąłem.
***
Obudził mnie dźwięk zamykanych drzwi. Otworzyłem oczy i poderwałem się z fotela.
-To tylko ja…- powiedziała cicho Scarlett stojąca przy drzwiach łazienki. Opadłem z powrotem na fotel.
-A teraz masz mi wszystko wyjaśnić…- zażądała dziewczyna patrząc mi prosto w oczy.
-Cóż… Kupiłem tę broń nielegalnie za to druga jest w drodze. Byłem w…- przerwałem na chwilę nadal się wahając. –więzieniu… Wyszedłem mniej więcej pół roku temu… A wcześniej byłem w poprawczaku… I zrozumiem jeśli nie będziesz chciała ze mną gadać czy coś. Właściwie to już powinienem wyjeżdżać z miasta. Jutro już mnie tu nie będzie.-wyjaśniłem na początek. Nadal wpatrywałem się w dziewczynę. Widać że się przestraszyła. Mogłem już spokojnie jej wszystko wyjaśnić, przecież jutro i tak tu mnie nie będzie… Postanowione. Nie mogę ryzykować że komuś powie.
-Siedziałeś? Za co?- wybąkała dziewczyna oddychając głęboko.
-W poprawczaku za zabójstwo „paru” osób… W więzieniu za małą „współpracę” w zabójstwie oraz zmasakrowanie zwłok, spowodowanie uszczerbku na zdrowiu i kradzież.- powiedziałem uspokajając się że wreszcie to komuś powiedziałem. Scarlett kompletnie zbladła. Na jej twarzy od razu malowało się przerażenie. Po chwili dodałem.
-W sumie to wyszedłem wcześniej dzięki kumplowi… Wziął połowę winy na siebie a tak to siedziałbym dłużej. Tak naprawdę to ja zmasakrowałem tamte zwłoki i przy okazji prawie zabiłem inną osobę. On tylko ich okradł…-
-Chwila! Wyjaśnij to od początku bo nic nie rozumiem!- krzyknęła Lett drżącym głosem.
-Okey. Miałem przyjaciela, nazywał się Demi Wolf. Mieliśmy się tylko włamać do domu pewnego bogatego faceta i jego żony. Gdy go okradaliśmy zauważyłem na biurku stertę dokumentów, parę zdjęć. No i nagle przyszedł ten facet do którego się włamaliśmy. Dostałem szału, rzuciłem się na niego z nożem i poharatałem go całego… Kiedy Demi zobaczył jak zaczynam jego krwią pisać na ścianie to chciał mnie odciągnąć, uciec stamtąd. Wtedy przyszła jego żona. Wypchnąłem ją przez okno z drugiego piętra. W ogóle nie wiedziałem co robię, nie miałem nad tym panowania… Po prostu tak jakoś…  Stałem tam i pisałem krwią po ścianach a mój przyjaciel próbował mnie jakoś odciągnąć. Kiedy znalazła nas policja to Demi wziął połowę winy na siebie by złagodzić mój wyrok.-opowiedziałem i zauważyłem że ręce mi się trzęsą. Powoli podniosłem wzrok na Scarlett i czekałem na reakcję.
 >Lett? :3<

od Scarlett cd. Rick

-I tak cię znajdę a wtedy miło nie będzie.-usłyszałam jego głos a po chwili usłyszałam głośny krzyk chłopaka i krzyknęłam z przerażenia...
-Poddaję się!- krzyknęłam chichocząc cicho i zasłoniłam dłońmi oczy
-Dobra daruję ci…-usłyszałam ciepły głos chłopaka a na jego twarzy zobaczyłam uśmiech, mimowolnie odwzajemniłam go, opuściłam ręce i zaczęłam przyglądać się jaskini.
-O, zostawiłem latarkę.-wskazał ręką na latarkę.
-Brawo ty.- zaśmiałam się
-Brawo ja!-odpowiedział a echo jego głosu było dosłyszalne w całej, z resztą małej jaskini, podeszłam do wyjścia z jaskini i zamoczyłam nogi w chłodnej wodzie, po chwili chłopak znalazł się po mojej lewej stronie patrząc w wodę.
-Fajne tatuaże.-powiedziałam by przerwać męczącą ciszę.
-Dzięki.-patrzył wciąż w wodę.
-Ten bardzo mi się podoba.- jeździłam swoim czarnym paznokciem po tatuażu, po chwili poczułam na sobie jego wzrok więc zabrałam rękę speszona
-Najboleśniejszy i najdłużej robiony. Mnie także się podoba.-powiedział a kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu-Pamiętam że byłem wtedy z kumplami, wypiłem trochę. No, bynajmniej na tyle by urwał mi się film. Chłopaki opowiadali że poszedłem do studia tatuażu i wydarłem się tatuażystce na całą ulicę że ma mi zrobić najzajebistszy tatuaż jaki potrafi i proszę. Jednak na moje nieszczęście trafiłem do jednego z najdroższych. Podobno potem ta tatuażystka nie potrafiła zrobić równie wspaniałego tatuażu.- zaśmiałam się razem z chłopakiem, uwielbiałam słuchać czyichś historii mimo, że mówienie o sobie nie dawało mi frajdy a nawet często wprawiało w zakłopotanie więc rzadko to robiłam...
-Opowiedz mi o sobie.- powiedziałam wyszczerzona do chłopaka
-No cóż jestem bardziej typem… Zaraz, wolisz typ przystojniaków czy Bad Boy’ów?-zapytał, zastanowiło mnie jego pytanie lecz odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-I tych i tych.- zaśmiałam się
-No to jestem typem tego i tego. Mam konia, zjebanego psa i trzy węże. Słucham muzyki jaka wpadnie mi w ucho. No to chyba raczej nic ciekawego we mnie nie jest.-zaśmiał się i wstał, ja jeszcze przez sekundę przetrawiałam informację i skupiłam uwagę na jednej części zdania "i trzy węże..." poderwałam się z miejsca piszcząc
-Masz węże i nic nie powiedziałeś!? Musisz mi je pokazać!-wskoczyłam do wody i po chwili znalazłam się na brzegu dysząc, zaczęłam zbierać moje rzeczy
-Tajfun zostaw to do cholery!-usłyszałam krzyk chłopaka i odwracając się zobaczyłam, że chłopak podnosi z piachu bluzę-Cholera…-rozejrzał się a po chwili zobaczyłam w jego dłoni pistolet, lekko przerażona odwróciłam głowę-Nie powinienem w ogóle cię tu zabierać… Pojadę już…- i zobaczyłam jak odjeżdża na ogierze, było mi z tym źle, po chwili zobaczyłam, że za nim pędzi jego psina. Z mieszanymi uczuciami usiadłam na plaży i gestem przywołałam kuca który położył się koło mnie...
***
Po jakiejś chwili podniosłam się razem z ogierem i zdejmując mu sprzęt odłożyłam go gdzieś w cieniu i wsiadłam na kuca z zamiarem pojechania na oklep, z torby wyjęłam telefon i słuchawki i  zapętliłam piosenkę I'm gonna show you crazy, po chwili śpiewałam razem z wokalistką pędząc przez las. Miałam teraz ochotę zrobić to co zawsze robiłam gdy nie wiedziałam co robić, waliłabym jak oszalała w drzewo, po tych "sztukach walki" zawsze mam siniaki lub zadarcia na knykciach, po kilku przejechanych metrach zobaczyłam ciemnowłosego walącego w drzewo "Coś nas jednak łączy", podeszłam do jednego z drzew i oparłam się o nie obserwując chłopaka...
***
W pewnym momencie rozejrzał się i zatrzymał swój wzrok na mnie, nie patrzył mi w oczy i oddychając głośno powiedział
-Widziałaś?- miałam wrażenie, że usłyszałam w jego głosie trochę wyrzutu ale bardziej przejęłam się tym, że kolejny raz jest w mojej obecności bez koszulki i wpatrywałam się przez jakiś czas w jego nagi tors mimo wszystko lekko zdenerwowana
-Broń? Tak, widziałam ale nie rozumiem czemu się zdenerwowałeś…-powiedziałam ze spokojem.
-Nie zdenerwowałem się… Lepiej żebyśmy przez jakiś czas nie rozmawiali… Tak będzie dla ciebie lepiej…- chłopak podniósł bluzę z zamiarem ucieczki z miejsca zdarzenia ale zatarasowałam  mu drogę i spojrzałam na jego tors, znów się opanowałam i spojrzałam mu w oczy szukając prawdy
-Mi możesz zaufać… Naprawdę…-powiedziałam cicho do chłopaka, wzrok Ricka przeniósł się w miejsce za mną na coś czego nie byłam w stanie zobaczyć
-Nic nie rozumiesz…
-To mi powiedz?
-Nie mogę…
-Bo?
-Mam te broń nielegalnie! Pasuje!?-  wykrzyczał z wściekłością, odskoczyłam przerażona a w moich oczach pojawiły się łzy, cofałam się przez chwilę i pobiegłam z łzami na policzkach w stronę miejsca gdzie zostawiłam ogiera, wsiadłam na niego i pędziłam przez las nie dbając o to gdzie jadę
***
Jechałam już dobre pół godziny a powieki przez płacz stały się ciężkie jakby były ze stali, nie wiedziałam, że ten las jest taki długi.. po chwili usłyszałam szumienie i zobaczyłam błękitne niebo... Jeszcze kawałek... i dojechałam na plażę, upewniając się, że jestem sama wyjęłam z torby bikini i majtki i przebrałam się w krzakach, wyszłam gotowa i idąc boso po wciąż ciepłym piachu... ułożyłam się a po obejrzeniu pięknego zachodu słońca zapadłam w głęboki sen... obudziłam się w nocy trzęsąc się z zimna, wzięłam z torby koc który zawsze brałam w razie czego i przykrywając się nim znów ujął mnie sen...

