wtorek, 1 września 2026

od Arthura cd. Maddie

 Postać, na którą Maddie wskazała palcem trzymała coś całkiem sporego w dłoniach i kierowała się do psa.
- Gargamel przyszedł tylko nakarmić Klakiera - szepnąłem, w duszy śmiejąc się z własnego żartu. Pies zaczął agresywnie ujadać. Anonim zamarł i skierował swój wzrok w kierunku naszej kryjówki. Natychmiastowo poczułem jak żelki i ich działanie odsuwają się na bok, a mnie ogarnia adrenalina i strach. Maddie ścisnęła jeszcze mocniej dłoń, którą trzymała na moim ramieniu. Skrzywiłem się nieco, jeden zły ruch i po nas.
Mężczyzna uciszył psa, ochrzczonego przez nas Klakierem i chyba rzucił mu kurczaka, albo innego królika. Ponownie nie czułem się trzeźwo, no tak, to działa falami. Z jednej osoby zrobiły się trzy, śmiali się głośno i ewidentnie byli z czegoś zadowoleni. I pijani, patrząc po ich chwiejnym kroku.
Jeden z nich coś rzucił do rąk tego, który karmił. Zaczęli oddalać się ku mniejszemu budynku, chyba jakiegoś blaszaka. 
- Gargamel miał braci? - zapytałem, zaaferowany tym, co właśnie zobaczyłem. Maddie wlepiła we mnie swoje wielkie oczy i przetarła twarz dłońmi. Zaśmiała się. 
Zza budynku wyjechał ciemny pick-up, poczekali chwilę zanim odpalili świata i wjechali między drzewa. Nie minęło dużo czasu, nim zniknęli nam z oczu.
- Jak myślisz, ilu ich tu może być? - tym razem nie szepnęła. Była pewniejsza i wydawałoby się, że jest też bardziej trzeźwa.
- Kto? Jeśli tu były Gumisie, to pewnie już uciekły - podniosłem się szybko z kucek i wyszedłem z krzaków, w których przed chwilą obserwowaliśmy dziwnych anonimowych ludzi. Maddie również pojawiła się na stosunkowo otwartej przestrzeni i przez chwilę stała, jakby zastanawiała się który przycisk na klawiaturze teraz należy wcisnąć, by pójść do przodu.
Uznałem, że wie, że zwykle do przodu idzie się na W, więc samemu skierowałem się do budy, w której powinien znajdować się Kakier.
- Czekaj! Bo wystraszysz Klakiera! - Nagle znalazła się bok mnie. Kucnąłem i przechyliłem głowę na bok, chcąc zobaczyć czy pies dalej tam jest. - Co Ty robisz?!
- Sprawdzam, czy zamienił się w kota.
- Chodź, trzeba uratować Gumisie. - szepnęła, a ja podniosłem się natychmiastowo, co najmniej jakby ktoś kazał mi stanąć na baczność. Poczułem się jak w szpiegowskim filmie, James Bond czy coś takiego. No, jak tajni agenci w każdym razie. Maddie zachowywała się, jakby nie było to nic nowego, przyklejała się do ścian i ewidentnie nasłuchiwała, czy kogoś nie ma w środku.
Może jest tajną agentką? muszę ją o to spytać. Sprawdziliśmy główne wejście, tak samo jak i boczne, oba były zamknięte.
Rozczarowałem się, myślałem, że nasza tajna misja potrwa nieco dłużej. Zdecydowałem, że wciąż mogę być agentem i może uda mi się znaleźć rozwiązanie.
Okno. Przecież w filmach wchodzą oknami. I tu, zaraz przed nami, jedno było uchylone. Zawołałem Maddie i wskazałem jej nasze nowe wejście.
Dziewczyna podjęła heroiczną próbę ratunku smerfów, próbując doskoczyć do szyby. Ewidentnie była zbyt niska, a mnie strasznie rozśmieszyły jej nieudolne próby dobrania się do wejścia. 
Teraz moja kolej.
Tak, jak Spider-Man.
Oparłem ręce o ścianę i wybiłem się do góry, licząc, że magicznie się przykleję. Jeszcze raz spróbowałem swoich sił w wejściu po ścianie, jednak na próżno. Maddie praktycznie tarzała się po ziemi ze śmiechu, ja w międzyczasie stałem i obmyślałem nowy plan wejścia do środka budynku.
Genialny pomysł przypadł jednak mojej towarzyszce, nie mnie. Wspięła się po moich plecach i spróbowała dosięgnąć parapetu. Przekleństwa, które padły z jej ust, jednak nie sugerowały sukcesu. Moja złota myśl o rozkręceniu dziewczyny i wrzuceniu jej przez okno spotkała się z dezaprobatą. Szkoda, śmiesznie by to wyglądało. Mała, czarna kula armatnia.
Pomysł z wejściem na barana okazał się być strzałem w dziesiątkę. No, prawie, bo więcej czasu spędziliśmy na łapaniu równowagi i generalnej próbie nie zabicia się nawzajem. Przez nasze śmiechy, nie miałem zbyt dobrej przyczepności do ziemi, co spowodowało, że uderzyłem nami w ścianę. Maddie wykorzystała to i chwyciła się parapetu.
- Pociągnij mnie! - odruchowo zacząłem ciągnąć ją w dół za kostki. Poprawiła mnie, że jednak nie w te stronę. Sprawniej już, wypchnąłem ją ku górze. Weszła.
