Jesteśmy przyjaciółmi Tori, naprawdę bardzo cię lubię, zwłaszcza gdy mówisz do mnie "Ru"- zaśmiał się, spoglądając na Francuza- Wiem, że za to, co teraz powiem mogę dostać... w twarz... krzesłem. Ale naprawdę Cię lubię i chciałbym być kimś więcej niż przyjacielem- dodał posyłając
mi uśmiech, odwzajemniłam go- spędzamy ze sobą tak wiele czasu, nie wyobrażam sobie choćby dnia bez tego twojego pyskowania, zależy mi na tobie i nie chcę cię stracić...-zakończył swój słowotok a mnie zatkało. Jego słowa mnie zdziwiły, z tego co zrozumiałam nie chciał skończyć we "friendzonie"...
-Ru.. Ty tak naprawdę?-zapytałam zaskoczona a on pokiwał speszony głową- nie uderzę cię krzesłem, nie mam po co-zaśmiałam się i chwyciłam go za rękę a on popatrzył na mnie z nieukrywanym zdziwieniem.
-No.. tak-uśmiechnął się do mnie a ja "łaskawie" nie rzuciłam do niego ciętą ripostą, podszedł do nas Francuz i zaczął domagać się o cukierki które pewnie były w kieszeniach Rush'a, wyciągnął otwartą dłoń a arabek delikatnie zjadł go z zadowoleniem. W pewnym momencie usłyszałam zazdrosne rżenie i nim zdążyłam się obejrzeć jakaś mała czarna torpeda wpadła na Francuza w próbie wyrwania mu cukierka. Amidia!-Dia!? Jak ty się tu znalazłaś?!-popatrzył się na małego szatanka z rozbawieniem i zdziwieniem równocześnie a ja tylko wybuchnęłam śmiechem.
-Pewnie się przeczołgała albo wyczarowała skrzydła i niczym majestatyczny lamorożec przyleciała tutaj-tym razem Ru zaczął się śmiać. Słońce zaczęło zachodzić a ja uznałam że atmosfera przy dwóch koniach i chłopaku jest bardzo luźna.-usiądziemy?-zapytałam, a towarzyszący mi Ru usiadł koło mnie, nim obydwoje się zorientowaliśmy Francuz i Dia stali się prawie nierozłączni, ogier polubił małego szatanka który uwielbiał się bawić z wszystkim i wszystkimi (co nie zawsze tak wyglądało ale kij z tym) w większości kończyło się to jej agresją, nie licząc Batona który zdążył już "oskalpować" moją klaczkę. Nie no koń fryzjer po prostu. Kara torpeda prychnęła prosto w chrapy Francuza który odskoczył a ona postawiła uszy niczym lamorożec, napuszona grzywa i ogon mogły wskazywać na powiązanie z tym słodkim stworem... Arabek otrząsnął się i zaczął gonić majestatycznego szatanka który uciekał w popłochu. Ich zabawa trwała już dość długo a ja popatrzyłam z uznaniem na Rusha który jeszcze nie dostał zawału gdy koło niego przebiegły dwa konie. Podziwiam. Pogrążyłam się w rozmyślaniach i w pewnym momencie poczułam motyle w brzuchu, po prostu gdy spojrzałam w jego oczy wiedziałam że nie będzie tylko moim przyjacielem. Wiedziałam że chce jechać na przejażdżkę, ale to mogło zaczekać. Nachyliłam się i pocałowałam go, zdziwiony odwzajemnił go niepewnie.
-Dziękuję za wszystko Ru.-uśmiechnęłam się. Jego oczy były inne... Takie, tajemnicze, głębokie.
>Ru? teraz to ja czekam na krzesło xD <
środa, 29 marca 2017
od Rusha cd. Viktorii
Gdy ogarnąłem sprzęt Sil'a, miałem trochę czasu dla siebie. Otrzepałem bluzę z kurzu i siana i spojrzałem ze zirytowaniem na przerzuty rękaw, po czym westchnąłem. Każdy w końcu miewa inne gusta smakowe, nie ma co dyskutować. Odłożywszy kantar ogiera na właściwe miejsce, ruszyłem na zewnątrz. Aż żal zmarnować tak cudowną pogodę, naszła mnie ochota na luźną przejażdżkę po okolicy. W końcu Scream'owi również przydałby się ruch.
Postanowiłem poszukać towarzystwa na wyprawę, jako pierwsza do głowy wpadła mi Tori. Ta dziewczyna potrafiła zawrócić mi w głowie... i to porządnie. W duchu dziękowałem Cass, że zachęciła mnie do dołączenia do tutejszej akademii. Inaczej nie poznałbym Viki. Minąłem boks Batona cudem unikając jego zębów i wyszedłem na dziedziniec. Słońce chyba postawiło sobie za cel pozbawić mnie wzroku, ponieważ jego promienienie totalnie mnie oślepiły. Odwróciłem wzrok i skierowałem się na padoki w poszukiwaniu towarzyszki. Z oddali dało się zauważyć, że ktoś głaszcze Francuza, na samym początku obawiałem się, że to Aleu ale gdy słońce zaszło za chmury zrozumiałem, że to Tori... Uśmiechnąłem się pod nosem, ten arabek zdecydowanie zasługiwał na takie traktowanie, a tym czasem dostał kobietę-gwizdek. Życie jest takie niesprawiedliwe...