>Riczełeł? :3<


piątek, 9 czerwca 2017

od Rick cd. Scarlett

Kiedy wrzuciłem dziewczynę do wody, wróciłem szybko na brzeg by zawiesić bluzę na dość solidnym drzewie. Odwróciłem się w stronę wody. Scarlett nie było już widać więc za pewne popłynęła do jaskini. Wszedłem na skałki i skoczyłem do wody. Po chwili już byłem w jaskini. Wyszedłem z wody i zawołałem:
-I tak cię znajdę a wtedy miło nie będzie.-
Za rogiem usłyszałem cichy chichot dziewczyny. Postanowiłem przestraszyć ją. Zakradłem się powoli w jej stronę i głośno krzyknąłem po czym usłyszałem pisk Lett.
-Poddaję się!- krzyknęła dziewczyna zasłaniając rękami oczy i chichocząc.
-Dobra daruję ci…- uśmiechnąłem się delikatnie. Dziewczyna po chwili opuściła ręce i także odwzajemniła uśmiech. Zaczęła rozglądać po jaskini podziwiając wspaniałe kolory odbijające się od ścian.
-O, zostawiłem latarkę.- zaśmiałem się wskazując na przedmiot leżący obok.
-Brawo ty.- odpowiedziała Scarlett ze śmiechem.
-Brawo ja!- odpowiedziałem. Echo odbiło moje słowa w jaskini. Była raczej mała. Dziewczyna usiadła na brzegu skały w jaskini i zanurzyła nogi w wodzie. Usiadłem po jej lewej stronie i zrobiłem to samo.
-Fajne tatuaże.- zagadnęła przerywając ciszę.
-Dzięki.- odpowiedziałem wpatrując się w delikatne fale na wodzie.
-Ten bardzo mi się podoba.- powiedziała i przejechała palcem po tatuażu na moim torsie. Nie przeszkadzało mi to i nawet nie drgnąłem gdy poczułem jej dotyk. Spojrzałem tylko na nią kątem oka i zauważyłem że się trochę skrępowała więc odwróciłem wzrok.
-Najboleśniejszy i najdłużej robiony. Mnie także się podoba.- powiedziałem z uśmiechem po czym dodałem po chwili:
-Pamiętam że byłem wtedy z kumplami, wypiłem trochę. No, bynajmniej na tyle by urwał mi się film. Chłopaki opowiadali że poszedłem do studia tatuażu i wydarłem się tatuażystce na całą ulicę że ma mi zrobić najzajebistszy tatuaż jaki potrafi i proszę. Jednak na moje nieszczęście trafiłem do jednego z najdroższych. Podobno potem ta tatuażystka nie potrafiła zrobić równie wspaniałego tatuażu.- zaśmiałem się a dziewczyna mi zawtórowała.
-Opowiedz mi o sobie.- poprosiła nadal się śmiejąc.
-No cóż jestem bardziej typem… Zaraz, wolisz typ przystojniaków czy Bad Boy’ów?- przerwałem by zadać jej pytanie.
-I tych i tych.- zaśmiała się Scarlett.
-No to jestem typem tego i tego. Mam konia, zjebanego psa i trzy węże. Słucham muzyki jaka wpadnie mi w ucho. No to chyba raczej nic ciekawego we mnie nie jest.- zaśmiałem się wstając.
-Masz węże i nic nie powiedziałeś!? Musisz mi je pokazać!- pisnęła dziewczyna wstając po czym wskoczyła do wody. Także podążyłem w jej ślady śmiejąc się w duchu. Kiedy dotarliśmy na brzeg spojrzałem w stronę drzewa na którym była ostatnio moja bluza. Scralett zaczęła się zbierać.
-Tajfun zostaw to do cholery!- krzyknąłem gdy zobaczyłem psa gryzącego moją bluzę na ziemi. Zwierzę posłusznie przestało zajmować się moim ciuchem po czym odszedł z podkulonym ogonem i położonymi uszami. Podszedłem bliżej ubrania i otrzepałem z piachu.
-Cholera…- szepnąłem gdy zauważyłem brak ukochanej broni. Rozejrzałem się i niedaleko zauważyłem czerń zakopanego w piasku pistoletu. Podbiegłem, podniosłem owy przedmiot, otrzepałem i błyskawicznie schowałem do kieszeni bluzy. Podniosłem wzrok i spojrzałem na dziewczynę której obecność przypomniałem sobie dopiero po fakcie. Z jej twarzy nie mogłem wyczytać czy widziała, a jeśli już, to czy jest tym faktem zdziwiona czy przerażona.
-Nie powinienem w ogóle cię tu zabierać… Pojadę już…- powiedziałem szybko, wsiadłem na konia i pocwałowałem drogą powrotną nie mając na uwadze nic.
***
Kiedy dotarłem pod budynek akademii zauważyłem stajennego. Zeskoczyłem z konia i poprosiłem by się nim zajął po czym pobiegłem szybko do swojego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz, rzuciłem bluzę na łóżko i usiadłem obok łapiąc się za głowę.
-I co ja teraz mam niby zrobić? Zabić ją? Nie, nie mów tak Rick, ogarnij się. Może nie widziała… Po prostu idź zapytaj…- gadałem do siebie ciężko oddychając.-Dobra może potem albo jutro póki co trzeba rozładować emocje…-
Wstałem, wziąłem specjalne rękawice bez palców, mp4 i słuchawki po czym położyłem rękę na klamce. Odwróciłem głowę w stronę bluzy. Wróciłem się i wyjąłem z niej pistolet chwilę przewracając go w dłoni jednak po chwili rzuciłem go na łóżko i wziąłem bluzę.
***
Kiedy wyszedłem na zewnątrz z bluzą w ręku słyszałem z daleka tętent kopyt. Kątem oka widziałem że to Scarlett. Jednak olałem ten fakt i skierowałem się w stronę pobliskiego lasu. Kiedy wreszcie dotarłem na tyle by nikt mnie nie widział, rzuciłem bluzę na jakieś powalone drzewo i założyłem rękawice. Podłączyłem słuchawki po czym je założyłem i włączyłem pętle na piosence – Autoerotique  Max Styler – Badman (Torro Torro Remix). Podgłośniłem chyba do max po czym zacząłem wyładowywać swoje emocje na pobliskim drzewie. Drzewo było dość solidne jednak po jakimś czasie zaczęło się rozwalać i z powodu gorąca zdjąłem bluzę.
***
Po jakimś czasie zauważyłem że ktoś stoi obok i się mi przygląda. Przerwałem czynność, wyłączyłem muzykę zdejmując słuchawki i odwróciłem się w stronę owej osoby. Tą osobą była Scarlett. Z trudem udawałem powagę i nie patrzyłem jej w oczy. Oddychałem głęboko
-Widziałaś?- spytałem po chwili. Dziewczyna jednak przez dłuższą chwilę patrzyła na mnie, właściwie to chyba na mój tors, zresztą nie ważne.
-Broń? Tak, widziałam ale nie rozumiem czemu się zdenerwowałeś…- odpowiedziała spokojnie Lett.
-Nie zdenerwowałem się… Lepiej żebyśmy przez jakiś czas nie rozmawiali… Tak będzie dla ciebie lepiej…- powiedziałem szybko podnosząc bluzę z zamiarem błyskawicznego odejścia stąd. Dziewczyna jednak zagrodziła mi drogę patrząc na mój tors, po chwili się opanowała i podniosła wzrok.
-Mi możesz zaufać… Naprawdę…- powiedziała Carry. Spojrzałem w dal.
-Nic nie rozumiesz…
-To mi powiedz?
-Nie mogę…
-Bo?
-Mam te broń nielegalnie! Pasuje!?- krzyknąłem na Scarlett lecz po chwili pożałowałem bo ta odskoczyła.
>Lett? :3<