Z okna wysunęły się jej ręce. Zacząłem podskakiwać, próbując się ich chwycić. Nareszcie mi się udało Zawisnąłem tak w powietrzu, wyobrażając sobie że jestem w środku jakiegoś epickiego pościgu, i mój drugi tajny agent ratuje mi życie, wciągając mnie znad przepaści.
Ale jazda.
W środku było okropnie ciemno. Po omacku odnalazłem pstryczek od światła i od razu go nacisnąłem. Agentka 2 ochrzaniła mnie, że mam to zgasić, bo nie mogą nas znaleźć. Skubana mądra jest.
Stanąłem na palcach i rozpocząłem proces badania pomieszczenia. Kopnąłem w coś, więc zatrzymałem się i wyciągnąłem telefon z kieszeni, celem zapalenia latarki. 
Mebel, w który kopnąłem, był stołem. I chyba znaleźliśmy nielegalną bimbrownie.
- Gargamel jednak nie był czarodziejem. - pokręciłem rozczarowany głową i oświetliłem resztę pomieszczenia. Masa plastików, szkieł, butelek. Generalnie wszystko, co wygląda na nielegalne i równie dobrze mogłoby być planem filmowym z Breaking Bad.
A może jesteśmy tajnymi agentami w Breaking Bad??
- Spóźniliśmy się! - rozczarowane jęknięcie Maddie odebrało mi radość z tworzenia scenariuszy o filmach akcji. Trzymała w rękach dużą butelkę z czymś fioletowym. - Przerobili Gumisie... - załamał jej się głos. O boże, więcej nie dam jej żelków. Biedne Gumisie. 
Poklepałem ją po głowie, biedna naprawdę przejęła się ich losem.
- Ale teraz możemy spróbować gumisoku - spróbowałem ją pocieszyć. Chyba mi się udało, bo odkręciła butelkę i powąchała jej zawartość. Nie musiała nawet podstawiać mi jej pod nos, zalatywało obrzydliwym, szczypiącym w nos amoniakiem. Skrzywiła się, mówiąc że gumisie nie były świeże.
- Myślę, że z pewnością są mocno po terminie. - Zabrałem butelkę z jej rąk i odłożyłem na swoje miejsce. - Chodź, zobaczymy co tu jeszcze jest.
Uchyliłem drzwi. Wielka hala, pełna różnych dziwnych śmieciopodobnych rzeczy. Raczej nic wartego uwagi. Bardziej zainteresowały mnie kolejne drzwi. Pociągnąłem dziewczynę za sobą.
Skierowałem światło latarki na coś przykrytego płachtą. 
W całym pokoju śmierdziało smarem i skórą. 
- Nie ma szans że to zwłoki - mruknąłem do dziewczyny, modląc się w duchu, żeby faktycznie nie były to zwłoki. Szarpnąłem w dół materiał, a naszym oczom ukazała się masa sprzętu dla koni. Siodła, ogłowia, więcej siodeł, jakieś rzeczy które wyglądały jak narzędzia tortur.
Pies, ochrzczony Klakierem, zaczął ujadać na zewnątrz.
Maddie pociągnęła mnie za jakiś mebel, chyba była to szafa. Z dłoni wypadł mi telefon, z wciąż zapaloną latarką. Wyczołgałem się po niego i natychmiast zgasiłem światełko.
Spojrzałem na nią wielkimi oczami, a ona trzymała dłoń na swoich ustach.
Wskazała palcem na drzwi przez które weszliśmy, i choć nikogo nie było widać, Klakier wciąż ujadał.
Przestał dopiero po kilku minutach. Odetchnęliśmy z ulgą.
- Chodź na tyły - wyszeptała dziewczyna, wychodząc pierwsza z naszej kryjówki. Nie mogłem się powstrzymać i spojrzałem jeszcze raz na sprzęt spod płachty. Coś mi się wydaje że nie tylko bimbrosmerfy tu znajdziemy.
Prawie uderzyłem w ścianę przez swoje rozmyślenia. 
Wyszliśmy po kompletnie innej stronie budynku, niż wchodziliśmy. Widziałem tylko buty Maddie znikające w kolejnej dziurze, tym razem znajdującej się w środku budynku szopy.
Pokręciłem głową i wczołgałem się za nią. Nie zdążyłem się nawet podnieść, a już zostałem szarpnięty na bok i bezczelnie uciszony. Takie rzeczy w filmach dzieją się zdecydowanie rzadziej.
Dziewczyna położyła palec na swoich ustach ponownie, a drugą ręką wskazała powoli przed siebie. Zamrugałem kilka razy, czekając aż moje oczy przyzwyczają się do ciemności. Coś tu szurało. I generalnie śmierdziało tu okropnie. Jakby coś zdechło. Przypominało to też trochę końskie łajno. I obrzydliwy smród spoconych, zaniedbanych zwierząt.
Nareszcie mój wzrok stosunkowo przywyknął do tego mroku. Może dwa metry przede mną, stało może cztery, pięć koni, odgrodzonych od nas plastikową taśmą "UWAGA". 
Konie. 
Przede mną stoi chmara koni.
Spojrzałem z przerażeniem na dziewczynę, czując, jak blednę. Ku naszemu nieszczęściu, Klakier znów zaczął ujadać, tym razem ewidentnie reagując na dźwięk łamanych gałęzi i silnika katowanego na jedynce.


Maddie?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.