***
Druga runda. Od razu było widać, że będzie gorzej niż wcześniej — stara Betty wyglądała, jakby zaraz miała kogoś udusić gołymi rękami. Tłum wył, darł mordę, ślinił się na krew.
I wtedy Maddie się zawahała. Tylko na moment, ale wystarczyło. BAM. Cios w głowę. Padła.
Zacisnąłem zęby. Ludzie się darli, ale ja już nie słyszałem nic. Bo wiedziałem, co się właśnie odjebało. Maddie leżała, a wszyscy w wyobraźni już liczyła forsę.
Zamarłem z uśmiechem jak zobaczyłem jak wstała.
Wstała. Wytarła pot z oczu. I się skuliła. Udawała, że się złamała. Że przegrała.
I wtedy wiedziałem — zaraz odjebie bombę.
Cios. Obrona. Cios. Unik. Seria, jak w jakimś popierdolonym filmie. A potem to zrobiła — podskoczyła, owinęła nogi wokół karku Betty, przewróciła ją, złapała nadgarstek, przycisnęła i zaczęła dusić. Betty nawet nie miała kiedy się zorientować. Łamała ją, powoli, brutalnie, z zimną precyzją. I kiedy ta stara suka uderzyła ręką w ziemię, wszyscy wiedzieli, że Maddie ją właśnie rozjebała. Bez litości.
A ona? Ona tylko odwróciła głowę. Spojrzała na organizatorkę walk. I uśmiechnęła się.
***
Siedziałem w barze, whisky w jednej dłoni, a drugą opierałem o biodro Rumi, narzekała na moje szastanie kasą. Ale chuj z tym, jej śmiech robił klimat. Barman właśnie podał mi gruby plik banknotów, jeszcze ciepłych po zakładach. Czułem ten zajebisty dreszcz w żołądku – bo nie dość, że zgarnąłem forsę, to jeszcze zrobiłem to dzięki niej. Maddie.
I wtedy zobaczyłem ją.
Stała przy wejściu, zmęczona po walce, w oczach jeszcze adrenalina, ciało napięte jak struna. Nie spodziewała się mnie tutaj – widziałem to w jej spojrzeniu. Zatrzymała się, jakby dostała drugi raz w twarz.
Uniosłem szklankę.
- No proszę, no proszę… – powiedziałem głośniej, żeby dotarło do niej przez szum baru. – Myślałem, że już się obraziłem na ciebie, a tu taki prezent.
Rumi zachichotała, klepiąc mnie w ramię, ale ja patrzyłem tylko na Maddie. Kurwa, pięknie wyglądała. Wściekła, zdziwiona, cała w tym swoim lodowatym blasku.
– Warto było – rzuciłem, stukając szkłem o blat, a barman położył przed nami kasę. – Wszystko postawiłem na ciebie. I nie zawiodłaś.
Jej oczy zrobiły się większe, jakby nie dowierzała.
– Ty… postawiłeś na mnie?
Pochyliłem się do przodu, uśmiechając się krzywo.
– Postawiłem wszystko – powtórzyłem wolno. – I właśnie wygrałem wieczór twoją robotą.
A ona stała, jakby próbowała rozgryźć, czy bardziej mnie znienawidzić, czy uszanować. Patrzyła na mnie jak wryta. Dosłownie otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Jakby jej ktoś nagle powiedział, że ziemia jest płaska albo że ja umiem tańczyć balet.
– Co jest? – parsknąłem, unosząc szklankę. – Wyglądasz, jakbym ci właśnie powiedział, że kupiłem jacht.
– Rick… – zaczęła, głos miała zduszony. – Przecież to jest gruba kasa, po tym, jak widziałam twoje mieszkanie… – zawahała się. – Przecież ty ledwo…
Roześmiałem się tak, że paru gości przy barze się obejrzało.
– Ooo, Maddie, no weź… To tylko pozory. – Nachyliłem się bliżej, uśmiechając się jak cwaniak. – Sprzedaż mąki idzie lepiej, niż się wydaje.
Rumi zaśmiała się razem ze mną i od razu wyciągnęła rękę do Maddie.
– Hej, słyszałam o tobie same zajebiste rzeczy. – Uśmiechnęła się ciepło, wcale nie złośliwie, jakbym się spodziewał. – Ale na żywo jesteś jeszcze mocniejsza. Gratulacje.
Maddie mrugnęła, trochę zbita z tropu, ale podała jej rękę. Rumi uścisnęła ją z taką szczerością, że aż ja się lekko zdziwiłem.
– Siadaj z nami – rzuciłem, klepiąc wolny stołek obok. – Drinki idą na mój rachunek.
Maddie nadal stała jak słup, patrząc na mnie tym swoim cholernym spojrzeniem, co przenika na wylot. Ja już czułem, że mi lekko w bani zaczyna szumieć, whisky grzała, kasa leżała na blacie, a życie wyglądało na takie, jakie powinno.
– Chodź, no! – dodałem, już bardziej bełkotliwie, bo druga szklanka we mnie weszła jak woda. – Dziś świętujemy. W końcu jesteśmy kurwa zwycięzcami, nie?
Uśmiechnąłem się szeroko, trochę za szeroko, a Rumi tylko pokiwała głową i znowu zachęcająco poklepała krzesło.
/maddie?
niedziela, 24 sierpnia 2025
Od Ricka cd. Maddie
Subskrybuj:
Posty (Atom)