czwartek, 8 czerwca 2017

od Scarlett cd. Rick

Szłam powoli korytarzem... korytarzem który znałam lecz nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Po chwili wzrok mi się zamazał a do moich nozdrzy wdał się nieprzyjemny zapach, zamrugałam kilka razy i teraz widziałam tylko mokrą plamę na dywanie i dwa śpiące koty...
-To tylko sen, tylko sen...-mówiłam pod nosem, przetarłam oczy ale, że widziałam dalej moje nogi pod kołdrą postanowiłam wstać. Zrzuciłam z siebie kołdrę i z rozpędu spadłam z łóżka, zaśmiałam się z mojej niezdarności i prędko podniosłam z ziemi patrząc kątem oka na koty które nadstawiły uszu i patrzyły na mnie dziwnie. Weszłam do łazienki, wzięłam chłodny prysznic na rozbudzenie i zaczęłam nakładać na moją twarz podkład oraz inne rzeczy bez których większość dziewczyn nie wyszła by z domu. Po ogarnięciu się znowu dopadł mnie smród i przypomniałam sobie o plamie... Niech zgadnę, Łapa nie wytrzymała... No to sprzątanie na pół ranka, zaczęłam wycierać mokrą plamę a pokój wypryskałam odświeżaczem powietrza z którym oczywiście przesadziłam i w pokoju nie pachniało wrzosami... głównie czułam chemię która drażniła moje nozdrza przez co kichnęłam a Łapa z przestrachu spadła z parapetu na którym drzemała. Zaczęłam się ubierać... i oczywiście problem każdej kobiety "Co ubrać?", w końcu zdecydowałam się na krótkie spodenki i czarną koszulkę na ramiączkach z testralem, na nogi naciągnęłam glany i wyszłam z pokoju z zamiarem zajrzenia do Blacka. Po dojściu do stajni weszłam powoli do boksu ogiera i spojrzałam na kuca, mimo moich przypuszczeń był w miarę czysty. Wzięłam czarną skrzynkę ze szczotkami i wyjęłam z niej niezgrabnie zgrzebło przez co przewróciła się lecz chwilowo to olałam, wyszczotkowałam go patrząc na jego sierść z politowaniem "Ile tam tych kłaków jest?!", zabrałam miękką szczotkę i przejechałam nią delikatnie po jego pysku, parsknął zdenerwowany gdy przypadkiem znów przewróciłam czarną skrzyneczkę, podniosłam ją delikatnie i wróciłam do pracy. Po omacku odszukałam kopystkę i jadąc ręką po nodze ogiera i chwytając pęcinę powiedziałam stanowczo.
-Noga!-ogier grzecznie podniósł nogę lecz popatrzył na mnie urażony, zaczęłam wygrzebywać błoto i siano z jego kopyt, stwierdziłam, że jeśli jest czysty mogę już go osiodłać. Zaszłam po jego sprzęt, który znajdował się w siodlarni, wędzidło leżało przy ogłowiu, już umyte. Podpięłam je do ogłowia i poszłam osiodłać Black'a, wychylał głowę z zainteresowaniem z boksu, mimowolnie się uśmiechnęłam, odsunęłam drzwi i weszłam do jego pomieszczonka. Przesunął się grzecznie, założyłam mu czaprak tak, by znajdywał się na kłębie, potem położyłam siodło i zsunęłam je lekko. Podczas podpinania popręgu, kłapnął na mnie wściekle.
-Nie wolno.-skarciłam go i wróciłam do siodłania, teraz musiałam założyć ogłowie, chwyciłam je w prawą rękę a na lewej rozchyliłam lekko wędzidło, chwycił je do pyska i  zaczął przeżuwać a ja założyłam ogłowie do reszty, gdy był gotowy, wyprowadziłam go z boksu i dociągnęłam popręg.
Wyszłam ze stajni, ogier podążał za mną a pyskiem wodził po moich kieszeniach łaskocząc mnie lekko, przystanęłam przy murku wyjmując telefon, odpaliłam internet i spojrzałam na prognozę pogody.
-26 stopni? Będę musiała poszukać później moje kocuraki- powiedziałam do siebie i schowałam telefon, dostrzegłam ciemnowłosego idącego w moją stronę.
-Jak tam życie?-usłyszałam głos chłopaka, wciąż można było wyczuć zmęczenie w jego głosie, postanowiłam umilić nam obu ranek, znaj łaskę pana
-Nie żyję-zaśmiałam się patrząc cały czas na chłopaka
-A co tu robisz o tej godzinie?-poprawił niewidocznie włosy z czego w duchu się roześmiałam, chłopcy dbają o to bardziej niż dziewczyny
-A co tu robisz o tej godzinie?
-A tak sobie siedzę, a ty?-uśmiechnęłam się a moja brew powędrowała w górę
-Ten kundel mnie obudził więc już nie mógłbym zasnąć.- wskazał ręką na psa który zaczął gonić swój ogon.-Miałem także zamiar pójść w takie jedno fajne miejsce. Może chcesz iść ze mną?
-W sumie i tak nie mam nic lepszego do roboty- wsiadłam szybko na ogiera a chłopak poszedł w moje ślady-Może ty prowadź bo ja przecież nie znam drogi- zauważyłam a chłopak pokiwał twierdząco głową i mnie wyprzedził
***
Po 10 minutach znudziło mi się patrzenie na plecy chłopaka i ledwo dosłyszalne rozmowy między nami więc podjechałam bliżej i jechaliśmy na równi
***
Minęło kolejne 10 minut na szczęście czas nam się nie dłużył bo wypełniliśmy go rozmowami. W końcu zobaczyłam mały wodospad który wpadał do jeziorka, nie powiem wyglądało... cudownie
Zeskoczyłam z Black'a i z trudem zdjęłam glany, stąpałam bosymi stopami po chłodnym piachu i i po chwili usłyszałam głośny plusk. Rozejrzałam się i ujrzałam Ricka pływającego w wodzie a nad nim jego psa, zaśmiałam się z jego miny i weszłam na skałkę, pochyliłam się i podałam rękę. Poczułam tylko mocne szarpnięcie i już byłam po szyję w wodzie, rzuciłam się na chłopaka ze śmiechem i po chwili oboje znaleźliśmy się pod wodą walcząc zażarcie o "przetrwanie". Gdy odwrócił głowę zanurkowałam i pociągnęłam go za kostki, przewrócił się ale na moje nieszczęście złapał mnie za biodro i poleciałam zaraz za nim. Miałam świetny plan, niezauważalnie wychyliłam usta, wzięłam spory wdech i udawałam, że straciłam przytomność,
-Lett?-chłopak spojrzał na mnie lekko przerażony, nie odzywałam się mimo pokusy-Scarlett?-zapytał po raz kolejny, podniósł mnie delikatnie i wyniósł na brzeg, gdy odwrócił głowę znów nabrałam powietrza, na jego twarzy pojawił się szalony uśmiech, wziął mnie znowu na ręce i wszedł na skałkę, już wiedziałam co się święci, puścił mnie a ja spadając do wody nabrałam powietrza i zanurkowałam głęboko, za wodospadem była ściana ale pod wodą była wielka dziura z której wydobywało się fioletowo-różowe światło, wpłynęłam tam a moim oczom ukazała się mała jaskinia w jej ścianach ujrzałam fioletowe i różowe minerały z których biło światło... zauważyłam też włączoną latarkę która oświecała ściany, już wiem skąd się wzięło światło. Usłyszałam głośny plusk "To chyba Rick, schowam się", ukryłam się w ciemnym kącie jaskini i spoglądałam to na wejście do jaskini to na latarkę, po chwili zobaczyłam mokre włosy chłopaka i w sekundę ujrzałam też jego twarz, tors itd. po chwili przypatrywania się chłopakowi usłyszałam jego głos...