-Nie! Nie zakochałam się w Rush'u! Przyjaźnie się z nim! A czy będziemy razem nie jest mi wiadome pieprzony głosiku!- powiedziała nagle i machnęła ręką, parsknąłem śmiechem
Nie mam pojęcia dlaczego, tak jakoś wyszło. Ale moment, co ona powiedziała? Teraz nieco spoważniałem, w końcu dotarł do mnie sens wypowiedzianych przez nią słów
- Słyszałeś wszystko?- wyjąkała niepewnie, przysiągłbym że spaliła buraka
- Ja... a jeśli tak?- palnąłem jak totalny idiota, na co zmarszczyła brwi
- To... to nie tak jak myślisz, to znaczy wiesz, no bo- zaczęła się plątać w swojej własnej wypowiedzi, a ja pokręciłem głową. To był ten moment...
- Muszę ci coś powiedzieć- odparłem poważniej, na co natychmiast zamilkła i poprawiła kosmyk włosów, który uciekł z jej warkocza. Wyglądała uroczo
- Ru, ja naprawdę przepraszam, bo...- przerwałem jej gestem ręki
- Jesteśmy przyjaciółmi Tori, naprawdę bardzo cię lubię, zwłaszcza gdy mówisz do mnie "Ru"- zaśmiałem się, spoglądając na Francuza- Wiem, że za to, co teraz powiem mogę dostać... w twarz... krzesłem. Ale naprawdę Cię lubię i chciałbym być kimś więcej niż przyjacielem- dodałem posyłając jej uśmiech- spędzamy ze sobą tak wiele czasu, nie wyobrażam sobie choćby dnia bez tego twojego pyskowania, zależy mi na tobie i nie chcę cię stracić...
Dziewczyna zamrugała kilkukrotnie, zanim sens moich słów do niej dotarł, nie miałem pojęcia o czym w tamtym momencie myślała... Mogłem jakoś lepiej zaplanować tą chwilę, a tym czasem to wszystko zabrzmiało jak tanie romansidło, Rush ty idioto... - skarciłem się w myślach,
> Toriś? :3 Nie bij za mocno :* <
>nie będę :** <
Postanowiłem poszukać towarzystwa na wyprawę, jako pierwsza do głowy wpadła mi Tori. Ta dziewczyna potrafiła zawrócić mi w głowie... i to porządnie. W duchu dziękowałem Cass, że zachęciła mnie do dołączenia do tutejszej akademii. Inaczej nie poznałbym Viki. Minąłem boks Batona cudem unikając jego zębów i wyszedłem na dziedziniec. Słońce chyba postawiło sobie za cel pozbawić mnie wzroku, ponieważ jego promienienie totalnie mnie oślepiły. Odwróciłem wzrok i skierowałem się na padoki w poszukiwaniu towarzyszki. Z oddali dało się zauważyć, że ktoś głaszcze Francuza, na samym początku obawiałem się, że to Aleu ale gdy słońce zaszło za chmury zrozumiałem, że to Tori... Uśmiechnąłem się pod nosem, ten arabek zdecydowanie zasługiwał na takie traktowanie, a tym czasem dostał kobietę-gwizdek. Życie jest takie niesprawiedliwe...
-Nie! Nie zakochałam się w Rush'u! Przyjaźnie się z nim! A czy będziemy razem nie jest mi wiadome pieprzony głosiku!- powiedziała nagle i machnęła ręką, parsknąłem śmiechem
Nie mam pojęcia dlaczego, tak jakoś wyszło. Ale moment, co ona powiedziała? Teraz nieco spoważniałem, w końcu dotarł do mnie sens wypowiedzianych przez nią słów
- Słyszałeś wszystko?- wyjąkała niepewnie, przysiągłbym że spaliła buraka
- Ja... a jeśli tak?- palnąłem jak totalny idiota, na co zmarszczyła brwi
- To... to nie tak jak myślisz, to znaczy wiesz, no bo- zaczęła się plątać w swojej własnej wypowiedzi, a ja pokręciłem głową. To był ten moment...
- Muszę ci coś powiedzieć- odparłem poważniej, na co natychmiast zamilkła i poprawiła kosmyk włosów, który uciekł z jej warkocza. Wyglądała uroczo
- Ru, ja naprawdę przepraszam, bo...- przerwałem jej gestem ręki
- Jesteśmy przyjaciółmi Tori, naprawdę bardzo cię lubię, zwłaszcza gdy mówisz do mnie "Ru"- zaśmiałem się, spoglądając na Francuza- Wiem, że za to, co teraz powiem mogę dostać... w twarz... krzesłem. Ale naprawdę Cię lubię i chciałbym być kimś więcej niż przyjacielem- dodałem posyłając jej uśmiech- spędzamy ze sobą tak wiele czasu, nie wyobrażam sobie choćby dnia bez tego twojego pyskowania, zależy mi na tobie i nie chcę cię stracić...
