wtorek, 28 marca 2017

od Viktorii cd. Rusha

Z początku byłam wściekła, potem zawładnęło mną przerażenie na przemian z furią i całą resztą uczuć. Ta szuja z gwizdkiem w mordzie bawiąca się we władczynię świata śmiała przestawić mojego konia, wyzywać mnie i stwierdzić że jej młody koń, jabłkowity arab jest lepszy od mojej NorthWish. Nie zaprzeczyłam ani nie potwierdziłam tego faktu, po prostu wciągnęłam ze świstem powietrze, popatrzyłam ze współczuciem na spłoszoną Amidię i z wściekłością na Aleu.
-Jeszcze raz tkniesz mojego konia...-wyszeptałam spokojnie i chłodno, dziewczyna o głosie gwizdka popatrzyła na mnie ze "współczuciem", raczej szyderczym. Zacmokała na swojego araba i wprowadziła go do boksu. Wtedy poczułam jak cała ta furia, wściekłość czy co to tam było wybucha w moich odczuciach, przy Rush'u starałam się być miła, lubiłam go jakoś inaczej, jemu i Jasonowi ufałam... Rzuciłam się na Aleu która odpinała kantar Francuzowi, nie panowałam nad moimi uczuciami, po prostu powtórzyłam ten chamski chwyt z garstkiem i szarpnęłam, szuja pisnęła z bólu i spróbowała wbić pazury w moją dłoń, ciągnęłam to w dół i na bok z każdą jej próbą wbicia mi jej szponów w rękę kończyło się takową reakcją z mojej strony.  Wyszczerzyłam się w perfidnym uśmiechu widząc jak dziewczyna zwija się z bólu, przez myśl przebiegły mi wszystkie sposoby sprawiania bólu. Aleu wreszcie zrozumiała o co chodzi ale nagle przez jej twarz przeszedł cień chamskiego uśmiechu.
-Radzę uważać na Dię.-wymruczała i osunęła się z powrotem na kolana, podciągnęłam ją do góry i rzuciłam do najbliższego gnojownika, jej nowiutki sprzęt Francuza też tam wylądował. Wyglądała jak siedem nieszczęść ale to mnie radowało, znów czułam to czego nie doświadczyłam długo. Ponurej i wrednej satysfakcji. Tego mi brakowało, o tak. Pomachałam jej przed twarzą i odeszłam w swoją stronę. Usłyszałam jak ktoś dławi się ze śmiechu, był to Rush z Jasonem.
-Z czego szczerzycie pyszczki?-zapytałam z równie szerokim uśmiechem, próbowali złapać oddech ale było to chyba dla nich zbyt trudne bo zamiast normalnie powiedzieć wycharczeli coś co ledwo zrozumiałam.
-Aleu... gnojownik...ty! T..a..kie idealne!-wysapali pokładając się ze śmiechu, mnie również trudno było powstrzymać tę reakcje ale jednak wybuchnęłam śmiechem. Aleu piszcząca w gnojowniku była najlepszą chwilą tego dnia, chłopacy też tak sądzili.
-Jas, odprowadzisz Amidię na pastwisko?-zapytałam z uśmiechem a on pokiwał głową i zabrał uwiąz z ręki Rush'a.
Zauważyłam że Francuza nie ma w boksie North, moja klacz już tam stała. Arabek stał na pastwisku i z radością w migdałowych oczach cwałował i brykał. Oparłam się o płot i przyglądałam się Francuzowi.
-Uwolniłeś się od niej, prawda?-wyszeptałam a on zatrzymał się i swoimi bystrymi patrzałkami spojrzał na mnie jakby mnie rozumiał, zarżał cicho.-Będziesz wolny, powinieneś być wolny. Ona Cię tylko psuje, prawda śliczny?-nim się zorientowałam byłam już po drugiej stronie ogrodzenia i gładziłam go po delikatnym pysku. Zaczęłam rozmyślać o Rush'u. Był jednym z pierwszych, jemu ufałam najbardziej. Przyjaźniłam się z nim od początku mojego pobytu w Dressage Academy. Bardzo go polubiłam. Tylko polubiłaś? A może jednak się w nim zakochałaś?
-Nie! Nie zakochałam się w Rush'u!-zaprzeczyłam głosikowi który rozbrzmiewał w mojej głowie.-Przyjaźnie się  z nim! A czy będziemy razem nie jest mi wiadome pieprzony głosiku!-krzyknęłam i usłyszałam kolejny śmiech, Rush'a.
-Słyszałeś wszystko!?-wyjąkałam. To mam przechlapane.