>Riczeł ty mały zboczuszgu? xD<

piątek, 2 czerwca 2017

od Viktorii cd. Scarlett

-Możesz schować ten nożyk do masła gdzieś tam do torby czy coś? Jeszcze se nim oko wydłubiesz.-zaśmiała się złośliwie i wytrąciła mi nóż z ręki jednym, szybkim ruchem. Chciałam go złapać w locie ale sobie odpuściłam, jeszcze odruchowo rzucę i zostanie nam trupek.- podniesiesz sama ten nożyk czy ci pomóc?- szlag mnie zaraz do cholery trafi, pierwszy raz, no dobra może kolejny raz, ktoś twierdził że nóż który może zabić z łatwością jest nożem do masła. Kiedyś zabije... Zreflektowałam się i mając u boku martwą kunę, schyliłam się po broń.
-Dzięki że się o mnie troszczysz, ale niekoniecznie jest mi to potrzebne do szczęścia -rzuciłam sarkastycznie i podrzuciłam nóż przyglądając się jak błyska  w blasku księżyca  i wraca spokojnie do mojej dłoni.
-Jesteś pewna? Mi się wydaje, że jak cię nie przypilnuje to zrobisz sobie kuku  będzie problem.-zacisnęłam dłoń na nożu, Scarlett doprowadziła do celu ale to nie koniec.
-Oh, nie wiedziałam że mówisz o sobie.  Z tego co mi się wydaje, to ty -zaakcentowała ostatnie słowo- jesteś tu krócej i to ja znam się lepiej. -warknęłam chłodno. Zaśmiała się, lekko mnie to zdziwiło ale szybko olałam to. Typowa reakcja na stres u niektórych, czyżby stresik zjadł? Uśmiechnęłam się pod nosem, prawie niezauważalnie.
-Kuźwa jakie te teksty są słabe-śmiała się jak idiotka- ku*wa jakie to suche- spojrzałam na Batona który jak gdyby nigdy nic, zajadał sobie trawę, miał szczęście że poluzowałam mu popręg... Scarlett chwyciła się dłonią za czoło i na jej twarzy widać było coś co powinno wyglądać na zdziwienie.
d-obra, dobra bo jeszcze mi się tu udusisz a reklamówki w twoim rozmiarze nie mam, chyba, że chcesz poleżeć sobie ze swoją kuną? A tak na marginesie to gdzie tu jest jakaś sypialnia?-dodała- Nie wiem jak ty ale ja z końmi spać nie lubię. -na końcu języka miałam ripostę ale jednak sobie odpuściłam, wystarczy mi wrogów, przynajmniej na razie... Zdziwiła mnie trochę tym pytaniem, ja akurat lubię spać z końmi ale po chwili zaczęłam się śmiać.
-Dobra nie kłóćmy się bo te nasze teksty są żałosne-rzuciła tamta, dławiąc się ze śmiechu, ja powoli opanowywałam już atak głupawki.
-Chodź pokażę ci-powiedziałam, wciąż pozostając przy lekkim chłodzie, podbiegłam do konia i podciągnęłam się na siodle, po uprzednim podciągnięciu popręgu. Próbował mnie ugryźć, jak to misiu ma w zwyczaju, zabrałam zawiniątko do ręki i ułożyłam je bezpiecznie. Wciąż widać było rany po nieudanych treningach rzucania z obrotu i w skoku z konia...
Westchnęłam cicho, gdy wsiadałam na Batona który strzelił barana. Typowe...
-Ku***a BATON-krzyknęłam na wałacha który popatrzył na mnie wzrokiem niewiniątka, docisnęłam stanowczo łydkę i ruszyłam kłusem, nie zwracając uwagi na dziewczynę. Trzymałam zawiniątko w lewej ręce, prawą trzymałam wodzę, o nogę uderzała mi martwa kuna i słyszałam ciche pobrzękiwanie noża. Jakie kojące.. Pomyślałam i znów skupiłam się na jeździe. Spojrzałam na zegarek, było po 22 ale mi to nie przeszkadzało, no nie licząc zimna bo musiałam poświęcić nowy polar do polowań dla małego kotka.. Chłodny wiatr wiał, pomimo majowego ciepła w dzień, późna pora nie była idealna do zapierdzielania  w krótkim rękawie.  Wreszcie ujrzałyśmy budynki mieszkalne, szkołę i stajnie oraz całą resztę na  tle ciemnego nieba. Baton wciąż kłusował, zsiadłam jeszcze nim zdążył zwolnić, chwytając mocniej zawiniątko. Podbiegłam trochę, łapiąc skórzane wodze do wolnej dłoni i powoli zwalniałam kroku Baton też przechodził  do równego stępa. Wprowadziłam go do stajni, szukając wzrokiem jego boksu.
-Trafisz do swojego?-rzuciłam chłodno i położyłam zawiniątko koło skrzynki na szczotki Batona, wałach pchał się do boksu, zarzucając dziko łbem, szarpnęłam za wodzę by się dziad jeden uspokoił. Nie zrobiłabym tego North albo Dii ale Batonowi się należało, przestał tak rzucać głową ale patrzył na mnie morderczym wzrokiem. Zdjęłam mu siodło, wraz z czaprakiem i zaniosłam do siodlarni, czaprak położyłam na inne miejsce, by się wysuszył. Luźne, zwisające paski od ogłowia nie przeszkadzały bułanemu koniowi  w zażeraniu się kolacją, odciągnęłam jego głowę od żłobu i zdjęłam ogłowię, zakładając czarny kantar. Umyłam wędzidło w lodowatej wodzie. Usłyszałam przekleństwo Scarlett. Zignorowałam ją i wróciłam do boksu bułanego konia, zabrałam się za robienie mu kopyt, nie miał nic przeciwko bo był zbyt zajęty pochłanianiem spóźnionej kolacji. Po skończonej robocie poklepałam go i odniosłam kopystkę na miejsce, koło czerwono czarnej skrzynki, wciąż leżało małe zawiniątko z którego dało słyszeć się cichutkie popiskiwania kociaka. Chciałam wyjść ale jednak uznałam że zaczekam, Scarlett wyszła z boksu by odnieść siodło a ja niepostrzeżenie założyłam jej koniu kantar i odwiesiłam ogłowie na "gwóźdź" na boksie.
-Radzę się pospieszyć-rzuciłam za nią a ona nawet nie odwróciła głowy- chodź, dzisiaj zanocujesz u mnie.-szepnęłam i spojrzałam nerwowo na zawiniątko. Chwyciłam je delikatnie i ruszyłam w stronę drzwi stajni, otworzyły się ze skrzypnięciem. Szłyśmy teraz ciemnym dziedzińcem, w moim pokoju było ciemno ale dało się słyszeć szczekanie Tene. Ruszyłam stanowczo a zarazem cicho w stronę budynków, mój pokój był w tym drugim. Wyjęłam klucze z kieszeni spodni i otworzyłam drzwi, gestem uciszyłam Tene, która podskakiwała radośnie  i rzucała się na mnie i Scarlett. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do pokoju, na ścianach było wiele rysunków, portretów, plakatów i cytatów... Miętowo-czarne kolory były tymi które uwielbiam, i wpasowywały się idealnie do wystroju.
-Rzuć rzeczy koło legowiska Tene.-poprosiłam a Scarlett skinieniem głowy potwierdziła i odłożyła tam swój bagaż. Usiadła na łóżku i zaczęła zdejmować czarne glany, sama lubowałam się w tych butach ale do jazdy konnej są cholernie niepraktyczne, oparła głowę o oparcie mojego łóżka i pogłaskała mojego psa za uszami, czasami zastanawia mnie co ten pies ma w tym pudełku na mózg, bo zachowuje się jak kot... Zaparzając kawę, dodałam do mojej trochę karmelu, nie wiedziałam czy Scarlett lubi więc zrobiłam jej zwykłą, równocześnie rozczesywałam włosy i trochę uwaliłam szczotkę krwią, która nie zdążyła zaschnąć, umyłam w mig ręce.