Dziewczyna zamrugała kilkukrotnie, zanim sens moich słów do niej dotarł, nie miałem pojęcia o czym w tamtym momencie myślała... Mogłem jakoś lepiej zaplanować tą chwilę, a tym czasem to wszystko zabrzmiało jak tanie romansidło, Rush ty idioto... - skarciłem się w myślach,
> Toriś? :3 Nie bij za mocno :* <
>nie będę :** <
od Cass cd. Ricka
- Jesteś nienormalny... przed chwilą kopnął cię koń, ręka ci puchnie a ty masz to gdzieś?- zapytałam bez przekonania, odsuwając się na bezpieczną odległość
Chłopak spojrzał na mnie niewzruszony... tak... chyba go to nie obchodziło. Odgarnęłam rozczochrane włosy z twarzy i westchnęłam, ocierając ostatki łez z policzków. Do teraz nie miałam pojęcia co się tutaj tak właściwie wydarzyło. Postanowiłam, że nie będę go o to pytać... w końcu nie potrzebowałam takich informacji. Zauważyłam, że Rick wstaje, lekko drgnęłam.
- Musisz iść do naszego lekarza, ten karosz mógł ci ją złamać- mruknęłam, wskazując na jego lewą rękę.
- Do cholery... idę szukać mojego konia!- był zły, krzyknął a ja się skuliłam, gdy to zauważył pokręcił głową
- Nie chciałem cię przestraszyć, po prostu spróbuj mnie zrozumieć. Soul jest dla mnie ważny- oznajmił i wstał, próbując rozprostować potłuczone miejsce.
Chyba jednak zbyt pochopnie oceniłam ten wypadek, wydawało się że to jednak zwykłe stłuczenie... inaczej nie mógłby nią ruszyć. Sekundę później przypomniałam sobie karego ogiera, był przerażony... zastanawiałam się, gdzie mógł pobiec. Gdy zdarzało się nam tutaj połamanie ogrodzenia, konie uciekały na sąsiednią łąkę w dole rzeki, znajdującą się tuż przy lesie. To było najbardziej prawdopodobne miejsce ucieczki.
- Chyba wiem, gdzie można go znaleźć- mruknęłam i wszystko mu wyjaśniłam- Ale to spory kawałek stąd- dodałam, na co się skrzywił- teoretycznie mogłabym pożyczyć ci szkółkowego konia, ale wątpię że dasz radę na nim pojechać- podsumowałam i potarłam ramiona, robiło się chłodno
Po chwili stwierdziliśmy, a raczej ja to zrobiłam, że idziemy pieszo. Rick trzymał jaskrawozieloną lonżę Iratze, którą postanowiłam mu pożyczyć i podrzucał ją do góry w geście zdenerwowania. Ja trzymałam swoją "bezpieczną" odległość. Jakoś nie bardzo marzyło mi się wyjście do lasu z tym typkiem. Na pewno z nim tam nie wejdę...
Po dłuższym czasie cichego marszu spojrzałam na ziemię i dostrzegłam ślady końskich kopyt. Czyli moje podejrzenia jednak były słuszne. Rick najwyraźniej również to zauważył i lekko się uśmiechnął.
- To musi być Soul...
- Dasz radę go przyprowadzić? Jest dość narowisty- mruknęłam cicho
Chłopak skrzywił się i zaklął pod nosem. Chyba nie wziął pod uwagę, że jest kontuzjowany.
Soul przypominał mi mojego Ir. Jeszcze rok temu miewał podobne zachowania. Naprawdę długo musiałam z nim pracować, aby osiągnąć postęp.
- Nie mam innego wyjścia
Spojrzałam przed siebie... leśna dróżka, niedobrze. Zatrzymałam się i lekko cofnęłam. Nie pójdę z nim tam, nie ma takiej opcji. Rick spojrzał na mnie niepewnie...
- Ja tutaj poczekam- oznajmiłam nadal pocierając zziębnięte od wiatru ramiona
- Miałem nadzieję, że mi pomożesz- burknął, na co się skrzywiłam
- Ja... pójdę tam, ale ty nie masz prawa się do mnie zbliżyć- odparłam i zaczęłam czekać aż zrobi pierwszy krok, żebym wciąż mogła trzymać bezpieczną odległość...
> Rick?<
Chłopak spojrzał na mnie niewzruszony... tak... chyba go to nie obchodziło. Odgarnęłam rozczochrane włosy z twarzy i westchnęłam, ocierając ostatki łez z policzków. Do teraz nie miałam pojęcia co się tutaj tak właściwie wydarzyło. Postanowiłam, że nie będę go o to pytać... w końcu nie potrzebowałam takich informacji. Zauważyłam, że Rick wstaje, lekko drgnęłam.