>Ru? c: <

od Rusha cd. Viktorii

Amidia spojrzała na mnie z wyższością i prychnęła niczym majestatyczny jednorożec. Wywróciłem oczami, królewna się znalazła.Jaka właścicielka, taki koń- mruknąłem pod nosem i zanim się obejrzałem, dostałem zgrzebłem po ramieniu...
- Auć?- bardziej spytałem, niż stwierdziłem, a moja towarzyszka fuknęła, udając wielce obrażoną... kobiety
Byłem zadowolony, niemal osiągnąłem pełny sukces. Zostałem skubnięty zaledwie cztery razy i przeżuto mi jedynie część prawego rękawa bluzy. Ten koń to mini wersja demona o uroczym pyszczku... uroczym dopóki się do ciebie nie zbliży...
Moje zamyślenie przerwało skrzypnięcie drzwi frontowych stajni, zawiało chłodem, Tori zasunęła bluzę i widząc, kto wkracza do środka, zacisnęła dłonie w pięści. Podążyłem wzrokiem w tę samą stronę... i zacząłem tego żałować. Nie trudno zgadnąć, który okropnie irytujący człowiek z gwizdkiem zamiast strun głosowych wkroczył do środka.
- Zaraz mnie coś...- zaczęła moja towarzyszka, na co pokręciłem głową
Moje spojrzenie zatrzymało się na jej koniu, cudownym, jabłkowitym arabie o mądrych oczach. I w tamtym momencie niemalże zakręciło mi się w głowie... przecież ona go zamęczy. Odwróciłem się... nie mogłem już na to wszystko patrzeć.
- Vikuś, rusz ten swój tłusty zadek i zrób nam miejsce... Książę idzie- zapiszczała podekscytowana, a mi zrobiło się niedobrze. Jeszcze chwila i ujrzałbym moją zacną treść pokarmową na jej niebotycznie drogich oficerkach. Zaraz, zaraz... czy ona zamierzała wprowadzić arabka do boksu North... ale... gdzie się podziała Wish?
Moja towarzyszka z sykiem wciągnęła powietrze, gdy zobaczyła swoją karą klacz, stojącą dwa boksy dalej i omal nie wybuchła... już wiedziałem, że szykuje się niezła awantura.
- Co ty robisz do cholery?!- wrzasnęła, czym nieco wystraszyła Die... młoda klaczka wierzgnęła nerwowo, a ja odruchowo zacząłem gładzić ją po grzbiecie, modląc się o zachowanie swoich palców.
- Jak to co? lepsze konie stoją bliżej magazynu idiotko- fuknęła, a ja przybiłem sobie facepalm'a, Tori rzuciła się na Aleu z pięściami...
> Tori? c;?<
>Stęskniłam się za Viki i DA :D < ~Vika