-Ta jest twoja-powiedziałam i odstawiłam własną kawę na szafkę, poszłam po laptopa którego ułożyłam koło Tene. Poszłam się jeszcze przebrać i odłożyć kunę, nie będę robiła z niej potrawki, tylko dam do zjedzenia mojej psinie, niech się nażre czegoś innego niż karma faszerowana jakąś chemią, może nawet spróbuję zrobić coś lepszego, niż samo mięso? Po odłożeniu denatki do wanienki, umyłam kolejny raz ręce i zaczęłam robić popcorn, kiedy był gotowy dałam miskę z nim do rąk Scarlett, dziewczyna chwyciła go do rąk i zjadła sobie kilka sztuk. Zabrałam zawiniątko z legowiska Tenebris i stanęłam przed dziewczyną, która zamarła w połowie konsumpcji popcornu. Powoli go odwinęłam i naszym oczom ukazał się mały, czarno biały kociak.
-Słyszałam że masz kota...-zaczęłam- więc... chciałabyś się nim zaopiekować?-pierwszy raz wyczułam w moim głosie niepewność... to było wprost dziwne. Scarlett też zdumiała się na ten tom głosu ale od razu zwróciła uwagę na kociaka.
-Ależ oczywiście!-zapiszczała a ja uśmiechnęłam się, miło było widzieć uśmiech na jej twarzy... Zabrała maluszka delikatnie z moich rąk i zostawiła mi moją bluzę, rzuciłam ją do łazienki, trafiła idealnie na pralkę. Uśmiechnęłam się nonszalancko, jakby to była dla mnie norma. Wzięłam laptop na kolana i włączyłam "Harry'ego Potter'a i Insygnia Śmierci", widziałam szeroki uśmiech na twarzy siedzącej koło mnie dziewczyny, poprawiłam błękitny warkocz, tak by był na moich plecach.
-No więc... masz jakieś pytania?-zapytałam i przyjrzałam się jak Scarlett z czułością głaszczę kociaka.
-No więc... Czy każdy jeździ tutaj konno? Ten Luke... to kto to jest, kumpel czy coś więcej?-zarumieniłam się lekko, na wspomnienie  feralnego spotkania z chłopakiem i tych jego błękitnych oczu i blond włosów... Szybko się opamiętałam, przecież mam chłopaka! I kocham go...- ta dyrektorka, jest miła? Co ile jeździcie na zawody? Są tu jakieś fajne tereny i czy można tu jeździć samemu? Są niebezpieczne miejsca? -przez moją twarz przebiegł cień smutku, bardzo dobrze pamiętałam chwalebną glebę, która niemal zakończyła się złamaniemnogi. -Rick jest wolny???-zaśmiałam się i nacisnęłam spację, sięgnęłam po kubek z kawą i wypiłma kilka łyków, rozkoszując się słodkim posmakiem.-jak nazwiemy tego malucha?-powiedziała bardziej do siebie niż do mnie..
-Wolę kawę z karmelem...-uśmiechnęłam się lekko.- no więc tak, nie wszyscy jeżdżą tutaj konno, ale wiele osób dopiero zaczyna jazdę. Luke to kumpel, dobry kumpel, widziałaś jego reakcję na moją jazdę na Mes. Pani Peek jest dosyć oschła ale da się przeżyć, różnie, czasem sami organizujemy a czasem wyjeżdżamy na parę tygodni.  Jest tu wiele ciekawych terenów i jeżeli chcesz można jeździć samemu. Co do niebezpiecznych miejsc... -zawahałam się lekko- jest uskok i w jeziorze jest kilka głębszych miejsc, gdzie może zaklinować się noga lub kopyto... I tak, Rick jest wolny i chyba przypadłaś mu do gustu. Łapa!-powiedziałam do Tene, która chciała wskoczyć na łóżko, 'ustaliłam' z nią że jak będzie chciała wskoczyć, musi wykonać jakąś komendę i tym razem właśnie była "łapa". Czarna jak sadza psina wskoczyła i ułożyła się koło mnie, zagłębiłam się w oglądanie filmu, nastała cisza którą przerywało tylko moje sączenie kawy i dialogi. Po chwili Tenebris zeskoczyła z łóżka i poszła do łazienki, gdzie była wanienka z kuną, więc spodziewałam się że zaraz zacznie się zabawa z denatką... Po paru sekundach słychać było charakterystyczne chlupanie i warczenie, Scarlett spięła się lekko a ja tylko się zaśmiałam.
-Spokojnie, to tylko Tene. Wytrzepuje sobie kunę.-powiedziałam i wróciłam do oglądania, zastanawiało mnie co będę robić po lekcjach, Dia ma luz... dawno nie jeździłam na North, ostatnio zajmuje się nią Jas, więc pewnie wezmę Mes w teren, tylko potrzebuję kogoś kto pojedzie ze mną, na myśl nasunął się Jason, potem Luke z Rush'em a na końcu Scarlett. Uznałam że pojadę z zielonowłosą, bo jest tu dopiero pierwszy dzień. Film dobiegał powoli końca, dziewczyna trzymała się, ale ziewała co jakiś czas. Gdy pojawiły się napisy końcowe, wyłączyłam film wraz z laptopem.
-Jak chcesz, idź się umyć pierwsza.-zaproponowałam, Scarlett wstała i zaczęła grzebać  w walizce, zapewne szukała piżamy, którą po chwili wyjęła i podążyła do łazienki, przekroczyła zniesmaczona wanienkę z kuną, a ja tylko uśmiechnęłam się pod nosem. Zamknęła za sobą drzwi, po chwili można było usłyszeć jak leje wodę. Zaczęłam rozkładać sobie rzeczy do spania, na legowisku Tene, często z nią spałam a tak wielkie miejsce do spania mojego psa, pomieści i mnie, często traktowałam je jako łóżko, kiedy było za gorąco albo gdy Tene przechodziła "trudny okres", więc rzuciłam tam jakąś kołdrę wygrzebaną z szafy oraz poduchy, blisko miałam gniazdko więc mogłam też sprawdzić kilka rzeczy na laptopie... Po paru minutach, Scarllet zakręciła wodę i wyszła z łazienki, w piżamie. Usiadła na łóżku i tym razem ja poszłam się umyć, gdy już się umyłam, założyłam rękawiczki i umyłam też kunę, która była cała od krwi i po części wypatroszona przez mojego psa, w którym obudził się instynkt łowiecki albo inne bzdety. Siedziałam w łazience łącznie jakieś 30 minut, dochodziła 12. Czułam jak drętwieją mi kolana, więc wstałam powoli i zabrałam nóż leżący na umywalce, odkręciłam zimną wodę  i zaczęłam powoli obmywać go z krwi, woda barwiła się na czerwono i po chwili znikała by zmienić  się w brąz a potem w czystą, zwykłą wodę. Odłożyłam go z powrotem na umywalkę i wyszłam z łazienki, gasząc za sobą światło, nastała ciemność. Czyżby Scarlett już spała? Po omacku dotarłam do mojego "łóżka" i położyłam się na plecach, przykrywając się kołdrą, nie miałam zbytnio nic do roboty na laptopie, ewentualne oglądanie 'Anioła Śmierci' ale to na kiedy indziej. Przekręciłam głowę w stronę śpiącej Tenbris, chrapała cicho. Wreszcie zdecydowałam się zasnąć, co nie było takie proste, ale po parunastu minutach zmorzył mnie sen.