- Musisz iść do naszego lekarza, ten karosz mógł ci ją złamać- mruknęłam, wskazując na jego lewą rękę.
- Do cholery... idę szukać mojego konia!- był zły, krzyknął a ja się skuliłam, gdy to zauważył pokręcił głową
- Nie chciałem cię przestraszyć, po prostu spróbuj mnie zrozumieć. Soul jest dla mnie ważny- oznajmił i wstał, próbując rozprostować potłuczone miejsce.
Chyba jednak zbyt pochopnie oceniłam ten wypadek, wydawało się że to jednak zwykłe stłuczenie... inaczej nie mógłby nią ruszyć. Sekundę później przypomniałam sobie karego ogiera, był przerażony... zastanawiałam się, gdzie mógł pobiec. Gdy zdarzało się nam tutaj połamanie ogrodzenia, konie uciekały na sąsiednią łąkę w dole rzeki, znajdującą się tuż przy lesie. To było najbardziej prawdopodobne miejsce ucieczki.
- Chyba wiem, gdzie można go znaleźć- mruknęłam i wszystko mu wyjaśniłam- Ale to spory kawałek stąd- dodałam, na co się skrzywił- teoretycznie mogłabym pożyczyć ci szkółkowego konia, ale wątpię że dasz radę na nim pojechać- podsumowałam i potarłam ramiona, robiło się chłodno
Po chwili stwierdziliśmy, a raczej ja to zrobiłam, że idziemy pieszo. Rick trzymał jaskrawozieloną lonżę Iratze, którą postanowiłam mu pożyczyć i podrzucał ją do góry w geście zdenerwowania. Ja trzymałam swoją "bezpieczną" odległość. Jakoś nie bardzo marzyło mi się wyjście do lasu z tym typkiem. Na pewno z nim tam nie wejdę...
Po dłuższym czasie cichego marszu spojrzałam na ziemię i dostrzegłam ślady końskich kopyt. Czyli moje podejrzenia jednak były słuszne. Rick najwyraźniej również to zauważył i lekko się uśmiechnął.
- To musi być Soul...
- Dasz radę go przyprowadzić? Jest dość narowisty- mruknęłam cicho
Chłopak skrzywił się i zaklął pod nosem. Chyba nie wziął pod uwagę, że jest kontuzjowany.
Soul przypominał mi mojego Ir. Jeszcze rok temu miewał podobne zachowania. Naprawdę długo musiałam z nim pracować, aby osiągnąć postęp.
- Nie mam innego wyjścia
Spojrzałam przed siebie... leśna dróżka, niedobrze. Zatrzymałam się i lekko cofnęłam. Nie pójdę z nim tam, nie ma takiej opcji. Rick spojrzał na mnie niepewnie...
- Ja tutaj poczekam- oznajmiłam nadal pocierając zziębnięte od wiatru ramiona
- Miałem nadzieję, że mi pomożesz- burknął, na co się skrzywiłam
- Ja... pójdę tam, ale ty nie masz prawa się do mnie zbliżyć- odparłam i zaczęłam czekać aż zrobi pierwszy krok, żebym wciąż mogła trzymać bezpieczną odległość...
> Rick?<
od Ricka cd. Cass
Pobiegłem za dziewczyną ale przy wejściu zatrzymałem się. Widziałem jak wchodzi do pokoju. Zawahałem się. Nie, Rick ogarnij się. Ona potrzebuje pomocy, wsparcia tak jak ty kiedyś. Tylko że ja nigdy go nie dostałem… Ech, chyba znienawidzę tatuaże.
-Ale ze mnie dupek.- szepnąłem i pobiegłem za dziewczyną. Zapukałem w drzwi.
-Idź sobie! – usłyszałem głos dziewczyny. Słychać było że płacze.
-Nie odpuszczę. – powiedziałem i czekałem na odpowiedź która nie nadeszła. Wszedłem do pokoju, ona siedziała na łóżku i płakała. Jak tylko wszedłem wytarła łzy.
-Posłuchaj, wiem że przeżyłaś traumę, ale to nie moja wina. Nie mogłabyś mi zaufać? – spytałem Cass a ona nadal nic nie mówiła.
-Nigdy nie miałem problemów z prawem, byłem raczej spokojnym dzieciakiem. Mogę ci to przysiąc. – boże Rick co ty odpierdalasz… I czemu kłamię? Jak Cass się dowie to mnie znienawidzi albo gorzej. Ale mogę się trochę czuć bezpieczny bo nigdy nikogo nie zgwałciłem.
-Dobra, nie chcesz nic mówić to nie mów. Po prostu to sobie przemyśl i… - przerwałem bo usłyszałem rżenie konia i trąbienie samochodu.