od Ricka cd. Cassandry

Dziewczyna mi się spodobała. Zresztą większość dziewczyn mi się podoba. Jedno mi się nie spodobało : gdy zauważyła moje tatuaże to skrzywiła się. Bynajmniej tak mi się wydawało.
-Niezła co nie Soul? – Spytałem konia patrząc na odjeżdżającą dziewczynę. Koń zarżał jakby mówił : Debilu, czego się śmiałeś?
-Teraz na mnie tak? A kto mnie tu zostawił? – Zaśmiałem się. Podszedłem do ogiera i chciałem go złapać za kantar ale uciekał mi. Zachciało mu się zabawy.
-Wracaj! – krzyknąłem gdy koń nagle pogalopował w stronę akademii. Ten tylko przyśpieszył. Szybko pobiegłem za nim. Po chwili Soul stanął i dogoniłem go.
-Ja cię kiedyś zabiję… - oznajmiłem mu a on jakby nigdy nic pokłusował przed siebie.
-Serio? – spytałem sam siebie i pobiegłem za nim. Gdy minąłem róg stajni zobaczyłem Cass i jakiegoś chłopaka którzy gadali razem przy płocie. Wyglądał mi na jej brata. Zatrzymałem się i schowałem za rogiem.
-Ale wpadka… - szepnąłem. Założyłem kaptur od bluzy i cicho przeszedłem obok nich.
-Ej, ty. – usłyszałem głos chłopaka. Cholera. Jak ja nienawidzę tego konia.
-Ja? – Spytałem jak głupek nie odwracając się.
-Tak, ty. Coś ty za jeden? - s
-Taki nikt, w ogóle mnie tu nie ma. – powiedziałem i ruszyłem szybkim krokiem przed siebie. Niestety daleko nie zaszedłem bo ktoś mnie zatrzymał.

Cass?

Od Cassandry cd. Rick

Iratze był dziś wyjątkowo spokojny, koń anioł. Uśmiechnęłam się pod nosem, skręcając w moją ukochaną leśną dróżkę. Słońce dawało o sobie znać coraz bardziej, robiło się wyjątkowo ciepło. Ir przeszedł w miarowy kłus, a ja nareszcie mogłam oderwać się od tego wszystkiego i odetchnąć. Zaczęło wiać, skrzywiłam się. Że też nie wzięłam ze sobą żadnej spinki, czy huk wie czego... włosy przejmowały nade mną kontrolę. Musiałam wyglądać jakbym miała na głowie siano... rude siano. Zrezygnowana podniosłam wzrok i na chwilę znieruchomiałam, Iratze zwolnił do równego stępa. Przekręciłam głowę lekko na bok, chcąc bliżej przyjrzeć się "intruzowi", który znikąd pojawił się przed nami... nie znałam go. Kary koń znajdujący się przede mną również zaczął lekko zwalniać:
- A ty to kto?- zapytałam niemalże pod nosem... chyba jednak usłyszał
Kary ogier natychmiast stanął dęba, był niesamowity... I na tym "niesamowitość" niestety się zakończyła, ponieważ jego właściciel huknął o glebę, a cudowny koń galopem ruszył w las, skrzywiłam się. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że to moja wina
O matko, o matko, o matko... ale ja przecież nie chciałam, żeby komukolwiek coś się stało. Migiem zeskoczyłam z gniadosza, dziękując sobie w duchu, że nie skręciłam kostki, bo mój koń do najniższych nie należał. Następnie podbiegłam do chłopaka, który ku mojej uldze zaczął się podnosić.
- Ja... przepraszam- wydukałam, pomagając mu się podnieść
Na mój niemalże zawał odpowiedział śmiechem... czy on się śmiał do cholery?! Zmarszczyłam brwi i spochmurniałam
- I ty uważasz, że to jest śmieszne?- wymamrotałam nieco zirytowana
"Intruz" zdjął kaptur z głowy i wyszczerzył zęby w irytującym uśmieszku, po czym zmierzył mnie wzrokiem. Także złapałam się na tym że kilka razy go zlustrowałam. Chyba lubił tatuaże... o tak... miał ich dużo. Skrzywiłam się...
- Jestem Rick- powiedział jakby nigdy nic a ja kilkukrotnie zamrugałam z niedowierzania... Spadł z konia, który później mu uciekł i ma to w poważaniu? Gdybym zgubiła mojego Iratze, dostałabym zawału
- Myślę, że powinniśmy poszukać twojego...- nie dokończyłam, kary ogier wyszedł z krzewów i ku mojemu zaskoczeniu przydreptał prosto do chłopaka... Byłam totalnie zdezorientowana... ja...
- Skoro wszystko w porządku, to ja już sobie pójdę.. serio- wymamrotałam i wskoczyłam na grzbiet gniadosza. Ta sytuacja była dziwna... bardzo dziwna
Ruszyłam w kłus, chcąc dostać się do akademii, lepiej nie pakować się w żadne kłopoty. Nie tym razem, Ru by mnie zabił...
- Hej! Zaczekaj- usłyszałam jeszcze jego głos... wciąż się głupio cieszył, przyspieszyłam
- Mogłabyś się chociaż przedstawić!- w sumie racja, kultura zobowiązuje. Obróciłam głowę w jego stronę:
- Jestem Cass...
Kilka minut później, byłam już w akademii...
> Rick?<

