Pizza wypalała mi gardło i resztkę kubków smakowych. Tony'ego ewidentnie to nie ruszało, połknął pizze jakby była letnia.
Psychopata.
- Wracam do domu. Ale wiesz, wrócę po nowym roku. - Otrzepał dłonie z okruszków. - Krowa będzie musiała tutaj zostać, ale raczej dobrze się nią zajmą. Pewnie będziemy piec ciasta, ogarniać longhorny - krowy? - sprawdzę czy mój pokój nie został schowkiem na szczotki. - Powiedział to z lekkim uśmiechem na twarzy. - A ty? Jak nie masz planów, mogę zabrać Cię ze sobą.
Ponownie wgryzłem się w ten piekielnie ciepły kawałek ciasta. - No weź, ta pizza wcale nie jest taka gorąca.
- Spehdahaj - wydyszałem, próbując nie zadławić się jedzeniem. Zdziwiła mnie propozycja chłopaka. Znamy się właściwie kilka tygodni, a typ proponuje mi żebym przyjechał do niego na święta.
Chociaż może to wcale nie taka zła propozycja?
Ellen nie dzwoniła od kilku lat, a ojciec pewnie zapomniał że w ogóle istnieję. Rok w rok spędzałem święta gdzie indziej. Czasami w barach, czasami w aucie z ciasteczkami i jakimś fastfoodem. W Celcie nikomu nie powinno zrobić różnicy, że mnie nie będzie. Na warsztacie w sumie też niekoniecznie.
Ostatnie święta, które faktycznie byłem w stanie nazwać świętami, były naście lat temu. Ojciec, wtedy jeszcze tata, kazał iść mi do pokoju i wyjrzeć za okno, czy przypadkiem nie pojawiła się pierwsza gwiazdka. Mama kończyła przygotowywać indyka, a na stole stało pełno słodkich napoi - Cola, Fanta, soki wszelkiej maści. Nie były to idealne święta, ale były z nimi.
Pod choinkę dostałem wtedy figurkę SpiderMana i o rozmiar za dużą bluzę, zakładaną przez głowę.
- No ale jak Ty to widzisz? - zmarszczyłem brwi. - Chcesz tam lecieć samolotem?
Pokiwał głową.
- No generalnie to tak. Najwygodniej, to nie jest jakoś skrajnie długi lot. Zastanów się nad tym.
- Jeśli nic mnie nie zagryzie u Ciebie to polecę.
Zaśmiał się, wycierając ręce do chusteczki i popijając, zanim odpowiedział.
- Nic a nic. Będzie fajnie, tak myślę.
Westchnąłem, zastanawiając się nad swoimi życiowymi wyborami. Muszę kupić mu jakiś prezent.
- Znajdź bilety i napisz mi ile Ci za nie wysłać.
Nienawidzę galerii handlowych. Chodziłem od sklepu do sklepu, szukając sensownego prezentu i torebki na niego.
Udało mi się znaleźć w zabawkowym sklepie figurkę konia, stosunkowo podobną do tego jego zwierza. Zapłaciłem i udałem się ku kolejnym sklepom. Nie byłem pewny co Tony w ogóle lubi, poza tym, że chyba przepada za kawą i jest psychopatą który je zdecydowanie zbyt ciepłą pizzę. Znalazłem jeszcze stosunkowo ładnie pachnącą świeczkę, wydawała się być w "jego" stylu.
Wróciłem do samochodu i spakowałem rzeczy do torebeczki z brokatowym "Merry Christmas" na samym środku. Chyba tak to powinno wyglądać.
Spakowanie rzeczy nie zajęło mi skrajnie dużo czasu, choć przyznaje, że muszę nauczyć się lepiej składać ubrania. Dopinałem torbę, opierając się na niej kolanem i wyklinając ją po wszystkie czasy. Tragedia. Upewniłem się kilkukrotnie, że zgasiłem światła i szanse, na spalenie się czegokolwiek są zerowe. Z lodówki też nic raczej nie powinno wyjść.
Znalazłem w telefonie numer Tony'ego i zamykając za sobą mieszkanie, dałem mu znać że jestem gotowy. Fizycznie, niekoniecznie psychicznie.
Tony?
czwartek, 22 października 2026
od Arthura cd. Anthony'ego
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.