-Soul… - Powiedziałem, wypadłem z pokoju Cass i wybiegłem na zewnątrz. Znajomy mi samochód trąbił na MOJEGO konia. Cass zaraz była na zewnątrz. Odsunęła się od nas na bezpieczną odległość a ja próbowałem uspokoić wierzgającego Soul’a. Niestety, kopnął mnie lewą rękę. Oparłem się o ścianę i jęknąłem. Bolało jak cho_lera. Za to z auta wyszedł nie kto inny niż nowy facet mojej ciotki.
-Mógłbyś pilnować tej bestii… Przywiozłem twojego pchlarza. – powiedział i otworzył drzwi samochodu wyprowadzając z tam tond Tajfuna w kagańcu.
-Nie będziesz tak mówił o Soul’u i moim psie! – powiedziałem i uniosłem zdrową rękę by go uderzyć ale zdążył ją zatrzymać.
-Ładnie to tak? Przy dziewczynie cię nie uderzę. Ale wiedz że twoja ciotka dowie się że mi groziłeś i będziesz miał przesrane… -
-Nie zrobisz tego… -
-A owszem zrobię gówniarzu. Do zobaczenia w domu. – powiedział z szyderczym uśmiechem i wsiadł do auta. Usiadłem pod ścianą i zdjąłem Tajfunowi kaganiec. Ręka bolała mnie coraz bardziej. Cass podeszła do mnie i spytała :
-Bardzo cię boli?
-Nic mnie nie boli. Trzeba poszukać Soul’a – zaprzeczyłem i wstałem. Dziewczyna stanęła mi na drodze i powiedziała :
-…-
Cass? Teraz robię z Ricka ofiarę byś się nad nim zlitowała
-Ale ze mnie dupek.- szepnąłem i pobiegłem za dziewczyną. Zapukałem w drzwi.
-Idź sobie! – usłyszałem głos dziewczyny. Słychać było że płacze.
-Nie odpuszczę. – powiedziałem i czekałem na odpowiedź która nie nadeszła. Wszedłem do pokoju, ona siedziała na łóżku i płakała. Jak tylko wszedłem wytarła łzy.
-Posłuchaj, wiem że przeżyłaś traumę, ale to nie moja wina. Nie mogłabyś mi zaufać? – spytałem Cass a ona nadal nic nie mówiła.
-Nigdy nie miałem problemów z prawem, byłem raczej spokojnym dzieciakiem. Mogę ci to przysiąc. – boże Rick co ty odpierdalasz… I czemu kłamię? Jak Cass się dowie to mnie znienawidzi albo gorzej. Ale mogę się trochę czuć bezpieczny bo nigdy nikogo nie zgwałciłem.
-Dobra, nie chcesz nic mówić to nie mów. Po prostu to sobie przemyśl i… - przerwałem bo usłyszałem rżenie konia i trąbienie samochodu.
-Soul… - Powiedziałem, wypadłem z pokoju Cass i wybiegłem na zewnątrz. Znajomy mi samochód trąbił na MOJEGO konia. Cass zaraz była na zewnątrz. Odsunęła się od nas na bezpieczną odległość a ja próbowałem uspokoić wierzgającego Soul’a. Niestety, kopnął mnie lewą rękę. Oparłem się o ścianę i jęknąłem. Bolało jak cho_lera. Za to z auta wyszedł nie kto inny niż nowy facet mojej ciotki.
-Mógłbyś pilnować tej bestii… Przywiozłem twojego pchlarza. – powiedział i otworzył drzwi samochodu wyprowadzając z tam tond Tajfuna w kagańcu.
-Nie będziesz tak mówił o Soul’u i moim psie! – powiedziałem i uniosłem zdrową rękę by go uderzyć ale zdążył ją zatrzymać.
-Ładnie to tak? Przy dziewczynie cię nie uderzę. Ale wiedz że twoja ciotka dowie się że mi groziłeś i będziesz miał przesrane… -
-Nie zrobisz tego… -
-A owszem zrobię gówniarzu. Do zobaczenia w domu. – powiedział z szyderczym uśmiechem i wsiadł do auta. Usiadłem pod ścianą i zdjąłem Tajfunowi kaganiec. Ręka bolała mnie coraz bardziej. Cass podeszła do mnie i spytała :
-Bardzo cię boli?
-Nic mnie nie boli. Trzeba poszukać Soul’a – zaprzeczyłem i wstałem. Dziewczyna stanęła mi na drodze i powiedziała :
-…-
Cass? Teraz robię z Ricka ofiarę byś się nad nim zlitowała
od Cass cd. Rick
Z trudem powstrzymywałam słone łzy cisnące się mi do oczu. Miałam ochotę znowu usiąść na samym środku i się rozpłakać. Jakim cudem obcy człowiek mógł powiedzieć o mnie to wszystko nie znając mojej historii...
-Czekaj!- krzyknęłam starając się zachować normalny ton głosu
Rick znieruchomiał, ale w końcu postanowił się odwrócić. Jego wyraz twarzy nie mówił kompletnie nic...