>Od Viki: O! Czyli mamy karuska c: <

od Rick'a


 Jechaliśmy kilka godzin. Była chyba ósma lub dziewiąta rano. Słuchałem Demons – Imagine Dragons i oglądałem okropny wiejski krajobraz. I co w tej dziurze mamy mieszkać? Super… Jestem udupiony na bardzo długo. Niby jedziemy do nowej stajni dla Soul’a a tak naprawdę co? Jedziemy na jakieś zadupie. Czemu nie zajrzałem do bagażnika? W sumie ciotka nieźle to zaplanowała. Ostatnio dobrze się zachowywałem i nie stwarzałem problemów. Jeszcze powiedziała mi że to nagroda. Wreszcie dojechaliśmy. Dom wyglądał nieźle ale mało mnie to interesowało. Wyszedłem z auta i trzasnąłem drzwiami od jej ukochanego vana.
-Rick! – krzyknęła a ja zignorowałem ją, założyłem kaptur od bluzy i otworzyłem przyczepę. Soul był bardzo niespokojny. Stanął dęba.
-Spokój, nie ma się czego bać, jesteśmy na miejscu. – uspokoiłem cudem konia, wyprowadziłem z przyczepy i wsiadłem na niego.
- Kto pomoże mi rozpakować rzeczy? – spytała ciotka otwierając bagażnik. Po chwili przyjechało drugie auto w którym siedział jej nowy partner.
-Może twój nowy fagas, co? – odpowiedziałem pytaniem.
-Rick! Nie pozwalam ci się tak o nim wyrażać! – krzyknęła.
-Nie jestem już dzieckiem i nie będziesz mi mówić jak mam żyć.- odpowiedziałem wściekły.
-A ty dokąd? – spytała.
-Jak najdalej od ciebie! – Krzyknąłem i ruszyłem cwałem przed siebie. Po jakiś 10 minutach zauważyłem znak z napisem „Dressage Academy”.
-Może jednak nie będzie aż tak źle, co? – spytałem Soul’a na co on w odpowiedzi cicho parsknął i ruszył kłusem w stronę akademii. Po kilku minutach byliśmy już przed stajnią.
-A ty to kto? – usłyszałem głos za plecami. Soul przestraszył się i stanął dęba. Spadłem z hukiem na ziemię a ogier pocwałował przed siebie. Leżałem chwilę na ziemi.