-Viktoria Embress oraz Gwiazda na parkur!- słyszę odległy głos spikera, ustawiam się przed linią startu i czekam na dzwonek startowy, rozlega się po paru sekundach. Dociskam łydki i Gwiazda rusza galopem zebranym na przeszkodę. Wybija się idealnie i ląduje lekko po drugiej stronie, pędzimy dalej, rów z wodą. Wyczuwam lekkie wahanie w jej kroku ale dociskam łydkę i jej chód wraca do normy, strzyże uszami i zarzuca głową. Wybija się za wcześnie ale nie zrzuca poprzeczki, chłodna woda opryskuje nas obie. Z uśmiechem galopujemy do stacjonaty, Gwiazda przyspiesza kroku, pochylam się w siodle gotowa by oddać jej wodze,  gubi krok, ale skacze, ląduje niezdarnie po drugiej stronie, znów skracam wodze i kieruję ją na mur, dociskam łydki, czuje jak Gwiazda przyspiesza. 4 fule, 3 fule, 2... skoczymy i wracamy z rozetą 1... rozeta albo nic! Podczas wybicia ujrzałam błysk światła, raził  w oczy. Gwiazda zgubiła całkowicie krok, w desperackiej próbie skoku, wpada na mur, przeleciałam przez szyję... Obudziłam się zlana potem, co się stało?! Pogłaskałam Tene, czarna psina podniosła głowę i wywiesiła język, mimowolnie parsknęłam śmiechem. Spojrzałam na telefon, była 5.23, lekcje miałyśmy od 7 ale jeszcze trzeba iść ogarnąć konie.
-Obudzisz ją?-zapytałam Tenebris która z radością zaczęła skakać po dziewczynie i lizać ją po twarzy, otworzyła oczy i patrzyła przez chwilę z przerażeniem na Tene, gdyż uznała że warczenie też będzie pomysłem na pobudkę. Zacisnęłam pięść i spojrzałam na owczarka, zrozumiała gest i zeskoczyła z łóżka, Scarlett usiadła i opuściła nogi na ziemię, jej rozczochrane, zielone włosy wyglądały jak splątane wodorosty, w blasku porannego słońca.
-Idź się ubierz. Trzeba ogarnąć konie.-powiedziałam i podeszłam do szafy, wyjmując beżowe bryczesy i krótką biało-czarną bluzkę z nadrukiem "48". Była trochę przycięta, ale wyglądała bardzo ładnie do bryczesów. Kiedy Scarlett siedziała  w łazience, ja ubrałam się i zaparzyłam nam kawę, dodając do mojej karmelu, zielonowłosa znów dostała kawę bez karmelu, ale na talerzyku zostawiłam jej trochę, jakby jednak zachciała. Wyjęłam z lodówki masło i ser żółty, na stole znalazły się też pomidory i sałata, szynka też zawitała ale to chyba z przyzwyczajenia, rozczesywałam też włosy, w oczekiwaniu aż Scarlett wyjdzie z łazienki, co nastąpiło już po chwili.
-Zacznij sama, ja zaraz przyjdę.-uśmiechnęłam się chłodnawo i weszłam do łazienki. Odszukałam wzrokiem moją szczoteczkę do zębów, chwyciłam ją do ręki i nałożyłam pastę, po paru minutach wypłukałam szczotkę i twarz, otworzyłam drzwi i podeszłam do stolika, odsunęłam krzesło i zaczęłam robić sobie kanapkę. Zjadłam ją ze smakiem i zabrałam brudny talerz, włożyłam go do zlewu, Scarlett gdy zjadła zrobiła to samo. Wypiłyśmy kawę  w milczeniu, otworzyłam drzwi mojego pokoju i wyszłam, za mną pobiegła Tenebris, zielonowłosa pogłaskała kociaka, dała mu jeść i dopiero wtedy wyszła.  Zmierzałam w stronę stajni, gdzie widać było łeb moich klaczy oraz Mes, stojącą samotnie na wybiegu. Tenebris witała się ze stajennymi i całą resztą stajennej gromadki, ja tymczasem zabrałam skrzynkę ze szczotkami i otworzyłam boks North, wyjęłam z kieszeni marchewkę, przełamałam ją na pół i jedną część dałam karej klaczy która schrupała ją  z radością.
-No, dawno Cię nie czyściłam.-powiedziałam i pocałowałam ją, w jej kare i mięciutkie chrapy, w odpowiedzi parsknęła radośnie i wtuliła łeb w moje ramiona. Zabrałam zgrzebło i stanowczymi ruchami przeczesywałam jej karą sierść, która powoli zaczynała lśnić. Gdy obie strony były zrobione, zabrałam się za kopyta, gdy tylko podniosłam pierwsze, prychnęła gniewnie ale dała sobie je wyczyścić. Przeszłam do tyłu i poklepałam ją lekko, chwyciłam za pęcinę i podniosłam, dała je grzecznie nawet nie skuliła uszu. Dwa pozostałe kopyta były czyste więc mogłam na spokojnie zacząć rozczesywać jej grzywę i ogon, nie były bardzo splątane ale i tak zajęło mi to trochę czasu. Gdy wreszcie North lśniła czystością, mogłam zająć się Dią, gdy otworzyłam drzwi boksu, poczułam rozczarowanie bo w jej boksie był Jason i właśnie rozczesywał jej ogon.
-oh.. nie spodziewałam się tego..-wyszeptałam do siebie, w tej samej chwili Jas podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie ciepło.
-Spokojnie, zrobiłem jej tylko grzywę i ogon. Ten diabełek nie da się dotknąć! -zaśmiał się i podwinął rękaw, na którym widoczne były ślady ugryzienia.
-To Dia?!-zapytałam z niedowierzaniem-ojejku! Przepraszam!-powiedziałam i spojrzałam na jego ramię, ślady zębów były czerwone, wyszedł krwiak ale chyba nic gorszego mu nie zrobiła.
-Tak.-znów się zaśmiał, popatrzyłam na Dię, która podniosła dumnie łeb, jakby była zadowolona że jego to boli. Uśmiechnęłam się pod nosem, to się dobrałyśmy.- Cóż, została mi jeszcze tamta stajnia, jakbyś mnie szukała to wiesz gdzie jestem.-uśmiechnął się, szczerząc białe zęby i wyszedł z boksu, na bluzce były jego inicjały i logo Akademii. Byłam dumna że jestem uczennicą tak prestiżowej szkoły. Zabrałam szczotki diablicy i zaczęłam ją czyścić, dwa razy skoczyła na mnie z zębami co skończyło się ochrzanem, gdy zabrałam się za kopyta, złośliwie przydeptała mi stopę, zaciskałam zęby aby  nie krzyknąć na nią, schyliłam się i chwyciłam pewnie jej pęcinę, podnosząc jej kopyto, stawiała się ale wreszcie odpuściła, zmieniłam położenie stopy i dokończyłam rozpoczęte czyszczenie. Gdy skończyłam robotę, była 6.43, więc za 17 minut mamy lekcję, 2 minuty do przerwy. Zamykając za sobą boks, dałam jeszcze Amidii marchewkę, porzucała nią po boksie i zjadła.
-Dłużej się nie dało?-usłyszałam Scarlett, trzymającą w dłoniach moją torbę.
-Dało. -odparłam krótko i wyrwałam jej to co moje z ręki, zarzuciłam czarny "plecak" na ramię i podążyłam w stronę budynku szkoły.
-No nie spinaj się tak.-powiedziała z uśmiechem tamta, przemilczałam i otworzyłam drzwi budynku szkoły, zaprowadziłam Scarlett pod naszą klasę a sama ruszyłam w stronę toalety, musiałam przebrać spodnie, bo bryczesy uwaliłam od siana i śliny moich podopiecznych. Znalazłam wolną toaletę i szybko do niej weszłam, zamknęłam drzwi i przebrałam beżowe bryczesy na jeansy 3/4, było ciepło więc mogłam sobie na nie pozwolić. Włożyłam tamte spodnie do torby i otworzyłam drzwi toalety, ruszyłam stanowczym krokiem z powrotem do klasy. Cała klasa stała w szeregu a nauczyciel nas przeliczał, był przy jakimś z chłopaków, nie widziałam jego twarzy, szybko ustawiłam się przed Scarlett, która zacisnęła zęby ale przemilczała.
-Możecie wchodzić.-powiedział pan z polskiego.-Możecie siadać, Scarlett, usiądź z Viktorią.-rzekł suchym tonem nauczyciel.
-Wyciągnijcie tylko coś do pisania.-znów usłyszałam jego głos, wyjęłam pióro.-piszemy wypracowanie na temat ostatnio czytanej lektury, "Harry Potter". Tematem jest główna postać. Aaron, rozdaj kartki.-zwrócił się do chłopaka, który wstał z ławki i podszedł do biurka, zabierając kartki A4. Gdy otrzymałyśmy przestrzeń do pisania, popatrzyłyśmy się na siebie  i zaczęłyśmy pisać, ja wybrałam opis postaci.