- Nic o mnie nie wiesz... Nie masz pojęcia co się ze mną działo w moim cholernym dzieciństwie...- warknęłam- Nie rozumiesz dlaczego brzydzę się tym, co masz na ciele- pokręciłam głową... Nic nie wiesz- dodałam i schowałam twarz w dłonie
- A więc może mnie oświecisz?- prychnął wytrącając mnie z równowagi, zabolało...
- Po co? Żeby zrobić z siebie jeszcze większą ofiarę? Przejął byś się czymś takim?-pokręciłam głową z bezsilności- A może byś mnie wyśmiał... Kim ty jesteś żebym miała ci się zwierzać?!
Spojrzałam na niego, teraz się przejął, albo zdezorientował... Chyba raczej to drugie
- Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie, ale do cholery nic nie było w porządku!
Zebrałam się w sobie, zacisnęłam powieki i westchnęłam. Powiem mu, on i tak zniknie... Przecież nawet go nie znam...
- Kiedy patrze na te "malunki" przechodzą mnie dreszcze... Robi mi się słabo- zaczęłam- A przed oczami mam JEGO... Tego samego potwora, który śni mi się po nocach. Przez którego płaczę każdego wieczora, zamknięta w swoim pokoju. Słyszę jego śmiech i czuje obleśne łapy na swoich ramionach, w momencie gdy tamtej nocy przygwoździł mnie do ściany. Miał tatuaże... Dużo. Do teraz pamiętam ich wzory i ten przeklęty motyw róż - oparłam się o ogrodzenie- Wiem, wiem że jestem dla ciebie wredna, ale... Przez te dziary tak mi go przypominasz. Ja nie mogę, nie chcę do tego wracać, ale jeśli druga osoba tak cię skrzywdzi... W najgorszy możliwy sposób. Nie da się ufać komukolwiek. Wolałabym żeby mnie wtedy zabił- szepnęłam i stwierdziłam że nie chcę dalej o tym mówić
Przypomniałam sobie jak Ru mnie wtedy znalazł. Obwiniał się o to wszystko a ja chciałam się zabić żeby nie sprawiać im już problemów. Jemu i mojej mamie, ktora przez to wszystko wylądowała w wariatkowie...
Spojrzałam na niego smutno, nadal nic. Kamienna twarz, może to i lepiej? W końcu jestem dla niego obca...
Nagle się odezwał:
- Czy on cię...
- Zgwałcił
Nic więcej nie powiedziałam. Zaskoczyłam z ogrodzenia i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i załkałam żałośnie... Wszystkie wspomnienia wróciły... Tak bardzo tego nie chciałam. Spojrzałam na swoje biodro i zmarszczyłam brwi. Zacisnęłam paznokcie na kwiecistym wzorze... I pomyśleć że tatuaże kiedyś były dla mnie takie ważne... Dziesiątki projektów mojego autorstwa leżało zabarykadowanych na dnie szafy... Musiałam się uspokoić, nawet miałam ochotę zadzwonić do Rush'a, ale nie chciałam mu przeszkadzać... Przecież miał swoje życie. Po co ja o tym wszystkim powiedziałam? Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi...
> Rick? No to żeś Cass urządził ;/<
-Czekaj!- krzyknęłam starając się zachować normalny ton głosu
Rick znieruchomiał, ale w końcu postanowił się odwrócić. Jego wyraz twarzy nie mówił kompletnie nic...
- Nic o mnie nie wiesz... Nie masz pojęcia co się ze mną działo w moim cholernym dzieciństwie...- warknęłam- Nie rozumiesz dlaczego brzydzę się tym, co masz na ciele- pokręciłam głową... Nic nie wiesz- dodałam i schowałam twarz w dłonie
- A więc może mnie oświecisz?- prychnął wytrącając mnie z równowagi, zabolało...
- Po co? Żeby zrobić z siebie jeszcze większą ofiarę? Przejął byś się czymś takim?-pokręciłam głową z bezsilności- A może byś mnie wyśmiał... Kim ty jesteś żebym miała ci się zwierzać?!
Spojrzałam na niego, teraz się przejął, albo zdezorientował... Chyba raczej to drugie
- Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie, ale do cholery nic nie było w porządku!
Zebrałam się w sobie, zacisnęłam powieki i westchnęłam. Powiem mu, on i tak zniknie... Przecież nawet go nie znam...