Ktoś? :3

sobota, 18 marca 2017

od Viktorii cd. Avafo

Pomyślałam sobie o Gwieździe i uśmiechnęłam się smutno pod nosem. Iskierka wzdrygnęła się pod moim dotykiem ale towarzysząca mi dziewczyna uspokoiła ją. Obejrzałam jej nogi i pysk. Była delikatną klaczą i wydać było że ufała Avafo. Nie chciałam wdawać się w szczegóły co i jak.
-Chodź poznasz kogoś- powiedziałam do Tene która skakała wokół mnie, Avafo zaśmiała się bo mówiłam do psa-Tenebris! Siad.-powiedziałam i lekko machnęłam ręką, czarny owczarek usiadł a ja weszłam do boksu Amidii, klaczka cofnęła się do środka boksu i zarżała zdenerwowanie, wyjęłam uwiąz zza pleców i zapięłam jej go o kantar, wyprowadzanie Dii to zło... Klaczka powąchała Iskierkę która zarżała przyjaźnie, mój kary szatanek  stanął dęba trochę spanikowany, Avafo popatrzyła się na mnie jak na nieumiejętną dziewczynkę która dopiero zaczyna.
-Co się lampisz? Ogarnij Iskierkę.-warknęłam bo jej klacz też spanikowała Tene odsunęła się grzecznie i patrzyła się z zainteresowaniem.
-Nie musisz mnie informować co mam robić- odparła dziewczyna z wymuszonym uśmiechem, zacisnęłam zęby żeby nie poszczuć Tene na niej ale nie skusiłam się. Pomyślałam o przygodzie z Tomem kiedy to złamałam mu rękę...



>Avafo? c: <

sobota, 11 marca 2017

od Avafo cd. Viktorii

Poszłyśmy kawałek ta drogą. Po paru metrach znalazłyśmy się przed wielką bramą. Przeszłyśmy ją i poszłyśmy jeszcze dalej (konie z pastwiska nadal nam towarzyszyły). W końcu zobaczyłam jakieś zabudowania w oddali. Kiedy poszłyśmy bliżej okazało się ze to stajnie, hale, padoki itp. Konie z pastwiska zarżały na pożegnanie, ponieważ ich pastwiska już się skończyło i dalej z nami nie mogły iść. Poszłyśmy w stronę stajni i weszłyśmy do niej. Ujrzałyśmy piękne boksy, poidła itd. Przeszłyśmy w głąb stajni, A kopyta Iskierki ślicznie stukały. Kiedy tak sobie chodziłyśmy to przyglądałyśmy się jej mieszkańcom. W jednym z boksów stałą klacz o imieniu North, wiedziałam to ponieważ na drzwiach boksu była tabliczka. North jest piękna kara klaczą. Kiedy tak się jej przeglądałam uznałam że pewnie jest rasy Andaluzyjskiej. Dopiero potem zauważyłam dziewczynę siedzącą w boksie.
-Część!- powiedziałam z uśmiechem do dziewczyny.
-Część.- odpowiedziała nie zbyt przejęta moja osobą.
-Jak masz na imię? Ja nazywam się Avafo.- zapytałam z nadzieją że może zostaną koleżankami.
-Viktoria.- tym razem na mnie spojrzała i się mi uważnie przyjrzała- To twoja klacz?
-Tak. Ma na imię Iskierka. A czy ta North jest twoja?- pochwalił się dumnie Iskierka.
-Tak. To moja kochana klacz!- poczułam ze Viktoria chyba mnie polubiła.- Skąd wzięłaś się w Dressage Academy? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałam...
-Przeprowadziłam się z miasta tu do pobliskiej wsi. Szczerze to ja nawet nie wiedziałam że tu jest jakaś stadnina... Trafiłam tu tak że poszłam z Iskierką na spacer i tu przyszłyśmy.
-Aha. Będziesz się tu uczyć?- Viktoria chciała chyba się o mnie wszystkiego dowiedzieć.
-Jeszcze nie wiem, to zależy od moich rodziców.
-Mhm.- Viktoria wstała i wyszła z boksu swojej klaczy.-Mogłabym obejrzeć twoją klacz?
-Tak, oczywiście.
I Viktoria zaczęła oglądać i głaskać klacz. Iskierka zaczęła się troszkę denerwować, ale uspokoiłam ją.