Viktoria Embress
Harry Potter to tytułowy bohater książki J.K Rowling. Chłopiec był sierotą od najmłodszych lat, ponieważ jego rodziców zabił zły czarownik Voldemort. Przez 11 lat Harry'ego wychowywali ciocia Petunia i wuj Vernon. Chłopiec żył w niewiedzy na temat swojego pochodzenia. Krewni traktowali go jak piąte koło u wozu. Na każdym kroku dawali mu odczuć że jest niepotrzebny, tępy i że wolą Dudley'a, ich syna.
Harry był dość niski i szczupły jak na swój wiek ponieważ nosił za duże ubrania po kuzynie Dudley'u. Potter miał czarne, długie kędzierzawe włosy i dziwną bliznę w kształcie błyskawicy na czole.  Gdy miał 11 urodziny, dowiedział się od Hagrida, że jego rodzice byli czarodziejami, a on sam miał pójść do szkoły Magii i Czarodziejstwa, Hogwartu.  W szkole był znany jako Chłopiec, Który Przeżył, czuł się z tym niezręcznie i źle. Był onieśmielony i zagubiony. Bał się, że sobie nie poradzi i znów trafi do rodziny mugoli.
Młody czarodziej był mądry i inteligentny, spostrzegawczy i dociekliwy. Potrafił rozwiązać różne trudne, tajemnicze zagadki. Jako dowód tych cech: odkrył co jest na trzecim piętrze, odnalazł kamień filozoficzny i dowiedział się kim jest Nicolas Flamel. Logicznie myślał nawet w trudnych sytuacjach, lecz często działał spontanicznie. Był pomysłowym i zdolnym i sprytnym młodym czarodziejem, który choć dopiero niedawno usłyszał o istnieniu magii.
Harry Potter jest niezwykłym chłopcem, o bardzo ciekawej osobliwości i dobrym sercu. Wzbudza sympatię ,a nawet podziw i szacunek u czytelników. Jest ciekawym bohaterem literackim, ale nie jest on moim ulubieńcem.