- Kiedy patrze na te "malunki" przechodzą mnie dreszcze... Robi mi się słabo- zaczęłam- A przed oczami mam JEGO... Tego samego potwora, który śni mi się po nocach. Przez którego płaczę każdego wieczora, zamknięta w swoim pokoju. Słyszę jego śmiech i czuje obleśne łapy na swoich ramionach, w momencie gdy tamtej nocy przygwoździł mnie do ściany. Miał tatuaże... Dużo. Do teraz pamiętam ich wzory i ten przeklęty motyw róż - oparłam się o ogrodzenie- Wiem, wiem że jestem dla ciebie wredna, ale... Przez te dziary tak mi go przypominasz. Ja nie mogę, nie chcę do tego wracać, ale jeśli druga osoba tak cię skrzywdzi... W najgorszy możliwy sposób. Nie da się ufać komukolwiek. Wolałabym żeby mnie wtedy zabił- szepnęłam i stwierdziłam że nie chcę dalej o tym mówić
Przypomniałam sobie jak Ru mnie wtedy znalazł. Obwiniał się o to wszystko a ja chciałam się zabić żeby nie sprawiać im już problemów. Jemu i mojej mamie, ktora przez to wszystko wylądowała w wariatkowie...
Spojrzałam na niego smutno, nadal nic. Kamienna twarz, może to i lepiej? W końcu jestem dla niego obca...
Nagle się odezwał:
- Czy on cię...
- Zgwałcił
Nic więcej nie powiedziałam. Zaskoczyłam z ogrodzenia i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i załkałam żałośnie... Wszystkie wspomnienia wróciły... Tak bardzo tego nie chciałam. Spojrzałam na swoje biodro i zmarszczyłam brwi. Zacisnęłam paznokcie na kwiecistym wzorze... I pomyśleć że tatuaże kiedyś były dla mnie takie ważne... Dziesiątki projektów mojego autorstwa leżało zabarykadowanych na dnie szafy... Musiałam się uspokoić, nawet miałam ochotę zadzwonić do Rush'a, ale nie chciałam mu przeszkadzać... Przecież miał swoje życie. Po co ja o tym wszystkim powiedziałam? Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi...
> Rick? No to żeś Cass urządził ;/<
od Ricka cd. Cass
Dziewczyna zaczęła mnie trochę wkurzać tym zachowaniem.
-Co ty do mnie masz? To przez tatuaże, tak? - spytałem a ona zignorowała mnie i szła przed siebie. Złapałem ją za nadgarstek.
-Myślisz że wszystkie tatuaże zrobiłem dobrowolnie, w pełni świadomy? Myślisz że nie żałuje niektórych? - oznajmiłem jej. Ona spojrzała na mnie zdziwiona.
-Może jeszcze myślisz że skoro mam tatuaże to jestem jakimś dresiarzem albo menelem? - spytałem jej. Ona milczała i odwróciła wzrok. Wyrwała rękę.
-Tak myślałem. Zachowujesz się jakaś damulka która wszystko i wszystkich zna. Zgaduję że miałaś wesołe dzieciństwo co? - nie wytrzymałem i wygarnąłem jej wszystko. Wziąłem Soul'a za kantar i ruszyłem drogą. Zatrzymałem się jeszcze, odwróciłem i chwilę popatrzyłem na dziewczynę. Odwróciłem głowę i założyłem kaptur. Nie uszedłem paru metrów i usłyszałem głos Cass :
-Czekaj! -
Cass? :3
-Co ty do mnie masz? To przez tatuaże, tak? - spytałem a ona zignorowała mnie i szła przed siebie. Złapałem ją za nadgarstek.
-Myślisz że wszystkie tatuaże zrobiłem dobrowolnie, w pełni świadomy? Myślisz że nie żałuje niektórych? - oznajmiłem jej. Ona spojrzała na mnie zdziwiona.
-Może jeszcze myślisz że skoro mam tatuaże to jestem jakimś dresiarzem albo menelem? - spytałem jej. Ona milczała i odwróciła wzrok. Wyrwała rękę.
-Tak myślałem. Zachowujesz się jakaś damulka która wszystko i wszystkich zna. Zgaduję że miałaś wesołe dzieciństwo co? - nie wytrzymałem i wygarnąłem jej wszystko. Wziąłem Soul'a za kantar i ruszyłem drogą. Zatrzymałem się jeszcze, odwróciłem i chwilę popatrzyłem na dziewczynę. Odwróciłem głowę i założyłem kaptur. Nie uszedłem paru metrów i usłyszałem głos Cass :
-Czekaj! -
Cass? :3
od Cass cd. Rick'a
Zatkało mnie, gdy zauważyłam Rick'a na dziedzińcu akademii... miałam nadzieję, że sobie pójdzie i już się nie pojawi... jak widać szczęście nie zawsze jest po mojej stronie. Do tego Rush postanowił się zainteresować nowym osobnikiem, jęknęłam pod nosem.
- Hej, nieładnie tak sobie uciekać- Ru pozostawał nieugięty, aczkolwiek w końcu puścił kaptur jego bluzy, dzięki czemu "intruz" został wyswobodzony
Nowo poznany chłopak odwrócił się w jego stronę, mierzyli się niepewnym wzrokiem. Jak się okazało niemal dorównywali sobie wzrostem... wydawało mi się, że Ru był nieco wyższy... a może to przez fryzurę? Sama już się w tym pogubiłam.
- Rush- mój brat skinął głową w przyjaznym geście
- Rick- odparł ten drugi i znowu perfidnie się wyszczerzył, wzdrygnęłam się i oparłam o drewniane ogrodzenie
- A ty Cass, nie przywitasz się?- prychnęłam pod nosem w odpowiedzi i odwróciłam się na pięcie, aby za moment zniknąć za ścianą budynku.
Nie chciałam się wpakować w jakieś kłopoty, a z takimi ludźmi wiąże się ich masa. Wiedziałam coś o tym i naprawdę nie zamierzałam do tego wracać. Tuż przy wejściu do stajni stał on, ten cudowny karosz, który od samego początku zawrócił mi w głowie. Biłam się z myślami czy do niego podejść... W końcu jednak odpuściłam. Postawiłam na bezpieczeństwo i ruszyłam na pastwisko, odkładając bluzę na jedno z ogrodzeń. Było naprawdę ciepło. Sil i Iratze postanowili do mnie podejść, kochane koniki. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zatopiłam palce w kruczej grzywie mojego gniadosza. Mogłabym tak siedzieć cały dzień...
- Cassie, ciągle mi uciekasz...- na dźwięk tego głosu omal nie fiknęłam do tyłu. W ostatniej chwili chłopak złapał mnie za ramię, dzięki czemu uchronił mnie od bolesnego upadku
Wtedy prawdopodobnie spaliłam buraka, tym bardziej że część koszulki uniosła mi się do góry, ukazując ten przeklęty tatuaż na biodrze, zaklęłam pod nosem
- Widzę, że jednak jesteś miłośniczką tatuaży- mruknął już bez tego chamskiego tonu...
- Nie jestem- odparłam chłodno i posłałam mu obojętne spojrzenie
- Ale...- zaczął coś mówić, lecz nie dane mu było skończyć.
Naprawdę nie miałam zamiaru streszczać mu tamtej historii, tylko Ru o tym wiedział i tak miało zostać. Do tatuażu czułam niechęć i odrazę...
- Jeśli chcesz się kimś pobawić to idź sobie gdzie indziej, ja się już dość wycierpiałam. Nie wiem kim jesteś i po co tu przylazłeś...
> Rick?<
- Hej, nieładnie tak sobie uciekać- Ru pozostawał nieugięty, aczkolwiek w końcu puścił kaptur jego bluzy, dzięki czemu "intruz" został wyswobodzony
Nowo poznany chłopak odwrócił się w jego stronę, mierzyli się niepewnym wzrokiem. Jak się okazało niemal dorównywali sobie wzrostem... wydawało mi się, że Ru był nieco wyższy... a może to przez fryzurę? Sama już się w tym pogubiłam.
- Rush- mój brat skinął głową w przyjaznym geście
- Rick- odparł ten drugi i znowu perfidnie się wyszczerzył, wzdrygnęłam się i oparłam o drewniane ogrodzenie
- A ty Cass, nie przywitasz się?- prychnęłam pod nosem w odpowiedzi i odwróciłam się na pięcie, aby za moment zniknąć za ścianą budynku.
Nie chciałam się wpakować w jakieś kłopoty, a z takimi ludźmi wiąże się ich masa. Wiedziałam coś o tym i naprawdę nie zamierzałam do tego wracać. Tuż przy wejściu do stajni stał on, ten cudowny karosz, który od samego początku zawrócił mi w głowie. Biłam się z myślami czy do niego podejść... W końcu jednak odpuściłam. Postawiłam na bezpieczeństwo i ruszyłam na pastwisko, odkładając bluzę na jedno z ogrodzeń. Było naprawdę ciepło. Sil i Iratze postanowili do mnie podejść, kochane koniki. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zatopiłam palce w kruczej grzywie mojego gniadosza. Mogłabym tak siedzieć cały dzień...
- Cassie, ciągle mi uciekasz...- na dźwięk tego głosu omal nie fiknęłam do tyłu. W ostatniej chwili chłopak złapał mnie za ramię, dzięki czemu uchronił mnie od bolesnego upadku
Wtedy prawdopodobnie spaliłam buraka, tym bardziej że część koszulki uniosła mi się do góry, ukazując ten przeklęty tatuaż na biodrze, zaklęłam pod nosem
- Widzę, że jednak jesteś miłośniczką tatuaży- mruknął już bez tego chamskiego tonu...
- Nie jestem- odparłam chłodno i posłałam mu obojętne spojrzenie
- Ale...- zaczął coś mówić, lecz nie dane mu było skończyć.
Naprawdę nie miałam zamiaru streszczać mu tamtej historii, tylko Ru o tym wiedział i tak miało zostać. Do tatuażu czułam niechęć i odrazę...
- Jeśli chcesz się kimś pobawić to idź sobie gdzie indziej, ja się już dość wycierpiałam. Nie wiem kim jesteś i po co tu przylazłeś...
> Rick?<
Subskrybuj:
Posty (Atom)