Wstałam i po cichu zaniosłam wypracowanie nauczycielowi, skinął głową i kazał mi wracać do ławki. Skinęłam głową i usiadłam na powrót w ławce, oparłam się plecami i zatopiłam w myślach, ciekawe jak mi poszło. Na kolejnej lekcji miały być wyniki, miał przynieść je do klasy matematycznej, tyle że mieliśmy wychowawczą, na której miał być jakiś pokaz. Zadzwonił dzwonek, klasa niechętnie odkładała wypracowania na biurko, wyszłam jako pierwsza i podążyłam do  klasy wychowawczej, rzuciłam plecakiem i usiadłam koło niego, wygrzebałam słuchawki i telefon, póki nikt nie patrzył, włożyłam turkusowe słuchawki do uszu, zlewały się trochę z włosami, więc się nie bałam że ktoś mnie przyłapie, zaczęłam przeglądać Internet, w poszukiwaniu jakiś zawodów, na które mogłabym pojechać, nie znalazłam nic ale za to usłyszałam dzwonek, schowałam telefon do torby i wstałam, nasz nauczyciel - historyk, był też naszym wychowawcą. Bardzo go lubiłam, bo często organizował nam jakieś ciekawe wypady. Ustawiliśmy się przy naszych ławkach i czekaliśmy na to "dzień dobry" od nauczyciela.
-Dzień dobry.-powiedział i zaczął grzebać w notatkach.-nie siadajcie, wychodzimy na ujeżdżalnie. Viktoria, chodź na słowo.-zwrócił się do mnie a ja zamarłam, dwie osoby popchnęły mnie do przodu, więc chcąc nie chcąc, musiałam porozmawiać.
-Tak, panie profesorze?-powiedziałam niepewnie, a on tylko się uśmiechnął.
-Widziałem jak radzisz sobie na Mestano, chcę żebyś pokazała klasie swoją jazdę.-zamarłam, musiałam przetrawić to, co powiedział.-Jesteś tam?-zaśmiał się a ja potrząsnęłam głową.
- Postaram się coś zdziałać, ale nie wiem jak.. ona zareaguje.-dodałam po chwili milczenia, profesor pokiwał z namysłem głową i zmarszczył siwe brwi, wyszłam za nim z klasy, szybko podbiegłam do toalety aby przebrać spodnie. Mestano stała już na wybiegu przygotowana, koło niej stał Jason i trzymał schodki.
-Zaczynaj.-szepnął, a ja pogłaskałam zdenerwowaną klacz po chrapach.
-Słuchajcie...-zaczęłam- Mestano jest dziką klaczą, może się spłoszyć. Więc nie obiecuję że wyjdzie.-powiedziałam i podciągnęłam się na grzywie klaczy, drgnęła lekko ale stała w miejscu, lekko docisnęłam łydkę i ruszyłam stępem wokół wybiegu, Mes wzdrygała się przy uczniach. Ścisnęłam ją desperacko kolanami, czując że zaraz coś odpierniczy. Gardło ścisnęło mi się ze strachu, gdy strzeliła z zadu, chwyciłam się w panice grzywy klaczy, strach Mestano potęgował mój stres i przerażenie, bałam się że zaraz polecę nad szyją młodej i pocałuje piasek w jakże majestatycznym stylu. Mestano strzeliła na cztery i ruszyła do przodu, skręcając gwałtownie w prawo. Przechyliłam się niebezpiecznie, zwisając na szyi klaczy.
- Zwolnij! - wydarłam się na klacz. Wciąż galopowała, ale zaczęła zwalniać. Gdy zatrzymała się, postawiłam drżące nogi na ziemi i oparłam się głową o szyję klaczy. Klasa się rozeszła, odetchnęłam z ulgą i podeszłam do Scarlett, która opanowywała śmiech. Przewróciłam oczami i poprawiłam uwiąz klaczy.
- To gdzie chcesz jechać? -zapytała a ja ruszyłam galopem w stronę jeziora, popędziła za mną po krótkim wahaniu, wreszcie dogoniła mnie. Mestano strzeliła radośnie barana a ja znów popędziłam klacz, tym razem do galopu terenowego. Dojechałyśmy do jeziora, zsiadłam z niej i uwiąz, który był na szyi klaczy. Stała spokojnie.
- Pławimy? -zapytałam dziewczyny, która spojrzała niepewnie w stronę wody, przypomniała mi się ostatnia podróż z mamą, siedziałyśmy właśnie nad jeziorem i patrzyłyśmy jak słońce rzuca ciepłe kolory na wodę. Aż złapała mnie nostalgia....




>Broso? c: Viczuu spadnie do wody? :P <